Jump to content
Dogomania

eloise

Members
  • Posts

    7795
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by eloise

  1. ale wesoły pyszczek :)
  2. jak zwykle jestem do tyłu- ale wiecie, moje dzieci są TAK energetyczne, tak absorbujące i TAAAK pomysłowe, że dziwie się, ze jeszcze potrafię na dogomanię trafić! Melduje się na wątku u Chmurci i jak mnie dzieci dobiją, to poproszę Nutusię, żeby mnie przetymczasowała choć kilka dni... ;) Niedawno jechałam z córką pociągiem i zapytałam: Aniu, a co za Wisłą płynie? Pasażer obok parsknął na cały regulator ;)
  3. aparat w ruchu a Lorek pełen luuuz:) cudnie!!! :)
  4. dzięki Ellig za przeciek ;)
  5. Magda! Nareszcie się odezwałaś! Nie strasz nas Kobieto!!! Szablony jesienne doszły? Coś czuję, że mogłam wysłać gotowce do przyklejenia a nie same szablony :) Mnie też brak mobilizacji do wstawienia zdjęć, a zaległości mam jak zawsze mnóstwo. Na nasze 4 psy tylko jeden zjada orzechy i ma nieziemską frajdę z rozłupywania skorupek :) Pozdrawiamy cieplutko!!
  6. bardzo się cieszę, że kontener się przydał! :)
  7. weszliśmy do tej bocznej sali a Jonek w krzyk, bo chciał być na zewnątrz i siedzieć na motorze, który stał przed restauracją. Paweł z nim wyszedł, a ja usiadłam i próbowałam odsapnąć, bo przez 15 minut zabawiałam Jonatana pchając wózek pod górę i cały czas musiałam gadać. Ale nie dane było mi odetchnąć, bo na stołach i parapetach poustawiane były ceramiczne gołębie, czy kury i zające i mnóstwo jabłek- super ta dekoracja wyglądała, ale Ania chciałą mieć kilka ptaków obok siebie, więc pomagałam jej ustawiać towarzystwo... A jak Jonatan wrócił i zobaczył... to się dopiero zaczęło!!! A kelner przyszedł z uśmiechem na twarzy i przyniósł karty.
  8. wrócę do naszej niedokończonej opowiastki o wycieczce autobusem... Wsiedliśmy a autobus zamiast jechać- stał. Korek nieziemski, Ania z Jonkiem dochodzą się o liście, w końcu Ania pragnąca usiąść... Ktoś ustąpił Ani miejsca, Paweł z nią usiadł, ale Ani stwierdziła, że wolałaby przy oknie, więc ktoś zwolnił także miejsce przy oknie... Jonatan dość grzecznie siedział w wózku, ale... ile można???? Postanowił iść do Ani i Pawła, a że siedzieli na kole, że tak powiem, to naprzeciwko nich były też 2 siedzenia, przodem do nich, oczywiście zajęte, bo autobus był wyładowany po brzegi. Pani z córką siedzące naprzeciw nich były zauroczone Jonatanem, nawet... jak Jonek zaczął je spychać z siedzeń, bo też chciał być przy oknie, a Ania nie chciałą mu ustąpić swojego miejsca :D po kilku minutach... obie panie zeszły a ja usiadłam, bo Paweł sam nie dawał rady rozdzielać naparzających się dzieci ;) tak więc nasze "maleństwa" załatwiły nam siedzące miejscówki ;) Na szczęście w opisie wygląda to gorzej niż było w rzeczywistości- wszytsko odbyło się z uśmiechami na twarzach ( innych, bo ja byłam spięta. Jak Jonatan zaczął wspinać się na oparcia i je lizać, Paweł zarządził odwrót, bo autobus dotoczył się do przystanku i można było wysiąść. Wysiedliśmy, poubierałam towarzystwo, wsadziłam Jonatana do wózka ( kto nie próbował, ten się nie dowie!! Wsadzanie go do wózka to coś wiecej niż sport ekstremalny!!!) Umyłam wszystkim ręce, i wolniutko ruszyliśmy dalej. A Autobus stał... toczył się strasznie wolno, a my odbiliśmy w bok, żeby zobaczyc budynek Sejmu, podjęłam nawet próbę wytłumaczenia ANi co to jest rząd ;) Jonek wylazł z wózka, sprawdzał wszystkie dziury i śmieci po drodze, odbiliśmy jeszcze trochę w bok na spacerową alejkę, powoli dotoczyliśmy się znowu do głównej drogi i... zobaczyliśmy, że wyprzedziliśmy autobus z którego wysiedliśmy :D mieliśmy krótkie wizje tego, co by się działo, gdybyśmy z niego nie wysiedli- w mojej wizji z autobusu uciekł nawet kierowca :D Celem naszej wycieczki była pierogarnia. Ale droga do niej była bardzo daleka, a Jonatan zrobił się strasznie marudny. Kiedy już zamierzaliśmy zarzucić nasze plany, oczom naszym ukazała się... pierogeria :) weszłam nieśmiało do restauracji, rozejrzałam się na boki... podszedł do mnie Kelner. K: zapraszamy serdecznie!! E: Dziękuję, ale ja się tak rozglądam i zastanawiam, gdzie usiąść, bo wie pan.. jesteśmy z bardzo krzykliwym dzieckiem... K: To żaden problem!!! Zapraszamy do głównej sali! ( MOja mina na bank mówiła: Nie wiesz, o czym mówisz chłopcze!) E: A może jednak skorzystamyz pustej bocznej sali? K:Oczywiscie! Jeśli Państwo sobie życzą! (Straszny z niego był optymista) E: Tak, myślę, że tak będzie lepiej... dla wszystkich! cdn ;)
  9. :) i na zdjęcia i na bazarek czekam niecierpliwie :) gratuluję udanej imprezki :) na stronie Animalsa można zobaczyć wstęp do fotek!!! :)
  10. dałam Pawłowi kał Jonatana, miał oddać do analizy- nie oddał. czy muszę cokolwiek dodawać????
  11. 3x pół tabletki 15 mg? to chyba nie jest duża dawka, mój pies, 11 kg jest na stałej dawce 2x dziennie 1 tabl 15 mg
  12. P: Widziałaś mój aparat na zęby? E:???? Chcesz powiedzieć, ze go zgubiłeś??? P: Nie, ale nie wiem, gdzie go położyłem. E: Nie widziałam... Dzień później. Aparat leży tam, gdzie zawsze leżał. E: Szukałeś i znalazłeś? P: Nie,leżał tam, ale jakoś go nie widziałem... Poranne zamieszanie, jedno się nie chce ubrać, drugie ucieka przed syropem, Ofik rozważa podanie o to, żeby łaskawie wystawić swoje duże 4 litery na dwór... Fox skacze wokół mnie, bo już chce wyjść, Amelia się wydziera z parapetu, bo ma ochotę na mokre żarcie z lodówki... A Ania nagle wypala do mnie: A:Mamusiu, a wiesz, kogo najmocniej kocham? E: Kogo? ( spodziewam się wielu odpowiedzi: ciebie, tatusia, Ofika, Pana Jezusa, dziadka... myślałam, ze spodziewam się wszystkiego) A: Cygusia... ( Pies naszych znajomych spod Lublina, którego Ania poznała i pokochała w lipcu) I takiej odpowiedzi się nie spodziewałam :D P:Ania!!! NIe dłub w nosie! I nie jedz tego!!! ANKA!!!! A: TATO!!! To nie z nosa, to z oka!!!
  13. a on dopiero teraz zaczyna psiejskie życie!!!
  14. dokładnie!!! :) i pamiętaj Jelena- do ślubu dałam Ci wolne, ale po... nie wymigasz się od wysłania książek mojej Babci!!! Biedna babcia nie ma już czego czytać!!! :)
  15. opowiem do końca, jak kiedyś znajdę czas!!!! :D
  16. są jakieś wieści?
  17. mój mąż zanim udał sie na ową konferencję pytał o pozwolenie i kierowniczkę i vice-kierownika, a jak wrócił, to powiedział, ze miał pomroczność jasną i zapytał, czy na następny dzień może iść, bo jest ciekawy tej konferencji... :D ubaw z niego muszą mieć taki jak my tutaj :D tydzień temu zabrałam Anię na wizytę u okulisty, wracając weszłyśmy do maca na frytki. Ania była szczerze zdziwiona, że obok maca był subway, była przekonana, że jest tylko jeden subway, na Nowym Świecie,w którym czasem kupujemy ciasteczka :D dzień później zabrałam ją ze sobą do pracy. po pracy pojechałyśmy szukać Ani butów na zimę. Ania: Mamo, a pójdziemy do mc donalda? E: Możemy iść, a co byś chciała? A: Chomika. E: Do jedzenia??? A: Nie no, taką zabawkę, jak wczoraj. E: A jeść ci się nie chce? A: Chce, ale najbardziej chcę chomika. Typowe!!! Chomiki leżą ciepnięte w kąt... A dzisiaj dzień jak co dzień... No mówię Wam! Milena rechotała jak dzika jak jej opowiadaliśmy :) Zmusić to trio do wyjścia z domu- masakra!!! Mam na myśli Pawła, Jonka i ANię. Wyszliśmy, pojechaliśmy, dojechaliśmy na Powiśle i się zaczęło... Poszliśmy do rossmanna, i wyszliśmy z... rzeczami za które nie zapłaciliśmy, bo je położyłam na wózek, a nie do koszyka. Paweł wrócił, żeby zapłacić. Ale kicha, no! Wszystkie drogi prowadzą do Pieluszkarni, przynajmniej nasze ;) W sklepie akurat był szef, więc mówię, że przyszłam po olejek migdałowy (świetnie nawilża skórę!!) i zapłacić za rzeczy, które wzięłam wczoraj ale za nie nie zapłaciłam... Paweł miał niezły ubaw i zapytał, czy ze wszystkich sklepów tak coś wynoszę ;) Poszliśmy potem na targi Kobiety-pistolety, ale o dziwo, nie kupiłam nic nowego! Tylko Ania wyszła bogatsza o jedną spinkę do włosów. Postanowiliśmy iść do centrum na pierogi. ALe to pod górę a Ania cały czas jęczała: na barana, do wózeczka, na rączki, boją mnie nóżki... No to wsiedliśmy w autobus... A dziś pół Warszawy wycięte z ruchu, bo i PIS coś tworzył i Run Warsaw sie odbywał... i utkwiliśmy w autobusie w korku... Ania miała w ręce liście zebrane po drodze i nie chciała dać Jonatanowi nawet jednego, a on się darł- kto tego nie słyszał, to nie ma pojecia o czym piszę- on nie płacze, nei jęczy,No to Paweł dał mu resztkę tiktaków on krzyczy tak, że szok! I tak już jest lepiej i ciszej i spokojniej... ale i tak wszyscy się na nas gapili! No to Paweł dał mu resztkę tiktaków. Ania: Masz Jonuś, proszę, chcesz liscie? Dam ci wszytskie, proszę, trzymaj, możesz się bawić, to będą nasze wspólne tiktaki... no padliśmy!!!! i ludzie dookoła też! a to dopiero wstęp!!! jutro opiszę wszystko ze szczegółami
  18. Ja również gratuluję i widzę, że już wiecie dlaczego dzień ślubu, to najszczęśliwszy dzień w życiu- bo to koniec tego cyrku przed ;) pamiętam jak bardzo czekałam na nasz ślub, żeby już to szaleństwo było za nami :)
  19. niemal 2 tygodnie!! i taka cisza!!! nikt nie pyta, co u nas! to ja na złość właśnie napiszę!!!! :) Jonatan chory, czyli norma. Z niczego dostał kataru a katar natychmiast rzucił się na oskrzela, jeszcze nie dostał antybiotyku, ale ciągnie się to już tydzień, więc nie wiem czy się antybiotykiem nie skończy. Zbieramy opinie o lekarzach medycyny chińskiej w Wawie i wkrótce się do kogoś wybierzemy. Poszłam dzisiaj bardzo wcześnie do pracy i nie przejrzałam zawartości swojej torby przed wyjściem. Jak dotarłam, szukałam kluczy i znalazłam kilka bardzo ciekawych rzeczy... Oto zawartość mojej torby: Portfel wypchany po brzegi paragonami i kartkami najwyższej wagi Termos z herbatą- litrowy różowy jednorazowy kubeczek- zgnieciony (zabrałam wczoraj Jonatanowi i z braku kosza, wrzuciłam sobie do torebki) kanapki okulary w etui ( nie wiem po co mi to etui, okulary i tak są już zniszczone, bo nosiłam w torbie też pilniczek...) paczka słonych paluszków krem do rąk krem nawilżający dla dzieci moje 2 pomadki ochronne pomadka Ani plastikowa miseczka poradnik nt laktatorów 2 gazety kilka paczek chusteczek żel odkażający do rąk kilka plastikowych nakrętek- zbieram i oddaję gumy Ani tik taki zegarek Ani- szajs z gazety, który sie rozpadł i z braku kosza trafił do mojej torebki gumka do włosów lusterko cukierki- też Ani naklejka dzielny pacjent- smok Bodo i na koniec najlepsze: wiertełko- grzebadełko do ciastoliny, takie na baterie, Jonuś mi podrzucił, jak na nie trafiłam to się nieźle zdziwiłam... Jak wróciłam, wyjęłam i dałam mu- dziabnął mnie pod okiem, typowe! A Paweł poszedł niedawno na konferencję, która miała się odbyć... następnego dnia :D i sam się z siebie uśmiał jak norka :D Pozdrawiamy Was serdecznie :) p.s. moja torba nie była ciężka!!! i dlatego nie zorientowałam się, że mam tam takie dodatkowe sprzęty ;)
  20. najbardziej podoba mi się zdjęcie, była kostka, nie ma kostki :D znam to doskonale :D moi dziadkowie niestety nie nadają się na opiekunów psa, chyba, że pluszowego :( nie udało się ich wyedukować przez tyle lat... na szczęście mój Tata wyszedł na ludzi ;) i nawet nie za długo się złości jak go pies gryzie do krwi w nos, kiedy siada na własnym łóżku :D
  21. ZAŁAMKA... świetnie się "opiekunka" zachowała...
  22. nie wiem, sama się dziwię jak to znoszę :) wczoraj był dzień jak co dzień ;) czyli Paweł w akcji
  23. Zapomniałam, że zanim ANia zrobiła cyrk o małe zwierzątko, piła napój i mówi tak: udaję, że piję wódkę!!! E: Dziecko! co ty gadasz? A: udaję, ze piję wódkę!!! E: Ania, co ty gadasz!! Skad ci sie ta wódka wzięła? W życiu wódki nie widziałąś!!! ( i pewnie w domu tego słowa nie usłyszała! ) A: A ja wiem, ze ty pijesz wódkę! I tata też!! E:co???????? oszalałaś! A: A tatuś pije paliwo! E: Tak, czasem pije piwo, ale nie pije wódki! A: A ja i tak wiem, ze pijecie wódkę! I jak bedę dorosła to TEŻ będe pić wódkę! E: Jak będziesz dorosła, to będziesz robić to, co uznasz za stosowne i pewnie wcale picie wódki ci się podobać nie będzie. A: A ja i tak będę pić wódkę... Przestałam komentować, ale cycki i tak mi opadły!!!! Jak to opowiedziałam w domu, to wszystkim cycki opadły :D jestem z Jonatanem na diecie bez mleka. da się żyć, ale co to za życie bez cukierków i kawy z normalnym mlekiem!!! no i udzielił mi się tzw "syndrom Pawła" W wtorek to na maksa dałam popis- włączyłam do kontaktu środek p.komarom i wywołałam duszność u Jonatana i w środku nocy robiliśmy inhalacje, żeby mógł oddychać a nie kaszleć... oczywiście trzeba było dowalić mu potężną dawkę sterydu... moja wina!!! A dziś... pojechałam samochodem na stację, żeby zdążyć na pociąg do centrum. Jak wracałam, sprawdziłam w telefonie, o której mam autobus ze stacji pod dom... rety! dobrze, że mało samochodów stało pod stacją, bo bym wsiadła w ten autobus, ale sie zdziwiłam widząc swoje auto przed sobą!!! Mogłabym sie starć i planować takie rzeczy, ale Pawła nie pobiję!!! :D Wieczór, dzieci po kąpieli E: Paweł, pamiętałeś o siusiaku Jonka w kąpieli? P: Nie. E: Paweł, wiesz jakie to ważne! Ile razy ci mówiłam... P: Będę pamiętał. (akurat!!) E:A smarowałeś go potem? P: Nie. Trzymam Jonatan na rekach, daję mu tubkę z maścią i mówię na cały głos- weż tą maść i daj tatusiowi, niech ci posmaruje siurka ( bujamy się ze sklejonym napletkiem). Jonek to rozumne dziecko, podszedł do tatusia, który stał obok, dlatego dałam dziecku maść do ręki, podał maść tatusiowi, tatuś maść wziął, wziął dziecko, ja się odwróciłam do nich plecami i słyszę: Ania: nie!!!!! NIE buzię!!! Siurka mama mówiła!!!!! E: PAWEŁ!!!! co ty robisz???? P: A co miałem mu posmarować???? E: PENISA!!!!!! A co mu smarujesz? P: Policzko E: DObrze, że nie migdałki!!!! Wszystko słyszeli: Milena, moja mama i tata Pawła, który stał na drabinie i niemal z niej spadł z wrażenia :D a moja mama nie mogła przestaćsię śmiać :D
×
×
  • Create New...