Jump to content
Dogomania

Majkowska

Members
  • Posts

    4292
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Majkowska

  1. [quote name='Pani Profesor']nigdy więcej spaceru w ulewę, NIGDY :D jak tam, Majkowska, dosuszyłaś szmaty? bo u mnie pralka chodzi, pies przyniósł na sobie kilo błota i zaraz przyjdą do mnie ludzie, a ja zawinięta w kocu siedzę:D oznajmiam uroczyście - Patryk polubił Waldka :loveu: biegały bez kagańców, obeszło się bez wojen, poganiały się ślicznie i - mimo chłodnego powitania ze strony Patryka :cool3: - spacer się udał! czekamy na fotki :)[/QUOTE] nie przesadzaj, dobrze było :P
  2. [quote name='evel']Miałam okazję go widzieć w pracy i myślę, że facet ma dryg. Z drugiej strony - zawsze możecie iść do wesołej łapki czy innych pozytywistów, przecież droga wolna ;) A, przypomniało mi się - drugi trop warty sprawdzenia to Alteri. A sądzisz, że zignorowanie tego zachowania pomaga psu w jakikolwiek sposób? Zu też miała różne odpały. 99% to były odpały lękowe. Gdybym nie wprowadziła korekt w połączeniu z nagrodami to bym się bujała z potworem do tej pory. Nie mówię, że awersja we wszystkich wypadkach ma sens i rację bytu, że sprawdzi się zawsze i wszędzie, bo oczywistym jest, że nie. Tyle że widzisz, gdybym w marcu 2010 stała i czekała, ignorując, aż pies mi przestanie drzeć twarz do innych piesków to chyba bym tam stała do tej pory. Dużo lepsze efekty przyniosła korekta tego zachowania plus wprowadzenie zachowania zastępczego i solidne nagradzanie tego ostatniego. Histerię i fiksację IMO trzeba przerywać, bo to strasznie wyniszcza psa i jest mi bardziej szkoda, gdy pies tkwi w tym stanie niż szybko i zwięźle pokazać mu, że hola hola moja panno, tak nie robimy. A chodziło mi o uderzenie w klatkę, gdy pies zamknięty w środku odprawia cyrk. A jak ktoś twierdzi, że pies ma "zrobioną klatkę" po czym się okazuje, że świruje pawiana, no to chyba jednak nie ma.[/QUOTE] Dryg? To znaczy? Nie napisałam ignorowanie, ale czy uczenie psa że klatka to jego azyl , a potem uderzanie w nią kiedy jest w środku i jest w sytuacji stresowej to dobry pomysł?
  3. [quote name='Pani Profesor']a szybko biegasz? i masz w domu dużo plastrów i jodyny? :diabloti:[/QUOTE] A po co mi to?
  4. [quote name='evel'] Powiem tak: jakbym miała zdawać jakikolwiek egzamin z psem, to chciałabym u tego pana ;)[/QUOTE] Czyli na żywo jego i jego metod szkolenia nie znasz, tak? A jeśli można wiedzieć to dlaczego tak go polecasz? [quote name='Pani Profesor']a znasz [I]mniej więcej [/I]koszty takiego szkolenia? i czy dla takiego psa jak Patryk bierze się jakieś - nie wiem - indywidualne lekcje, czy od razu szkolenie PT? chodzi mi wiesz, o posłuszeństwo względem psów, jak to wygląda organizacyjnie? to od razu napiszę do tego pana z konkretami :)[/QUOTE] Tak jak wszędzie ok 500zł. On daje i grupowo i indywidualnie z tego co widziałam. Właściwie to można się umówić i podejść tam kiedyś w ramach spacerku popytać. Jak szkoli wiem, bo miałam okazję być praktycznie na całym jego szkoleniu... [quote name='evel']A czemu nikt np. nie pizdnął w tę klatkę, żeby pieskowi pokazać, że jak będzie miał atak szału to będzie sto razy gorzej? Tak wiem, awersja, krew, zło i szatan, ale czasem to naprawdę szybkie i sensowne wyjście. Skoro czekaliście aż się uspokoi i się nie uspokoiła tzn. że something went wrong.[/QUOTE] A sądzisz że pizdnięcie w klatkę pieskowi który się boi pomaga? Bo u mnie jakbyś uderzyła psu w jego domek to byłby za pierwszą lepszą szafą, a klatkę prawdopodobnie bym już mogła zezłomować...
  5. Napisałam Ci Pw. Ja się Pata nie boję, najwyżej puszczę mojego megabrytana żeby mu sprawił manto ;):evil_lol:
  6. [quote name='Niufciak']często tak bywa :) ale to jest świetne jak pies nagle staje się jakby zaczarowany :P liczę na foty ze spaceru :)[/QUOTE] Generalnie ten pan mi przywrócił bardzo nadzieję i wiarę w mojego psa chwaląc go niesamowicie. Zresztą na własne oczy widziałam co pies robił nie będąc nigdy dobrze pod tym kątem prowadzony a wręcz psuty. Aż zastanawiałam się czy temu panu nie sprezentować Waldemara :diabloti: Ale niestety nikt nie chce takiego oszołoma :D Foty będą, bo jakby mogło nie być!
  7. No muszę malutką wziąć, bo nie mogę zostawić jej w domu z chroym TŻ. To będzie spacer wszechczasów... I tak sądzę ze Waldka popitolę i założę mu kaganiec i puszczę luzem. Swoją drogą ciekawa go jestem jak będzie się zachowywał przy psie, bo jeszcze nigdy nie miałam okazji testować połączenia wózek+kumpel. Fakt, dolatywały do nas często psy czy stałam na łąkach a on biegał z psami, ale nigdy nie było takiego typowego spaceru. Zobaczymy, najwyżej go gdzieś przywiążemy i zostawimy jakby był niegrzeczny:diabloti:
  8. [quote name='Pani Profesor'] mam tylko nadzieję, że Pat nie przyjmie do wiadomości, że słuchamy pana trenera i koniec :roll: Majkowska, kiedy na spacer![/QUOTE] Może być tak. Ja z Waldkiem jeździłam na szkolenia myśliwskie i pierwszy jego kontakt z trenerem był taki że ten widząc jak szarpie mnie na smyczy żeby już pędzić w pole ( a byłam wtedy w ciązy) wziął go na smycz i posadził. Kazał mu zostać, a tamte psy puścić, a Waldek rozpędził się na całą dlugość liny i rąbnął na plecy. Już miałam się wycofać z całej iwestycji, ale nagle okazało się że mój pies i ten pan współpracują w najlepsze jakby to robili od lat. Omal nie dostałam zawału jak przy uciekającej zwierzynie odpinał mu obrożę i kazał zostać. Dawałąm sobie odciąć wszystkie częsci ciała że puści się galopem i tyle go widzieli, a on siedział wpatrzyny w tego pana i czekał na jego komendę... Mało tego człowiek nie odzywał się do niego praktycznie wcale, a pies pilnował się go tak jak nigdy nikogo i doskonale wiedział co ma robić... Mogę iść już ;)
  9. Ale skoro nie umiem sama własnego psa nauczyć podstawy jaką jest chodzenie na smyczy, a przeciwna jestem ostrym metodom i chcę to zrobić najłagodniej jak się da to widocznie może potrzeba mi kogoś kto pokaże mi jak trzymać przy psie stabilny pion i przeszkoli głównie mnie. Czytam i czytam i wnioski są takie że nie wiem co myśleć, najczęścej się powtarza to że pies mnie ciągnie bo jestem totalnie ostatnia u niego w hierarchi i muszę zacząć z nim ustalać hierarchię od podstaw - tu wymienia się wszystko to co u nas jest jak najbardziej ok. Może ja czegoś nie widzę, może gdzieś zawalam coś bardzo oczywistego i prostego. O tej smyczy wiem, dławik miałam ale tak go aktywnie używałam że przepadł tak samo jak kolczatka...
  10. Evel, a widziałaś osobiscie jak ten pan szkoli czy to opinia zaczerpnięta z neta, z forum, od znajomych itd?
  11. Waldek psy olewa, może iść przy płocie i psy mogą mu ujadać do ucha, ale jak mu powiem że nie ma ekstazy na pieski to podniesie łeb i idzie prosto. On ogólnie zachowuje się do psów ładnie mimo że dostaje szaleju zabawowego, ale to nie taki problem bo go mogę uspokoić. Dla Amora miałam takie coś : [url]http://www.karusek.com.pl/produkt.php?prod_id=6220[/url] i sprawdzało się to bardzo dobrze. Zastanawiam się czy nie kupić też Waldkowi, bo tamtą mi zabrała hodowczyni jako ringówka. Waldka uczyłam właśnie tak że przy szarpnięciu nie idziemy dalej, zatrzymujemy się, robimy 100 razy nawrót, wszystko spoko, ale to ile czasu uczymy a efektu nie ma zawsze (bo nie powiem - są dni że chodzi super fantastycznie) jest dla mnie niepokojące. Trzeba się chyba zwyczajnie wybrać na fachowe szkolenie, choć oporna do takich działań jestem...
  12. [quote name='Niufciak']Toro też jest taki. Ma delikatną psychikę i każdy przymus z mojej strony skutkuje brakiem współpracy. Z czasem nauczyłam się tak do niego podchodzić że śa nawet momenty że wiem że on się boi coś zrobić, ale widać jak bardzo się stara, jak bardzo sam próbuje się przełamać i to mnie najbardziej buduje, ja wymagam, ale on sam chce wykonać moje polecenie ;) poza tym wiem że w każdej akcji moge mu zaufać i wiem że mi się nie wyłamie ;) na wszystko trzeba czasu ;)[/QUOTE] Ja byłam nauczona ostrej pracy z psem. Wychowanie i naprawienie Amora to była ostra i ciężka walka. Mierzyłam się z nim na każdym kroku, musiałam być twarda i bezwzględna i makabrycznie stanowcza. Jak pojawił się Waldziu to bałam się że uszkodzę jego delikatną psychikę, bo czasem nawet widziałam że kieruję coś do Amora, a Waldek już leży u moich stóp. Najgorzej było kiedy np Amor przeskrobał i dostawał opierdziel nic sobie z tego nie robiąc, a Waldek błagał o litość dla siebie i dla niego...Czasem musiałam Amorowi odpuścić żeby Waldka nie skrzywdzić. Zresztą Waldka otoczyłam taką szczególną osłonką, no przyznać się muszę, że go rozpieściłam ciut nieco, bo taki był miły i kochany. I jest, bo to właściwie bardzo dobry pies bez żadnych większych problemów jak tylko to diabelne chodzenie na smyczy i wybieranie sobie priorytetów w rozproszeniu. A dodam coś jeszcze- że Waldek puszczony jest całkiem inny. Potrafi iść ładnie przy nodze i bardzo pilnuje się mnie, ale ponieważ nie ufam mu i jego zapędom to jednak na smyczy go wolę mieć dopóki nie będę go pewna.
  13. [quote name='Pani Profesor'] inna sprawa, że Ty Waldka puszczasz bardzo dużo luźno i dla niego wielka atrakcja = pobiegam po krzakach. Patryk sam po krzakach raczej zwiedza, niż szaleje jak Waldek, dlatego jemu się bardziej opłaca po spuszczeniu iść przy nodze i gapić się w oczy z nadzieją, że rzucę piłkę - dlatego ma aport utrwalony, bo jak przyniesie, to rzucę znowu i znowu i znowu, a on ma za czym biegać :)[/QUOTE] A o jeszcze jednej rzeczy myślałam - bo ja go od maleńkości prowadzałam non stop bez smyczy , a że był odwoływalny to latał sobie beztrosko jak chciał i gdzie chciał. W pewnym momencie jak podrósł to zaczęłam go częsciej prowadzać na smyczy i zaczął się problem pt " idę szybciej niż mogę", którego nie wytępiłam w zalążku tylko pozwoliłam urosnąć. Jest to też kwestia niekonsekwencji. Ja sobie spaceruję na swoich zasadach , tż w zależności od humoru pozwala się ciągnąć albo go równa, a teściowa jak wychodzi to lata po krzakach jak szmaciana lalka za nim i jeszcze go podburza do szaleństwa bo przecież fajny taki skoczny piesek...Do tego w dość ważnym okresie dla niego ja byłam lekko wyłączona z działań psich bo byłam w ciązy, a potem zajęta dzieckiem. Myślę że to też osłabiło mój obraz w jego oczach... Krzaki i wiatr to Waldka żywioł, jakże ja bym mogła mu tego odmówić. Waldek ponad wszystko wybiera szukanie. Zresztą widziałaś - spotkanie z nowymi pieskami, suczka mu pachnie, a on tylko niucha wiatr i obiera kierunek, a potem torpedaaa.
  14. a ile chcesz za niego? ;)
  15. Fajne to że wychodzicie z psami poza schronisko. U nas nie ma tego (no chyba że coś sie zmieniło, ale jak ja jeździlam to nie wolno bylo).
  16. [quote name='Niufciak']hm, dziwne to troche :) mój Toro z reguły chodzi przede mną a słucha mnie zawsze nawet jak powiem coś od niechcenia, z koli jak ma iść przy nodze to idzie przy nodze i już ;) Każdy pies jest inny i Twój wcale nie musi mieć Cie w poważaniu żeby ciągnąć na smyczy ;)[/QUOTE] Waldek słuchał. On był perfecto. Nie było sytuacji w której bym nad nim nie panowała. Mógł lecieć bawić się z psem i juz być przy jego pysku, a jak powiedziałam "do mnie" czy zagwizdalam gwizdkiem to w sekundzie przy mnie był. Nie wiem czy teraz dorósł, czy może moja praca nad nim się popsuła i widzi ze może sobie robić co chce, ale teraz olewa mnie często. Nie chcę go wrzeszczeć i nie chcę stale robić ostrej musztry, a tymbardziej szarpać go i używać siły, chciałabym zgrać to tak fajnie żeby się wszystko nam opierało na współpracy, żeby on chciał a nie musiał. Zresztą się boję do niego używać tego co zwie się dominacją, bo potem on się mnie boi, już nie podejdzie, nie pomerda ogonem, idzie jak na skazaniu. Czasem faktycznie się wkurzę, szarpnę go i krzyknę, to co mi z tego że nie wyjdzie przede mnie jak idzie przykurczony jakbym go zaraz młotem miała w łeb strzelić. Dla mnie to mięczak i wiem że to co po Amorku by spłynęło to Waldka może wbić w ziemię i spowodować całkiem odwrotny efekt. Dlatego też czuję się trochę bezradna, bo chcę coś zrobić a nie wiem co... Ćwiczę z nim dużo, praktycznie codziennie mamy chwilę dla siebie, ale jego tak jakby nie było ostatnio i wcale postępów zbytnich nie widzę jak na to ile ćwiczymy...
  17. Jak nauczysz Pata to naucz też Waldka. Kiedyś z nim próbowałam żeby przynosił wskazane przedmioty. Raz tylko udało mi się zainteresować parasolką mojej mamy i już ją niósł do mnie a ja byłam cała w skowronkach a tu mamuśka wlazła i " o ranyboskie!!!!! przecież mi rozwali parasolkę!!!!" i Waldemar puścił i zwiał :diabloti: Koniec aportowania. Czasem robi tak że już trzyma w pysku po czym wypluwa w decydującym momencie. Albo powtórzę z nim coś i wygląda to nieźle, więc przedmiot leży przed nami, mówię " weź" on leci z zapałem, szur łapami i łapie w pysk, po czym wraca i tak bez tego... Dziś np stwierdziłam że wpoiłam mu złą rzecz bo nie ma odwagi się ze mną szarpać czymkolwiek chyba. Chciałam go zachęcić do zabawy ringiem , jak uwiązałam na smyczy ok, ale jak trzymałam w ręce to tak jakby chciał złapać a nie mógł... A co do czołgania to uczyłam swojego czasu "ukłon". Wychodzilo mu cudownie i już było opanowane, a tu nagle Waldemar na komendę "ukłon" zaczął warować. I wytłumacz że nie o to chodzi jak biedak tak świetnie się bawi i zadowolony jest z naszej współpracy ;)
  18. Ale to każdy wolontariusz tak sobie moze psa przyprowadzić czy Ty jesteś jakaś uprzywilejowana?
  19. A jak Ci Raszplę zje? Swoją drogą to fajne macie w tym schronisku możliwości że możesz przyjechać ze swoim psem i zapoznawać z nim schroniskowce. U nas by chyba nie przeszło (moze i dobrze).
  20. Nie tyle co nie lubi, on nie ma czasu na pierdoły :D A tak poważnie to musimy coś z tym zrobić... Jak się nie nauczy to go sprzedam... na smalec!:diabloti:
  21. [quote name='Pani Profesor'] Waldka uczysz też na klikerze? Bo dla mnie to zbawienie, ogólnie metody klikerowe, bez tego ten pies byłby nie do wytrzymania :D bo 'po ludzku' nie da się go do niczego nakłonić, za same smaki się za mocno nakręca, a kliker jest takim uspokajaczem - dopóki nie kliknie, to nie atakuje ręki z chrupkiem. A żeby kliknął, to musi zrobić COŚ, tylko o co tej babie znowu chodzi :diabloti:[/QUOTE] Nie, choć nie powiem bo kliker z nami spaceruje. Ja chyba jestem zbyt chaotyczna i niecierpliwa żeby uczyć psa klikerem. Zaraz stwierdzę że to bez sensu albo się wkurzę i odpuszczę. Choć czasem np widzę ze przydałby się w momencie kiedy wydaję komendę głosową, mam zajęte 2 ręce psem, a wypadałoby w tym samym momencie pochwalić. No i Waldek ma jeszcze jedną cudowną właściwość - pochwal go a jesteś spalona :D Przed momentem tż wlazł mi do pokoju z ksiązką o psach i odczytał fragment. Brzmiał on mniej więcej tak że : jeśli wydaje nam się że pies na słucha a ciągnie na smyczy to znaczy że ma nas w głębokim poważaniu i to on rządzi, bo pies który jest podporządkowany swojemu panu nie odważy się wyjść przed niego ani na krok. Mało tego nie pomoże tu szkolenie ani żadne metody wychowawcze typu szarpanie czy kolczatki, bo jeśli nie damy psu jasno do zrozumienia że jesteśmy ponad nim to pies nigdy przy nodze nie będzie chodził... Potem się uśmiechnął triumfalnie i wyszedł, a ja zaczęłam zastanawiać się w takim razie co mam zrobić z Warchlemarem żeby go ustawić jeszcze niżej w hierarchii... Za chwilę tż wrócił i doczytał jeszcze fragment : że psy które są podporządkowane właścicielowi podają często łapę, bo jest to w pewien sposób oznaka niższości. Nasz pies łapami rzuca w nas jakby chciał nas pozabijać... Myślę...myślę... myślę... i nic nie mogę wymyślić...
  22. [quote name='Pani Profesor'] a odnośnie Waldka i chodzenia na smyczy, to dlatego właśnie mi się pokićkało z jego wiekiem, bo to raczej taka domena młodziaków, że [I]jeszcze [/I]nie umieją chodzić jak powinny, no i coś się tym zasugerowałam widocznie w tym moim wniosku, że to jeszcze szczeniak :D[/QUOTE] podsumowałas mnie... az mi wstyd....
  23. Dobrze moje drogie, będę starać się jak tylko potrafię ;) Tylko nie liczcie na jakieś niesamowite graficzne cuda, to już nie ta ręka i cierpliwośc co dawniej ;)
  24. A to spróbuję się pobawić ;) Jak tylko mój komp to wytrzyma to dostarczę kilka wersji :) Tenisówkę że piłeczkę? Bo jak buta to nie chcę :P Waldek piłeczki uwielbia, ale ma ich aż zanadto w domu, więc dziękuję ;) Odnośnie piłeczek to nawet ja wam mogę dać wspaniałą piłeczkę, z tej serii co miałam ostatnio ringo - pachnie i nie tonie :) Tom się wpakowała z tymi sztuczkami, bo Waldek choćby umiał to nie ma czasu na pierdoły... W domu też jest super. Dziś np z tż stanęliśmy naprzeciwko siebie i podaliśmy sobie ręce wydając komendę "hop". Na początku Waldek kombinował , a potem zrobił taki piękny sus i przeszkoczył nas oboje z gracją i wdziękiem, aż się takiego mistrzostwa nie spodziewałam ;)
  25. Dla mnie spacer z wózkiem bombą nie jest, no chyba że taką z opóźnionym zapłonem... Znaczy - niesamowicie przyjemnie się spaceruje mi z psem i wózkiem ,ale nie wiem jak wyjdzie to z psimi kumplami. Ale spróbujemy, najwyzej będę dzwoniła po tż " ratunkuuu, Waldek wciągnął Kinię w krzaki i nie mogę jej wyciągnąć " :diabloti: Waldka to powinnam ćwiczyć w chodzeniu na smyczy, bo jak nas ktoś zobaczy to aż wstyd...Tylko to takie męczące że wolę go puścić i niech leci w pierony. A jakaś Wisła czy coś? Tak powiedzmy bardziej socjalizacyjnie ;)? Co do godziny powiem tak - pytałam tżta i powiedział że dobrze będzie na groby tak jechać ok 11, czyli znając nas wstaniemy o 12, a nim się wykaraskamy będzie wieczór. Ale w kontakcie będziemy , bo ja się przejdę bardzo chętnie.
×
×
  • Create New...