A dzisiaj byliśmy u lekarza. Pancia na urlopie, zarządziła, że staruszki jadą "się pokazać". No to się pokazaliśmy- Felek siknął na nogę od biurka, to ja nie mogłem być gorszy. Kot nie siknął, za to podrapał lekarza. I pancię. To chciałem kota dziabnąć, ale mi uciekł. Na szafę. Felek w tym czasie cchciał uciec przez drzwi. Ja sobie usiadłem w oczekiwaniu na rozwój sytuacji i to był błąd, bo lekarz mnie dopadł. Wymiętosił mnie, wyginał łapy, zaglądał w uszy i oczy i zęby. Ponieważ go nie ugryzlem, to dostałem w nagrodę ciasteczko dla psów. Wyszło na to, że oprócz wieku to nic mi nie jest. W maju czeka mnie szczepienie na choroby wirusowe, a tak to luzik. Aaaaaa, jeszcze się okazało, że no....zmężniałem o 2 kg....
Nie wiem tylko dlaczego Pancia po powrocie do domu powiedziała, że wiecej nas razem nie weźmie. Ze teraz będziemy jeździć pojedynczo.