Jump to content
Dogomania

iza_szumielewicz

Members
  • Posts

    998
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by iza_szumielewicz

  1. 3 stycznia b.r. po bardzo długiej chorobie umarł mój ukochany Malutki. Poprzez Dom Pogrzebowy Służew w warszawie trafiłam do człowieka, który - jak twierdzi - kremuje psy indywidualnie. Pogrążona w rozpaczy uwierzyłam w jego uczciwość. Nie chcę się rozpisywać, ale jestem przekonana, ze facet mnie oszukał (przekazanie zwłok bez pokwitowania, po przyniesieniu urny żadnego rachunkyu ani faktury; facet nie potrafił tez dokładnie powiedizeć, gdize jest spalarnia - powiedizał tylko że w jednostce wojskwoej pod Białymstokiem). proszę prawników - czy kremacja indywidulana zwierząt jest dozwolona prawnie? (facet mówi, ze nie ma regulacji) Czy ktoś spotkał się z podobnym incydentem?
  2. Niestety, coraz gorzej śpię. Wczoraj wieczorem, kiedy dotknęłam urny i zaszeleściłam nią, wydało mi się, że tam jest piach. Urna z prochami waży około 1 kg. Czy ktoś z was ma pojęcie, jaka waga prochów mogłaby być z 12 kg psa?
  3. Olu, mam wybitrnego kardiologa w warszawie. jak chcesz, prześlij mi rtg i dokladny opis psa 9a najlepiej przyjedź z nim do W-wy, jeśli to w ogóle mozliwe), to skonsutuję to serca. Pisz na mojego pw (9podaj tel.kom. )
  4. No, okropnie, ale można do tego przywyknąć. Ja kilka razy dziennie sprawdzałam śluzówki (oczy i spod wargi oraz dziąsła) - po katem koloru i reakcji na ucisk. jesli po sekundzie - dwóch od ucisku kolor wraca do "normy", to ok. Ty tez tak testuj Sabrę. od jutra będize Ci łatwiej, bo tlen zrobi swoje. na pewno pomoże. No i koniecnzie to usg. Nie chcę wykrakać Ci zakażenia w pozostałościach dróg rodnych, ale jeśli tak rzeczywiscie jest, to chyba uznam, że powinnam była zostać wetem a nie dziennikarzyną;););)
  5. Czy widzicie na zdjęciu z lwem, jak siniał Małemu język? Porównajcie ten kolor ze zdjeciem na fotelu z sierpnia 2007 (fota, jak Mały się oblizuje). Eruane, jesteś kochana!:loveu::loveu: Beatko, bardzo bardzo mocno trzymam kciuki za Sabrę. Jutro skoro świt ruszaj do ataku! Przygotuj sobie w domu "kącik szpitalny" tak, żebyś miała wszystko pod ręką. To się przydaje, jak następuje gwałtowna zapaść i trzeba reagować natychmiast różnymi kuracjami. Wtedy wszystko masz pod ręką i nie latasz po chałupie jak opętana. Wierzę, że Sabrze się uda.:p
  6. ma ruda, mam takie zdjęcia. Mama juz jakiś czas temu zrobiła super album o Małym od samego początku, jak do mnie trafił. Jest tam duo fajnych fot, ale jeszcze z czasów aparatów analogowych. nie chciałam teraz zabierać mamie tego albumu. Przy najbliższej wizycie w Olsztynie pożycze ten album i zeskanuje parę fot. i znów uśmiechnę się do Eruane:loveu: (zresztą w jej kompie powinny jeszcze wisieć ostatnie foty w życiu Malutkiego - z Wigilii). Tak. Mały do końca byl szczęśliwym psem i chciał zyć. I to jest w jego śmierci najgorsze. jeszcze dwa dni przed smiercią goniuł ptaki, a już następnego dnia wpadł w stupor i nawet nie chciał siusiać na spacerze. W dniu poprzedzającym śmierć i w dniu śmmierci siusiał zaledwie raz. Czyżby nagle siadły mu nawet nerki? Zapytam o to we wczwartek Niziołka.
  7. Aha! Wiecie co? Cieć, choć prostak, to jendak psy lubi. Po alym wziął owczarka, któreog za strachliwość wyrzucili z policji. Nauczyłam go, że trzeba psa wyczesywać i nie podawać kości z drobiu. Posłuchał. Dzwoni do mnie co rok na Wigilię z życzeniami i pyta o ŻĄBKĘ (tak nazywal Małgo). W tym roku też dzwonił, ale ja byłam za granica i nie odebralam. odsłuchalam jego wiadomość już po smieric Małego. Jeszcze do ciecia nie zadzwoniłąm..... I jeszcze jedno - w lutym 2002 roku Mały ważył 7,8 kg. Kiedy umieral - 12,4 kg ( był o 2 kg za gruby).
  8. Mój Anioł. on nie lubił nikogo oprócz mnie i mojej Mamy (no, ewentualnie mojego Taty). Ale za to nas (mnie i Mamę) bardzo bardzo kochał. To było widać na każdym kroku. To był pies, który duzo w życiu wycierpiał. Nie znam dokładnie jego hisrtorii od urodzenia, ale od ciecia na budowie, z której Małego zabrałam wiem, że przywieźli go robotnicy ze wsi. Mieszkał tam z dużą suką (którą po oszczenieniu na buudowie ukradizono)). Każde z nich miało inne zadanie. Mały - jako że był czujny i szczekliwy - miał informować o intruzie, a suka miała swoją postura budizć respekt. i tak było. Dokarmiałam Małego i sukę przez rok. podawałam im jedzenie przez płot. W nocy, kiedy wybiegały za płot, dawałam im jeść na trawniku. Suka była przyjacielska, ale inwazyjna. odbierała Małemu jedzenie, a Mały strachliwy, wiec nie walczył. oddawał jej. Rzucałam mu więc na odległość, zeby coś przekąsił. I tak rpzez rok. Długo nie dawał się dotknąć. Czasem przez omkno widizałam w nocy, jak Mały vbiegł przodem i szczekał na psy, a jak psy się zbliżały, chował się za sukę i wycofywał. Później dowiedizałam się, ze dokarmiało go całe osiedle. Kiedy zniknęła suka, ały stracił animusz. dalej go karmiłam. dzień w dizeń. Któregoś dnia wreszcie dał się dotknąć, potem dał się wziąć na ręce. Około 10 stycznia 2002 roku (był potwiorny mróz) Mały po karmieniu wywrócił się, wyprężył łapy i strasznie wył. Miał odmrożone opuszki. Ja potwornie płakałam. mój mąż nie chciał się zgodizć na psa. 19 lutego 2002 roku podeszłam wieczorem do Małego z miską, a on nic. Chciałam go wziąc na ręce, a on pisnął. chwile potem zwymiotował. popatrzyłam - a tu na brzuchu potężny krwaik kształtu męskiego buta. Skoro świt zabrałam go do weta (przy protrestach ciecia, który "opiekował się" i suką i Małym (obydwoje - musze przyznać - byli zaszczepieni przeciwko wściekliźnie). Wet mnie pyta o historię psa, a ja mu na to, ze nic nie wiem. Potraktowali go w pierwszym momencie jak smiecia. Zadziałało dopiero "Radio Zet". Wiele rtg z kontrastem, w końcu decyzja o operaxcji 9nie wiedzieli, co jest; brzuch był bolesny, napięty, nawracające wymioty). Podczas operacji Mały im odjeżdżał pod narkozą. Diagnoza - zerwanie lewej nerki od kopa oraz zastój kałuu. Nerkę podszyto, kał wyciśnięto. ze szpitala mały wrócił już do mnie. Nie obchopdziło mnie już zdanie męża. Cieć nie chciał oddać Małego. Dałam mu 100 zlotych i kupiłam radio. Zgodzil się. Żalowalam, że nie wzięłam go do domu wczesniej, podczas tego incydentu z łłłłłłłłłąapami. Nie musiałbyprzechodzić operacji, a każdsej następnej zimy ciepierć podczas spcaerów zimą (w końcu kupiłam mu w USA specjalne buty; z Kanady maił specjalne ubranka (3 różne) oraz czapkę). W najgorszy mróz, kiedy wychodzilam z Małym na spacer w butach, ubraniu iczapce, ludize na osiedlu mieli ubaw. Mały lubił ubranka i buty, ale czapki nienawidził. Ciągle mu opadała na oczy. Taka czerwona z goretexu. Mój biedny Mały:placz::placz: Tak za nim tęsknię.:-(:-(:-(:-(
  9. Tak, tak. Mały zawsze traktował Weronikę jak krzykliwego intruza. Chował się przed nią, czasem powarkiwał. Uważał ją za kumpla tylko wtedy, gdy rzucała mu zabawki. Na ostatnim zdjęciu dobrze widać, jak różowy ma język (zwróćcie uwagę, że na zdjęciach w lesie miał leciutko fioletowawy - to wtedy, gdy męczyl się ruchem). Od wrzesnia 2007 już ani razu język nie zrobił się idealnie różowuy - był albo przekrwiony albo lekko fioletowy. Oczywiście, bardzo pomagał tlen, ale drogi oddechowe byly coraz bardziej zapchane śluzem, a tchawica coraz węższa. Ciekawa jestem, czyt Niziołek we czwartek potwierdzi moją "diagnozę przyczyny zgonu"; moim zdaniem po załamaniu pogody (gwałtowne oziębienie i wiatr od 1 stycznia) Mały dostał potężnego zatoru. Mam jeszcze kilka zdjęć z grudnia; tych ostatnich, jakie Mały miał w życiu. Chyba jeszcze raz uśmiechnę się do Eruane:cool3::cool3::razz::razz:
  10. Eruane, oczywiścioe, że prześlij mi wszystkie "kwity" psa, jakie masz. Najlepiej przez mojego męża, który - jak co czwartek - jedzie do warszawy ze Skarżyska. Własnie we czwartek,i to wieczorem, już po przyjkeździe Rafała idę do Niziołka (nie mogę zostawić dziecka samego w domu). Mogłabym to mu od razu pokazać, a w poniedizałek kwity byłyby już z powrotem w Skarżysku. Tak chyba będize najlepiej i najtaniej. Żadnej kasy. Pamiętaj - żadnej kasy. chętnie pomogę. naprawdę.
  11. No co Ty? Kompletnie tego nie pamiętam:crazyeye::crazyeye:, ale święcie wierzę w ten incydent. Miałam takich dziesiatki. Mały przy mnie czuł się pewnie i zaczepiał wszystko, co sie rusza. Ale jak juz był dym, to szybko zmykał i chował się za mnie. A ja niby co miałam zrobić? Zawsze go broniłam. Głónie pyskówką:oops::oops:Pewnie, że się tego wstydzę, ale Mały był najważniejszy. Zawsze. Nawet, jak był winny.
  12. Robiłam dziś zakupy w tesco (100m od mojego domu). Kiedy wychodziłam, odruchowo rozejrzałam się za małym. zawsze na mnie czekał i omiatał wzroskiem każdego wychodzącego (nigdy go nie przywiązałam po seryjnych kradzieżach psów sprzed Tesco: łapali psa, potem wieszali ogłoszenie, ze przybłąkał się piesek, a od właściciela żądali tysiąca zlotych - obojętnie czy kundel czy rasowy:angryy::angryy:). Mały bez smyczy na pewno nie dałby sie nikomu złapać. Byl zręczny. Potrafił dotkliwie ugryźć mimo maleńkiej mordki. Dziś mija okrągły rok, jak ugryzł w twarz:crazyeye: moją Weronikę. Kiedy jechaliśmy do Olsztyna po jego zwłoki, mój mąż powiedział, ze ma na sobie spodnie z dziurą po zębach malutkiego. Tak, tak. On byl specyficzny. Pogryzł w zasadzie wszystkich. Kiedyś nawet dziobnął mnie w nos (ale to moja wina; kiedy spał i wyglądał cudnie, rzuciłam się na niego z całusami:oops:). Straszliwie dużo szczekał. czasem nawet potrafił ochrypnąć. Kiedy ktoś wchodził, a ja go zamykałam w łazience, wyrywał zębami fragmenty drzwi:loveu:. Wiem, że to brzmi dziwacznei, ale ja kocham psy z charakterem. Malutki został wychowany jako pies do pilnowania obejścia w sensie info o intruzie (taką rolę spełniał na budowie, kiedy go z niej zabrałam). Zostało mu to do śmierci. Kiedyś na serio mnie rpzestraszył, kiedy na dworze wystartował do rottweilera. Ten - zdziwiony uznał, że gnój nie będize podskakiwać i zaczął biec. Nie wiedizałam, co robić, więc odruchowo wepchnęłam Małego na maskę pierwszego lepszego samochodu, a sama stałam jak kołek. Wiecie, co zrobił Mały? Nadawał z tego samochodu jeszcze głośniej:loveu::loveu::loveu::loveu:. W ostatniej chwili właściciel odwołał rottka i mnie się upieklo, ale miałam pełno w galotach. Taki był mój Malutki. Mój Anioł kochany. Mój przyjaciel. Mój wierny kompan.:-(:-(:-(:-(:placz:
  13. Beatko, tak. Oczywiście, że Mały z niedotlenienia miał ciemną krew. Oczywiście. Jeśli możesz, włóż ją u weta pod butlę tlenową chociaż na godzinę. To świetne lekarstwo. Prześlij mi wyniki Sabry. We czwartek wieczorem widzę się z Niziołkiem. Na pewno porozmawiam z nim o sabrze. Napisz mi na pw jak najwięcej info o jej zachpowaniu, samopoczuciu, a nawet ilości i kolorze moczu. Napisz, czy wymiotuje, czy ma gorączkę, czy ma apetyt, czy dużo kaszle, kiedy kaszle najmocniej, czy dobrze chodiz na spacerze, czy tez się wlecze. Sprawdź śluzówki (dziąsła i oczy) - czy są blade, czy pod naciskiem palca po 1-2 sekundach wracają do różowego koloru., jakiego koloru jest język (różowy, przekrwiony czy fioletowawy). WSZYSTKO, WSZYSTKO MI NAPISZ. Postaram się pomóc, na ile tylko mogę. Jeśli chcesz, mogę dla ciebie wypożyczyć ten koncetrator tlenu i wysłać go pociągiem. Kaucję (jest strasznie wysoka) założe, ale wypożyczenie miesiecznie 200 złotych plus koszty trtansportu pociagiem musiałabyś pokryć. Chcesz tak? ten tlen ratował Małego ponad rok. naprawde świetna sprawa. jesli nie, to musisz znaleźć weta z butlą i podawać Sabrze tlen u weta. Moge Ci przesłać maseczkę, która Niziołek sprowadził dla mnie z USA, tylko że ona jest na niewielki pyszczek. Wiem, dziewcyzny, ze w takiej chwili nie krytykujecie mnie z litości, ale możecie napisać, co czujecie. Dałam się z ta kremacjąe podpuścić, prawda? Zadzowniłam dziś do teog faceta, zażądałam faktury i info o spalarni. powiedizałam, ze mi przykro, ale mu nie wierzę. Poza tym poprosiłam Karinę Schwertzler (na pewno wiele z was ją zna) o pomoc.Opieprzyła mnie strasznie za moją głupotę, ale obiecała pomoc. nie moge pisac na forum, co wymyśliłyśmy, ale jeśli facet kłamie, to go zniszcyzmy. a razem z nim ten cały dom pogrzebowy. Jeśli jest uczciwy, to przeprosze go i napiszę o jego usługach artykuł. takie życie. Jak mówił Stalin:"Wszystkim wierzymy. Wszystkich sprawdzamy".
  14. Wiem, że mnie skrytykujecie. :oops: Zadzwoniłam do Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego przy Komendzie Głównej Policji z pytaniem o test DNA. Powiedziano mi tam jednak (a potwierdził to dr Niziołek, z którym też dziś rozmawiałam), że po procesie spalenia w wysokiej temperaturze niknie białko, a z nim możliwość przeprowadzenia wiarygodnego testu DNA. A więc niczego już nie sprawdzę. Zrobię więc tak: jeśli w ciągu 2 dni facet nie zgłosi się do mnie z fakturą, zadzwonię, poprosze o fakturę, dokładną lokalizację spalarni i poprosze o mozliwośc wizytacji w tej jego chłodni na Mariensztacie. Jest mi już obojętne, co ten człowiek o mnie pomyśli (jeśli jest uczciwy, moja kontrola na pewno go zaboli).
  15. Na noc kładę urnę na posłaniu Malutkiego w naszej sypialni i tak sobie śpimy. przytulam tę urnę, chcąc wierzyć, zę w środku jest mój Malutki. Opętańczo szukam informacji w necie, które pozwolą mi zweryfikowac uczciwość tego faceta. Zgadza się cena kremacji i struktura "prochów" (urna jest zalakowana, a le słychać, ze w środku sa granulki - tak ma być). Rozmawiałam z właścicielem Domu Pogrzeobwego Służew, który też dał swojeog psa temu człowiekowi do kremacji. Mówi, ze jest uczciwy. Ale powiedizeć można wszystko, zwłaszcza kiedy ma się w tym interes. ten człowiek kupuje w DP Służew urny. Wsółpracuje już trzy lata i wg szefa DP Służew, gdyby coś kręcił, już dawno by to wyszło. Nie wiem sama. Nie mam spokoju. Zamiast myślec o Malutkim i go wspominać, ciągle myślę, gdzie jest jego kochane ciałko:placz: Ciałko, które tak całowałam. Znałam każdy centymetr kwadratowy. Mogłabym nawet pokazać miejsca, w których w ciągu ostatnich dwóch lat miał kleszcza. Mam w domu torbę, w którą włożyła go Mama po śmierci. Ta torba pachnie Malutkim. Naprawdę. Przechowała jego zapach zapach mojego ukochanego psa. Tylko tyle mi zostało:placz::placz::placz: Wybaczcie. Nie radzę sobie z tą stratą. Ale rpzede wszystkim nie radzę sobie z tym, co zrobiłam (a właściwie czego nie zrobiłam) dla Małego w ostatniej chwili jego życia. To tak, jakby niespodizewanie zawiódł was najbliższy człowiek - jedyny, któremu ufaliście bezgranciznie. A nagle zostajecie sami. I odchodzicie zdziwieni, dlaczego tak się stało. Nie wybaczę sobie tego. Nigdy. Co do kremacji, to wiedizałam już od dawna, że chcę mieć małego zawsze przy sobie. Chciałam tej kremacji, żeby nikt nigdy nie rozgrzebał jego grobu, żeby nie jeździły po nim samochody, żeby nie budowano na nim domów. Jestem przekonana, że w swoim sercu podjęłams łuszną decyzję. nie wzięłam jednak pod uwagę tego, ze ktoś na czyjejś śmierci może chcieć się dorobić, oszukać. Jakoś durnowato naiwnie wierzyłam, że w takiej chwili wszyscy są uczciwi i zjednoczeni z czyimś cierpieniem. Durna, durna pała ze mnie:angryy:. Jak się pozbieram, to przeniosę wątek Małego do TM. Czy ktoś z was pomoże mi wstawić tam jego zdjęcia?
  16. Tak, Olu. oczywi.ście, że miał. Bardzo bałam się tego krótkiego płytkiego oddechu. W nocy z 5 na 6 grudnia tak strasznie szybko oddychał, wywalał białka. Wtem przestał oddychać. JBył środek nocy. Trzymałsam go na rękach i podawałam tlen z koncentratora tlenu, który wypożyczyłam w warszawskim Ortmedzie. Kiedy przestał oddychać, zapytałam: "Czy to już? Odszedłeś?". Wtedy on na nowo zaczął dyszec i polizał mnie po ręku. Popłakałam się, bo byłam szczęśliwa. Tak bardzo szczęśliwa, żę jednak żyje. Ale męczył się biedak. Męczył się strasznie. ostastnią dobę charczał. Dźwięk jakby ktoś używał piły do drewna. 3 stycnzia o 14.30 połozył się na swoim ukochanym dywanie, przetsał charczeć i przestał oddychać. Zdecydowałam się na kremację. Znalazłam usługodawcę w warszawie (pewiwen człowiek, który współpracuje z Domem Pogrzebowym Służew; indywidualna kremacja 150 zł plus 290 za urnę). Wziął ciało Małego i wczoraj oddał mi urnę. Ale ja jakoś mu nie wierzę. zadręczam się, ze mój pies wylądował na śmietniku, a facet wyłudził pieniądze..... jeśli ktoś z was słyszał o tej firmie, prosze piszcie privy. ja go musze jakoś sprawdizć....
  17. Kochani, bardzo zależy mi na zebraniu wiarygodnych informacji o pewnym usługodawcy z Warszawy, który zajmuje się kremacją zwierząt. Współpracuje z Domem Pogrzebowym Służew, nazywa się Pot..... (nazwiska nie chcę tu podawać). Oddałam mu ciało mojego najukochańszego Malutkiego, który 3 stycznia po 4 latach zawziętej walki przegrał z zapaścią tchawicy. Pot... obiecał mi indywidualna kremację (usługa 150 złotych plus 290 złotych urna). Mam jednak wątpliwosci, czy to co mam teraz w domu to szczątki mojego Malutkiego. 1. Przekazanie zwłok odbyło się na parkingu na Mariensztacie (tam podobno facet ma swoją chłodnię) bez żadnego pokwitowania 2. facet nbył jakoś podejrzanie elastyczny; czekał na te zwłoki do 23.30 (wiozłam ciało z Olsztyna), a potem przywiózł urnę do domu 3. facet twierdzi, ze to na pewno ój mały, ale sam go nie kremował; zrobiono to ponoć w jednostce wojskowej pod Białymstokiem, ale facet nie wie, gdzie dokładnie ta jednostka jest (jak może tego nie wiedzieć???) 4. kiedy poprosiłam o wizytówkę, powiedizał, ze jest nieprzygotowany, bo jestem pierwszą osobą, która go o to prosi 5. kiedy poprosiłam go o rachunek, powiedizał, ze wystawi fakturę przy mnie za kilka dni; ma podjechać do mnie do domu; twierdiz, ze często bywa w mojej okolicy Nie mogę spać. Nie wierzę temu człowiekowi. jestem nawet gotowa zrobić test DNA, ale co to mi da? Najwyżej udowodnię facetowi oszustwo, ale przecież nie znajdę już ciała mojego ukochanego psa..... Mam wrażenie, ze jego dusza jest niespokojna. Nie chciałam go chowac w ogrodize u moich rodizców, bo wiem, ze w planach zagospodarowania przestrzennego w miejscu ogródków ma przebiegać obwodnica. Nie wyobrażam sobie, że by po moim psie jeździły samochody.... Bardzo was prosze o jakiekolwiek info - czy ktoś z was korzystał z usług tego pana? Czy miaeliście jakieś wątpliwości?
  18. Ma ruda i wszyscy, którzy obserwujecie ten wątek - czy mam robić test DNA?
  19. Eruane, zwróciła uwagę na problem Atosa w wątku zapaści tchawicy u mojeog Malutkiego. Po 4 latach zaciętej walki Mały przedwczoraj odszedł. :-(:-(:-(:-( Oleńko, wiem, ze u Atodsa to nie zapaść tchawicy, ale moje obserwacje są takie: - kaszel dramatycznie!!!! narastał przy mrozie (tak naprawde ta ostantia fala mrozów go zabiła; jeszcze dwa dni wcześniej był ok), a więc spacery powinny byc bardzo krótkie - rozumiem, ze to guz zatykla tchawicę, a nie jest tak, ze ona się zapada. Niemniej jednak polecam Twojej uwadze draRafała Niziołka w warszawie (SGGW i Lecznica Natolińska), kardiologa i specjalistę od chorób układu oddechowego, który walczył o mojego Małego 4 lata (zwykle psy z tą choroba nie żyja dłużej niż 2 lata); jeśli chcesz, daj mi znać na pv - podam Ci na niego namiary, umówię. Trzymam kciuki!
  20. Agnieszko, sprawdź, proszę w miarę możliwości, czy psiak nie ma zapaści tchawicy. Ja walczyłam z tą chorobą u mojeog Malutkiego praiwe 4 lata. Przedwczoraj umarł. Sprawdź (najlepiej bronchoskopia, w ostatecznośći BARDZO DOBRE RTG), bo jesli zostanie wczesnie wykryte, mozna operować. Absolutnie nie mam zamairu Cie straszyć, ale zapaśc tchaiwcy to przypadłość małych psów (genetyczna choroba yorków; mój był małym kundelkiem). Wierz mi. To straszna choroba. straszna. mój pies - mimo gigantyczneog wysiłku - tlenoteraia, nebulizatory, zastrszyki, kroplówki, sterdydy - po prostu się udusił.
  21. Kochani, tak bardzo chciałabym przekazać wam wszystkie moje mysli, ale chyba nie umiem. Pojechałam po Małego do Olsztyna tego samego dnia - byłam w Olsztynie 6 godizn po jego śmierci. leżał w lodówce w Kortowie (wydział weterynaryjny - odpowiednik warszawskiego SGGW). Najpierw postanowiłam, że nie chcę oglądac zwłok i zapamietać go żywym, ale moja Mama przekonała mnie, że wygląda dobrze, tylko jęzorek fioletowy jest na wierzchu. bałam się otworzyć torbę. Zrobiła to za mnie lekarka. Kiedy go zobaczyłam, wpadłam w straszne spazmy. Spał Anioł - był już sztywny, jęzorek na wierzchu. Oczki Mama mu zamknęła jeszcze w domu. Pocałowałam go w zimny brzuszek i do samochodu. Tego samego dnia, czyli we czwartek mój Mąż zawiózł go do warszawy i przekazał facetowi, który miał się zająć kremacją. To była już północ. Facet czekał na parkingu na Mariensztacie (ma tam ponoć chłodnię). I tu pierwszy zong - przekazanie zwłok odbyło się bez żadnego pokwitowania. Tak po prostu - na parkingu. Zaczęły mnie opadac wątpliwości, czy mój pies nie wylądował minute później w śmietniku, co dalej z nim będize. Przed sekundą wróciłam z Olsztyna i przed sekuindą dostałam urnę rzekomo z prochami Małego. Facet wyglądał ok, tłumaczył, gdzie to się odbywa (pod Białymstokiem, w jednostce wojskowej, ale gdzie dokładnie nie wiedział - to drugi zong). Powiedział, że spalanie indywidualne zwierząt nie jest określone w polskim prawie (masowe tak) i że wszystko odbywa się na granicy legalności. Przekazał urnę i odebrał pieniądze, a kiedy poprosiłam go o wizytówkę, powiedział, że nie jest przygotowany, bo jestem pierwszą osobą, która o to prosi (trzeci zong). Poprosiłam więc o fakturę. Nie miał przy sobie (czwarty zong). Obiecał, że w najbliższych dniach ją przy mnie wypełni i podpisze. Boże, czy ja dobrze zrobiłam:shake::shake::shake: Mama mówi, że źle, że Mały mógł leżeć na naszej olsztyńskiej działce (ale tam lada chwila zamienią działki na obwodnicę; nie chciałam, żeby po moim Aniele jeździły samochody). Jestem skłonna zrobić test DNA (kiedy całowałam martwego Malutkiego, wzięłam mu z ogonka kilka włosków). Ale co mo to da, jeśli odkryję oszustwo? Gdzie ja teraz znajdę mojego psa? Popadam w obłęd. JA NIE WIERZĘ LUDZIOM. PATOLOGICZNIE. Może jestem nienormalna, ale wczoraj, kiedy poszłam w Olsztynie na spacer trasą, która chodziłam z Malutkim nagle usłyszałam jego głos. Powiedział mi, że się boi. Potem już nie czułam z nim kontaktu. Gdzie on teraz jest, mój kochany Malutki? Czy ja go nie skrzywdziłam, powierzając go temu człowiekowi? Czy nie wylądował na śmietniku?:cry::cry::cry: Nie byłam przy jego śmierci, a potem nie dopilnowałam osobiście jego pochówku. Boże, co ja zrobiłam......:shake::shake::shake::shake:. Mama opisała mi szczegółówo ostatnie dni, chwile Małego. Nie będę o tym pisać. Jedno tylko ważne - Mały czekał na Mamę, aż wróci z zakupów i zaczął umierać. Mama w pierwszym odruchu wyjęła zastrzyki, ale poczuła, ze tylko przedłuży agonię. Wygoniła wszystkich z pokoju , Mały położył się na swoim ukochanym dywanie i już nie charczał. W pewnym momencie przestał oddcyhać. Mama głaskała go cały czas i powtarzała, że go kocha. Nie płakała. Zachowała się pięknie. Piękniej nie można. A ja? Głupia guła wracałam z wakacji! Wyobrażacie sobie? Z obsranych wakacji. Nie towarzyszłam mojemu najwierniejszemu przyjacielowi i jedynemu zresztą w tak trudnym momencie. A potem? Z egoizmu, chcąc mieć go zawsze przy sobie, powierzyłam jego ciało obcemu człowiekowi..... NIGDY NIE BĘDĘ SPOKOJNA. Mam za swoje. Za to, że uniknęłam odpowiedzialności, za to, że to nie ja walczyłam o niego do końca, za to, że stchórzyłam. Tak się wstydzę. Tak mi z tym źle..... To tak straszne, że nie potrafię tego wyrazić. Straszne. Niby od roku przygotowywałam się na śmierć Małego, planowałam, co dalej z nim będzie. Wszystko na nic. na nic. Sytuacja mnie przerosła. jestem beznadziejna i beznadziejnie nieszczęśliwa.
  22. Coś mi tu z nerwów nie idzie ....
  23. Mam straszny problem z kremacją. olsztyn nie ma krematorium. transport do warszawy domem pogrzebowym odpada. nie zgodizli się zabrac psa. Jutro rano pojadę po małego z mężem. W Olsztynie u mojej Mamy jest nasza dwuletnia Weronika. Będziemy z nią jeszcze jutro wracać. A w bagażniku Malutki.....:-(:-(:-(
  24. Malutki umarł kwadrans temu. U mojej Mamy w Olsztynie. W strasznych mękach. Udusił się:-(:-(:-(:-(:-( Do wczoraj było dobrze. Nagle pogorszyło się, jak zrobiło się zimno. Ja wróciłam dosłownie godzinę temu. Kiedy dzwoniłam do Olsztyna, w słuchawce słyszałam tylko rzężenie Malutkiego... Mój Aniołek. Gdzie on teraz jest, mój kochany przyjaciel? Nie zdążyłam go pocałować.... Nie zdążyłam przytulić. Moja biedna Mama. Przez te dwa tygodnie schudła ponoć 5 kg. Mój Aniół.... Mój Anioł.....:-(:-( Tak Cię kocham, mój Aniołku! Tak Cię kocham! Dziękuję Wam wszystkim za te długie miesiące wsparcia. Uniknęłam odpowiedizalności za mojego psa i tego najbardziej nie mogę przeżyć. Umarł mojej Mamie na rękach. Mój Aniołek....:-(:-(
×
×
  • Create New...