Jump to content
Dogomania

AniaP

Members
  • Posts

    936
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by AniaP

  1. W Regulaminie PT jest taki zapis: [i] "Przedmiotem do aportowania jest "koziołek" drewniany - klocek z przewężeniem w środku - powszechnie dostępny w handlu. Na zawodach PT koziołek dostarczany jest przez organizatora jeden dla wszystkich uczestników. Do rozpoznawania przedmiotów przewodnik używa koziołka własnego podkładanego wśród analogicznych dostarczonych przez organizatora imprezy. Aport powinien być rzucony na odległość 10 kroków, tj. około 7 metrów - nie dalej ani bliżej. Po odebraniu aportu przewodnik powinien trzymać go w prawej ręce opuszczonej w dół." [/i] Więc dla mnie jest to wyraźnie drewniany koziołek i tak się uczymy. :silly:
  2. [b]Kalunia, [/b] nie wiem czy modu nie wytnie tego linka, ale co tam spróbuję. :roll: [url]www.abc.poznan24.pl[/url] wejdź w Agility, tam jest podana informacja, że kurs rozpocznie się w drugiej połowie kwietnia, ale o bliższy termin musiałabyś spytać Pana Piotra. Ja do niedzieli miałam inne zajęcia szkoleniowe, więc odpuściłam sobie temat, chociaż bardzo mnie interesuje, ale teraz powoli jak mała skończy dolegliwości kobiece :wink: , wrócę do tematu na pewno. :kciuki: I może spotkamy się w szkole na agility? :wink: Acha, na placu stoi kilka przeszkód, ale to są stare przeszkody, a ma być zupełnie nowy, piękny tor agility. :P
  3. [quote name='zakla'] Bylsimy dzis na szkoleniu PT i robilismy jako wzor przy...aportowaniu Bylismy najlepsi w aporcie [/quote] No to gratulacje :BIG: :drinking: i naprawdę Wam zazdroszczę :oops: , bo my na wczorajszych zawodach dostałyśmy tylko 10 punktów za aport. :cry: Ale to tylko i wyłącznie moja wina, musiałam jakiś czas temu zrobić jakiś błąd, bo Asti już tak ładnie umiała siedzieć przede mną nawet kilkanaście sekund z aportem aż go jej nie odebrałam, a potem nagle czar prysł :cry: . Bałam się już cokolwiek robić przed zawodami, więc szczerze mówiąc odpuściłam sobie jakąkolwiek naukę, żeby jeszcze bardziej nie zepsuć i jej nie zniechęcić do aportu, bo cieszyłam się, że Asti chociaż na placu chętnie biegnie po aport (ale bez wyczekania :( ) i bierze go do pysia, chociaż oczywiście do mnie go nie donosi. :shake: No cóż, musimy się teraz ostro wziąć od początku do pracy, jeśli w ogóle chcę spróbować poprawić ocenę z egzaminu. :hmmmm:
  4. [quote name='Nor(a)'] Czy mi umkneło czy pisalam gdzies..w jakim wieku jest Twoj pies?.. [/quote] Asti w przyszłym tygodniu skończy 17 m-cy. :P [quote name='golden_owner'] I sadze, ze wazne jest jeszcze to, zeby samemu sie nie denerwowac. [/quote] Psy podobno bardzo łatwo wyczuwają nasz nastrój i zdenerwowanie i też to na nie źle działa, ale jak to zrobić: nie denerwować się? :( [quote name='golden_owner'] AniaP - nie wiem jak Twoja sunia to robi, ale u mnie naprawde nie da sie odgiac tej maty na tyle, zeby pies wielkosci sheltie sie zmiescil [/quote] Matę kupiłam co prawda dawno temu w "Makro", ale takie same widziałam przed chwilą w "karusku". Jest z czarnego skaju czy ze skóry, a zakłada się ją za zagłówki na tylnej kanapie i za zagłówki od przednich siedzeń. No przecież ona nie przylega idealnie od końca do końca tylnej kanapy, od jednych boczny drzwi do drugich :shake: tylko zostaje kilka cm wolnej przestrzeni między bokiem maty a drzwiami, więc co za problem dla sheltie zejść na podłogę? :niewiem: Zejść, nie spaść z siedzenia na podłogę. :nono: Ona schodziła sobie na podłogę i czasem wchodziła z powrotem na matę, wymiotowała więc czasem na macie a czasem gdzie się dało na podłodze. :x A ja też się potem bardziej skupiałam na niej niż na jeździe samochodem. :evil:
  5. [quote name='golden_owner'] AniaP - jednak uwazam, ze albo szelki, albo mata, albo klatka, nigdy pies luzem w samochodzie, bo to sie moze naprawde zle skonczyc. [/quote] No wiem, wiem. :oops: Może kiedyś zmądrzeję? :hmmmm: Może spróbuję założyć znowu matę za przednie zagłówki (zrobić kołyskę), może nie będzie sensacji wymiotowych. :-? [quote name='golden_owner'] No i mata jest na tyle duza, ze po bokach zostaje doslownie pare cm, moze chihuahua by sie zmiescil, ale cos wiekszego to juz nie [/quote] Ale sheltie też przełazi na dół. :silly: Przecież matę można sobie na boku trochę odsunąć, bo jest na tyle miękka. Od ubiegłego roku mała trochę urosła, ale i tak sobie poradzi, co to dla niej taka mata. :wink: [quote name='Nora(a)'] ona na nic nie reaguje (mowilam ze przechlapane )..skupia sie chyba na wlasnym stresie.. [/quote] No mogę zrozumieć, że obydwie się na zapas denerwujecie i boicie. :( [quote name='Nor(a)'] Moze tez robie błąd ze za bardzo sie nia przejmuję siedząc obok..Od dzis koniec w wycieraniem ooooogromnych ilosci sliny.. [/quote] Jak w ub. roku jechałam z Asti sama do koleżanki ok. 100 km, to nim jeszcze nie wyjechałyśmy z miasta mała już zaczęła się niespokojnie kręcić, w końcu zeszła z "kołyski" na podłogę, zaczęła się przepychać do mnie do przodu, a kiedy tylko wyjechałyśmy z miasta, to zaraz zwymiotowała. Przystanęłyśmy, sprzątnęłam, dawałam jej pić, ale nie chciała. Dałam jej kość do gryzienia, ale nie interesowała jej zupełnie. :shake: Rozłożyłam ręczniki na przednim siedzeniu i posadziłam ją koło siebie, żeby mieć ją na oku, puściłam zimny nawiew, uchyliłam trochę okna, bo było wtedy tak jakoś duszno, zbierało się na deszcz. Gadałam do niej, głaskałam, uspokajałam i... po kilku minutach znowu musiałyśmy się zatrzymać. Już myślałam, że będę musiała zawrócić do domu, że nie dojedziemy. Ręczniki mokre, mała zieje już nie wiem czy bardziej z gorąca czy ze zdenerwowania. Droga jak na złość trochę kręta i czułam takie delikatne górki dolinki, więc zdenerwowana zachowaniem psinki też pewnie bardziej nerwowo prowadziłam autko, od czego też dodatkowo może ją nudziło. :( W końcu trochę się ochłodziło, zachmurzyło się, zaczął padać deszcz i... mała zmęczona położyła się na siedzeniu i próbowała spać i jakoś dojechałyśmy do celu. Bałam się drogi powrotnej, ale mała była tak zmęczona wrażeniami po całym dniu, robiło się już ciemno, tym bardziej, że przez kilka minut jechałyśmy w burzy i ulewnym deszczu, że Asti spała jak suseł na przednim siedzeniu obok mnie. I dlatego tak sobie myślę, że może to moje uspokajanie dodatkowo jeszcze ją stresowało jakbym ją głaskała, chwaliła za to, że ona się boi i źle czuje. I może tym bardziej robiło jej się niedobrze, czuła się jeszcze bardziej nieszczęśliwa? :flop: Potem już nigdy nie wpuszczałam jej do siebie do przodu, musiała siedzieć sobie na tylnej kanapie i zajmować się sama sobą, musiała sama się o siebie martwić. Czasem tam coś do niej zagadałam i nadal tak robię, ale to jest tylko raczej takie śmieszne zagadywanie jak do małego dziecka: "zobacz co tam jest za oknem", "zobacz piesek idzie", a nigdy nie uspokajanie. A jak widzę, że siedzi przez chwilę tyłem do kierunku jazdy, to nie zwracam na nią uwagi, siedzi, to niech sobie tak siedzi, skoro tak jest jej wygodnie, to mnie to nie przeszkadza i tak za chwilę staje na łapy, żeby popatrzeć przez boczną albo przednią szybę. Odpukać, nie pamiętam kiedy ostatnio miałyśmy jakieś przygody, chociaż przyznaję, że przez kilka miesięcy nie byłyśmy nigdzie na dalszych trasach (więcej jak 50 km). W jazdach po mieście na razie jest spokój, chociaż jazda po mieście też do przyjemnych nie należy, bo dużo zakrętów i częste hamowanie chyba właśnie sprzyjają sensacjom żołądkowym. :(
  6. [quote name='Nor(a)'] kiedy woziliśmy ją w kołnierzu do weterynarza...(wysnułam teorie ze czym mniej widzi na boki tym jest lepiej...) [/quote] A może jej by pasowało jeżdżenie w klatce albo jeszcze lepiej w transporterku, bo jest bardziej zabudowany, ma osłonięte ścianki? :roll: Czułaby się w nim może bezpieczniej, nie denerwowałby jej świat migający za oknami. :roll: Wiele psiaków jeździ w samochodzie w klatkach lub w transporterkach i czują się dzięki temu spokojniejsze. Ja osobiście nie próbowałam takiego sposobu, bo mała jest mimo wszystko za bardzo ciekawa świata, ale może dla Vegi taki sposób podrózowania byłby lepszy. :hmmmm: A drugi sposób, to wożenie psa w bagażniku. Ten sposób jeszcze mniej mi się podoba, ale koleżanka wozi tak swoją ON-kę, sąsiad wozi tak swojego PON-a i widzę, że chętnie w taki sposób jeżdżą, nie sprawiają wrażenia nieszczęśliwych. :shake: Może włożyć Vedze do samochodu jej posłanko, ulubioną zabawkę, jakieś smakołyki i spróbować czy chętniej tak nie będzie jeździć? :hmmmm: Mnie się wydaje, że psiakowi będzie się w takim zamknięciu działa krzywda, ale psy lubią przecież budy, lubią swoje klatki w domu (wiele psów przecież je ma), chowają się w nich dobrowolnie i z chęcią, a te, które nie mają w domu klatek, czasem szukają schronienia pod stołami, krzesłami (moja mała lubi się rozciągnąć przytulona wzdłuż szafy albo ściany, chowa się za firanką pod oknem, blisko kaloryfera, lubi się położyć w jakimś narożniku). Nie wiem, :niewiem: tak głośno myślę, bo wiem jak to jest kiedy piesio cierpi jeżdżąc samochodem. :cry:
  7. Kiedyś już był trochę podobny temat i co nie co tam napisałam na temat problemów mojej małej z jazdą samochodem: [url]http://www.dogomania.pl/index.php?name=PNphpBB2&file=viewtopic&t=14787&highl[/url] [quote name='Nor(a)'] Nie wiem czy z tego wyrosnie ..zaczynam w to chwilami wątpić. [/quote] Wyrośnie, wyrośnie, :kciuki: ja też w to jeszcze w ub. roku wątpiłam, a dzisiaj jest już o niebo lepiej, bo spokojnie przejeżdżamy przez miasto, a kiedyś bardzo źle taka jazda na nią działała. :( [quote name='Nor(a)'] Ona sie przyzwyczaja od 3 miesiecy...i nic.. [/quote] Spokojnie, trzy m-ce to wg mnie naprawdę bardzo krótko. Asti przyzwyczajam od roku i co prawda już chętnie wsiada do samochodu i spokojnie w nim jedzie, ale widzę, że chwilami nie najlepiej się w nim czuje. :( Ale nie ma już takiej nieszczęśliwej miny, więc nie mam już poczucia winy, że znęcam się nad biednym maleństwem. Prawie codziennie jedziemy choćby na parking albo z parkingu, do parku, na szkolenie, do miasta, do babci na sąsiednie osiedle czyli cały czas jazda samochodem ma jej się kojarzyć z czymś miłym, a ona kocha spacerki, a już tylko za to, że chętnie wsiada do samochodu dostaje zawsze smakołyki. :P [quote name='Nor(a)'] ...a ze sie przyzwyczai..chcialabym w to wierzyc. Zresztą inaczej sie nie da w sumie.. [/quote] Uda się, tylko jeden piesio potrzebuje mniej czasu, a drugi więcej. Myślę, że powinnaś konsekwentnie dalej wozić piesia na różne bardzo miłe spacerki. Ja też kiedyś wątpiłam. Dzisiaj też nie jest jeszcze idealnie, bo często widzę, że Asti siada tyłem do kierunku jazdy, ale co jakiś czas coś ją tam zainteresuje za boczną szybą, czasem patrzy pomiędzy siedzeniami przed siebie przez przednią szybę i wtedy czasem do niej coś tam miłego zagadam, próbuję zwrócić jej uwagę np. jak jakiś pies przechodzi ulicą, ale nie uspokajam jej, bo to wtedy chyba gorzej na nią działa. :( Boję sie trochę jazdy na wakacje - najpierw 100 km, a potem ponad 300 km. Zobaczymy jak to będzie. :hmmmm: [quote name='golden_owner'] Moze gdyby ktos z nim jezdzil z tylu, czulby sie lepiej, ale pech chce, ze z psem zwykle podrozuje sama [/quote] A ja właśnie wolę jak jeździmy same, bo moja rodzinka ma skłonności do pocieszania Asti w czasie podróży, brania na kolanka, zmuszania, żeby piesek się położył i ona chyba wtedy jeszcze bardziej się denerwuje. :x Ja wolę zostawić ją samą sobie, niech siedzi i zachowuje się tak jak jej wygodniej i jak spokojniej i bezpieczniej się czuje. Cieszę się, że nie wymiotuje, bo już tak źle jej się to jeżdżenie nie kojarzy. [quote name='Nor(a)'] wozisz psa w szelkach?.. [/quote] Też się nad tym zastanawiałam, ale nie wiem czy to by nie było dla małej jeszcze bardziej stresujące. :roll: Kupiłam matę i nawet bardzo szybko przestałam ją zaczepiać o przednie zagłówki. Powstawała wtedy taka kołyska i ktoś mi podpowiedział, że może to też jej przeszkadza, więc ją zdjęłam i teraz tylko ją zaczepiam o tylne zagłówki i mam po prostu tylko przykrytą tylną kanapę. I tak ta kołyska nic nie dawała, bo ta mała spryciara złaziła z siedzenia z boku gdzie kończyła się mata i siadała albo chodziła po podłodze i tam wymiotowała, a tak siedzi albo chodzi po całym siedzeniu, trochę się czymś zajmie i podróż jakoś spokojnie zleci. Nauczyłam ją, że nie wolno jej przechodzić do mnie na przednie siedzenia, na tylnej kanapie jest jej królestwo i koniec. Owszem, czasem spadnie na podłogę z kanapy, jak stoi na krawędzi siedzenia, a ja nagle zahamuję, ale... nic jej się jeszcze nigdy nie stało (staram się jednak ostrożnie jeździć), a zawsze też traktuję taki "wypadek" ze śmiechem, jako fajną zabawę i widzę, że jej pysio też się wtedy uśmiecha. :P
  8. [b] calessandra, [/b] czyżby to miało znaczyć, że nie przyjedziecie na zawody? :cry: Nie rób nam tego :motz: , bo ja już się zaczęłam cieszyć jak to będzie fajnie jak w trójkę zajmiemy ostatnie miejsce. :multi: Byłoby nam raźniej. :wink: A szkoleniowca nie słuchaj :shake: , oni tak czasem sobie z nas biednych żuczków żartują. :wink: A do zawodów są jeszcze całe dwa tygodnie i [i]"...wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń...". [/i] :wink:
  9. [quote name='calessandra'] A jak jest z poleceniem przeszkoda - koniec jest gdy pies ją pokona w moją stronę, czy dopiero jak się znajdzie przy nodze ?? [/quote] W "zasadach ogólnych" w pkt 4 stoi napisane, że [i]"Każde ćwiczenie rozpoczyna się i kończy postawą zasadniczą, którą jest SIAD przy lewej nodze przewodnika"[/i], więc myślę, że koniec tego ćwiczenia też jest dopiero po przyjęciu postawy zasadniczej. Jeśli się mylę, to proszę o sprostowanie. :oops: A z tym ostatnim miejscem dziewczynki, to ja Was pewnie pogodzę i już. :silly:
  10. [b] Saint, [/b] spójrz kilka tematów niżej na tej stronie: "Zawody agility a rodowód" [url]http://www.dogomania.pl/index.php?name=PNphpBB2&file=viewtopic&t=12650[/url] :hand:
  11. I jeszcze w tym samym ćwiczeniu, o którym pisze Monika: [i]"Trasa musi zawierać dwa zakręty w lewo, dwa zakręty w prawo, jeden zwrot w tył przez lewe ramię, jeden zwrot w tył przez prawe ramię..." [/i] Chodzi mi o te zwroty przez prawe i lewe ramię. Zwrot przez lewe ramię, to rozumiem. A zwrot przez prawe ramię? :niewiem: To znaczy, że pies zakręca razem ze mną przy nodze w prawo? :roll:
  12. Zawody są 14-15.05. Informacja na ten temat: [url]http://www.kynkat.neostrada.pl/pl/wystawa_chybie_2005.htm[/url] i formularz zgłoszeniowy: [url]http://www.kynkat.neostrada.pl/pl/wystawa_chybie_formularz.htm[/url] :hand:
  13. A może ktoś podpowiedzieć, gdzie to tak właściwie w tym Błażejewku jest? :roll: Jak tam dojechać? :hmmmm:
  14. Oj, paskuda ze mnie, faktycznie. :boom: Przepraszam :modla: , nie chciałam Cię obrazić. [quote name='zakla']I mimo tego, ze mam glupiego malamuta, ktory z tego wzgledu ze jest malamutem nie ma prawa szybko sie uczyc, to jestem z niego zadowolona, bo nauczyl sie szybko. Przepraszam, ze odbiegamy od ogolu... [/quote] Ale, no wcale nie głupiego. :shake: To, że malamut, to tym bardziej możesz być z niego i z siebie dumna. :klacz: A ja Ci przecież zazdroszczę :oops: , że tak szybko udało Ci się Żwirka (tak ma na imię :roll: ) nauczyć aportu. [quote name='zakla'] A umiec tak, zeby pojsc na egzamin() to juz umiec na serio slicznie, szybko i wogole;) [/quote] A no właśnie i tu jest chyba u mnie "pies pogrzebany", przerost ambicji? :niewiem: :oops: Śni mi się aport po nocach :wink: , bo nie umiem sobie z nim poradzić i wobec tego cały czas się zastanawiam czy "startować" do egzaminu czy jeszcze dać sobie spokój albo czy w ogóle dać sobie z nim spokój? :hmmmm: Czas mnie goni, bo zostało mi już tylko albo aż 7 tygodni, a my cały czas jeszcze jesteśmy w powijakach. Musimy się ostro wziąć do roboty, żeby coś z tym aportem w końcu sensownego zrobić. :icon_roc:
  15. [b]Flaire [/b], dzięki, dzięki, dzięki. :buzi: Z tego pisu to wygląda na takie proste, że już bym chciała wszystko naraz spróbować, ale... 3/4 dnia spędzam w pracy :cry: , więc muszę wytrzymać do wieczora. Ten sposób, który opisałaś jest bardzo ciekawy. Wreszcie coś się dzieje, wiem jak mam z psem pracować. :multi: Chciałam Cię jeszcze zapytać ile może być sesji ćwiczenia aportu dziennie i jakie mogą być długie? Czy to może być tylko raz, dwa razy dziennie i max np. 5 prób ćwiczeń i koniec? Czy można ćwiczyć kilka razy dziennie, szczególnie w soboty i niedziele kiedy mam na to cały dzień i do upadłego? :roll: Znam bowiem opinie, że powinno się wyciągać aport raz, najwyżej dwa razy dziennie i nie ćwiczyć więcej niż dwa, trzy razy i koniec, żeby pies się nie znudził, a raczej zatęsknił? Jak to właściwie jest? :hmmmm:
  16. [quote name='Flaire'] Ja to robię tak: idę z psem przy nodze, nagle mowię "do mnie" i zaczynam się cofać. Dąże do tego, żeby pies podleciał i usiadł przede mną bez komendy siad. Pomagam mu z tym podnosząc ręce do pasa (składam je razem, jakbym coś trzymałą). Oczywiście gdy zaczynam, wydaję komendę siad, ale dązę do tego, żebym nie musiała jej wydawać, żeby pies siadał przede mną automatycznie, ewentualnie reagując na ten ruch rąk, a jednocześnie żeby ta biegnięcie do pozycji siad przede mną stało się niemal refleksem gdy tylko ja się zacznę cofać.[/quote] A jeśli pies nie ma problemu z komendą "do mnie"? :roll: Na "do mnie" przybiega i siada przede mną. Wg mnie powinna usiąść jak najbliżej przede mną, a więc prawie przy czubkach moich butów, a czasem jej się zdarza mieć przednie łapki 10-15 cm przede mną albo usiądzie nie tak idealnie na kąt 90 stopni tylko lekko w bok (ja też jestem perfekcjonistka :oops: ). Wtedy podprowadzam ją trochę ruchem prawej ręki. Nie próbowałam "do mnie" z cofaniem się (muszę wypróbować), ale z "zostań" albo w przywołaniu z "biegaj czy "wolny" czy z wolnego biegania na spacerach, "do mnie" znaczy dla niej biegnę prosto do pańci i siadam przed nią (bez komendy "siad"). Dalszą część ćwiczeń wypróbujemy, ale... oczywiście trochę później. :wink: Najpierw jednego musimy się nauczyć, chociaż ja to jestem czasem niecierpliwus, więc sama siebie bedę musiała trochę hamować. :oops: [quote name='Flaire'] Aportu uczy się rzeczywiście długo, ale dobrze nauczony pies na ogół nie przestaje aportować, a jak masz szczęście, to nawet nabiera pasji. [/quote] Może kiedyś polubię aport i mała też. :wink: (prawdopodobnie wtedy, kiedy zaczniemy robic postępy :wink: ). Może to rzeczywiście tylko jakiś nieuzasadniony "wstręt" do regulaminowego klocka, bo aportować przecież pies może różne inne ciekawsze przedmioty, no ale jak regulamin to regulamin i jak mus to mus. :-?
  17. [quote name='zakla'] Mi udalo sie nauczyc aportu dosc szybko, bo w ciagu chyba 2-3 tygodni:) Ale oczywiscie ciagle to dopracowywujemy, staramy sie nabrac tempa, nie pluc za wczesnie i teraz z ogrodu przenieslismy sie na lake, gdzie jest duzo rozproszen, i musze sie pochwalic, ze dwa na trzy razy nam sie na lace udalo;) [/quote] W ciągu 2-3 tygodni? :o Regulaminowego aportu? :roll: Pies spokojnie czeka przy nodze kiedy wyrzucasz aport, "aport" - pies biegnie po aport dopiero na komendę, podejmuje aport za środek, "do mnie" - pies biegnie z aportem prosto do Ciebie, siada przed Tobą (bez komendy "siad"), czeka aż weźmiesz od niego aport "daj" (lub inna komenda), "noga" - obchodzi Cię i siada przy lewej nodze (bez komendy "siad")? :o Malamut? :roll: Z całym szacunkiem, ale ta rasa chyba nie ma w genach aportowania (chociaż na malamutach się nie znam :oops: )? Zazdroszczę Ci. :-? Ja to jestem jednak do d... przewodnik. :cry: Ale na [url]www.owczarek.pl[/url] temat aportu był wałkowany już dziesiątki razy, bo każdy podkreśla jak trudno go nauczyć. Nie jednemu przewodnikowi spędzał już sen z powiek. :watpliwy: Sorry, dzisiaj śnił mi się nawet aport, więc stąd ten mój smutek. :( Ale od jutra zabieramy się od nowa za naukę, więc trzymajta za nas kciuki. :-?
  18. [quote name='Aga&Bafi']Chciałam jeszcze zapytać o uszy sheltusiów. One sa takie załamane, ale nie do końca... Coś się z nimi robi czy same sie tak zaginają? [/quote] No właśnie, bardzo się bałam czy Asti nie będą stały uszka, bo sporo się na ten temat naczytałam. Kiedy była malutka miała je ładnie załamane :kciuki: , aż pewnego dnia zauważyłam, że końcówka jednego uszka zaczyna się powoli podnosić. Padł na nas blady strach. :cry: Co tu zrobić? :hmmmm: W książce "Collie i Sheltie" L.Zboralska opisuje sposób załamywania i masowania uszek. Próbowałam, ale... ciężko taką małą wiercipietę "dorwać" i przetrzymać chociaż minutę, żeby to zrobić. Nie podobało jej się to za bardzo i szybko się wyrywała. :evil: Wypróbowałam więc inną metodę: podkleiłam uszka (drugie się jeszcze nie podnosiło, ale zrobiłam to profilaktycznie) gumą do żucia. :cunao: I z podklejonymi uszkami zachowywała się jakby nic na nich nie miała. :wink: Nawet nie zauważyłam kiedy guma odpadła, a uszka... zostały załamane do dzisiaj. :klacz: Czy jest to idealne załamanie, to nie ma już dla mnie znaczenia, najważniejsze, że nie ma stojących. :thumbs: L.Zboralska pisze jeszcze, że sheltie może mieć skłonności do stojących uszek po swoich rodzicach. Jeśli jedno z nich albo oboje mają stojące uszka, to szczeniaczek też może mieć. Albo po takiej parze mogą się jeszcze urodzić szczeniaczki o uszkach prawidłowych, a dopiero ich potomstwo otrzyma ten defekt. Często uszka zaczynają stawać w trakcie zmiany ząbków, bo jest to związane z zaburzeniami gospodarki mineralno-wapniowej albo w trakcie dojrzewania.
  19. [b]Aga&Bafi [/b], no, to pewnie prędzej czy później pojawi się u Was taki mały urwis. :P Ja też miałam do tej pory zawsze duże owczarkowate psiaki, bo pies to musi być duży, żeby nie trzeba go było szukać pod szafą :oops: . Ale pewne okoliczności w moim życiu spowodowały, że zdecydowałam, że następny psiaczek powinien być mały, ale... nie zupełnie malutki. I kiedyś na Animal Planet jeden z odcinków o rasach psów prezentował sheltie. Zaczęłam zaraz szukać po internecie informacji i zdjęć tej rasy, i... zakochałam się. A "na żywo" widziałam sheltie tylko raz na jednej wystawie. :oops: A kiedy mała pojawiła się w naszym domku, to... do reszty :loveu: . Mam nadzieję, że w końcu będziemy mogły poszaleć trochę na agility :wink: , bo Asti uwielbia wszelkie przeszkody (dzisiaj na placu zabaw, wchodziła i schodziła nawet po drewnianej drabince :klacz: ), a na razie uczymy się różnych "elementów" posłuszeństwa. [quote name='Aga&Bafi']Myśle że to bylby wspanialy towarzysz dla Bafiego. Bo on sie czesto w domu strasznie nudzi, a jak wyjdzie na spacer i nie ma żadnych psów z którymi móglby sie pobawić to tylko patrzy na mnie jakby chcial zapytac: " no to co będziemy robić?" "wymysliłaś cos nowego?" [/quote] No, to u sheltie też to masz zapewnione :thumbs: . One też lubią coś robić, bo jak się nie wybiegają i nudzą się w domku, to chodzą i marudzą. :x Sorry. :modla: Piszę za wszystkie sheltie, a to Asti taka jest. :-? A może są sheltie kanapowce? :wink: Niestety nie mam kontaktu z innymi sheltusiami, więc nie wiem. :oops:
  20. [quote name='coztego'] Może aportowany przedmiot jest mało atrakcyjny? [/quote] No, nie wiem co tam sobie moja mała myśli :wink: , ale... jakiś taki ciężki drewniany klocek, który... z jednej strony nie da się wziąć do pycha, bo za gruby :( , z drugiej strony... to samo :o , skubać, śrupać i podryzać nie wolno, bo pańcia zaraz zabiera :evil: . A co to za atrakcja? :x Patyki, to przynajmniej można pośrupać. :P Piłeczka, słoneczko, szmaciany warkoczyk, to fajne, miękkie i tym można się z pańcią nawet poszarpać, poprzeciągać. :lol:
  21. [b] Flaire [/b], wielkie dzięki :calus: za rady i ocenę. Polałaś trochę miodu na moje "zbolałe" serce. Nie jest ze mną i z moim piesiem jednak tak najgorzej. :multi: Będziemy w takim razie dalej ćwiczyć i postaram się być bardziej cierpliwa. :oops: [quote name='Flaire'] Jeśli nie szkolisz klikerem, tam gdzie masz kliknąć, pochwal psa i daj mu smakołyk. [/quote] No, tak też sobie przetłumaczyłam (chyba nawet gdzieś czytałam, że tak to można przełożyć). A szkolenie na smakołyk nie jest nam obce. :wink: [quote name='Flaire'] [quote name='AniaP'] Próbowałam też dać jej aport "trzymaj" i prowadzić ją na smyczy. No chodzi z nim, chociaż muszę co chwilę zabierać jej aport, żeby nie zdążyła go wypluć. [/quote] Chodzenie na smyczy to jest jedno z tych poważnych utrudnień. Ale zanim to zrobisz, pies musi umieć siadać z aportem nie wypluwając go, bo nie chcesz odbierać na stojąco. [/quote] Czyli uczyłabym ją w ten sposób właśnie tego czego chcę ją oduczyć: wypluwania aportu zanim do mnie przyjdzie, usiądzie przede mną i poczeka na odebranie? Dobrze, to rozumiem? :roll: [quote name='Flaire'] Szkoda, że nie mieszkasz w Warszawie, bo to wszystko jest łatwiej pokazać, niż opisać. [/quote] No szkoda :cry: . Ale już mi się w tej chwili trochę rozjaśniło w łepku :oops: i nabrałam ochoty do dalszej pracy, bo już powoli :flop: . Na to chyba też potrzeba trochę czasu, co? :-? Co prawda czytałam wiele razy, że aportu uczy się trzy m-ce, sześć m-cy, jeszcze dłużej, a nawet jak pies się nauczy, zda egzamin, to jeszcze w pewnym momencie potrafi mu się odwidzieć i... trzeba zaczynać naukę od początku. :roll: No, ale co innego czytać, a co innego samemu znosić trudy i znoje nauki. :-?
  22. [quote name='Flaire'] ja również preferuję uczenie aportowania w spoób, opisany w podanym wyżej linku niż w sposób w Polsce "standardowy". [/quote] To znaczy jaki jest ten standardowy sposób. Dlaczego mała rzuca aport i nie chce z nim usiąść? :niewiem: Szczerze mówiąc trudno mi "rozebrać" te przykłady :oops: , szkoda, że nie ma mi kto tego pokazać, bo ja wzrokowiec raczej jestem. Próbowałam coś robić klikerem, ale nic mi raczej nie wychodziło. :oops: Mała była bardziej zainteresowana moim klikaniem i smakołykami niż ćwiczeniem. Mam nadzieję, że nie narobiłam przez te kilka minut takiego "szkolenia" za dużo złego i nie namieszałam małej za dużo w łebku. :roll: Nie wiem którą z tych metod masz bardziej na myśli? :hmmmm: [quote name='Flaire'] pies już niejako umie aportować uczony inną metodą, [/quote] Szczerze mówiąc, to żadna to metoda. Wyrzucałam aport, mała po niego chętnie biegła, ja uciekałam cofając się tyłem i wołając "do mnie" i dalej... no właśnie, problem co dalej. :roll: Ćwiczymy tak sobie dokładnie od m-ca, a ponieważ mi nie wychodzi, to nie ćwiczymy codziennie, a jeśli to też tylko przez kilka minut. :( [quote name='Flaire'] w Twoim przypadku, ja polecam nauczenie go osobnej komendy "trzymaj". [/quote] Zaczęłam ją tego uczyć, ale... Chętnie bierze aport do pysia jeśli ją nim "drażnię", ruszam nim , "ożywiam" go, chowam za plecami i pokazuję. Wtedy nawet siedząc przede mną chętnie go łapie i siedzi z nim kilka, czasem nawet kilkanaście sekund, mówię "daj", oddaje, "noga" i szybko obchodzi mnie i siada przy nodze. Czeka nawet kiedy znowu dam jej aport. Ćwiczyłam tak 4-5 razy, więc może... cierpliwości? :oops: Może się w ten sposób nauczyć? :question: I co dalej? I czy mogę się z nią bawić aportem czy lepiej nie? Ale jak ją do niego bardziej zachęcić, jak ją na niego "nakręcić"? Jak siedzi przede mną i mówię tylko "trzymaj", to "martwego" aportu nie weźmie. :shake: [quote name='Flaire'] Potem, gdy już pies umie "trzymaj", wprowadzasz tę komendę jako "dodatkową" w trakcie ćwiczenia aportowania. W czasie gdy pies do Ciebie powraca, powtarzasz "trzymaj". [/quote] Hm, może rzeczywiście ćwiczenie czyni mistrza? :hmmmm: Tylko czy to co robię do tej pory jest OK.? :huh: [quote name='Flaire'] W czasie gdy pies do Ciebie powraca, powtarzasz "trzymaj". [/quote] A o tym nie pomyślałam, żeby tak jej podpowiadać? Może jak wyćwiczymy trzymaj, to właśnie to zadziała? :hmmmm: Próbowałam też dać jej aport "trzymaj" i prowadzić ją na smyczy. No chodzi z nim, chociaż muszę co chwilę zabierać jej aport, żeby nie zdążyła go wypluć. No i mogę ją uczyć tylko w domu. Na spacerach co chwilę interesuje się tym co się dzieje wokoło. Jest bardzo "wrażliwa" na wszelkie dźwięki, odgłosy i musi zaraz sprawdzić co się dzieje. A aport? To wtedy żadna atrakcja. :evil:
  23. [quote name='zakla'] pies w pozycji do mnie, wyjmujesz kozla, mowisz aport, dajesz psu, pies bierze do pyska, [/quote] Czyli co? Jak biegnie "do mnie" czy jak już siedzi przede mną? Przybiegnie, usiądzie przede mną, ale jak wyciągnę kozła nie otworzy pychola po aport :shake: , wykręca się przed nim na boki. Jak trochę ożywię kozła i zacznę ją nim "szczuć", to wtedy chętnie go weźmie do pysia, ale jak: [quote name='zakla'] cofajac sie wolasz psa;) [/quote] no i teraz go wypluje. :x Może to kwestia ćwiczeń i czasu i się nauczy :hmmmm: , bo tak nie ćwiczyłam. :shake: [quote name='zakla'] Po takim cwiczeniu, kiedy masz psa ktory idzie za toba z aportem, pod koniec drogi popros go zeby usiadl. Wtedy moze wypluc aport. [/quote] No i właśnie tak mamy, bo ona go bez problemu podejmie :sweetCyb: , wołam ją "do mnie" i cofając się do tyłu uciekam, ona biegnie za mną, ale nie mogę zrobić na nią najścia ani kazać jej usiąść, bo pluje aportem :( i... elegancko siada przede mną i gapi się na mnie. 8) [quote name='zakla'] Wtedy moze wypluc aport. [/quote] :o
  24. [quote name='zakla']Jak juz pies ma w pysku co tam ma do aportowania, to stanowczo wydaj komende DO MNIE, a posluszny pies przyjdzie do Ciebie, najprawdopodobniej z aportem w pysku:) [/quote] No posłusznie przychodzi, ale kilka kroków przede mną rzuca aport na ziemię, na "siad" posłusznie siada, ale siedząc już aportu do pyszczka nie weźmie za skarby świata :cry:. I co ja mam zrobić? :roll:
  25. [quote name='Aga&Bafi'] Na spacerach czasem spotykamy znajomego szetlanda - mój psiak go uwielbia [/quote] No to już sobie wyobrażam jak razem szaleją :wink:, bo moja mała uwielbia biegać z piesiami i często kolega czy koleżanka ma już dość biegania, a Asti jeszcze robi kółka, doskakuje, zachęca na ugiętych łapkach do biegania i ciągle jej mało :P . A skoro spotykacie sheltie na spacerach, to już pewnie trochę zaobserwowałaś jakie one są. Goldeny też przecież potrzebują dużo ruchu, a dajesz sobie radę z Bafim, więc i spokojnie poradzisz sobie z sheltie :kciuki:. My mieszkamy w bloku na 3 piętrze i mała wcale z tego powodu nie cierpi. W ciągu dnia wychodzi na trzy, cztery kilkuminutowe spacerki, a jak wracam z pracy, to późnym popołudniem na godzinkę i czasem jeszcze wieczorkiem na pół godzinki, ale to nie zawsze. No i w sobotę i niedzielę i raz w tygodniu na godzinkę, dwie na plac szkoleniowy, ale jakieś ciekawe zajęcia możesz jej sama wymyślać. Jak zdarza się, że nie mam czasu na dłuższy spacerek, to w zamian wymyślamy sobie jakieś ćwiczenia albo zabawę w domu :lol: . To są bardzo inteligentne pieski i fajnie coś z nimi robić. :)
×
×
  • Create New...