Jump to content
Dogomania

iza_szumielewicz

Members
  • Posts

    998
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by iza_szumielewicz

  1. [quote name='Eruane'] I wydaje mi się, że kiedy ja jestem spokojniesza i ona się lepiej czuje.[/quote] To chyba klucz do wszystkiego, Eruane. zauważyłam, że kiedy ślimacze się i traktuję Małego jak terminalnie chorego, to on też tak się zachowuje. Podróż do Olsztyna dziś zniósł świetnie. Niezwykle ucieszył się z wizyty u Babci. Od rzu oprowadził mnie po osiedlowych kątach. Bylo fajowo tak do 14. Potem cos nagle się stało. Zaczął straszliwie dyszeć, aż miał mocno przekrwione wszystkie śluzówki. No i znów pojawil się nieustanny kaszel. Ja znów w ryk. Mama w pewnym moemcie powiedizała mi, że chyba przedłużam jego agonię, wiec ja jeszcze bardziej w ryk. No to Mały jeszcze bardziej się rozkasłał. Szybko podałam mu w nebulizatorze PULMICORT i poszłam z nim na spacer. I wtedy się poprawiło. Na wszelki wypadek pożegnałam się z nim. Kiedy dzwoniłam z drogi powrotnej do warszawy, Mama powiedizała, że Mały już śpi i w ogóle nie kaszle. Kochani, to mój ostatni wpis w tym temacie aż do 8 stycnzia. mam nadzieję, że po tej dacie będe miała co pisać i nie trzeba będiz ewątku Malutkiego przenosić do Tęczowego Mostu. Trzymajcie kciuki tak jak ja trzymam kciuki za Wasze chore pieski. Wiem, co czujecie i podejrzewam, że jesteście ode mnie dużo silniejsze. tak bardzo chciałabym być choc po części tak dzielna jak Wy. Dobrych Świąt i tylko dobrych zdarzeń w Nowym Roku!:loveu:
  2. Jak wychodziłam do pracy, mały był w kiepsim stanie. Kasłał, świszczał i leżał.:shake::shake: Niziołek mówi, że mam się przygotować, że jednego dnia będzie dobrze, a drugiego źle.
  3. Mój mały teraz też strasznie kaszle:shake: Beatko, co to zbnaczy z tymi zrostami? może sabra powinna dostawac przeciwzakrzepową heparynę w zastrzyku jak mój Mały? To mu bardzo pomogło?
  4. Wczoraj wieczorem maiłam wrażenie, ze mam zdrowego psa - zero kaszlu, aktywnośc, radosć, zabawa:lol:. na noc więc nie podałam jasia. Bylo w miarę ok. miał kilka momentów "dychawicznych", ale poważny atak przyszedł dopiero o 6 rano. Rano na pierwszym spacerze pół drogi przekasłał, ale pół drogi był cicho. I kiedy już prawie wracałam, zadzwonił.... Niziołek:crazyeye:To jest lekarz, no nie? chciał wiedzieć, jak noc i jak się sprawuje ten nebulizator (nie wiem, czy go dobrze obsługuję:shake:). Mały teraz leży spokojnie. nie ma głupawki (a chciałabym;)). Najadł się. Podałam mu zastrzyki i tabletki. Za chwilę będziemy się dotleniać.
  5. Asher, już sama nie wiem. Ale chyba jest lepiej. Cały czas zastanawiam się, jak moja Mama poradiz sobie z chorym psem, moją rozbrykaną córką, Babcią, Ojcem i dwoma kotami.:crazyeye::crazyeye::crazyeye::shake: To aż trzy tygodnie!
  6. Wypożyczłam nebulizator (39 zł na miesiac plus 150 zł kaucji plus 30 złotych rurki). Tylko dziś wydałam na małego 400 zlotych:crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye:. i tak non stop. jade na VISie. Nie chcę wiedzieć, co będize 5ego stycznia:shake:
  7. Noc bez jasia spokojna. Tylko raz miał atak, ale od rana straszna duszność. Typowy dla tchawicy "gęgawy" wydech z długim przejmującym świstem. Oddychanie brzuszne (brzuch ajk balon - pełen żołądek nałykanego powietrza, na szczęście nie ma płynu w jamie brzusznej). No i sądne rtg. Niziołek był przy monitorze, kiedy robili foty. Ja prawie zemdlałam. Trzęsłam się jak narkoman na głodzie. Łży same mi ciekły. Nie miałam na to żadnego wpływu. Niziołek tylko uniósł palec w górę. Potem okazało się, że: (w porównaniu z rtg z 05.12.07) 1. płuca lepiej 2. tchawica lepiej (zmniejszyły się węzły chłonne, które wzmagały ucisk tchawicy) 3. saturacja lepsza - 93-95 (było 83) ALE - 4. oskrzela dużo gorzej - cechy zapadnia oskrzlei ([COLOR=red]to dyskwalifikacja do jakiejkolwiek operacji, również tej ze stentami[/COLOR]) plus rozstrzenie osrzeli Wniosek:[COLOR=red] Mały przeżyje do mojego powrotu[/COLOR] (pamietajcie - pojutrze wywoże go do Mamy do Olsztyna; wracam 8 stycznia) Niziołek zapisał mi taką armię leków (w tym głównie zastrzyków), że współczuję Mamie. Mam nadzieję, że się w tym połapie, bo to hard core. Naprawdę. Za chwilę jadę do ORTMEDu (wypożyczlania sprzętu rehab.) na Baśniową 3 po nebulizator (ma nawilżyć drogi oddechowe). No, jaja się szykują straszliwe. Mam nadzieję, że Mama wytrzyma. Boszsz, biedna kobieta.... Eruane, jak psy? Nie potruły się? Jak Kazik?
  8. [quote name='BeataSabra']Ona jest malutka :loveu::loveu: 25 kg psineczka.[/quote] Ładnie mi malutka. :cool3: Mój Malutki to dopieor jest malutki. Powinien ważyć dyszkę, a waży 12 kg (a po osiedlu biega 1okilogramowy chihuahua - ten to dopiero jest mały; mój pies wygląda przy nim jak nowofunland co najmniej:lol:)
  9. Teraz na spacerze Mały kasłał TRAGICZNIE. Wsadzę go pod tlen, ale na noc nie dam mu "jasia". Kurczę, codziennie od 3 tygodni go narkotyzuję. Spróbuję bez tego. Zobaczymy. Jak będzie strasznie, to podam w ciągu nocy. Fajowy mój maluch, co nie? Bardzo bardzo go kocham!!!! Dzięki za wstawienie zdjęć.
  10. Bardzo dziękuję! Własnie wysłałam 6 zdjęć!:loveu::loveu: Sprzed pół godizny. mały się wtedy bawił. Zmęczył się i teraz leży jak długi (jak lezy, to nie kaszle - ten biedak sam to już wie i kładzie się po każdym wysiłku).
  11. Poczekaj do piątku. Nie ma co samemu analizować rtg. Sabra - z tego co wiem - to nie jest mały pies. A zapaść tchawicy dotyczy - przynajmniej wg mojej wiedzy - właściwie wyłącznie małych i bardoz małych ras. Beatko, jesteś w stanie wstawić mi na forum foty Małego?
  12. Kurczę, mi tez nie raz spierniczyli rtg. Wiem, co czujesz - zwłaszcza ze kasę biorą tak czy siak. Ale w ogóle coś widac na fotach, tak? Co można ocenić/ A tak przy okazji, kto mógłby mi wstawić tu zdjęcia Malutkiego sprzed chwili?
  13. Eruane, dzięki!:loveu: Beatko, jak Sabra? Jak rtg? Mały kaszle jak cholera, ale za aktywność (w skali od 1 do 10) ma dziś u mnie 7. Niziołek czeka jutro na Małego z całą baterią zastrzyków dla Mamy. Ja przynajmniej jedną noc prześpię. Wygląda na to, że dziś po jasiu będzie ok. Ja już przysypiam, a jest dopiero 18.10. :oops: Boję się tego rtg....
  14. Poprawiłam porzedni mój post. Coś tam dodałam. teraz jednak chcę jeszcze raz podkreślić, że jesteście dla mnie bohaterkami. Potrafiłyście podjąć decyzję i konsekwentnie trwać przy chorym aż do KOŃCA. Ja jestem jakaś fujara. Trzęsę się na samą myśl o tym procesie usypiania. Dziś pół nocy starałam sobie wyobrazić wszystkie możliwe scenariusze i przygotowac się na to. Guzik! Tylko się rozryczałam i wpadłam w dygot. Może jestem wariatką? A co będzie, jak mi będą umierać Rodizce, Babcia? Co ja wtedy zrobię? Boszsz, ja w ogóle nie jestem psychicznie przygotowana na takie zdarzenia. Tak bardzo chcę walczyć o życie - czyjeś, nie swoje. Ja wiem, że w przypadku diagnozy letalnej od razu bym się poddała. Jestem fatalistką. Tylko dlaczego aż tak? Sama nie wiem. kiedyś byłam taka ufna i wesoła....
  15. Dziewczyny, serce mi się rozrywa:-(:-(:-(:-( Cudownie to opisalyście. Strasznie ryczę po tej lekturze.:-(:-(:-( OK, czyli muszę być spokojna, nie wyć, zeby nie denerwować Małego, ale czy dam radę byc z nim do końca? Prosiłam dziś Niziołka, zeby mi to opisał. Powiedizałam, żeby we czwartek podjął decyzję. A on mi na to: "Pani Izo, ja zawsze jestem z Panią szczery. Na podstawie zdjęcia rtg nie rozstrzygnę o życiu llub śmierci. Wierzę, ze Mały poczuje się lepiej w Olsztynie. " Poczułam się po tych słowach, jakby dał Małemu drugie życie, a we mnie tchnął nową porcję woli walki. Zasugerował operację w Goeteborgu, bo tam stenty w tchawicy traktują jak rutynowy zabieg. Poprosiłam go, żeby dowiedział się o możliwości ściągnięcia weta z Goeteborga do Warszawy. Ja postaram się o sponsora. Napiszę artykuł, namówię moje radio, żeby zrobiło materiał o pionierskiej operacji, a przy okazji nasi weci się czegoś nauczą. Dobry pomysł? (moja Mama niezmiennie twierdzi, że bardzo zły). Koszt operacji i ściągnięcia weta przekroczyłby 10000 złotych. Nie mam takiej kasy. Muszę coś pokombinować. I wiem, że stanę na głowie, a wykombinuję. Nawet jeśli w ostatecznosci będę musiała zaciągnąć kredyt. Na pocieszenie Niziołek powiedział mi, że miał dziś yorka, którego tchawica była tak wąska, ze Małego tchawica w porównaniu wygląda jak tunel. No tak, ale york ma wysycenie tlenem 92 (powyżej 95 norma, powyżej 90 w miarę ok, poniżej 80 - sinica), a mój Mały ma 83-86. No i jest stary i gruby. Mały dziś po południu bardzo fajny - szczekał, wpierniczał chrupki (daję mu te z serii Obesity dla grubasów), był ruchliwy. Ale po wysilku siniał i dyszał kjak smok, a na spacerze wlókł noge za ngą. Biedak mój kochany!
  16. Dzięki, Beatko! Powiedz mi i wy, kochani, czy w czasie usypiania jesteście przy tym? Czy czekacie za drzwiami? Jakie macie doświadczneia?
  17. Beatko, bardzo Ci współczuję. z drugiej jednak strony (wiem, że to okrutne, co napiszę) zazdroszczę Ci, że masz doświadczenie ze śmiercią zwierzaka. Mnie - jak pisałam - umarły na raka dwa psy, ale zawsze to Mama je usypiała. po Agatku (tym drugim) przez dwa lata do sklepu chodziła okrężną drogą, zeby ominąc klinikę, w której Agat był uśpiony. Mama nie każe mi usypiać Małego. Ale jest też zdecydowaną przeciwniczką operacji. Mówi:" zadasz mu przemyślną śmierć tą operacją". Noc była dziś spokojna, a mimo to w ogóle nie spałam. Cały czas obserwowałam oddech małego, który wczoraj był bardzo bardzo zły. Rano mały znów strasznie "świszczał" i łapał oddech, ale na spacerze szedł dobrze. Po czym dużo zjadł i mocno naszczekał na Nianię. I znów mam odrobinę wiary. Ale znów jestem w pracy i boję się z niej wrócić. I tak w kółko. Mama ma nadzieję, ze w Olsztynie Małemu się poprawi. Wszystko cacy, ale przecież nie rozewrze mu się zwężona tchawica. Jak ja bym chciała, zęby te antybiotyki i sterydy dożylne pomogły. Wątpię w to jednak, bo dziś ósmy dzień i nic się nie zmienia. Czwartek będzie sądnym dniem. RTG mam o 10.20 na SGGW, o 11 9tez na SGGW) konsultacja z Niziołkiem. Wtedy na pewno podejmę jakąś decyzję.
  18. Bardzo Wam, kochani, dziękuję za dobre słowo. ono teraz jest dla mnie najważniejsze. Mały dziś znów GORZEJ:-(:-( Nie chciał iśc na psacer. Sinieje. Jakoś doszliśmy do kliniki na zastrzyk. Lekarz akurat obecny (zreszta internista Małego, który go zna; nie chcę wymieniać nazwiska) powiedizał, ze stan jest b. ciężki, że do płuc dochodzi MINIMALNA ilość tlenu, że pies cierpi, bo SIĘ DUSI. Sugestia była prosta - albo NATYCHMIASTOWA OPERACJA ALBO UŚPIENIE. Niestety, nie mogę Małego zaraz operowac, bo muszę wyjechac na 3 tygodnie i nie ma od tego odwołania. Rozmawiałam z moją Mama poważnie (bo to na niej od soboty aż do 8 stycznia ciąży odpowiedzialnośc za Małego). Ona jest trochę przerażona, ale mówi, że da radę. Że teraz najważniejsze, co powie Niziołek. Jasne! Ja mu bardzo ufam! Jak we czwartek powie mi:"Pani Izo, pies nie przeżyje na samym tlenie 3 tygodni, a operować teraz nie ma jak. To koniec", to pozwolę Małemu odejść:-(:-( Jestem skrajnie załamana swoją bezradnością. Z jednej strony widzę (po oczach i zachowaniu), ze Maly cierpi, a z drugiej widzę, jak z chęcią opyla michy, tarzal się dziś nawet w swoim posłaniu (robi to tylko, jakmjest bardzo zadowolony) - on chce żyć. Jak ja mam zdecydowac o jego życviu lub śmierci? No jak? Muszę zaufac lekarzowi..... Jestem zalamana..... tAK BARDZO GO KOCHAM. TAK BARDZO! On jest moim jedynym przyjacielem.....
  19. Aha, Eruane. mały ma powiększoną wątrobę od długiego podawania sterdyów (ale wyniki krwi wątrobowe dobre, a nawet bardzo dobre). Serce mial powiekszone już, jak go brałam do domu 6 lat temu. Ale i tu, ekg, echo serca i badanie pierwiastków "sercowych" we krwi WYBITNE!!!!! Doczytałam na tyuch anglojęz stronach, że serce faktycnzie powiększa się od zapadu tchawicy i żadne obajwy chorobuy nie ujawniają się aż do czasu, gdy: 1. pies osiagnie wiek średni 2. stanie sie otyły 3. złapie jakąś infekcję górnych dróg oddechowych. Wszystjie te trzy czynniki zaistniały u Małego w październiiku 2004 roku. Wteduy (jak pisałam na początku tego wątku) nie doleczyłam infekcji (kazali podawac rutinoscorbin, ale to widac nie wystarczyło). Kaszel pozostał i trwa od tamtego czasu do dziś, sukcesywnie się pogłębiając. Ale nie od razu przeciez zdiagnozowano zapad tchawicy. To stało się dopiero w maju zeszłego roku (wtedy była bronchoskopia). po prostu wyklucozno kaszel: 1. odsercowy 2. zwiazany z bezpośrendią infekcją 3. kaszel kennelowy Wyczytałam też, że po operacji tchawicy śrendia długośc przeżycia wynbosi 2 - 2,5 roku. Niziołek mi dizś powiedizał, ze za późno decyduję się na operację. Powiedizał, że trzeba ją było zrobić... 2 lata temu. No, ale Mały jakos te dwa lata przeżył (pewnei, ze nie w wyjątkowym komforcie), ale jednak przeżył. Traktuję te stenty jak ostatnią deskę ratunku. Jak juz Niziołek rozłoży ręce i powie: "Ja już nie umiem pomóc".
  20. Eruane, zaniepokoiłaś mnie opisem tych obajwów psiaka (nota bene rzeczywiście bardzo podobnego do Małego:loveu:). U Małego też kaszel największy jest nocą i przy mokrej zimnej pogodize. Jeśli dodatkowo to mały piesk (do 12 kg0 i otyły, to ABSOLUTNIE powinnaś zrobić diagnostyke pod kątem zapadania tchawicy. Pamiętaj jednak, ze JEDYNYM rozstrzygającym badaniem jest inwazyjna (pod narkozą0 bornchoskopia, a tę robią dobrze tylko w Olsztynie i Wrocławiu. W ostatecznosci można się zdac na dobrze zrobione rtg, a to z kolei absolutnie polecam na SGGW w Warszawie. Jeśli chcesz, mogę Ci załatwić rtg plus wizytę u Niziołka (jest na SGGW w poniedziałki i czwartki od 10 do 16). Jesli możesz zaczekać z tym do 9 stycznia, byloby dobrze. W najbliższą sobotę wyjeżdżam i nie będzie mnie w Polsce (ani pod mejlem ani pod telefonem) aż do 8 stycznia właśnie. Pomyśl o tym dobrze. Mały bez zmian, no może z lekką poprawą zachowania (sprawniejsze reakcje). Nadal b. mocno kaszle po okresie nawet krótkiego leżenia. Jak już się rozrusza, jest ok. Właśnie skończyłam kolejną godzinę "tlenowania" (nareszcie, po 6 dniach pracy mam dziś wolne). Dzwoniłam do Niziołka. We czwartek robimy na SGGW rtg plus wizyta u Niziołka. W sobotę Mały jedzie do Olsztyna. Na 3 tygodnie. Biedna ta moja Mama. Wiem, że będzie robić wszystko dla Małego, ale czy da radę go utrzymać przy życiu...? Powiem szczerze - jestem bardzo niespokojna, bo widać, że Małemu daleko, bardzo daleko do "normalności" (za stan normalny uznaję mocny poranny kaszel i ze 2 ataki dziennie - tak było przez ostatni rok). Nadal aktywność jest obniżona, na spacerach czasem zapada w "stupor" (staje i patrzy błędnym wzrokiem), chodiz wolniej, szybciej się męczy, dużo kaszle. Jedyne, co jest super w normie, to - niestety - apetyt. Wpieprza jak dzik. A to niedobrze, bo tej chorobie wybitnie NIE SŁUŻY tusza. Bardzo duzo ,dowiedizałam się o zapadzie tchawicy z tych anglojęzycznych stron. Wiem teraz, np. że u Małego nie wchodzi w grę operacja klasyczna, czyli wyciecie fragmentu zapadnietej tchawicy i zastąpienie jej tulejkami. Nie wchodzi to w grę wtedy, gdy stan psa jest ciężki, a zapad dotyczy obydwu odcinków tchawicy (szyjnej i piersiowej, zresztą dużo groźniejszej). A u małego tak własnie jest. A wiec tylko stenty. problem w tym, ze teog w Polsce jeszcze nikt nie robił. No i koszty. Pisałam już, że to jakieś 5000 złotych. Niziołek ma zrobić rozeznanie, kto ewentualnie podjąłby się tego zabiegu (on sam nie, bo nie jest lekarzem operującym).
  21. Rano znów kaszel na spacerze, ale dobrze szedł. I znów jestem w pracy. i znów boję się wrócić do domu:shake::shake: Poczytałam dziś sporo anglojęzycznych stron o zapadzie tchawicy (tracheal collapse). Oto jedna z nich (dobre ilustracje zapadnietej tchawicy plus zdjęcia z operacji): [URL]http://www.acvs.org/AnimalOwners/HealthConditions/SmallAnimalTopics/TrachealCollapse/[/URL] Znalazłam przypadek amerykańskiego yorka - identyczny jak mojeg Małego. też z powiększoną wątrobą i sercem (tu zaznaczam, że serce u Małego duże, ale silne). Babka pyta na forum, czy ma zrobić operację. Napisałam do niej. Zapytam, czy zdecydowała się na zabieg i jakie są efekty. Czekam. Może mi odpisze. A tu jeszcze link do polskiego opisu tej choroby (bez fot): [url]http://www.vetserwis.pl/tchawica.html[/url]
  22. Mały w miarę ok. Zawsze po okresie leżenia, kiedy wstaje - ostro kaszle. Ale na spacerach chodzi dużo lepiej. Bawi się z psami (ostrożnie), podnosi nogę. Ma apetyt. Bawi się (dziś wymusił na mnie kupno kolejnej, na pewno ponad setnej zabawki:loveu:). Widać, że chce żyć. No, ale ten kaszel bardzo go osłabia (osłabiają go pewnie również te leki). Ja się boję, co to będzie po odstawieniu leków. We czwartek kończymy antybiotyk. Zrobimy rtg na SGGW, zeby zobaczyć, na ile poprawilo sie w płucach i tchawicy. Dziś zakończyłam kroplówki i zastrzyki p-zakrzepowe. Cały czas "głupi jaś". jakie będą noce bez głupiego jasia? Wolę sobie nie wyobrażać. Przygotowuję moją Mamę na hard core. Mama twierdzi, że da radę. Znów opadły mnie wątpliwości.:shake:
  23. He, he, eloise. Napisałyśmy równocześnie. Mały był w nocy ok. Gorzej z moją Weroniką, która zapragnęła w środku nocy bawić się misiem.:cool3:
  24. Mały przespał noc, ale moje dziecko szalało i nie śpię od 3. I tak o 5 musiałam być już w pracy. Kiedy Mały wstał, bardzo kasłał, na spacerze też, ale szedł dziarsko, a potem wtrząchnął michę. Pewnie teraz śpi. Ciągle jednak nie opuszcza mnie strach. Przecież nie da się tak długo ciągnąć nocek na "głupich jasiach"....
  25. Mały miał dość tego tlenu. Położyłam go do łóżka. Kima już! Oby spokojnie przekimał noc. Niech mu się śni ganianie gołąbków (nie robi im krzywdy;)). Zapomniałam napisać, że wieczorem postawił na sztorc ogon i wyprężył się na spacerze na widok suni labki w cieczce. Właścicielka w panice, że kundel popełni mezalians. Zapewniłam ją, że tak się nie stanie (nigdy nie pozwoliłabym produkować szczeniaczków tylko dlatego, żeby pies miał "przyjemność") i poprosiłam, żeby dała mu chwilę pocieszyć się, bo jest b. chory. Na szczęście zrozumiała, że nie mam złych zamiarów. Dobrze zapamiętam wszystkie te chwile, bo może już są ostatnie.
×
×
  • Create New...