Jump to content
Dogomania

zachraniarka

Members
  • Posts

    2159
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zachraniarka

  1. Nie chodził tylko biegał jak torpedka :evil_lol: Poszukiwania 5godzinne to norma, choć zdarzają się i dłuższe. W zależności od warunków robi się wtedy psom przerwy. Dziś było chłodno, więc pracowaliśmy non stop. Dla psa poszukiwanie zapachu jest równie naturalne co dla nas poszukiwanie wzrokiem, więc nie jest to dla niego bardzo trudne. Choć na pewno ciągła koncentracja męczy psychicznie, ale nasze psy zatwardziałe w bojach są. Psy ratownicze ćwiczą 2-3 razy w tygodniu przez cały okres swojej służby, ich forma jest wyrabiana i utrzymywana jak u sportowców, dlatego są w stanie sprostać nawet trudnym zadaniom. Jak byłam z labem w Algierii po trzęsieniu ziemii rozpoczęliśmy pracę z biegu. Po 9 godzinach lotu, dwóch godzinach jazdy, wysiedliśmy i od razu ruszyliśmy na gruzy. Było wtedy ponad 30 stopni w cieniu i nie było czym oddychać, duchota, olbrzymie zapylenie i haos, który panował wokół. Psy pracowały z olbrzymim zapałem od samego początku i przez kolejne 4 doby. To była prawdziwa mordercza praca, ale poradziły sobie. Dlatego własnie kocham psy to niesamowite zwierzęta, dają z siebie wszystko :roll:
  2. [quote name='Flaire']zach, na seminarium, jak ktos mnie pytał o jej wiek, to zawsze kazałam zgadywać. No i wszyscy zgodnie zgadywali, że ma 8 miesięcy. Tak więc póki co, to jeszcze szczeniak ;-).[/QUOTE] No właśnie 8miesięcy to już dla mnie jest całkiem całkiem spory podlotek. Szczeniak jest malutki, okrąglutki i ma grube łapeczki.. Ja chcem szczeniaka :loveu: [quote name='Flaire']No i jak Ludwisiowi poszło? A w ogóle to napisz coś o tym, jak decydujesz, którego brać? Bo Huguś jeszcze przecież nie jest na emeryturze?[/QUOTE] Ludwiś pracował jak szalony, jeżeli chodzi o zapał, jego wytrzymałość i sprawność jestem z niego bardzo zadowolona. Zaraz na początku poszukiwań jakieś 10 metrów przed jego nosem przebiegła spłoszona sarna, przestraszyłam się jak szorstki zareaguje, ale w ogóle nie zaprzątał sobie tym głowy. Jeżeli chodzi o efekt pracy to nie on znalazł zaginionego, bo nie był w naszym sektorze, ale na koniec pięknie zlokalizował i oznaczył miejscowego, który został podłożony tak by pies miał sukces. Także po 5 godzinach pracy nie brakowało mu motywacji. Jest dobrze. Co do wyboru psa to ciężko było się po raz pierwszy zdecydować się na młodego, dziś już go wzięłam prawie bez zastanowienia. Oba moje psy pracują dobrze, jednak ze względu na wiek i rasę terier przewyższa laba pod względem szybkości oraz wielkości okładanego pola. Chociaż lab nadrabia tutaj doświadczeniem.. Jednakże i tak staram się brać jak najczęściej teriera i ze względu na niego by się chłopak wdrażał, łapał doświadczenie.. I ze względu na laba, który ma już 9 lat, ponad 8 z nich ciężko pracował i należy mu się odpoczynek. Póki co Hugusio jest w świetnej formie i chciałabym by zostało tak jak najdłużej- nie chce go zajechać. No a praca ratownicza co tu dużo mówić bardzo eksploatuje psa.. [quote name='coztego'][B]zach[/B], czy mi się wydaje, czy Ludwiś uważnie słucha dowódcy? :loveu:[/QUOTE] No dokładnie, Ludwik to okropny prymus.. Hugusio pewnie w tym czasie z zachwytem by podziwiał rowy pełne śmierdzącej wody i gnojówki.. Lab uwielbiał się dobrze namoczyć przed rozpoczeciem pracy, choć na sucho też potrafił szukać, lecz to już nie ta przyjemność :lol:
  3. Biedna Lotka.. A w ogóle jak czytałam Flaire Twój post to w pierwszej chwili nie wiedziałam o jakim szczeniaku piszesz. Lotka to już tak duża pannica, że nazywanie jej szczeniakiem nie przystoi :roll: Ludwik był dziś na swojej drugiej akcji poszukiwawczej.. Jeszcze mi tak dziwnie bez laba pracować, ale pomału do rudego wariata się przyzwyczajam. Mamy jedną fotkę jak dowódca wysyłał nas na poszczególne sektory: [IMG]http://img206.imageshack.us/img206/3123/sarposzukiwania16122006rm7.jpg[/IMG]
  4. [quote name='Flaire']INA, ja Ci mogę Misię podrzucić, żeby Vigo nauczyła jedzenia... :evil_lol: Chociaż Leokadii nie nauczyła i Locia też niejadek jest. Na przykład, przedwczoraj kolacji Lotka nie tknęła, wczoraj śniadania też nie - niby się ekscytuje, gdy miski przygotowuję, a potem podchodzi, jeden niuch, odwraca łeb i wraca z powrotem wylegiwać się na wyrku... :-( Ale ja po prostu na te fochy nie zwracam uwagi, zabieram michę i koniec. Więc wczoraj do kolacji zgłodniała (w końcu nie jadła półtora dnia :roll:) i już wtedy wszystko wrąbała. Ale to ciągle tylko jeden posiłek na trzy - grubaskiem Lotka, póki co, nie będzie...[/QUOTE] [B]Flaire[/B] a w tym czasie jak Lotka odwraca łeb Miśka nie zabiera się za konsumpcję?? Jak do mnie przybył Ludwiśku to był straszny niejadek. Czego ja nie robiłam kupowałam różne karmy mieszałam z twarożkiem, jogurtem.. Tego wydziwiania wytrzymałam chyba przez tydzień potem przestałam zamykać klatkę szczyla na czas posiłku :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: Wystarczyło, ze Hugusio dwa razy wciągnął nosem to czym wzgardził szczeniak i w szczeniaku się głód odezwał.. Dziś uczeń przerósł mistrza :roll:
  5. [quote name='coztego'][B]zach[/B], a jak działa takie złoto w biodrze? Kiedyś słyszałam o wstrzykiwnaiu złota do kolana ludzkiego, ale jakoś nigdy nie dowiedziałam się jak to działa?[/QUOTE] Hugusio miał zdegenerowane główki kości biodrowych, były spłaszczone i bardziej kwadratowe niż okrągłe. Z tego powodu nacisk nie był rozłożony na całą powierzchnię tylko na te najbardziej wystające miejsca przez co wycierała się chrzastka, tarcie kości o kość to mega bół to tak tytułem wstępu. Ciekłe złoto, tak naprawdę nie wiem czy to prawdziwe złoto, czy po prostu tak mi to tłumaczyli, w każdym bądź razie jest to substancja najbliższa chrząstce jeżeli chodzi o współczynnik tarcia- co jest w chrząstce unikalne to właśnie minimalny współczynnik tarcia. W każde bioderko wbili Hugusiowi 5 igieł, zrobili zdjęcie rentgenowskie czy na pewno są one na właściwym miejscu i wstrzyknięto substancję. Wypełniła ona dokładnie przestrzeń między główką a panewką, przez co znów wszystko zaczęło pasować do siebie. Miesiąc czasu taka substancja ostatecznie zastyga i przez ten czas z dnia na dzień jest widoczna poprawa w zdrowiu. Jednak największa róznica jest jak pies się wybudza, u mnie było tak śmiesznie, bo ja musiałam wracać jak najszybciej do Polski. Tydzień czasu i tak spędziłam w Hamburgu na samych badaniach i przygotowaniach. No i tak wsiadłam do samochodu z jeszcze odsypiającym Hugusiem. Po kilku godzinach zastrzymuję się na stacji benzynowej i stwierdziłam, ze wypuszczę laba na sika. Hugol wysiadł z samochodu, zrobił 10 kroków i... zwariował!! Biegał jak durny w kółko, mega olbrzymia głupawka! A ja ryczałam jak głupia.. I tak to było.. Minusem tej metody jest to, że jest bardzo kosztowna- mało miejsc w których jest przeprowadzana, bo jest trudna. I druga sprawa to, że pomaga tylko niewielkiej ilości przypadków danej dysplazji. W większość sytuacji wstrzyknięcie takiego złota nie przynosi rezultatów. Także mieliśmy ogromne szczęście.. W ogóle to była niesamowita historia od momentu kiedy właśnie poznałam tych ratowników, którzy przekonywali mnie, że nigdy nie można tracić nadziei, a ja twierdziłam że to totalna bzdura. Potem miesiąc później przyszła kartka z tekstem, że czeka na nas miejsce w klinice w Hamburgu i że niemiecki czerwony krzyż pokrywa koszty zabiegu. Kartkę mam do dziś, choć cała rozmyta jest od moich łez.. Potem jak pojechaliśmy na miejsce zabrali nas jednego wieczoru na specjalny poligon, gdzie schowali kilka osób i kazali nam szukać- oglądało nas kilkadziesiąt osób, reprezentatów, którzy chcieli zobaczyć na co idą ich pieniądze. Biedny schorowany Huguś pokazał wtedy chyba swoją najlepszą pracą, tak jakby wiedział że to chodzi o jego życie.. No i przez tę niesamowitą historię Hugusio na labowisku (zlocie miłośników labradorów) został nazwany Złotym Chłopakiem, bo taki on właśnie jest ma złote sierściuchy, złote biodra, a co najważniejsze.. złote serce. Mój najkochańszy miś..
  6. [quote name='Kardusia']piesek musi je rozróżnić i wiedzieć o co nam chodzi,że FE - to jest FE - czyli zakaz na całe życie (np.fe koopa;)) a np. NIE - może oznaczać,że akurat teraz tego nie wolno[/QUOTE] ale ja właśnie nie chce używać ani FE ani NIE tylko w zamian kazać psu zrobić coś innego :roll:
  7. [quote name='Kardusia']INA - nawet jeżeli nie możesz wziąć na stałe drugiego pieska - to może tak na tymczasem???[/QUOTE] INA, może chcesz jakiegoś mojego potwora na wakacje- skuś się, a ja jeszcze dopłacę co by mieć przerwę od tych wiecznych kłopotów. Gwarantuję, że jeżeli chodzi o jedzenie to będą aż za bardzo świecić przykładem. Moje psy to ostatnie żebraki, które wiecznie o coś sępią i zawsze są głodne. Rozbestiwony Ludwik potrafi nawet komuś wyrwać coś z ręki, jeżeli ten ktoś nie zachowuje odpowiedniej czujności :shake: :oops: :oops: [quote name='Kardusia'][B]Anisha [/B]- ale masz fajne zajęcie:loveu:. Ja dotychczas nigdy nie uczyłam sierściucha "sztuczek" za pomocą takiego wynalazku:hmmmm: . W ogóle jestem do tyłu z tymi edukacyjnymi zabawkami dla psów. Muszę spróbować jak by to się u nas sprawdziło. Program edukacyjny przerabiałam z Dolką wyłącznie za pomocą komend wydawanych [IMG]http://img187.imageshack.us/img187/7739/g322osnikbo0.gif[/IMG]głosem, :xpokazywania ręką i świdrowania :crazyeye: wzrokiem a czasami wręcz do zabójczo gniewnego spojrzenia :pissed:...;)[/QUOTE] Ja za to po ostatnim spotkaniu z Inki zmieniłam trochę system szkolenia szorstkiemu. Inki przestrzegała przed zbytnim nadużywaniem komendy "nie" co by życie psa nie stało się naszpikowane zakazami to jest "nie" to jest "fuj".. No i jak przeanalizowałam sobie to faktycznie ja to często do Ludwika tylko "ejka" i "ejka". Staram się to zmienić i teraz zamiast mu zakazywać czegoś po prostu go przywołuję. Ciężko mi się na razie przestawić, bo najłatwiej krzyknąć na psa, ale bardzo szybko zaczełam widzieć pierwsze efekty, także fajnie jest i pies szczęśliwszy :D [quote name='niedzwiedzica']A narkoza...co komu pisane i tak go spotka ...nawet stare psy sa usypiane i jest wszystko ok, nalezy mysleć pozytywnie.[/QUOTE] Ja to bije rekordy w usypianiu moich psów i żyją, także też uważam, że co komu pisane.. i nie ma co się bać :)
  8. [B]Gosia[/B] to Ty rozpoczęłaś kurs prawa jazdy i jeszcze nie wiesz, że pod wpływem alku się za kierownicę nie wsiada- wstydź się :nono: :diabloti:
  9. [quote name='Kardusia']No to po części czuję się winną tej burzy mózgów [IMG]http://img296.imageshack.us/img296/625/ceg322asp7.gif[/IMG]. Przez to moje wścibskie dociekanie i patriotyzm, że polskie to dobre:terazpol:... i chęć dowiedzenia się czegoś więcej....;).[/QUOTE] No ale chyba pozytywnie czujesz się winna :) Ja uważam, że im bardziej "burzliwe" dyskusje tym lepiej, bo więcej różnych głosów, opinii i można się więcej dowiedzieć.
  10. [quote name='Magda_i_Dex']Jeśli ktoś zna jakiś skuteczny pomysł to proszę o radę:placz:[/QUOTE] Magda u mnie po sąsiedzku mieszkał kiedyś strasznie agresywny, wielki owczar. Jednego dnia nawet wyskoczył ze swojego balkonu i rzucił się na mojego laba. To było okrutne psisko.. Jednego dnia porządnie psiknęłam jakimś dezodorantem prosto mu w pysk i kłopoty się skończyły, omijał nas szerokim kołem.
  11. [quote name='Kardusia']lecz zaintrygowało mnie lecznie dysplazji u szczeniąt wyłącznie metodą operacyjną :roll:... Jednak jak pisała Zach (na swoim przykładzie) nawet u nieco starszego psa można dokonać (niewielkich ?) korekt chorób stawów biodrowych pozaoperacyjnie... (Zachowawczo, fizjoterapią, rehabilitacją ???)[/QUOTE] Moim zdaniem leczenie operacyjne jest często nadużywane i stosowane zbyt pochopnie. Słuchając znajomych psiarzy bardzo często praktycznie zawsze przy jakichkolwiek nieprawidłowościach w biodrach pada decyzja o ingerencji chirurgicznej (zespolenie spojenia łonowego, pektinotomia, potrójna osteotomia miednicy). Często to dotyczy bardzo młodych psów. Mój labrador był w stanie krytycznym mając 3 lata. Stan krytyczny, czyli funkcjonowanie wyłącznie na przeciwbólowych, które były odstawiane tylko na noc, w związku z czym przez całe noce Hugo wył z bólu.. zmierzaliśmy w prostej linii do decyzji o uśpieniu, ponoć to było jedyne wyjście. Szczęśliwym zrządzeniem losu trafiłam na niemieckich ratowników, którzy widząc pracę mojego psa, stwierdzili, że on po prostu musi żyć i dalej pracować. Zostałam zaproszona do kliniki w Hamburgu, tam dużo nauczyłam się o tym schorzeniu. Tamtejsi weterynarze podeszli do tego tak, że mój lab jest za młody na operację, że na to jeszcze będzie czas.. W pierwszej próbie zdecydowali się na wszczepienie mu ciekłego złota w panewki biodrowe. Jest to zabieg, który trwa bardzo krótko i nie wymaga rehabilitacji, po prostu po wybudzeniu z narkozy pies zaczyna biegać. Hugo do dnia dzisiejszego funkcjonuje wspaniale po tym zabiegu, mimo że minęło kilka lat i to lat ciężkiej pracy. Dlatego teraz jak rozmawiam z właścicielami młodych psów, którzy planują coś kroić szczerze odradzam. Po co sięgać od razu po najwyższą półkę, jeżeli po drodze jest jeszcze parę innych możliwości, znacznie mniej inwazyjnych. Myślę, że z niczym nie ma co się spieszyć. Oczywiście to moje zdanie i nie twierdzę, że jest słuszne, po prostu tak uważam po tym co przeżyłam. [B]Aluzjo[/B] troszkę się z Tobą nie zgadzam co do stereotypów, że z tego kraju to taki, a z drugiego to taki.. Wiadomo, że wszędzie funkcjonują jakieś mity, ale same mity nie sprawiają, że ludzie dokonują jakiś wyborów. Mam wielu znajomych z zagranicy, którzy wybierają psy różnych ras z Polski- do szkolenia czy wystawiania. Jeżeli coś jest naprawdę dobre to nie ma znaczenia skąd pochodzi.. Tak uważam.
  12. [quote name='Flaire']Z tą niespodzianką to tak głupio wyszło :oops: - zach i ja pisałyśmy w tym samym czasie, więc ona już Wam powiedziała o niespodziance zanim ja ją zapowiedziałam... :oops: [/QUOTE] Spoko, zawsze można inną niespodziankę zorganizować.. Może jakieś występy tutejszego zespołu tanecznego coś dla oka i ucha :evil_lol: :evil_lol: ;)
  13. [quote name='Wind']I to mowi ta, ktora chce swoje kolanko jakiemus polskiemu rzeznikowi zapodac :evil_lol: [/QUOTE] Na razie nic nikomu nie zapodaję :evil_lol: Poza ja to nie mam kiedy o lekarzu pomyśleć przy moich durnych potworach. Wczoraj wieczorem miałam okropną przygodę, pojechałam z psami do weta. Ludwik miał mieć robione jakieś tam szlify zębowe, Hugusio na zastrzyk. Wychodząc po wizycie, bardzo się spieszyłam i nie miałam czasu czekać aż Ludwik się do końca wybudzi. Złapałam go pod pachę, Hugusia zawołałam do nogi i tylko proszę otworzyć drzwi, a tam.. wielki nowofunland i wielki chrapiący mastino napoletano. Ja ruszam w kierunku drzwi, ale odwracam się, bo oczywiście tak jak myślałam Huguś ani myśli przejść przy tych wielkich psach. I się zaczęło- ja wołam Huga, ten chce, ale się boi, za to nieprzytomny Ludwik spod mojej pachy probuje nastukać mastino za to chrapanie.. W końcu udało mi się dostać się do samochodu, wrzuciłam jednogo psa, drugiego do bagażnika.. I jeszcze tylko się schyliłam o kluczyki, które mi wypadły.. no i zostałam w takiej pozycji.. Nie wiem co mi się stało w ten głupi kręgosłup, ale do dziś boli tak, że chce mi się wyć. Na razie nie pomaga nic, ani przeciwbólowe, ani rozgrzewająca poduszka, ani nacieranie maściami.. Mam nadzieje, że w końcu to przejdzie.. [quote name='Kardusia'][B]Flaire[/B] - czytam Twoją wypowiedź i widzę, że zupełnie inaczej (?) wygląda leczenie dyspalzji stawów biodrowych u zwierząt w stosunku do leczenia w ludzi (małych dzieci).[/QUOTE] [B]Kardusia[/B] ja się urodziłam z dysplazją i przez pierwsze miesiące żyłam z jakąś mega pieluchą między nogami. Te doświadczenia, jak i doświadczenia z moim labem kiedyś mnie natchnęły by porównać jedno z drugim. No i to co się nazywa dysplazją u dzieci jest czymś innym niż dysplazja u psów. Także i leczenie zupełnie inne. [quote name='Terriermania'] może wsadzają te dragi do środka piłki, nie widać, my nie czujemy, ale pies tak?[/QUOTE] Nie trzeba wkładać do środka. Węch psa jest naprawdę mega, mega czuły. Wystarczy, że taka zabawka jest przechowywana obok interesującej nas substancji. Później ten mikro zapach staje się dla psa wyzwalaczem, że skoro to jest tu to na pewno zaraz obok będzie upragniona zabawka.
  14. [quote name='INA']wiem że niektórzy dostają wysypki jak opowiadam, że spałam pod namiotem[/QUOTE] I to są dopiero dziwadła.. ale też takich znam.. :shake:
  15. Aluzja- ja znam właśnie wiele odwrotnych przypadków, głównie jeżeli chodzi o owczarki niemieckie. W Polsce miały wyniki A, B.. a w Niemczech nagle te wyniki spadały do C. Myslę, że i w Polsce i w Niemczech i w każdym innym kraju są lepsi i gorsi specjaliści i na pewno nie wszystko co niemieckie z założenia jest lepsze od tego co polskie. Jednak jezeli chodzi o sprzęt i warunki wyprzedzają nas mocno. Co do Siemiebiedy to ostatnio straciłam trochę zaufanie do niego. Znam osobiście dwie sucze, które zostały w Wrocławiu zdiagnozowane bardzo moim skromnym zdaniem.. kontrowersyjnie. Jak zobaczyłam jedno zdjęcie RTG to nie mogłam uwierzyć, że ktoś na tej podstawie cokolwiek odczytywał, pies był ułożony totalnie niesymetrycznie. Jednak wiadomo każdy jest tylko człowiekiem i nikt nie jest doskonały. Ja w każdym bądź razie na wrocławskich specjalistach się troszkę zawiodłam. Natomiast z różnych stron docierają do mnie bardzo dobre opinie o dr Janickim z Warszawy. I właśnie myślę czy się do niego nie wybiorę z Ludwiśkiem. No i oczywiście się zgadzam, że nie ma sensu za wczesnie prześwietlać psów, kiedy wszystko jest jeszcze w trakcie rozwoju i może się zmienić za równo na plus i minus.
  16. [quote name='Flaire']Więc moim zdaniem, nie bardzo ma sens przywożenie psa z zachodu do Polski na zabiegi weterynaryjne - a właśnie o to pytała fjolka. Taka jest moja opinia; niewątpliwie inni uważają inaczej.[/QUOTE] Nie wszyscy uważają inaczej ;) Ja mam niestety bardzo duże doświadczenia z dysplazją.. osobiste doświadczenia. Mój lab był w bardzo ciężkim stanie właśnie ze względu na zaawansowaną dysplazję. Przez pierwszy czas walczylismy z tym w Polsce, ale na tym etapie degeneracji stawów jedynym rozwiązaniem była tu opieka paliatywna. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafiłam do kliniki w Hamburgu, gdzie postawili mi laba na nogi na tyle skutecznie, że do dziś biega, skacze i nie ma najmniejszych dolegliwości związanych z swoich schorzeniem. To co zobaczyłam w tych niemieckich klinikach jeżeli chodzi o sprzęt, opiekę, podejście zamurowało mnie totalnie. Moja babcia ma dwa sztuczne stawy biodrowe i nie raz spędzałam czas w szpitalach, kiedy była po kolejnej operacji.. I śmiem twierdzić, że mój lab leżał w lepszych warunkach niż ona czasem tutaj w naszym kraju.. Tak czy siak już kiedyś pisałam o tym z Flaire, parę miesięcy temu, jeżeli mi kiedyś przyjdzie prześwietlić psa, być może w tym celu pojadę do Niemiec. Chociaż ostatnio słyszę coraz więcej dobrego o jednym polskim weterynarzu i może się zdecyduję. W każdym bądź razie mieszkając w Niemczech na pewno bym w tym celu nie przyjeżdzała do Polski. Na wszystkim można oszczędzać, ale nie na zdrowiu..
  17. acha za to osobiście przetestowałyśmy jedną jadłodajnie i myślę, że jest warta rozpatrzenia, jak uważasz Flaire? jak dla mnie, było smakowicie :sabber:
  18. [quote name='Anisha']Tylko co to za Boże Narodzenie kiedy za oknem wszystko czarne i ponure? :mad: Kicha totalna...[/QUOTE] Bluźnisz kobieto.. Odmarźniętych dłoni i nosów się Tobie zachciewa i jeszcze chodzenia w 10 warstawach brrr Ja własnie jak czytam, że u innych białe się pokazało z rozkoszą patrzę za moje okno.. W Gdańsku jest cudownie- białego niet, mokrego niet, zimnego niet- wymarzona zima :D :D :D
  19. Bytując przez ostatni weekend na wyspie Sobieszewskiej temat z Flaire przegadalyśmy nie raz.. Zdecydowałyśmy, że lokalizacja jest jak najbardziej OK. Problem jaki może wyjść to brak miejsc.. W tym tygodniu skontaktuję się z znajomymi strażakami, którzy mają domki wypoczynkowe. Być może udałoby się wtedy zrobić rezerwacje i byłoby na pewno i tanio i wygodnie. Tylko nie wiem o ilu miejscach wstępnie rozmawiać.. [quote name='INA']no namiot też raczej nie[/QUOTE] Ja uwielbiam spać w moim wymiocie i taki mam właśnie plan na ten zlot.. Ja jak tylko mogę to wybieram wersję wymiotową.. Odpada mi wtedy ryzyko, że np spadnę z łóżka, potknę się o próg, wypadnę z okna.. Korzystanie z domków jest wysoce ryzykowne ;) :lol:
  20. [quote name='Kardusia']Fajnie, że jest tak jak jest :p. I ta świadomość, że rano pije się wspólną kawkę czy herbatkę też jest fajna :loveu:...[/QUOTE] Ja już nie raz się przekonałam jak pomocni tu są ludzie, jak bezinteresowni i jak fajni- to jest po prostu niesamowite :D A ja właśnie dostałam info, że część zdjęć z kursu jest już w necie, więc się dzielę (po części i moim dziełem): [URL="http://www.sripublication.se/SRIweb2004/PL_polska/PLinstr2006.htm"]http://www.sripublication.se/SRIweb2004/PL_polska/PLinstr2006.htm[/URL] Oczywiście na zdjęciach są tam serdle trzy: Miśka, Lotka i Ludwiśko oraz PRT Didi :cool3:
  21. Ludwiś złapał piłeczkę.. problem w tym, że była ona w mojej dłoni.. Niestety czasem szorstki nie zawraca sobie głowy takimi szczegółami, przez co ja później cierpię.. :mad:
  22. [quote name='Flaire'] A ja od Lorda Ludwiga otrzymałam buziaczki, i to dwa razy![/QUOTE] Tiaaa.. ja też dostałam buziaka od Lorda Ludwiga.. w dłoń.. takiego buziaka, że mam dwie dziury w tejże dłoni i do dziś posługuję się głównie lewą rączką.. Chyba muszę popracować nad komendą "puść", bo inaczej zachowanie mojej małej szorstkiej księżniczki wprowadza trochę za dużo kontrowersji i burzliwych dyskusji :evil_lol: [quote name='Flaire']zach, ale z takiego porównania wynika, że jednak ja wolałabym, żeby na gruzach szukał mnie volvo niz bolid, którym mogłabyś do mnie nie dojechać... ;-) Czyli co, do prawdziwej pracy lepsze eksteriery niż użytki? ;-)[/QUOTE] Uważam, że nie da się ogólnie powiedzieć co jest lepsze. Jak rasa, jaka linia, jaka płeć.. bo wszystko tak naprawdę zależy od kierowcy.. Gdyby moim pierwszym samochodem był bolid rozbiłabym się na pierwszym zakręcie. A tak w wygodnym, bezpiecznym volvo zwiedziłam sobie troszkę świata, może nie najszybciej, może bez emocji, ale co zobaczyłam to moje.. Jednak po 8 latach jazdy volvo pomyślałam, że może spróbuję zakupić bolida. Pierwszy rok to była bardzo nierówna jazda- co trochę do przodu to hamowanie, wpadanie w poślizg i wszystko to o czym rozmawiałyśny sobie w ostatnią sobotę.. Ale powolutku powolutku oswajam się i na prostych odcinkach odważam się wciskać gaz do dechy i są chwile kiedy ja i samochód pędzimy doskonale zgrani ze sobą.. i to jest cudowne! Po czymś takim każdy inny samochód dla mnie byłby już chyba za wolny.. No i bolid daje mi możliwość zajechać dalej niż volvo.. może się uda.. Także odpowiadając na Twoje pytanie: Czyli co, do prawdziwej pracy lepsze eksteriery niż użytki? ;-) DLA MNIE, na dzień dzisiejszy, przy moich obecnych duuużych wymaganiach, tylko użytek.. A co do tego przez kogo chciałoby się być poszukiwanym. To spokojnie.. póki nie zdobędę wszystkich umiejętności nie wjadę bolidem na gruzę.. także nie ma stracha.. ;-)
  23. [quote name='Anisha']O, [B]Zach[/B], super, jasne, że zapytaj! :loveu: Mnie się wydaje, że im zależy, bo inaczej psa już by nie było... [/QUOTE] Spoko, już masz priva.
  24. Na reszcie chwila wolnego czasu i możliwość konsumpcji pysznej kawy na siedząco.. ale mi dobrze :haha: W weekend organizowałam kurs instruktorski i była to sprawa bardzo pracochłonna. Całość myślę, że wyszła OK. Ja się bardzo cieszę, ze to już za mną i mam teraz trochę mniej obowiązków wiszących nad sobą. Szybko przerobiłam ostatnie wypowiedzi, których było bardzo dużo.. Nie sądze bym wszystko wyłapała tak się rozpisaliście. [B]Anisha[/B] znam osobe z Trójmiasta, która potrafiłaby dobrze ocenić i być może mogłaby pomóc bullkowi. Jednak dwie kwestie- czy właścicielom naprawdę zależy aby poprawić relacje z swoim psem, no i drugi problem to nie wiem czy ta osoba będzie miała czas. Generalnie cywilnymi psami się nie zajmuje, choć wiem, że pomagała nie raz w takich przypadkach. Jak co mogę się spytać i wtedy info na priv. Było też wspomniane o psach policyjnych, że niby trafiają do służby z linii użytkowych hi hi Przed każdym kursem psów policyjnych w Sułkowicach organizowane są zakupy spod płotu. Koordynatorzy robią wywiad wśród znanych handlarzy i zamawiają określoną ilość psów. Naprawdę ciężko stwierdzić z jakich to linii pochodzą te zwierzaki, ponieważ w 90% to psy bez rodowodu, zazwyczaj owczaropodobne kundle.. Pracujace linie tutaj najczęściej wyglądają tak, ze pies pracował w policji, a suczka stała przy płocie.. W Straży Granicznej jest inaczej, bo tam zakup prowadzony jest centralnie i na innych zasadach.. Straż Pożarna kupujac szczeniaki musi się wybrać psy z rodowodem. Jednak i tak większość, znaczna większość to psy z linii wystawowych.. z prostego powodu- hodowli bazujących na linii użytkowej w Polsce można na palcach jednej ręki policzyć i obejmuje chyba tylko ONy i maliniaki. Ktoś pisał, że zna laba z linii wystawowej, który pracuje na gruzach i jest doskonałym użytkiem.. Mój lab też jest z linii wystawowej i ma za sobą 8 lat pracy na gruzach i w terenie.. Działał na akcjach w kraju i za granicą. Uczestniczył w wielu zawodach dla psów ratowniczych nie tylko w Polsce ale i w różnych częściach Europy. To był naprawdę dobrze pracujacy pies, ale w życiu bym go nie określiła mianem doskonałego użytka.. To jest po prostu dobrze pracujący eksterier, użytkiem jest Ludwik z racji swojego pochodzenia.. Troszkę wiem o czym piszę, bo mam przedstawicieli obu linii u siebie w domu.. Porównać moje psy to jak porównać volvo do bolida.. Być może nigdy nie zajadę bolidem tam gdzie byłam volvem, bo rozbiję się na kolejnym zakręcie.. Jednak to uczucie jakie daje jazda bolidem ach.. :razz:
  25. [quote name='Ali26762'] Ostatnio bawiłam się projektowaniem prościutkiego kolażu na kubek z psami[/QUOTE] I taki superowy wyszedł: [URL="http://img54.imageshack.us/my.php?image=kubekge6.jpg"]http://img54.imageshack.us/my.php?image=kubekge6.jpg[/URL] [B]Ali[/B] dzięki ogromne :buzi: Pozdrawiam serdecznie wszystkich terieromaniaków i pędze dalej pić kawkę w biegu.. Ostatnio życie mi zwariowało i robię 1000 rzeczy dziennie.. Sypiam 3-4 godziny na dobę i marzę by już było po weekendzie.. Od poniedziałku mam nadzieje trochę się uspokoi.. A wtedy przez tydzień będę wyglądać tak :morning: ;)
×
×
  • Create New...