-
Posts
3333 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by wiosna
-
Ehh.. Ja na dogo jestem mało, śledzę ze 4 wątki i nie mam pojęcia o kandydaturze Dogo i zasadach. Nie chcę nikomu niczego odbierać, zgłosiłam się do ankiety Krakvetu, bo i u nas sytuacja jest tragiczna. Licytować się kto ma gorzej nie zamierzam i nie będę. I chociaż mój dom nie spłonął to nie zgłosiłam się bo mi tak wygodniej, taniej czy cokolwiek - zgłosiłam się, bo i tu jest dramatyczna sytuacja. O szczegółach pisać na żadnych forach nie będę. Nie chciałam żadnych niczyich zasad łamać. No nic, nie będę już raczej na dogo szukać głosów, nieważne, cofam ten temat.
-
błagamy o szansę dla pięknego Kubusia! MA DOM:) wielkie oblewanie!!! :)
wiosna replied to Mysia_'s topic in Już w nowym domu
Kubulek!! :) Rany, to już dwa lata? ohhh.. Jak on wesoło wygląda z kumplami! Trzy biszkopciki :) -
Hehe, Wy jesteście fajne, lubię ten wątek :) A ja muszę Was od razu przeprosić na dzień dobry, bo zdjęć nie mam jeszcze ciągle. Mam przepsienie, adopcje mi stoją w miejscu, a ciągle ktoś następny pomocy potrzebuje. Ehh.. czy to się kiedyś skończy? Przyszłam tu jednak w konkretnym celu. Mało, że nie mam dla Was zdjęć, to jeszcze bezczelnie przyszłam z prośbą - proszę Was o zagłosowanie na naszą fundację w Krakvecie. Bardzo, bardzo bardzo proszę.. Krakvet przekazuje bezdomniakom karmy za około 10 000zł, więc nie jest to mała pomoc, a ja tonę w długach i jakoś marnie to wszystko wygląda. Poświęćcie proszę chwilkę i nie ignorujcie mojego apelu, to dla naszych psów wielka szansa, a Wam zajmie minutkę. Dziękuję z góry!! I bardzo proszę o rozesłanie dalej znajomym, rodzinie, gdzie się da.. A ja Wam zdjęcia na pewno zrobię, tylko... Właduś teraz tak jakoś łyso wygląda.. Jak ja mam go pokazać takiego? On jest taki.. nagi, i ja mam takie jego zdjęcia opublikować? Nie godzi się.. Ale kupiłam mu syrop wzmacniający futro, dostaje go z karmą i zjada z wielką ochotą, ślicznie to pachnie. I podałam mu drugą dawkę odpchlacza - uwaga uwaga, udało nam się zrobić to bez sedalinu i nie strasząc Władka za bardzo, dzielny z niego chłopak. Nie wiem, czy Wam już to mówiłam, ale pogorszył mu się wzrok, robią mu się takie zmętniałe oczy. Ile on już ma lat? Zaprzyjaźnia się z małym Maksiem, Chociaż Maxio to taki trochę wariat, energiczny i żwawy, Władek pewnie wolałby kogoś do wspólnych szachów niż zwariowanego spieszącego się wszędzie małego przedsiębiorcę. Ale popołudniami leżą obok siebie i łapią jesienne słonko, takie są wtedy spokojne obydwa, zadowolone. Ciekawa jestem, czy Władek jest u nas naprawdę szczęśliwy, czy pamięta wcześniejsze życie i do niego tęskni. I smutne, jak takie starsze psy zamiast ze swoim panem od zawsze na zawsze muszą się po świecie tułać samotnie. Ehh.. jakiś mam ciężki dzień dziś chyba, idę walczyć dalej, bo mi się do łba jakieś wkradają takie.. pa. edit: aha, tutaj link do krakvetu: [url]http://www.krakvet.pl/forum/viewtopic.php?f=18&t=14172[/url]
-
Doberman Bruno za TM [*] dług 1893zł !!!!!
wiosna replied to anett's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ehh, nie tak. Magda, bardzo nie chciałam, żeby moje słowa zabrzmiały jak "po pysku". Przykro mi, że tak to odebrałaś i przepraszam, jeśli napisałam to zbyt ostro. Faktycznie, gdyby nie pojawiło się to nieszczęsne nieporozumienie o pozostaniu Bruna w Katowicach wszystkie patrzyłybyśmy na sprawy inaczej, a przez to wkradło nam się jakieś poczucie zawodu, całkowicie bez sensu. Rady, jakie przekazałaś są bardzo, bardzo cenne. Sęk w tym, że ja nie jestem pierwszym lepszym "hotelarzem", ja jestem - co prawda domorosłym - ale szkoleniowcem, czytam i uczę się o psiej psychice dużo. A do tego przewinęło mi się przez ręce wiele różnych psów, z przejściami, z nawykami, z problemami. Nie chcę, żeby to wyszło jak jakieś przechwałki, Boże broń, chodzi mi tylko o różnicę pomiędzy kimś, kto tylko kocha psiaki i się nimi opiekuje a kimś, kto coś jednak więcej wie i robi. I być może gdybym się zaliczyła do tej pierwszej grupy Twoje rady otworzyłyby przede mną nową drogę. Ale byłam tam i efekty, które już opisałam nie były tym, o co chodzi. Może za mało wytrwałości? Pewnie gdybym na każdym kolejnym psie przerobiła całą serię ściczeń i stopniowo się zbliżała, to by się udało, może z czasem nowe bodźce nie robiłyby aż takiego szumu w głowie Bruna. Ale na to właśnie brakuje mi warunków, i brakuje mi ludzi, bo ja tu nie mam pozorantów, którzy będą pomagać uczyć tego, co przyda się podczas mijania gości sąsiada. Właśnie dlatego tak bardzo uwierzyliśmy w wizję kogoś, kto ma doświadczenie, możliwości i warunki. Nie wiem, jaka jest szansa doprowadzenia do adopcyjności, jeśli tak mogę to okreścić, psa takiego jak Bruno. Chciałabym wierzyć, że jest, ale ciężko mi w to wierzyć. A ja jestem bardzo przeciwna szukaniu domów dla psów, które mają kłopoty z agresją. I wiadomo, każdy pies może pogryźć w krytycznych sytuacjach, nigdy nie ma 100% pewności, że nie pogryzie nigdy nikogo. Ale w takiej sytuacji to nie jest malutki jakiś margines, który zawieramy w słowach "pies zawsze zachowa się po psiemu", to jest realny problem. I wiecie co, cholernie mi przykro jest. Czuję się tak, jakbym kogoś tu przekonywała, namawiała, że Bruna należy uśpić. A wieczorem miziałam go na dobranoc. To jest bardzo miły pies. I smutne to jest, i ciężkie i trudne. Ale mimo tego, że przytulam jego wielki rudy nochal, nadal nie widzę dla niego szansy. Magda, powiedz mi wprost - czy istnieje jakaś opcja, aby osoba z Katowic o której była mowa pracowała skutecznie z Brunem? Aby umieścić go w którymś z hoteli w Katowicach czy coś podobnego - czy Ty widzisz taką szansę, żeby to było skuteczne i dało rezultaty? Nie chodzi o pieniądze, te się uzbiera, ale o to, czy ta wizja jest realna i ma sens, czy nie. -
Doberman Bruno za TM [*] dług 1893zł !!!!!
wiosna replied to anett's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
..Ehh, tak naprawdę nadal tkwimy w miejscu moim zdaniem. Ja również tak zrozumiałam wcześniejsze ustalenia - że albo Bruno okaże się psem nie rokującym nadzieji, albo też zostanie w Katowicach, bo tam jest osoba gotowa z nim pracować. Klementynko, to co opisałaś tak naprawdę dzieje się już od dawna - Bruno chodził najpierw ze mną, podczas spacerów nauczyłam go skupiać na mnie uwagę, siadadać i przychodzić na wezwanie, i ćwiczyłam to najpierw daleko od psów, stopniowo coraz bliżej. Efekt jest, ale niesatysfakcjonujący - tak jak już napisałam, Bruno nauczył się chodzić obok tych konkretnych psów całkiem spokojnie. Ale wystarczy mu jeden obcy pies, obca osoba, przebiegnięcie sarny, kota czy minięcie gości u sąsiadów, aby znów nakręcił się i panowanie nad nim stało się niemożliwe. Nie da się wszystkiego zaplanować, odizolować psa od nowych bodźców - bo zgadzam się całkowicie, że Bruno przez izolację ma kłopoty z poradzeniem sobie z nowymi bodźcami. Nie da się tak zorganizować mu życia, żeby być zawsze w bezpiecznej odległości od innych psów i wszystkiego tego, co może go nakręcić. Nie da się moim zdaniem - jeśli u Was jest ktoś kto to potrafi, działajcie. Ja próbowałam metodami jakie znam, więcej zrobić nie jestem w stanie ani ja, ani Patryk. Adopcja Bruna nadal wydaje mi się niebezpiecznym krokiem - pomijając to, że znalezienie osoby bez dzieci, bez innych zwierząt, nie mieszkającej na osiedlu, mającej dom z ogrodem, doświadczenie, czas i ochotę, a do tego mogącej przez jakiś czas jeździć do Bruna aby go poznać i dopiero później zabrać do swojego domu.. to jest nierealne. Mimo tego, że Bruno został w Katowicach oceniony jako piez "normalny", ja uważam, że nie powinien trafić do adopcji, bo nie jest psem bezpiecznym. Jest miłym, sympatycznym psem, bardzo porzyjacielskim w kontakcie z ludźmi, ale to nie wszystko - jest też realnym zagrożeniem, bo do szału doprowadza go wiele bodźców, których uniknąć się nie da. I nawet, jeśli po roku pracy doszedłby do stanu, kiedy mógłby przechodzić ze swym panem obok innych psów, niech ten pan się przeziębi - i co wtedy? Taką historię Bruno już zna - Pan był super, ale się przeziębił i wszystko diabli wzięli. Więc moje stanowisko niestety pozostaje bez zmian. Miałam wielką nadzieję, że jechanie do Katowic jest dla Bruna wielką szansą, ale - Magda, nie zrozum mnie źle - tak naprawdę kompletnie nic to nie zmieniło. Dostaliśmy radę taką, jakich na facebooku były dziesiątki - "nie usypiajcie, będzie dobrze. powodzenia". Nie, zbyt ostro, przepraszam - dostaliśmy całkiem konkretne rady jak pracować. Ale to już przerobiliśmy, i nie dowiedzieliśmy się nic, czego nie wiedzielibyśmy wcześniej, nic się więc nie zmieniło. Dla mnie rokowania są zbyt słabe. Długie miesiące, a może i lata pracy z Brunem, utrzymywania go w hotelu i znikome szanse na dom - bo przecież nawet wcześniej, kiedy ogłaszany był jako przemiły, łagodny doberman nie było żadnych chętnych - powodują, że gdyby był to pies pod moją decyzją, zadecydowałabym o jego uśpieniu. Nie przez pieniądze, bo gdyby po szkoleniu miał realną szansę na stały dom, to warte jest to wielkich pieniędzy. Ale te szanse są zbyt małe, a zbyt wiele łagodnych, kochanych psów w schroniskach takie szanse na dom miałoby, gdyby tylko.. dać im szansę. Trudno jest mi to pisać, bo naprawdę chciałabym dla tego psa dobrze. Ale żeby pomagać nie wystarczy wielkie serce, trzeba niektóre sprawy na chłodno przemyśleć i ocenić. Bruno dostał szansę, włożyliuśmy w niego z Patrykiem mnóstwo czasu i pracy, nie udało się. Ja więcej dla niego zrobić nie potrafię, nie ma nikogo, kto by potrafił, chciał i mógł. -
Kolega Władziowy to Maxio - chociaż imię mu raczej zmieniamy, jakoś mi nijak Maxy nie pasują ;) Oto on: [URL="http://greyanimals.org/index.php?option=com_content&view=article&id=246"][IMG]http://greyanimals.org/img_zwierzeta/psy/max/IMG_2246.jpg[/IMG][/URL] (obrazek jest linkiem do większej galerii) Dziś zrobiłam wstępne zapoznanie, bardzo ugodowo sobie chłopcy łażą koło siebie, mam nadzieję, że rozkwitnie z tego taka fajna przyjaźń jak z Rodzikiem czy później Mieciem. Władek jest ostrożny i bardziej obserwuje, niż życzy sobie przytulania od razu, ale to dobrze, tak spokojnie. Tylko jak na złość zrobiło się zimno, cholera, Właduś ogolony, łyse placki a tu chłód ;( Dostał milusi kocyk, chociaż w dzień nie chce leżeć w budzie, woli ułożyć się gdzieś na piasku. Mam nadzieję, że mu nie zimno - jakby marzł, to by się pewnie schował, albo chociaż w kulkę zwinął, tak myślę..
-
Mam dla Was nowe wieści ;) Nadszedł dla Władka Wielki Dzień. Ponieważ Władek był jedynym psem, którego nie zakrapialiśmy fiprexem, schronienie znalazła na nim cała horda pcheł i teraz dały mu się we znaki. Nie wiem, czy po odejściu Miecia Władek nie stał się bardziej zawziętym drapaczem, ale wyskubał sobie trochę sierści i doszliśmy z Patrykiem do wniosku, że czas odpchlić Władusia i w końcu zdjąć mu te nieszczęsne szelki. Daliśmy mu rano sedalin, i kiedy zrobił się spokojny i śpiący spokojnie dał sobie zakropić grzbiet. A ponieważ sierść stała się już nieładna i skołtuniona, zdecydowałam się ogolić Władka. Przepraszam, że zrobiłam to bez wcześniejszej konsultacji tutaj z Wami, ale ze względu na pchły nie było co czekać. Teraz Władek czuje się świetnie, wygląda znów jak szczenior, taki ogolony i malutki ;) Zrobię mu w najbliższych dniach zdjęcia i Wam pokażę. A jako rekompensatę za przeżyte stresy Władek dostał wielką, piękną nową budę, bardzo ciepłą i wygodną budę. Niedługo zapoznam go też z nowym kolegą i mam nadzieję, że się chłopcy zaprzyjaźnią - przywiozłam właśnie nowego psiaczka, bardzo miłego i sympatycznego malca, w średnim wieku. Póki co bardzo przyjaźnie odnosi się do innych psów, ale muszę go jeszcze poobserwować zanim będę mogła powiedzieć więcej. Ale szansa na towarzysza jest ;)
-
Doberman Bruno za TM [*] dług 1893zł !!!!!
wiosna replied to anett's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Uważam, że konsultacja behawiorysty może być dla Was ważnym głosem w ocenie zachowań Bruna, ale nie można robić tego poza miejscem gdzie on mieszka. Przecież całkowicie inaczej zachowuje się pies na obcym terenie, i to po ponad 2 godzinach w upale w aucie, a co innego w domu - jeśli więc ktoś ma Bruna oglądać, to tylko tu. Beata, to miłe co napisałaś - że zrobię wszystko, żeby go ratować, ale nie masz niestety racji. Bo dla mnie ratowanie jest czymś innym niż za wszelką cenę uciekaniem od uśpienia. Dla mnie ratowanie to odłożenie emocji, wzięcie pod uwagę ryzyka, wzięcie pod uwagę szans co zrobić można i podjęcie jakiejś decyzji. Dla mnie uśpienie nie jest tematem tabu, ani "zabiciem", bo bardzo nieładnie napisałaś ze dwa posty wcześniej. Bruno to jest niestety pies, który zagraża ludziom. I nie chcę zrobić z niego potwora, nie o to chodzi. Ale ten pies bez powodu pogryzł znanego sobie opiekuna - to nie jest normalne. Bruno chodzi teraz na każdy spacer w kagańcu, i w zasadzie byłoby ok, ale po wczorajszym wieczorze Patryk powiedział mi, że średnio mu się podoba chodzenie z Brunem, bo wczoraj znów minął obcego psa, bo u sąsiadów byli goście, znów się strasznie nakręcił i przyskoczył do Patryka, choć z powodu kagańca nie wiem, czy by pogryzł, czy zatrzymałby się na samym przyskoczeniu. Patryk nie chce, abym to ja chodziła z Brunem i uparł się, że mam go zostawić. I niby dobrze, bo Bruno lepiej się dogaduje z Patrykiem, naprawdę bardzo go lubi. Ale kiedy Wy tu sobie piszecie, patrzycie na sprawy Bruna ze swoich odległych domów ja się zwyczajnie boję, bo mój mąż opiekuje się mało przewidywalnym psem, który jest jak bomba zegarowa. Ale co mamy zrobić? Przestać wychodzić na spacery? Zamknąć w kojcu i nie wypuszczać, bo tak bezpieczniej? Nie. Mimo tego wszystkiego Bruno chodzi na długie, miłe spacery. Spacery, podczas których ja cierpnę wypatrując powrotu. Robienie wydarzenia na facebooku jest właśnie tym, czego chciałam uniknąć pisząc tak obszernego i wyczerpującego temat posta. Im więcej ludzi niezwiązanych z psem i ze sprawą zapytasz "czy uśpić" i pokażemy im zdjęcie miłego Bruna, tym więcej osób krzyknie "nie zabijaj!". Ale krzycząc to nie mogą nic zaproponować - to nie oni wychodzą z Brunem na spacery, to nie oni mają go bezpośrednio koło siebie, nie oni karmią. I nie oni widzą poszarpane ręce Patryka i boją się co będzie dalej, ani też takich rąk nie mają. Wydanie Bruna do stróżowania uważam za poroniony pomysł - ten pies potrzebuje kontaktu z ludźmi i skazanie go na jakiś kojec z podwórkiem naprawdę ciężko mi nazwać dobrą decyzją, bo on owszem będzie żył, ale będzie żył tęskniąc, średnio przyjemne życie. Umieszczenie u behawiorysty - dożywotnio, świetnie, ale na trochę? Co to da, jeśli pies trafi w mniej doświadczone ręce i po kilku tygodniach cofnie się do poziomu z czasu tuż po zabraniu z kojca? Może ja jestem pesymistką, trudno. Daleka jestem od amerykańskiej, restrykcyjnej selekcji i usypiania wszystkiego, co potrafi warczeć. Ale Bruno nie jest psem zrównoważonym, sprawia realne ryzyko i na ryzyku nie poprzestaje. Wydawanie naprawdę grubych pieniędzy na pobyt w hotelach, szkolenia i ratowanie psa - który ze względu chociażby na swój wiek, pomijając psychikę, ma kłopot ze znalezieniem domu - a odmówić pomocy masie innych miłych, naprawdę kochanych psów, które czekają w schroniskach? Jednemu pomóc, a za to czterdziestu innym odmówić? Mnie to absolutnie nie przekonuje. Zniechęca mnie robienie "medialnego" - facebookowego wielkiego halo. Poprosiłam Gosię o przemyślenie sprawy. Ucziwe, że poruszyła temat tutaj, bo tu są osoby zaangażowane w losy Bruna i od początku uczestniczące w jego wątku. I na tym powinniśmy pozostać - porozmawiać z osobami, które znają Bruna i które mogą coś zaproponować. A jak nie, to proszę - niech ci, którzy piszą "absolutnienie usypiać" zabiorą Bruna na tymczas, niech zabiorą na stałe. To byłoby jakieś rozwiązanie. Nie chcę napisać "macie tydzień" ani nic w tym stylu. Poprosiłam Gosię o przemyślenie na spokojnie, podjęcie decyzji - absolutnie nie na szybko. Ale miejcie na uwadze, że ta sytuacja tak trwać nie może, w którąś stronę zadziałać trzeba. -
Przeczyta przeczyta ;) Mam na Dogo ważną i ciężką sprawę, będę narazie zaglądać, musimy podjąć wspólnie decyzję dotyczącą Bruna, który ma kłopoty z emocjami i jakiś tydzień temu pogryzł mi Patryka. Dziękuję za miłe słowo, to na duchu mocno podnosi. I cieszę się, że Wam będzie trochę łatwiej w Władziowym czynszem, naprawdę. Ja od zawsze czuję się źle biorąc jakiekolwiek pieniądze za hotel psów, które tak naprawdę nie mają nic, to się kłóci z moim pojęciem moralności czy jakiejś etyki. A jeszcze jak ktoś to nazywa "pomaganiem" to już całkiem mi się odechciewa, ehh. Najwięcej to się biedna Gosia nasłuchała tego przez telefon ;) Fundacji mojej nie można niestety przekazywać jeszcze 1% - do tego trzeba mieć status OPP (organizacji pożytku publicznego), a aby go uzyskać trzeba spełnić kilka warunków, m.in organizacja musi istnieć minimum 2 lata. Czasem udaje się uzyskać go po 1 roku, ale moja fundacja maleńka istnieje zaledwie od stycznia, dlatego jeszcze na to za wcześnie. Ale za polecanie, rozgłaszanie i każdego rodzaju promowanie będę ogromnie wdzięczna - strona www to [url]www.greyanimals.org[/url]. I za ogłoszenia psiaków też byłabym ogromnie wdzięczna, bo choć staram się jak mogę, to wiecznie czasu brakuje. O bazarki nie śmiem nawet prosić, tyle biedaków wszędzie. Ale gdybyś chciała, to ulotek trochę mogę przesłać pocztą ;) Bjutko, niech Ci głupio nie będzie, naprawdę ;) Dla mnie pieniądze nie są w życiu najważniejsze, tak naprawdę najchętniej żyłabym bez nich całkiem, same z nimi kłopoty. To, co jest ważne ani trochę się z nimi nie wiąże, a sprawianie komuś radości jest największym szczęściem. A długi? Były, są i pewnie jeszcze trochę będą, robię co mogę aby się z nich wyrwać i wierzę, że mi się uda. Będzie dobrze! ;)
-
Alma, nie będę odpisywać Ci na pw, od razu przyszłam tutaj. I przepraszam, że tak długo to trwało, nie było mnie na Dogo już od dawna znów. Muszę Wam się przyznąć, że od jakiegoś już czasu też jednem w finansowym dołku, a w zasadzie nie w dołku, co w czarnej dziurze. Odkąd porzuciłam połowę pracy na rzecz fundacji i na szycie sprzętu brakuje mi czasu, a zamiast hotelem zajmuję się niepłatnymi psami fundacyjnymi popadłam w ciężki krach z którego jakoś wyjść nie mogę. Ale nic to - Władziowy hotel i tak mnie z tego dołka nie podniesie, nie ma co. Zdałam sobie też sprawę, że od bardzo już dawna nawet hotelowych cen nie udawało mi się utrzymać na takim poziomie jak kiedyś planowałam, i od jakiegoś czasu jeśli kogoś do hotelu przyjmowałam, a były to tylko ciężkie, nie cierpiące zwłoki i pozbawione kasy psie przypadki od Gosi, to psiaki te były po 10zł za dzień. I tyle też niech ma czynszu Władek, w końcu on z tej całej bandy najmniej mi wchodzi na głowę, jest całkowicie niekłopotliwym psiakiem, naprawdę - chciałabym same takie tu mieć u siebie. Nie wiem czy wiecie, ale wrzuciłam też Władka na startową stronę mojej firmy z podpisem, że szuka domu. Pozbyłam się też już 2 tysięcy ulotek z Władkiem, chociaż odzew żaden. Raz zadzwoniła bardzo miła pani, ale ona chciała psiaka do mieszkania, na ruchliwym osiedlu, spacery na smyczy i tym podobne - dla Władka to byłoby nie do przejścia, on potraebuje przestrzeni i swodoby znacznie bardziej niż człowieka. Od tamtej pory cisza. A, i nie wiem czy wiecie, ale Miecio znalazł dom! Trafiło się mu niesamowicie, trafił cudownie. Tylko Właduś znów samotny, trochę przez to smutny taki bardziej. Ehh, a marzyła mi się adopcja razem.. Nic to, postaram się jakiegoś miłego towarzysza mu znaleźć, lada chwila mam odebrać z interwencji niewidomego, kudłatego psiaka z łańcucha, bardzo miłego psiaka. Jeśli okaże się przyjacielski i godny zaufania, może on zaprzyjaźniłby się z Władkiem? Zobaczymy. Bjutko, dziękuję Ci, że dbasz o rozliczenia tak starannie. Dla mnie to jest cudowne, bo tak naprawdę zdjęłam sobie to z głowy i nic już nie muszę pamiętać, bo wiem, że wszystko jest dopilnowane i załatwione. Dziękuję Ci bardzo, mój tryb życia ostatnio to ciągła gonitwa, wiecznie na coś czasu brakuje. Ehh, kiedyż ja się ostatnio trochę pobyczyłam? ;)
-
Doberman Bruno za TM [*] dług 1893zł !!!!!
wiosna replied to anett's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
No to jestem - ładna duskusja na powitanie, nie ma co ;) Ze sobą jak nie chcecie to nie dyskutujcie, ale przeczytajcie proszę teraz moje kilka zdań i wspólnymi siłami coś spróbujmy zaradzić. Bruno nie jest psem mordercą, żadne takie, On lubi ludzi, jest kochanym, miłym psem i ja go naprawdę lubię. Gdyby udało się stworzyć dla niego hermetyczny świat, w którym mógłby żyć w domu, z rodziną - bo trzymanie go w kojcu nie jest z pewnością tym, co chciałabym mu docelowo zapewnić - byłabym całym sercem za tym, aby tam zamieszkał. Ale hermetycznego świata nie ma. Bruno od zawsze ma kłopot w relacjach z innymi psami. Nie powinniśmy patrzeć na niego przez pryzmat rasy, przynajmniej nie tylko przez ten - z kilku powodów. To nie jest pies z dobrej hodowli, to nierodowodowy pies i nie wiemy nic o jego rodzicach. Nie wyemy czy były to zdrowe i zrównoważone psy, być może typowa pseudohodowla, z której psy dalekie są od zrównoważonych. Nawet jeśli urodził się w sensownym miejscu i jego przodkowie nie przekazali mu bałaganu w głowie, pamiętać musimy, że Bruno pierwsze sześć lat życia spędził w odizolowanym od świata kojcu. Bez wybiegu, bez spacerów, bez kontaktu z psami i z ludźmi, poza dziadkiem, jego właścicielem, którego "rękę" do psów widziałam - kolczatka, "czułość" okazywana przez dalekie od delikatności klepnięcia, za które ja na jego miejscu już bym gryzła. Jak przyjechał do nas, powiedziałam Gosi, że to cud, że ten pies jest taki miły. Niejeden pies którejś z ras cieszących się milszą opinią stałby się agresorem od samej tylko izolacji, tymczasem Bruno błyskawicznie zaprzyjaźnił się z nami - obcymi osobami - i odnalazł się w nowym otoczeniu. Jedyny kłopot jaki z nim był, to właśnie inne psy - Bruno nie tyle do nich ciągnie, co wychodzi z siebie na ich widok. Szarpie, podskakuje, piszczy, szczeka, gryzie smycz, kręci się, naprawdę wariactwo, nic do niego wtedy nie dociera. I to jest akurat kwestia genów - "wyhodowane tak, aby nie zważały na uderzanie kijem", jak to w historii któraś z Was przytoczyła - tak zamo zachowują się ASTy i podobne psy. Kiedy są w ferworze walki, nie liczy się kompletnie nic innego. I znów - nie wiadomo jak ta historia jest w głowie Bruna poukładana, bo to nie jest czysty doberman z rozsądnej hodowli. Może ktoś z rodziców odpadł z ringu wystawowego właśnie za zahowanie? Nic to. Bruno był u mnie na początku jakoś 3 tygodnie, poszedł do adopcji. Z adopcji wrócił - Gosia popraw mnie - po 2 miesiącach? Jakoś tak. Tak naprawdę nie wiemy co zaszło. To, co przekazali nam właściciele to historia o pociągnięciu na smyczy, wywróceniu pańci, podrapanym łokciu i takich tam, co spowodowało oddanie Bruna. Podobno jakiegoś psa pogryzł. Jednego? Już nie pamiętam, uznałam to wtedy za efekt niepilnowania i niećwiczenia z Brunem tak, jak zalecałam, a do tego byłam zła że go oddają i wiarygodność pana nieco spadła w moich oczach. Bruno wrócił, cofnął się znów do stanu prosto z kojca, choć wcześniejszy pobyt trochę go nauczył panowania nad sobą przy psach. Odkąd wrócił zaczęłam z nim szkolenie. Zwyczajne klikerowe szkolenie - nauczyłam siadania, wracania, długo ćwiczyłam utrzymywanie na mnie uwagi. Kawałeczek po kawałeczku zbliżałam miejsce ćwiczeń do psów za płotami, koło tych samych psów Bruno przechodził na każdym spacerze. Na początku szał, a samei ćwiczenia musiały się odbywać jakieś 200m dalej, na łące z której tylko gdzieśtam w oddali widać (słychać) psa i płot. Ale z czasem było lepiej, choć nie doszliśmy do skupienia uwagi i wykonywania komend przy samych psach. Z czasem Bruno nauczył się przechodzić koło tych psów w miarę spokojnie. Były dni, kiedy było całkiem spokojnie i w zasadzie nie zwracał na nie uwagi, były takie kiedy się poszarpał, pokręcił i poszczekał, ale w granicach rozsądku. Nawet powoli zaczął się zaprzyjaźniać z Moną, jamnikowatą suczką sąsiada, co uznałam za dużo krok do przodu w jego relacjach z innymi psami. Aż w końcu to, co napisała Gosia. Patryk na normalny spacer z Brunem, ja z innym psem - akurat też dobkiem, obcym dobkiem który był u nas na jedną tylko noc pomiędzy transportami. Szłąm przed Patrykiem jakieś.. 200 metrów? W zasadzie nie widzieliśmy się, bo znikał zawsze gdzieś za zakrętami i tylko na jednej długiej prostej gdzieśtam zamajaczył. Ale słyszałam, że Bruno szaleje, wścieka się i szczeka ciągle - choć na spacery chodzę sobie ze słuchawką w uchu. No i co - doszłam do domu, schowałam Nera, widzę, że Patryk schował Bruna i stoi w psiarni oparty o kraty, bo mu słabo. Ręka pogryziona - jedna, druka, krew się leje. Bruno na spacerze nakręcił się tak, że nie wiedząc co ze sobą zrobić po prostu skoczył na Patryka. Nie kłapnął raz - na jednej ręce są ślady po 3 wbiciach, na drugiej 2, no i twarz też zębami draśnięta. Na szczęście niewiele z tego to poważne rany, wbite i wyjęte zęby, nie ma tragedii. Nie ma w sensie fizycznym, bo sam fakt takiego ataku jest tragiczny. I to mi się przypomniało coś, co stało się niedługo po powrocie Bruna z adopcji, kiedy byłam z nim na spacerze. Sytuacja podobna - zdenerwował go pies za płotem, nakręcił się i zdenerwował. Szczekał, wariował, jak to ma w zwyczaju. Zaczął gryźć smycz i przyskoczył do mnie, złapał za tą część smyczy która jest przy moich rękach i zrobił to kilka razy. Wystraszył mnie tym trochę ale uznałam, że się zdenerwował i zagalopował, nic się przecież nie stało, zwaliłam to na zmianę otoczenia i ogólne jego zdezorientowanie. Teraz sobie przypomniałam. Gdyby stało się to, gdy Patryk opieprzał Bruna, albo chciał go uderzyć, albo chciał go wyciągnąć z budy, albo podnieść czy zrobić cokolwiek innego, co Bruno mógłby odebrać jako atak - nie byłoby sprawy, bronić się może kakżdy. Ale jedynym powodem do ataku było to, że Bruno się nakręcił i z tych nerwów nie wiedział co ze sobą zrobić. Gdyby kłapnął raz i się opamiętał, możnaby przymknąć oko, bo nakręcił się, ale się opanował i prawie w porę połapał, pal licho. Ale gryzł i gryzł i gryzł. Bluza Patryka wyglądała jak firanka, rękawy w strzępach. To nie było kłapnięcie, to było regularne gryzienie. I co..? I nie wiem, ja też mam trochę mieszane uczucia. Lubię Bruna, to miły, sympatyczny pies, naprawdę. Jednak ja uważam, że oddanie go w czyjeś ręce jest zwyczajnie ryzykowne. Jeśli teraz jest pod naszą opieką, czyli w rękach mniej lub bardziej doświadczonych z psami osób, to co będzie jak trafi w ręce kogoś kto po prostu lubi psy, chce Bruna i ma jakieśtam pojęcie o szkoleniu ich i układaniu - a pamiętajmy, że po Bruna kolejki się nie ustawiają. Szukam powodu jego zachowania, jakiegoś alibi, żebym mogła uznać to za obronę, nie za atak. Ale nic takiego nie było, to był atak. Może patrzę zbyt szeroko, ale jestem zdania, że rozsądnie byłoby Bruna uśpić. Gdybyśmi mieli puste schroniska, byłoby w porządku fundować mu hotel - czy u nas, czy może lepszy hotel, gdzie Bruno mógłby albo uczyć się właściwych zachowań, albo po prostu spędzić resztę życia w fajnych warunkach. Ale nie mogę nie pomyśleć o dziesiątkach i setkach miłych, psychicznie poukładanych psiakóg, Bogu ducha winnych, które życie spędzają za kratami schronisk. Domowe, miłe psiaki, które potrzebują tylko szansy - wyrwania, wykąpania, paru dni w normalnym otoczeniu, i mogą resztę życia bezpiecznie spędzić w rodzinie adopcyjnej. A Bruno? Może udałoby się znaleźć rodzinę, która chciałaby dać mu dom. Może udałoby się znaleźć dom z ogrodem, aby ograniczyć jego relacje z innymi, obcymi psami. Może udałoby się znaleźć kogoś, kto będzie z Brunem pracował i szkolił go, i może Bruno mógłby być tam bezpieczny i bezpieczni byliby też jego opiekunowie. Ale jaką mamy szansę na spełnienie tego "może"? Skoro nie zadzwonił ani jeden telefon chcący go adoptować - bez agresji, bo przecież to świeża sprawa, w ogłoszeniach nie ma ani słowa. Czy uczciwie jest ryzykować taką adopcję, odbierając szansę psom, które żyły w domach i dom straciły, a teraz tęsknią w schroniskach? Zbyt szeroko? Być może, ale tak na to patrzę. Nie mi podejmować decyzję. Wiem, że gdyby był to pies pod moimi decyzjami, w mojej Fundacji, to zdecydowanie zostałby uśpiony. Brutalne - może. Jestem zła, zimna i bez serca - może. Ale ratować trzeba z głową, nie tylko z sercem. Ryzykować medialną aferę "doberman ze schroniska pogryzł dziecko" (oby nie "zagryzł"). I przesłanie pomiędzy słowami - "nie bierzcie psów ze schornisk, to mordercy!" "dobermany są złe!, to mordercy!" "tylko pies wychowany w rodzinie od szczeniaczka jest bezpieczny, z dorosłymi nigdy nic nei wiadomo!".... Ja nie chcę tego. Jeśli mamy uznawać dobermany, czy jakiekolwiek inne psy za psy zrównoważone psychicznie i "normalne", musimy podejmować trudne dezycje. Ja wiem, że na forach, facebookach i innych takich temat uśpienia jest tabu i każdy, kto jest za jest "tym złym". Trudno, mogę sobie być tą złą, niezbyt mnie to wzrusza. Tu nie chodzi o emocje, tu chodzi o określenie ryzyka i podjęcie rozsądnej decyzji. I aby było jasne - nie namawiam nikogo na tak albo nie, namawiam do przemyślenia tematu. To samo powiedziałam Gosi - ochłoń, prześpij się z tematem, przemyśl. Nic na szybko, nic na hurra. Ja naprawdę lubię tego psa i byłoby mi cholernie trudno go uśpić. Ale potrafiłam odłożyć emocje i to na sucho przemyśleć - decyzję widzicie powyżej. Rozpisałam się straszliwie, jak to mam w zwyczaju. Mam jednak nadzieję, że skoro teraz nie pohamowałam się i opisałam w zasadzie wszystko co miałam do powiedzenia w temacie, oszczędzimy sobie na dalszych stronach dyskusji i obrzucania się błotem, jakie zawsze pojawiało się na dogo gdy ktoś chciał kogoś usypiać (mordować!). Poświęciłam na to chyba z godzinę, ale postaram się w miarę możliwości zaglądać tu jeszcze. Koniec, dzięki za cierpliwość ;) -
Dwa piękne ONki, skrajnie zaniedbane już we wspólnym CUDOWNYM DS:)))
wiosna replied to anett's topic in Już w nowym domu
Tekst ładny, taki rzeczowy i zwięzły, wszystko o Bostonie. Nie jestem tylko pewna czy nie zamienić słowa "dojrzały" - bo chociaż dojrzałość jest wielką zaletą, dla wielu jest po prostu ładnie nazwaną starością, o zgrozo. może dorosły? w sensie już nie szczenior, a nikt nie pomyśli, że dziad ;) Rozbawiłaś mnie też tym zdaniem: [I]"Nie można też nie zauważyć wyjątkowej urody Bostona, typowej dla przedstawiciela rasy owczarka niemieckiego."[/I] Wyjątkowej-typowej. Jeśli wyjątkowy, to nie typowy ;) Ale to może juz moje jakieś dopatrzenie, nie zmieniaj nic, jest ładnie. Kontakt może być do mnie, jasne - tel. 500-16-25-35, mail: [email]fundacja@greyanimals.org[/email], albo do Anety - może nawet lepiej? Boston kastrację ma dokładnie za tydzień, też w piątek o 08:00, Brooklyn - właśnie jest na stole. Dzięki Beatko :loveu: -
*NADINE* - prosi o dom i o grosik na hotel i spłatę długu!
wiosna replied to Ra_dunia's topic in Już w nowym domu
Dodałam Nadinkę na naszą fundacyjną stronę, może tam ktoś ją wypatrzy. [url]www.greyanimals.org[/url] -
Dwa piękne ONki, skrajnie zaniedbane już we wspólnym CUDOWNYM DS:)))
wiosna replied to anett's topic in Już w nowym domu
Wiesz co, o to trzeba Anett zapytać, z tego co wiem jest ktoś chętny na Brooklyna, ogłoszenia będą potrzebne tylko Bostonowi (hmm, "Boston w Twoim domu! Niepowtarzalna okazja, nie przegap" :eviltong" ). Ale Anett gdzieś na wioskę uciekła i musimy poczekać co nam powie. -
Dwa piękne ONki, skrajnie zaniedbane już we wspólnym CUDOWNYM DS:)))
wiosna replied to anett's topic in Już w nowym domu
To jak już te dwa domy znajdą, to ja kolejne dwa Wam zaraz dam, mam cudne dwie sunie, i nawet trzecią, beżową też, jakby nam chłopaków zabrakło ;) -
Dwa piękne ONki, skrajnie zaniedbane już we wspólnym CUDOWNYM DS:)))
wiosna replied to anett's topic in Już w nowym domu
Wstawiłam kilka zdjęć [URL="http://greyanimals.org/index.php?option=com_content&view=article&id=216%3Abrooklyn-i-boston-bardzo-zaniedbane-owczarki-niemieckie&catid=41%3Apsy&Itemid=97&lang=pl"]TUTAJ-KLIK[/URL] -
*NADINE* - prosi o dom i o grosik na hotel i spłatę długu!
wiosna replied to Ra_dunia's topic in Już w nowym domu
Ehh, wiem już co i jak, i niestety nasze obawy się sprawdziły - domek nieaktualny ;( Pan przygarnął do zakładu jakiegoś biedaka, który żył na półmetrowym łańcuchu, w błocie i gnoju, chudy jak patyk.. W gruncie rzeczy dobrze, że temu psiakowi się udało a nie kupiony został jakiś psiak od rozmnażaczy na targowisku. Za jakiś czas pan chce do psiaka znaleźć jakiegoś drugiego, więc jeśli się odezwie, oczywiście wrócimy do tematu Nadinki, póki co - ogłoszenia pilnie potrzebne. Szkoda bardzo, że tak wyszło ;( -
Dwa piękne ONki, skrajnie zaniedbane już we wspólnym CUDOWNYM DS:)))
wiosna replied to anett's topic in Już w nowym domu
ha, ja pomyślałam tak samo ;) -
Dwa piękne ONki, skrajnie zaniedbane już we wspólnym CUDOWNYM DS:)))
wiosna replied to anett's topic in Już w nowym domu
Ale ładne imiona, mnie się podobają bardzo :) Który jest który? :razz: (Chociaż pewnie Anett musi imiona zatwierdzić, hm? Albo przechrcimy jej chłopaków szybko i cichaczem, póki jej nie ma ;)) -
Dwa piękne ONki, skrajnie zaniedbane już we wspólnym CUDOWNYM DS:)))
wiosna replied to anett's topic in Już w nowym domu
Hop hoop, fani onków i donków, pobudka! Ja wiem, że pierwsze zdjęcia niezachęcające do przytulania, ale internetowa obecność obowiązkowa! Poza tym.. chłopaki się już powoli przepoczwarzają, znów nie zdążyłam zrobić zdjęć - chyba się wszyscy moi czworonożni zmówili żeby mi atrakcji nie zabrakło. Kochane stworzonka. Ale pokażę Wam chłopców, pokażę. Są mili bardzo, coraz bardziej towarzyscy, grzeczni i coraz spokojniejsi. Na początku to taka prawie dzika banda - wszędzie z brudnymi łapami, mokrym nosem, oba naraz - zadyma! Teraz już grzecznieją i nabierają nieco kultury. Nie podobają mi się ich imiona - Rambo (i Bambo ;) ) - i Bary. Rambo to DONek, co już kompletnie nie pasuje do jego usposobienia - trochę tak, jakby labradora nazwać "Killer", albo może odwrotnie - dobermana "Perełka" :roll: Bardzo z niego fajne psisko, poukładane, grzeczne. Psiska coraz mniej śmierdzą, coraz mniej brudzą w kojcu i chyba dociera do nich, że czasy nigdyniewychodzenia już minęły. Rozumne stworzenia, nauczą się szybko. Teraz formalności - doszło 100zł od Betki i 120zł również od Betki, to w kwestii "plusów", minusy natomiast to 80zł za transport, 40zł hotel do końca czerwca i 620zł hotel lipcowy. Lada chwila dojdzie odrobaczenie, jutro napiszę Wam dokładną cenę (lub pojutrze, jeśli wrócę późno). Kastracja pierwsza umówiona na piątek za tydzień (połączona z salonem SPA dla DONka, czyli Rambusia), druga kastracja - Barego - dokładnie tydzień później. Jak zdecydujecie się (a gorącą mam nadzieję, że się zdecydujecie) zmienić imiona to bardzo proszę o wieści, wpiszemy już te nowe w zakładanych książeczkach. -
Władek nie da sobie zdjąć szelek ot tak, bez stresu. Są więc dwa, a w zasadzie trzy wyjścia - podać sedalin, na śpiąco i na spokojnie zdjąć, ale u starszego psa to jednak zawsze jakieś ryzyko, i gdyby była to kwestia transportu czy jakiegoś zabiegu byłabym jaknajbardziej za, ale dla samych szelek myślę, że nie ma co. Mogę go złapać i przytrzymać, przeciąć czy odpiąć szelki, ale dla Władka każdy gwałtowny ruch jest straszny, dla niego będzie to traumatyczne przeżycie, więc znowu - gdyby było to coś, co mu naprawdę przeszkadza, czy szczepienie, czy coś tego typu to tak, ale dla samych szelek..? Nie warto budowanego tak długo, a wciąż kruchego zaufania wystawiać na ryzyko dla samych szelek. No i sposób, lub nie-sposób trzeci - zostawić go w spokoju, bo szelki nie robią przecież Władkowi krzywdy. Ja wybrałam to trzecie. Właduś jest skrzywdzonym psem. Jedyną szansą na adopcję dla niego jest bycie psem w czyimś ogrodzie - nietykalnym psem, który cieszy oko i serce. On nie chce być dotykany, nie chce być blisko ludzi. Nie wiem, co mu ktoś zrobił, bo przecież ktoś przyprowadził go do schroniska na smyczy, przywiózł normalnie samochodem. Nie rozumiem psychiki Władka, nie wiem czego i dlaczego tak naprawdę się boi. Ale się boi ;(
-
Jak czyjaś ma być wina to i ja ją biorę na siebie, bo zdecydowanie byłam i jestem na nie, z powodów wymienionych powyżej - nie możemy ryzykować wydania Luki do domu z małymi dziećmi, to nie jest jakiśtam, spokojny psiak tylko energiczny, żywiołowy ast. Niech chćby niechcący, w zabawie za mocno kłapnie, będzie wtedy nielada kłopot. Luka musi trafić do domu, w którym jej energia będzie każdego dnia odpowiednio spożytkowana - a przy dwójce małych dzieci, nawet najgrzeczniejszych na świecie nie da się mieć czasu na wyjście z psem na dwugodzinny spacer każdego dnia, nie czarujmy się, przecież dzieci same nie zostaną. Pomojam kwestię gdy się ktoś np przeziębi. Ja wiem, że Luka jest piękna i można się w niej zakochać, ale ma miłość boską, wybierając dom dla psa nie kierujmy się tym, że komuś się piesek bardzo spodobał, to nie wszystko. Diuna - bardzo ładnie to napisałaś i ja się w 100% zgadzam - spokojniejszy pies będzie tam miał idealnie, ale dla Luki jest potrzebna aktywna osoba, która będzie w stanie Lukę ukierunkować, wyciszyć i nauczyć podstaw normalnego zachowania. Nie ma się co czarować, chociaż Luka jest miła, cudowna i piękna - to jest pies, który zmieniał miejsce wiele razy, i ma rozchwianą psychikę. Moim zdaniem należy chwalić niebiosa, że nadal jest tak wspaniale nastawiona w stosunku do ludzi, jednak musi trafić w doświadczone ręce które mają na nią czas. I żeby było jasne - nikt nie chce szukać domu idealnego, takich nie ma, zawsze jakieś 'ale' można znaleźć. Najważniejsze jest dla nas, żeby był to dom stabilny, bez małych dzieci i innych zwierząt.
-
*NADINE* - prosi o dom i o grosik na hotel i spłatę długu!
wiosna replied to Ra_dunia's topic in Już w nowym domu
Ehh, też czekam już bardzo pilnie na telefon, miało to trwać krócej.. Zaczynam mieć obawy, czy gdzieś coś panu nie wypadło i nie zmienił zdania w międzyczasie. Postaram się podjechać tam w najbliższych dniach, może czegoś konkretnego sdię dowiem. Nie chcę nawet myśleć o wycofaniu się, tyle nadzieji i..? Nie, oby nie! -
Młody labek z krótkiego łańcucha - SZCZĘŚLIWY w nowym domu
wiosna replied to betka's topic in Już w nowym domu
[quote name='panbazyl']Byle się porządnie zachowywał :)[/QUOTE] Hmm.. Tu akurat są pewne zastrzeżenia, bo chociaż mądry i wspaniały, to panicznie boi się zostawać sam - przekopał pół ogrodu, w tym oczko wodne, poszarpał ogrodzenia i zdemolował rośliny, niemniej pani nadal uważa go za wspaniałego psa, co jest dla mnie powodem do wielkiego dla niej szacunku. Demo po prostu potrzebuje czasu, żeby w nowym miejscu zapuścić korzenie, nową rodzinę pokochać i poczuć się tam całkiem bezpiecznie. Będę tam w przyszłym tygodniu aby troszkę pomóc ze szkoleniem potwora, powodów do obaw nie ma - państwo absolutnie nie myślą o pozbywaniu się psa, nic z tych rzeczy, są zdecydowanie za pracą nad rozwiązywaniem problemów a nie omijaniem ich. Tak wiec informuję Was o pewnych problemach, lecz nie chcę Was absolutnie straszyć. Proszę o wysyłanie dobrych, uspokajających myśli do Demo ;) -
Dwa piękne ONki, skrajnie zaniedbane już we wspólnym CUDOWNYM DS:)))
wiosna replied to anett's topic in Już w nowym domu
hej ;) Psiska dotarły wczoraj (Anett, przepraszam, że już nie dzwoniłam ale poszliśmy jeszcze na spacer, później jeszcze do koni trzeba było i zrobiło się mocno późno). Zrobię im dzisiaj kilka zdjęć, później pogadam z nimi, o przeszłość i plany wypytam i powiem Wam jakie są. Póki co są bezpieczne i brudne.