Manu
Members-
Posts
2652 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Manu
-
Pamiętam... :( Kurka, czemu nie ma takich wyjazdów z psami ?! :evil:
-
To teraz będzie odrobinkę sprostowań. :oops: Rotti, bardzo możliwe, że tych górek w wolierze jednak nie ma... :lol: Waldek twierdzi, że mnie się coś wydawało... :o A na ogół to ja go poprawiam... :o :lol: Ale to możliwe, wilki powykopywały sobie dołki, ja nie zwracałam na układ terenu naprawdę specjalnej uwagi, tylko na wilki, więc coś mi się mogło w pamięci pokręcić z powodu "kontrastu z dołkami"... Chyba w jakimś wtedy siedziałam...? :lol: Bo na pewno jest górka będąca wysepką na sadzawce w przyszłym Wilczym Parku - jest wystarczająco wysoka (około 1,5 metra), aby się nie pomylić... :wink: Co do mniejszej ilości spacerów z wilkami na smyczy to mogę dołożyć jeszcze taką informację: Waldek mówi, że w tym temacie Jacek powiedział "Za bardzo się do smyczy przyzwyczaiły" - daje to do myślenia i chyba zgodne jest z naszymi przemyśleniami, że oni chcą, aby wilki były jak najbardziej wilkami. Co do czesania wilków, to też podpytałam Waldka - kiedyś czesali, ale już zaprzestali - nie wie, dlaczego.... Co do ubitej zwierzyny... Zdobywają ją od myśliwych, którzy ją im sprzedają. A także trafia do nich zwierzyna zabita w wypadkach drogowych. jakoś sobie już wyrobili kontakty... 8) No, i to tyle na razie, co mi sie udało więcej dowiedzieć. Jak będę miała z powrotem w domu taką fajną książkę, to stamtąd mogę podać więcej informacji - o Stobnicy i nie tylko. 8) Oficjalnie chyba tak. Rozmawiałam dziś na przykład z koleżanką z Watahy i wiem od niej, że jest w Polsce przynajmniej jedno miejsce poza zoo, gdzie są trzymane wilki w sztucznych warunkach (coś jak dziki park, nie tylko z wilkami, ale nie pamiętam gdzie) i jest jakaś szansa na kontakt, ale... W Stobnicy masz na dzień dobry jakąś szansę na bezpośredni kontakt z nimi, a tam jest to kwestia znajomości. No i w Stobnicy są zdecydowanie najlepiej wychowane. 8) Sama pamiętam, ze czytałam o innych miejsca, które zoo na pewno nie były. Nie wiem, jak tam jest teraz. Jak książka będzie z powrotem, to służę właśnie tymi informacjami w szczegółach. A czy ja już o tym przypadkiem nie pisałam...? Zajrzyj no na początek, Rav. Za kilka dni wstawię tu więcej tekstu o tym, teraz też szczegółów już nie pamiętam. Poza tym wygodniej mi będzie zeskanować i skopiować. :D Poza Stobnicą niegdyś było więcej wilków żyjących na wolności - czasem uskuteczniały wycie w kierunku towarzyszy za siatką... :wink: Teraz jest ich malutko - głównie padły ofiarą kłusowników, może też wnyków założonych przez rolników itp... :cry: Grupa młodych wilków, z którymi kontakt jest dozwolony, to około 2,5 wilki z dwóch miotów (1 + 6) urodzonych już w Stobnicy. Każdy na ogół tak mysli (ja też tak sądziłam), że miejscem występowania wilków w Polsce jest część wschodnia i południowo-wschodnia. Tymczasem Puszcza Notecka była dawno temu terenem obfitującym w wilki, które się tam bardzo dobrze czuły, dopóki nie rozpoczęło się ich masowe tępienie... A to wiesz przecież, że na takie akcje ja jestem zawsze gotowa... :lol:
-
ehh... ja również... :roll: 8)
-
Rotti dzięki. :D Marta, myślę, że to możliwe i że starają się wymyślać coś w miarę swoich możliwości. Ja jednak nic o tym nie wiem. :( Wiesz, że trzy godz. to wbrew pozorom bardzo mało. :( Będąc już w wolierach bardzo często oddalałam się sama do wilków, podczas gdy reszta dłużej niż ja stała w grupce i rozmawiała. Jeśli byłam zbyt daleko, to nie uczestniczyłam w tej rozmowie - nie byłam się w stanie od wilków oderwać, ciągle między nimi krążyłam.... Ale wszystko jest do nadrobienia, spróbuję sie jeszcze dowiedzieć czegoś więcej. Mam nadzieję, że za jakis czas będę mogła odpowiedzieć na to pytanie, jak i inne, na które teraz nie znam odpowiedzi. :) Teren wolier jest dość bogaty w róznego rodzaju krzaki i małe drzewka iglaste (widac na zdjęciach). Są różne pniaki itp., oraz usypane małe wzniesienia. No i są doły wykopane przez wilki. Żadnych sadzawek nie ma, za mało tam miejsca, choć i miejsce może by się znalazło, ale brak pieniędzy na rzeczy typu sadzawka w wolierze czy jakieś specjalne urządzenia. Ponoć wilki uwielbiają wodę, tak mi mówili. Taka sadzawka (dość spora) z górką jako wysepką pośrodku jest już stworzona na terenie, który w przyszłości ma obejmować Wilczy Park (widziałam). Co do przetrwania w czasie upałów, to myslę, że nie ma problemu, gdyż woliery są od góry pokryte siatką i bardzo łatwo jest je zaciemnić. Kiedy tam byliśmy, była na niej warstwa śniegu. Dokładną wielkość wolier mam w książce, ale od pewniego czasu nie u mnie, więc postaram sie do tego wrócić później. Już teraz nie pamietam, co o tym pisałam, więc jeszcze raz. Wilczy Park mógłby juz istnieć, bo i miejsce jest i wilki odpowiednie są. Jednak brak pieniędzy. Ogrodzić taki duży teren na tyle skutecznie, aby nie uciekły, to kupa forsy, a oni jej nie mają. :( To jest budżetówka... Od Akademii Rolniczej tez dostają bardzo niewiele - właściwie to tylko na przetrwanie ledwo-ledwo... :( Z tym pytaniem wiążą się pytania, które Nie, nie, nie.... Absolutnie nie wolno ich wypuszczać luzem, nigdy chyba nie były tak puszczane - to nie psy ! Tzn. nigdy dorosłe. Może małe szkraby bywały puszczane trochę pod kontrolą... Dorosłe chyba nigdy, a już na pewno nie teraz. Nawet nie ma jak ich puścić na teren przyszłego Wilczego Parku - z powodu braku dostatecznego ogrodzenia. W życiu by się ich nie dowołali, chyba, że jakimś cudem któryś sam by przyszedł, bo akurat miał taki kaprys.... :lol: A poza tym strach, że sie gdzieś oddali i zostanie skłusowany. :( Słuchajcie, to okropne, jak jeszcze ludzie nienawidza wilków ! I jacy są bezkarni ! Jacek sam opowiadał, że np. ma dowód w postaci zdjęcia "walecznego myśliwego" i jego trofeum - zabitego wilka... nie wiem, chyba było to przed wejściem ustawy o ochronie wilka, bo przecież po to sprawa byłaby łatwa. Nie pamietam dokładnie, jak on to mówił, ale pamiętam, że nie mógł nic zrobić, aby sprawiedliwości stało się zadość, ze względu na "małą szkodliwość czynu". :evil: Obecnie jest już dość zrezygnowany w tematach tego typu, nie wierzy w skuteczność działań. Swego czasu szukał także możliwości ukarania tego Niemca, który założył sobie w Polsce hodowlę wilków, po czym olał sprawę. Większość wilków umarła tam w wyniku chorób z powodu straszliwych zaniedbań ! Pracownikom udało się wyciągnąć stamtąd 2 wilki (wadera zmarła jednak po roku, do teaz szczęśliwie żyje jeden wilk). Zostały tam wtedy trzy jeszcze, nie mogli ich wtedy zabrać, zjawili sie dopiero po ok. trzech miasiącach - po wilkach juz śladu nie było... :( Ścigał tego gościa nawet w Niemczech poprzez jakąś organizację, okazało się, że jest nie do ruszenia. :evil: Dobra, koniec tych smutnych historii... Pierwsza grupa wilków, ta nieurodzona w Stobnicy, była dawniej często, a teraz już rzadziej wyprowadzana na smyczy. Ta młodsza siódemka bywa wyprowadzana na smycz, ale nie przy wizytatorach, nie jako atrakcja. I nie pełni to funkcji spaceru tak, jak myślimy. Raczej jako nauki chodzenia na smyczy, bo ponoć przychodzi im to bardzo trudno. Po to mają być przyzwyczajone, aby przeprowadzenie wilka do jakiegoś miejsca (co jest sporadycznie potrzebne) nie sprawiało tyle problemów. Dawniej było nieco inaczej, częściej te spacery się zdarzały, ponoć obcy ludzie nawet w tym uczestniczyli. Teraz tak nie jest. Dlaczego ? Opiekunowie wilków też zdobywali swoją wiedzę w oparciu o błędy, jakie popełnili. Kiedyś pierwsza grupa wilków była o wiele bardziej kontaktowa, teraz nie opiekunowie nie pozwalają na bezpośredni z nimi kontakt. Dlaczego ? Bo zostały "zepsute", częściowo przez ludzi odwiedzających. Choćby przez te zabawę, która tak może zepsuć uzyskane wczesniej efekty "wychowawcze" (socjalizacja). Podejrzewam, że i to prowadzanie na smyczy narobiło sporo złego. Młodsza grupa doświadcza ich już dość rzadko. W końcu sa to wilki i oni chcą, aby tymi wilkami pozostały, aby móc obserwować jak najmniej skażone przez wpływ człowieka ich zachowania społeczne. Na socjalizację kładzie się tak duży nacisk bynajmniej nie ze względu na turystów , lecz po to, aby wilki się nie bały swoich opiekunów, (lub obcych lekarzy i innych) i można było przebywać wśród nich nie narażając ich na stres. Kiedy człowiek jest swój (a takie spojrzenie wilka na człowieka można osiągnąć tylko poprzez wczesną socjalizację z ludźmi), to pozwalają mu się zbadać, zaaplikować szczepionkę, lekarstwo, przeprowadzić z miejsca na miejsce, itp. Docelowo wilki mają dostać dla siebie duży obszar do życia, a na razie niestety czekają na lepsze czasy zamknięte w wolierach... :( (pod katenm przestrzeni życiowej mają życie podobne do wilków mieszkających w zoo). Generalnie wiem, że jedzą codziennie 1-2 kg mięsa każdy. Karmione są rankiem. Tego dnia np. kiedy przyjechaliśmy, były karmione o 9 i jest to chyba ich standardowa pora. Taki dzik, czy inne ubite zwierzę to rarytas, jaki im sie zdarza nie wiem, jak często... Może zalezy to od tego, czy opikunom uda sie załatwić jakieś ubite zwierzę. Nie mam pojęcia skąd. Sami przeciez nie polują na nie... Wątpię, aby dostawały żywe stworzenia do "upolowania"... Nic o tym nie wiem. Jakies wegetariańskie ? Nie pytałam się, ale Rotti pisała wczesniej gdzie indziej, że widziała, jak dawano im np. marchewkę. Na pewno jakieś warzywa dostają... Ale nie wiem, jak często i dużo. Nie wiem, naprawdę. Tak na zdrowy rozum jest to przecież zupełnie niepotrzebne. Tzn. wyczesywanie. W naturze nikt wilków nie czesze. Może i jest tak, że dla zabawy/sprawdzenia reakcji/czy z jakiegoś innego powodu bywają czesane - tego nie wiem. Jestem ciekawa, jakby reagowały. Ja myślę, że na pewno łapałyby za tę szczotkę, bo generalnie bardzo interesują sie wszystkim, co człowiek przy sobie ma: aparat musiałam chronić przez nimi, potrafią rękawiczkę z kieszeni wyciągnąć, zaintereseować sie szalikiem wystającym trochę koło szyi.... :lol: Więc czesanie ich byłoby chyba podobne do czesania młodego wariata husky nienawykłego do tego jeszcze - albo gorzej. :D Natomiast sprawdzany jest stan zdrowia skóry każdego z nich - to oczywiste. Jak i ogólny stan zdrowia. A to tez są pytania z serii tych, na które nie mam odpowiedzi, bo mniej ich słuchałam... Waldka akurat nie ma, zapytam go potem, czy Jacek coś w tym stylu opowiadał. Wiem tylko (i to już pisałam), bo sama się pytałam, że nie zdarzyło się, aby któryś próbował się przemknąć przez furtkę, kiedy wchodzi do nich opiekun. No, chyba uporałam się z wszystkimi pytaniami...? :D
-
Ponoć nie mają w ogóle, ale z tym to musieliśmy uwierzyć im na słowo, gdyż wtedy wilki pachniały dzikiem... 8) Kilka dni temu dostały ubitego dużego dzika (z którego nawiasem mówiąc znaleźliśmy jedynie kawałek łba) Sierść też im dzikiem pachniałam, bo się w nim tarzały... :roll: Potem my też tym dzikiem dość dokładnie pachnieliśmy... :wink: Dopiero dokumentne wyszorowanie twarzy i rąk (trzeba było jednak zadbać o higienę, choćby potem :lol: ) oraz zmiana ciuchów pomogła. Odrobinę o hierarchii już pisałam wcześniej. Człowiek tyle czyta o przestrzeganej hierarchii w ich codziennym życiu, ale nie zdaje sobie tak naprawdę sprawy, jak to się w 100 procentach sprawdza ! Naprawdę było to widać. Byłam świadkiem także tego, jak wilk alfa parokrotnie rzucał się z warkotem na niższego w hierarchii. Czasami to wyglądało na upomnienie niższego rangą wilka. A czasami, jakby po prostu "wyżywał" się na wilku omedze (była taka wadera), tak jak to dość często wilk/wilczyca alfa robi względem omegi. Wyglądało to wszystko niby groźnie, tak samo jak gardłowe powarkiwanie alfy na innego, jakie czasami się zdarzało. Uprzedzam pytanie - jakoś się w ogóle nie bałam, nawet, jesli akcja była tuż koło mnie. Dziwna jakas jestem...? :o Co do tego, czy był na początku zachowany jakiś porządek przy podchodzeniu do nas, to nie umiem Ci powiedzieć, bo zbyt wielkie wtedy były emocje, nie pamiętam... :roll: Ale już pisałam o dającej się zauważyć regule, że im wilk był niżej w hierarchii, tym chętniej do nas przychodził. Można takie było zawołać do siebie pojedynczym gestem, głosem, i przychodziły. Tymczasem wilk alfa (u wadery tak mi sie to nie rzuciło w oczy) przychodził i owszem, lizał po twarzy i owszem, ale wtedy, kiedy on miał na to ochotę. Do przytulania był bardzo niechętny i wymykał się za każdym razem. W ogóle był pełen godności i wyniosłości pewnej - zarąbisty był ! :D A inne czasami zachowywały się jak zwykłe psiaki chętne kontaktu z ludźmi. Standartem jest 2-godzinna wizyta, które obejmuje nie tylko wilki. Nam się udało być tak 3 godz., z czego 2 z wilkami. Myślę, że przy sprzyjających okolicznościach (kiedy akurat nie mieliby jakichś pilnych obowiązków), taką wizyte mozna jednak przedłużyć. 8) U wilków bylismy na dwa razy i śmieszne było, że kiedy weszlismy po raz drugi, to wilki trochę się jeszcze nami interesowały, ja starałam się dokończyć kliszę (a miałam jeszcze ponad połowę) - a po pewnym czasie wilki nas zwyczajnie olały. Już się nami znudziły... Każdy gdzies się pokładł, czy to pod drzewkiem, czy w wykopanym wczesniej dołku, różnie. I poszły spać. :D Znamienne jest to, że wilk alfa zrobił to ostatni, najdłużej sie kręcił i kiedy sie położył, to blisko nas i tak, żeby widzieć i nas i chyba wszystkie leżące wilki. 8) Nic się nie bałam !!! Jak już pisałam, może jakaś dziwna jestem... :-? Ale sympatia do wilków siedzi we mnie już od wczesnego dość dzieciństwa. Właściwie odkąd pamiętam zawsze budził we mnie pozytywne skojarzenia, które z czasem sie nasiliły. Siła rzeczy interesowałam sie nimi i zdobywałam z czasem coraz większa jakąs tam wiedzę na ich temat - więc w obliczu tych informacji, jakie o nich posiadałam, nie potrafiłam się ich bać, po prostu. Jak sobie przypomnę, kiedy z niecierpliwością czekałam na wejście, to mi się chce samej z siebie śmiać, bo musiało wyglądać to komicznie ! Na ogół zwierzę zamknięte w klatce chodzi wdłuż krat tam i z powrotem z chęcią wyjścia. Ja podobnie krążyłam wzdłuż krat, tyle, że na zewnątrz i z chęcią dostania się do środka !... :lol: Zgadza się. :D To znaczy nie pamietam, czy akurat z piątej strony, bo tę książkę ma teraz Fair_Play...
-
Mnie kiedyś też... :o O Stobnicy wiem od około roku i jest to chyba jedyne takie w Polsce miejsce... Były także prywatne inicjatywy w tym stylu, ale jedna na pewno okazała sie WIELKIM niewypałem, ale co ważniejsze, WIELKIM nieszczęściem dla wilków. Czy inne (nie tak znów wiele, z tego co pamietam, to jedna lub dwie) jeszcze istnieją, to nie wiem. Trzebaby to posprawdzać. A poza tym mysle, że wilki tam nie byłyby tak dobrze zsocjalizowane, aby dopuszczać kontakt obcych ludzi z nimi. O formalnościach pisałam na poprzedniej stronie. :D Co do umiejscowienia samej Stobnicy, to jest koło miejscowości Oborniki oraz Szamotuły, nad Poznaniem. Dokładnie tutaj Temu własnie służy wymóg wcześniejszej rezerwacji telefonicznej. Już oni sobie pilnują, aby im sie zbyt wielu chętnych na kontakt z wilkami nie zwaliło na głowę. Tzn. są przyjmowane wręcz całe wycieczki szkolne, ale nie mają szans wtedy wejść do nich. Bo przecież nie wybiorą kilku, bo byłby raban, że dlaczego oni, a nie my, itp... Pisałam już, że nas tam weszło na raz pięciu (licząc pracownika) - nie mam pojęcia, czy to jest limit. Bardzo ciekawe pytanie. :D I trudne do wytłumaczenia. Woliery to kilka połaczonych ze sobą średniej wielkości wybiegów zewsząt ogrodzonych (także od góry). Można je separować, ale chyba na ogół wilki biegają po całym obszarze. Od tyłu wolier znajdują się jeszcze dodatkowo mniejsze klatki, które też mogą być zamykane - ale to tak gwoli informacji, mało to ważne przy tym pytaniu. Z wchodzeniem i wychodzeniem poradzono sobie tak, że sa zbudowane dwa jakby przedsionki. Na tsałe otwarte i wilki sie poruszą w ich obrębie, tak jak na terenie całego wybiegu. Kiedy wchodził Jacek przez jedną z futrek, to po prostu wybierał dobry moment i tyle. Wchodził i od razu był przy wilkach. Zainteresowało mnie to, mówił, że jeszcze sie nie zdarzyło, aby któryś próbował wykorzystać sytuację, kiedy whcodzi pracownik i np. próbował się wymknąć - nie było takiej sytuacji. Dopiero przy wprowadzaniu ludzi zachowywane są środki ostrożności. Wilki były wyproszone :D z przedsionka, zamknął sie tam i dopiero nam otworzył furtkę. A dopiero jak znaleźlismy sie w środku i zamknął ją za nami - otworzył te dwie furtki dzielące przedsionek od reszty (były dwie, bo akurat ten przedsionek znajdował się gdzieś w połowie woliery i musiało być przejście na przestrzał, drugi przedsionek jest w roku). Może później Wam to rozrysuję. Nie dostalismy jakichś specjalnych wskazówek. To o zabawie dowiedziałam sie na końcu, kiedy zdarzyła się taka sytuacja. Była tylko jedna ważna wskazówka - nie pozwolić sie dominować przez nie. :D Kucanie lub nie, to było tylko i wyłącznie nasze ryzyko. Te wilki są niemożliwe i kucanie groziło natychmiastowym zalizaniem na smierć. :lol: I wywróceniem, bo ciężkie i silne sa bestie. Kiedy się na nas wspinały, coby nas po twarzy polizać, to trzeba się było dobrze w pionie trzymać. Co do śmiania - smiałam się tam non-stop - to chyba wynika z ich pierwszorzędnej socjalizacji z ludźmi, że nie odbierały tego szczerzeniua zębów negatywnie. W oczy też im często patrzyłam - one unikały na ogół mojego wzroku. Była jedna osoba, mama Paya, nie chciała jednak wejść, powiedziała, że jej wystarczy oglądanie wilków i nas tam w środku. :lol: Nie wiem, może sie bała...? Generalnie wszystkie były przyjazne, tylko jedne mniej, inne więcej. Osobniki (para) alfa były o wiele bardziej dostojne w zachowaniu, lizać lizały, ale przychodziły do nas wtedy, kiedy same tego chciały, a nie, kiedy je wołaliśmy do siebie. Celowo nawet to wypróbowywałam, ciężko było wilkowi alfa ("Demos" bodajże, ale nie pamiętam dobrze) zrobić dobre zdjęcie, albo jemu i jakiemuś ludziowi jednocześnie. Ale owszem, przychodził, wspinał się do lizania - było w nim i tej waderze alfa o wiele więcej niezależności i jakiejś wyniosłości. I dawało się łatwo zauważyć, że im wilki zdominowane w watasze były bardziej całuśne, chętniej sie przytulały lub pozwalały przytulać, przychodziły do nas często na zawołanie... Kiedy tam byłam, to pomimo, że trudno mi było je rozróżnić (wilk alfa się jedynie bardzo wyróżniał, również wielkością), to jakoś tak automatycznie wiedziałam, jaka jest mniej więcej pozycja osobników w watasze. To było widac jak na dłoni i to mnie chyba najbardziej zafascynowało, kiedy tam przebywałam. kurka, czas mi się skończył, musze lecieć ! Ciąg dalszy na pewno jutro ! P.S. O takie pytania mi właśnie chodziło ! :D Pytajcie, jak macie jakieś !
-
To są te sanie Aga. :D I widzisz Jacek, że to chyba nie kwestia perspektywy z tą długością płóz z tyłu. 8)
-
Juz Agacia wspomniała, ale potwierdze, że to na pewno Andrzej Wilczopolski "przesiadł" sie na grenlandy. Sa wspaniałe, zgadza się. :D I dodam jeszcze, że swoje malamuty dalej ma, dożywają u niego spokojnej starości. :D [nie doczytałam do konca, widze, że sobie już wyjaśniliście. 8) Prezenter mówiąc o Andrzeju miał na mysli Wilczopolskiego. Surówka to Mateusz.] Co do cen za mamutki, to na ogół sa to droższe psy od huskich i cena 1500 nie jest tak strasznie wygórowana. Ale zgadza się, można znaleźć spokojnie taniej.
-
A tak przy okazji :wink: to moje są całe derwniane i do sprintu, a te są do midów (chyba, tak mi sie wydaje :roll: ), albo może nawet i na long distance... Płozy z tyłu zdecydowanie dłuższe. Zamiast toboggan bed, mają krótsze siedzisko podobne jak w małych sankach. Zresztą kiedyś Ci wysyłałam zdjęcia sań drewnianych do sprintów (Roverlandu) - nasze takie są. :D
-
:evil: No właśnie, tego przedszkola nigdy Ci nie zapomnę !... :evilbat:
-
No niewątpliwie przegapiłam drugą wypowiedź Szybszego, pierwszą widziałam... :D Jeszcze coś przegapiłam...? 8)
-
Bardzo mi miło. :D Ja pobyt tam traktuję jako swoisty prezent od losu na Gwiazdkę... Wtedy był bardzo miły dla mnie, bo teraz to wręcz przeciwnie... Ale cóż, tak bywa... :-? A TUTAJ jest zdjęcie tego białego owczarka maerykańsko-kanadyjskiego. Uwaga, zdjęcie ma około 180 kb.
-
A może po prostu Szybszy ugryzł się w język... :roll: Ty też być czasem mógł...! :evil:
-
Co czułam ? Ogólnie to mało o tym piszę, bo mam wrażenie, że opisywanie tego słowami to jak jakieś ...mało efektywne... Nie wiem, jakich wyrażeń użyć, aby nie były jakieś sztuczne, puste, mało orginalne, więc wolę akurat w tym wypadku milczeć. Zbyt wielkie wrażenie na mnie to wszystko zrobiło... Ale mogę napisac, że jadąc tam byłam nastawiona na kontakt z tymi wilkami, wręcz nie wyobrażałam sobie, aby ich nie móc dotknąć. Waldek, Pay i jego rodzinka najlepiej wiedzą, jak czekałam, choc starałam sie być spokojna i cierpliwa. :D A na dodatek Jacek mnie torturował, bo najpierw nas zaprowadził do tarpanów, tez fajnych, ale mnie do wilków ciągnęło ! Tym badziej, że je mijaliśmy w pewniej odległości. Ile mnie to kosztowało, aby się nie zachować jak dziecko i nie polecieć w kierunku tych wolier zostawiając ich, to nie macie pojęcia ! 8) Wiedziałam, że do niektórych wilków ludzie sa dopusczczani, nie wiedziałam tylko, jakie zasady tym kierują. Sporo się teraz pozmieniało... Ale w najśmielszych marzeniach nie sądziłam, że te wilki są tak przyjaźnie nastawione do ludzi i że to takie lizusy i :o Były wychowywane od 12 dnia życia przez Jacka Więckowskiego i innych, którzy przebywali z nimi niemal 24 godz. na dobę. Na początku przez pierwsze miesiące (nie pamietam dokładnie, ile) w domu. Potem już w wolierach. Oni tam spali nawet z tymi wilkami ! Zsocjalizowane z ludźmi są genialnie ! Oj, z tym, o czym mówię, wiąże się tyle pobocznych tematów. Będę starała się dopisywać z czasem resztę... Przyznam sie też, że wyniosłam z tamtąd ciekawą naukę. Nie wiedziałąm o jednej rzeczy, nie wiem, czy ktoś z Was wiedział... Okazuje się, że z wilkami bawić się nie wolno. To je "psuje". Czyli psuje wynik socjalizacji z ludźmi, powoduje, że wilki zbyt wiele sobie wobec tego człowieka podczas zabawy pozwalają, a tym samym w ogóle wobec człowieka już potem.To znaczy jestem przekonana, że takie zabawy są dopuszczalne w jakimś stopniu, można je stosować, kiedy robią to doświadczeni w kontaktach z wilkami ludzie. Zabawa z wilkami musi byc bardzo trudna, trudna w tym sensie, że ciężko być pewnym, kiedy dane zachowania są niewinną zabawą, a kiedy wilki zaczynają odgrywac jakąś rolę sprowadzając człowieka do pozycji, w której np. dla własnego bezpieczeństwa nie powinien być. Bo wilk może np. zastosować pozorowany atak i człowieka nie ochroni twarda skóra ani grube futro. Albo co gorzej, zaczynają stosować podczas zabawy różne dominacyjne zachowania. Moje doświadczenie: już pod koniec wizyty, jedna wadera leżała sobie przede mną poddając sie głaskaniu po bokach i troche brzuchu, ale po jakimś czasie zaczęła łapać mnie (dośc delikatnie, ale jednak) zębami za palce - podszczypywać... Coś, co u psów zdarza sie nagminnie i jest przez człowieka często lekceważone u wilków jest niedopuszczalne ! Jacek powiedział, że muszę natychmiast przerwać taką "zabawę". Pytałaś o Borysa ? Tego super groźnego i wielce niebezpiecznego czarnego teriera rosyjskiego ? :wink: Dawno nie widziałam takiego paradoksu ! Rasa ponoć bardzo agresywna, hodowana np. przez ludzi Stalina w celu pilnowania więźniów - a tutaj taki przymiluch. :D Pierwszy raz zresztą widziałą na zywo przedstawiciela tej rasy. A także przedstawiciela rasy biały owczarek amerykańsko-kanadyjskiego. :D Bardzo ładny pies ! Nazywa sie Chinook :D i o ile dobrze zrozumiałam, to był pierwszym psem tej rasy w Polsce. Mam też jego zdjęcie, powinnam je też w zasadzie zeskanować i pokazać. :)
-
No lepiej chciej, co ? Nie żebym Cie tak lubiła (no kto by lubił taką okropną Agacię...? :o :wink: ), ale taniej będzie, wiesz...? 8) :lol: P.S. Gitara będzie, Azja też niech koniecznie będzie... :D
-
Agacia, czyżbyś z nami spać nie chciała ?! :evil: Tak Ci się we znaki wdaliśmy...? :o :(
-
Przekopiuję na razie swoje słowa, gdzieniegdzie uaktualnione, z innego topiku. To tak dla tych, którzy nie wiedzą, co to za miejsce, w którym byłam. Stacja Doświadczalna w Stobnicy pod egidą Akademii Rolniczej w Poznaniu, czyli placówka naukowa. :D Aby ich odwiedzić, trzeba koniecznie najpierw zadzwonić - tel. (061) 291 36 39. Można ich odwiedzać od wtorku do soboty w godz. 11:00(?)-15:00. Opłata teraz wynosi 8 zł i bardzo dobrze, bo dawne 3 zł a potem 5 zł to moim zdaniem zdecydowanie za mało było... Tu jest link do ich strony. W poprzednim roku było tam 13 wilków (6 basiorów, 7 wader), z czego 7 urodziło sie w Stacji Badawczej. Teraz jest 12, bo jedna wadera powędrowała do jakiegoś zoo. Generalnie wilki urodzone już w Stobnicy są nastawione przyjaźnie do ludzi i czesto (choć nie zawsze) pozwala się na ich bezpośredni kontakt z ludźmi. Zależy to od wielkości grupy zwiedzających, sa jakieś limity. Nas najwięcej na raz było w środku woliery 5 osób razem z pracownikiem. Poza tym myslę, że sporo zalezy też od człowieka (zwiedzającego), albo od okreslonej sytuacji i nie zawsze ten full contact jest sprawą absolutnie pewną. Co do wilków, które znalazły sie w Stobnicy w wyniku róznych zawirowań życiowych, to dawniej kontakt był możliwy, teraz już nie. Bardzo to było ciekawe posłuchać o tym, jak to wyglądało wcześnie, a jak teraz i dlaczego. Generalnie Jacek Więckowski, który nas oprowadzał, to niesamowity człowiek, szalony w jakimś sensie - w podobnym stylu co i my, szpicomaniaki :wink: , choć chyba jednak bardziej. Dla niego Stacja to całe życie, poświęca się temu w stopniu daaaaleeeko większym niż możnaby tego wymagać od pracownika. Oprócz tego są tam inni ludzie związani z Akademią Rolniczą w Poznaniu: profesor Andrzej Bereszyński, doktorantka i inni (studenci wolontariusze). Wilków się tam nie hoduje ot tak. Stanowią cel badawczy, bada się ich behawioryzm (zachowania społeczne), biologię, aby je lepiej poznać i chronić w Polsce. W sytuacji kryzysowej, gdyby nie daj Boże wyginęły wilki żyjące na wolności (co się nie powinno stać mając na uwadze obecną ustawę o ich całkowitej ochronie), wilki w Stobnicy i w innych miejscach jak zoo stanowią bank genów dla reintrodukcji. Poza tym mozna pokazywac wilki ludziom (dzieciom) i w ten sposób zmieniać mylne poglądy na ich temat. W trakcie tworzenia jest Wilczy Park (na terenie Puszczy Noteckiej), gdzie żyć będą wilki urodzone już w Stobnicy. Miejsce jest, wilki już są, brak jest pieniędzy. :( To jest budżetówka i oni tam naprawdę biedują... Każde wsparcie finansowe jest cenne a sponsorów jak na lekarstwo. Każdy zakup pamiątek u nich, czy opłata za wejście w ogóle, jest dla nich także taką formą wsparcia. Przy okazji zawodów w uciągach organizowanych przez Watahę w Łodzi zbierałam datki dla Stacji (rozdawałam naklejki i foldery). Także molestowałam :D Szpicomaniaków, kiedy się spotkaliśmy na zawodach w Sobótce. W ten sposób mogliśmy odrobinę pomóc, choć to i tak na pewno była skromna suma przy ich potrzebach. To było tak tytułem wprowadzenia. Ten opis jest taki dość powierzchowny, jest jeszcze pełno szczegółów. Jak kogoś coś interesuje, niech pyta śmiało. :D Ja bardzo chętnie i wyczerpująco odpowiem na wszystkie pytania w miarę swojej wiedzy. Po prostu trudno mi pisać tak sobie a muzom... Bardziej mi sie podoba metoda dręczenia mnie pytaniami. :wink:
-
Już są TUTAJ, w odpowiedniej 8) ikonie zdjęcia... :D Uff.... mogę iść spać... *********** Powyższy link nie działa - zdjęcia są tutaj :D
-
Dobra, Tajraga, tylko ja nie moge przecież dzwonic za każdym razem, kiedy sytuacja się zmieni. Będę pamiętać, że jedziesz z facetem :) , ale poczekam jeszcze do jutra na deklaracje Rava, Agacika i ewentualnych innych osób chętnych do wspólnego pokoju - aby za jednym zamachem załatwić to telefonicznie. Jeśli ktoś jeszcze chce byc w osobnym pokoju, to telefon podałam. 8)
-
No takie poszukiwania może dobrze by Ci zrobiły... 8) No masz (macie wszyscy) tu numer: (033)855 60 49.
-
Ja juz znalazłam nocleg - wydaje mi sie, że dobry. :D Od pensjonatu jest to 71 nr wcześniej, co nota bene daje 2 km odległości... :o Ale według Internetu jest to najbliższy do biura zawodów (i wieczora maszerów) nocleg. :D A spanie w tym pensjonacie nie wchodzi w rachubę - za drogo. Mowa o Szkolnym Schronisku Młodziezowym "Zaolzianka". Cennik: - w pokoju 2-os. (jest 1) cena ...?/os. - w pokoju 3-os. (jest 1) cena 20/os. - w pokoju 4-os. (są 2) cena 20/os. - w pokoju wieloosobowym od 5 do 8 os.(nie wiem, ile ich jest) cena 15 zł/os. Jest możliwe, że uda sie namówić dyrektorke, by wziąć psy do pokoju. Na razie wiem, że w razie czego jest w budynku pomieszczenie, gdzie w przyszłości coś ma być, chyba kawiarnia) i tam można na noc umieścić pieski. Nie jest to wprawdzie tak atrakcyjne miejsce jak stodoła :D we Wrockach, ale też coś. Na razie zarezerwowałam pokój 5-osobowy, ale jeszcze liczbę osób można powiększyć. Te 3 miejsca to tak na oko dla Agacika, Tajragi i Rava. Jacek, jeśli zdecydujesz sie też jechać, to dawaj szybko znać ! I ktokolwiek inny także. Agnieszka, Ty z mamą masz już nocleg ? Fajnie by było być w jednym miejscu...
-
Hmm... Jacek, co mnie mogło wczoraj powstrzymywać ?... :o 8) "Wczoraj", gdyż w pierwszym poście właśnie piątek miałam na myśli, wydawało mi się, że piszę jeszcze w piatek... ********* Siiichooo... skanuję odbitki właśnie, bo na skany z negatywu szybko się nie doczekam. Najpierw będzie oglądanie zdjęć, a potem dopiero relacja. I tak chyba większość się ucieszy na taką kolejność... :) Nie stać mnie dziś (i wczoraj i jutro) duchowo na emocjonujące opisy, gdyż brak mi niezbędnej ku temu pogody ducha. :evil: "Sprawiedliwy" los postanowił chyba zadbać o równowagę w przyrodzie odnośnie mojej osoby i równo mnie udeptał ! :x Po jednych z najlepszych dla mnie chwil w tym roku (a w sporej części i w życiu) nastąpiły jedne z najgorszych... :( Przykro mi, do odwołania jestem niedysponowana emocjonalnie...
-
... No jak słowo daję ! :x Miałam już tyle napisane, i zawiesił mi się Explorer ! :cry: A tekstu starczyłoby na wypełnienie całego ekranu monitora... Teraz będę robić chyba kopię zapasową...! :evil: No załamka... :( idę spać (późno już) - jutro do tego wrócę. Nie bijcie...
-
Zapraszam do oglądania wilków na forum ! :)
Manu replied to Manu's topic in Grupa 'Extra' - Dzikie psowate...
Ale mnie męczycie... :lol: Wczoraj wróciłam późno i nawet siedząc przy kompie do północy (chyba później...? :hmmmm: ) nie zdążyłam. Nie chcę się rozdrabniac na drobne, tylko ładnie opisać wszystko. Dziś wieczorem (b. późnym) powinno mi sie udać. Coś mam kuna mało czasu. :( Dziś komputer właczyłam dopiero tuż przed 20:00... -
Dałam Ci lepszą alternatywę, wybieraj. 8) Na rozrysowanie nie mam czasu, na opis tym bardziej, cyfrówki nie mam, przyjeżdżaj... :D