-
Posts
5623 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by kinga
-
[quote name='joaaa']Melduję, że dziadek w naszym dt w Bydgoszczy. :) Z małym poślizgiem czasowym, bo najpierw trzeba było pilnie zabrać innego dziadka, którego schronisko miało uśpić. [URL]http://www.sosbokserom.com.pl/index.php/pl/component/psy/?task=pokaz&pies_id=1041#21_05[/URL] Kinga, dzięki! A co u Yeti?[/QUOTE] [B]joaaa[/B] - straaaaaasznie Wam dziękuję za niego :iloveyou: Kule futra mam w domu dwie. Obie mają dobrze opanowaną taktykę przeczekiwania upałów - pozycja horyzontalna i zero jakichkolwiek innych oznak życia. Fałdy mózgu wygładzone jak dzieciece kolano. Na szczęście zarówno w domu, gdzie rezyduje moja Georgia, jak i w budynku, gdzie mieszka Yeti - jest bardzo przyjemny chłodek. Z Yeti nadal wyczesuję góry futra, niedługo obawiam się - ten pies będzie łysy (choć zupełnie nic, ale to nic z zewnątrz nie widać - że COKOLWIEK wyczesałam). Wróble mają uciechę, kradnąc te kłęby futra do swoich gniazd ;), choć uważam, że wystarczyłoby i na wymoszczenie gniazda strusiego - tyle tego jest. Apetyt ma wzorcowy - ponieważ kości i kosteczki powoli zaczynają pokrywać się nieśmiałą warstwą tłuszczyku - chyba niedługo będę musiała przyciąć jej racje żywnościowe (ciągle je z naddatkiem); no ale jak to zrobić, jak :cry:, skoro ona z takim wdziękiem wkłada ten wielki łeb do miski, i wyjmuje dopiero, jak ta jest pusta. ps: Ostatnio pierwszy w życiu raz widziałam psa, który za jednym zamachem wypił 3/4 miski wody - to taka największa miska plastikowa, jaką można kupić w sklepach zoologicznych, stoi w ogrodzie. Yeti SWOJĄ osobistą wodę ma oczywiście w dużym poważaniu, mimo że takie samo wiadro stoi w jej budynku. Przyssała się do tej ogrodowej, a jak już się odessała, to ja niemal z zawalem, na paluszkach odprowadziłam ją do jej domu, aby czasem nie pekła mi po drodze. Nie wiem, jak pies, który ma w brzuchu dobrych kilka litrów wody, mogł w ogóle samodzielnie poruszać się. ;)
-
Chilli okazała się szczeniakiem z charakterem. Po prostu postanowiła, ze NIE będzie mieszkała w żadnym innym domu i NIE będzie miała żadnego innego Pana. Ani żadnych innych psich towarzyszy. Po tygodniu cyrków, jakie odstawiła w nowym domu - które mimo upływu czasu - co dziwne - wcale nie zmniejszały się, Chilli za porozumieniem stron ...wróciła do Hałabajówki. Nieodwracalnie na stałe ;-). Smarkula od razu przeszła metamorfozę, rzuciła się do misek, potem poszła w tango ze SWOIMI psami, a później padła jak trup wtulona w SWOJE psy. No i w tenże sposób trzeci i ostatni szczeniak z kropek osiadł rzeczywiście pod Koszalinem, ...a właściwie pod Białogardem. Nową Stałą Właścicielkę zapraszamy do opowieści z Nowego Domku :diabloti:.
-
Dzisiaj miałam już 20-minutową relację dot. Gai vel Kamy - bo Kamą została. Jest wniebowzięta, Państwo również. Buziaczki rozdaje przy każdej nadarzającej się okazji (czyli podejrzewam, non stop). Noc przespała snem kamiennym, popołudnie również. Śpi na kocu przy łóżku Pani, po obudzeniu się włazi przednimi łapami na łóżko przywitać się. Ciekawa jestem, kiedy obczai, ze tylnymi łapami również można tam wejść :diabloti:. Karmie suchej powiedziała zdecydowanie: NIE. Z akcentem na kropkę. Łajza cholerna, a tak ją pasłam tymi royalami tudzież hillsami , i udawala, ze jest bardzo zadowolona. :razz: Oczywiście biegunka minęła jak ręką odjął. Zapoznała sie z Babcią, która mieszka za ścianą - a że Babcia była zaopatrzona w schabowe oraz kawałki szyneczki - Gaja uznała, ze stanowią Jedną Wspólną Rodzinę ;). Państwa nie spuszcza z oka, łażąc za nimi jak cień - łącznie z wpychaniem się do toalety. Uspokajałam, zę to minie za parę dni, jak już poczuje się bezpieczna, ale Pani Gai zapewniała, że jej to zupełnie nie przeszkadza. Uśmiecha sie oczywiście cały czas ;). [B]Alojzyno[/B] - tak, będzie sterylizowana, myślę, że za jakiś miesiąc, bo w tej chwili jest ok. 2 tygodnie po cieczce. Nie mam pojęcia, z jakiego portalu Państwo trafili na Gaję, ale zapytam - wygląda na to, ze będziemy w b. bliskim kontakcie.
-
Wszystkim kciukom pięknie dziękuję! Gaja już w domu, daaaaleko ode mnie, za to blisko do Alojzyny ;-). Wczoraj podwoziliśmy ją kawałek, aby nowi Państwo, którzy jechali z daleka, dali radę obrócić w jeden dzień tam i z powrotem. Wabikiem, który pozwolił na rozpoczęcie nowej przyjaźni i zaufania, mających zaowocować długim wspólnym życiem - okazały się... kotlety schabowe. W ilościach hurtowych, na widok których Gaja oniemiała z zachwytu. :p Późnym wieczorem otrzymałam od Pani Gai meldunek, ze podróż minęła dobrze i spokojnie, ponieważ Pani "zagłaskała Gaję na śmierć" - co próbowała przestać, to dostawała ponaglenie łapą. Myślę, ze było to jakieś 8 godzin głaskania non-stop :-o. Domowy kocur Mrożek, który sam w sobie jest już bardzo dużym kotem, na widok Gai zrobił się ponoc 10 razy większy, i nie chciał się zmniejszyć. Jak to z kotami bywa, był bardzo zbulwersowany Gają, która ku radości Państwa, nie zaszczyciła go żadną uwagą. Bliskie zapoznanie z domowymi psami: sympatycznym amstaffem, z którym będzie dzieliła odtąd życie, oraz małym zadziornym jazgotem, mieszkającym przez ścianę - miało nastąpić już dzisiaj, wczoraj nikt nie miał na to siły. Co ciekawsze, Gaja na krótkim odcinku, kiedy my ją podwoziliśmy (ok. 2,5 godz. jazdy) miała biegunkę, mimo tego, że była na czczo. A już przy wspólnym spotkaniu z Nowym Państwem to co rusz przykucała na kupeczki. Pani wysnuła teorię, że to na tle nerwowym - Gaja na pewno szóstym zmysłem wyczuwa, że coś jest nie tak. Mimo wszystko zbladłam, gdy zobaczyłam te schabowe, które zaczęła pozerać w ilościach wielkich, w połączeniu z bułkami - byłam pewna, że co 10 km będą zatrzymywać się na czyszczenie samochodu. Tymczasem okazało się, że... biegunka minęła, jak ręką odjął. Gaja widocznie tak bardzo była zaabsorbowana bliskim kontaktem z nowymi przyjaciółmi, że na nic innego nie miała już czasu :evil_lol:. W drugiej połowie drogi wyluzowała się już tak bardzo, że zajmowała całą szerokość tylnego siedzenia, które dzieliła z Głaszczącą Panią - na szczeście Pani uspokoiła, ze udało jej się nie zostać wypchniętą przez Gaję z samochodu :evil_lol:, więc podróż należy zaliczyć do udanych. A Pan stwierdził, że ma teraz w domu za jednym zamachem dwie blondyny ;-). O. Takie to niusy.
-
Za Yeti kasa doszla również, dziękuję ;-)
-
Ja kiedyś też slyszalam o takiej metodzie, w sytuacji również awaryjnej - i mimo, że wcześniej nigdy by mi do głowy nie przyszło, że coś takiego można wymyślić, po namyśle doszłam do wniosku, że jest to wyjście w razie W. Hałabajówka, dla ciebie to szok, takie wiązanie, bo u Ciebie nic nie ma możliwości spylenia poza posesję ;-) Przy czym Hałabajówka ma nerwy ze stali - przywiozłam jej ostatnio wystraszona na maksa bidę schroniskową, która tylko czekała, gdzie by tu wykopać norę i schować się - a ona na to: spuść go z tej smyczy, niech sobie lata samopas, nic mu nie będzie (ba! po hektarze niech lata!). No i nic mu nie było, nie zwiał, a oswoił się w mig ;-).
-
ok - cofam :), już z gametą jestem w kontakcie.
-
[B]Soema[/B] - oczyść proszę skrzynkę - pilne!!!
-
[quote name='Aimez_moi']Kinga....prosze napisz ksiazke....z zycia beniutkow......:):)[/QUOTE] Oj tam oj tam. Wy się zaraz z tych beniutków naśmiewacie :mad:. Jedna co noc, jak my osobiście zapomnimy go wynieść - dobiera się do kosza na śmieci i rozwleka po całym domu na czynniki pierwsze to, czego nie uda jej się zeżreć. Biada temu, kto rano pierwszy wstaje i schodzi na dół - ja specjalizuję się w najgłębszym spaniu wtedy, gdy dzwoni budzik :p. Jest zdecydowanie szersza, niż dłuższa - i to na czym tak spasiona :oops: - na śmietnikowych resztach. Wstyd i hańba dla DS. Apeluję do niej, aby spojrzała na siebie w lustro - ale bez odzewu :shake:. Druga zamyśliła się wczoraj głęboko, patrząc na moje ogródkowe prace ziemne - z rabaty kwiatowej przy studni wykopałam sporo roślin, i została pulchna ziemia, którą Yeti była zafascynowana. Problem był w tym, że musiała sforsować 20-cm drewniany płotek, aby tam wleźć. Stała przed tym płotkiem zafrasowana, i dumała, dumała, JAK to zrobić. Mój mąż stwierdził, że skoro Yeti kombinuje - to nie ma niebezpieczeństwa, do jesieni jej zejdzie :p. No. Nie ma się z czego śmiać. Nie każdy ma wysokie IQ :niewiem: - i nie ich wina.
-
No to dobra, zamelduję. Chilli ma nowy dom. Dom jest jak z bajki. Ludzie, którzy psy kochają. I psy mają. Plus duży ogród do psiego latania. Plus czas na te psy. Ha! I taki dom znajduje się pod samiutkim Koszalinem :eviltong:. Chilli ma do towarzystwa samą psią utytuowaną arystokrację - cztery (!) file brasileiro plus półroczną owczarkę azjatycką, z którą od trzech dni szaleje - gdyż zapoznawanie z przyszłą rodziną trwało trochę, i było uzależnione od tego, czy towarzystwo się zaakceptuje. Na razie nikt nikogo nie zażarł :p. Natomiast Chilli pierwszą noc bez Hałabajówki znosi bardzo źle - drze paszczę i rozpacza, bo to, jak Hałabajówka twierdziła zawsze - pies niesamowicie zorientowany na człowieka, mimo przebywania w dużym zwierzęcym stadzie. Hałabajówka również pierwszą noc znosi źle. Bohatersko postanowiła dać Chilli 3 dni na aklimatyzację. A jak Chilli się nie zaaklimatyzuje, to... tfu, tfu, odpukujemy przezornie w niemalowane. O. I takie u nas niusy majówkowe :loveu:.
-
Gwiazda - wbrew temu, co tu niektórzy brzydko insynuują - POTRAFI BIEGAĆ. Sama, samiutka. Wczoraj postanowiła być Psem Stróżującym. Wraz z moimi dwoma psami kilka razy wyrwała do ogrodzenia, dzielnie szczekając (ok. 70 m w JEDNĄ stronę :eviltong:). Czy już pisałam, że szczek ma nieprzystający do bernardyna? :shake: - totalnie bylejaki, nawet nie wysila się, aby udawać głęboki bernardyni bas :oops:. A dziś kolejny postęp w rozwoju fizycznym. Gwiazda wieczorem dostała głupawki :loveu: - tj. wykonała kilka susów w tzw. slalomie, z nieoczekiwanymi zwrotami. Trwało to ułamki sekund, ale było. :multi:
-
[quote name='tanitka']Heloooowww???? Kinga coś wykroiłaś????? :)[/QUOTE] Nic. Natomiast usłyszałam od pana, któremu odmówiłam Chilli, że to wszystko, co robię, to jedno krętactwo i machloje. I cała sprawa jest dla niego bardzo podejrzana. A już my wszyscy, którzy np. finansujemy psy wyciągane ze schronisk za prywatne pieniądze, nie przepuszczając tych pieniędzy przez np. konto tozowskie tudzież fundacyjne - czynimy to "nie-do-końca-legalnie". Z naciskiem na to ostatnie. ;-)
-
[quote name='Alojzyna']odpisałam - pan jest bardzo zawiedziony :([B] pisał mi, że kilka razy dzwonił, ale nikt nie odbierał...[/B] napisał mi, że będzie cierpliwie czekał na rezultaty rozmów i gdyby coś nie wyszło, to on jest chętny ;)[/QUOTE] Z tymi telefonami to jest tak, napiszę na swoje usprawiedliwienie. Mój telefon właściwie dzwoni non-stop (ostatnio spotkałam się z długo niewidzianymi dobrymi znajomymi, byli pod mocnym wrażeniem, że niemal cały, calutki czas brzęczy moja komórka), i niestety, aby funkcjonować w tzw. realu - muszę od czasu do czasu go ignorować. Rodzina (mąż plus dwójka dzieci), praca, i takie tam. Na nieznane numery nie oddzwaniam. Ale dość często jest tak, że owszem, ktoś dzwoni 10 razy, z tym, że te 10 razy to w ciągu jednej pół godziny, co jest już zupełnym bezsensem, bo skoro nie odbieram, to znaczy, że nie mogę. Ale pretensje są zawsze takie same :) Ostatnio usłyszałam, ze od dwóch dni ludzie nie mogą się dodzwonić, a dzwonią non-stop. Po czym okazało się, że... dzwonili na zły numer, źle spisali. Wiem, że ludzie są niecierpliwi, i chcieliby załatwić sprawę tu i teraz - ale ja po prostu, po ludzku - nie daję rady. Z Chilli sytuacja wygląda pokrótce tak: ostatnio znowu jest duże zainteresowanie nią, i wszyscy - jak jeden mąż:-) - deklarują, że będą czekać, czy aby sytuacja z rezerwacją się nie zmieni. Powiem tylko, że na ten moment mamy znowu małą nieoczekiwaną woltę... - na razie niech jednak zostanie ta rezerwacja, przynajmniej do jutra. Mam nadzieję, ze do jutra wyklaruje się nam, wóz albo przewóz. Swoją drogą, chyba nigdy nie miałam takich zawirowań przy wyadoptowywaniu jakiegokolwiek psa, co właśnie w tym przypadku. Na jakiż dom czeka ta Chilli?.......
-
[URL=http://imageshack.us/photo/my-images/594/gaja46.jpg/][IMG]http://img594.imageshack.us/img594/2117/gaja46.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/809/gaja47.jpg/][IMG]http://img809.imageshack.us/img809/4490/gaja47.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/217/gaja48.jpg/][IMG]http://img217.imageshack.us/img217/2897/gaja48.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/17/gaja49.jpg/][IMG]http://img17.imageshack.us/img17/3772/gaja49.jpg[/IMG][/URL]
-
Zdjątka: Obowiązuje jedna kolejka do głaskania: [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/594/gaja42.jpg/][IMG]http://img594.imageshack.us/img594/406/gaja42.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/269/gaja43.jpg/][IMG]http://img269.imageshack.us/img269/4362/gaja43.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/88/gaja44.jpg/][IMG]http://img88.imageshack.us/img88/681/gaja44.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/100/gaja45.jpg/][IMG]http://img100.imageshack.us/img100/3524/gaja45.jpg[/IMG][/URL]
-
I kilka pozowanych, nie miałam serca wymagać od tego psa, aby wstał na nogi: [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/12/yeti25.jpg/][IMG]http://img12.imageshack.us/img12/7488/yeti25.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/651/yeti31.jpg/][IMG]http://img651.imageshack.us/img651/8027/yeti31.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/406/yeti32.jpg/][IMG]http://img406.imageshack.us/img406/2301/yeti32.jpg[/IMG][/URL] Mój mąż podjął próbę utrzymania Yeti w pionie - najbardziej ciążył jej łeb... [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/17/yeti29.jpg/][IMG]http://img17.imageshack.us/img17/1619/yeti29.jpg[/IMG][/URL] Yeti ożywia się tylko i wyłącznie, gdy wreszcie moze odpocząć po w/w spacerach - idziemy w kierunku jej "domu" ze śniadaniem w koszyku - przy okazji widać, że jak na benka, jest niewielka (ja mam standardowe 168 cm): [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/198/yeti34.jpg/][IMG]http://img198.imageshack.us/img198/8086/yeti34.jpg[/IMG][/URL]
-
No a teraz mała zmiana tematu. [U]Specjalnie dla ciotki brązowej[/U]: [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/4/yeti30.jpg/][IMG]http://img4.imageshack.us/img4/5383/yeti30.jpg[/IMG][/URL] Strasznie nudny spacer: [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/24/yeti26.jpg/][IMG]http://img24.imageshack.us/img24/5852/yeti26.jpg[/IMG][/URL] Strasznie, strasznie nudny spacer: [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/59/yeti27.jpg/][IMG]http://img59.imageshack.us/img59/4629/yeti27.jpg[/IMG][/URL] O matko, jaki przeraźliwie nudny spacer: [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/201/yeti28.jpg/][IMG]http://img201.imageshack.us/img201/8875/yeti28.jpg[/IMG][/URL] He he, a oni myśleli, że im będę pozować, jak na wystawie... [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/440/yeti33.jpg/][IMG]http://img440.imageshack.us/img440/7578/yeti33.jpg[/IMG][/URL]
-
Jeszcze, aby zamknąć temat boksera: ma rzeczywiście 15 lat, oddany z książeczką. Tak wygląda, więcej zdjęć przesyłam do joaaa - chyba, żeby ktoś sobie jeszcze życzył ;-). I dziękuję za zainteresowanie. [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/560/ares1e.jpg/][IMG]http://img560.imageshack.us/img560/6302/ares1e.jpg[/IMG][/URL]