-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Everything posted by Figunia
-
II Europejska Wystawa Adopcyjnych Dogów i Psów w Typie Doga
Figunia replied to Alla Chrzanowska's topic in Akcje
Dziekuje za zaproszenie do zabawy! -
Przepraszam za tak dluga nieobecnosc na watku. Nawet nie bede usilowala sie tlumaczyc...Mam nadzieje, ze Ciocie wybacza bez tego. Wiesci z Lonusinowego Domku wciaz bardzo podobne, czyli - na szczescie - dalej nuda!!!! Moze poza tym, ze Lonusia zaliczyla przedswiateczne pranie futerka. Dowod: Wczoraj poszły do prania na święta rzeczy "ogonków " a Lonieczka była także kąpana -była bardzo grzeczna i wygląda lśniąca jak lusterko. I jeszcze taka mini relacja z wczorajszego dnia: Ja dzisiaj miałem trochę wstawania nocnego ze względu na Napusia bo raptem zaczął utykać na przednią lewą łapkę-oglądałem to nic w niej nie ma ,żadnego skaleczenia czy kamyczka i dlatego opuściliśmy wieczorny spacer po Osiedlu i potem często chciał wyjść na dwór.Ale Go wynosiłem a On tak się do mnie tulił,że go dżwigam i lizał mnie po policzku.Take kochane stworzenie.A Loniusia wykorzystywała moment i kładła się w poprzek łóżka zostawiając mi skrawek na brzegu.Ale ważne by ogonki miały dobrze to i ja będę czuł się lepiej.
-
GIGA w DS Trzymajcie kciuki !!!. To już grzeczna sunia.
Figunia replied to Poker's topic in Już w nowym domu
Wlasnie przeczytalam wszystko. Co za koszmar - ten bol i tak odlegly termin. Wierze, ze juz kolejne wiesci beda dobre, takie, jakich Poker najserdeczniej zyczymy!!! Mocne kciuki za szybki powrot do domu!!!! -
Wklejam kolejne strasznie nudne wiesci, coby Ciocie o nas nie zapomnialy :) Loniusia dzisiaj w nocy się bardzo do mnie tuliła,chociaż była cieplutka więc chyba miała taką potrzebę "serca".Jak tak leży na mojej poduszce i całuję Jej mordeczkę to nawet nie otworzy oczków ,chociaż wiem ,że nieraz nie całkiem śpi-taka szczęśliwa ,że Ją pieszczą przez sen.Napek to w takim przypadku macha ogonkiem ,tak samo Milenka. .Dzisiaj Loniusia obudziła nas o 4-tej rano bo chciała na ogródek,położyła mi główkę na ramieniu i patrzyła w oczy,więc Ją utuliłem,potem wstaliśmy,ubrałem Ją ciepło bo temperatura była minus 1 i zeszliśmy na dół.Po powrocie okazało się ,że już czeka na transport Napoleon a także obudziła się Milenka,Pchełka o żonie nie wspomnę - no i wszyscy poszli na spacerek /z wyjątkiem żony/Więc się już ogoliłem ,ubrałem i zostaliśmy na dole. Wczoraj żona podziwiała Lonieczkę w moim łóżku jak sobie smaczne spała ułożona w poprzek,z cudownym jęzorkiem na wierzchu a ja "na krawędzi " zajadałem ziemne orzeszki.W nocy wstaliśmy ale bez Milenki ok 1-wszej i potem Pchełka wszystkich obudziła o 4,30.Teraz wszyscy śpią dalej a ja mam czas na pisanie. Jedno jest u mnie pewne -moje ogonki pomimo obowiązków z Nimi związanych wprowadzają mnie w stan psychicznej równowagi i ich bezgraniczne oddanie i miłość do mnie uodparniają mnie na stress codziennego życia a także przeszłości.A spacery z Nimi to 100% odreagowanie i wypoczynek.Chodzę sobie spokojnie,patrzę na Nich jak sobie biegają,kopią,wąchają,nabierają kondycji i to mnie uspakaja,odpręża i po powrocie do domu mogę działać dalej.W czasie spaceru mam też czas by wszystko przemyśleć,wyciągnąć wnioski,ustawić się na właściwy tor.Dzięki temu mogę raczej bez emocji podchodzić do rozwiązywania problemów i w miarę spokojnie żyć. Byliśmy wczoraj na 2 długich spacerach,także ogonki były bardzo spokojne.Obudzili się wszyscy o 3,30 na drobny spacerek i po powrocie spa liśmy do 7,30 !!!Coś niespotykanego.Dlatego jestem dzisiaj ze wszystkim opóżniony !.Najpierw nakarmiłem ogonki,potem obsłużyłem piec,potem zrobiłem sobie kawę i doiero o 8-mej zasiadłem do pisania do Ciebie.W międzyczasie wstała żona i wyniosła Lonieczkę na ogródek bo już minęło 1,5 godziny od Jej ostatniego wyjścia.Staramy się tego pilnować to nie ma potem "niespodzianek "A teraz Niunia bawi się kamyczkami na fotelu-zakopuje je w swój kocyk a Milenka Ją oserwuje.Potem będzie śniadanko. Właśnie Niunia przyniosła mi kamyczka i dostała za to głaski i buziaczki - teraz szczeka na Milenkę bo też jak mała papuga chodzi ze swoim kamykiem w mordce i Lonieczkę prowokuje.Takie to jest życie w stadzie. Nasza Niunia nie jest "paskudą" tylko najcudowniejszą seniorką!W niczym Jej nie ograniczam a w szczególności jeśli chodzi o wodę,bo jeśli ma coś z nadnerczami czy nerkami to powinna dużo pić a to normalne ,że potem musi siusiać.A do tego w domu jest ciepło,to i zapotrzebowanie na picie u wszystkich wzrasta ,zarówno ludzi jak i ogonków.A mnie w niczym nie przeszkadza,że Ją wynoszę we dnie czy w nocy.Podejmując decyzję o opiece nad starszymi pieskami brałem taką ewentualność po uwagę,tym bardziej ,że nie są to pierwsze starsze pieski w naszym domu i mam w tym praktykę.A jak czasami trochę się nie wyśpię to w pewnym momencie organizm mówi "dość" i wtedy śpię do rana jak niemowlę przynajmniej raz na kwartał hi,hi,hi- i jest dobrze i nie ma o czym deliberować.
-
Mysle, ze raczej nie przeczytamy o tym, ze Pan Jurek wkurzyl sie na zwierzaczki. Dla nich ma niezmierzone poklady cierpliwosci. Gorzej z wrednymi ludzmi... Chociaz... jak sie ostatnio wkurzylam na Lonie, czytajac, ze robi cos, czego u mnie nie raczyla, lub moze ze dwa razy (chodzi o te kamyki kladzione Mu pod nogi) i napisalam, ze chyba przyjade i przetrzepie Jej tyleczek, to okazalo sie ,ze Pan Jurek robi to dosc czesto. Tak przynajmniej moj wybuch zazdrosci i frustracji, skomentowal....Czytajcie i ziewajcie Ciocie z nudow, szeroko :) Loniusię to ja już czule zawsze "piorę" po pupci jak się ze mną bawi i jest z tego powodu bardzo szczęśliwa - nie ma to jak "męska " ręka- hi,hi,hi.Teraz to Ona bardzo mało śpi w ciągu dnia ,tylko się bawi,co 1,5 godziny jest na ogródku i tam sobie kopie -wczoraj dostarczyłem Jej nową porcję kamyków- i jest bardzo szczęśliwa,bo oprócz Twojej i mojej miłości to Jej życie nie było usłane różąmi a teraz ma za to wszystko- i tak trzymać !Oby tylko była zdrowa i nie trapiły Ją żadne choroby U nas dzień i noc jak za każdym razem.Tylko się niepokoję o Napoleonka,że dopada go starość- jak widać jest ona straszna nie tylko dla ludzi.Teraz muszę go trochę na "siłę " wyciągać na spacer - najchętniej to on jak prawdziwy dziadek - by dobrze jadł i spał koło mnie- wtedy jest superowo.A jak mówię idziemy na spacerek i Lonia z Milenką zaczynają szczekający koncert z radości to Napek daje dyla do Pani na drugą wersalkę - ale mu nie odpuszczam ,bo dopuki chodzi to jest dobrze.W tym roku skończy 15 lat to chciałbym by jeszcze był ze mną.A pamiętam jak go przywieżliśmy z Michałowa ok.20-stej całego zapchlonego ale bardzo radosnego,od razu była kąpiel a z samego rana wizyta u weterynarza i odpchlenie.A potem przez cały czas przekazywał Nam swą radość życia.Mam nadzieję,że jeszcze będzie ze mą spędzał wiele urodzin,chociażbym miał go nosić stale na rękach.Po wypadku to jeżdził na spacery wózeczkiem rowerowym i też mu się to podobało,bo co jakś czas go wyjmowałem z wózeczka ,stawiałem koło krzaczka,było obwąchiwanko,siusiu,parę kroczków i z powrotem do wózeczka.Ale za to Lonieczka TO WYGLĄDA KWITNĄCO-żona mówi ,że jest trochę cięższa ale za to o wiele silniejsza.Na spacerach to tak biegnie jak beteerek,na ogródku kopie dołki z taką werwą jak by miała 5 latek.sierść ma gładziutką i błyszczącą,na fotel wskakuje bez problemów do swoich kamyczków,jak biega to wogóle się nie potyka-tak mówimy,że nabrała nie tylko wagi/chociaż cały czas waży 5 kg / ale mięśni i sił- oby tak dalej.Jak przyjdzie wiosna i ciepełko to będzie maszerować na 3 długie spacery to waga może trochę spadnie ale kondycja wzrośnie.Milena za to rozrabia jak pijany zając ze swoimi piszczącymi zabawkami-ulubioną żółtą kaczuszką i czerwonym mikołajkiem.Jak pośpi to potem biega,podrzuca zabawki w górę,łapie i gryzie trzepiąc główką aż żona zatyka od tego pisku uszy- i jest wesoło.Dzisiaj wstaliśmy o 4,15- pobudziła as Pchełka,która zaczęła zaczepiać Milenkę do zabawy.Więc po kolei wyniosłem towarzystwo na ogródek,sam w tym czasie się ogoliłem i rozpocząłem nowy dzień.
-
Tak Ewuniu, gdyby nawet w polowie tak kochali, juz byloby o niebo lepiej... I jeszcze wiesci z dzisiejszego dnia: .Nasz "stworek " rozrabia od samego rana koło mnie i bawi się swoimi kamyczkami- ma ich na fotelu 3 "dyżurne" sztuki - jest już 5,15 a Pchełka obudziła wszystkich o 4,15.Lonieczka ma całą kolekcję domu tych kamyków-specjalnie dobierane-płaskie,nie grube i nie za małe by broń boże przez przypadek nie połknęła.I ciągle mi je przynosi i kładzie koło mojej nogi-wtedy Jej bardzo dziękuję,całuję po głowce i brzuszku i jest taka szczęśliwa i mruczy przy tym z zadowolenia.A dzisiaj w nocy pierwsza zrobiła pobudkę o 0,30 bo wcześniej dużo piła -ale ja Jej nie ograniczam,jeżeli ma takie potrzeby -w domu jest cieplutko-22-23 stopnie to ma prawo po jedzonku wieczornym i spanku pod kołderką przy mnie pobiegnąć do łazienki gdzie zawsze stoi miseczka z wodą. Tłumaczę Jej,że może pić bez obaw ,ile chce - to dudla wg,Jej uznania.Mnie obojętne czy wstanę z Nią 2 czy trzy razy - ważne by nie czuła już żadnych w życiu stresów i ograniczeń-ma być szczęśliwa.A za dnia jak fajnie się ganiają i bawią razem z Milenką-podbierają sobie kamyki i uciekają każda w inną stronę by zaraz do siebie wrócić.Nawet przy obiedzie są razem.Milenka zawsze czeka aż Lonia zje i coś Jej zostawi ,potem wyjada Jej miseczkę do "czysta" i doiero bierze się za swoją.Fajnie to wygląda a ja w tym czasie dopilnowuję by Napi nie podjadł Milence bo ten ukochany żarłoczek to potrafi.Ale tyle jego w życiu co sobie jeszcze poje dobrego jedzonka.Potem wszyscy mają poobiednią sjestę- z reguły wszyscy śpią a ja idę zmywać talerze i miski.A wczoraj było "światowe święto zwierzaka domowego"-wszystkich-kotków,piesków ,chomików,myszek,szczurków ,ptaszków i innych stworaczków ,którymi się ludzie opiekują. .A o Lonieczkę się nie martw - wiem,że tęsknisz za Nią a Ona też na pewno Cię ma w swoim serduszku i zawsze Cię będzie pamiętać ale lepiej - tak sądzę - nie mogła trafić i najważniejsze ,że otoczona jest wielką miłością.Przez to życie upływa Jej w komforcie psychicznym a także fizycznym -czuje ,że jest rozpieszczana,kochana,spaceruje wraz z Napim i Mienką,kopie swoje kamyczki na ogródku i fotelu,dostaje cudowną michę,że jak ją zobaczy,że już niosę to biegnie jak by miała 2 latka a nie 12-cie.
-
Tez Bogduniu mam taka nadzieje. A nawet chyba pewnosc, ze tak bedzie. Nie wyobrazam sobie, by majac taki przyklad, dziecko moglo byc wobec zwierzat chocby tylko obojetne. W ub. roku Jurek napisal, ze Jego Syn, po raz pierwszy zrezygnowal (ku Jego radosci) z sylwestrowych fajerwerkow, wlasnie z uwagi na dobro zwierzat. Chyba nic nie musze juz dodawac, prawda?
-
Tak, Lonia najprawdopodobniej zmienila sie nie do poznania, tak z wygladu jak i charakteru. Wklejam relacje Jurkowe w kolejnych dni. Usmiech po lekturze - gwarantowany!!! :) Dziękuję za pozdrowienia od koleżanek z Dogomanii- jest mi bardzo miło oczywiście! Oj ,żebyśmy wszyscy mieli teraz po 20 lat to sptkalibyśmy się na dyskotece poćwiczyć "wygibusy" -hi,hi,hi,. Mamy świeto - dzisiaj jest światowy Dzień Kota i moja Pchełka dostała super saszetkę ala carte z łososiem i szpinakiem- wszystko spałaszowała.A wieczorkiem wypijemy za Jej zdrówko po małym koniaczku .Wczoraj była brzydka pogoda ,szczególnie wieczorem bo padał śnieg z deszczem i jak przyszło do spaceru ok.godziny 18-tej to Milenka chętnie chciała iść,Lonieczka tylko na ogródek i z powrotem ale Napuś zaczął mi się chować za fotel żony i uciekał mi po pokoju.Musiałem mu spokojnie tłumaczyć,że spacerek przed snem to jest dla Jego dobra,zdrowia i zrzucenia nadwagi - chyba zrozumiał bo potem bez problemów dał sobie założyć obróżkę odblaskową /wieczorem zawsze ją nosi/ i pomaszerowaliśmy z Milenką na Osiedle.Moja żona mówi ,że się Jemu nie dziwi bo w taką pogodę ona też nie wychyliła "nosa " z domu. Dobrze,że nasza Niunia ma trochę "ciałka " to przynajmniej też jest Jej cieplej.A jak będzie wiosna to wtedy na dłuższych i częstszych spacerach zgubi to sadełko. Miałem odpisywać ale wróciła z dworu Pchełka i musiałem wszystko zostawić,biec po ręcznik i wycierać moje futerko/ pada od wczoraj deszcz / bo jest cała mokra i wtedy czeka aż Ją wytrę do sucha i podam specjalne kocie mleczko.Taka kochana mądrusia.Wypiła i pobiegła na górę do mojej sypialni a koło mnie leży Lonieczka i Napuś i dalej śpią.Dzisiaj zrobili mi znowu 2 pobudki w nocy a po wczorajszym wstaniu około 4 tej rano poszliśmy na górę po uprzednim spacerze już o 18-tej.Myślałem ,że trochę odeśpię zaległości ale ten Napek-bisurmanin i pieszczoch do entej potęgi to najchętniej położyłby mi się na głowie i tak "zbliżony" spał - no a tak się raczej nie da.Po 3-krotnym spacerze w nocy przyszedł pod moje łóżko znowu o 4-tej rano,żeby wstawać bo on chce spać teraz na dole.Nasz"klient" nasz Pan.Wstałem,umyłem ząbki,wziąłem Go pod pachę zniosłem na dół i wróciłem po Lonię- jak podniósł raban że Go zostawiam na minutę samego-normalna tragedia narodowa -ale jak zobaczył Lonię to już wszystko w porządku .Teraz obydwoje chrapią -raczej dosłownie to Napuś bo Lonia zwiniięta w kłębuszek i przytulona do mojej nogi i od moim polarem.Moja żona mówi ,że działam na te ogonki jak narkotyk ,a przy tym wykorzystują w pełni fakt ,że są kochane- i tak ma być - szczególnie w starszym wieku każde stworzenie winno mieć miłości na maksa !I trzeba przyznać ,że Napi za każdym razem jak go znoszę czy wnoszę po schodach to mi dziękuje dając mi " ciumka " przez co żona mówi,że już mnie nie pocałuje - i jest gitesio !!! bo Napi ,Milenka i Lonia wszystko "nadrabiają
-
Lonia przytula sie do Napoleona!!!! Widzial kto podobne cuda???? W nocy wstawałem o 1,30 z Lonieczką ,potem o 2,00 z Napim a o 4,00 ze wszystkimi-dlatego już się ogoliłem i zszedłem z całą ferajną na dół.Teraz oni śpią przy mnie,a ja już wstawiłem skrzydełka z marchewką bo potem bym nie miał czasu po powrocie z miasta, a ogonki tą porę dnia /czytaj obiad /uwielbiają najbardziej.A Napek jest większym łakomczuchem od Loni.Milenka tylko podchodzi z kurtuazją do jedzenia i najpierw czeka aż zje Lonia ,potem wylizuje do końca Jej miseczkę i dopiero zajmuje się swoją.A Loniusia na górze w łóżku to wyznaje "pełny luzik "-kładzie się w poprzek,potem na kołdrze,za chwilę kładzie mi główkę na ramieniu i patrzy w oczy a potem zasypia by za chwilę wsunąć się pod pachę - taka kochana przytulaśka- i cały czas mnie "kontroluje" -jak na dłuższą chwilę znikam, to od razu daje głos i mnie woła.Teraz też z rana nie leży na swoim fotelu tylko przytulona razem z Napoleonem( ! ) do mnie.
-
DOTKA,mikrosuczka POJECHAŁA DO WSPANIAŁEGO DOMU!
Figunia replied to Romka's topic in Już w nowym domu
Ochota na smakolyk silniejsza, niz strach...Jak dobrze, ze ta malenka Istotka juz bezpieczna!!!! -
Bogusiu kochana, bardzo dziekuje za mile slowa tak pod moim, jaki i Pana Jurkowym adresem. Masz racje, to naprawde wyjatkowo dobry czlowiek. Nie zawsze, rzecz jasna wszystko, o czym mi pisze tu wklejam, ale chyba nie znam drugiej, tak oddanej zwierzakom Osoby (plci meskiej), w dodatku robiacej to z przyjemnoscia, zrozumieniem, jako rzecz calkiem naturalna, nie zadne poswiecenie, wyrzeczenie itp. Niesamowity jest!!! Oczywiscie Twoje pozdrowienia z przyjemnoscia Mu przekaze. Calusy!!! Ewunie tez pozdrawiam Cie serdecznie i sciskam! Czytajcie Ciocie ostatnie, nader skromne, ale, co wazne, dobre wiesci: Z wczoraj -Dzisiaj wyobraż sobie Aniu spaliśmy wszyscy bez wstawania od 22,00 do 5,00 - coś nieprawdopodobnego ale raz na 3 miesiące się należy - jak "psu zupa ".Ale żeby nie było pełni szczęścia to los spłatał mi figla z komputerem.Więc wziąłem się od 6-tej za gotowanie obiadu dla ogonków/skrzydełka ,marchewkę ,ryż/ a potem dla Nas kurczaka nadziewanego po staropolsku.Potem piec ,zakupy ,długi spacer po osiedlu,obiad dla ogonków,dla nas i jest 16,30 jak piszę do Ciebie.Zaraz żona zrobi kawkę ,potem spacer wieczorny i dzień zaliczony. A wczoraj ogonki miały duszoną wątróbkę z marchewką i kaszą - boziu jak one zajadały - Loniusia to jęzorkiem machała jak by jadła na czas na zawodach- poezja taki widok zadowolonych,najedzonych stworzeń.To mi "ładuje moje życiowe akumulatory " ! I dzisiejsze - Dzisiaj moje ogonki tylko raz w nocy wstały o 2giej / cała czwórka / i potem spaliśmy do 6,15 !!!.Potem pobudka ,toaleta poranna,ogródek,małe śniadanko dla wszystkich i oni dalej śpią.
-
DOTKA,mikrosuczka POJECHAŁA DO WSPANIAŁEGO DOMU!
Figunia replied to Romka's topic in Już w nowym domu
Jaka radosc!!!! Szczescia i tylko szczesliwego zycia Kruszynko!!!! -
Swietnie powiedziane :)
-
Tak sobie wczoraj pomyslalam, ze ten atak dusznosci, to moglo byc cos, co juz dobrze znam. Bo moja Figa miewala takie ataki, kiedy wydawalo sie, ze nie moze normalnie oddychac, sapala i nie mogla przestac. Dr Sekula poradzil, by sprobowac zatkac jej wowczas nosek. I to rzeczywiscie pomagalo, zaraz przestawala sapac, bo zatkany nosek wymuszal oddychanie buzia. Jednak jesli Lonia dlawi sie slina, to takie dzialanie mogloby nie pomoc, a wrecz przeciwnie....moglaby sie udusic. Oczywiscie najlepiej byloby, by ow atak zobaczyl weterynarz. Moze to sie juz nie powtorzy...oby!!! A tymczasem wklejam dzisiejsze poranne wiesci z domku Loni: Oby nigdy więcej -bo ta Nasza ukochana malucha dosyć się życiu wycierpiała i chciałbym aby teraz długo żyła w szczęściu i miłości jaką Jej daję,tym bardziej,że Ona już się tak do mnie przywiązała i jak mnie na chwilę traci z oczu to już mnie woła.Dzisiaj w nocy Napi obudził wszystkich o 3,00 i poszedł na spacer po ulicy a ja czekałem na schodach prawie 15 minut i Lonieczka zaraz to wyczuła i żona mi Ją zniosła na dól ubraną do ogródka bo mnie przywoływała.Więc spacerowali po trawnikach całą trójką a raczej czwórką bo Pchełka też dołączyła do towarzystwa.Tak się rozbudziłem ,że o 3,30 już się ubrałem i zeszedłem na dół,zrobiłem kawę ,dałem Napiemu antybiotyk i mini śniadanko i teraz wszyscy dalej śpią,Lonieczka przeszła z fotela do mnie,przytuliła się do mnie ,okryłem Ją moim polarem i także zasnęła.Wczoraj Ją kontrolnie ważyłem to waga praktycznie dalej bez zmian - 5 kg, tzn.że pomimo apetytu i mniejszego ruchu metabolizm ma prawidłowy.Sprawdzam też Ją, bo pod skórą pod bużką ma jakieś małe guzki i nie wiem co to jest czy popularne "tłuszczaki" -Napi takie coś ma - czy to może co innego.Narazie nie chcę Jej męczyć i stresować wizytami u weterynarza tylko będę Ją obserwował.Napi ma stwierdzony także guz koło tchawicy ale w Klinice na Krzywoustego powiedzieli mi po badaniu,że ze względu na wiek i jego wrodzoną chorobę serca nic nie będą z tym robić dotąd ,dopuki nie będzie to bezpośrednio wpływało na Jego funkcjonowanie.Tak to jest ze starszymi osobnikami zarówno w świecie zwierząt jak i ludzi- jak przychodzi starość to są ograniczone warunki pomocy z różnych niezależnych od nas przyczyn. !Wczoraj byliśmy przy słonecznej pogodzie /było 12 stopni /na spacerku po osiedlu prawie godzinę i Lonieczka z Milenką cały czas biegały.Niunia ani razu się nie potknęła i nie chciała "na rączki ".ZZna już całą drogę i biegnie do domu bez problemu .Tylko zawsze po schodach Ją wnoszę i znoszę.Uwielbia też ,jak się położy przy mnie jak Ją trzymam za łapki- wtedy śpi ze swoim wywieszonym jęzorkiem jak suseł i mógłbym tak na Nią patrzeć bez końca-często Ją w czasie takiego wylegiwania całuję w morduchę to nawet się nie poruszy-takie kochane maleństwo,a Milenka teraz często przychodzi i kładzie się na mnie i jestem wtedy "uziemniony" dopuki mnie nie uwolnią
-
Fotki szczesliwego, wyluzowanego psiaka (po przejsciach) tak bardzo wzruszaja. Dla Niej los byl laskawy. Zeby tak dla wszystkich potrzebujacych byl taki takze...
-
Chyba moge napisac, ze juz czuje sie dobrze. Chyba od listopada pobilam swoj rekord cherlania i stekania...Oby nigdy wiecej! Dziekuje Bogduniu!!! Ewuniu i Ciocie, dzisiejsze wiesci nie za dobre. Prawde mowiac, jak je dzis przeczytalam, to wprost mnie zmrozilo... Na szczescie jest juz dobrze! Czytajcie! Wczoraj Ci nie pisałem,żeby Cię nie martwić ale poprzednią noc całą nie spałem ,ponieważ około północy Loniusia chyba przez tą przetokę tak się niefortunnie zakrztusiła w czasie snu,że wogóle nie mogła złapać powietrza, i się wręcz dusiła.Dobrze,że ja raczej byłem czujny to zacząłem Ją ratować poprzez "oklepywanie " ale dopiero sposób jak się ratuje zakrztuszone dziecko tj.położenie na udzie główką w dół i oklepywanie dało pozytywny efekt i złapała powietrze.Nawet nie chcę myśleć co by się stało jakby mnie akurat nie było i ona by była sama.Dlatego żonie mówiłem,że jak ja pojadę nawet na zakupy to ma Loni nie spuszczać z oka.Tak się tym zdenerwowałem ,że już do rana nie zmrużyłem oka.Loni podłożyłem poduszeczkę pod główkę i już do rana spokojnie spała .Trzymałem ją za łapki i patrzyłem na ten "kochany jęzorek" wystający z bużki i dopiero powoli dochodziło do mnie jak kruche i nieprzewidywalne jest życie i jak w jednej chwili może wszystko się zmienić i runąć w posadach .Dlatego tej nocy bezwiednie byłem "czujny" ale Nasza Niunia położyła mi główkę na ramieniu i spała jak suseł.Wszyscy wstaliśmy o 2-ej w nocy na "spacerek" po ogródku a potem spaliśmy do 5,15 Martwie sie Niunia straszliwie. Czy to mozliwe, ze zakrztusila sie slina (przez przetoke), czy przyczyna mmoze byc zgola inna...Pewnie tego juz nikt nie dojdzie. mozna tylko domniemywac to, czy tamto. Oby to byl jednorazowy taki incydent. Przerazilam sie bardzo.
-
Wiernym i cierpliwym Ciociom :) wklejam porcje PanaJurkowych wiesci o Loni: Wczoraj żonka pojechała odebrać telefon z naprawy gwarancyjnej i jak wróciła to Lonieczka też się strasznie cieszyła i żona podchodziła do Niej 3 razy by Ją pogłaskać i podziękować Jej za takie przywitanie.Wczoraj też byliśmy na dłuższym spacerze całą trójką i świetnie sobie Nasz serdelek radził - maszerowała bez żadnego potknięcia ,wąchała ,biegała za Milenką i po powrocie "zmiotła cały obiadek.Ja teraz nauczyłem się jeść z żoną w Jadalni bo "łakomczuszek " jak jadłem w pokoju to cały czas robił stójkę" by coś dostać.A teraz śniadanie to jem " na stojąco w kuchni" by Ona nie widziała i kolację tak samo.Bo mam "miękkie serce" jak Ona tak prosi by Jej coś dać do dziobka. Póki co to tej nocy się nadżwigałem Napoleona po schodach,bo musiał znowu coś "liznąć " na spacerze i ma sensacje żołądkowe.Ale już po tabletce jest spokojniejszy i śpi koło mnie razem z Lonieczką bo Milusia jest na górze u mnie w łóżku.A na dodatek Pchełka chciała w nocy koniecznie się bawić razem z Milą /w dzień to się ganiają p całym domu / a milka cały cas uciekała do mnie do łóżka .Atrakcje ,że tylko "pozazdrościć " - i jest fajnie -bo mówię do żony,że one dbają o moją kondycję fizyczno-psychiczną - uodparniają nie na większy stres.Aniu. Ogonki dzisiaj spały do 2,30 -wszyscy pomaszerowali na ogródek- cała czwórka /oczywiście Lonia i Napi na rękach w tą i z powrotem -czyli 2 kursy po schodach /i już myślałem ,że do 6tej pośpimy ale się okazało o 3,30 że mamy następny zdrowotny spacerek więc już wstałem,ogoliłem się ,ubrałem i wystawiłem "towarzystwo " na dwór. Po 20 minutach wrócili i teraz śpią koło mnie.A o 6-tej będzie śniadanko na ciepło bo Napi musi wziąść antybiotyk a po godzinie osłonowo priobiotyk.Ale ważne ,że lepiej się czuje bo wrócił mu apetyt i mnie "pogania" bym się sprężał z tą michą. Trzeba bedzie niebawem poprosic o nowe zdjecia Lonieczki. Zobaczymy, jak wyglada, czy rzeczywiscie jak serdelek...Jesli tak, to trzeba bedzie wdrozyc jaka przedwiosenna gimnastyke, dla zdrowotnosci, oczywiscie...:)
-
No to prosze bardzo - dalszy ciag Jurkowych relacji, coby dzioby smialy sie i radowaly :) Dzisiaj moje ogonki trochę żle spaly ale to wina anomalii pogodowych bo wczoraj nagle zrobiło się prawie 14 stopni !Byliśmy całą trójką na spacerku po Osiedlu i potem apetyt im dopisywał.Noc była z trzema wstawaniami ale już o 4-tej rano powiedziałem ogonkom -wstajemy i idziemy na dól - no i teraz oni znowu grzecznie śpią a ja do Ciebie piszę.A Lonieczka położyła się przy mnie a nie na fotelu -leży na moim jednym polarze a drugim Ją przykryłem.Najpierw na mnie "kukała" czy siadam do komputera /widzisz jak pilnuje bym do Ciebie napisał / i po stwierdzeniu ,że rozpocząłem pisanie - słodko śpi.A Jej "zdrowie " z żoną wypiliśmy ulubionym szampanem/winkiem musującym / Michel Angelo .Niunia tylko się przyglądała bo "młodocianych " dziewczynek Ja nie rozpijam - hi,hi,hi. a ja myslalam ( i pytalam) , czy Lonusi takze jakas kropelka szampana do pysia wpadla...no i dostalam powyzsza odpowiedz.