-
Posts
1911 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by M@d
-
Wg mnie - LAIKA - to on nie ma małych uszu... (tak przynajmniej wyglada ze zdjęcia) Co najwyżej ma mniej "oklapniete" końce ... Mój dłuugo miał jedno stojace, a drugie takie jak twój ... :lol: Do tej pory jak sie obudzi i jest zaspany, albo zmeczony po długim bieganiu, to nie ma siły utrzymac uszu "na baczność" i jedno mu opada :lol: Wiesz co? My się zastanawialismy, czy on po uszy nie stanął w kolejce dla Sznaucerów średnich... ? :lol: Może Twój jest tym, dla którego zabrakło odpowiednich uszu i musiał zadowolić się tymi, co miały być dla Beksy ??? :lol: :lol: Bo Twój to chyba średniak ??? Dobrze ze zdjęcia wnioskuję??
-
23. 01 - tak ma w książeczce i tak obchodzimy. Ale prawdopodobnie on jest urodzony między 1 a 7 lutego ... Handlarze zawyzyli jego wiek ... :-( I pewnie dlatego m.in. mamy z nim problemy ... :cry:
-
Na razie "nie myślę" na poważnie o o.e. Na razie dyskutuję, aby mieć lepsze podstawy do podjęcia decyzji na tak lub na nie, gdy inne metody zawiodą, a sytuacja zacznie zagrażać życiu psa. Behawiorysta, jak napisałem jest w planie (mam już telefon). A O.E. napewno nie kupię bez konsultacji z treserem stosującym taką metodę "wychowawczą" 1) aby ocenił czy będzie skuteczna 2) jeżeli będzie, aby przeszkolił w używaniu. Miałem już w ręku o.e. (dla rottweilera) 3 stopniowy pilot + wewnętrzna regulacja dostosowujaca moc do wagi i sierści zwierzęcia. Pierwszy stopień to nic wielkiego, drugi już sie czuje, trzeci już mi naprężył mięśnie. (ale ja na ręku nie mam sierści ...) Przyznam szczerze, że testowałem taki elektryczny przyrząd do "treningu" jaki pokazują w TV Shop :-P I powiem, że ten przyrząd na wyższych poziomach kopie mocniej niż ta cała O.E. :lol: Tak więc "przerażenie" jest tutaj nie do końca słuszne. Poszukaj w sklepach takiej o.e. i przekonaj się :wink: A jesli chodzi o używanie, to 1 stopień pt. "mrowienie" użyte ZANIM pies będzie "w akcji" połączone z komendą wystarczająco "rozprasza" psa i koncentruje jego uwagę na czymś innym ... Ponadto świadomośc psa, że można go "sięgnąć" gdy nie jest na smyczy z pewnosią także zmienia jego nastawienie... A może wystarczy pewniejszy ton głosu i pozwalanie na więcej, bez zapinania na smycz "żeby go nie pogryzł" ? Największy problem, to ten, ze on potrafi przebiec ulicę w pędzie ku innemu psu i to się może skończyć jego śmiercią ... I jeżeli tylko tak będę mógł go uchronic przed wpadnięciem pod koła, to nie zawaham się nacisnąć najwyższy stopień ... BTW - Jeżeli on broni tylko siebie, to czemu biegnie do psów oddalonych czasem o 50 m? - czemu wyskoczył z samochodu na widok O.N. na działkach i zapędził ją na jej działkę ?? - czemu "startuje" do psów wagowo większych od niego o kilka razy?? - czemu "startuje" do psów gdy jest blisko nas, a jak jest daleko, to poszczeka i wraca do nas??? - czemu na ulicy minie się czasem z obcym psem w odległosci 2 m i nic, a na JEGO podwórku KAŻDY pies to wróg... - czemu nie ma znaczenia czy to rottweiler czy 3 kilogramowy szczeniak yorka???? itd ??? Jego zachowania fragmentarycznie pasują do wielu opisywanych w książkach schematów - dominant, agresywny tchórz itd, ale niestety do żadnego schematu w pełni... A podawane tam rady dla jednego schematu są inne niż dla innego schematu, a nie da się sprzecznych rozwiązań stosować równocześnie ... :P To jak z książka do nauki jazdy samochodem. Opisane tam sytuacje w rzeczywistości prawie nigdy nie zachodzą w czystej postaci , jak na rysunkach w książce - zycie jet bogatsze niz książka i zwykle jest kombinacją kilku prostych sytuacji opisywanych w książce oddzielnie :wink:
-
[quote name='madzior_ka']własnie polarkowe też są fajne i sie zastanaiwałam nad takim ale bez nogawek, ale wydaje mi się ż elepszy z ortalionem (na wierzchu) bo wtedy na pewno nie przemaka, bo polar nasiąka wodą prawda? a ma juz sweterek na suchsze dni wiec chciałabym cos z ortalionem na wierzchu i w mr dog znalazłam coś takego: [img]http://www.mrdog.pl/up_files/225_kubrak_ociep_05_m.jpg[/img]niby to tylko na jamnika ale jakbym poprosiła moze by zrobili krótsze na Denisa bo jest taki zwyjły bez żadnych udziwnień, też ocieplany polarkiem itd i ma zasłonięte przedpiersie wiecej[/quote] Madziorka, ja jeżdżę czasem na nartach w polarze (jak nie pada i nie ma mroźnego wiatru. Nawet jak się wytytłam w śniegu, to polar wewnątrz jest suchy. Włókno polarowe wymyślono tak, aby przepuszczało wilgoć w jedną stronę - na zewnątrz. Więc mokry polar jest na wierzchu, ale stworzenie wewnątrz polaru ma sucho... (oczywiście w normalnych warunkach użytkowania, a nie przy polaniu wiadrem wody lub w rzęsistym deszczu ...) Nawet przy przeciętnym deszcu wewnatrz jest sucho... Sprawdzone - sam jesienią czesto na spacery chodze w polarze ... :lol:
-
Aha! Zapomniałem Wam napisać !! Beksa tydzień temu skończył 3 lata!! :B-fly: :drinking: :new-bday: :BIG: :multi: :multi: :multi:
-
Nie, z ortalionikiem nie chciałem, bo nie przepuszcza powietrza. Pod spodem jest śliska , cienka, ale gęsto tkana podszewka - fioletowa :lol: Polar ma wyciagać wilgoć na zewnątrz, więc pod spód nie należy kłaść nic nieprzemakalnego. Nawet zamoczony polar na ciepłym ciele sam wyschnie ... :-) Pies niby się nie poci, ale skóra i tak wydziela przez pory parę wodną (nie tak jak u człowieka, ale zawsze) A lepszy przewiany suchy pies niż schłodzone krople pod ortalionem :wink:
-
W zoologicznym (Kakadu) w centum handlowym kupiłem świetny polarek. Bez łaski i czekania. [img]http://www.idz.pl/sznaucer/28.jpg[/img] [img]http://www.idz.pl/sznaucer/29.jpg[/img] [img]http://www.idz.pl/sznaucer/24.jpg[/img]
-
Jak chcesz go wystawiac, to moze i kłopot, ale jak nie, to czym się martwisz??? Zobacz na mojego Batmana :-P [img]http://www.idz.pl/sznaucer/3.jpg[/img]
-
Też pozdrawiam. Zresztą, nie tylko piłeczek ... :lol: [img]http://www.idz.pl/sznaucer/26.jpg[/img]
-
Sorry, ale warunkowanie odruchów, to co innego, a warunkowanie zachowań złożonych opartych na abstrakcyjnej konstrukcji to zupewłnie co innego. I przywoływanie tu Pawłowa jest nie na temat. O takim warunkowaniu marzą wszyscy wojskowi i nikomu się nie udało (co najwyżej zbliżono się do tego, ale metodami prania mózgu - co oznacza całkowite pozbawienie poprzedniej psychiki ...) :wink: O ile pies nie ma władzy nad tym czy się ślini, czy nie, o tyle ma władze nad tym czy wrócić czy nie. Podany przez Ciebie wyżej przykład omawia nieposłuszeństwo w którym tłem jest większa przyjemność... W przypadku Beksy jak przyznałeś mi rację tło jest na poziomie silnych PODSTAWOWYCH instynktów. I pies nawet za najukochańszą piłeczką nie skoczy ŚWIADOMIE w przepaść ... (chyba, że nie wyhamuje - ale to co innego) (BTW. żołnierze przeważnie biegną tyralierą na pozycje wroga nie z chęci zwycięstwa lub zachwytu nad oratorskimi talentami dowódcy, ale z powodu plutonu egzekucyjnego czekajacego na dezerterów. Gdyby mieli w tym momencie wybór - atakujecie czy idziecie do domu(?), to wojny kończyłyby się pierwszego dnia :lol: ) Tresura zwierząt i ludzi (zwana wychowaniem) opiera się na zestawie nagród i kar. Nie istnieje państwo na świecie gdzie udało by się to inaczej. Tam gdzie nagrody zawodzą pojawiaja się kary. Dla większości społeczeństwa nagrody i samo widmo kary wystarczy, jednakże pełne więzienia świadczą, że nie dla wszystkich ... Ponadto sam napisałeś, że kara musi być skuteczna, natychmiastowa i nieodwołalna. Odebranie przysmaku po obiedzie 2 godziny później jest znacznie słabszym bodźcem niż szarpnięcie za nieposłuszeństwo kolczatką A skoro wzmacnianie pozytywne skutkuje mizernie, mimo miesięcy i lat powtarzania FE oraz nagradzania w momentach gdy jest posłuszny, to jaka natychmiastową karę wymyślisz gdy pies NIE jest na smyczy? Jeżeli bodziec psychiczny (obrona) jest silniejszy od wszelkich nagród, to może inny silny bodziec to powstrzyma? A takim bodźcem może być tylko bodziec negatywny. Pozytywne juz wypróbowaliśmy. Powiem ci jedno - piłeczka, patyk, ulubione przysmaki - NIE DZIAŁAJĄ - sprawdziliśmy juz wszsytko co nam tylko do głowy przyszło... Zresztą powiedz sam - gdyby do twojej matki/siosty/córki etc. podkradałby się tygrys, to wolałbyś biec ją ratować czy też propozycja pójscia na twój ulubiony film/mecz/etc. przeważyłaby i zostawiłbyś ją w niebezpieczeństwie?? I le razy wystarczy Cię warunkować machając przed nosem biletami, byś ją zostawił w niebezpieczeństwie ...??? P.S. Teorie Makarenki sprawdzają się przy zwykłym wychowaniu "codziennym" (i to ludzi), a nie przy "zginaniu krnąbrnych grzbietów". Nie wydając komend, na które pies nie zareaguje, dojdziemy do absurdu nie wydawania żadnych komend psu o silnym charakterze. I nawet Makarenko nie traktował tego w ten sposób, że jak bije kolegę i wiadomo, że nie przestanie, to nie będziemy mu zabraniać :wink: - Zresztą, ta metode trenowałem wielokrotnie na działce, gdy całe dnie soedzał na obszczekiwaniu przechodzacych za siatką ... - szedłem wtedy po niego - przestawał, zaczynał sie płaszczyc, pokazywałem kierunek dom, czołgał się brzuchem po ziemi do domu w geście poddaństwa, a za 15 minut było to smo i tak 2 tygodnie dzień w dzień ... (po kilkadziesiąt razy dziennie) :evil:
-
Pruski dryll w tym przypadku, to 1) zmniejszenie tolerancji na wykroczenia 2) zmniejszenie tolerancji na wielkość wykroczenia czyli "stwardnienie serca" Ostatnio z braku czasu i chęci "osłodzenia mu" stresu przeprowadzki zostały poluzowane rygory i konsekwencji wychowania. Od teraz nie ma już "tylko trochę szczekał, ale potem był grezczny". :lol: A w czasie przeprowadzki tak było ... "tyraliera" się sprawdza, pod warunkiem, ze żołnierze biegną w kierunku przeciwnika, a nie w bok lub do tyłu ... :lol: Jeżeli biegną do tyłu, to najpierw padaja rozkazy, a gdy to nie pomaga, to czasem NKWD-zista z CKM jest lepszym rozwiązaniem od totalnej porażki :lol: :lol: :lol: :lol:
-
Sorry, ale to teoria. Głos zawsze nas zdradzi i nic na to nie poradzimy. (nie jestem joginem i nie panuję nad swym ciałem i zapachem wedle swej woli) BTW - mój na gwizdek przychodzi zawsze, oprócz spotkań z psami. Może i gwizdkiem zdradzam emocje, ale jeżeli tak, to podświadomie i nic na to nie poradzę. A skoro jak widzisz analizuję i staram się jak mogę (a wierz mi że tak jest) i ponoszę porażkę, to znaczy że albo "nie powinienem mieć psa", ergo muszę go oddać do schroniska lub uśpić :P (albo zastosować nie akceptowane przez Ciebie metody). Jeżeli behawiorystka nam nie pomoże to juz nie wiem co oprócz O.E. może nam pomóc... :-( Weź też pod uwage, że mając "wspomaganie" w O.E. rośnie moja pewność "panowania" nad sytuacją, co może też wpłynąć na mój stan emocjonalny i sygnały przekazywane psu ... Byłem kiedyś zaczepiony przez żuli (a miałem w kieszeni inne "wspomaganie") i dzięki temu moje zdecydowane i pewne siebie "spier..." zakończyło błyskawicznie sytuację (bez użycia czy nawet wyjęcia "wspomagania" z kieszeni) :P Doskonale opisuje to gałąź nauki zwana "wiktymologią" dot. zachowania ofiar ... Tak więc sama świadomość możliwości dawanych przez O.E. może pomóc niekoniecznie zmuszając mnie do jej użycia ... P.S. Zauważ, że pies na smyczy, świadomy naszej możliwości "sięgniecia" go zachowuje się inaczej niż bez smyczy... pewny swej "nieosiagalnosci". Mój jak nie chce się ubrać w polarek, to chowa się do "budy" i odmawia wyjścia z niej. Wystarczy jednak założenie obroży i smyczy, a już nie trzeba go ciagnąć lub stosować przymusu bezpośredniego - sam przychodzi na pierwsze zawołanie ... Gdyby miał świadomość, że bez smyczy, też jestem w stanie go "siegnąć" to nie trzebaby go 6 razy dziennie razić prądem i torturować ... :wink: A on jest baaardzo inteligentny, szybko się uczy i doskonele pamieta (jak chce ...:P )
-
Nie wiem, czemu się dziwisz, że laik może coś zaobserwować i przemyśleć :-) Mając z moim psiakiem problemy, nie tylko czytam literaturę i udzielam się na Forach :-P Czasem także myślę, analizuję i obserwuję :lol: (BTW - Robert to imię męskie :-P) Co do różnych reakcji na różne osoby, to różnie reagujemy na zachowania osób nam doskonale znanych, a inaczej na osoby nieznane... Kiedyś mój kolega zgrywus zrobił taki zart: Spotkalismy się z innym moim kolegą, który go nie znał. I ten nowy kolega z czegoś zażartował, a zgrywus wstał, zrobił poważnż minę, podszedł do niego i z udawaną wściekłością powiedział " a co, masz coś do tego?" Żebyscie widzieli jak tamten zbladł i zaczął się gęsto tłumaczyć . :lol: Tak więc osoba nieznan może dośc łatwo zrobić "piorynujące" wrażenie, w przeciwieństwie do osób nam doskonale znanych, po których wiemy czego się spodziewać ... Tydzień temu na Polach biegł do mojego Sznaucera wielki O.N. - ze szczekaniem i wyszczerzonymi zebami, stanąłem mu na drodze i patrząc w oczy stanowczym głosem powiedziałem "ZOSTAW" i nagle z wielkiego wojownika zrobił się przygarbiony piesek, który zawrócił i ze spuszczonym ogonem pobiegł do swojego właściciela :lol: Nawet mój Sznaucer przestał szcekać na ten widok i spojrzał na mnie ze zdziwieniem :lol: BRT - tej komendy i tego tonu używam do niego codziennie gdy szczeka na inne psy (bez rezultatu) :lol: [natomiast z doskonałym rezultatem w innych sprawach - np. gdy coś chce wziąć do pyska] Gdy nie ma w pobliżu innych psów, to nie ma z nim większych problemów. A w każdym razie nie było do niedawna, bo ostatnio zaczął mieć jakieś warczące komentarze np. do zakładania ubranka i ma teraz wprowadzony "pruski dryll" :lol: Miał troche laby przez ostatnie miesiace, bo pochłaniała nas przepropwadzka, ale teraz znowu wzięliśmy się za niego ostro :D Widzisz, ja nie neguję całkowicie tezy, że błedy psa sa błedami własciciela. Ale nie zgadzam się z tezą, że O.E. to samo zło niszczące psychikę zwierzęcia. Świat nie jest idealny a własciciele nie są zarazem wybitnymi ekspertami w dziedzinie tresury. Czasem "droga na skróty" jest jedyną dostępną drogą w przypadku gdy zbyt silna psia osobowość napotyka zbyt mało przygotowanych właścicieli. Oboje z żoną pracujemy i nie możemy wziąć rocznego bezpłatnego urlopu aby go poświęcić na kształtowanie psychiki naszego pupila. Zresztą jak już pisałem, suka wychowuje psiaki za pomoca bólu fizycznego, a nie filozoficznych dyspót o przewadze dobrego zachowania ... :lol: Do niedawna krnabrne ludzkie dzieci "prostowano" metodą chłosty w szkole i jakoś od tego noe krzywiła im się psychuka i działało to przez setki pokoleń, więc nie przekonuje mnie teza o straszliwych spustoszeniach tej metody :wink: (oczywiście stosowanej z sensem, umiarem i po konsultacji ze specjalistą)
-
Hmm, powiadasz, że Atos ma hopla na punkcie piłeczek? Naprawdę, to dziwne ... :-P [img]http://www.idz.pl/sznaucer/14.jpg[/img] :lol:
-
Dzięki wszystkim! Było super, nawet mój szczekun po jakimś czasie przestał jazgotać :-) Szkoda, że on długo nie potrafi znieść socjalizacji i zaczyna chodzić "po obrzeżach" :-( No ale może powoli, powoli sie przyzwyczai nie będzie się alienował :-) Jeszcze raz DZIĘKI :)
-
My kupiliśmy naszemu polarowe ubranko i bardzo dobrze pasuje :) Tylko on nie chce się ubierać i trzeba go zmuszać :lol:
-
Spoko, kierujcie się na słuch :lol: Tam gdzie szczeka mały sznaucer, tam i my :D A jak bedzie zimno, to będzie w niebieskiej pidżamie (patrz zdjęcia niżej) :wink:
-
Mój pilnuje się mnie sam (no chyba że zobaczy innego psa :-? ) Od małego byłem "bez serca", pies pobiegł sam? No to ma problem :lol: Szybkie odejscie za jakąś przeszkodę i nie wychodzenie przez kilka minut i nie reagowanie na histeryczne wołania i szaleńcze biegania w ta i z powrotem. A potem zawołanie po imieniu i pokazanie się (o jaka pełnia szczęścia wtedy była :lol: ) Po kilkunastu takich przeżyciach (o jej zgubiłem się) pies nie odchodzi dalej niż na 10-20 m i ciagle sie ogląda... Pomaga też ciagła zmiana kierunku gdy pies się oddali wymuszajaca na psie ciagły kontakt wzrokowy aby pies był na bieżąco "gdzie te debile znowu polazły" :lol: On biegnie z uszami odwróconymi "do tyłu" i wystarczy że się zatrzymamy (przestanie słyszeć kroki) a natychmiast staje i się odwraca... Bo my czesto mu się chowamy ... :P
-
To nie jest śmieszne :-( Niedawno zaczął objawiać swe niezadowolenie histerycznym wysokim szczeko-warknieciem (czczyna się od histerycznego cienkiego wrr a kończy wysokim hau) połaczone jest to z machaniem łbem i kłapaniem zębami w powietrzu ... Żebym go nie znał i nie wiedział, że to tylko poza, to przy obcym psie zrobiłbym w spodnie ze strachu ... :-P Jak to zrobi, to ląduje za karę w budzie na dłuuugo.... On zreszta zaraz po tym zaczyna przepraszać i się płaszczyć ... Ale co mi z tego. Niech się opanuje ... Jak nie mam zamiaru bać sie własnego psa... :wink:
-
Beksa ma skomplikowane życie psychiczne i nie jest prostym przypadkiem Potworny kogiel mogiel sprzecznych instynktów daje nieprzewidywalne histeryczne zachowania... Nie kwalifikuje się do prostych wzorców zawartych w książkach :( Psów się boi, ale miał na poprzednim osiedlu psa-przyjaciela, tez sznaucera miniaturę. Poznał go gdy był szczenieciem i pokochał. Gdy go widzi to skamle, merda całym tyłkiem i biegnie na ugietych łapach trąc brzuchem po ziemi, gania się z nim i wali go łapa w tyłek, a gdy tamten się odwraca, to on wywala się na plecy pokazując brzuch :lol: Mimo 3 lat zachowuje się wtedy jak szczeniak. Z drugiej strony na działkach wyrwał się nam z samochodu i poszedł w starcie z suką O.N. PILNUJĄCĄ tych działek i tak jej się rzucał do łap, że zgonił ją na jej własną działkę ... Ta mieszanina lęku przed psami w połaczeniu z absudralnie wybujałym instynktem obrony stada i terytorium daje mix kamikadze. Bo do Mastiffa i Amstaffa też juz startował, na szczęście zignorowały 8 kilogramowego pajaca :lol: Z ludźmi ma pakt o nieagresji - ty mnie nie ruszasz, ja nie ruszam ciebie, ale nie daj boże, żeby ktoś zmylony sympatycznym wyglądem zwrócił na niego uwagę, zaczął mówić lub się schylać - wtedy zostanie obszczekany i uświadomiony - BEZ POUFAŁOŚCI! Mimo tysiecy upomnień, nikt nie może podejść do nas lub się odezwać na ulicy ... - staje wtedy między nim a nami i zajadle szczeka, czasem pozoruje atak na nogi (ale NIE gryzie)... Domu pilnuje fanatycznie i nikt oprócz najbliższej rodziny nie może wejść nie obszczekany. A nawet jak się już uspokoi, to zawsze jest w pobliżu i pilnuje. Nawet jak już zje z ręki goscia, to gdy gość wykona gwałtowny ruch lub wstanie, pies okazuje się nagle zamaskowana Alfą i rzuca ze szczekaniem i stawaniem łapami na gościa - merda przy tym ogonem (?) I co z tego, ze je po nas i przepuszcza nas w drzwiach (chyba ON nie czytał Fennel) bo w kwestii obronności Alfa jest ON! Wykonuje polecenia, da sobie grzebać w misce, da sobie umyć zęby szczoteczką, ale np. podnieść się nie da... , choć kiedyś (nie bez oporu) ale mogłem go nosić na ramionach ... Jak mu się coś nie podoba, to warczy i szczerzy zęby, żeby w sekundę później zacząć się płaszczyć, merdać ogonem, robic siad, leżeć , łapa i lizać nogi w samoistnych gestach pokory. Ma też objawy "shizofrenii", tzn. jak np. nie chce żeby go ubierac w ubranko, to szczerzy zęby, warczy głucho i ... jednocześnie merda ogonem i przez wyszczerzone zeby ... liże w rekę ... (!?) :-? To jest pies o dziwnych cechach: - uległy dominant :o - tchórzliwy obrońca kamikadze :roll: - wrogi przyjaciel :-? - posłuszny ale mający własne zdanie :fadein: Eeeeh... :lol:
-
Obserwuję na forach dużą aktywnośc teoretyków-uogólniaczy. Mechanizm jest taki : 1) "JA (!) ułożyłem psa bez problemu, więc każdy kto ma kłopoty jest frajerem" 2) "Jak ktos nie potrafi ułożyć psa to nie powinien go kupować" Ad1) NIE wszystkie psy sa takie same i nie wszystkie metody diałają na KAZDEGO W ludzkich rodzinach zdarza się, że jeden brat jest profesorem, a drugi mordercą, więc znaczy się ta sama metoda a wynik różny ... ad2) Głupie stwierdzenie, bo co ma zrobić ktoś kto kupił psa i nie może sobie z nim poradzić? UŚPIĆ? ODDAĆ DO SCHRONISKA? Co do O.E. to uważam, że stosowanie jej do zwykłej tresury psa nie sprawaiającego specjalnych kłopotów jest przesadą i lenistwem. Natomiast mając psa sprawiajacego kłopoty w stosunkach z innymi psami, który w innych dziedzinach da się tresować, uważam, że taka "kara z nieba" mogłaby mu pomóc. Przytaczanie przykładów z lat 60-tych jest bez sensu, bo wtedy rzeczywiście poprostu rażono psa prądem . Obecnie wielostopniowe piloty dawkujące impuls od ostrzegawczego mrowienia, aż po "emergency STOP" i obroże obliczane do masy ciała i owłosienia psa są zupełnie innym narzędziem. Mój boi sie psów co w połaczeniu z fanatycznym instynktem obrony stada i terytorium daje psa-kamikadze, który ważąc 8 kg próbuje stawac w szranki z Pittbullami, Mastiffami i O.N. ami. Jak na razie ignorują pajaca, ale kiedyś może zginąć ... Wzmacnianie pozytywne w takich sytuacjach to on ma w (_!_) Owszem smakołyk zje... a potem leci szczekać ... Jest wytresowany wracać na gwizdek i wraca zawsze oprócz sytuacji gdy zobaczy innego psa... Jego reakcje sa rózne: - gdy duży pies podchodzi powoli, to on się kuli i daje powąchac, ale czesto gdy tamten pies się odwróci, to dopada mu do tyłka z ujadaniem i traca go pyskiem w zad. - gdy podchodzi mały pies, to on sie napreża i szczeka - gdy z daleka zobaczy psa idacego "na kolizję" to potrafi ze szczekaniem lecieć do niego i 50 metrów (nie wiem co go pobudza, bo tylko do co któregoś - pewnie jakiś psi body-language) Moim niefachowym zdaniem, to on bojac się psów, traktuje je jako zagrozenie, a że chce bronić stada, więc na zagrozenie reaguje samobójczym atakiem w celu odpedzenia zagrozenia od stada... Gdy był na PT1 , treserka miał u niego taki mir, że uznajac ja chyba za istotę groźniejsza od innych psów, dawał jej prawo do obrony stada. Jezeli to objaw dominacji, to F&F się nie sprawdziło, bo normalnie to je po nas, przepuszca nas w drzwiach itd, ale i tak uznaje nas za łagodne fajtłapy niezdolne do stawienia czoła niebezpieczeństwu i przejmuje wtedy inicjatywę... :lol: To jest jakiś koktajl strachu z instynktem obrony stada - mieszanka silnie wybuchowa ... To jest chyba tak : "dobra, nie damy mu rady, to ja idę do samobójczego ataku, a wy uciekajcie" :lol: UPDATE: Treserka zaczęła znajomość z nim reagując na jego szczekanie rzuceniem łańcucha. Po tym słuchał jej się panicznie. (my moglismy rzucać łańcuchem do us...nej śmierci i NIC) :roll: Na nasze szarpanie kolczatką nie reagował. Ale jak go treserka lekko szarpnęła, to zaskowyczał, przywarł do ziemi i musieliśmy zrobić przerwę, bo nie chciał się ruszyć i nie było mowy o dalszym szkoleniu... I nie była to reakcja na ból, bo w pierwszej sekundzie nie zareagował (oddałem smycz tak że nie widział), a reakcja była efektem obejrzenia się i zobaczenia kto go szrpnął .. :P
-
o szkoleniu i komendach myśli zaplątane (długie)
M@d replied to szaraduszka's topic in Sporty obrończe
Każdy pies będzie bronił swojego terenu i swego stada (no chyba, że ma psychiczne urazy i ucieka przed każdym :-P ) Wiele psów ocenionych jako beznadziejne przypadki na szkoleniach obronnych (bo np. nie widziały sensu w atakowaniu pozoranta, którego nie traktowały jako zagrożenie) sprawdziło się (bez szkolenia) w sytuacjach ekstremalnych. Pies jest czuły na "body language". Jeżeli w zachowaniu pozoranta nie wyczuje agresji i złych zamiarów, może go zignorować (szczególnie rasy mające silne "własne zdanie") O.N. szybciej wykona bezsensowne (wg niego) zadanie niż np. Sznaucer :lol: Szkolenie obronne bardziej polega na tym aby pies atakował TYLKO wtedy gdy MY chcemy niż na uczeniu go atakowania wogóle... A pozorant bardziej służy do nauczenia psa, żeby NIE zaatakował gdy mu zabronimy niz żeby atakował na komendę ... (BTW - osoby chcace psa nauczyć aby atakował na komendę, nawet gdy cel nie jest agresywny zgłaszałbym od razu do prokuratury ... bo niby jaki jest cel TAKIEGO szkolenia ... (?) ) Ilustracją do tego wątku o szkoleniu i tłumaczeniu psu co i kiedy ... może byc tekst z innego forum: "Nie wiem co robic ?. Owczarek kaukazki ok 5 mc. Nie był agresywny tzn szczekał jak ktos podchodził do ogrodzenia , ale gdy sie wprowadzało osobe na działkę przestawał i nie reagował. A dzisiaj mu sie odmieniło ... tzn wszysko było podobnie do chwili gdy ojciec odwrócił sie od gościa aby zamkną furtke pies zaatakował. Poszarpał ubranie i odszedł jakby nigdy nic. Niestety czeka go chyba łańcuch , albo kojec. Szkoda mi go bardzo ... to jeszcze dziciak. Myślicie że da sie jeszcze cos zrobić ? Rzecz w tym że przychodzi sporo osób. Nasz poprzedni pies ( owcz niem) nigdy nie atakował w takiej sytuacji i mógł swodonie biegać. Najgorsze jest to że pies nie wyglądał jakby miał zaatakować. Był spokojny " i kilka dni później: "Dziekuję wszystkim za rady. Nistety sytuacja niemal sie powtórzyła , i psiak ma kojec ... ogrodzona część działki 20 m. Niestety teraz zaczyna być dopiero agresywny. To jakaś samonapędzjądza się machina ... robi się zły , wystawia zęby do obcych ... czego wczesniej nie robił. Jak to jest z tymi szkoleniami? Czy jest szansa że będzie przyzwoitym psem ... bo łagodnym to raczej nie. On ma być przedewszytkim stróżęm , ale na spacer też mógłby ze mna wyjść. Coś robię żle ... pies reaguje ale bardzo powoli . Czy w jego sytuacji szkolenie grupowe czy raczej indywid. ? Co myslicie o czyms takim że ktoś bierze psa na 2 tyg i oddaje wyszkolonego. ??? A tak wogóle może macie jakieś namiary na szkolenie w lublinie. Niestety ja czytam tylko ogłoszenia, nie mam żadnego rozeznania. A ogłoszeń jest sporo. Wiem że to głupie pytanie ... ale czego mogę oczekiwać po takim szkoleniu ? Nie zalezy mi na jakis specjalnych umiejetnościach , ale raczej żeby pies był spokojny ... przewidywalny. To jest cecha charakteru ... czy można tego wyuczyć. Szczerze mówiąc przeceniłam swoje możliwości. To jest nasz 4 pies, ale nie mieliśmy takich problemów. zwykle było u nas 2 psy. Mieliśmy starszą sunie która ( teraz to wiem ) wychowywała młodsze. Ona była bardzo mądra , spokojna łagodna. zawsze wiedziała jak się zachować .. i przekazywała to młodym. A ja głupia myslałam że psy sa takie z natury. W zeszłym roku straciliśmy dwa psy ... Małego nie ma już kto wychować. ale będę sie starać ... on naprawde nie jest zły.No i bardzo...bardzo go lubię " -
Chcesz argumentów o rodowodach? Wydrukuj i pokaż moją historię.. Postanowiliśmy kupić psa. To miał być nasz 1 pies, więc wiedza zerowa... W schronisku nie było szczeniat małych ras. Żona znalazła ogłoszenie o sznaucerkach mini. Handlarz wmówił nam, ze to rasowy pies, tylko było ich za dużo i nie dostał rodowodu... Pies wyglądał jak sznaucer i tutaj wpadki nie ma, wyrósł na sznaucera, ale charakter.... Boi sie innych psów i rzuca na nie ze szczekaniem, domu broni histerycznie i trudno zaprosić gości, a o usługodawcach różnej maści lepiej nie wspominać ... Psa trzeba izolowac, gdy przychodzi "majster", bo choć nie gryzie, to rzuca się z ujadaniem i straszy... (wszelkie metody karmienia i odwracania uwagi przynosza skutek mizerny i tylko na czas karmienia, jak skończą się przysmaki, to wraca do "pilnowania" :x ) Miesiace i lata pracy nad nim przynosza mizerne efekty. Pies (mimo zapewnień handlarki) został prawdopodobnie zabrany matce zbyt wczesnie. Wg naszego weta sfałszowano książeczkę zdrowia i pies miał 6 tygodni a nie 8 jak go sprzedano. Wcześniej był już u handlarki, więc nie wiadomo w jakim wieku odebrano go matce. Szczeniak nie dostał własciwej szcepionki, tylko surowicę, miał pchły, pierwsze 2 dni miał rozwolnienie ... w wieku 2,5 roku miał napad padaczki, ma niezbyt zdrowe nerki, podczas zmiany zębów dwukrotnie musiał być usypiany i operowany, bo w którymś momencie miał 6 kłów i nie chciały wypaść - musiały być dłutowne.. - (choć to drobiazg i pewnie też zdarza i rodowodowym) Praca nad nim kosztuje wiele czasu, pieniędzy i frustracji. Chodzi prawie cały czas na smyczy, żeby nie sprowokował jakiegoś dużego psa i żeby nie został pogryziony/zagryziony... I chociaż i rodowodowe zdarzają się "felerne", to po moim przypadku widac, że zakup od pseudo-hodowcy przypomina rosyjską ruletkę, z dużą liczbą pocisków w bębnie rewolweru... I choc to kochany pies, to uparty i niezależny jak osioł. Standardowe metody tresury (mimo odbycia PT1) i stosowania metod Fisher/Fennell mało na niego wpływają. Na PT1 nauczył się ... byc grzecznym przy treserce i to wszystko ... Jest pobudliwy i histeryczny. Jak coś mu nie pasuje, to pierwsza reakcja jest jazgot i kłapanie zebami (nawet do nas...) i co mi z tego, że 3 sekundy potem reflektuje się, płaszczy, podaje łapę i przeprasza (sam z siebie). Dobrze, że jest mały, bo takie zachowanie u dużego byłoby naprawdę groźne... Czy ja mam się BAĆ własnego psa, że kiedyś mnie w końcu ugryzie... ??? A nawet tak mały pies, przy jego wytrenowaniu szczęki może mnie pozbawić palców... (Skoro w 10 minut sporą wołową kość miażdży na okruchy i spożywa bez śladu, to co może zrobić z moimi palcami ... ???) Będę się musiał z nim udać do behawiorysty... Jeżeli więc komuś "za drogo" kupić rasowca, to niech pomysli o tym ile go bedzie kosztował później treser (podwójna dawka szkolenia i to INDYWIDUALNEGO), wet, behawiorysta, a może i coś więcej ... A jak go nie przekonuje kasa, to niech pomyśli, że jego "tani" piesek może mu wygryźć kawałek jego cennej osoby :lol: Następnego psa kupię z rasowej hodowli i DOOOBRZE przejrze testy psychologiczne szczeniaka i cechy harakterologiczne rodziców ... Bo przyjemność z psa to nie tylko POSIADANIE, ale przedewszystkim OBCOWANIE, a w tym aspekcie eksterier to nie wszystko ... Pozdrawiam P.S. Z innej beczki (komunikacja miejska) Mój się bardzo szybko nauczył jeździć autobusem i tramwajem. Uwielbia jazde samochodem i chyba to uwielbienie przeniósł na inne srodki komunikacji. Juz po pierwszej jeździe autobusem jak widział otwarte drzwi autobusu na przystanku, to ciagnął nas, żeby wsiadać ... :lol: O dziwo, choć na ulicy nie lubi tłoku, to w autobusie wydaje mu sie on nie przeszkadzać - pewnie wtedy jego psyche jest zajęta przyjemnością przejażdżki ... :lol: BTW. Woli autobus, trawaj za bardzo trzęsie na boki na szynach i gorzej mu utrzymać równowagę :wink:
-
Noszę się z zamiarem udania do behawiorysty. Na razie przeprowadzka pochłaniała mi i jeszcze pochłania sporo czasu, ale wkrótce coś z tym zrobię. Zaczyna, sie umawiać z dogomaniakami na Polach Mokotowskich na takie "spacery z psami", może jak pochodzimy razem - właściciele i psy, to skuma, że nic złego się nie dzieje ... Na jego postawę składa się pewnie wiele czynników. 1) prawdopodobnie odebrano go matce zbyt wcześnie. Zapewniano nas że ma 8 tyg. ale wet powiedział, że on wyglada na 6 tyg, a już u sprzedawcy był trzymany bez matki (jak długo nie wiem ...) 2) na pierwszym w życiu spacerze "luzem" po parku padł ofiarą zabawy 3 dużych psów, które zaczęły go w zabawie gonić i goniły to małe skowyczęce nieszczęście kilkaset metrów (odcinając go od nas...) 3) do niedawna mieszkaliśmy na osiedlu, gdzie w pobliżu nie było zadnych miejsc gdzie mógłby pobiegać luzem, więc był większość czasu na smyczy i jak inne psy okoliczne, też na smyczy obszczekiwał się z przechodzacymi obok ... Dopiero niedawno (4 tyg) ma codzienną mozliwość wybiegania sie na Polach Mokotowskich i wyrabienia zachowania w relacji pies-pies ale bez uwięzi... Pracujemy nad nim intensywnie, karmiac nagrodami za kazde pozytywne zachowanie. Mamy nadzieję, że coś to da...
-
:huh: Niestety to moje ciągłe z nim utrapienie :-(