Niech ten mój syn juz wróci, bo Maksio padnie od tego biegania po schodach i sprawdzania, czy aby na pewno wciąż go nie ma. W ogóle Maksio smutny. Jedna sztuka zniknęła, dwie kolejne leżą i wszyscy chodzą na palcach, poszczekac nie można, pobawić się nie ma z kim. Nikt w nim nie grzebie, bo wszyscy biegają wokół chorych dzieci, no smutno. Ale jak juz uda się na chwile usiąść, to Maksiow mam wrażenie, że jest 3. Wczoraj miałam go na kolanach, na plecach i pod nogami.