A my chodzimy do przedszkola. Co prawda Asti na pierwszy rzut oka nie wygląd może na kundelka tylko na szetlanda, ale "niestety" rodowodu nie ma i nigdy go mieć nie będzie. :(
Zawsze mieliśmy kundelki, ale duże - owczarkowate. Pierwsza - Elza, była z nami ponad 7 lat i mimo, że nie mieliśmy wtedy żadnego doświadczenia z psami, to nie pamiętam, żeby były z nią jakieś problemy wychowawcze. Drugi - Atos, ... niestety nie zdążyliśmy się nim nacieszyć. W wieku 6 m-cy dostał zawał i nawet natychmiastowa wizyta u weta nic mu już nie pomogła. Trzeci - pewnie dlatego też Atos, że poprzedni odszedł tak szybko. No i z tym niestety od samego początku były problemy. Wzięliśmy go ze schroniska, co prawda w wieku 2, 3, 4 m-cy (ze schroniska, to trudno dokładnie ustalić wiek), ale ... no właśnie. Dzisiaj wiem ile złych czynników miało wpływ na jego psychikę w wieku szczenięcym i ile my później popełniliśmy błędów. Nigdy nie poszłam z nim na szkolenie, bo był bardzo bojaźliwym psiakiem i nie nadawał się do szkolenia w grupie, a szkolenie indywidualne, ... hmm, to niestety nie małe koszty.
Gdybym mogła cofnąć czas ... Do dzisiaj mam wyrzuty sumienia :cry: czy zrobiłam wszystko co możliwe. Dlatego postanowiłam, że następny psiak pójdzie do przedszkola i na PT. I właściwie będzie to szkolenie bardziej dla mnie. Książki, czasopisma, internet - tak, ale to nie zawsze wystarczy. Potrzebny jest kontakt z innymi psami i obcymi ludźmi, a na spacerach to różnie wygląda - to nie wystarczy. No i potrzebna jest jakaś fachowa "siła", która pokaże, podpowie, zwróci uwagę na popełniane błędy, no i zachęci do pracy nad sobą i psem. :chainsaw:
Asti po szetlandach odziedziczyła rezerwę - strach do obcych ludzi (i niektórych psiaków). :-? Pierwsze 4 lekcje chowała się w kącie za wielką oponą od samochodu. A teraz, nie bawi się co prawda z innymi psami, ale "odgryza" się kiedy jakiś owczarek, labrador czy sznaucer (olbrzym)zaczyna ją "podgryzać" czy "dusić". A na spacerach sama już zaczepia i zachęca inne psiaki do zabawy, aż pysio śmieje jej się od ucha do ucha :D , a jak zacznie biegać ... :Dog_run: trochę trwa aż wróci do pańci.
Dzisiaj nie mam już najmniejszych wątpliwości, że przedszkole było nam obydwu bardzo potrzebne (jeszcze trwa) i każdemu będę je doradzać. Na początku czułyśmy się może trochę dziwnie, nieswojo wśród samych rodowodowych, ale nikt przecież nie pyta zaraz o rodowód, a już psiakom najmniej na tym zależy. Najważniejsze jest przecież dla nich, że są kumple do zabawy. :B-fly: Fajnie jest też w czasie nauki, bo za każde ćwiczenie do pysia lądują smakołyki. :D I o to chodzi.
Sorry, że tyle naskrobałam :oops: , ale ... tak jakoś wyszło :oops: