Po tak błyskawicznej adopcji Marcysia zastanawiałyśmy się, czy na jego miejsce nie dałoby się zabrać kolejnego nieszczęścia. Decyzja w nas dojrzewała, a ja zaczęłam rozglądać się po miejscach, o których wiem, że psy zimą mają bardzo ciężko. No i pojawiła się ona – kilkuletnia suczka oddana po śmierci właściciela do przechowalni w Suścu (stamtąd zabrałyśmy jakiś czas temu Isię) i on – dwuletni psiak zostawiony przez człowieka, który poszedł mieszkać do DPS i oddany do przechowalni w Hutkach.
Sunia bardzo kiepsko znosi pobyt tam, pierwsze 3 miesiące nie wychodziła z budy, była bardzo wycofana. Była w depresji i rozpaczy po utracie domu. Teraz łasi się do ludzi, bardzo cieszy się na każdy spacer. Jest tam od marca i nikt, dosłownie nikt nie pochylił się nad nią, nie zechciał dać domu.
Piesek został początkowo przygarnięty przez sąsiadkę byłego opiekuna, ale bardzo pchał się do domu i kiedy blokowała mu tam wstęp, capnął ją w nogę. Wtedy zgłosiła go do gminy i wylądował w przechowalni. On ma dużo gorzej, niż sunia, bo w miejscu gdzie jest w weekendy nie ma nikogo. Jest tam dobra dusza, która raz w ciągu weekendu podjeżdża do niego dać jeść i nalać wody, ale nie jest w stanie robić tego i w sobotę i w niedzielę.
Wiecie jak to jest. Człowiek może się zastanawiać teoretycznie i podjąć nawet decyzję, że jednak nie powinien i takie tam… Ale jak dostanie zdjęcie, filmik psów w potrzebie, to teoretyzowanie się kończy. Widzisz konkretnego psa i musisz powiedzieć sobie „nie, nie pomogę jej/jemu, bo mogę nie dać rady utrzymać”. No nie da się, po prostu nie da. Tak samo jak nie da się wybrać któremu pomożemy, a który tam zostanie, dlatego zdecydowałyśmy z Ewą Martą, że zabierzemy dwójkę. W tej chwili szukamy dla transportu dla suni do hotelu, w którym był Dropsik. Niestety są w różnych miejscach, więc potrzebne są dwa transporty. Psiak pojechał już dzisiaj. Łańcuszek dobrych ludzi zadziałał. Pan Wojtek osobiście przywiózł pieska, pani Marta zawiezie do Lublina. Już dzisiejszą noc spędzi w ciepełku.