MonikaP
Members-
Posts
3601 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by MonikaP
-
Flaire, dlatego właśnie słowo "ratować" jest w " " ;-).
-
Fuko, to nie sztuka powiedzieć "hurra, będę miała nowego pieska!!!", zapakować się do samochodu, pojechać po niego i po rozmowie z hodowcą przywieźć go do domu. Potem żyje się z nim pod jednym dachem jeszcze dobrych parę lat i jeśli decyzja nie jest dobrze przemyślana - mając na względzie dobro i przyszłych opiekunów, i samego psa - to to wspólne życie szybko może stać się męką dla wszystkich zainteresowanych. Pisząc "taki pies" mam na myśli psy, o których opowiadasz - dorosłe, z hodowli, czy to byłby lakeland, czy pekińczyk. Fuko, nie każ mi się tłumaczyć, bo nie mam takiego obowiązku. Powinnaś się cieszyć, że rezygnuję teraz, a nie po miesiącu opieki nad którymś z piesków, bo to oznaczałoby, że brak mi poczucia odpowiedzialności. Nie uważam, że psy Twojej koleżanki są ZŁE jako psy. Mam po prostu wrażenie, że nie są to jednak psy dla mnie i mojej rodziny. A "ratować" ich za wszelką cenę nie zamierzam, bo wychodzę z takiego, być może mało modnego na tym forum założenia, że kontakt z psem ma być DLA MNIE przyjemnością ( a przynajmniej na tyle, na ile sobie psa wychowam), a nie obowiązkiem, choćbym zgrzytała zębami na jego widok.
-
Przemyślałam sprawę w jedną stronę i przemyślałam ją w drugą...Wysłuchałam mądrej opinii osoby fachowej, znającej mnie i mojego psa..., przyjrzałam się moim dzieciom, moim kotom...i doszłam do wniosku, że nasz dom nie jest odpowiednim domem dla takiego psa, a już na pewno dla psa dorosłego. Bardzo mi przykro. Tej decyzji już nie zmienię. Mam nadzieję, że Karmel i cała reszta tych pięknych terierów znajdzie dobre domy.
-
Nie, to jest inna hodowla - Equitana.
-
Jeśli to jest prawdziwe imię tej pani, to nie ;-). Pani ma 3 dziewczyny airedelki.
-
No właśnie ja się trochę boję tej agresji, bo już jedna Gruszka szczerząca się na inne suki mi wystarczy, a gdyby jeszcze drugi pies miał być taki, to byłby kłopot...zwłaszcza, że wychodzenie "na sikanie" należy częściowo do obowiązków mojej córki, więc musi umieć sobie poradzić z psem.... Już sama nie wiem...wpadam ze skrajności w skrajność - od entuzjazmu do zwątpienia... Pisałam już gdzieś, że znam panią, hodującą airedale w Poznaniu, strzyże Gruszkę od czasu do czasu (Nie trymujemy jej, zresztą nie jest tak do końca rasowa, nie ma papierów, a strzyżenie wydaje się nam wygodniejsze ;-) ), ciekawa jestem, czy ją znacie - podejrzewam, że tak...Chyba muszę się jej poradzić... i ewentualnie wypytać o plany "szczeniaczkowe" na najbliższy czas...
-
Fuko, napisałam pw :-)
-
Czy psom kastrowanym również się to zdarza? Bo, jak pisałam wcześniej, zależałoby mi na psie już wykastrowanym... Rozumiem, że piszesz o znaczeniu w domu, tak? Czy są jakieś środki, które mogą do tego psa zniechęcić, czy trzeba to przeczekać?
-
Hmmm...wobec tego pozostaje mi tylko jeszcze raz porządnie przemyśleć wszystko i umówić się na telefon... dam znać w najbliższym czasie, dobrze? I proszę o ....takie wstępne...zaklepanie Karmelka...do czasu gdy go będę mogła odwiedzić.... Może udałoby mi się przyjechać z dziećmi do Wrocławia w któryś weekend jeszcze w styczniu i na miejscu sprawdzić, jak się całe towarzystwo sobie spodoba?...
-
Och, Fuko, :iloveyou: ....Jeśli możesz, dopytaj jeszcze, czy Karmel nie miał przypadkiem jakichś złych doświadczeń z dziećmi w przeszłości...jakieś niespodziewane ciągnięcie za uszy czy ogon (moje dzieci tego nie robią, ale wiem, że to zostawia u psa urazy), jakieś galopady dookoła przestraszonego psa... Ajajaj :D
-
Rozumiem, że dzieci, szczególnie te aktywne i gadatliwe, mogą uniemożliwić spokojną rozmowę - ale przecież nawet najaktywniejsze dzieci czasami śpią... Chyba... :niewiem: Flaire, niestety mój 6-latek ma ostatnio problemy z zasypianiem i na dobrą sprawę chodzimy spać razem :cry:
-
Fuko, ja bardzo chciałabym porozmawiać (i mam nadzieję, ze w końcu mi się to uda, ale naprawdę nie jest to łatwe, gdy w domu są dzieci, które mają tysiąc spraw, jak tylko zadzwoni telefon. Rozumiem, że pies różnie będzie się zachowywał w różnych warunkach - ale tak, jak o (chyba) dwóch pieskach pisałaś, że nie mogą trafić do domu z kotami, tak np. o Karmelu tego nie napisałaś - stąd moje pytanie - czy nie napisałaś, bo nie wiesz, czy też Karmel jest przyjaznie nastawiony do kotów. Zrozum, nie mogę go wziąć i "zobaczymy, jak zareaguje", bo jeśli się okaże, że goni koty "na serio", gryzie je czy próbuje przetrącić kark, to co mam zrobić? odwieźć do z powrotem do Wrocławia? Albo jeśli się okaże, że biegające, pokrzykujące dziecko to zbyt dużo na jego nerwy? To żywe zwierzę, nie zabawka, więc nie chcę i nie mogę go wziąć, a po miesiącu zwrócić, bo nowe otoczenie go wyprowadza z równowagi... Na dobrą sprawę gdybym znała odpowiedź na te dwa pytania ( a w tej chwili właściwie już głównie chodzi o koty, bo mój synek jest na tyle ostrożny przy psach, że powinni jakoś dać sobie radę, jeśli tylko Karmel nie miał kiedyś jakiś przykrych doświadczeń z dziećmi...), to pozostaje mi tylko rozmowa bezpośrednia i umówienie się na "wizytę zapoznawczą" w lutym, albo gdyby się udało, nawet wcześniej.
-
Bardzo mi przykro, Fuko, 10 lat temu miałam podobny przypadek w rodzinie, w Boże Narodzenie; na szczęście obyło się bez szpitala, ale bólu i płaczu sporo...:-(. Czy jesteś w stanie powiedzieć mi coś jeszcze o psach - czy Karmel (albo inny piesek) jest przyjaźnie nastawiony do kotów? Czy miał kontakt z dziećmi?
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
MonikaP replied to a topic in Airedale terrier
Flaire, troszkę to może prywata, ale nie wiem, czy było o tym na forum....;-) Czy znasz może hodowców airedale terierów z Poznania? -
Zależy jakie duże są dzieci. Jeśli wytrzymają przez godzinę spokojnie obserwując z boku szkolenie, to nie ma problemu, możesz z nimi przyjechać. Zawsze jest gdzie usiąść, a w biurze można sobie zrobić ciepłą herbatkę. :P Jedynie Tobie może się trochę gorzej ćwiczyć, jeśli Gruszka ciągle będzie szukała wzrokiem dzieci :hmmmm: , chyba, że nie jest w nich tak bardzo zakochana jak w Tobie. :wink: Nie, nie, to raczej nie wchodzi w rachubę, będę musiała zaczekać na powrót męża, czyli pewnie dopiero w drugiej połowie lutego mogłabym zacząć...ale tak czy owak dowiem się... Jeśli chodzi o dzieci to właśnie w synku (6 lat) Gruszka jest może nie tyle zakochana, co zwraca na niego dużą uwagę, traktuje chyba trochę jak "braciszka", w jego obecności jest zawsze bardziej ożywiona na spacerach itd.... więc raczej by się przy nim nie skupiła. Inna sprawa to ta, że on jest niezwykle gadatliwy....i boi się obcych psów....
-
Oj, mogliście mnie źle zrozumieć - gdy Gruszka biega bez smyczy, mam pewność, że nawet jeśli spotka jakiegoś nieprzyjaźnie nastawionego psa, uda jej się uciec, albo na tyle go zmęczyć, żeby poniechał ataku, a i ona da ujście energii (i rozdrażnieniu). Gdy zaatakowała ją ta amstaffka, Gruszka uciekła do mnie, tamta niemal mnie zwaliła z nóg, a potem ganiały się po okolicy - wiem, że mój pies próbował uciekać do domu (mieszkam w szeregowcu, wszystko działo się na granicy osiedla i łąk/lasu, bo widziałam potem ślady... Tak, przypuszczam, że ma to związek z dorośnięciem, dojrzałością..., to złe skojarzenie pewnie też swoje zrobiło, bo teraz Gruszka już "awansem" nieufnie podchodzi do psów posturą i barwą przypominających amstaffa. Z odwołaniem zwykle nie ma problemów, nawet jeśli widzę, że na horyzoncie pojawia się inny pies, Gruszka nie ma zwyczaju rzucania się w jego stronę nie bacząc na moje wołanie. Staram się unikać spotkania z psami, o których wiem, że mają na pieńku z moim. Wyżej opisaną amstaffkę widuję niestety codziennie, bo jej pani prowadzi ją na spacer koło naszego domu - Gruszka widząc ją przez okno wpada we wściekłość. Co gorsza, zauważyłam, że często amstaffka nie ma nawet kagańca, a pani, która ją prowadzi niemal frunie za psem, więc w razie jakiegoś spotkania na pewno psa nie utrzyma ( w czasie ataku amstaffka była bez smyczy, z jakąś młodą dziewczyną). W innych wypadkach (przeważnie) domyślam się, że na ogólnym straszeniu się skończy, ale mimo wszystko czuję się niepewnie... Pod koniec października Gruszka została wysterylizowana - czy sądzicie, że jej zachowanie może w jakiś sposób się zmienić(na gorsze lub lepsze)? Chodzi mi oczywiście tylko o reakcję na inne suki (i vice versa).
-
No, Gruszka czasem też ma słuch wybiórczy, albo raczej słyszy np. że każę jej przyjść na smycz (przeważnie nie ma z tym problemów), ale patrzy w niebo, robi dwa kroki, znów patrzy w niebo...znów dwa kroki...potem niuch niuch w trawę....znów dwa kroki.... w końcu jest przy mnie :-). Pomyślę o szkoleniu, jednak na razie będzie z tym problem, bo w tej chwili jestem sama z dziećmi i nie mam ich z kim zostawić... Gruszka w dalszym ciągu bardzo lubi się bawić z innymi psami, ale na suki reaguje gorzej niż kiedyś... A co ja wtedy robię? Na dobrą sprawę nic szczególnego; wiem, że jeśli jest puszczona wolno, potrafi uciec przed większością psów...
-
Czy Fuka była dziś może na forum?...
-
Aniu, to się nasiliło od jakichś dwóch lat, gdy z bloku przeprowadziliśmy się do domu jednorodzinnego - ona chyba bardziej poczuwa się do obrony swojego terenu... Poza tym "scina się" z innymi sukami, niestety latem została zaatakowana przez sukę amstaffa, na szczęście skończyło się tylko na oślinieniu i lekkim potłuczeniu (tamta miała kaganiec, a moja sunia była puszczona luzem, jest b.szybka, więc amstaffka nie mogła jej dogonić na prostej drodze, jednak co jakiś czas udawało jej się Gruszkę zapędzić pod jakiś płot, tam ją przewracała i waliła łbem w bok...wolę ni myśleć, co by było, gdyby nie miała tego kagańca...)...Od tego czasu mój pies jest bardzo ostrożny, co sprowadza się do tego, że przy spotkaniu z inną suką zbliża się wolno, staje z nią "nos w nos" i gdy któraś z nich "da sygnał", zaczyna się gryzienie - no, może nie do końca jest to gryzienie na serio, ale ogólny warkot, szczekanie i szczerzenie na siebie zębów. Nieco lepiej sprawa wygląda, gdy obie suczki są bez smyczy, czasem się zjeżą, czasem powarczą, ale zwykle rozchodzą się bez większych problemów. Zdaję sobie sprawę z tego, że foksteriery bywają dość konfliktowe, ale Gruszka ogólnie rzecz biorąc jest bezproblemowym psem, nie sprawia żadnych kłopotów wychowawczych....jednak po tej "przygodzie" z amstaffką każdy spacer to dla mnie spory stres...a Gruszka tak się lubi bawić z innymi psami...
-
Hej :-)! Jak sądzicie, czy na takim szkoleniu znalazłoby się miejsce dla kilkuletniej foksiczki, która niestety jest dość agresywna wobec innych suczek? Czy bywają tam pieski z takimi problemami?
-
Na moim zdjęciu jest Airedale, a więc pies raczej duży - Ty pewnie masz na myśli teriera walijskiego :wink: . Ten na moim zdjęciu to synalek mojej suczki, Misi, który mieszka w Wilnie. :D Waży pewnie teraz ze 23 kg, a ma dopiero 7 miechów. :wink: Nie, nie, mam dokładnie na myśli TEGO właśnie psa :-) . Jedyne, czego się obawiam to to, że Gruszka mogłaby się go trochę bać, bo ona czuje się nieswojo w towarzystwie większych psów, ale w końcu te byłby młodszy i od początku z nią.... i nawet gdyby go dyscyplinowała, nie wyglądałoby to zbyt groźnie ;-).
-
Flaire, zdaję sobie sprawę, że psu do końca ufać nie można i Gruszce również nie ufam w 100%, ale domyślam się, że jeśli pies jest pozbawiony pewnych bodźców od początku ( tu dostarczanych przez szybko się poruszające, hałaśliwe dzieci), może potem różnie na nie reagować i nawet jeśli przy niezbyt długo trwającym kontakcie z dziećmi nie widać u niego agresji, w życiu codziennym może być różnie... Prawdę mówiąc gdybyśmy mieli się decydować na szczeniaka, to bardzo możliwe, że byłby to piesek z Twojego zdjęcia ;-). Mamy tu na osiedlu panią, która je hoduje...:-).
-
Otóż tak. Spanielka, o której mowa, została przez nas kupiona od rodziców koleżanki mojej córki, którzy pieska kupili na Dzień Dziecka - wiesz, śliczna tłuściutka kulka, zabaweczka...po paru miesiącach zabaweczka stała się obgryzającym wszystko podrostkiem, zamykanym w łazience albo na balkonie, kopanym przez swoją małą panienkę, straszoną itd. Moja córka bardzo przeżywała każdą wizytę u koleżanki, płakała nad tym pieskiem, prosiła, żebyśmy go stamtąd zabrali... Miała wtedy jakieś 6,5 roku, a pies - ok. 9 miesięcy. Od razu zaznaczam, że moja córka wiedziała, jak zachowywać się w obecności psa i w żadnym wypadku nie był traktowany jak maskotka. Po paru miesiącach (suczka zdążyła już dorosnąć, została też wysterylizowana) pojechaliśmy na wakacje, do lasu, a pies razem z nami. W czasie niewinnej zabawy - w rzucanie i aportowanie szyszek, gdy Ola schyliła się, żeby podnieść nową szyszkę i rzucić psu, ten skoczył na nią i uwiesił się jej na ramieniu. To nie były żarty, ani ostrzeżenie (zresztą, nie było przed czym ostrzegać), tylko agresja. Oczywiście szybka jazda do pobliskiego miasteczka, do szpitala, zastrzyk p/tężcowy, chyba nie do końca kompetentny lekarz, który nakazał tylko zrobić opatrunek, zamiast założyć szwy (opatrunek przemókł zanim jeszcze wróciliśmy do lasu)...do dziś w tych miejscach są blizny, wgłębienia... Zaczęliśmy szukać psu nowego domu, bo było dla nas wiadome, że coś takiego może się powtórzyć, zwłaszcza, że uświadomiliśmy sobie, że pewne sygnały były już wcześniej - np. niczym nie uzasadniony skok na Oli plecy i ugryzienie (bardziej szczypnięcie, ale ślady były), gdy klęczała i bawiła się czymś na podłodze, podgryzanie całkiem na serio, gdy biegała na dworze itd. Sunia znalazła dom u mojego teścia, w którym żyje do dziś - zadowolona, bo jest pępkiem świata, rozpieszczona, utuczona i tak źle wychowana przez nowego pana, że aż mi wstyd, że przez parę miesięcy był to nasz pies. Z naszych obserwacji wynika, że Sunia miała uraz do dzieci "wielkości" naszej córki i jej koleżanki - to dało się zaobserwować, gdy ktoś do nas przychodził - z jednej strony garnęła się do nich, a z drugiej warczała, gdy ktoś dłużej przy niej stał. Muszę powiedzieć, że mam bardzo mieszane uczucia, gdy odwiedzamy teścia i w dalszym ciągu widzę u niej duży uraz do dzieci. Od 4 lat mamy naszą foksiunię - jej mama mieszkała w sąsiedztwie i widząc jej świetny, niezwykle "spolegliwy" charakter, bylismy pewni, że i dzieci będą podobne...A może to również sprawa wychowania...;-) Tak czy owak szczeniaczki mogłam obserwować od chwili, gdy miały 2 tygodnie, przetestowałam je odpowiednio, żeby wybrać pieska, który będzie dla nas dobry. Od początku Gruszka była bardzo konsekwentnie wychowywana - wie, jakie jest jej miejsce w "stadzie", nigdy nie je pierwsza, sama czeka przy drzwiach, żeby przepuścić nas wszystkich, łącznie z dziećmi (gdy dojrzewała, próbowała trochę "walczyć" z córką o "pierwszeństwo", ale bardzo szybko doszliśmy z tym do ładu), naszego synka (teraz ma 6 lat) od początku traktuje jak "braciszka", biega z nim, nigdy na niego nie skacze, nie podgryza, na spacerach ożywia się, gdy on jest z nami; na kanapie leżała ostatni raz mając 3 miesiące... jedyna jej wada to szczekliwość i niestety czasem agresja wobec innych suczek (była parę razy pierwsza zaatakowana, stąd chyba uraz, zwłaszcza do amstaffów niestety...). Nie ukrywam, że podobne oczekiwania mam i wobec następnego psa, dlatego tak ważny jest dla mnie ich stosunek do dzieci. A jeśli pieski, o kórych mówimy, nie miały do czynienia z dziećmi, niestety mogę podejrzewać, że w obecności biegającego, krzyczącego chłopca mogą stracić zimną krew... Gdy Jędrek biega, Gruszka chwyta w zęby swoją zabawkę (zwykle bywa to skarpetka-zabawka) i biega razem z nim, jest ożywiona, ale nigdy nie skacze. Boję się mimo wszystko, że taką komitywę można osiągnąć tylko wychowując ich obydwoje razem... Dlatego nawet jeśli się okaże, że nie mogę jednak wziąć żadnego z piesków, na pewno informacje zamieszczone tu przez Fukę mogłyby się przydać innym - w ten sposób na pewno będzie łatwiej kogoś znaleźć.
-
Nie znam tych psów, więc nie potrafię Ci powiedzieć na pewno, ale zgadywałabym na podstawie znajomości podobnych sytuacji, że z dziećmi one po prostu mogą nie mieć doświadczenia... Więc odpowiedź mogłaby być taka, że psy są ogólnie przyjazne, ale nic więcej o podejściu do dzieci nie wiadomo. Podobnie może być z kotami... Fuka na pewno Ci napisze odpowiedzi na te pytania, tylko że ona gdzieś pisała, że planowała się na wieś zaszyć teraz, więc może nie mieć kompa. A jak ma, to ona raczej nocny marek jest, więc odpowiedzi od niej szukaj lepiej ranem :wink: . Rozumiem. Jeśli pani hodująca je ma dzieci, to Fuka powinna wiedzieć coś o ich wzajemnych kontaktach i mam nadzieję, że o tym napisze. Jednak jeśli miałabym tylko opierać się na tym, że to ogólnie rzecz biorąc przyjazne psy, to nie mogę ryzykować :-(. Mojej córce wyrwał kawałek ramienia "bardzo" przyjazny spaniel - nasz (były) własny :-(, a i teriery widywałam różne...
-
Aha, dla lepszego zrozumienia ;-) - psa nie kupi się ani nie oceni przez internet czy telefon. Jeśli te dwie sprawy, o których wspomniałam, zostaną wyjaśnione, postaram się umówić z właścicielką piesków i po prostu przyjechać, żeby je zobaczyć. Myślę, że żadne szczegółowe wyjaśnienia nie dałyby mi tyle, ile zwykła obserwacja i próba "rozmowy" z psem, a także sprawdzenie, czy między nami "zaiskrzy". Jednak uważam, że jeśli psy mają tu oddzielny wątek, należałoby je potraktować poważnie i chociaż krótko je opisać, bo w to, że lubią się bawić, nie wątpię - w końcu to teriery ;-).