Jump to content
Dogomania

czi_czi

Members
  • Posts

    747
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by czi_czi

  1. Ja z kolejną dramatyczną historią- pamiętacie jak pisałam o psie, który zaatakował tą małą dziewczynkę u mnie na ulicy? Dzisiaj rozszarpał małego szczeniaka :( jakaś nastolatka wyszła na spacer ze swoim małym buldogiem francuskim, ten pies wyleciał (przelazal pod płotem ktory ci ludzie w pospiechu zakladali po tej akcji z dziewczynka) i rzucił się na małego. Dziewczyna wrzasku narobiła, złapała malucha na ręce (dobrze że był na smyczy) ale jej go wyszarpnal.... wiecie ile wazy taki brzdac, dwa razy nim pomajtal i bylo po szczeniaku..... dziwne to o tyle, ze do moich psow byl zawsze super nastawiony.... a ja myslalam ze moj pies jest agresywny bo rzeczywiscie szczeniat nie lubi...ale nigdy sie do tej pory nie posunal do spuszczenia szczeniakowi takiego wpie....lu, jak juz wrzasnie, odskoczy, klapnie zebami...ale zeby gryzc do krwi?!
  2. Ja akurat mam duży kontakt z dziećmi bo moja siostra ma trójkę (7 lat, 10 lat i 15 lat) i rzeczywiście na punkcie ostatniego dziecka jest zafiksowana totalnie, wszędzie małą wozi (zajęcia, szkoła) i sama mówi ze po prostu sie boi, bo co rusz w telewizji kolejna zgwalcona dziewczynka, ofiara pedofila, dziecko pogryzione przez psa, porwane, potracone itd. A już 15-letni syn nie mial jej ciagle nad sobą, normalnie w wieku 8 lat chodzil sam do osiedlowego sklepu itd a tej 7-letniej córeczki nie pusci samej, co najwyzej z rodzeństwem O.o dla mnie to jest dziwne podejscie, ale moze wynika z tego ze sama nie mam dzieci. Dziwne ze dopiero przy trzecim dziecku jej sie taki strach załączył, bo środkowa córka (ta 10-letnia) też była puszczana, jak to tu ktoś napisał- "samopas" i nie wpłynelo to na nią negatywnie. Mam taką znajomą której rodzice mieli wieczne schizy. Kobieta lat 28 i nie umie sama pozałatwiać rzeczy w różnych panstwowych instytucjach- wysyła swojego meza zeby zrobił to za nią :D mieszkalysmy razem na studiach i jej brak zyciowego ogarniecia mnie chwilami smieszyl a chwilami przerazal- byla do takiego stopnia niesamodzielna ze jak wywalilo raz korki w mieszkaniu jak mnie nie bylo to siedziala sama po ciemku z latarka "bo ona nie umie tego naprawic". Zepsula nam sie pralka i zaczela wylewac duze ilosci wody, wiec co zrobila? Telefon do mnie zebym sie zwolnila z pracy bo ona nie wie co ma z tym zrobić! TRAGEDIA. Autobusem pierwszy raz jechala wlasnie na studiach, zalatwienie sobie biletow miesiecznych, zalatwienie papierow na uniwersytecie- czarna magia- zawsze rodzice sie tym zajmowali. Pojscie do urzedu pracy? Koszmar, tak sie stresowala takimi sytuacjami ze pol nocy nie byla w stanie spac.... O.o nie umiala zupelnie wykonywac telefonow, stresowalo ja zwykle zamowienie pizzy na wynos, do fryzjera specjalnie jezdzila umawiac wizyte bo sie wstydzila rozmawiac przez telefon.... nie mowiac juz o tym, ze sie tysiac razy zgubila w miescie i nie bylo opcji jak szla ze mna na impreze zebysmy wracaly jakos nad ranem bo sie bala ze ktos nas gdzies napadnie.
  3. [quote name='zmierzchnica']U mnie nie spadają z nieba, po prostu wybiegają zza rzędów samochodów i rzucają się psom do gardła :p To był pseudo amstaf, nie znałam go, wiecznie zamknięty w kojcu - aż właściciel nie postanowił go wypuścić samopas. Ja byłam z psami na chodniku z jednej strony rzędów samochodów, pies biegł po drugiej stronie i zauważył moje psy zza tych aut. Dla mnie to wyglądało, jakby pojawił się znikąd, nagle wybiegł i ruszył na moje psy. To było tuż przy szkole, ale na szczęście (dla dzieciaków, dla mnie i dla moich psów) pies bał się ludzi. Byłam z TZem, ja ryknęłam, on ryknął, moich psów było więcej, więc pseudo-ast spasował. Ale mało nie zagryzł samojeda i prawie zabił małego psa wielkości pinczera (na szczęście świadkiem był robotnik i zdzielił psa deską). Poza tym, trochę nie rozumiem. Według Ciebie dziecko powinno być do pełnoletności odprowadzane przez mamusię do szkoły? Tak, żeby przypadkiem koledzy je wyśmiali totalnie i żeby nauczyć je niesamodzielności? :p W sumie mogę tylko pogratulować komuś, kto ma tak komfortową sytuację, że nie pracuje i może dziecko odprowadzić, kiedy ono ma np. lekcje na 10 czy 11. Jednak większość ludzi zaczyna pracę o tej 8 - 9, dziecko musi sobie radzić samo i wtedy różne rzeczy się zdarzają. W ogóle nie wyobrażam sobie sytuacji, że mam 8 czy 9 lat i mama chce mnie do szkoły odprowadzić... Oj, domyślam się, jakbym się buntowała i darła, że mnie wyśmieją :evil_lol: Kurczę, jak tak dalej pójdzie, to następne pokolenie będzie niesamodzielne, mimozowate i emocjonalnie upośledzone...[/QUOTE] mnie zaatakował raz pseudo rott i serio spadł z nieba bo po prostu pojawił się nagle znikąd i siedział mi na mniejszym od niego 10 razy Oszołomie. A ja serio mam oczy dookoła głowy jak z nim chodzę na spacery bo to nerwus jest przeciez! masakra z tymi dziecmi, ja to jednak z patoli sie w takim razie wywodze bo nie dosc ze rodzice niezawsze mieli jak mnie zawiezc do szkoly jak mialam te 8 lat (i musialam sama isc przez cala wioske!) to jeszcze na ogol musialam wracac sama bo wczesniej konczylam lekcje niz oni prace a swietlica dla dzieci na moim zadupiu byla zamykana o 15. niczym dziwnym to nie bylo, raczej rzadko kiedy rodzice odprowadzali swoje dzieci pod same drzwi a potem spod nich odbierali.... jak wracalam to tez nie bylo tak ze zamykalam drzwi od domu i grzecznie czekalam az bedzie ta 17 i oni wroca...szlam na podworko bawic sie z dzieciakami moi rodzice byli widocznie skrajnie nieodpowiedzialni bo nie bylo ich stac na opiekunke. chociaz nie! jedno z nich powinno bylo rzucic prace i zajmowac sie mna!
  4. [quote name='isabelle301']No akurat tak się składa ze także jestem matką... jeszcze w sumie małej dziewczynki... Za każdym razem gdy czytamy kolejny podobny przypadek - zadaję sobie pytanie - jakim debilem trzeba być by tak małe dziecko spuścić z oczu? Jako że mam jednoczesnie i dziecko i psa ... tym bardziej ostro zawsze pojadę po debilach rodzicach. Jak są leniwi to pluszowy miśw beciku a nie mały człowiek za którego biorą odpowiedzialność a ich zasranym obowiązkiem jest opieka nad takim... W tym konkretnym przypadku? Tak - całkowita wina leży po stronie rodziców... jako matka a nie jako własciciel psa - takie jest moje zdanie. Od paru stron jedziecie po małych dzieciach i ich rodzicach... ja dziś kolejny raz przywaliłam radosnemu dziecku badylem - bo zrobiłam na czas krok naprzód i zamiast pa ja zgarnęłam uderzenie kijem po nogach. Mina rodziców - bezcenna. Tu tłumaczenie ani chamskie odzywki nic nie dadzą... bo rodzice głupi są i tyle. Natomiast dzieciak jak zarobi - to jet szansa ze skojarzy i zapamięta.[/QUOTE] współczuję zatem twojemu dziecku rodziców się nie wybiera w końcu ciekawa jestem co by zmieniło gdyby rodzice szli za dzieckiem jadącym na rowerku to są sekundy, napewno dziewczynka albo by się nie wywróciła albo zdązyliby psa odgonić- z pewnością. w co ty wierzysz kobieto Berek- nie słyszałam o tej akcji....straszne :shake: najgorsze jest to, że psiarze potem sami dbają o taki a nie inny wizerunek rasy i osób zafascynowanych psów...biedna dziewczynka, twarz zeszpecona na całe życie, chyba że ją oddali w ręce dobrych chirurgów plastycznych....a co z traumą? jak takie dziecko ma potem normalnie reagować
  5. [quote name='Berek']No a jak...? W słynnej sprawie poszarpania dziewczynki w jednej z krakowskich restauracji działacze ZkwP na wyprzódki wypowiadali się w stylu "a to bachor, jak można smarkacza do restauracji ze sobą ciągać". A historia akity Tajfuna? Poszkodowana na zwierzątkowych forach odsądzana od czci i wiary i obdarzana naprawdę paskudnymi, obraźliwymi epitetami. I święty piesecek Tajfunecek i jego dzielna, dzielniutka właścicielka. Słowem: ręce opadają jak płetwy.[/QUOTE] W takich chwilach rozumiem mojego znajomego, który stwierdził że nie toleruje on fanatyków psów na równi z fanatykami dzieci. I rzeczywiście- nie poznałam jeszcze ani jednej normalnej w moim odczuciu osoby mającej aż do przesady hopla na punkcie psów. Zawsze w rozmowach z takimi ludźmi zaczynają wychodzić takie kwiatki, że mi się słabo robi :) Co to w ogóle za sprawa poszarpania dziewczynki?
  6. [quote name='isabelle301']Może zacznijmy od pytania : Gdzie byli rodzice w tym czasie? Bo otóż dla tych co dzieci nie mają oraz tych, którzy mają a świadomość pozozstaje nadal niska - dziecko do lat 7 ma być ZAWSZE czyli 24h na dobę pod opieką osoby pełnoletniej. Dziecka do 7 roku życia wg przepisów obowiązujących w tym kraju - nie wolno pozostawiać bez dozoru, opieki i spuszczać z oczu. Gdyby szanowni rodzice tyłki z kanap ruszyli aby wyjść z dzieckiem na spacerek na rowerku, to zapewne byliby także w stanie zareagować na fakt darcia mordy do psa który przebywa na terenie nie ogrodzonym w 100%... bo byc może by to zauważyli. Rozumiem także, że czi_czi patrzyła jak "dobra sąsiadka" siedząc w okienku cały dzionek na to co dzieje się w okolicy i stąd doskonae wie co dzieci robiły a czego nie robiły...[/QUOTE] Rozumiem, że ty z tych co rodzice za rączkę prowadzili od kołyski do ukończenia 18 roku życia. Biegali za tobą w ta i z powrotem od godziny 10 rano do 19 gdy bawiłaś się z innymi dziećmi na podwórku? Nie pozostaje nic innego jak współczuć. Nie wiem czy wychowywałaś się w mieście, miałaś rodziców z gatunku "melduj sie co 10 minut domofonem" czy co ale zawsze mnie rozwala gadka "gdzie byli rodzice". Rodzice byli w ogródku, ich dziecko jeździło na rowerze po wewnętrznej osiedlowej drodze. Na dziecięcy wrzask od razu wylecieli zobaczyć co się stało. No tak, ale lepiej założyć, że siedzieli na dupie w mieszkanku. Nieznoszę psiarzy twojego pokroju, serio. Takie roszczeniowe pitolące od rzeczy typki, które nie zdają sobie sprawy z tego że są na tym świecie psy które potrafią zrobić krzywdę bez żadnego wyraźnego powodu. Swoją drogą to rodziców z gatunku "dziecka sam nigdzie nie puszczę" też nieznoszę. I osoby które uważają, że upilnowanie dziecka zawsze i wszędzie jest możliwe też mnie rozwalają. Bądźmy z dziećmi 24 h na dobę, wychowyujmy życiowe niedorajdy które potem na studiach mają problem z załatwieniem prozaicznych kwestii typu umówić się do lekarza albo pojechać na drugi koniec miasta i się nie zgubić. Boże dzięki ci, że moi rodzice ze mną nie pałętali się po podwórku! :roll: Czi_czi była ze swoimi psami na spacerze. Czi_czi doskonale wie, że te dzieci nie drażnią psów, zwłaszcza że potrafią się odpowiednio zachować względem takiego psa jak mój Oszołom i same mają psisko które wszędzie ciągają ze sobą i widać że je kochają. Mało tego- czi_czi reprezentuje mało popularny na dogo pogląd zgodnie z którym żaden pies nie ma prawa rzucić się na dziecko i zrobić mu poważną krzywdę. Czi_czi na przykład sądzi, że zrównoważony pies wystraszony przez rozwydrzone dziecko nie rzuci mu się do twarzy tylko zaprezentuje szereg innych sygnałów. A jeśli pies nie jest zrównoważony to nie ma dla niego miejsca w większych skupiskach ludzi jeśli nie jest odpowiednio zabezpieczony. Gdyby ten pies był zrównoważony chociaż w jakimś małym ułamku to by nie rzucił się małej do twarzy. Może by ją oszczekał, może szarpnął za nogawkę. Ale nie gryzłby do krwi! No ale rozumiem, że pies ma prawo użreć dziecko w twarz, zaserwować mu X szwów i blizny do końca życia bo dziecko przejechało koło jego domu rowerkiem.
  7. [quote name='4Łapki']Pewnie jeszcze dziewczynka go prowokowała do gryzienia, spadając z roweru :angryy: Co rodzice dziewczynki powiedzieli w szpitalu? Wydaje mi się, że jeśli powiedzieli, jak było, szpital ma obowiązek zgłosić to dalej.[/QUOTE] Nie wiem w sumie, tylko byłam świadkiem zamieszania bo akurat z psami wracałam ze spaceru
  8. No mają....zawsze mnie zastanawia dlaczego ludzie tak bardzo chcą dążyć do udowodnienia "ich racji" gdy tej racji tak naprawdę nie mają.....przecież o wiele więcej można osiągnąć dogadaniem się, nie wiem co to za problem przeprosić, obiecać sfinansowanie kosztów leczenia, pomoc itd. W razie gdyby sprawa i tak trafiła do sądu mają wtedy w rękach już jakieś argumenty przemawiające za obarczeniem ich mniejszą odpowiedzialnością finansową- w końcu wykazywali zainteresowanie, chcieli pomóc. TO już drugi takie przypadek. Przy poprzednim pogryzieniu sprawa skończyła się w sądzie bo idioci też twierdzili że dziecko drażniło psa. No drażnić drażniło-samą swoją obecnością. Tylko skąd ono miało to wiedzieć
  9. U mnie dla odmiany- koleżanka ma dwa beagle i roznoszą chatę. Kolega jednego i problemy mieli długi czas z psem wyjącym pół dnia gdy byli w pracy. Trening klatkowy nie pomagał, behawiorysta był zszokowany że nic nie przynosi efektu. Przeszło dopiero jak mu załatwili kumpla z adopcji. Beagle to jednak mocno towarzyskie psy, lepiej grupowo trzymać
  10. Widzę że temat na czasie ale u mnie w odwrotną stronę- kolejne dziecko na osiedlu zostało pogryzione przez psa.....taki kundelek, 20 kg wagi na oko. Już od dłuższego czasu widywałam tego psa bo właściciele przyjeżdżali z nim kontrolować etapy budowy domu. Z moją suką się fajnie dogadał, Oszołom oczywiście chciał go zjeść no ale pies nie zareagował w ogóle na jego agresję. U mnie na ulicy jest kilka dzieci, biegają sobie taką małą bandą, jeżdżą na rowerach, rolkach itd. na ogół z takim niewielkim kundelkiem, fajowy pies z niego :loveu: dzieci jak to dzieci, krzyczące, śmiejące się, trochę hałasujące, rozbrykane ale zupełnie nieszkodliwe moim zdaniem, ja nic do nich nie mam, ogólnie dzieci lubię i daleko mi od tych co to twierdzą, że dziecko powinno być wiecznie zdyscyplinowane i grzeczne i nie ma niczego gorszego od "rozwrzeszczanych ulicznych bachorów" (jak to twierdzi moja sąsiadka :diabloti:). Taka ekipa zaprzeczająca twierdzeniom, ze obecnie dzieci to tylko w domu siedzą przed kompami. Do tego bardzo pro-psie i fajnie mi pomagały odczulać Oszołoma na piski dzieci. Super się z nimi można dogadać, bardzo je lubię. No i wczoraj jeździły sobie na rowerach i wyskoczył na nie pies tych ludzi- jeszcze płotu nie mają skończonego, on sobie ładnie chodzi po obejściu, nikogo nie atakuje (do wczoraj) i wydawał się być całkiem zrównoważony. Dziewczynka lat 6 wystraszyła się i spadła z rowerka, a ten popieprzony zwierzak do niej doskoczył i użarł ją prosto w twarz-broda do szycia, przebita na wylot warga :roll: co na to właściciele-"dzieci napewno go drażniły tym jeżdżeniem na rowerach!". Co za debile.
  11. [quote name='xxxastarothxxx'] Dodam, że nie jestem zwolennikiem karcenia psa, szarpania smyczą, krzyczenia i używania kolczatek. [/QUOTE] W tym zdaniu pojawia się główne źródło waszych problemów. Zacznij od zmiany swojego myślenia bo doskonale widzisz, że dotyczasowe metody nie pomagają a wręcz prowadza do pogorszenia zachowania psa.Jeśli masz psa lękliwego to musisz nim "potrząsnąć" i pokazać że jesteś bezkompromisowa. Psy tego typu (sama mam takiego w domu) lubią mocnego przewodnika a nie rozlazłą ciapę, która boi się ostro skarcić psa za wyskok. Muszą czuć że przewodnik panuje nad sytuacją, a gdy odnoszą wrażenie że ich własciciel nie ogarnia za nie całego zła tego świata to niestety ale zachowują się tak jak twój pies. Psa nie trzeba od razu karcić na kolczatce czy łańcuszku, to powinien ocenić szkoleniowiec. Być może wystarczy korekta na obroży czy szelkach a nawet jedynie słowna reprymenda z delikatnym impulsem na obrozy. Po kolce i łańcuszek sięga się na dobrą sprawę w ostateczności. Ze śląska niestety nikogo nie znam, ale podnoszę temat zeby nie zaginął
  12. [quote name='Agneees'] A jak przychodził jakiś nowy kumpel to cała reszta biegła na powitanie ;) [IMG]http://i60.tinypic.com/2s9ya81.jpg[/IMG][/QUOTE] Całe szczęście, że są jeszcze w PL miejsca w których można wybiegać psa bez udziału innych bo mój Oszołom by oszalał w takiej gromadzie :cool1: . Jak z nim idę i widzę spęd ludzi z psami to od razu zmieniam drogę. Ale już bullica mega by się cieszyła, ona kocha takie zloty :D
  13. świetne psy! :) jak sie dogaduja?
  14. [quote name='rgdlez'] Wydaje mi się, że właściwie postąpiła np. znana mi dwupokoleniowa rodzina nauczycielska, która kupiła szczeniaka w maju. W sezonie wakacyjnym właściwie nie musiał pozostawać w domu sam dłużej niż 2h i to sporadycznie. W październiku psiak miał już ok 7 miesięcy i ładnie przyzwyczaił się do dłuższej samotności, bez stresu, lamentów i gryzienia kapci. Takie coś wydaje mi się właściwym postępowaniem, ale ja na pewno nie dorobię się drugiego pokolenia w najbliższym czasie i mój pies/moje psy będą prawdopodobnie regularnie osamotnione na 8-9h dziennie, stąd m.in pomysł na stadko zamiast jednej sztuki.[/quote] Moja suka od razu zostawała sama i wszystkie moje poprzednie psy zreszta też ;) owszem, może wydłużało to czas nauki załatwiania na dworze i do tego 7-8 miesiąca po 8 godzinach samotności zdarzała się kałuża sików w domu ale miałam na szczęście inteligentne pieski i zawsze załapywały że jak je ciśnie to maja sikać na specjalną matę pod drzwiami. Lamenty zdarzają się wtedy gdy pies nie jest przyzwyczajany do braku obecności stada- i to jest jeden z poważnych błędów popełnianych przez nowych nabywców psów- nie chcą zostawiać malucha samego, w domu wszędzie go ze sobą zabierają (nawet do łazienki), chcą żeby z nimi uczestniczył w każdej czynności i zupełnie niepotrzebnie uzależniaja pieska od siebie :) Ale szkół jest wiele- jedni radzą właśnie zostawiać psa samego na kilka minut i stopniowo ten czas wydłużać, inni od razu rzucić na głęboką wodę, jeszcze inni radzą od samego początku ćwiczyć trening klatkowy. [quote] Gdybym miał rasowego psa z dobrej hodowli, zabierałbym go od czasu do czasu na wystawy/zawody (nie bardzo mnie to interesuje, ale kto wie, może akurat złapię bakcyla) i nie chciałbym mu odbierać możliwości pozostawienia potomstwa. Mam poczucie, że byłoby to marnowanie dobrych genów. Ponieważ nie będę raczej miał czasu na coś tak poważnego jak zajmowanie się ciężarną suka i jej potomstwem, myślałbym raczej o rasowym samcu.[/QUOTE] Wierz mi, psów jest tyle że na prawdę nie trzeba ich więcej :) Zresztą wątpię, żeby jakiś hodowca sprzedał Ci szczenię wystawowe, które wyrośnie rzeczywiście na psa którego warto rozmnażać, a to że pies ma rodowód nie oznacza od razu że warto jego geny przekazywać dalej :) ale oczywiście to tylko moje zdanie na ten temat
  15. [quote] Pierwsze pytanie: czy to prawda, że kiedy trzyma się dwa psy w mieszkaniu, zaczynają one znaczyć moczem niektóre przedmioty?[/quote] Zależy od osobnika. Może być tak że jeden pies zacznie znaczyć, może być tak że żaden nie będzie znaczył albo tak że oba będą znaczyły. Może być też tak, że jeden będzie znaczył dopóki nie pojawi się drugi albo zacznie znaczyć dopiero gdy dołączy do stada kolejny pies. [quote]Drugie pytanie: czy najlepiej wychowywać dwa szczeniaki na raz, czy najpierw jednego psa, potem drugiego (jeśli tak, to w jakiej kolejności)? Najpierw odchować małego, żeby duży od szczeniaka czuł do niego respekt i nie męczył go? Czy najpierw dużego, bo dorastający ON może się okazać zbyt silnym towarzyszem zabaw dla dorosłego już, powiedzmy, schipperke? Albo nawet ciułały?[/quote] Najlepiej wziąć najpierw jednego psa, wychować go i dopiero brać drugiego (gdy ten pierwszy będzie miał ok 1,5-2 lat). Jeśli ma to być konfiguracja mały+duży to ja na Twoim miejscu najpierw kupiłabym/przygarnęłabym dużego. [quote]Trzecie pytanie: jak to jest mieć dwa psy?[/quote] I fajnie i nie ;) właśnie dlatego: [quote]dwa razy więcej przyjemności okupione dwukrotnie większymi wydatkami finansowymi i poświęceniami czasowymi[/quote] [quote]Czy raczej dostaje się więcej psiej miłości, a obowiązków jest mniej więcej tyle samo (spacery wspólne, ćwiczenia wspólne, karmy mały pies zje niewiele więcej od dużego, w dodatku można czasem [czasem, czasem tylko, podkreślam kurde!] zostawić psy na dłużej same bo i tak we dwójkę będzie im wesoło)?[/quote] Lepiej unikać wspólnych spacerów dopóki nie nawiążesz odpowiedniej więzi z każdym z psów z osobna. Nie raz widuje osoby które wzięły na raz dwa szczeniaki i jeśli byli to ludzie, którzy wychodzili z nimi na spacery łącznie, bez rozdziału na spacer z każdym z osobna to niestety ale mają spore problemy ze swoimi psami ;) z odwoływaniem i ogólnym posłuszeństwem. Nie mówię, że jak się ma dwa psy to nie można z nimi wychodzić na jeden wspólny spacer ale moim zdaniem nie może to być regułą, przynajmniej nie do czasu gdy będziemy w stanie panować nad każdym z psów z osobna. Psy ogólnie można zostawiać na dłużej a nie tylko czasem ;) nie czytaj tych bzdur o braku możliwości posiadania psa gdy się pracuje na pełen etat bo to wymyślają osoby które albo pracują w domu albo mieszkają w domach wielopokoleniowych i po prostu nie zdają sobie sprawy z tego że każdego psa można przyzwyczaić do samotności przez pewną cześc doby o ile mu się potem wynagrodzi to dużą ilością ruchu i zabawy ;) no może wilczaki się nie łapią bo u nich lęk separacjny w pakiecie z rasą idzie :D ale wszystko dla ludzi [quote]Czwarte pytanie: jaka konfiguracja płci? Mieszańce będa sterylizowane, jeśli którys będzie rasowy to raczej nie (rasowy będzie na pewno samcem). [/quote] Pies i suka. DLaczego rasowy pies nie będzie sterylizowany?
  16. [quote name='spike1975'] a jak ktoś ma psa lękliwego to go się trzyma na smyczy a nie puszcza wolno bo wiadomo że może się przestraszyć i wbiec pod samochód. więc to że tamten wbiegł i ma połamane łapki to nie wina podbiegającego innego psa tylko głupiego właściciela który zamiast trzymać smycz w ręku to pozwalał żeby się "wlokła po ziemi". ale wy tacy jesteście że o wszystko obwiniacie innych. mnie oskarżacie o chamstwo bo "nie biorę pod uwagę że spotkany pies może być lękliwy" ale sami bezczelnie mi piszecie że "nie macie zamiaru się domyślać czy podbiegajacy pies jest łagodny czy nie".[/QUOTE] na tym etapie kuzyn jeszcze nie wiedział, że ma lękliwego szczeniaka, bo dopiero co go wziął ze schroniska w którym zachowywał się jak normalny szczeniak ;) w ramach ostrożności puszczał pieska jedynie z wlokącą się za nim smyczą żeby w razie czego ją przydepnąć, bo nie wiedział po prostu czego się po psie spodziewać. Niestety ale sposób zawiódł bo osoba Twojego pokroju postanowiła mieć w głębokim poważaniu innych ludzi. A mogła zapytać czy kuzyn widzi coś przeciwko temu żeby psy się przywitały. Tymczasem ten owczarek wyrósł nie wiadomo skąd i nim się kuzyn obejrzał szczeniak wiał ile miał sił w swoich krótkich łapkach. Czyja wina? Moim zdaniem osoby która puściła luzem swojego psa bez pytania. No i kuzyna że wpadł na pomysł łażenia ze szczeniakiem prawie luzem po osiedlu, chociaż moim zdaniem akurat sposób w jaki chciał poznać reakcje pieska wcale nie był zły, po prostu nieszczęśliwy wypadek i tyle.
  17. Nie jest za pozno, ale bedzie to wymagalo duzej ilosci pracy z waszerj strony. Skad jestes? Ile spacerow ma pies, co dostaje do jedzenia, co robicie z nim na spacerach? Jak reagujecie gdy pokazuje agresywne zachowania?
  18. czi_czi

    dwa dobermany

    A pracujesz z każdym z nich z osobna? CHodzą na spacery? Wtrącaj się gdy zabawa zaczyna być zbyt agresywna. Po prostu przerywasz zabawę. Ucz psy wyciszania się, kontrolowania emocji i przede wszystkim pracuj nad więzią z każdym z nich. Nie moze byc tak ze maja tylko siebie
  19. [quote name='spike1975']a tymczasem szczeniaczkom się bardzo podoba. zadowolone że hej więc będzie się bawił jeszcze na pewno z niejednym pomimo głupstw które wypisujesz.[/QUOTE] w podobny sposób pies mojego kuzyna dorobił się agresji lękowej bo jakiś pajac miał w zwyczaju puszczać luzem swojego owczarka na osiedlu i w dupie miał to że ktoś może sobie nie zyczyc podchodzenia obcego psa szczeniak kuzyna miał skopany socjal, zostal przygarniety ze schroniska i kuzyn zajal sie jego resocjalizacją w jej trakcie wlasnie doszlo do sytuacji w ktorej obcy duzy pies podbiegl do malucha (bo wazylo to-to ze 4 kg) w dobrych zamiarach ale maly sie bardzo go wystraszyl i zaczal zwiewac ile mial sil w lapkach. Pech ze kuzyn nie zdazyl przydepnac smyczy ktora za pieskiem sie wlokla na spacerach. Jechal wewnetrzna osiedlowa droga dosc szybko jakis facet- piesek wpakowal mu sie pod kola i mial zlamane dwie łapki efektem byla totalna agresja lekowa wobec obcych psow, ktorej mozna bylo byc moze uniknac gdyby nie ten dureń mający w poważaniu przestrzen osobista innych ludzi i ich psów teraz tego psa mam ja bo kuzyn ulegl ciezkiemu wypadkowi i nie jest w stanie zajmowac sie jakimkolwiek zwierzakiem i powiem ci szczerze ze tez mnie szlag trafia jak podbiegaja do nas obce psy ja jestem z tych ktorzy wychowuja czworonogi bezsmyczowo, moj Oszołom (właśnie ten z agresja lekowa) tez lata luzem (bo wtedy zachowuje sie o wiele lepiej) i podbiega do innych, ale roznica jest taka ze to ja mu wybieram psy do ktorych moze podbiec i wiem ze ich wlasciciele nie maja zadnego "ale". Nie ma tak ze on sam sobie podejmuje decyzje ze do jakiegos leci, musze miec pewnosc ze druga osoba nie widzi nic przeciwko. I tak- nie raz sie pytalam czy psy sie moga przywitac, korona z glowy mi wtedy nie spadła. mysle ze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia dopoki mialam tylko jednego psa- bulteriera, bardzo lagodna suczke- zwisalo mi i powiewalo jak jakis pies do nas podbiegal, byleby nie mial zlych zamiarow teraz jak mam psa z agresja lekowa doskonale widze to o czym pisze tu sporo ludzi- po prostu gdy ma sie takiego psa trzeba kontrolowac otoczenie, myslec 10 razy szybciej i nie ma tak ze przedstawiasz go kazdemu czy nawet co trzeciemu spotkanemu na spacerze psu bo to psuje cala prace. Wybor zwierzakow do resocjalizacji takiego psa to na prawde robota wymagajaca cierpliwosci, a najgorsze jest to ze jeden podbiegajacy nawet w dobrych zamiarach pies moze sprawic ze w calej resocjalizacji cofasz sie o kilkanascie dni treningu! Serio, jak po raz 10 na spacerze podleciał do mnie ten sam pies, mimo iż prosiłam właściciela milion razy o to żeby go do nas nie puszczał bo jest zbyt nachalny to myślałam że zaczne wyć z rozpaczy. Wiesz dlaczego? A dlatego że potem każdy kolejny mijany przez nas czworonóg wywoływał u Oszołoma kompletną histerię i próby atakowania mimo że drugi pies nawet na niego nie spojrzał. I znowu trzeba wszystko powtarzać, znowu głowić się nad tym jak tu być dla psa bardziej interesującym, jak go tu przekonać że inni przedstawiciele jego gatunku nie chcą go skrzywdzić. Przykre jest to, że w ogóle nie szanujesz osób z tego typu psami i wymagasz żeby to one chodziły bocznymi uliczkami i miały oczy dookoła głowy żeby w razie czego w porę zauważyć Twojego psa i poprosić Cię o zabranie go gdy tymczasem to Tobie, skoro Twój pies jest dobrze wychowany, zwyczajnie łatwiej byłoby go odwołać, zapiąć na smycz, kazać iść przy nodze czy cokolwiek innego. W dodatku byłaby to po prostu uprzejmość z Twojej strony i pokazanie że szanujesz czyjąś przestrzeń i rozumiesz to, że niekażdy ma super wychowanego psa, niekażdy ma psa od szczeniaka i niekażdy może sobie pozwolić na to aby jego pies witał się z praktycznie każdym spotkanym czworonogiem.
  20. ogarnij znaczenie słowa "uogólnię" to może ci trochę zejdzie para :multi:
  21. Czytaj kobieto ze zrozumieniem to zauwazysz jedno slowo ktore przeoczylas w mojej wypowiedzi. Ah, przeciez zapomnialam ze ignorancja idzie w pakiecie z Twoimi wypowiedziami ;)
  22. Pilnuj szczeniaka żeby nie był zbyt nachalny wobec twojego psa. Poki co warczy ale kiedys moze mu sie cierpliwosc skonczyc i capnie malego w ramach lekcji ;)
  23. nie wiem jak akcja, choc w sumie sama mam bulteriera (i stad kojarze ta osobe) ale ja jestem z tych laikow co nie chca miec zbyt wiele wspolnego z hodowaniem :D hodowle zostawiam tym lepszym, dobrze wyksztalconym
  24. Brzmi to trochę tak jakby pies był mocno uzależniony od twojej mamy. A to bardzo zle, trzeba to wyprostowac bo rozne sytuacje w zyciu sie zdarzaja i posiadanie psa ktory swiata poza nami nie widzi do tego stopnia ze nikt inny nie moze sie nim zajac jest po prostu nieodpowiedzialne.
×
×
  • Create New...