Jump to content
Dogomania

Berek

Members
  • Posts

    3222
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Berek

  1. NigdyNigdy - zapewniam że nie należę do tych wiecznie niezadowolonych, co to mają z góry pretensje ... itd. :D BTW co do tego, czy mi się "należy" - w tym przypadku uważam, że należała mi się odrobina uprzejmości (słowo daję, nie otrzymałam jej, mimo uprzedzająco grzecznych prób nawiązania kontaktu z mojej strony). Uważam też, że "należy" mi się choć kilka nazw hodowli i namiarów do nich - i bynajmniej nie muszę wędrować na sekcję w określony dzień i o określonej godzinie, żeby je dostać. Prosty program komputerowy pozwoliłby wyłuskać rzeczone hodowle totalnemu laikowi komputerowemu w ciągu pięciu minut. :) No, ale "nie wolno" - bo ustawa. Przepraszam, ale to jest po prostu żenujące. A, owszem, pani (po dluższych próbach spławienia mnie bez żadnych informacji) łaskawie poleciła mi spojrzeć do gablotki z ogłoszeniami. Jak są ogłoszenia o szczeniakach, to tam są telefony, czego jeszcze chcę! Wyjaśnienie, że szukam kontaktu z hodowcami bowiem chcę się po prostu od nich dowiedzieć o dopiero planowane mioty zostało zbyte wzruszeniem ramion. Osobiście nie przepadam za instytucją p.n. Związek Kynologiczny, przyjmuję jednak że - no cóż, jest bo poniekąd być musi - ale ja nie jestem, jednak, zupełnym szczawikiem kynologicznym. Jakimś wyjściem było przejrzenie katalogów z wystaw z okresu kilku ostatnich lat, poproszenie kolegów psiarzy o pomoc itd. Pogrzebanie w Necie (to wcale nie musi być miarodajne zresztą). Ale co jeśli do biura przyjdze taki właśnie szczawik? Niewątpliwie jego pierwszy kontakt z kynologią będzie nieciekawy, obawiam się. Co do nieudzielania "fachowych" informacji - to bywa różnie. Kilka miesięcy temu przy mnie pani w kasie pouczała pewnego właściciela amstaffa, że NATURALNIE szkoli się te psy dopiero gdy mają rok. :o Nigdy wcześniej. :evil:
  2. O, bardzo przepraszam. Nawet jeśli tyram i tonę w pracy "po uszy" - to jest moja PRACA ktora wymaga pewnej kultury... no, chyba że jestem platnym mordercą :D . Szczerze mowiąc ani razu nie zdarzyło mi się w warszawskim oddziale być obsłużoną: 1. kompetentnie 2. grzecznie 3. sprawnie Ostatnio zaś absurd sięgnął zenitu. Poszukiwalam hodowli okreslonej rasy. Przyjechałam - OSOBIŚCIE! - do oddzialu mając nadzieję że tak łatwiej uda mi się uzyskać informacje. Potężnie znudzona, siorbiąca herbatkę pani urzędniczka poinformowała mnie BARDZO niegrzecznym tonem, że nie otrzymam tych danych, bo... jet ustawa o ochronie danych osobowych. Super. Instytucja ktora ma z założenia slużyć pomocą hodowcom blokuje dostęp do informacji. :o Akurat szukalam szczeniaka i/lub informacji o planowanych miotach. Znajomi byli zdecydowani na zakup. Slowem - dzięki ZK jakiś hodowca nie sprzedal jednego szczenięcia. :evil: To zabawne, ze np. w oddziale poznańskim takie dane uzyskałam i to droga mailową. Być może ZK w Warszawie wprowadzi nowe ograniczenia - może przed wejściem do oddzialu będzie trzeba przeczołgać się albo iść na klęczkach...? :evil: A może co czwartego interesanta będzie się rozstrzeliwać na podwórku...? :D
  3. A-LUT-KA! Podstępna Kobieto! :D :) :lol: Zaraz zajdę do jedenastego wymiaru i załatwię sobie troche czasu na pisaninę i odpowiem, tylko błagam, bez złosliwych yorkow, już będę grzeczna.
  4. O rany. Z yorkami tak zawsze (strasznie szybko się odwadniają) - każde poważniejsze zatrucie i pies wygląda jakby sięgał już lapką za Tęczowy Most. Najważniejsze - nawodnić, zrobiliście to, więc na pewno będzie O.K. Dzieciaku, trzeba było mi powiedzieć o tej wołowinie, to nie problem kupić kilogram więcej!!! Zamrozisz sobie i będzie w porządku. P.S. To, jak ludzie dobrze wiedzą o "mięsnym problemie", łatwo zaobserwować właśnie na tymże bazarku. Muszę być gdzieś o wpół do siódmej rano - po siódmej praktycznie nie ma szans na wołowinę. Wykupiona...
  5. Wind, o rany, jaka przykrość... :cry: Posłuchaj, a ja Ci zadam takie pytanie - GDZIE kupilaś to mięso? Moje psy - całe życie na naturalu - w identyczny sposób się pochorowaly, kiedy jeden, jedyny raz kupiłam im mięso w hipermarkecie (akurat Carrefour - ale podejrzewam że wszędzie jest podobnie). Poświęcam wczesny piątkowy ranek i jadę na bazarek gdzie chłopi przywoża mięsko - jem je ja, je moja rodzina i jedzą psy - i czujemy się znakomicie. A raz podkusilo mnie kupno w takim sklepiszczu i był jazz. :(
  6. "Nie Akita, lecz AKI. Bardzo dobry ośrodek szkoleniowy, sęk jednak w tym, że na ich stronie nie doczytałam się jeszcze żadnej pozytywnej recenzji. Może taki styl? " Ekhem, ekhem.... z całym szacunkiem... sorki za skręcanie w boczne uliczki, ale... 1) na stronie AKI w ogóle nie ma i nie było recenzji żadnej ksiązki Fishera (pojawi się, pojawi, ale jeszcze trochę...) - chyba ktoś pomylił Fishera z Fennell (ktora się tam istotnie znajduje / znajdowała - bo strona jest w przeróbce) 2) nie jest tak źle :D i te milutkie recenzje tyż są - albo będą - jak stronka zacznie działać.
  7. P.S. Co do Majki, to Wind oczywiście wszystkich oszukała. Posiada mianowicie miniaturowego pitbullka z długim włosem, ktory w typowy dla rasy sposób uwiesza się na sznurze i "poprawia" chwyt, usiłując złamać wreszcie zdobyczy kark - czyli wyginając raptownie ciało na boki. Takie coś to pierwszy etap szkolenia do walk :D Wind, no wiesz... ! 8) P.S.2 Aż tak strasznie krzyczałam...??? Łomatko, samo wyszło... :( Sorki.
  8. "jak nazwać fakt. Musisz zostowić pieska samego w domu na np. 3 godz, Wychodzisz z nim w celu załatwienia potrzeb fizjologicznych. Zrobił OK I zanim się u bierzesz to znowy kałuża a nawet "mina "? " Z całym szacunkiem - żaden pies nie umie być "złośliwy", naprawde, to nie te niuanse u takiego gatunku. :( Jak nazwać taki fakt? No bardzo prosto - rozładowaniem stresu. Ewentualnie nienauczeniem czystości... Jak dotąd żadna z opisanych historii nie była potwierdzeniem tezy o "złośliwości" czy "uparciuchostwie" tych małych potworasów. Cały problem w tym, że dla nas działanie p.t. oddanie moczu /kału jest czynnością dość obrzydliwą - i wobec tego jako wyjątkowo nieprzyjemne zachowania klasyfikujemy takie właśnie działanie psa - a już jeśli się zdarzy w mieszkaniu, fuuuu... :) Jeden z przykładów - piesek narobił na łóżko bo pan nie poświęcił uwagi.... itd - wygląda raczej na typowe rozładowanie kipiacych emocji. Raczej duży posiom stresu zwiazany z pojawieniem się pańcia (ja NIE wartościuję.... stres może być u psów negatywem, może być też pozytywem) - w każdym razie, naruszenie status quo do ktorego pies się przyzwyczaił i.... zwierzątko musiało uczynić coś co pozwoli mu się trochę rozładować. MY: kręcimy młynka palcami. Obgryzamy paznokcie. Uruchamiamy komputer i włazimy do netu. Chodzimy wokół pomieszczenia lub kołyszemy nogą założoną na nogę (to widoczne np. w poczekalni u dentysty....). ONE: szczekają. Wyją. Wygryzają się do krwi. Drapią się jak oszalałe. Sikają. Sr...*. Demolują pomieszczenia. Niszczą przedmioty. Często takie zachowanie ma też podłoże pierwotne w niewłaściwym nauczeniu zachowywania czystości (nieświadomie przekazaliśmy psu zupełnie coś innego, niż chcieliśmy - i niż to, o czym sądzimy, że on wie :) ). Co do sikania na łóżka, tapczany itd: Każdy pies woli sikać w miękkie, wsiąkliwe podłoże. Samce bardzo lubią sofy, fotele i kanapy z prostych przyczyn fizjologicznych (fajnie zadrzeć nogę i gdzie nie poleci strumień, to i tak natychmiast wsiąknie, czy to na oparciu, czy na siedzeniu....). Suczki kochajądywany i chodniczki, ale tez, jak już trafią na tapczanik, to tam fajnie wsiąka. Stojaca kałuża moczu nie jest miła rzeczą, chodzi o to, żeby szybko sobie zniknęła w podłożu. Także w wyborze przedmiotów (miejsc) do obsikiwania nie widzę kompletnie żadnej "złośliwości". :evil:
  9. No tak, tylko że wydaje mi się, że nie ma co "równać w dół" czyli patrzeć na sytuacje patologiczne (a dla mnie takimi jest sławetny spacerek "przed klatkę i do domu" w wykonaniu niektorych "właścicieli"). :evil: Ale nawet wtedy pies jednak jest w lepszej sytuacji bo JEDNAK dotrą do niego jakiekolwiek nowe bodźce (choćby zjechanie winda, spotkanie innego psa itd). Niestety znacząca większośc kuwetowiczów stopniowo ogranicza liczbę spacerów. Ostatnio pytali się mnie tacy własciciele, co robić z ich pieskiem ktory - roczniak! - załatwia się w domu. Moje pytanie o naukę czystości - ano, była zima i nieładna pogoda, więc piesek w ogóle nie wychodził. A teraz, naturalnie, oczekiwanie żeby "zmądrzał". :evil: :o Przekornie dodam, że nie wyobrażam sobie, jeśli az tak Cię męczy widok odchodów psich na trawnikach (BTW nie rozumiem - można to-to sprzątnąć z trawnika....? :D ) i nie chcesz do owego widoku ręki przykładac - no to naturalnie nie rozważasz kupna psa, to dośc oczywiste. Psy tak mają że jednak załatwiają się na dworze. "Taka karma" jak mawia znajomy buddysta. :D
  10. A-ha, żeby nie było, że czepiam się problemu abstrakcyjnego. Mam całe stado małych pieskow. I pracuję poza domem. Toteż pozostają same na dość długo - piszę dość, bo nie wyobrażam sobie że ktoś kogo nie ma w domu dzień w dzień po 10-12 godzin w ogóle może rozważać posiadanie psa - to zwierzę socjalne i musi jednak mieć kontakt z ludźmi. :)
  11. No tak, tylko PO CO? Przepraszam, ale dla mnie to takie "upupianie" psów - ktore są dokladnie takie same, jak inne, tylko po prostu mniejszych rozmiarów :) . Te wszystkie pomysły - hm... To jest tak - odnośnie psa czekającego na właściciela - jakoś cięzko mi wymyślić ile godzin musiałoby nas nie być, żeby skazywać psa na takie cierpienia - i czemu tylko małych psow miałoby to dotyczyć? I foks, i dog, tak samo muszą być wyprowadzane, jak yorczek czy chihuahua. Człowiek co zwija się z bólu (albo dygocze z gorączki) itd - obrazowe, niezłe - ale znow to po prostu dylemat samotnej osoby mającej psa - dowolnej rasy - jest to bardziej uciążliwe dla takiej osoby i tyle. Nie lubię pomysłu z kuwetą, z dwóch przyczyn. 1. Hmmm... ogólnoludzka.... :x :D . Bolesna prawda jest taka (obserwuję na autentycznych przykładach) że człowiek istotka leniwa z natury i jeśli ma wyprowadzić psa (owczarka niemieckiego, teriera, boksera) te trzy - cztery razy dziennie - to go wyprowadza, bo po prostu tak trzeba. Ale w przypadku kuwetowiczy obserwuję rozjuszające mnie zjawisko - stopniowe ograniczenie liczby spacerów "bo jest kuweta"... Coś takiego się dzieje, że ta sławetna kuwetka zamiast ostatecznością na nieoczekiwane wypadki staje się... codziennością... A jeśli ktoś chce mieć w domu niewychodzące zwierzątko używające kuwety to niech kupi sobie KOTA. 2. Przyczyna behawioralna. Wszystkie znane mi psy korzystające z kuwety mają większe lub mniejsze problemy z zanieczyszczaniem w domu. Sprawa banalna - psu szalenie trudno zrozumieć rozmaite wyłaczenia. Łatwiej mu nauczyć się żelaznej reguły "sikamy tylko na dworze" niż "sikamy na dworze ale w domu do kuwety też można" - na ogól kończy się to tak, że do kuwety się zdarza sikać, ale i na meble, i na dywany - także.
  12. Alutka, piesek ma rok...? No to masz sporo roboty przed sobą... :D Raczej nie liczyłabym na to że pies "sam" się nauczy czystości; podejrzewam że jesteście teraz na etapie na ktorym (tak mi się przynajmniej zdaje) zostaje całkiem sporo yorków... Czyli "dobrze jest się załatwiać w domu, dobrze i na zewnątrz". :( Ale - tu uwaga, będzie POCIESZAJĄCO - fajna sprawa, że masz, jak widzę, dom z ogrodem do ktorego bydlęctwo wybiega. Pomyśl o biednych blokowiczach/kamienicznikach :D , ci mają gorzej.... (na ogół odkrycie że komuś jest gorzej działa mobilizująco, tudzież uspokajająco :) - czy na Ciebie też tak wpłynęło? :) ). Prawda jest taka, że tu nie ma odkrywczych cudownych metod. Pies załatwia się w domu nawykowo - jedyną możliwością zmiany w przypadku tak zakorzenionych nawyków jest uniemożliwienie psiakowi powtórzenia zachowania. Kuracja może być - dla właścicieli - szokująca. Przez kilka dni (hm, zbliża się długi weekend... podpowiem) psiak ma być pod nieustanną kontrolą. A jak pisze "nieustanna" to znaczy to dokładnie TO. Czyli nie ma to tamto, nie ma wiary że właśnie się wysiusiał więc można dac spokój - nie, przez kilka dni piesek nie przewala się z innymi potworami, tylko jest na kolanach u pańci, albo przytroczony na smyczy do tejże pańci, albo mieszka w klatce. Nie wolno na pół minuty spuścić go z oka. Na dworze też nie polega to na tym, że go wypuszczamy i mamy z głowy - proponuję wymuszać ruch po ogródku, nawet na smyczce, ewentualnie luzem, ale z osobą towarzysząca, która - jeśli zwierzowi zdarzy się posikanie - chwali go bardzo miło i daje żółty serek w nagrodę. W domu też po to przechodzimy tę gehennę daltego, żeby wyłapać moment w ktorym psiak jeszcze nie sika, ale już się do tego szykuje. Wtedy nie karcimy go ani nie straszymy - jedyne, co tak naprawdę wolno nam zrobić, jest złapanie go i wyniesienie na dwór. Jasna sprawa że stąd te wyśrubowane wymogi co do bezustannej kontroli - bo inaczej to możemy sobie co najwyżej kałużę wytrzeć, kiedy minie nam stan "opadniętych jak płetwy rąk". Największym błędem właścicieli jaki notorycznie popełniają jest (jeden z grzechów głównych, uwaga) - lenistwo. Przypilnują pieska dwie godziny - i dochodzą do wniosku że to jest tak wyczerpujące, że się przeżyć nie da... w związku z czym przy najbliższej nadarzającej się okazji niedopilnowany pies znowu nasika w domu i wszyscy wracają do punktu wyjscia. I tak można się bawić przez parę lat - co zresztą uprawia wielu yorkowłascicieli. :lol: Zaciśnij zęby, pomyśl że pokatujesz się przez dwa, trzy dni teraz - ale za to na najbliższe piętnaście lat będziesz mieć spokój.
  13. Hm, większość terierow reaguje raczej agresją, niż wycofaniem się lub uległością, na reakcje stresogenne. :D Myślę że, po pierwsze, maly potwor trochę się obawia facetów - no i wpadł na pomysl że atak to dobry sposób na rozladowanie napięcia jakie odczuwa. Przy kilku psach jest jeszcze gorzej, bo tworzą stado, no i pies czuje się pewniej w takiej gromadzie. A jak inne psy reagują na gości...? >Ciekawe jest to, że dopuki gość siedzi to on leży spokojnie No pewnie - uważa że ma wszystko pod kontrolą... >nawet daje się znajomym pogłaskać ( choć widać,że robi to niechętnie ). Nie ma wyjścia. Tak uważa... BTW i tak dobrze, że nie próbuje się wbić komuś w rękę - to dopiero by było kłopotliwe. :lol: Może na razie nie namawiaj gości żeby za bardzo się z tymi pieszczotami pchali, a lepiej niech machają wielkim, soczystym plastrem szynki ktory sobie potworek będzie odgryzał po kawałeczku. Chodzi o niewymuszony kontakt z gościem, ktory pies może przerwać w każdej chwili, o kontakt, o ktorym decyzję podejmuje pies, a nie jest do niego zmuszany (siłą rzeczy - ręka zbliża się i go głaszcze, czy tego chce, czy nie - pod presją wygrażającej palcem pańci...). :D
  14. Alutka, rada jest jedna - reagować zanim dojdzie do bliskiego spotkania psich ząbków ze spodniami... :D BTW nie bardzo rozumiem jak to wygląda - co robi, kiedy mu mówisz żeby NIE MA MOWY żeby się tak zachowywać...?
  15. Patrz, a u moich potworów dolegliwości zdrowotne sie skończyły przy całkowitym odstawieniu karm przemysłowych - i to tych z "najwyższej półki". Osobiste doświadczenie moje i moich nawroconych na natural znajomych :D każe mi się opowiedzieć za gotowanym... BTW podobno najzdrowsza jednak koninka. Ewentualnie drób w postaci strusia :) (bo te mniejsze kuraki to faszerują antybiotykami). Ja karmie wołowiną i cielęcymi atrakcjami - ale broń Boże z supermarketu, tylko od "sprawdzonego" rolnika.
  16. A ja dalej będę z uporem marudzić - a psychika... a gdzież w ogóle miejsce na myślenie o psychice... :( :( :(
  17. >To co im kupic, skoro Royala nie lubią? Ja chyba oszaleję Yyy... będę strzelać: cielęce podroby + trochę wołowinki ew. koniny (pyyychaaaa) + ryżyk + warzywka? 8) :lol:
  18. A czy dbają w równym stopniu o charakter rasy...? Bo ja, przyznam, załamuję ręce. Dla każdego właściciela jego piesek jest naj, naj, i w ogóle - i tego nie neguję - ale widzę jak charakter i temperament yorków zmienił się w ciągu kilku pokoleń. Obecnie mamy pieski baaardzo delikatne, z tendencją do zamykania się w sobie, coraz słabsze popędy, za to wybija zbytnia nerwowość :( . Część piesków, jak to w rasach hodowanych "na wygląd" staje się z kolei - no jakby to delikatnie ująć... - cokolwiek "pluszakowata". Wiem, dla hodowcy to ideał - żeby to-to dało się ładnie ustawić i nie protestowało gdy mu kosmicznie wyciągają szyję :evil: - ale potem sprobujcie cokolwiek osiągnąć gdy się chce z pieskiem cokolwiek porobić... coś więcej, niż chodzenie po ringu. Co mam mojej ukochanej rasie do zarzucenia - że w obecnej chwili pieski te "udają" temperament, "udają" współpracę, "udają" kontakt. Ech, to se ne vrati...? :cry:
  19. To może przypomnę w czym rzecz: "Kika od szczęnięcia była socjalizowana z psami, dużymi, małymi- wszystkimi.Bawiła się z nimi, świetnie dogadywała- zero problemów.Teraz..pies podchodzi, wydaje się, że jest okey, zainteresowanie ze strony obu psów, zero ingerencji ze strony właścicieli, pies próbuje powąchac Kikę pod kuperkiem...i zaczyna się Kika rzuca się na niego z zębiskami ...Nigdy tak się nie zachowywała, nie wiem czym to jest spowodowane (chociaż podejrzewam, że to przez ostatni brak kontaktu z psami, z którymi zawsze się bawiła - przeprowadzka do innego kraju). Miała już dwa razy cieczkę, przeszła przez ciążę urojoną. Jest bardzo usłuchana, nawet gdy zobaczy kota, za którym chętnie by pobiegła ( mało tego- nawet w czasie gonitwy za tym kotem) na zawołanie z radością szybko pojawia się przy nodze . Boimy się jednak o nią, w koncu wielki pies może odpowiedziec atakiem" Ola, szczerze - to, co mi się zdaje. Suczysko dorosło i nie ma taryfy ulgowej u innych psów. Na dodatek straciła już tę cudowną dziecięcą ufność i wiarę w to, że świat jest bardzo przyjaznym miejscem. :cry: Kika jest psem bardzo małej rasy. Każdy psi konus jest od niej większy - no, chyba że spotykacie same chihuahua. :D To dla psa niekomfortowa sytuacja. Bardzo często my, właściciele miniatur, wpadamy w pułapkę opowieści o socjalizacji - itd, itp - i, w chwalebnym pragnieniu udowodnienia że nie każdy właściciel malego pieska jest rozhisteryzowanym typkiem co to łapie psa na ręce i na dodatek wrzeszczy na widok każdego psa większego od pinczerka - trochę tak.... pchamy te nasze psy na spotkanie z innymi. Jak zawsze, zasada "złotego środka" jest jednak najlepsza. ZAWSZE przyglądaj się suczce bardzo uważnie i staraj się ocenić sytuację. To jednak trochę widać, kiedy sucz zaczyna czuć się nieswojo. A ona po prostu wymyśliła sobie, że będzie odganiać te wszystkie piętrzące się nad nią jak góra psiska - bo się zwyczajnie trochę ich boi. Nie mówię żeby bardzo unikać kontaktow z psami, ale - tak naprawde - to nie ma specjalnie dużo danych mowiących o tym, żeby dorosly pies mial z natury zaprzyjaźniać się z psami z innego stada. Tak naprawdę w takich kontaktach psy nie są wcale bardzo socjalne. To tylko właściciele marzą o sytuacji w ktorej pieski będą się razem "bawić". E tam. Nawet jak popatrzeć na grupę psiarzy z pupilkami w parku czy na łące, dokładnie widać, że - oprocz przypadków gdy szaleją razem szczenięta - to dorosłe psy są niby obok siebie, a trochę jednak - osobno. I że często interakcja z innymi psami sporo je kosztuje. Bo w takiej grupie zawsze znajdzie się dominujący nachał ciągle ustawiający pozostałe... i pies obsesyjnie pilnujący własności... i pies nieśmiały przeżywający męki strachu (przy totalnej niewiedzy właściciela!!!). Dlatego tak calkiem na ucho powiem że uważam że fajnie jest kiedy piesek kontaktuje sięz psami, ale tak, żeby to było jakieś 10-15 % czasu całego spaceru. Nie przejmuj się zatem tym, że suczysko nie jest towarzyskie. Być może psi panowie wąchający ją pod kuprem po prostu przekraczają w pewnym momencie granicę... spoufalenia - i obrywają. Dopóki Kika nie wyprawia czegoś w stylu "niespodziewany atak na jakiegokolwiek psa w zasięgu wzroku", a trochę się po prostu broni - to raczej jej nie karć za to. Może lepiej staraj się poruszać wraz z nią, wręcz wymuszając ruch, tak, zeby mała nie czuła się osaczona przez takiego jednego z drugim wąchacza. No i można pamiętać o tym, że w przypadku zbliżania się naprawdę dużego albo jakiegoś przerażającego psa (np. ... sapiący buldożek francuski, a jakże) istnieje coś takiego jak tzw. pozycja bezpieczna dla psa. Czyli można kucnąć nad suczką, w ten sposob, że spomiędzy nóg właściciela wystaje tylko psia głowa. Często to trochę pomaga miniaturce przeżyć stres związany z kontaktem z psim potworem. :)
  20. Droga Marto, jedyną dobrą drogą jest chyba droga "małych kroków". Tzn. kiedy zaczynamy się zajmować wszystkimi problemami, nie zajmujemy się w odpowiednim zakresie ŻADNYM. :) Padło pytanie o jedzenie mięsa - ano, ja jadam i to nawet z lubością :D - ale udało mi się ustalić specyficzną procedurę jego zakupu. 8) - i tym, co mogę zrobić, jest kupowanie od człowieka u ktorego to "mięsko" się na pastwisku pasało, albo przez całe życie w błotku tarzało. Koniec mięska nie był przyjemny, jak każdy koniec każdego mięska na tej Ziemi (włacznie z czlowiekiem) ale przynajmniej nie narażono go na koszmar dlugiego transportu i... w zyciu mialo dośc fajne, "naturalne" warunki. Dla mnie to owszem, kłopot związany z zakupem takiego mięska (nie kupuję w sklepie ani w supermarkecie) ale powiedzmy, hmmmm...., jako zdeklarowany mięsożerca tyle moge uczynić - wspierając bardzo naturalne a nie przemyslowe metody utrzymywania i hodowli zwierząt rzeźnych.
  21. Berek

    Kopuluje...

    Rzaba, w jakim wieku jest Werterek? Jeśli jest młodym chłopakiem, to na razie się nie przejmuj. Normalny etap w rozwoju - odpowiednik naładowanego hormonami ludzkiego nastolatka ktoremu, cóż, "te sprawy" w głowie. :D Nie karć go, bo to się mija z celem. Ciebie drażni, ale to jest BIOLOGIA, natura, tak po prostu jest. Zdarzają się starsze psy ktorym ten nawyk zostaje - w zależności od tego jak się objawia, jest to oznaka niepodporzadkowania, albo znak że mamy do czynienia z intelignetnym, energicznym psem ktoremu nie zapewniono w życiu odpowiednio dużo zajęcia (fizycznego i intelektualnego). Jeśli bardzo Cię to męczy, to sprobuj odwracać uwagę psiaka przez zaproponowanie mu natychmiast bardzo zywiołowej zabawy (ale, jeśli to kwestia "trudnego" wieku, to śmiem wątpić czy uda Ci się w 100%).
  22. "Paulina w 100% zgadzam się z Toba, ale nie zaprzecze ze mówie mojemu "chodz na raczki hihih." Daga, to SUPER. Właśnie dokladnie o to chodzi - nie o to, żeby nie nosić yorka na rękach w ogóle, ale za każdym razem go o tym UPRZEDZAĆ. >Mało jest osob ktore tak nie robia poprostu nie mozemy sie oprzec im haha, Dopóki mowisz psu że zaraz pojedzie w górę - jest bardzo O.K. >ale zeby ktos od razu kogos gryzl po podejsciu, zblizeniu sie to juz >lekka przesada ... przeciez one nie maja byc agresywne prawda? Problem w tym że wiele osób niezbyt zwraca uwagę na to, że majądo czynienia z żywym zwierzątkiem. Kochają, niuniają, pieszczą, owszem - ale zapominają że to jest pies. :x Jeśli piesek ma delikatny albo mało stabilny charakter, takie nagłe podrywanie w górę coraz bardziej go stresuje. Z czasem wyrabia się w nim odruch grzyzienia na widok zbliżających się ludzkich rąk. Na nasze przekladając, "myśli" tak: o rany, o nie, za chwilę znowu mnie będą miętolić, podniosą mnie, a ja nieeee chcę, muszę się bronić!". Najczęściej sami właściciele generujątakie problemy, ze zwyczajnej nieświadomości. Co więcej, szału dostająkiedy się im zasugeruje że nie postępują ze swoim pieskiem odpowiednio. :D Bo przecież naprawdę go kochają i sądzą że mu ptasiego mleczka nie brakuje. A tu nie ptasiego mleczka potrzeba, tylko podejścia jak do psa, a nie bawidełka. Obserwuję właścicieli psów z grupy "toy" na wystawach i w żadnej innej grupie nie widzę tyle niezrozumienia i złego podejścia do psów, co w tej. Przestawianie, przesuwanie, macanie, za dużo dzialania fizycznego przełamującego psa. To pewnie taki odruch związany z mikrymi wymiarami pieska. Z rottweilerem by człowiek probował się pewnie trochę najpierw porozumieć. :)
  23. >Bo tego się pieska nie odzwyczaji Alutka - zapewniam, że się da. 8) Słowo daję. A tak w ogóle, to bardzo często yorkom zdarzają się takie jazdy z gryzieniem przez fakt fatalnego prowadzenia przez właścicieli - typowe, klasyczne gryzienie ze strachu. Niestety wielu yorkowłaścicieli ma tendencje do przesuwania ich, popychania, gwałtownego porywania na ręce. Niewiele rzeczy gorszych może się psu przytrafić. Kto ma odruch ustawiania się do swojego yorka bokiem? A kto od najmłodszych lat przyzwyczajał go do jednego krotkiego hasełka wypowiadanego zawsze przed wzięciem na ręce...? Takie drobiazgi, a wybitnie ułatwiają życie yorkom i... otoczeniu. Wystarczy sobie wyobrazić na co byśmy sobie pozwalali (i im) gdyby były one owczarkami niemieckimi. To baaaardzo dobre ćwiczenie pobudzające wyobraźnię. :D
  24. Małe pytanko - zadanie "na przemyślenie". Cytat: "uwielbiam Nikusia, przekochany psinka, choc zcasemz adziorny, nie sposluszny, szczeka na wszystkich i wszystko! obok niego nie przejdzie nikt by go nieoszczekal.czasem potrafi zlapac za nogawke.tak to tez potrafi.czasem ktos mu nie pasuje" Pytanie: czemu wiele osób nie lubi yorkow, albo źle o nich mówi...? Odpowiedź: Bo.... .... .... .... - czyż ten cytat wiele nie wyjaśnia...? :o :D
  25. Wind :D - kewlarową cienką linkę sprzedawaną na metry widziałam w sklepie "linki, sznury, taśmy" w Warszawie przy ulicy Śniadeckich (w bok od pl. Konstytucji). Na Grzybowskim też ponoć jest. W ogóle trzeba szukac w specjalistycznych sklepach ze sznurami, tam, gdzie zaopatrują się alpiniści i żeglarze. Maleńkie karabińczyki zdarzająsię w sklepach z artykułami dla zwierząt. Linkę zazwyczaj spiekam po przełożeniu przez karabińczyk nad plomieniem świecy, dla pewności obwiązuję mocną nicią - wtedy nie ma potrzeby robić dużych węzłów.
×
×
  • Create New...