Jump to content
Dogomania

Pani Profesor

Members
  • Posts

    2333
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Pani Profesor

  1. [quote name='Dioranne']Nie narzekaj... Młody jak chce wyżulić choć jeden smakowity kąsek z obiadu to staje na dwóch łapach, przednie i łeb kładzie mi na nodze, do tego suodkie oczka i się gapi... :shake::diabloti:[/QUOTE] Patryk okrutnie żebrał, ale kiedyś - teraz wie, że nie wolno i mam ubaw po pachy kiedy coś jem i spojrzę znad talerza na psa, a on w sekundę odwraca łeb z wywalonymi oczami pt. "nie patrzyłem!", za chwilę jem i znowu się odwrócę, a Pat ponownie łeb w drugą stronę :D strasznie mnie to śmieszy. Waldek za to żebrał tak..całym sobą :loveu: no i durna ciocia oddała trochę mięska :diabloti: ciocia może rozpuszczać :diabloti: a btw, Majkowska, mówiłam, że dokończę kebaba jak wrócę? właśnie to zrobiłam :D [quote name='heksa82']Zapędy psa polującego bardzo trudno wyeliminować...ja trzy lata z tym walczę i chociaż jeżeli się zorientuję w porę, że coś wywąchał, to jest odwoływalny. Jeśli nie zdążę go odwołać to leci głuchy za tropem/zwierzątkiem i wraca za kilka minut przeszczęśliwy :mad: jednak jest zachowanie w stosunku nadal jest niefajnie (nawet jeśli to odruch) :shake: trzymam kciuki za dalszą pracę w tym temacie[/QUOTE] ja go [I]czasem [/I]jestem w stanie odwołać, ale rzadko mamy akcje pt. "wyskoczył zając", więc na szczęście nigdy się nic nie stało, niedawno pisałam, że odwołałam od pogoni właśnie za uszatym i jest ok. gorzej, że dziś to był research w trawie i przecież nie zabronię wąchać, szukać i gmerać - sądziłam, że odpuścił sobie nory na Błoniach,bo ostatnio nawet nie zwrócił uwagi, a tu niespodzianka- dziś były atrakcyjne, no i coś dorwał...tzn. nie dorwał, po prostu wywąchał - przez chopo nic nie zrobi, a tak naprawdę nie chodzi tu już o tego kreta czy nornicę a o to, jak się w stosunku do mnie zachował. dodam, że tż-ta też tak gania, inne psy, KAŻDEGO, kto próbuje mu udaremnić polowanie - zdziwiłam się jednak i traktuję to jako plus, że sam sobie wymierzył sprawiedliwość, czyli spodziewał się i wiedział, że za taki wyskok dostanie w łeb...nie dostał, bo się ułożył w pozycji biednego szczeniątka i w zasadzie nie było za co karać po fakcie. tak czy srak, nie mam pojęcia jak to przepracować, odwołać to jeszcze pół biedy, ale odwieść od pomysłu jak już się wkręci... na chwilę obecną - niewykonalne :shake: dodam, że łatwiej go odciągnąć od psa, od kradzieży żarcia ze stołu, od pobiegnięcia w jakąś stronę, niż od polowania na małe zwierzątka..
  2. 16zł za kilogram, boże, ile to by było wołowiny... :D a btw, Majkowska - masz kupę na pięcie... :shake::diabloti::diabloti::diabloti::diabloti::diabloti:
  3. Pani Profesor

    dubel

    haha, jakie to urocze - ktoś jest podejrzanie miły, więc na pewno coś przeskrobał... :D :D ja tak mam kiedy mi tż zrobi śniadanie, później czekam tylko, kiedy wypali z jakąś wielce kuszącą propozycją typu "a może przyjdą dziś chłopaki na mecz" i nie będę mogła mu odmówić :eviltong::diabloti:
  4. a ja dziś widziałam baskera na pointerowej mordzie i wg. mnie to horror nad horrory - zarówno budowa tego kagańca, jak i ogólnie dopasowanie, z jednej strony za luźny, z drugiej za ciasny, wg. mnie pic na wodę i jeśli ktoś to ustrojstwo dopasował dobrze, to szczere gratulacje.
  5. ej, ten mój brodaty pies sieje mniejsze zniszczenie niż wiele nie-brodatych psów, serio. nigdy w życiu mnie nie upaćkał jakoś mocno, czaaaasem mu kapnie jakaś ślina, ale glutów niet, po jedzeniu się wyciera łapami jak chomik (albo o meble :diabloti:), po piciu oblizuje i jest ok, pod tym względem to czyścioch. syf tak naprawdę wnosi tylko w futrze, a broda ma tylko taki minus, że się zlepia i kołtuni, a że mi się nie chce non-stop czesać,to taki chodzi :evil_lol: dzisiejszy spacer - pod psim względem do dupy, pod towarzyskim ujdzie :diabloti: (żartuję, ciociu :loveu:). dojechałam na te Błonia i ku mojej rozpaczy, było relatywnie mało psiarzy - później okazało się, że to jednak dobrze... ...na starcie poznaliśmy parę psów bez przeszkód, był kwadratowy kundelpinczer, maluch z krecim ryjkiem, jakiś taki kudłaty, starszy piesek...wszystko super, nawet krecikowaty, mały samiec zaakceptowany, pogadałam z panią, Pat ładnie się posiłował, sielanka. doszłam do Majkowskiej, Wald czmychnął, podkręcił Patryka do zabawy, puściłam go w kagańcu, zrobiły parę rund no i...pieseczek sakramencko położył sprawę. zwiódł mnie tym początkowym spokojem, więc puściłam go luzem w kuble, najpierw obwąchał się z postawnym wyżłem, po czym po swojemu zaatakował, wyżeł się odgryzł i tyle z wojny, później nawet próbowały się bawić, ale jednak coś nie zagrało. dalej było jeszcze w miarę, bo ładnie zaakceptował weimarkę, nawet coś tam razem pogmerały no i...polazł kopać krety :roll: ostatnio tak ładnie sobie odpuścił, a tu proszę - znowu nos w dziurę, może dlatego, że Waldka nie było prawie widać w trawie, jak się zakopywał w pogoni za myszami i kretami... Pat na szczęście w kagańcu, ale widziałam, że coś upolował i intensywnie gniecie w trawie - nie zareagował na wołanie, więc po niego poszłam. odciągnęłam za obrożę no i...pieseczek znowu pokazał swoje prawdziwe oblicze :shake: z dziką furią kłapał zębami (w chopo, czyli niegroźnie), dostałam po ręku kagańcem ze trzy razy i zanim zdążyłam go za to skarcić, to sam się wyłożył i pokazał brzuch na zasadzie "PRZEPRASZAM!!!"...powoli zaczynam mieć wrażenie, że on to robi naprawdę odruchowo i bezwolnie :shake: bo tak jak sam się nakręcił, żeby mnie przegonić, tak sam się uspokoił i sam się skarcił, zanim zdążyłam go wywalić czy trzepnąć. bodziec polowania jest tak silny, że znowu w nim wywołał potwora, ale to nie usprawiedliwienie, bo gdyby nie miał kubła,to zrobiłby mi dziury - to wyglądało brzydko, tak jak jego ataki przy poprzednich próbach udaremnienia polowania. dodam, że się nie cykałam, wzięłam pewnym ruchem za obrożę i odciągnęłam od zdobyczy która zdążyła już zwiać do nory, więc to nie tak, że poczuł słabość, bo ja się go nie boję (a już na pewno nie w chopo). na moje oko to instynktowne i bardzo, ale to bardzo emocjonalne i intensywne, widać, że chce mnie szybko odgonić, a zanim do mnie dotarło co zrobił, to już leżał ulegle i pokazywał brzuch ze złożonymi uszami. czuję więc, że jeszcze nie wszystko w tym psie zostało naprawione i to, że w miarę nam idzie z innymi psami jeszcze nie świadczy o niczym. żywa, mała zdobycz jest ważniejsza od wszystkiego innego. to tak silny bodziec, że wyzwala w nim momentalny agresor w kierunku całego świata, ale pocieszeniem jest to, że sam się ukarał (tzn. wiedział, że przeskrobał) i wywalił brzuchem do góry- rzadko osiągam taką uległość, więc tym bardziej mnie to zdziwiło, sam zajarzył, że przegiął. po tej akcji już był w miarę grzeczny, ale przy próbie zapoznania przyatakował małego kundelka (którego baba mijając nas drugi raz nie zabrała do siebie, tylko puściła w stronę Patryka, więc został pogoniony drugi raz, o, ignorancjo...) ale pozostał mi jakiś niesmak wynikający z jego durnego zachowania i zepsuł mi humor i ochotę na łażenie po Błoniach. dziś statystyka wypadła więc kiepsko, może dlatego, że zazwyczaj towarzyszy mi tż, a przy nim Pat jest spokojniejszy, niż kiedy jestem tylko ja. pocieszające jest zaś, że ładnie jechał autobusem w obie strony- w drodze powrotnej położył się nawet, a łeb umieścił na bucie starszego pana siedzącego koło mnie :D zanim zdążyłam się zorientować, to pan już go głaskał i nie miał nic przeciwko, więc tak przejechał na dziadkowym lakierku całą drogę :cool3: oznajmiam również, że Waldemar jest najukochańszy na świecie i ma najpiękniejszy zadarty nosek :loveu: a w żebraniu wali Patryka na łeb - nie wiem kto go tak rozpuścił (:D) ale zjedzenie kebaba przy Waldusiowym spojrzeniu graniczyło z cudem, tym bardziej, że pchał mi nos prosto w jedzenie i merdał ogonkiem - i weź tu takiej Wartkuni nie daj :(
  6. nigdy nie widziałam w komunikacji psa bez smyczy (tzn. raz, ale również bez właściciela ;) jechał sobie bezdomniak w siną dal), więc liczę, że nas to jednak nie spotka. no cóż, przekonamy się jaki piesek ma dziś humor :razz: bo rano na spacerze był ok.
  7. a dzisiaaaaaaj.... :diabloti: wyrobię się na tą 14, sorry że tak przełożyłam, ale przyjedzie do mnie kolega odwieźć jakieś graty mojego tż-ta... :D
  8. ja zasuwam autobusem teraz :cool3: z Patryczkiem to wyzwanie, bo jeśli zobaczy drugiego psa to będziemy mieli syrenę strażacką, a że niedziela i dużo babć, to... no cóż, muszę chyba mieć rezerwę czasową :cool3:
  9. a ja dzieciom raczej nie pozwolę podchodzić,bo mój pies to wygodnicki buc i jeśli uzna, że ten oto stwór zaburza jego harmonię przestrzenną,to nie będzie miał oporów, żeby pokazać ząbki :diabloti: jak ma kaganiec i jakaś mama się uprze (mam mocno "prorodzinne" tereny spacerowe), to ok, ale z zasady Pat raczej nie patrzy na to dziecko i traktuje jak powietrze - kagan jest pro forma.
  10. ale widzisz, zna zabawę, bo na pewno się mocuje z Sagatem, albo chociaż robią coś razem - Patrykowi trzeba było pokazać, że nie tylko z Neską da się bawić i przewracać i faktycznie ogarnął, choć widać, że wszystko robi tak jak Neska go nauczyła ;) wcześniej zwyczajnie nie umiał się bawić. opornie i wolno idzie ten jego socjal, ale IDZIE!
  11. [quote name='Dioranne']Młody też próbuje łapać muchy. Kłapie paszczą na prawo i lewo, a do tej pory nie złapał ani jednej muchy. :diabloti: Ten mój 'geniusz' jest po prostu tak 'utalentowany', że szkoda gadać. Właśnie niedługo chcę obudowę zamówić, widziałam oferty w stylu 'obudowa + folia gratis', więc chyba skorzystam. ;) Tylko muszę się na wygląd obudowy zdecydować, a to już nie jest takie łatwe. Chyba wezmę taką 'Keep calm and call Batman', do tego Młody będzie miał obrożę w Batmany, więc wszystko będzie idealnie do siebie pasować. :p[/QUOTE] Patryk niestety jest makabrycznie sprytny - niestety, bo widywałam nieraz przegryzione przez niego na pół pszczoły, których jakimś cudem nie zżerał, tylko kontemplował nad ich trupami zastanawiając się po co w zasadzie to zrobił. też mam obrożę w Batmany ;) a obudowę mam taką białą niby-skórzaną z klapką na magnes, mój ojciec powiedział że wygląda jak książeczka do nabożeństwa... :D :D
  12. aha, heksa, a co do reagowania na ludzi, to tu niestety nie pomogę, bo dla mnie to byłoby w ogóle tragiczne do wypracowania, jeśli na obcych reagowałby tak jak na psy. na szczęście lubi ludzi, choć dziś znowu kłapał na syna sąsiadów :mad: nie wiem o co mu do cholery chodzi, dzieciak mu nigdy nic nie zrobił, nie miał ku temu okazji, a Pat co go nie minie,to zawsze kłapnie w powietrzu - dzieciak tego nie zauważa, bo to wygląda jakby Pat łapał muchę (nie wywala zębów, nie warczy,a on jest bardzo ekspresyjny, każdy mini-stresik u niego wygląda jak agresja), mijałam młodego dziś pod blokiem, rzucił dzień dobry,a Pat KŁAP obok chłopca i poszedł dalej, jak gdyby nigdy nic. to nie jest ostrzeżenie, to nie tak wygląda - już groźniej Pat wywala zęby jak mu czeszę łapy, a przecież nic z tego nigdy nie wynika, nie gryzie mnie już od dawna, bo dostał w czapę parę razy :cool3: i teraz sobie tylko burczy, niech więc burczy, to mnie nie obchodzi. z chłopcem to tak jakby...hmmm..jakby go odganiał, a jednocześnie ignorował, bo zazwyczaj jak się na coś uwiesi (np. na muchę) to też się do niej szczerzy (wiem, debil :D) i jak kłapie,to wywala zęby - przy chłopcu nic, ja nawet nie jestem pewna czy on kłapie,czy 'wyrzuca' pysk przed siebie (tak czasem testuje obce psy, jakby atakował z zamkniętym pyskiem,coś takiego). nie sądzę,że to agresja czy niechęć - nie wiem jednak co to jest i chętnie to w końcu zrozumiem. dzieciak nie sadzi rąk, po prostu mnie mija. to się zdarza tylko czasami, zazwyczaj go traktuje jak powietrze. najdziwniejsze, że kłapnie tym ryjem i nic - ignor, odwraca łeb i idzie dalej, to trwa ułamek sekundy. jakby się wściekł,to trwałoby dłużej - nie rozumiem :shake:
  13. [quote name='Dioranne']Mi ostatnio telefon spadł z taboretu, na całe szczęście miał folię i ekran pozostał nienaruszony. :multi: Oprócz tego kilka razy 'oberwał' z psiego pazura i też jest OK. Teraz niechcący zdarłam tę folię, ale słyszałam, że można kupić chociażby z obudową na allegro, więc zamierzam to uczynić coby ekran jeszcze nie jeden 'ekstremalny' wyczyn przeżył.[/QUOTE] te folijki na allegro to grosze, ale nie opłaca się zamawiać 'z niczym', ja dostałam do obudowy za free i teraz to chyba standard. w salonie play kosztowały 10zł/sztuka - kpina :D :D na all za symbolicznego zeta chodzą, to jest max. [quote name='heksa82']Ja mam tak samo ze swoim na spacerze...tylko sprawa nie tyczy sie psów lecz ludzi :( jak są daleko to luzik, jak przed nami może być, jak nas mijają stresik, idą za nami panika...nie wiem czy kiedyś wypracujemy, że człowiek nie jest straszny :( a czytając co Pat robi jak się nudzi to dziękuję, że mój kładzie łeb na kanapie, robi maślane oczy i mędzi...tylko tyle na szczęście :eviltong:[/QUOTE] nie nie,on nie robi jakiegoś terroru z nudów, to wypadeczek, bo zazwyczaj robi tak jak piszesz - łeb na kanapie, maślane oczy i kochaj mnie albo zabawiaj :D tym razem jakoś intensywniej chciał pokazać, że oto przyniósł mi wszystko co ma (jakbym nie zauważyła :cool3:) i skoczył za tą skarpetą, którą we mnie miotnął, a przy okazji dupnął w telefon. jutro widzę się z Majkowską! :multi:
  14. Pani Profesor

    dubel

    zazdroszczę, że widziałaś saluki- ja poza wystawami nigdy się nie natknęłam,a to takie malownicze stworzenia że aż się człowiek zatrzymuje :D przynajmniej ja tak mam,wyglądają jak istoty z kosmosu.
  15. mój tż to wielki chłop i z takim Patryczkiem nie ma problemów ;) jak go szarpnie,to pies po otrząśnięciu się aż patrzy ze zdziwieniem co się stało i gdzie on jest. może dlatego tż ładnie mija psy w 99% przypadków...ale za to nie umie zapoznawać,a ja tak :diabloti:
  16. na tym kompie? good luck, dam Ci kartę i zgrywaj na tego rzęcha cokolwiek :eviltong: wynajdę potem na hoście jakieś stare chociaż :evil_lol: a odnośnie olewki z daleka, to to potrafimy doskonale, bo z takiej odległości pies nie jest dla niego super-atrakcyjny w miejskim krajobrazie, chyba że jesteśmy gdzieś na pustkowiu, to tylko postawi uszy, popatrzy i tyle. jeśli nadchodzi w naszą stronę albo przechodzi bliżej, to już gorzej... a odnośnie elektroniki - właśnie pies mi naznosił zabawek na kanapę, sugerując delikatnie, że mu się nudzi i rzucił we mnie skarpetą, po czym wskoczył przednimi łapami na kanapę, żeby ją odebrać... i drasnął mi nowy telefon :angryy: patrzę z przerażeniem na ekran, a tam wielka, głęboka szrama...myślę sobie KUŹWA, już po ekranie :angryy: a tu szok - tylko folijka poszła :cool3:, także ciotki, na smartfony folia obowiązkowo, drasnął mega głęboko a ekran pod nią nienaruszony :eviltong:
  17. a ten twaróg to po co? serio pytam, bo psu podobno nabiał nie jest potrzebny do szczęścia, co to daje Clayowi? Patryk dostał raz jedyny, dawno temu, zasrał się po uszy i tyle z nabiału. inna bajka, że można barfować bez dawania kości w całości, o ile przez to miał zatwardzenia - zawsze można zmielić skorupki od jajek, albo dawać mięso mielone z kością :)
  18. [quote name='zmierzchnica']Gratuluję postępów! Świetnie się czyta, że idzie Wam coraz lepiej :) Skoro Patryk wobec niektórych psów umie się zachować pozytywnie, to myślę, że jest na dobrej drodze, żeby traktować tak resztę psiego świata. Mi się wydaje, że jakieś elementy agresji terytorialnej mogą tutaj odgrywać rolę.. A przynajmniej tak było u mnie. Pamiętam, że jak z agresją Fro miałam problemy, to najgorzej było w okolicach domu. Najśmieszniejsze było to, że początek spaceru decydował o jego przebiegu: jeśli tuż przy wyjściu spotkaliśmy któregoś z licznych wrogów, cały spacer był do bani, a pies był nabuzowany i wariował do każdego psa :roll: Jeśli początek spaceru to były spokojne komendy, udało się minąć jakiegoś psa albo żadnego nie spotkać, to przez resztę wyjścia Frotek był bardziej kontaktowy i łatwiej mi się go ogarniało. Ale najlepiej mi się chodziło z dala od domu, na odległych osiedlach. Wtedy piesek tracił wigor i nawet jak poburczał to nie było szału :razz: Ja to wykorzystywałam nie tyle do zapoznawania Frotka z psami, co do nauki olewania - w takich miejscach ćwiczyłam komendy i uczyłam psa, że żaden kontakt z obcymi futrami (pozytywny czy negatywny) nie jest konieczny. Nigdy nie zapomnę, jak wzięłam wtedy jeszcze wariackiego Frotka na psi festiwal do Opola... Było MNÓSTWO psów. Ogrom. A moja Frocia grzeczniutka jak trusia, bo jak tu podskoczyć? Jednemu spuszczę łomot, to reszta mnie rozetrze w pył :evil_lol:[/QUOTE] U nas jest identycznie, jak z Frotkiem - jeśli na starcie, pod blokiem, jakiś pies go wkurzy, to na każdego następnego będzie się wydzierał z daleka, a jeśli już się wydziera, to zapoznanie w 90% się nie udaje (w tych 10% jest Waldek, którego Pat powitał NAPRAWDĘ po chamsku, ze szczekaniem z daleka, gryzieniem, Wald uciekał, no porażka - parę godzin spaceru i pod koniec biegały razem w wodzie, więc się da ;) ale nie każdemu zależy na zapoznaniu psów tak jak Majkowskiej :) ). terytorialne zachowania są, ale gorzej, że Pat bardzo szybko przyjmuje różne miejsca za swoje terytorium - Skałki miałam przez pewien czas spalone, bo łaziłam tam non-stop i Pat się zachowywał jak pies zza płotu, każdy nadchodzący zwierz był oszczekany z daleka, koszmar. zmiana miejsc spacerowych co jakiś czas pomaga, np. teraz - dziś minęliśmy pitbullka bardzo ładnie (pan zabronił podchodzić już z daleka, bo pitek bawił się piłką, widać miał zapędy do pilnowania zasobów). inna bajka, że ja też nieco zmieniłam koncepcję, czego tak naprawdę oczekuję od psa - Ty uczysz olewania, ja tego uczyłam wcześniej i to szło nam najgorzej, wobec czego zmieniłam taktykę i uczę miłego przechodzenia obok, miłego wąchania ;) Patryka odwieść od czegoś, na czym się zafiksował, jest koszmarnie trudno, w 90% niewykonalne, nie działa zachęta ani groźba, nie działa korekta, szarpnięcie, przewrócenie, klepnięcie, PARÓWKA ani nic innego. teraz olałam to w cholerę i daję mu popatrzeć na psa, zainteresować się, nawet zafiksować, byle nie agresywnie - jeśli się bacznie przygląda, ale nie jeży, to podchodzimy (o ile drugi właściciel jest na tak). wg. mnie to lepsze, niż uczenie olewki na siłę, której nie jestem w stanie na nim wymusić - no po prostu nie umiem, za cholerę. nie znaczy to, że do każdego psa ma podchodzić - uczymy się mijać psy bez olewania, tj. niech sobie patrzy, niech wie, że tam jest pies, niech się zastanawia, wącha powietrze, ale ma iść za mną, a nie stać jak kołek. to jest ok, najtrudniej jest go odwołać, jeśli jest luzem i już sobie uwalił, że podejdzie - ostatnio się udało podczas zabawy ze sznaucerką, pisałam - aż byłam w szoku, że tak ładnie zawrócił ;)
  19. masz rację, zmierzchnico, w naszym kraju pies obronny jest bezużyteczny do obrony jako takiej... chyba że ktoś ma dużo pieniędzy na sprawy sądowe i odszkodowania dla wielce poszkodowanych napastników. ja się cieszę, że mój pies nauczył się warczeć i burczeć nocami, kiedy ktoś nadchodzi - nie rozdziera się, a ostrzegawczo burczy. u mnie na osiedlu jest bardzo cicho, mam nieopodal leśne tereny i nocą każdy szmer stawia psa w gotowości, jeśli ktoś idzie to cicho warczy, ewentualnie podszczekuje pod nosem - dla mnie bomba, z daleka w ciemności nie widać, że to niewielki pies, a jakby ktoś chciał mi dać w łeb, to się dwa razy zastanowi przez te warczenie ;) (choć wiem, że dureń nic nikomu nie zrobi, wskoczyłby w ramiona na jakikolwiek miły gest ze strony przechodnia).
  20. na gumtree jest kilka ogłoszeń pestitterów z mojego miasta, nie znalazłam jednak żadnej firmy zrzeszającej i zatrudniającej sprawdzonych "wyprowadzaczy" - myślę, że jest to taka oferta na zasadzie "podleję kwiatki, wyprowadzę psa, popilnuję domu", choć pewnie są ludzie, którzy są psiarzami i robią to z zamiłowania. za moich czasów szkolnych miałam na osiedlu komitywę pt. "pracujemy w wakacje" i wtedy z dziewczynami obmyślałyśmy, jakby tu "dorobić" po sąsiadach - jedni wynosili śmieci, grabili ogródki, a ja wyprowadzałam pudliczkę Dianę pewnej starszej pani, dostawałam w zamian chrupki albo jakieś słodycze, a przy okazji miałam psa na pół dnia ;), więc nie wiem, dlaczego kilkanaście lat później ten biznes miałby nie kwitnąć, zawsze jest na to zapotrzebowanie wg. mnie.
  21. ja się sugeruję tym, co wyczytałam na wątkach i barfowym forum - PH się nie tylko zmienia przez nieoczyszczone żołądki, może się też zmienić "same", tylko niektórym psom nie służy przestawianie na surowiznę znienacka - mój się przestawił i ok, bez problemów, ale to jest ryzykowne i te ryzyko podjęłam. mieszania nie akceptuję z w/w względów, bo jednak suche to żarcie przetworzone i żołądek musi się nieco dostosować - wyczytałam, że barfowanemu psu nie grozi salmonella (właśnie przez PH i enzymy), ale nie dam sobie ręki uciąć, że to prawda, nie mam źródła. przykład z życia - znajomych pseudo-husky, przestawiania na barf na mocy obserwacji tego, co ja robię z psem, bez żadnej wiedzy - w ciemno. koleżanka mówiła, że barf nie służy, że pies rzyga, ma biegunki i tak dalej, no i okazało się, że ten barf to tylko wieczorem, bo rano łatwiej dać suche i taki to był barf. suka się spasła jak prosiak i generalnie koleżanka z powrotem wróciła na suchą, bo jest jej wygodniej. pies jest wybredny i wg. mnie lepiej służyłby mu barf, ale to nie mój pies. nie wiem prawdę mówiąc jak to jest z takimi ilościami, o jakich piszesz, czyli troszkę mięsa jako smaczek, czy jeśli coś zostanie w lodówce - ja też nie jestem w 100% barfowa, bo Pat jednak zje czasem jakieś "sztuczne" żarcie, gryzak, wędzoną nogę czy resztki (uwielbia brzegi od pizzy, nie mogę mu tego odmówić :diabloti:), ale są to ilości w proporcji 90% surowizna, 10% syf (smaczki, noszę na spacer "sztuczne", nie wyobrażam sobie mięsa w saszetce) i jest ok. taka ilość nie wpływa na dietę, pies sam coś przecież nieraz zeżre z chodnika i nie umiera (oczywiście nie jedzenie, jakiś paproch, żelkę, chrupka, co dorwie). myślę, że okazjonalnie krzywda się psu nie stanie w tę stronę (czyli karmiony surowym, żołądek zahartowany, a czasami coś syfiastego w małej ilości), za to w drugą już wg. mnie może, właśnie ze względu na pasożyty i bakterie. nie mam źródła, wszystko robię na logikę, intuicję i wedle tego, co sobie poskładam z informacji, więc niech mnie ktoś poprawi w razie plotę ;)
  22. ja następnego psa kupię - taki jest plan, choć dopuszczam opcję, że coś mi wskoczy w trakcie na jakimś forum i się w tym zakocham i po to pojadę - adoptować ;) ale wtedy biorę psa, który się kisi na DT wystarczająco długo, żeby opisać mi dokładnie jego charakter i zachowanie, "gra w ciemno" na bank odpada, wobec czego przybłędy z ulicy u siebie nie widzę (choć jak się przybłąka,to nie wywalę, poszukam DS :) ). mój pies jest w 80% ideałem (jakby wywalić agresję i stawianie na swoim ;) ) dlatego następny będzie w 100% taki, jak chcę - na razie obstaję przy rasie... Barbet :cool3:
  23. ciotki, nie można mieszać suchego z surowym :shake: było wiele razy w wątku o BARFie, że może to mieć przykre konsekwencje - psi żołądek na BARFie ma inną kwasowość, wytwarza enzymy do strawienia surowizny i suche tylko miesza w tej równowadze, która się tworzy. nie opowiem dokładniej, bo nie chcę zmyślać - na BARFie wiele razy było to poruszane, ja bym się nie odważyła ze względu na to, że PH rośnie przy suchej karmie, a wtedy żołądek niekoniecznie poradzi sobie z pasożytami i bakteriami z surowizny.
  24. ja raz szłam na mega wysokiej szpilce z Patrykiem... lazłam na jakąś tam galę, a że to niedaleko, to tż mnie odprowadził i wzięłam również psa - po 200 metrach oddałam smycz, nie ma szans :eviltong: a przecież tak mocno nie ciągnie!
  25. trudno powiedzieć, czy lepiej idzie dzięki moim staraniom, czy po prostu psu się odwidziało :diabloti: jak zawsze wszystko się dzieje świadomie poprzez moje decyzje, tak w przypadku psa jest troszkę losowości :evil_lol: wczoraj na spacerze poznaliśmy starszą goldenkę (chyba setny golden na moim osiedlu, poważnie) puszczoną luzem, oczywiście zakomunikowałam kretyńskim OJEJCIU A KTO TO IDZIE, że oto Pat ma się zachować jak pies (vide - jak człowiek), powąchał ją tak dość...natarczywie, goldenka CS-owała, lekko odwróciła łeb, już bałam się, że to ten moment kiedy Patryk kłapnie i... w jednym momencie wypięła dupkę, wywaliła jęzor i Pat zrobił to samo - były zapasy :multi: uczy się gnój, ale to nadal nie jest w 100% TO - inna bajka, że nieco zmieniłam tereny spacerowe, chodzę na łączki z innej strony, niż zazwyczaj, więc może u niego to jednak agresja terytorialna...? bo między blokami na osiedlu dalej buraczy, dziabnął labradora bo dałam się nabrać na to, że miał lepszy dzień i może akurat odpuści, bo widzimy tego laba non-stop i wypadałoby nie przechodzić koło niego jak syrena strażacka za każdym razem... nie wiem. liczę na to, że taki maksymalny socjal (non-stop widzimy psy, dużą część akceptuje) wpłynie na jego regularne zachowanie, jutro jadę z Majkowską na Błonia, więc pewnie poznam kolejne milion psów.
×
×
  • Create New...