Jump to content
Dogomania

Manu

Members
  • Posts

    2652
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Manu

  1. Cobra, dzięki, że o mnie pamiętałeś ! :angel: :D Co to znaczy, że nie zapomnisz chrapania Rava...? :o Jak spaliście ??? Wieczór Maszera był gorszy, niż w Lublińcu ? Dlaczego ? Co ludzi tak zdołowało ? Własnym oczom nie wierze, że na stronie Extreme dalej nie ma info ? Co im się stało ??? Zawsze tak szybko podawali wyniki i zdjęcia były.... Ale pytań.... :-?
  2. Czeeeeść....!
  3. Hej, sa niższe ceny ! No i gdzieś na pewno widziałam zdjęcia bucików... :hmmmm: Wydaje mi się, że w sklepie z Lodowego Jeziora. Ale strona jakoś nie działa od dłuższego czasu... :-? W Rowerlandzie za to są od 6 zł, ale zdjęć tam nie ma. TU, w Serwisie Polskich Maszerów buciki są po 6 zł, zdjęć brak.
  4. Zgadzam się z tym !!! SH też podobnie napisała. :) Często tak mówię, bo nawet ja się muszę czasem tłumaczyć, a mam tylko 2 psy w bloku... Oczywiście w grę wchodzi też zapewnienie psom dobrych warunków, bo nie zniosłabym np. widoku psów mieszkających w bloku, ale na siłę trzymanych w klatce przez dużą część dnia, aby nie demolowały. A tak bywa... No i nie mówię tu o takich sytuacjach, kiedy pies/psy uwielbiają spać, przebywać w swojej klatce niezamkniete, bo tak też bywa. Ale ja mam jedno pytanie. Zawsze mnie to interesowało. Mam dwa psu w domu, drugiego wzięliśmy psa z wyboru. Ale są tacy, co mają parkę w bloku i suki nie chcą sterylizować ze względu na hodowlę (czy tam inne) ? Jak je separujecie, kiedy ma cieczkę, jak sobie ogólnie radzicie ? Ja sobie takiej sytuacji nie wyobrażałam i dlatego drugi też jest pies.
  5. Dzięki Wam wszystkim, kochani, za troskę. Za życzenia powrotu do zdrowia jeszcze nie dziękuję, nie chcę zapeszyć... Wiecie, jak na razie wszystko, co można teraz ocenić, wygląda OK. Manu jest zaskakująco grzeczny. Teraz ja jestem na górze, on lezy w przedpokoju na dole i co chwile do niego zaglądam, aby w razie czego wnieść po schodach na górę do siebie. Ale grzeczny jest.... :o Wczoraj bardzo szybko doszedł do siebie. Nie dostał typowej mocnej narkozy, tylko coś mocno oszłamiającego, znieczulającego i uspokajającego. Już po zabiegu zaczął się więcej ruszać. W domu zaczął dreptać po niecałej godzinie chyba. Wzięłam go wtedy tu na górę i do Was pisałam (ten drugi post). Wet załozył mocny opatrunek a ja na to bucika z polaru - skutem jest taki, że manu niemal nie wykazuje żadnego zainteresowania łapą. Cisza przed burzą ? Kiedy chodzi to stara się na niej nie stąpać, powoli chodzenie na trzech łapach coraz lepiej mu wychodzi. Jesli chodzi o noc, to oczywiście późno sie położyliśmy. I słuchajcie, Manu na dwór chciał iść ! :o W ogóle jadł nawet trochę... Wet powiedział, że jesli nie będxzie miał problemów z gryzieniem i połykaniem, to może troche zjeść. No więc zjadł. :) Pił oczywiście też. na początku mu duzo nie pozwoliłam. Na dwór w nocy poszliśmy razem, aby Chinook był dłużej. Należało mu się. Manu został ładnie zniesiony i wniesiony na czwarte piętro - będziemy tak robić conajmniej przez kilka dni, bo na schodach zbyt duże obciążenie na łapę by szło. Ze spaniem fajnie wyszło. Na dole spalismy, na kanapie rozłożonej, aby wszystko słyszeć. Manu w pokoju, choinka sie świeciła, aby widac coś było. Po czym, kiedy po raz któryś z kolei zerwaliśmy się na odgłos lizania/mlaskania, to go po prostu zaprosiliśmy do łóżka. Był wniebowzięty i przespał tak z nami do późnego rana. Naprawdę dłuuugo spał. Wszyscy (bo i Chinook ciężko zszokowany dołączył do nas rano) się zebraliśmy z łóżka może koło 11:30...? Manu by tak jeszcze chyba leżał, Chinook o wyjście nie wołał, bo w nocy był późno i długo i poszalał ze znajomą suczką. Manu potrzebował chyba jednak tyle snu, to nie było nic złego, że tyle spał. Wczoraj on przecież jeszcze taki zakręcony, a połozył się późno także. Rano także miał apetyt, zjadł sobie, z Chinooka miski jak zwykle także podkradł, więc wszystko w normie. Zadziwiające jest dla mnie, że na razie nie ma problemu z pilnowaniem. Na pewno potem będą. Kiedy zdejmiemy u weta opatrunek, to sobie o łapie przypomni. No, ale zaraz dostanie nowy opatrunek. Potem z kolei, kiedy rana zacznie sie goić, to będzie go swędziałą i wtedy sie cyrki zaczną. Ale jak już pisałam, jesteśmy zdeterminowani go upilnować. Nie na wszystko mogę coć poradzić, ale nie wybaczyłabym sobie, gdyby z naszego zaniedbania Manu stracił szansę na jak najlepsze wyzdrowienie.
  6. My z szelek Rowerlandowskich jesteśmy BARDZO zadowoleni. Kupowaliśmy na zawodach. Mam do nich jeszcze takie telefony: drugi stacjonarny - (012) 289 44 01 (ale teraz na pewno sa na zawodach) komórkowy - 0 607 097 938
  7. Ja sie może źle wyraziłam, ale to własnie o tę część chodzi, tę najważniejszą w pracy łapy, główny amortyzator. A czemu konkretnie ? Bo nie wiem... Ja zresztą opisałam juz dokładniej w między czasie, ajk to było. Byłam u dwóch. Więc któremu się dziwisz. Że do szycia, to ja potem, jak zobaczyłam u weta, to nie miałam żadnych wątpliwości. Tu jest nie tylko rozcięcie, to było niemal odcięcie, trzymało na maleńkim kawałku. Dzięki za nazwę antybiotyku ! Zagadam w sobotę z wetem o nim.
  8. Dobra, po kolei... Na spacerze. Nawet nie wiem kiedy, bo biegały w takim miejscu, gdzie rośnie sporo krzaków i często mi z oczu tam znikają. Chinook do mnie przyleciał i niemal doprowadził do Manu. A ten leżał i lizał, lizał, lizał, jakby oszalał. Ledwo nieco ogonem ruzył na mój widok i wrócił do lizania. Nie dał sobie tego nawet obejrzeć, nie dał głowy odciągnąć od łapy. Tylko sporo krwi widziałą u niego, na łapie i wokół. Skoro tak leżał to poszłam po śladach szukać tego czegoś, co rozcięło łapę. Chinooka uwiązałam, aby sam na to nie trafił. Manu przeszedł spory kawałek drogi, nim sie położył i zaczął lizać i to jest pierwszy powód, dla którego myslę, że go to nie boli. Zorientował sie, że krew leci i dopiero zaczał tak zapamiętale lizać. Nie znalazłam tego czegoś, może gdzieś w śniegu było ? Nie mogłam szukac w nieskończoność. manu wstać w ogóle nie chciał, nic go nie obchodziło oprócz lizania rany. Poszłam do garaży jakiś 100-50 metrów i trafiłam, że ktoś był. Gościu mi pomógł sporo, bo zrobilismy ztego, co miał prowizoryczny opatrunek (cięzko było, trzeba było Manu trzymać). Do weta było jakieś 500 metrów, takiego gorszego, osiedlowego. Ja wtedy byłam przeciwna szyciu, nie widziałam, jak to powaznie wygląda. Boje sie po prostu każdego usypiania u Manu. Zrobił lepszy opatrunek, dał recepte na maść, bo u siebie nie miał. Z dwoma doszłam do domu już sama, bez problemów. W ogóle Manu szedł niemal jak gdyby nigdy nic. Wąchał zapachy, sikał, nawet chciał grzebnąć sobie tą łapą, bo zawsze niemal tak robi. Do psa mi ciągnął. No nic go nie bolało ! Utykał lekko tylko. W domu go zostawiłam i poleciałam do pateki po maść, też blisko. No i po powrocie niepotrzebnie zdjęłam opatrunek, aby dac maść, bo wtedy Manu na nowo szaleństwo lizania ogarneło. A krew sie lała, on ciągle to ruszał. Przy pomocy sąsiada założylismy opatrunek, nawet maści nie szło dać, bo krew leciała i Manu wierzgał. Jak już miał ten opatrunek, wzięłam go na góre koło siebie i tu Was... Metros, Rav, Cobra mnie wypchnęli do weta strasząc zakażeniem. Dzięki Wam bardzo !!! Zakażenie to pikuś, choc rane oczywiście oczyścił. Ale dopiero na miejscu się okazało, że rana KONIECZNIE musi być szyta i lepiej wczesniej, niż później. W zasadzie to przyznam, że gdyby była szyta później, to szans na jakieś ukrwienie ponowne, odbudowanie naczynek krwionośnych nie byłoby za dużo... Bo była taka opcja, że jak ustanie krwawienie (jednak przez bandaż było widac, czy sie plama powiększa), to do weta, a jak nie, to czekam do jutra, aby Waldek nas zawiózł. No i kwawienie ustało chyba, plama się nie powiększała. Ale Wy kochani mnie i tak wypchneliście, abym nie czekała, nie bała się usypiania i ponownie dzięki Wam za to !!! Poszłam zdeterminowana prosić sąsiada i zgodził się mnie zawieźć to weta. No i sie zgodził, co miał zrobić... Zreszta sąsiadów mamy świetnych. No i tak to wygląda.... Przeraża mnie wizja martwicy tego kawałka, to poważna sprawa. Rana jest cieta na całej głebokości do końca opuszka i długa. No i ta rozcieta błona powoduje, że palce się mocno rozchylają przy chodzeniu. Musi mieć opatrunek ciasny na okrągło, aby wszystko do siebie przylegało, aby przy chodzeniu nie rozchodziło się. Dwa dni opatrunek non stop, dostał teraz maść pod niego. W sobote rano do weta po zmianę opatrunku i maść znowu i wtedy może coś będzie wiadomo. W ogóle oprócz zastrzyku uspakająco-usypiającego lekko, to dostał jeszcze trzy inne na wszystko chyba. Przeciwzapalne, na lepsze gojenie, coś co ma pomóc odnowić ukrwienie i co tam jeszcze, nie pamiętam... Czeka nas niezłe pilnowanie bo sporo od nas zalezy. To znaczy, aby były w ogóle szanse na wyzdrowienie, to na dzień dobry trzeba upilnoiwac, aby opatrunek miał non-stop przez długi czas. Będzie nosił bucika dla dodatkowej ochrony, aby na czas sie zorientowac, że pies kombinuje.
  9. No więc zakładam nowy topik, aby nie zmieniać tematu zawodów na Kubalonce. Ech.... Jest dużo gorzej... Boję się, czy on kiedykolwiek będzie mógł biegać w zaprzęgu... Co ja mówię, czy w ogóle będzie mógł sobie biegać i hasać... ...sorry... ale ryczec mi sie chce... On strasznie rozciął ten opuszek ! Nawet nie wiem, czym, bo znaleźć nie mogłam, aby usunąć. Musiał pełnym susem naskoczyć łapką (przednią) na sztorc tego czegoś, bo rozcięło opuszek aż do końca ...zachaczając nawet i rozcinając błonę między palcami.... Teraz to wszystko dopiero zobaczyłam dokładnie. U weta. Jak Manu był unieruchomiony. On wariactwa wyczynia i sie mota, jedna osoba nie jest w stanie mu opatrunku założyć, sąsiada prosiłam. Waldek teraz w pracy, nawet nie mam jak go powiadomić. Jedna trzecia opuszka jest odcieta niemal na całej długości (szerokości ?)... Trzyma sie na 20% obwodu, jak wet powiedział. I to jest najgorsze, rana długa i głęboka, nie wiem, jak to będzie się goic i zrastać. Ale nie to jest nawet najgorsze... Jemu grozi martwica tego kawałka !, jeśli ukrwienie nie powróci w jakiejś tam części, bo to co jest, to jest za mało ! I wtedy trzeba będzie odciąć ten kawałek i manu będzie pozbawiony amortyzatora ! 60 % opuszka to nie jest 60% amortyzatora. Fizyczny brak byłby mniejszy w tym wypadku niż funkcjonalny ! Boję się.... Ja sobie nie wyobrażam, aby Manu miał sobie nie biegać i nie hasać !!!! ... On... taki niezalezny, pełen wolnego ducha... sorry.... potem cos napisze...
  10. No już wróciłam, jednak szycie było niezbędne.... :( Jak Was to tak interesuje, to aby nie zmieniać tu tematu i też każdemu po kolei opowiadać to samo, to założę nowy topik... Oczywiście nie ma mowy, abyśmy jechali, strasznie mi przykro, ...choć teraz martwię się bardziej Manu, sorry... To jest poważniejsze, niż wyglądało na początku.
  11. :cry: :cry: :cry: Jasny gwint !!!!!! :cry: nie jedziemy... Pomijajć ogólny sens wyjazdu w takim przypadku i tak nie wiem, czy Manu szycia nie będzie potrzebował.... :cry:
  12. Agacia, czy Ci termin pasuje jeszcze ? I jak dojeżdżasz ? Autem ? :D Nie no, wiem, że autem chyba nie....
  13. A my już mamy narty biegówki z butami ! 8) Musiałam się pochwalić... :D Buty są już w domu, a narty zaklepane. Wprawdzie... ...wprawdzie buty są bardzo starego typu i wyglądają prześmiesznie, a narty za krótkie ...ale to nic ? :roll:
  14. Jacek, poszłam z tym do sań pisanych prozą. 8)
  15. Manu, bo nie do końca rozumiem... Czy na tej fotce to jest naturalna pozycja "grilla"? Bo jest to jakby trudne do nadepnięcia... podczas jazdy opuszcza się do poziomu (prawie)? A nie przeszkadza to w pedałowaniu? Na wszystkich fotkach do których dotarłem mata jest właśnie pionowo, nawet gdzieś mam szczegóły zaczepienia w tej pozycji - któreś sanie miały "zwalniacz maty" przy uchwycie - taką dźwignie za którą pociągasz i mata opada z pionu do poziomu.. No opiszcie co i jak, to uwzględnie w konstrukcji mojej :) No to odpowiadam, ale tutaj, co by tam nie zbaczać z tematu aż tak bardzo. :wink: Pozycja pionowa maty, jak tam na zdjęciu, to jest naprawdę pozycja maty podczas jazdy. W niczym nie przeszkadza w jeździe. Myślę, że gdyby była bardziej do poziomu opuszczona, to by wtedy przeszkadzała. Nie ma żadnego zwalniacza, trzymana jest w pozycji pionowej sprężyną, więc depcze się w dół, aby jej użyć. Jak tę bronę. Kiedy nacisk nogi znika, to wraca do pionu. A czy trudne ? Napisałam prezecież, że trzeba spojrzec dokładnie, gdzie sie tą nogą depnie. Niech Pay sie wypowie najlepiej, on nimi jeździł. :D U nas jeszcze nie była używana, choć w zasadzie mógł Waldek poćwiczyć, a teraz to doopa, bo śniegu nie ma. Raptem dwa razy zresztą sanie były używane. :(
  16. No to jak Jacek tak pięknie odpowiedział, to ja już nie muszę...? :wink: Dobra, jednak coś dodam. 8) Maty hamulcowej nie trzeba od niczego odczepiać. To jest jej "naturalna pozycja w spoczynku" :wink: i aby jej użyć, wystarczy depnąć nogą. Niemal jak hamulec (bronę :wink: ), tylko trzeba ciut dokładniej spojrzeć, gdzie sie depcze... Co do liny bezpieczeństwa też słyszałam, że od liny głównej do ręki. Na miejscu się dowiemy dokładnie, do czego ją doczepimy; może się da do pasa. I Jacek, przy wózku też trzeba mieć linę bezpieczeństwa ale nie każą jej do ręki mocowac, czy też trzymać. Nam na startach za taką linę służyła nasza linka z amortyzatorem, która u nas jest też smyczą. Prowadzę na niej zwykle Chinooka do startu, po czym odczepiam i podaję Waldkowi. A on ją gdzieś uczepia, nawet nie wiem, gdzie dokładnie. :roll: Ma tylko być, aby można ją było wykorzystać np. do uwiązania wózka do drzewa w razie potrzeby.
  17. Wcale nie wszystko... :oops:
  18. No, to z noclegiem się udało załatwić... Ufff... I to jak fajnie. :D Mimo, że ma nas być 5 osób, to pokój mamy "więcej-osobowy", z zamkniętą oczywiście możliwością zakwaterowania dla obcych. Cena przy 5 osobach 15 zł, przy większej ilości 12 zł. Więc jakby ktoś się jeszcze pisał, to jest miejsce. Ktos się mnie pytał o śpiwory. Lepiej brać. :roll: Chyba, że ktoś chce dopłacić jednorazowo 6 zł za pościel...
  19. Grześ ! Naprawdę ? :D To fajnie :angel: Opowiadaj, skąd będziesz miał sanie ? 8)
  20. Witaj !!! :D Jak miło Cię tu widzieć ! Odpowiednie miejsce.... 8) Mało czasu, OK, ale tu jeszcze do nas na Forum zajrzysz ?... :P
  21. Taki duży chłopiec i mu daleko...? :shake: Czy może chcesz, aby Cię pozachęcać trochę ? No cóż... :roll: Częśc ludzi jednak nie jedzie i na 7-osobowy pokój mamy tylko 5 ludzi, z czego jedna nawet nie na 100%. Więc spać na pewno byś miał gdzie... 8)
  22. Jeszcze zapomniałam o jednym, co poruszyłeś, a mam coś do dodania. :D Para psów na pewno w jakimś tam stopniu odsunie sie od Ciebie. W końcu do tej pory Wy dwoje (no i plus reszta rodziny) tworzyliście stado, ale kiedy sunia "dostanie" psa, to naturalne jest, że będzie włączony do stada. No a z nim będzie miała ściślejszy w końcu kontakt, nie ? :D - więź gatunkowa jest silniejsza. Od Ciebie zależy, jak mocne więzi psów z Tobą będą w tym nowym stadzie, a na pewno będzie Ci trudniej. Siła rzeczy będzie ona nieco mniejsza. Takie to już prawo natury. Jeszcze bardziej będziesz się musiał starać, aby pozostać alfą. Mnóstwo ludzi przez to przechodziło i jest dobrze. Nie przejmuj się, u Ciebie też będzie ! :D
  23. No tak... To wielka szkoda, że już teraz nie możesz przenieść suni do kojca - też pomyślałam o takim rozwiązaniu czytając Twój post. Ale nawet z drugim psem i tak będzie wyła na bank, skoro tak reaguje. Może mniej, ale jednak. :( No i pewnie krócej... Z podzieleniem swojej miłości, wierz mi, nie ma problemu. Czy taki sam dylemat będziesz przechodził, kiedy będziesz miał dziecko w przyszłości ? A drugie...? :wink: [Jeśli oczywiście zamierzasz, ja mówię teraz o teorii.] Miłość do dwóch psów, do dwojga dzieci nie staje się miłością podzieloną na dwie... :D To inaczej działa. :D Jeśli chodzi o Ciebie, to tu może być problem... :wink: Ty to wszystko przezywasz, będziesz tęsknił na czasami, kiedy sunia w domu mieszkała (ja też bym tak miała 8) ), będziesz się zastanawiał, czy jej teraz nie jest gorzej itp... Innymi słowy, najwięcej problemów będzie się rodziło w Twojej głowie, więcej, niż ich będzie w rzeczywistości. :wink:
  24. Manu

    Federacja

    Dobra, poprawcie mnie, jesli się mylę, ale myslę że: Jeśli psie zaprzęgi zostaną oficjalnie uznane za sport, to wtedy Zarząd będzie na etacie, będą miec płacone od ministerstwa (zresztą będzie sie z tym wiązało wiele innej kasy...) to... 1) Całe zachowanie Zarządu/Prezesa będzie musiało ulec zmianie, więcej się będa musieli starać, aby nie zostac zdjęci ze stanowiska. Będą bardziej kontrolowani 2) Kluby będą musiały chyba być zrzeszone, aby zawodnicy startowali 3) Więc wszystko się zmieni i to - z naszego punktu widzenia - także na gorsze (to zrzeszenie Klubów np., większe wymogi sprzętowe itp.) Proponuję zostawić na razie ten temat, bo wychodzi na to, że snujemy tu jakieś rewolucyjne plany - a i tak doopa jestesmy nie rewolucjoniści. Jesteśmy nie do końca obiektywni. Wiele pracy Zarządu/Prezesa nie widac gołym okiem, a jednak jest wykonywana. Załatwianie wszystkich spraw zmierzających do zatwierdzenia tego sportu jako Sportu to jest WIELKa praca i podejrzewam, że na tym sie skupiają teraz. Zostawmy to może na razie w spokoju, co ? :wink: Bo jeszcze trochę i również nasze zachowanie będzie wyglądać niepoważnie...
  25. Manu

    Federacja

    Aha, zapomniałam... Pay, statut to chyba poważniejszy dokument niż wypracowanie...? :wink: Wypracowanie zawsze możesz oddac napisane odręcznie, a statut MUSI być wydrukowany, więc gdzieć MUSI istnieć w formie elektronicznej. Może w innym kompie, gdzieć schowany na CD, ale Prezes powinien sobie zadać troche trudu i go wrzucić na dysk, aby móc wysłać na prośbę zawodników. Z tym umieszczeniem na stronie to jednak nie przesada...? Ile klubów bądź instytucji "non-profit" umieszcza swoje statuty na stronie ? Ale wysyłać na żądanie powinni.
×
×
  • Create New...