Faustus
Members-
Posts
413 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Faustus
-
Pies a współlokator-problem proszę o pomoc
Faustus replied to Viktor1992's topic in Wszystko o psach
A ja nie rozumiem ludzi, którzy wyzywają człowieka, który uczciwie i jasno postawił sprawę: pies ok, ale na określonych, moich warunkach. Oczywiście...jeśli ktoś nie lubi zwierząt to od razu bydlak. Bo tak i już. Bo przywiązał psa? A co miał zrobić jeśli zamykanie drzwi nie pomaga, a on nie chce mieć kontaktu ze zwierzęciem? Bo wcisnął mu pysk w siki? A ile razy słyszelicie tą świetną metodę od innych właścicieli psów jako oduczenie od sikania w domu? Generalnie uważam, że każdy jest panem u siebie w domu, jeśli on jasno określił zasady, na których dopuszcza zwierzaka to po waszej stronie jest troska, aby te zasady wypełnić. I nie on jest problemem, tylko Wy. Bo to Wy pisaliście się na takie a nie inne ustalenia i to Wy je złamaliście. Ponadto: szukasz tutaj porady jak dotrzeć do współlokatora: znaczy...inaczej mówiąc, chcesz aby szedł na dalsze ustępsta? A w imię czego? Proste, logiczne i nie wymaga jak dla mnie dalszego rozstrząsania. Jeszcze jedna sprawa: ludzie mają awarsje do zwierząt z różnych powodów. Nie znaczy to, że sa gorsi. Są różnego rodzaju fobie, a to zwiazane z konkretnym rodzajem (jak arachnofobia) ogólna zoofobia, ale równie dobrze może chodzić (i ten przypadek by na to wskazywał) o fobie lub nerwicę spowodowaną brudem. No ale oczywiście tak łatwo sklasyfikować człowieka jako buca i bydlaka.... -
Delph dobrze mówisz, ale pewnien błąd logiczny się wdarł. Bo widzisz, gdyby było tak jak napisałaś, że w ZKwP jest tak pięknie i cudownie, że mają tam wiedzę i plany itd...to właśnie nie byłoby słabych i chorych ras. A tak nie jest. Mało tego: to dzięki właśnie FCI wiele ras jest słabych i chorych. Bo widzisz...pseuduch zepsuje co najwyżej miot, parę psów, no dobra...parenaście...co oczywiście jest tragedią. Ale nie ma mocy sprawczej by zepsuć rasę. To już jest skala działania związku kynologicznego.
-
Dlatego nie demonizuje nowych stowarzyszeń. Pomijając ewidentne fabryki działające pod ich przykrywką. Ale po wielu adekwatnych wpadkach w ZKwP nikt już chyba nawet nie odważy się powiedzieć, że to tylko poza ZKwP możliwe ;) Dla mnie obojętne, czy mój pies jest z FCI czy z Przyjaciół Wesołego Pieska. Ważne aby hodowca był dla mnie wiarygodny i umiał odpowiedzieć na moje pytania. Mam ten komfort że cena jest dla mnie wartością drugorzędną, ale potrafię zrozumieć ludzi dla których nie jest, a chcą mieć psa. Ważne by na widok szczeniaka (w realu czy na zdjęciu) nie dostać tzw pierdolca tylko merytorycznie wszystko zweryfikować.
-
Problem w tym, że to niedokładnie jest tak...Przykładów dookoła siebie gdzie ktoś nabył psa z (kiedyś) pseudo, lub nowego stowarzyszenia i pies jest zdrowy, wygląda jak powinien i generalnie nie ma co się przyczepić mam całą masę. Więc tutaj bardziej napisałbym tak, że ryzyko związane z zakupem z niepewnego źródła jest większe niż z FCI. I tyle. Tia....poczytaj historię takiej rasy jak Continental Bulldog. Tego jak był przygotowany program hodowlany, jak profesjonalnie podeszli do tematu itd. I jak bardzo starali się na uznanie rasy przez FCI. W końcu odpuścili...no ale cóż...po uznaniu tej rasy sądzę, że popyt na buldogi angielskie mocno by spadł ;)
-
Przede wszystkim to kontrast jest taki, że tutaj nikt nie próbuje wmawiać, że nabywamy psa z tzw "górnej półki" i dlatego cena musi być adekwatna ;) Porównując: kiedy kupujesz mercedesa to oczekiwania masz większe niż kiedy kupisz np BYD S8 (chiński odpowiednik ;) ). Nie, nie musisz akceptować. Ale tolerancja wymaga tego, aby zachować umiar w negowaniu inności. Z tego co czytałem to było to celowe. Oczywiście niekoniecznie rozsądne, ale celowe. Ponadto: pies tam ponoć ma kojec, w którym jest odseparowany od suk na czas ich cieczki. Otóż widzisz ja też nie wiem jaka to obora. Dlatego też nie wypowiadam się negatywnie, bo nie mam zielonego pojęcia o tym jak jest faktycznie. Tak samo jak nie masz zielonego pojęcia o tym, jaki kontakt miały szczeniaki z ludźmi, ale to nie przeszkadza Ci jechać po kimś. Ciężko też oczekiwać socjalizacji po szczenikach z hodowli kennelowej. Takiej gdzie szczeniaki kosztują po parę tysięcy złotych. Więc proszę Cię...
-
Nie przesadzasz trochę? Jak się bardzo chce to się przerysuje wszystko, tak aby wyglądało zdecydowanie bardziej drastycznie niż jest. 300zł za szczeniaka to raczej nie jest pseudo, bo kasa umówmy się: znikoma. Już lepiej by się im opłacało dokupić świniaka ;) większy zysk. Są skrajnie głupi i nieodpowiedzialni? Nie mierz innych swoim standardami: często ludzie na wsi mają inne podejście do zwierząt, niekonieczne jedynie słuszne oświecone dogomaniackie ;) Wiesz...w Azji psy się jada, u nas nie (choć psi smalec można kupić do dziś) ;) to nie znaczy, że oni są gorsi, a my lepsi. A cóż...znam sporo gorszych karm niż purina. Serio ;) Szczeniaki w oborze? A wiesz to zależy jaka obora, bo wolałbym solidną oborę niż kennel, a te w ZKwP niczym dziwnym nie są. Prawda? Szczepienia na słowo honoru? Hmmm to rozumiem, że pieczątki w książeczce zdrowia to za mało? Podpis krwią ma być, aby były wiarygodne? Więc niezależnie od tego, że lepiej nie rozmnażać jak popadnie to też nie ma co wyzywać kogoś od najgorszych. Umiaru życzę ;)
-
Badania na dysplazję są obowiązkowe w niektórych rasach. I bynajmniej nie są one aż tak drogie jak się spodziewasz. Osobiście uważam, że wiele ras można by "uratować" domieszką świeżej krwi. To jak wspomniałaś nic dziwnego w historii. Natomiast trzeba wyraźnie oddzielić to, że ktoś sobie postanowi coś tam pomieszać i zobaczyć co mu wyjdzie, od tego że powstaje jakiś konkretny projekt z konkretnymi założeniami co chce się w nim osiągnać. Takie rzeczy udają się i teraz: starczy spojrzeć choćby na różne projekty związane z buldogiem staroangielskim, czy buldogiem kontynentalnym. Tak na szybko, myślę że nie byłoby wielkim problemem "naprawienie" basset hounda choćby bassetem artezyjsko-normandzkim. Tyle że....nie w FCI :D
-
Nad rozlanym mlekiem nie będę płakał, zwłaszcza że po głowie inni już dali założycielce tematu ;) Parę słów natomiast konkretniejszych: karmienie na zasadzie dwie garście....wiesz...moja garść jest spora :) mojej żony za to mała. Więc garść jako wyznacznik ilości nie mówi nikomu nic. Jak najszybciej zakup coś sensownego jeśli chodzi o karmę: osobiście polecam Acanę, ale wybór masz spory w dobrych karmach. Zwróć uwagę na to o czym pisali poprzednicy: mięso na pierwszym miejscu (osobiście zwracam też uwagę na to, aby było produkowane z mięsa a nie z mączki mięsnej) i albo brak zbóż albo minimalna ilość. Karm według zaleceń na opakowaniu. Przy czym: to maluch jest więc przejście na nową karmę niech trwa parę dni: mieszaj jej starą z nową, stopniowo zwiększając udział nowej. To powinno zapewnić jak najłagodniejsze przejście na nowe żarełko. Tak czy siak możesz się spodziewać przez jakiś czas luźniejszych kup, czy nawet biegunki. Dodatkowo: przy przejściu na karmę dużo wyższej klasy niech też Cię nie zdziwi to, że odchody będą mniejsze, czy też nie będą bardzo często. Zwyczajnie jest lepiej przyswajane przez szczeniaka. Przy wyżle, a zwłaszcza suczce uważam, że można śmiało odpuścić sobie karmy dla szczeniaków ras dużych, myślę że normalna dla średniaków będzie w sam raz. Kolejna sprawa: po skończonym piątym miesiącu szczeniaka zabrałbym go do weta na RTG pod kątem dysplazji. Mówiąc szczerze mocno zastanowiło mnie ostatnie zdjęcie psa które wkleiłaś. Według tego co napisałaś to matka szczeniaków, ale...albo zdjęcie było robione baaardzo dawno, albo jest coś nie tak z perspektywą ;) albo to dziecko jest gigantyczne, albo ta suka jest mikro... Natomiast pozycja w której stoi jest dla mnie niepokojąca. Niby u wyżłów zad ma być opadający, ale widoczne dość charakterystyczne wygięcie kręgosłupa jest zastanawiajace. Ale: może to tylko kwestia zdjęcia, nikt tu Ci nie będzie wyrokował na podstawie fotek, bo to głupie i nieodpowiedzialne: zwyczajnie zwróc na to uwagę. A okres o którym napisałem czyli po 5 miesiącu jest o tyle ważny, że wtedy badanie RTG zaczyna dawać pewne wyraźne obrazy, a jednocześnie przed 6 miesiącem można podjąć jeszcze sporo różnych działań jeśli chodzi o ratowanie stawów. Aaaa od razu dopiszę, aby potem nie było :) RTG po piątym miesiącu nie daje oczywiście 100% pewności.
-
Furie ja nie odpowiadam za Twoje niezrozumienie tematu, tudzież za Twoje skróty myślowe. Notabene stereotypy prowadzą do takich rzeczy jak: Rosjanin pijak i Polak złodziej, tak więc chyba nie są najsłuszniejszą metodą myślenia ;)
-
O widzisz. Tu się w pełni zgadzamy. Jak dla mnie sprawdza się metoda gdzieś po środku, w zależności od egzemplarza mniej lub bardziej w jedną, lub drugą stronę. Natomiast irytuje mnie kiedy próbuje się w imię jedynie słusznej politycznie metody pozytywnej sprowadzenie teorii dominacji do szarpania psem, przewracania go itd.
-
Po pierwsze zerknij we wzorzec shar peia. Waga którą osiągnął w wieku 5 miesięcy to już dolna granica dorosłego shar peia. Po drugie wymiary które podałeś: 40 a 50 cm to kolosalna różnica. Jeśli bliżej do 50 cm to patrz "po pierwsze" ;) Po trzecie mam wątpliwości co do jego wieku. Shar pei z rodowodem w wieku 5 miesiecy wygląda bardziej szczeniakowato. Oglądnij zdjęcia w google choćby. Po czwarte...fajny jest :) trochę coś pomiędzy shar peiem bone-mouth (czyli pierwotnym) a obecnym wzorcem.
-
Jak sama napisałaś TD w dużym stopniu działa. Zauważ że nie próbowałem nikogo do niej przekonywać. Mało tego: w każdym miejscu odnosiłem się do swojej osoby i swojego osądu sytuacji. Przytoczyłem także i to, że w czasach obowiązywania TD nie było behawiorystów i takiej masy szkoleniowców psich, a jednak psy ludzie z powodzeniem posiadali. Zadziwiające ;) Oczywiście przyjmuję nowe badania w kwestii wychowania psów, bo odrzucanie ich świadczyłoby że jestem idiotą ;) Natomiast preferuje przepracowane przeze mnie metody, które i tutaj pewnie Cię zadziwię ;) nie sprowadzają się przede wszystkim do przyciskania psa do ziemi. Generalnie irytującym jest, że próbuje się sprowadzić TD tylko i wyłącznie do brutalności. Ponadto...nie trudno zauważyć, że w przypadku psów ekstremalnie trudnych, wielu treserów powraca do stosowania niektórych zasad TD. Co do Twojego zarzutu odnośnie merytorycznych argumentów: nie potrzebuję takich, bo też i nie próbuję Cię do niczego przekonać. Jedyne co to zauważyłem błędy logiczne w Twoim poście, które wytknąłem. Tyle.
-
Słuchaj...albo rybki albo akwarium ;) Albo powołujesz się na badania nad wilkami, albo piszesz o tym, że pies to nie wilk. Osobiście nie odnosiłem się do wilków. Napisałem tylko tyle, że u mnie TD działała perfekcyjnie. Przy obecnym psie także. Nie twierdzę, że jest lepsza, czy gorsza niż obecnie stosowane metody. Wiem tyle (bo wiek i co za tym idzie pamięć mi pozwala) że kiedyś nie było behawiorystów, masy trenerów, treserów itd a jednak problemów z psami było mniej.
-
Wychowałem trzy psy w oparciu o teorie dominacji. W tym samca molosa. W każdym przypadku się sprawdziła w 100%. Kiedyś była to norma. Psy żyły, nie rozszarpywały przechodniów ;) i współpraca człowiek-pies układała się raczej dobrze. No cóż...ale kiedyś też można było dać dziecku klapsa i nie wylądować za to na prokuraturze ;) Można oczywiście długo rozmawiać o tym dlaczego to się sprawdza i dlaczego działa, ale osobiście wolę aby ktoś był konsekwentny w TD niż stosował metody pozytywne od czasu do czasu. Nie bardzo mam ochotę na rozmowę o tym co napisałem. Wrzuciłem tylko parę swoich przemyśleń i zdaję sobie sprawę z tego, że są one nie poprawne polityczne na dogomanii :D
-
Nie ma jakiegoś jednego uniwersalnego regulaminu. Myślę że sporo zależy od tego kto jest fundatorem wybiegu i na jakim terenie on jest zbudowany. Z tego co pamiętam to regulamin wybiegu na którym parę razy byłem w rzaden sposób nie odnosił się do takich spraw jak osoby "postronne", dzieci, osoby starsze itd. Zresztą: nawet nie mógłby z powodów oczywistych. Sprawy które są tam poruszane dotyczą kagańców u tzw ras agresywnych, sprzątanie odchodów itd. No ale może nie wszędzie jest tak samo ;)
-
Lux z całym szacunkiem ale z uporem maniaka wracam do kwestii prawnych: psy na psim wybiegu nie mają więcej "uprawnień" niż poza nim. Dlatego też Twoje porównanie nie trafione ;) ponieważ chodzenie środkiem drogi jest z prawem niezgodne, a wchodzenie z dzieckiem, rowerem, bagażem na psi wybieg już jak najbardziej.
-
Kwintesencja bycia "polaczkiem" choć lepsze słowo: burakiem. Na szerszy komentarz ten post nie zasługuje. Szkoda słów. Lux...oczywiście, że nie można na psim wybiegu oczekiwać psów leżących przy nogach właścicieli. Natomiast przychodzi mi do głowy taka analogia jak z ulicą: zbliżając się do niej wiesz, że jeżdzą tam auta. I teoretycznie wiesz, że zagrożenie potrąceniem jest większe niż jeśli będziesz w lesie ;) ale jeśli któryś kierowca Cię potrąci (z jego winy) to nie ma przeproś, że przecież to ulica, że jak się jeździ to tak bywa, że się zdarza itd... Porównanie trochę kulawe ;) ale obrazowe.
-
Dokładnie :) Większość znanych mi psów "wybiegowych" jest nie do spuszczenia poza wybiegiem. Oczywiście muszę przyznać, że są tam i ludzie, którzy pracują z psami poza wybiegiem. Natomiast ogólna tendencja jest: zaciągnij na wybieg i spuść. Aby była jasność: ja nie oczekuje od ludzi, aby robili z psami nie wiadomo co ;) bo oczywiste, że tego robić nie będą. Natomiast instytucja pt psi wybieg daje możliwość ograniczenia działań do minimum. A to już jest złe.
-
To zawsze można. Natomiast nie liczyłbym na konkretną odpowiedź. A już na wiążącą zupełnie nie ;) Często policja czy straż miejska sobie, a prawo sobie. I gdyby doszło do incydentu to powoływanie się na ww instancje niewiele da. Swoją drogą: mimo że wybieg dla psów mam od siebie jakieś 300 m to nie bywam. Byłem, widziałem nie mam ochoty wrócić. Niestety wybiegi rozleniwiają właścicieli: można psa puścić i mieć spokój. Byle go dotargać do wybiegu, tam już z górki. Po drugie...mimo wszystko to dość niewielka zamknięta przestrzeń na której znajduje się codziennie wiele psów. Czasem bardzo wiele. Jakoś mam pewne obawy przed warunkami sanitarnymi panującymi na takich wybiegach, nawet jeśli właściciele sprzatają od razu po psach. Po trzecie: może to specyfika tego wybiegu koło mnie, a może każdego, tego nie wiem, natomiast...psiarze też dla siebie mało przyjemni.
-
Nie wrzucaj do jednego wora takich rzeczy jak: pogryzienia, potrącenia, czy oszczekania. Oszczekanie to zupełnie śmieszne, potrącenia to wypadek, ale pogryzienia to zupełnie inna kategoria. I wybieg dla psów nie uświęca tutaj nic. Obowiązuje takie samo prawo jak gdzie indziej. Niestety psi wybieg to miejsce publiczne dostępne dla wszystkich. I nie da się zabronić wchodzenia tam osobom postronnym. Jakkolwiek by to nie było dla nas psiarzy irytujące....
-
Uwielbiam takie naiwne myślenie. Po pierwsze należałoby się zastanowić, czy taki twór jak "wybieg dla psów" funkcjonuje w ustawach danego miasta. Jeśli nie, to tak de facto (mimo że to sprzeczne z logiką) obowiązują tam takie same zasady jak na reszcie terenów miasta: czyli w Krakowie jest to smycz ewentualnie smycz i kaganiec. Mimo że rozsądek mówi co innego, obawiam się, że sprawa nie jest dla psiarzy, aż tak kolorowa. Kolejna sprawa: pogryzienia czy uszkodzenia ciała związane z naskoczeniem psa na dziecko. Tutaj nie ma absolutnie różnicy, czy stało się to na psim wybiegu, czy też poza nim. Ponadto....na psi wybieg mogę iść z psem i dzieckiem. I mam prawo oczekiwać, że dziecko nie zostanie pogryzione, oraz że psy nie będą na niego skakały. Dziwne? Oczywiście jeśli któryś z biegających psów potrąci moje dziecko to będzie to dla mnie zrozumiałe, bo to wypadek.
-
no i ciesz się, że to był tylko irlandczyk, a nie mix....bo byś nie miała co zbierać z swojego... ;)
-
Po reproduktora airedale`a się do mnie zgłoś ;) wietrzę że zrobimy niezły interes.... ;)
-
eeee nic nie zrozumiałaś...to musiałby być mix w foxterierem! Tylko taki mix gwarantuje dobrą pracę na pitbullach ;) Czysty irland nie ma szans...prawdopodobnie padnie podczas ataku na jakąś chorobe, bo wiadomo, że skoro nie ma udoskonalonych genów foxem to jest chorowity...
-
Lubię takie rzeczy :D Mit numer jeden: takie łączenie nie ma większego sensu. Obie rasy należą do raczej zdrowych, więc krzyżowanie w celach zdrowotnych idiotyczne, w celach użytkowych również: cechy cenione przez myśliwych w obu przypadkach podobne. Jeśli już to słyszałem o łączeniu (czy też próbach) łączenia irlanda z niemieckim. Mit numer dwa: myślę, że to tylko tego psa heroiczne zdolności... ;) wiadomo: jak na epokowe odkrycie przystało :) Mit numer trzy: wzorzec o tym oczywiście nic nie mówi ;) ale może dlatego, że brat tego mitomana ma prawdziwe irlandy, a nie jakieś tam wzorcowe z FCI :D