-
Posts
1695 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Gezowa
-
Mnie ostatnio zaczęła drażnić popularność whippetów :P Czuję się temu współwinna :D Whippet do IPO na pewno się nie nada, aczkolwiek w Niemczech chyba robią IPO ze wszystkim, whippeta też widziałam, ale to rekreacyjnie - wiadomo. Co nie zmienia faktu, że jakieś... 80% whippetów nie będzie chciało nawet chwycić rękawa :P W każdym razie jak ktoś szuka whippeta do sportu to powinien wybrać starannie miot, poznać rodziców, odwiedzać papisie itd. Zaryzykuję i stwierdzę, że u nas w Polsce, hodowcy whippków nie wiedzą jakich cech oczekuje się od psa, który ma być psem sportowym. Większość wychodzi z założenia, że ten najbardziej ruchliwy to do sportu, a reszta cech nie jest ważna, bo nikt nie sprawdzi jak papisie się szarpią (cytując: "bo będzie miał krzywy zgryz"), nikt nie porzuca im piłek, nie weźmie pod uwagę, że papi wśród rodzeństwa może zachowywać się totalnie inaczej niż będąc samemu itd. :P Więc z tymi whippetami w sporcie to nie taka prosta sprawa, uważam, że branie pipety (nie znając kompletnie psów, hodowli itd.) do sportu innego niż coursing to jak wygrana w totka - albo się trafi, albo nie. Tak samo psy z jednej hodowli, nawet spokrewnione ze sobą mogą mieć skrajnie różne charaktery, bo na ten przy kojarzeniu psów (czy to show czy użytek) po prostu się nie patrzy. Bardzo rzadkim zjawiskiem w Europie są hodowle whippetów nastawione typowo na pracę z człowiekiem, większość niestety już nie działa. Whippet ponoć ma być psem wrażliwym i większość wystawówek jakie znam (podkreślam - jakie znam) są PRZEWRAŻLIWIONYMI psami. A to przekłada się też na ewentualne sporty. Postawa psa typu: "dysk spadł mi na łapę i mam out, już go nie chwycę w ogóle, idźcie stąd, strzelam focha, chcieliście mnie zabić". Mam swoją teorię i swoją postawę w kwestii wyboru psa (a konkretniej whippeta) do sportu i powiem tak - z showem się da, jasne, że tak. Pytanie tylko na ile nas to będzie zadowalać, a na ile pies będzie miał z tego autentyczny fun (a nie dlatego, że MY tego chcemy). W Unleashed w Warszawie, we flyballu biega showek. Powiedziałabym, że najbardziej nakręcony showek jakiego w życiu widziałam, a widziałam ich dość sporo :P Widać, że pies ma z tego fun, a przy tym jest dość szybki, więc przy okazji zabawy - jest cenny dla drużyny. Ale... jedna jaskółka wiosny nie czyni. O aspektach budowy (kloce vs. normalne psy vs. szczypiory vs. "jestem greyhoundem wielkości whippeta") nie będę się rozpisywać, bo chyba każdy wie jak to wygląda w przypadku podziału na show i working... Pies z predyspozycjami to jedno, a to jak my będziemy potrafili z niego wyciągnąć 100% to inna kwestia. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie dążenia z pierwszym sportowym psem (w dodatku whippetem) do obecnego stanu - doświadczenia i wiedzy, które wciąż się rozwijają - samodzielnie. Miałam to szczęście, że od początku miałam agilitowców, którzy nauczyli mnie jak motywować psa, zwracali uwagę na błędy... bez nich chyba bym zginęła, zwłaszcza, że dziecko niezależne mi się trafiło. I zawsze uczulam na "niezależne charcie dusze", które tkwią w każdym whippecie, bezwzględu na stopień nastawienia na człowieka. Trzeba brać pod uwagę, że może nam się trafić bardziej niezależny pies, który zaraz zweryfikuje nasz stopień wiedzy i plany sportowe. Mam dwa psy, są to bliscy kuzyni i w przypadku mojego pierwszego whippeta musiałam tak naprawdę dostosować się do tego co on lubi. Przerabialiśmy frisbee, obi, agi i teraz flyball - pracował we wszystkim normalnie, nigdy się nie nudził, motywacja na stałym poziomie (wyjątek - w obi czasami spadała), ale... w momencie, w którym poznał flyball - już wiedziałam, że to jest "to". Nie umiem tego dokładnie określić, ale jak zna się psa tyle lat to zauważa się tą subtelną różnicę, kiedy w dany sport wkłada całe swoje charcie serduszko i nie robi tego "bo dostanie nagrodę", tylko dlatego, że to uwielbia :)
- 15718 replies
-
- 2
-
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Spoko, to tak jak słyszy się, że zabawa z psem w szarpanie (szarpakiem, piłką, frisbee) wyzwala w nim agresje ;)
-
Sjette, wiem, że wiesz :) To było bardziej kierowane do reszty, bo nie do końca rozumiem dlaczego wyścigi, gdzie psom nie dzieje się krzywda (bez totalizatora, traktowane jako "praca", a tytuły nadają użytkowości) spotykają się aż z takim kręceniem nosem. Może jestem krótkowzroczna, ale wyścigi nie dość, że mają mniej kontuzji (tak naprawdę tyle co psy na siebie wpadną) to jeszcze nie ma możliwosći układów i układzików, bo zasada jest prosta: wygrywa szybszy. Na coursingach system jest totalnie inny, zależny od preferencji sędziego i tak jak mówię - kontuzje zdarzają się dużo częściej. Mi to najbardziej przeszkadzało w coursingach, bo albo moje psy mają niesamowitego pecha, albo po prostu to się zdarza i padło na nie, a ja prócz coursingów mam jeszcze inne sporty i każda taka 2-3 tygodniowa przerwa jest odczuwalna :P Ogromna afera też była po ME coursingowych w Lavarone, bo jeden charcik włoski umarł (nie jest jasne czy wpadł w dziurę i skręcił sobie kark czy miał niewykryte problemy z sercem) i kilka psów połamało sobie łapy, ale uważam, że jak na tyle psów i tak było dużo lepiej niż u nas...
-
Niekoniecznie. Byłam na kilku seminariach i obozach, zawodach, treningach - jak pies nie jest ogarnięty to w klatce i tak będzie siał rozpierdziel i się nie uspokoi. Już kilka razy widziałam jak niepozorny whippetek wygina jak plastelinę, metalową klatkę :P Mój pierwszy miał przez długi okres problem z siedzeniem w klatce. Inaczej - na treningach w ogóle nie chciał do niej wejść. Rozwiązanie problemu było banalne, co nie zmenia faktu, że nawet jak wszedł to nie potrafił się uspokoić. Teraz na treningach flyballowych moje kundliszki pozamykane w klatkach są totalnie wyczilowane, powiedziałabym nawet, że są jednymi z najspokojniejszych psów. W momencie wyjścia z klatki sytuacja zmienia się diametralnie, pojawia się ekscytacja, bo "on chce biegać", szczekanie, przebieranie łapkami, wyrywanie się... więc to też nie tak, że mam flegmatyków :P Dla mnie ogromnym osiągnięciem w przypadku starszego whippeta jest to, że potrafi czilować nawet na zawodach, poza klatką. Położy się, niekiedy nawet zaśnie. A był to pies niestety z tych mocno jarających się, wpadających w amok. Drugi ma pseudo-przełącznik on-off od szczeniaka, nawet poza klatką przywiązany do drzewa raz może zaszczeka i położy się, czekając na swoją kolej. Gorzej jak jest luzem... ;)
-
Dziękujemy :) W Warszawie puszczę je jeszcze raz, może będzie większy rozbieg, żeby móc porównać do tych piesów, które biegały 54-55km/h :P Niestety filmu nie ma, ani Ejdenowego, ani Kojotowego :( Mamy ledwie jedno zdjęcie z pokazów flyballowych: Warszawa za miesiąc to będzie więcej :D :D
-
Może ja mam pechowe psy, ale starszy na licencji coursingowej uderzył w rolkę już na samym początku (rana była głęboka do kości, na szczęście niezbyt szeroka), a młodszy na pierwszym w życiu treningu pociął sobie obie łapy (o linkę/żyłkę) tak, że miał zakładane 9 szwów. Ludzie mówią mi, że to brak doświadczenia, ale jak widzę te wywrotki czy połamane łapy to raczej podziękuję. Słyszałam wielokrotnie opinie, że u nas mało który operator maszyny potrafi dobrze poprowadzić wabik - tak, żeby było bezpiecznie dla psów. Ja powtórzę raz jeszcze - wyścigi pod patronatem FCI nie są totalizatorem, nie wiem jak jest w innych związkach. Charty wyścigowe i coursingowe są nazywane psami użytkowymi, dostają certyfikaty użytkowości, które upoważniają do wystawania w klasie użytkowej itd. Według Polskiego prawa - charty nie mogą polować, jest to nielegalne i traktowane jako kłusownictwo, więc nie ma tak naprawdę pracy, do której psy te zostały stworzone. Wyścigi oraz coursingi to alternatywa, która pojawia się w całej Europie tak naprawdę. I tak, generalnie o to chodzi - im szybszy pies na torze tym ma większe osiągnięcia -> staje się rozchwytywany, ma mioty, championat wyścigowy, międzynarodowy championat wyścigowy, może nawet mistrzostwo europy... Whippety wyścigowe hoduje się pod kątem szybkości, wystawowe - na wygląd. Jestem ogromnym zwolennikiem linii wyścigowych, bo jak patrzę na taki obrazek: https://scontent-cdg2-1.xx.fbcdn.net/hphotos-xat1/v/t1.0-9/11822492_10103769786559343_2146032986356352371_n.jpg?oh=b8d8047d0c162c93708bbccba4db3b15&oe=567F59FB(greyhoundy: po lewej suka, linia wyścigowa, po prawej pies-show) to zastanawiam się jak ta jamnikowata żyrafa ma niby biegać jak chart... ;) Btw. zanim pojawią się głosy, że wyścigi to zło - spójrzmy na Hiszpanię. Tam polowania z "galgo" są bardzo popularne. Ale czy dobre? No cóż, biorąc pod uwagę, że jak chart przestaje być przydatny (sezon polowań się kończy) to jest porzucany, albo zabijany, często nawet przez powieszenie...
-
jowita, ja uważam tak samo jak a_niusia - pozwolę sobie zacytować - "podstawową sprawą, gdy pies ma być pracujący, jest nauczenie go, kiedy pracujemy, a kiedy nie". Mam to o czym mówisz z młodszym psem, który po prostu nie zna umiaru i ciągle muszę mu przypominać, że jest praca i jest czas wolny. Sęk w tym, że jak on tylko widzi, że mam frisbee - staje na baczność, uszy postawione, kółeczka, kicanki, pełna gotowość do pracy. Jeszcze musimy nad tym popracować, bo chcę, żeby to komenda wywoływała w nim taką gotowość, a nie widok jakiegoś przedmiotu, bo na zawodach, gdzie latało milion dwieście dysków - dostawał biedak totalnej fiksacji. No ale to gówniarz jeszcze, wyrobi się :) Starszy też miał kiedyś podobny problem, ale bardzo szybko mu przeszło. Pewnie też dlatego, że to pies, który jest dużo bardziej niezależny i póki nie powiem mu magicznego słowa "trening" to będzie węszył i totalnie nie zwracał uwagi na to co robię. W przypadku Kaia tej niezależności tak naprawdę nie ma. Tak fajnie zmotywowany pies to bardzo dużo zalet. Wady pojawiają się w momencie, w którym "nakręcenie" przejdzie do chorego poziomu, gdzie pies nawet po wykonanym zadaniu nie potrafi się wyluzować.
-
A to niestety często prawda. Zależy pewnie też od uprawianego sportu. Ostatnio byłam na swoich pierwszych zawodach frisbowych i stopień nakręcenia niektórych psów tam był wręcz nienormalny. Później taki nabuzowany pies, wiecznie podkręcany, nie potrafi się wyciszyć i rzuca do każdego przechodzącego obok. Niestety ludzie zapominają, że pies jest GŁÓWNIE do życia, a nie tylko do skakania za deklami czy popylania po torze. Podobne zachowanie widzę u niektórych whippetów na coursingach, albo jak "pracują" na wabik (co moim zdaniem pracą nie jest, raczej wyłącza im się mózg wtedy). Sama zostałam podziabana przez whippeta, który nakręcił się do tego stopnia, że WYŁ, chwycił mnie za rękę i szarpał. Dla mnie to są chore emocje, pies totalnie nie myśli przy nich, bo jest tak podekscytowany, on chce już i teraz. Albo nie wiem... może mam jakieś dziwne patrzenie na to wszystko, bo wolę, żeby pies myślał i nie był nabuzowany przez cały dzień, a pobiegł gorzej, bo na wolniejszych obrotach :P Nie chodziło ci przypadkiem o to, że sztuczki pomagają w nawiązywaniu więzi? Tak jak sporty?
-
Jest progres co mnie niesamowicie cieszy :) Jesteśmy właśnie po trzech dniach Dog Gamesów, startowaliśmy tylko w Speed Wayu, ale prawdopodobnie Warszawa zobaczy nas już na frisbee :) Kojot zgarnął wszystko, nie dał szans nawet Ejdenowi, wybiegał 52,02 km/h. Problem w tym, że patrząc na rozbiegi w Warszawie, w Sopocie były dużo mniejsze i nawet psy, które popylały w Wawie ponad 51km/h, ledwo zmieściły się w 49-50. Przywieźliśmy więc do domu 4 statuetki, trzy razy pierwsze miejsce, raz drugie. Były to nasze pierwsze Dog Gamesy, ale na pewno nie ostatnie :) Ejdeno niesamowicie się wypalił, bo dziewczyna przed nami biegała ze swoimi psami na wabik. Ale nawet to ma woje plusy - nie było tego amoku co na wystawie. Świetnie reagował na to co się do niego mówi, bawił się piłką, robił sztuczki. Pobiegł wolno jak na jego możliwości (50,56), ale ważne jest dla mnie, że był przy zmysłach :P Zdjęcia wstawię jak dostanę, może nawet na filmie się załapaliśmy. Zobaczymy.
-
Ranking psów pod kątem inteligencji użytkowej i posłuszeństwa (Coren)
Gezowa replied to Julia.'s topic in Wszystko o psach
Ten ranking o ile dobrze kojarzę jest sprzed dwudziestu (?) lat :P Inteligencja użytkowa to nie to samo co "zwykła" inteligencja, zawsze uważałam, że określana jest umiejętnośc do pracy z człowiekiem, dlatego niektóre rasy są tak masakycznie nisko. Pewnie też zależy od sposobu pracy (20 lat temu raczej nikt nie określał psów na podstawie predyspozycji do sportów :P), np. charty nigdy ściśle z człowiekiem nie współpracowały przy polowaniach. Miały za zadanie dogonić zdobycz i przytrzymać do czasu przybycia myśliwego, więc to 50 któreś miejsce wcale mnie nie dziwi. Psy się zmieniły, priorytety też, więc teraz zupełnie inaczej patrzy się na tego typu rankingi. -
Znam kilka kategorii ludzi w sporcie: z parciem, nie patrzący totalnie na psy (są one narzędziem do sukcesu, do "świecenia"), takich, którzy wybierają sport pod psa, oraz takich, co lubią konkretny sport i szukają sobie do niego psa z predyspozycjami. Są tacy, którzy wyżywają się na psie za niepowodzenia, a są tacy, którzy na porażkę uśmiechną się jakby wygrali wszystko i będą chwalić psa ponad niebiosa :P Dużo mniej znam tych "negatywnie" nastawionych ludzi, spora część znanych mi osób robi to po prostu dla zabawy, z pasji. Mam dwa whippety, więc rasa niebyt stworzona do współpracy z człowiekiem ;). Oba były brane z myślą: "chcę psa do życia". Pierwszy to pies-eksperyment, przerabiane było z nim agility, frisbee, obi i flyball - i to właśnie ten ostatni sport przemawia do niego w 150%, daje z siebie wszystko, a widok uchachanego ryjca i to spełnienie dające wyraz rudym, merdającym ogonem jest po prostu niesamowite :). Oczywiście pozostałe trzy robił i robi nadal z uśmiechem na pysku (mam specyficzne charty, co poradzić :D), ale jest dość wyraźna różnica, kiedy widząc tor flyballowy dostaje w pierwszej chwili dzikiej radości, a później następuje maksymalne skupienie na zadaniu. Drugi miał nie robić nic, miał po prostu być, ale już u trzymiesięcznego papisia zaobserwowałam niesamowite najaranie na dyski (których btw. nigdy nie lubiłam jakoś szczególnie), więc się przemogłam i zmotywowałam nawet do nauki rzucania z takim efektem, że prawdopodobnie wystartujemy we wrześniu na zawodach :) Jestem ogromnym zwolennikiem dopasowania sportu do psa, ale nie mam nic przeciwko wyborowi psa do sportu z hodowli, miotu czy linii robionych pod konkretny sport. Gorzej sprawa wygląda po prostu u psów, które nigdy nie były hodowane do pracy z człowiekiem. Co do krzyków czy klapsów - tym bym się nie przejmowała za bardzo, albo może już przywykłam do tego widoku... Sama karcę psy dość stanowczym tonem, ale robię to bardzo rzadko, bo sama tego nie lubię, mam wyrzuty sumienia później :P
-
Pawss, szukałam też swego czasu kogoś kto uszyłby mi szelki Y. Pytałam DogStyle i OhMyDog - niestety nie szyją. Szyje za to Pawsitive, ale cenę zaśpiewali taką, że hurtta wyjdzie ci podobnie :D :D
-
Btw. prawdą jest, że nawet na coursingu rozgrzewanie psa luzem jest ryzykowne. O ile oczywiście pies wie o co chodzi, a nie jest jednym z tych "nic" wypranych z popędów, co to za wabikiem nawet nie pobiegnie. Wielokrotnie zdarza się, że ludzie są pochłonięci rozmowami, mając jednocześnie pieski na smyczy i nie zwracają na nie najmniejsze uwagi. Wystarczy chwila jak pies szarpnie i poleci za wabikiem, psując cały bieg. U nas dość łagodnie podchodzą do takich wyskoków i z reguły jest tylko kara pieniężna (100-150zł), czasem zdarzy się dyskwalifikacja psa z zawodów. Co nie zmienia absolutnie faktu, że większosć psów nie jest w ogóle rozgrzewana... ściągnięte prosto z kanapy, a później płacz, że kontuzje. A wystarczyłoby z nimi pobiegać, albo przejść się na spacer na lince, wykonać pare ćwiczeń na rozgrzanie... Nie, bo się nie daj Boże zmęczy jeszcze i gorzej pobiegnie! :P Charci świat, całe to społeczeństwo jest dość specyficzne. Super ogarniętych i "otwartych" hodowców mogę policzyć na palcach jednej ręki, niestety. Dla wielu osób czas zatrzymał się jakieś 20-30 lat temu.
-
Mamy wyścigi, ale dwa razy w roku (w PL). Na wyścigach, na które jeżdżę ja czy moi znajomi - nie ma totalizatora i nigdy nie będzie ;) Coursingi przypominają spotkania towarzystkie, zgodzę się. I tak samo wygląda podium :D Taka wersja wystaw, tylko pieski biegają trochę więcej.
-
Spoko, dwa razy to słyszałam od osób z patykiem w tyłku :D "Jak ty tak możesz! Na pewno go nie kochasz!". Z reguły ludzie się z tego śmieją, pies przecież i tak nie rozumie co do niego mówimy, póki mówimy to radosnym tonem :D
-
Kojotowa pierdoła :D https://www.youtube.com/watch?v=vrKpd2CeahU
-
Kilka zdjęć :)
-
Z jakiej hodowli jest Rita? :D
-
Ojej, to nie, teraz zupełna łatwizna z użytkowością... W "informatorze" jest: Domyślam się, że taki był zamysł, żeby nawet te słabsze sportowo i eksterierowo psy były w stanie coś ugrać. Chociaż jak na moje to bezsensu takie rozmnażać w ogóle, no ale cóż... Sjette, ja rozumiem Twój punkt widzenia. Ale nie każdy pies zachowuje się w ten sposób jak on. Dla mnie niestety na pierwszym miejscu będzie wspólne życie, dopiero później "cyrkowe szkolenie" czy użytkowość. Problem zaczyna się pojawiać w momencie, kiedy pies nie radzi sobie z emocjami, bo ubzdura sobie, że będzie biegał. I o tyle na coursingu zawsze te emocje, ta ekscytacja na chorym poziomie schodziła, dawał temu upust goniąc wabik, tak teraz na wystawie - nie miał na czym, nie miał jak. To jest jak dla mnie wręcz taka męka, ciągłe odczuwanie emocji na najwyższym poziomie, brak radzenia sobie z nimi i brak ujścia. To wszystko w nim siedziało. Ja naprawdę mam porównanie jaki ten pies był jeszcze rok temu, przed coursingami, a jak reaguje teraz. Po prostu sytuacja na wystawie utwierdziła mnie w przekonaniu, że coursing przerzuca się stopniowo na resztę sportów, czego przyznam, że jest mi cholernie żal, bo wkładam pracę w tego psa prawie 3 lata. 3 lata seminariów, zdobywania wiedzy, mnóstwa czasu, pracy, pracy i jeszcze raz - pracy. Nad tym, żeby był normalnym, zrównoważonym psem, żeby JEMU było lepiej. Co do borderka to rozumiem, że pod pojęciem "krowa" kryje się coś dużego i zwalistego? :D Znaczna większość suczek użytkowych jakie znam to raczej leciutkie, malutkie, takie 13-14kg. Za to psy klocki (dosłownie, takie zbite, umięśnione, szerokie) po 20kg :)
-
Wyścigi torowe :) Coursingi na szczęście nie są jedynym wyznacznikiem użytkowości, powiedziałabym, że w dobie tego co się ostatnio dzieje - wręcz bardzo słabym... Niestety :/
-
jowita, dziękuję :) Harika, jak Ejdenko miał 4 miesiące. Przez kolejne 4 to była tak naprawdę motywacja, nauka co to jest tunel, komendy na hopki i takie podstawy. Biegaliśmy w klubie łącznie rok, później zdecydowałam się na obi przez problemy z pobudzaniem u Ejdena i tak jakoś wyszło, że na agility już nigdy nie wróciliśmy :) Po roku przerwy biegaliśmy na obozie może dwa dni, bo oczywiście musiałam się pochorować :P I więcej leżałam z psem w łóżku niż biegałam po torze... No i od obozu dopiero ten trening. Raczej będziemy sobie hasać rekreacyjnie, Ejden też za bardzo nie szaleje za torem. Za dużo myślenia dla niego ; ) Przybyłam w sumie też po to, żeby pochwalić się jak pięknie mój grubasek pobiegł na treningu coursingowym w maju: https://www.youtube.com/watch?v=rbvwDoC08QA I w sumie nasza przygoda z coursingami się kończy. Pomijając to, że od początku sezonu utwierdzam się w przekonaniu, że na coursingu trzeba mieć chody i znajomości (pierwsze zawody - sędzia ze Słowacji bodajże i na podium wszystkie psy z "jego" hodowli - powtórka była teraz w Poznaniu, wygrał pies, którego wyhodował sędzia), zupełnie jak na wystawach. Jak zobaczyłam jakie psy wygrały w Poznaniu to się załamałam :P Psy biegające niepewnie, odpuszczające dobieganie do wabika "bo drugiego psa się boję o mamo ratunku", ale dzięki temu biegające ostrożnie -> wolno -> mające ładne zakręty, dlatego na podium : ). Inna sprawa, że byliśmy dzisiaj na wystawie, dostaliśmy ocenę bdb i masakryczny opis, sugerujący, że Ejden jest po prostu ch*jowym psem. Z drugiej strony - nie dziwię się, nie było JAK go ocenić. I tutaj pojawia się sedno, dlaczego rezygnuję z coursingów. Mam teorię, że u Ejdena są to bardzo silne skojarzenia. Jeśli widzi chociaż sam tunel - wie, że będzie robił agility. Jeśli widzi boks czy hopki do flyballu - wie, że będzie robił flyball. Ale coursing kojarzy mu się z polem i dużą ilością psów. Na treningu zauważyłam, że on doskonale wiedział po co tam jest jeszcze zanim ktoś odpalił quada (a zazwyczaj na dźwięk silnika psy dostają pierdzielca) i mnie to zaniepokoiło. Dlatego na Top Speed Dog na starcie masakrycznie się spalił i nawet ktoś skomentował, że "ten pies jest zestresowany". Nie mogę temu zaprzeczyć, ale o tym za moment. W każdym razie po biegu na TSD nie przybiegł do mnie, nie do zabawki - wyminął mnie i szukał wabika. To samo było dzisiaj na wystawie. Przyznam, że pierwszy raz odwalił mi aż taką akcję i byłam totalnie bezradna, nie wiedziałam co mam z nim zrobić, zdurniałam. Przed ringiem - pies cudo. To sztuczka, to przywitam się z pieskiem, tamtego oleję, tu pomerdam ogonkiem i w ogóle miodek. W momencie wejścia na ringu, kiedy wszedł przed nami pies z naszej klasy - zachowanie zmieniło się o 180 stopni. Bo skoro pies biegnie przed nami to na pewno idziemy na parkur i będzie biegł za wabikiem. I tak mnie ciągnie na tej ringówce jak rasowy haszczak, dusi się, dławi. Niby nic wielkiego, przecież psy tak robią. Ale nie Ejden. Później doszło do tego, że przeżywał tak silne emocje, że zaczął dyszeć, piana z pyska, drgawki. Zupełnie jak na coursingu przed biegiem. Wpadł w totalny amok, zupełnie nie mogłam do niego dotrzeć. Stwierdziłam, że naszą ostatnią próbą będzie tor. Właśnie liczę na to skojarzenie, bo tor ma coś, czego nie ma coursing - boksy. Jeśli mimo tego będzie odstawiał akcje to niestety wolę poświęcić jego użytkowość na rzecz normalnego życia z psem, bo i na spacerach po treningu miewał akcje typu: wiewiórka uciekła na drzewo to on będzie wskakiwał na nie i się wspinał jak kot, nie reagując totalnie na to co mówię. Dopiero chwyt za obrożę to było takie: "o, cieść, co tam?". Nie każdy pies tak reaguje, powiedziałabym, że mało. I właśnie przechodzimy do kolejnej kwestii: charakteru Ejdena i reproduktora. Mimo, że kocham go całym serduchem, taka akcja przypomniała mi o tym, czego nie ma nabyte, a od papisia - masakrycznym pobudzeniu, nieradzeniu sobie z emocjami, silne ich przeżywanie. Pierwszy raz usłyszałam to na agility i później w miarę pójścia na obi, na ćwiczeniu samokontroli zapomniałam o tym, jakby nigdy nie było problemu. A był. I niestety może przejść dalej. Znów nie wiem czy chciałabym dać komuś takiego szczeniaka, nawet jeśli ten mój brzydal znalazłby sobie kiedyś dziewoję. Chyba, że byłoby to jego kompletne przeciwieństwo. Póki co dajemy sobie spokój z coursingami i wystawami. Z tymi drugimi do czasu aż zdobędzie certyfikat użytkowości.
-
Co kto lubi : P Ja mówiąc szczerze nie sądzę, żeby trafił mi się lepszy pipet w pracy niż Kojot i mimo, że uwielbiam whippeciki to jeśli już bym brała - to raczej showa, o zgrozo :D :D Myślę, że nie tyle od samej hodowli co krycia, bo znam psy z jednej hodowli mega pozytywne, a znam psy z tej samej hodowli (inne mioty), które mnie totalnie przerażają i chyba nie potrafiłabym żyć z tak strachliwym psem : P Muszę wpaść do Waszej galerii przy okazji : ) Zawsze to nowy pipetek i nowe doświadczenia.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
O whippecikach to ja mogę dłuuugo :) Oczywiście moje spostrzeżenia czy doświadczenia nie muszą pokrywać się z tymi u innych osób, dlatego popytaj najlepiej jak najwięcej właścicieli. Jeśli masz fejsbuczka to mamy tutaj whippecią grupę: https://www.facebook.com/groups/709780329091960/właścicieli najlepiej wyczaić na privie, bo publicznie za jedno złe słowo czeka Cię lincz :D Przechodząc do właściwego tematu... Może najpierw opiszę jaki jest dla mnie możliwie najbliższy ideał whippeta, żebyś widziała mniej więcej czy Twoja wizja pokrywa się z moją chociaż w małym stopniu. Później postaram się opisać totalnie neutralnie tę rasę, bazując na obserwacjach znanych mi psów. Mam dwa psy z czego oba mają wady i zalety, jak każdy. Starszy - Ejden, młodszy - Kairen (Kai, Kojot). Zacznę od starszego. Ejden jest psem dość niezależnym i kupę pracy, czasu i nerwów kosztowało mnie, żeby środowisko przestało być ważniejsze od pracy, a że byłam totalnym laikiem, czuwali nade mną "moi" agilitowcy. Na spacerach - zabawa była super, bieganie za piłką, szarpanie, frisbee, ale jak przychodził moment pracy, czyli "zrobisz coś i dostaniesz zabawkę", pokazywał faka i szedł niuchać. Żeby było śmieszniej, na treningach była odwrotna sytuacja, tak mocno skojarzył sobie plac szkoleniowy z jedną, konkretną czynnością - pracą - że cały świat dla niego przestał istnieć. Ludzie często nie rozumieli mojego stękania, że on węszy, że ma mnie w tyłku, że ucieka i tak dalej, bo na treningu było po prostu idealnie. Nie wiedzieli co działo się poza placem. Ejden był od szczeniaka psem, który pobudzał się w ciągu chwili do chorego poziomu niepanowania nad emocjami. I mam wrażenie, że to przełożyło się na kilka problemów jakie z nim były. Reszta to mój brak doświadczenia. Teraz jest już dorosłym facetem, oczywiście fizycznie, bo mentalnie w wielu przypadkach nadal jest dzieciakiem :) Znacznie się wyciszył po tych prawie 3 latach, ale mój wkład nie był też obojętny. Na spacerach nadal lubi mieć czas dla siebie i prawidłowo - uważam, że pies powinien być psem, a nie maszyną, powinien mieć rozgraniczoną pracę od spaceru (u nas są na to komendy, bo to nie tak, że na spacerach absolutnie nic z nim nie robię), ale nie ma sytuacji, w których wpada w totalny amok i nic do niego nie dociera. Nie podbiega do psów, nie ucieka, czasami wyrwie za czymś co zaszeleściło w krzakach, ale zaraz wraca uradowany i dumny. Jest psem dość pewnym siebie, z innymi ze swojego gatunku żyje zgodnie o ile któryś nie będzie próbował mu wejść na głowę. Dojrzewających samców nie trawi za bardzo, bo tacy zazwyczaj mają jedno we łbie. To krótko o Ejdenie. Teraz Kojot. Kojot jest kuzynem Ejdena, bardzo chciałam mieć psa spokrewnionego z moim pierwszym, a że znam matkę Kojota (tak jak ojca Ejdena) to wiedziałam, że po takiej wrednej suce muszą być same paskudniki :D I nie pomyliłam się. Pod względem pewności siebie Kojot już od szczeniaka bił na głowę Ejdena. Strasznie odważny, nie przerażało go dosłownie nic. Jego pierwszy wypad na miasto był jak wypad na spacer do lasu - totalnie po nim spływało wszystko. Niesamowicie nakręcony na zabawki (mimo, że u hodowcy podczas moich kilku odwiedzin ciągle spał...), w wieku 2,5 msc wciskał aport w ręce. Nie mam pojęcia dlaczego, ale uwielbia dyski. Im twardsze tym lepsze. I absolutnie nie przeszkadza mu to w szarpaniu się nimi. Zacięta cholera niesamowicie, zabawki nie puści choćby wisiał na niej w powietrzu kilka minut. ALE... do mnie jest niesamowitą glistą. Porównałabym go może nawet do takiego szmatkowatego borderka. Strasznie patrzy na to co mówię, czy jestem zadowolona czy nie. Oczywiście ma to swoje plusy, jak np. jest absolutnie bezproblemowy na spacerach. Trzyma się blisko, wraca na każde wołanie, nawet w środku zabawy z psem i tak było w sumie od... 4 miesiąca życia? W tego psa nie włożyłam prawie w ogóle pracy, po prostu mi się taki trafił... Głupi ma szczęście jak to mówią :P Z minusów... Chyba ta postawa. Jak dostanie opieprz to robi się taki malutki, uszka do tyłu, ogonek opuszczony i gliździ się, łasi. Póki co nie zauważyłam wpływu tej "dżdżowniwatowości" na pracę, na zniechęcanie się itd. Piszę o tym dlatego, żeby pokazać jakie problemy mogą być na początku, ale... nie muszą, co doskonale pokazuje Kai. Jaki jest więc mój idealny whippet? Połączenie obu! Odkąd Kai do mnie trafił, znacznie podniósł poprzeczkę i to czego wymagam od whippeta. Czyli: pies zawzięty, odważny, z super drive'em. Nawet nie do sportów, ale to znaczne ułatwienia w życiu codziennym, bo właśnie to powinno być najważniejsze. Przede wszystkim pies nie sprawiający giga problemów na spacerach - taki, który nie ma fazek pt. "boję się życia", który nie jest strachliwy, a chętny do współpracy. Whippeciarze by mnie teraz zjedli ;) Panuje przekonanie, że whippet musi być wrażliwy i nieufny, super, ale dla mnie nieufność nie oznacza strachu przed ludźmi. Tak jak "chart to ma być chart, a nie owczarek" w domyśle: "pies ma mieć właściciela w dupie, bo taka charcia natura". Jakie więc są whippety? Mamy podział na linię wyścigową i wystawową. Psy wystawowe są hodowane na wygląd, mało który hodowca odrzuca pięknego reproduktora/sukę hodowlaną, bo ma strachliwy charakter. W zasadzie nigdy się z tym nie spotkałam. Psy wyścigowe z kolei są hodowane na szybkość. Różnice w charakterach są, ale nie są też regułą - wyjątki zdarzają się wszędzie. Znam showki masakrycznie wystraszone, znam showki totalnie flegmatyczne, takie które nie zwracają uwagi na człowieka mimo jakiejś wiedzy właściciela i prób motywowania psa. Ba, szczególnie jeden miot jest totalnie poryty - psy strachliwe, bez żadnych popędów, ale rozmnażane dalej. Czemu nie? W końcu ładne. Ale znam też showki bardzo pozytywne! Psy uwielbiające zabawę, nastawione fajnie na człowieka. O wyścigowych mam mniejsze pojęcie, bo niestety jest ich mało w Polsce. Ejden jest w 75% psem wyścigowym, Kojot trochę więcej. Logika podpowiada, że skoro whippety na tor są selekcjonowane na szybkość, a co za tym idzie - popęd, zaciętość, nie mogą być psami niepewnymi siebie. One często żrą się przy wabiku na mecie, więc nie mogą odpuszczać. Te, które znam są takimi ADHD na czterech łapach. Biegają, wariują, szajba, zabawki, piłka, ogólnie nie do zdarcia. Odpyskować do psa potrafią, a nawet wszczynać afery. Więc show czy wyścigus? Co kto woli, czego oczekuje. Wiadomo, że whippety torowe na wystawach się nie sprawdzą, mają totalnie inną budowę. Tak jak show nie sprawdzi się na torze (za to na coursingu już tak, tam szybkość przeszkadza). Tutaj chodzi raczej o psa rodzinnego? Showy są łatwiej dostępne, więc jest i większa różnorodność pod względem charakterów - od psa spokojnego po szajbusa. Ogólnie poszukiwania psa (prawie) idealnego to często poznawanie przyszłych rodziców, odwiedzanie szczeniaków i wybieranie... Na tym etapie nie jestem w stanie określić jaki charakter mają showy. Jest tam totalny rozstrzał i loteria jakby ktoś chciał wybierać psa po zdjęciu czy z ogłoszenia. Albo trafi fajnie, albo nie. Ale odstawiając na bok podział show i wyścigus... Whippety uczą się błyskawicznie... tych złych rzeczy :P Raz damy mu coś ze stołu, a każdego dnia przy każdym posiłku będzie ten chudy ryjek robił swoje oczka kota ze Shreka i wymuszał więcej, i więcej, i więcej. Złodzieje. Wyobraźmy sobie sytuację, że idziemy ze śniadaniem do stołu, ale wstaniemy jeszcze po kawę, bo w sumie mamy ochotę. Wracamy. A na talerzu nie ma kanapki. To brzmi zabawnie, może nawet rozczulająco, ale ogólnie nie pozwalałam nigdy na takie zachowania, bo zamiast kanapki mogą być tabletki, czy każdy inny, potencjalnie niebezpieczny dla psa pokarm. Ale tak, to dość częste. Ejden też kiedyś kradł ze stołu ; ) Te niepozorne chudzielce w rzeczywistości chcą opanować cały świat i zrobić z ludzi niewolników! Może trochę koloryzuję... ale tak, jak ulegniemy pięknym oczom to będziemy podajnikiem na żarcie, wyprowadzaczem, taką końcówką smyczy, na którą nie należy zwracać większej uwagi. I najgorsze jest to, że możemy nawet nie zdawać sobie z tego sprawy. Sama to przerabiałam : ) Lęk separacyjny. Whippety mają do niego tendencje. Może to być problem jak ktoś mieszka w bloku i często musi psa zostawiać samego. Whippety potrafią panikować, zwłaszcza za szczeniaka. Nie mówię tu o histerii, ale takich pierdołach jak nadepnięcie psu na łapę, na co on reaguje piśnięciem i podniesieniem łapki, bo na pewno jest złamana i w ogóle "pańcio chciał mnie zabić". Najgorsze co możemy zrobić w tym wypadku to pocieszać psa i titać do niego. Idealnym przykładem jest dalszy kuzyn Ejdena. Pies z miotu zakapiorów. Właścicielka titała o dużo za dużo przy takich sytuacjach i pies zmienił się w histeryka. Inny pies go gonił - wrzask niesamowity, chowanie się za Pańcią, bo mordują. Nie jest to fajne : ) Jeśli charakter mimo tego nie odstrasza to największą wadą (przynajmniej dla mnie) tych pięknych chudzielców jest chyba ich wrażliwość na urazy mechaniczne. Nie mają podszerstka, więc jak taki rozpędzony whippet wpadnie niefortunnie nawet na jakiś wystający, ostry patyczek, pyk, rana gotowa. Suka znajomego hodowcy nadziała się na kij od fajerwerków. Wbił się dość głęboko, ale na szczęście wszystkie organy ominęło. To są raczej takie hardkorowe przypadki, jak chociażby rozpędzony whippet wpadający na drzewo (nie przeżył niestety), ale warto uprzedzić na co należy uważać. Jak biegają to nie patrzą po czym. U Ejdena akurat większość blizn to niestety psy. Nawet nie ataki, po prostu chciały odgonić i pyk, skóra oderwana. Mniejszymi zadrapaniami czy obtarciami raczej się nie przejmować. No i zima - kubrak koniecznie. Ejden musi mieć dodatkowo mocno smarowane łapy, bo skórę ma wrażliwą i często mu pęka z zimna. Zimą też whippety są mniej aktywne, to ciepłolubne stwory i mając do wyboru spacer w śniegu i -25 stopniach, a ciepłe łóżko - wiadomo, wybiorą to drugie. Latem z kolei też nie należy przesadzać. Podszerstek chroni również i przed słońcem. Tutaj tej ochrony niestety brak. Moje padają przy około 27C. Co do zdrowia: mają problemy z alergiami, sercem i oczami (wyścigowe dodatkowo z miostatyną). Więc tak, jest to rasa względnie zdrowa, biorąc pod uwagę, że choroby zdarzają się raczej rzadko. To w sumie dla kogo ten whippet? Dla osób, które lubią wyjść na spacer, a w wolnym czasie poleżeć na kanapie. Whippet się dostosuje do naszego trybu życia. Dla osób cierpliwych - różne przypadki się zdarzają. Przy psie trudniejszym trzeba mieć mnóstwo cierpliwości, ale jednocześnie stanowczości. Nerwy przyniosą odwrotny efekt. Dawniej myślałam, że wszystkie problemy z Ejdenem rozwiążę smaczkiem i zabawką. Niestety, ciągle utwierdzał mnie w przekonaniu jak mało wiem. Był totalnie odporny na cudowne działanie metod pozytywnych. Dla osoby konsekwentnej. Jeśli mówimy "nie" to znaczy "nie". To kombinator. Nim zauważysz - owinie sobie całą rodzinę wokół... łapy. A tu zrobi ładne oczka, tam zaszczeka, że niby ktoś przyszedł. Pańcio wstanie leniwie z fotela, a sprytny szczur wepchnie się na wygrzane miejsce ;) Myślę, że to póki co tyle. Jak coś mi się przypomni to dopiszę.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
O whippetach radzę dowiadywać się nie od hodowców (bo znaczna większość idealizuje je i uważa, że uciekanie na spacerach czy sikanie pod siebie ze strachu jest totalnie normalnym i wpisanym w rasę zachowaniem), ale od w miarę ogarniętych właścicieli. Charakter jaki trafi się przy whippecie to loteria tak naprawdę. Hodowane są na wygląd, nie na charakter - z powodzeniem u nas, w Polsce, rozmnaża się wyżej wspomniane przypadki. Jeśli zapytasz hodowcę "dlaczego to skojarzenie", dostaniesz w odpowiedzi milion dwieście zalet eksterieru i jedno zdanie o charakterze, zazwyczaj oklepane: "jest przyjazny, może troszkę leniwy, ale przez to bezproblemowy". Ta... :)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Naprawdę nie cierpię stwierdzenia, że chart to nie pies, a niestety często pojawia się przy temacie szkolenia ze strony hodowców i właścicieli... Swoje dwa od samego początku traktuję jak psy, a nie jak charty - szkolę je jak normalne psy, uczę sztuczek jak normalne psy. I owszem, mają swoje sympatie i antypatie, w starszego trzeba było włożyć dużo więcej pracy niż w młodszego, bo ma bardziej niezależny charakter i swoje pomysły - szybciej się za to uczy i później kombinuje. Młodszy ma taki wyraz lekkiego ułomka: "ale o co ci chodzi? że mam łapami wejsć na to?", długo uczy się nowych rzeczy, ale jak raz załapie to jest absolutnie bezbłędny. Mają zachowania typowo charcie, jak np. instynkt pogoni i nie zaprzeczę ich pochodzeniu tyle tylko, że... to są totalnie normalne psy. Specyficzne, owszem, ale to można powiedzieć o każdej rasie. Ale wracając do wątku - osobiście nigdy nie miałam problemu, żeby pies nie chciał się szarpać/bawić, ale ludzie wymyślają co rusz nowe metody jak chociażby piórnik wypełniony smakami coby pies chciał się do nich dostać i rozszarpać. Co niektórzy uczą psa szarpać... na komendę. I to dosłownie - zaczyna się od wzięcia szarpaka w pysk, klik, smak. Tym sposobem ponoć pies ma się nauczyć trzymania i nie wypuszczania zabawki. Znajoma tak nauczyła szarpania swojego pipeta. Wiadomo, złotego środka nie ma, to bardziej eksperymenty... Zazwyczaj sprawdza się robienie z siebie czubka i uciekanie zabawką po ziemi, ale osobiście uważam, że nie każdy pies musi lubić zabawki ;) Oczywiście można spróbować go do tego przekonać, a nuż zobaczy, że to super zabawa. Jeśli nie... cóż, wydaje mi się, że po prostu niektóre psy wolą bardziej jedzenie ;) Zawsze też warto się zastanowić czy zabawki, którymi chcemy się bawić z psem leżą zawsze na wierzchu - pies ma do nich dostęp. Przy motywacji ważne jest, żeby motywator (zabawka) był dostępny tylko i wyłącznie podczas szkolenia/treningu. Zwiększa to po prostu atrakcyjność danego przedmiotu :)