Manu
Members-
Posts
2652 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Manu
-
Ja też w dzieciństwie miałam małe plastikowe czerwone nartki :lol: Czułam się na nich dość stabilnie, ale w ogóle mnie to nie bawiło, nuuudno mi było tak łazić w nich... :shake: Na dodatek jak tylko próbowałam trochę poszaleć, co te beznadziejne wiązania (coś jakby sprężynowe) natychmiast puszczały :angryy: To mnie zniechęciło do nart w ogóle i jak widać, dopiero trzeba było psów, bym spojrzała na nie łaskawszym okiem :lol: Nie mam pojecia, czy w każdych kijkach tak jest, jak w moich, ale dwie rzeczy są w nich fajne. Zwróć uwagę na ich zakończenie. Moje po pierwsze kończą się metalowym kikutkiem (coś jakby cięta ukośnie końcówka grubego noża). A po drugie to coś, co zwykle nam się kojarzy, że jest okrągłe, w moich jest kształtu gęsiej łapki... Jak to się nazywa ? :niewiem: Bardzo to ułatwia zatrzymanie się...:lol: [SIZE=1]Matko, jak tak czytam siebie i o swojej teoretycznej znajomości tematu, to normalnie... :turn-l: :lol: [/SIZE] [SIZE=1]Szamanko, znajdź sobie może lepiej jednak kogoś, kto się na tym zna...:roll: ;)[/SIZE]
-
Choleffcia ! Tyle się napisałam i zawiesił się kompjuter ! :mad: No to teraz będzie skrótowo... Już za drugim razem podpięłam sobie Manu i stwierdzam, że tak jest o wiele lepiej. Nie wiem, czy umiem wytłumaczyć, dlaczego... :roll: Mimo, że potencjalnie niebezpoeczniej i mniej stabilnie, to jednak fajniej. Może to kwestia lepszej motywacji ? A może faktu, że dzięki psu nie trzeba pracowac nad pędem tylko mozna się skupić na wypracowywaniu kroków. Za pierwszym razem nie dało się zliczyć upadków...:roll: Ale każdym kolejnym razem było lepiej :p Rób jednak przerwy, bo mnie się trafiło np. coś jakby "przetrenowanie", kiedy za cholerke nic nie wychodziło :shake: Nie mam nikogo, kto by mi pokazał technikę, więc sama kombinuję, ale kto wie, czy tak nie jest najlepiej...? :cool1: Choć dłuuuuga droga przede mną. Myslę, że taka nauka ma tylko sens wtedy, kiedy pies się zatrzymuje na komendę i zwalnia też na komendę, co na szczęście i Manu i Chinook, kiedy są osobno, potrafią bez problemu, uff... ;) Nie mam na razie jeszcze tego pasa do skijouringu, tylko ten szeroki spacerowy man-mata, co trochę przeszkadza... Sprawy finansowe masz na PW :-)
-
Szamanka, miałam dokładnie to samo :lol: Zero wiedzy, ale strasznie chciałam kupić narty do jazdy z psami - i kupiłam ;) Nawet zadowolona jestem...:lol: Powiem Ci, jak to u mnie wyglądało. Wiedziałąm, że mają być biegowe i na tym koniec :lol: Szukałam na Allegro używanych i sprzedającym zadałam po prostu parę pytań :cool1: - Mając do wyboru spody z łuską i gładkie, wybrałam jednak z łuską, bo wprawdzie wolniej się nimi jeździ, to jednak łatwiej. I łatwiej się wchodzi na podwyższenie. Uczę sie kroku klasycznego, a nie łyżwowego. - Zdecydowałam sie kupić od razu cały komplet (narty, wiązania, buty, kijki), bo wiem, że nie dam plamy źle na przykład coś dobierając (wiązania do butów itp) i poza tym raz tylko płace za transport. - Czytając opis kompletów zauwazyłam, że i tak te długości i rozmiary sa ze sobą powiązane odpowiednio (długośc nart i wielkośc butów), dając jednak margines na dobranie indywidualne. I wyobraź sobie, że na tym sie głównie opierałam :cool1: :lol: Najważniejsze dobrać rozmiar buta (taki z miejscem na dwie grube skarpety:cool1: ), a jest to łatwe, bo podają długośc wkładki w cm). Potem masz do wyboru długości nart w widełkach. Dowiedziałam się, że do swojej wysokosci trzeba dodać od 20 do 30 cm (czy jakoś tak, teraz już nie pamietam dokładnie :oops: ). Dla początkującego, uczącego się - lepsze z dolnej granicy. - Długość kijków to juz większego znaczenia dla mnie nie miała, różnice w wyborach są niewielkie... I tak wybierałam dla siebie narty na Allegro :lol: Acha, szukałam tylko kompletów z butami wysokimi, ponad kostkę. Mnie na dodatek udało się znaleźć jeszcze takie z zakładkami na sznurówki. Próbowałam się jeszcze zorientować w wiązaniach i ocenić które są lepsze, a które gorsze, ale tutaj to już w ogóle poszłam na czuja. Ale mi sie udało i bardzo mi się te wiązania podobają. Może znajdę gdzies, jakie to były, czekaj... Wiązania KASTINGER (system podobny jak w SALOMON SNS Profile Automatic). Narty mają długość 190 cm i choć mogłyby być krótsze, to są OK. O wyborze zdecydowały jeszcze inne sprawy... Mam nadzieję, że nieco pomogłam, a nie namotałam Ci bardziej... :roll:
-
Eee... czekaj, bo chyba zostałam źle zrozumiana :lol: Manu i Chinook też zawsze były z przodu na spacerach, ja nawet nie chciałam, aby oba psy szły mi obok nogi... Cały czas miałam na myśli naukę, by nie ciągnęły [B]za bardzo[/B], by nie wyrywały rąk lub potem, kiedy prowadzałam je w pasie, nie urządzały mi przejażdżek :lol: Grzecznie [B]przy nodze[/B] to szły tylko i wyłącznie, kiedy [B]pojedynczo[/B] i na moją wyraźną i parę razy powtarzaną komendę... Ja lubię je takie dzikusy i to był też jeden z powodów marzeń o wyprowadzce - by kolejne piesiaki mogły pozostać takie, bym nie musiała ich zbytnio ...ugrzeczniać :roll: W ogóle całe te wywody zaczęły się od kolczatki, więc aby zamknąć koło powtórzę - zawsze warto szukac innych sposobób, alternatyw dla kolczatki, niech ona nie będzie nawet ostatecznością, tylko w ogóle zakazaną rzeczą ;)
-
[quote name='Runa']tylko kiedy to będzie:roll:[/quote] No kiedy do mnie przyjedziesz znowu... :eviltong: ;)
-
Strony będą różnie liczone w zależności od ustawienia ilosci postów na stronie, jakie kto ma indywidualnie... ;) Lepiej jest podawac numery postów :cool1:
-
No teraz to ja też wiochmenka jestem i mniej się staram, bo to już nie takie ważne jest. [I]Wypady[/I] :lol: do miasta z suniami są rzadkością. Tak więc na pewno będą bardziej ciagnąć na smyczy niż Manu i Chinook. I na razie nie widzę specjalnej potrzeby, by to zmieniać; jak coś, to zawsze będzie można w przyszłości... Psy miastowe, notorycznie spacerujące po mieście, chodnikach, osiedlach itp. wymagają takiej nauki, bez dwóch zdań...;)
-
No rozrosło się stadko, rozrosło... :lol: Jest topik na zaprzęgowcach o naszym nowym miejscu na ziemi - [URL="http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=15306"]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=15306[/URL] O suniach pisałam tu - [URL="http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=1035694&highlight=Shima#post1035694"]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=1035694&highlight=Shima#post1035694[/URL] Kajtek miał jeszcze topik na Psach w potrzebie - [URL="http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=15947"]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=15947[/URL] [SIZE=1]Tam gdzieś piszcie jak coś, by nie offować tego topiku :cool3:[/SIZE]
-
[quote name='Runa']No a ja chce zobaczyć wszystkie te zdjęcia więc pakuj na do tego photo...cos tam i dawaj link:p[/quote] Ty to możesz sama osobiście je pooglądać do woli... :razz: :eviltong:
-
ŁOŁ, Jacek, jaki super opis wrażeń ! :multi: I chylę czoła przed tym hartem ducha !... :kciuki: :klacz:
-
Kiedys dawno, po tym, jak w nasze życie wkroczył Manu, mieliśmy kolczatkę. Jeszcze przez krótki okres posiadania Chinooka (wzięty jako podrośnięty szczeniak) też. Potem powiedziałam dość :shake: Kolczatka sprawiała, że sierść brzydko wyglądała (szczególnie u Manu), ale przede wszystkim przy wyprowadzaniu dwóch psów nie miała ona żadnego dla nich znaczenia. A dwa to niemal zawsze chciały ciągnąć (jeden przez drugiego, włącza się efekt rywalizacji)...:roll: Kolczatki w niczym im nie przeszkadzały...:diabloti: Kupilismy dwie obroże półzaciskowe man-mata, wzięliśmy się za naukę psów, by mniej ciągnęły na spacerach - i efekt był zaskakujący - po paru miesiącach psy chodziły na man-matach o niebo lepiej niż w kolczatkach ! :cool3: A ja żałowałam całego tego okresu, kiedy psy niepotrzebnie miały je na szyi...:shake: Naprawdę, zawsze polecam wyrzucenie kolczatki w chol... ! Skoro ja nauczyłam dwa psy wyprowadzania bez nich i panowania nad nimi (a jestem szczupłą osobą), to tym łatwiej można jednego !
-
Mam masę zdjęć, ale mało czasu na ładowanie ich na Imageshack ;-(, więc tylko takie dwa Wam pokażę... :razz: [IMG]http://img15.imageshack.us/img15/7056/kopiapict0301780ps.jpg[/IMG] [IMG]http://img17.imageshack.us/img17/8306/kopiapict0302837xf.jpg[/IMG] :lol:
-
TRZY wilki zastrzelone w Bieszczadach ! :-(
Manu posted a topic in Grupa 'Extra' - Dzikie psowate...
:zly7: :bigcry: 11 stycznia RMF podało do wiadomości, że mysliwym udało się zastrzelić dwa wilki :shake: Może niektórzy zapytają, co jest grane ?! :crazyeye: Przecież wilki są pod pełną ochroną !... Niestety 8 grudnia 2005 minister środowiska wydał zgodę na odstrzał 4 wilków na obszarze gmin Czarna, Lutowiska i Ustrzyki Dolne. Stało się to na wniosek ...hodowców w Rabe :angryy: Owszem, zgoda jest obwarowana wieloma ograniczeniami, ale co z tego...? Myśliwy mają czas do 28 lutego. Czyli w końcu udało się im przeforsować tę zgodę... :flop: W poprzednim roku, po negatywnej opinii zespołu naukowców (pod kierunkiem prof. Bereszyńskiego, o ile dobrze pamiętam), odmówiono woj. karpackiemu takiej zgody. W tym roku już zadbano odpowiednio wcześniej, by stworzyć wystarczająco "antywilcze" nastroje :stupid: :shake: (np. rzekomy atak watahy wilków na młodego chłopca :nerwy: ) Więcej można się dowiedzieć na stronie ULV - [URL="http://www.wolfpunk.most.org.pl/ulve/"][COLOR=#800080]http://www.wolfpunk.most.org.pl/ulve/[/COLOR][/URL]! Można próbować wysyłać protesty (na adresy [URL="http://poczta.onet.pl/napisz2.html?e=Sekretariat.Ministra%40mos.gov.pl"][COLOR=#0000ff]Sekretariat.Ministra@mos.gov.pl[/COLOR][/URL] , [URL="http://poczta.onet.pl/napisz2.html?e=Jan.Szyszko%40sejm.pl"][COLOR=#0000ff]Jan.Szyszko@sejm.pl[/COLOR][/URL] ) lub w formie listownej na adres: Jan Szyszko Ministerstwo Środowiska ul. Wawelska 52/54 00-922 Warszawa Na ten temat również więcej na podanej wyżej stronie www. -
O matko, a co to za ikonka [:D] ??? :-o :???: Miał być szeroki uśmiech, człowiek się do dawnych kodów emotków przyzwyczaił...
-
Dzięki za tak treściwą odpowiedź ! :multi: Rzeczywiście, miałam na myśli takie dłuższe wypady raz na jakiś czas, może 2-3 w sezonie. Startować w zawodach to raczej nie, tylko tak dla rekreacji... Przy 4 psiakach te 25 km to już jednak dużo, znacznie więcej niż sprint, to rozumiem. Zresztą, wszystkie te rady brzmią sensownie i racjonalnie :D Co do terminu zaczynania treningów, to taki sierpień jest jednak jeszcze zbyt ciepły zwykle, choćby własnie w centrum Polski, gdzie mieszkamy. No, ale rozumiem, o co chodzi :) Ale najciekawsza jest ta rada na końcu ! Taka przecież banalna rzecz, a rzeczywiście, kto wie...? Może to właśnie być dobrym sposobem, by psy załapały :p Dzieki jeszcze raz i pozdrawiam
-
WOW, witamy ! :p Emotek [:cool1:] wstawia się automatycznie, gdy użyje się zestawu tych dwóch znaków: [code]8)[/code] Korzystając z obecności takiego eksperta chciałabym Cię o coś zapytać :roll: Czy jest jakis sposób, by generalnie trenować psiaki (husky) pod sprinty, ale jednoczesnie urządzać sobie dłuższe wyprawy (tak do 25 km max w jeden dzień jedynie) i nie stracic na prędkości psiaków na krótkich dystansach. Bo marzą nam się takie małe wyprawy (okolice wokół domu mamy takie, że aż się prosi), ale nadal jesteśmy nastawieni na starty na sprintach. Czy mozna jakoś psiaki nauczyć odróżniać sytuację ? :roll: Dodam tylko, że to wszystko na przyszly sezon, bo obecnie mamy dwa dorosłe sh i dwie młode jeszcze suńki. Czy jednak jest to niemożliwe - jak twierdzi większość (i zresztą mnie tez się ta wydaje) ? Byłabym wdzięczna za jakąs radę, choćby ogólną :)
-
W tym topiku będę (i Was też do tego zachęcam) zamieszczac rozne artykuly dotyczace wilkow, ktore mozna znalezc w sieci. _________________________________________________ ******************************************** Na gazeta.pl pojawił się fajny artykuł o wilkach - "Wilk, zwierze zwyczajne" (Źródło) Bardzo dziękuję Szybszemu za podanie tego linka :x-mas: *************** Wilki lokują się na szarym końcu listy zwierząt, które mogą nam zrobić krzywdę. A jednak to właśnie ich boimy się najbardziej i im przypisujemy instynkty mordercze. Nie ma chyba zwierzęcia, które wywoływałoby tyle emocji co wilk. Nie dorównują mu ani węże, ani krokodyle, ani orły, ani tygrysy. Wilka albo się bez powodu boimy, albo ponad wszystko kochamy. Szliśmy sobie spokojnie, brnąc po kolana w śniegu, gdy nagle gdzieś tam z góry, z samego grzbietu pasma górskiego Dział usłyszeliśmy wycie. Długie, przeciągłe wycie mieszało się z innym, i jeszcze innym. Wyły trzy albo cztery wilki. Czasem się to wycie wzmagało, a może lepiej je słyszeliśmy, bo tak powiał wiatr. Nagle cała nasza czwórka zamarła. To było kilkanaście lat temu, gdy wraz z grupą moich przyjaciół znalazłem się w Bieszczadach. Musiał to być styczeń albo luty, w każdym razie środek zimy. Plan był taki: przejdziemy z Wetliny pasmem Działu pod Rawki, a potem do Berehów Górnych, skąd szosą wrócim y do Wetliny. Coś musieliśmy źle wyliczyć albo głęboki śnieg utrudniał marsz, bo gdy schodziliśmy z Działu, była już ciemna noc. - Wilki idą naszym śladem - powiedział ktoś i wszyscy czterej zgłupieliśmy ze strachu. Ktoś zaczął szukać latarki, by wypłoszyć drapieżniki, ale okazało się, że latarka się zepsuła. Ktoś chciał wołać pomocy. Wycie stawało się coraz wyraźniejsze, tak jakby się zbliżało. Wreszcie ktoś znalazł zapalniczkę i wokół jej płomyka postanowiliśmy skoncentrować obronę, bo o ucieczce nie myśleliśmy. Z książek przygodowych każdy z nas wiedział, że w głębokim śniegu nie mamy szans zwiać przed wilkami. Na drzewa też nie mogliśmy się wspiąć, bo wyszliśmy już na otwartą przestrzeń. I nagle stał się cud. Pamiętam to jak dziś. Przejechał samochód. Zaświeciły jego światła i okazało się, że jesteśmy dosłownie parę metrów od słynnej bieszczadzkiej obwodnicy. Wilki umilkły, a my wszyscy byliśmy przekonani, że właśnie uszliśmy z życiem. Później, gdy już miałem za sobą nieco więcej przygód z wilkami, o całej tej sytuacji mogłem myśleć bardziej chłodno. Wilki były przynajmniej dwa kilometry od nas. Wyły i tyle. To się zdarza w księżycowe noce w Bieszczadach. Nie było żadnego zagrożenia z ich strony, ba - nawet nie było szansy, byśmy je zobaczyli. To wszystko przypomniało mi się, gdy kilka tygodni temu przeczytałem o nastolatku, który w Bieszczadach wracał po ciemku do domu i nagle czegoś się przestraszył. Zatrzymał jadącego samochodem kuzyna. Później obaj chłopcy mieli w światłach auta zobaczyć wilki. Wiele gazet pisało, że była to próba ataku wilków na człowieka. Na tej zasadzie moją bieszczadzką przygodę sprzed kilkunastu lat również można zakwalifikować jako atak. Gdyby mnie ktoś wtedy zapytał, czy gdyby nie samochód na szosie, uszlibyśmy z życiem - odpowiedziałbym, że nie. Baliśmy się wtedy strasznie - i myślę, że strasznie też bał się ten młody człowiek, który został uznany za niedoszłą ofiarę. Chyba żadne zwierzę nie budzi takich emocji wśród ludzi jak właśnie wilk. I nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Wilk, morderca zwierząt Do moich ulubionych zajęć należy tropienie wilków na nartach. Na śniegu dokładnie widać, co wilki robiły - gdzie spały, gdzie biegły, gdzie się rozdzieliły, by coś upolować. Po układzie odciśniętych na śniegu łap widać, że ofiara jest tuż-tuż. Widać, że wilki są bardzo podniecone. A gdy dojdzie się do upolowanego przez nie zwierzęcia - tu, w Puszczy Białowieskiej, najczęściej jest to jeleń - od razu widać siłę wilczych szczęk. Zmiażdżone kości, rozerwany kręgosłup, wyjedzone trzewia, skóra przewinięta czasami na drugą stronę. Wygląda to tak, jakby jeleń został przez coś zmielony. Uwierzcie mi, to robi wrażenie. Jeszcze większe wrażenie robi widok jedzących wilków. Tylko raz zdarzyło mi się coś takiego widzieć. Gdy Nuria, moja narzeczona, zbierała materiały do pracy doktorskiej o padlinożercach, staraliśmy się znaleźć jak najwięcej wilczych ofiar. Od znajomych leśników dowiedzieliśmy się, że przy leśnej drodze leży zabita przez wilki klępa - samica łosia. Gdy podjechaliśmy tam samochodem, zobaczyliśmy, że ma jeszcze trzewia. Tylko jedna z tylnych nóg została wyrwana i leżała po drugiej stronie drogi. Odjechaliśmy ze sto metrów, by zawrócić auto - i nagle zobaczyliśmy, że przy łosiu coś się dzieje. Pojawiły się wilki. Kręciły się, kręciły - a potem znikły. Widzieliśmy je może parę minut. Gdy podjechaliśmy do łosia, nie miał już trzewi, nie było też tylnej nogi. Myślę, że w ciągu paru minut znikło 30-50 kilogramów mięsa. Ale czy to, że wilki pożerają tak zachłannie, świadczy o ich szczególnych instynktach morderczych? Myślę, że nie. Jak wynika z danych Zakładu Badania Ssaków PAN, wataha wilcza żyjąca w Puszczy Białowieskiej zabija co drugi dzień. To wcale nie jest dużo. Wilki eliminują rocznie około 12 proc. populacji jeleni. Przy czym chodzi o najwyższy stan tej populacji, wiosną i latem, kiedy pojawiają się młode jelenie. Po wilczych ucztach dość sporo zostaje. Jednak te resztki wcale się nie marnują - są znakomitym pożywieniem dla wielu zwierząt. Dojadają je sikorki, dzięcioły, sójki, myszołowy, jastrzębie, orły, kruki, lisy, jenoty, dziki i kuny. To pozwala im przetrwać zimę. Wilk zabija człowieka? O atakach wilków na ludzi sporo się opowiada. Jednak do takich ataków najczęściej dochodzi wtedy, gdy człowiek spotka wściekłego wilka. Ostatni taki incydent miał miejsce na Białorusi kilka lat temu. Zdrowe wilki wyjątkowo rzadko atakują ludzi. Kanadyjscy naukowcy właśnie badają przypadek Kentona Carnegie, który, jak wszystko wskazuje, został zaatakowany i zabity przez cztery wilki. Prawdopodobnie jest to pierwszy przypadek zabicia człowieka przez te zwierzęta w Ameryce Północnej. Gorzej jest z weryfikacją w Europie, gdzie krąży wiele legend o atakach wilków. Na przykład historia o bestii z Gevaudan, na południu Francji. Między czerwcem 1764 r. a czerwcem 1767 r., jak twierdzą przekazy, wilki zabiły tam 113 osób, raniły 49. Z początku sądzono, że chodzi o wściekłe wilki, których ataki dość często zdarzały się w tej okolicy. Jednak ludzie pogryzieni przez wilki nie umierali na wściekliznę. Zaczęły się obławy, w których brała udział cała okoliczna ludność. Zabijano wilki, a morderstwa nie ustawały. Może więc nie były to jedynie wilki, ale również seryjny morderca poruszający się na dwóch nogach. Krwawa seria skończyła się, gdy zabito dwa olbrzymie wilki, znacznie większe od normalnych i dziwnie umaszczone - co by wskazywało na mieszańce z jakimiś psami. Takie hybrydy, jak wiadomo, nie boją się człowieka i są bardzo niebezpieczne. Nie da się oczywiście wykluczyć, że obok ataków wściekłych wilków, dzikich psów i krzyżówek psowilczych, a także objadania przez wilki osób już nieżywych, w ostatnich kilkuset latach zdarzały się też ataki zwykłych, zdrowych wilków na ludzi. Naukowcy wskazują jednak, że takie ataki na człowieka zdarzały się wtedy, gdy w lasach było bardzo mało naturalnych wilczych ofiar, gdyż prawie wszyscy ludzie polowali, dużo za to było w lasach wypasanych krów, kóz i owiec - a wypasały je głównie dzieci, które łatwo mogły paść ofiarą wilków. Takie wypadki do dziś zdarzają się w Indiach, a ich przyczyny są dokładnie takie same, jak 200 lat temu w Europie. Ciekawe jest też coś innego. Takich emocji jak wilki nie budzą przecież niedźwiedzie. A przecież mniej więcej co dwa lata jakiś niedźwiedź grizzly zabija człowieka. Jak twierdzi badacz niedźwiedzi Jon Swenson, liczbę ofiar tych zwierząt w ciągu ostatnich stu lat w Ameryce i Europie można szacować na 950 osób. Wilki nawet nie zbliżyły się do tej liczby. Podobnie jest w Indiach - w jednym ze stanów pięcioletnie dane o atakach różnych zwierząt na człowieka kształtują się następująco: 735 ataków przypisano niedźwiedziom, 138 leopardom, 121 tygrysom, 34 słoniom, 29 dzikim świniom, 21 dzikiemu bydłu, 13 wilkom i trzy hienom. Wilki lokują się więc na szarym końcu wśród zwierząt, które mogą nam zrobić krzywdę. A jednak to właśnie ich się boimy najbardziej i im przypisujemy mordercze instynkty. Wilk skryty Wilki widuję prawie co roku, mieszkam bowiem w Puszczy Białowieskiej. Ale takie naprawdę bliskie spotkanie miałem tylko raz. Wiele lat temu wraz z kolegą próbowałem wabić sowę. Zamiast sowy na mój głos zareagowały wilki. Zawyły bardzo blisko nas, a potem umilkły. Po chwili usłyszeliśmy trzask łamanych gałązek i nie więcej niż 20 metrów od nas zza drzew zaczęły wyglądać trzy wilki. Wadera i jej dwa młode. Trwało to ładnych parę minut. Jestem przekonany, że wilki myślały, że my ich nie widzimy, a one nas doskonale. Tylko tak mogę sobie wytłumaczyć, że zdecydowały się podejść tak blisko. Zwykle wilka widzi się sekundę, a nawet ułamek sekundy, gdy przemyka przez drogę. One naprawdę są szalenie ostrożne. Poza tym nie ma ich dużo. Obecnie w naszych lasach żyje 500-700 wilków. Dla porównania - jest ich mniej niż żubrów, czyli zwierząt uznawanych za symbol ginącego gatunku. Oczywiście wilk nie jest tak zagrożony jak żubry, bo nasza populacja łączy się z białoruską i ukraińską, a te z rosyjską. Ciekawe jest coś innego. Otóż wszelkie badania dowodzą, że od 1997 r., kiedy to wilki w Polsce zostały objęte całkowitą ochroną, prawie ich nie przybyło. Z danych Zakładu Badania Ssaków PAN wynika, że wzrost populacji był bardzo niewielki, w niektórych latach odnotowywano nawet niewielkie spadki. Wilk nie opanował też zachodniej Polski, gdzie nie brakuje dużych lasów z jeleniami - cały czas trzyma się na wschodzie kraju. Może dlatego, że coraz większy ruch na drogach stanowi dla wilków zaporę nie do przebycia. Może wynika to z dużej naturalnej śmiertelności młodych. - Ale może być też tak, że wilki wciąż są zabijane, i to w całkiem sporych ilościach - mówi prof. Henryk Okarma z Instytutu Ochrony Przyrody PAN. Coś w tym jest. Ostatnio w Bieszczadach została zastrzelona wilczyca, która nosiła obrożę telemetryczną i była namierzana przez naukowców z Instytutu Zoologii PAN. Wcześniej słyszałem o wilku zabitym w Puszczy Knyszyńskiej. Jeszcze wcześniej pojawiły się informacje o wilku zastrzelonym w Beskidach. Te informacje, które docierają do naukowców i organizacji ekologicznych, mogą stanowić jedynie wierzchołek góry lodowej. Poza tym wilki są zabijane zupełnie legalnie u wszystkich naszych sąsiadów poza Czechami i Niemcami. Wszystko to razem powoduje, że wilki na widok lub zapach człowieka długo jeszcze reagować będą strachem i będą starały się omijać nas jak najdalej. Wilk, symbol natury W Puszczy Białowieskiej, gdzie mieszkam od blisko dziesięciu lat, spotkania z wilkiem nie wywołują żadnych emocji wśród miejscowej ludności. Wilk jest takim samym zwierzęciem jak żubr, jeleń czy ryś. Mówi się: widziałem wilka - i tyle. Zupełnie inaczej jest w Bieszczadach. Tam wilk to dla wielu mieszkańców bestia. Może dlatego, że w Bieszczadach to głównie wilki zabijają zwierzęta domowe. W tym roku w województwie podkarpackim wypłacono 187 tys. zł tytułem odszkodowań za 373 owce, 21 krów i cieląt, 29 kóz i dwa konie zabite przez wilki. Na te liczby chętnie powołują się myśliwi. Pamiętajmy jednak, że część zwierząt domowych mogła paść ofiarą zdziczałych psów. Pamiętajmy też, że wilki atakują zwierzęta domowe, gdy brakuje im innego pożywienia. Zdaniem niektórych naukowców w ostatnich 15 latach liczba jeleni w Bieszczadach zmniejszyła się nawet trzykrotnie. Ale strach przed "wilczą bestią" może mieć jeszcze inne źródło. Otóż w Puszczy Białowieskiej żyją od pokoleń te same rodziny - zżyte i z lasem, i z mieszkającymi w nim zwierzętami. W Bieszczadach akcja "Wisła" spowodowała, że tamtejszych autochtonów zastąpiła ludność napływowa, która wcześniej z wilkami nie miała zbyt wielu kontaktów. Stąd brały się obawy i nienawiść do wilków. Zresztą Bieszczady nie są tu wyjątkiem. Powrót wilków do Norwegii wywołał w tym kraju prawdziwą panikę. Bano się o dzieci i o wypas owiec w lasach - choć kraj tak bogaty jak Norwegia może sobie pozwolić na wypłatę odszkodowań. Mimo to kilka lat temu rząd zezwolił na odstrzał wilków. Do polowania, w trakcie którego zakładano zabicie pięciu wilków, użyto skuterów śnieżnych i helikopterów - z kasy rządowej wydano na ten cel około 200 tys. dol. Z perspektywy Polski wyglądało to i śmiesznie, i strasznie, bo w całej Norwegii żyje około 25 wilków, drugie tyle krąży wzdłuż granicy szwedzko-norweskiej. Jednak ludzie reagują na wilki nie tylko strachem. Jest też inna reakcja - miłość i uwielbienie. Dla wielu miłośników zwierząt i obrońców przyrody - zwłaszcza z zachodniej części naszego kontynentu, gdzie wilków od dawna już nie ma - to właśnie zwierzę stało się symbolem żywej Natury. Czasem wygląda to trochę śmiesznie. Pamiętam grupę Holendrów, którzy stali na skrzyżowaniu leśnych dróg w Puszczy Białowieskiej i wpatrywali się nabożnie w jakiś punkt. Kiedy podszedłem do nich, zobaczyłem, że jest to po prostu wydrapany patykiem na piasku krzyżyk. - Co to takiego? - zapytałem. - Tu leżała kupa wilka - odpowiedzieli z bardzo poważnymi minami. W pierwszej chwili omal nie padłem ze śmiechu. A potem pomyślałem, że najwyższy czas, by traktować wilka po prostu jak zwykłe zwierzę. Autor: Adam Wajrak ***************
-
[quote name='danek']Mój Chinook (tak Manu, nasze psy mają tak samo na imię) [/quote] :P
-
Ale SH, coś w tym jednak jest... :) Widzi to ten, co zmienia diametralnie miejsce zamieszkania - np. ja teraz :wink: - na przykładzie tego samego psa/psów. U nas najlepiej widać to na Chinooku (bo Manu to i tak jedno wielkie chodzące futro). Tyle, że sedno jest nie w tym, że u mieszkającego na dworzu psa sierści jest więcej tylko, że malutko jej traci na co dzień :D
-
[quote name='Izka.w']czytajac opis Manu Twoich suczek to Akim czysty miks wyszedl.bo podobny do Shimy a osobowosc Grishki{dobrze napisalam?}.[/quote]Znaczy się oczywiście ma z obu to co najlepsze...? 8) :wink: Zakochana mamusia... :roll: Poczekaj, jeszcze znajdziesz pewnie co-nie-co :lol: :wink: Odnosisz się do mojego opisu tu czy w liście ? Bo tam obszernie je opisałam :)
-
Mariola, słuchaj, Grishka ma rewelacyjny charakter ! :angel: :D I też jest piękna :P Shima to faktycznie piękność (obiektywnie rzecz biorąc), ale charakter ma już trudniejszy. Wymaga więcej pracy i w niektórych sprawach potrzebuje więcej czasu. Podczas gdy Grishka jest bardzo ciekawa świata i odważna, to Shima się nieco tego świata obawia, jest również bardzo nieufna wobec ludzi, musi się do każdego z osobna przekonać (oczywiście do jednych szybciej, innych wolniej). Bardzo Ci, Mariolo, jeszcze raz dziękuję za obie panny, nie zamieniłabym je na żadne inne ! :D Iza, w piątek już nie dałam rady odpisać, dziś obiecuję :roll:
-
Szykuje się super impreza dla zaprawionych w boju i posiadających większą ilość zaprzęgowców :D ***************************************** [b]WIELKI RAJD SUWALSZCZYZNY[/b] (400km. psim zaprzęgiem po najdzikszych i najzimniejszych rejonach Polski) [b]„ROMINCKI LONG” – PROLOG[/b] Zapraszam do wzięcia udziału w imprezie, jakiej w Polsce jeszcze nie było. Wielki Rajd Suwalszczyzny, będzie miał przede wszystkim charakter wspólnej przygody uczestników. Jeżeli posiadasz zaprzęg psów zdolnych pokonać w ciągu 7 dni 400km.,niezłomną wolę radzenia sobie z przeciwnościami, a przede wszystkim chęć sprawdzenia się i przeżycia „polarnej” przygody, to jest to impreza dla Ciebie. Trasa rajdu przebiegać będzie przez Puszczę Romincką, Suwalski Park Krajobrazowy, Góry Sudawskie (polski biegun zimna), pogranicze polsko-litewskie, Puszczę Augustowską i doliną Rospudy wrócimy do Puszczy Rominckiej. Plan Rajdu: 10.02.2006 (piątek) Spotykamy się gospodarstwie agroturystycznym Beaty i Bronka Wojtkowiaków, w miejscowości Błędziszki ([url]www.ubronkow.prv.pl[/url]) na skraju Puszczy Rominckiej. Wieczorem wspólna bania (mam na myśli taką ruską saunę) - dla zintegrowania uczestników i „lepszej zdrowotności”. 11.02.2006 (sobota) – Start rajdu. 18.02.2006 (sobota) – Zakończenie rajdu. Wspólne ognisko (pieczony baran). Koszt dwóch noclegów i „bani” wynosi 50zł. od osoby. Pieczony baran, to prezent od gospodarzy. Samochody, oraz wszystko co nie będzie potrzebne w trakcie rajdu, pozostawimy w gospodarstwie „U Bronków”. Uczestnicy wiozą prowiant i wyposażenie na saniach. Każdy uczestnik może liczyć na pomoc towarzyszy. Proszę jednak żeby realnie ocenić siły swoje i swoich psów. Chciałbym, żeby Wielki Rajd Suwalszczyzny, był prologiem do zorganizowania w tym miejscu pierwszych w Polsce długodystansowych wyścigów psich zaprzęgów (Romincki Long) Proszę do mnie zadzwonić w razie jakichkolwiek pytań, lub wątpliwości. Maciej Słomiński tel. O 697 067 700 ; e-mail: [email]mushing@wp.pl[/email] *****************************************
-
Iza, list już mam, dzięki wielkie ! :D ...ale z Ciebie żywioł ! :o :D :D :D Nie dam głowy, ale nie wiem, czy wcześniej jakiegoś od "Izka" nie potraktowałam "kierunek --> kosz" :oops: bo był bez tytułu, a ja z zasady nie otwieram takich "podejrzanych" maili od nieznanych nadawców... Jeśli tak, to sorki :( Dobrze, że się teraz zgadałyśmy :)
-
A [url=http://www.dogomania.pl/index.php?name=PNphpBB2&file=viewtopic&t=6390&postdays=0&postorder=asc&start=3240]TUTAJ[/url] 8) :D Szukałaś może w dziale Off Topik..? :wink:
-
Tak, jolka11 to Mariola :D Pomogłam jej się zarejestrować, nie zalogować - z tym ostatnim już sobie poradziła sama 8) :D Iza, nie dostałam od Ciebie żadnej wiadomości :( Pisała do mnie Asia, jej odpisałam kierując tam również parę zdań do Ciebie, bo ostatnio miałam mało czasu na net (teraz się nieco poprawiło, uff..) To było na PW czy na maila ? :roll: Uda Ci sie wysłać ją ponownie ? W forumowej skrzynce PW powinna być w folderze "Wysłane" lub "Do wysłania" - jeśli nie ma, to znaczy, ze ona w ogóle nie została puszczona, pewnie z powodu jakiegoś błędu foruma...