-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Everything posted by Figunia
-
Dziekuje Tysiu. Najbliższe dni pokażą, czy moje metody, tzn. lagodna zacheta, chwalenie itp sprawią , ze psiaczek poczuje się pewniej i te strachy go opuszcza. Nie jestem fachowcem, działam intuicyjnie, wydaje mi sie, ze trzeba mu dać trochę czasu. Jeśli będę miala z czymś problem, to zwrócę się do Ciebie o radę i pomoc. Raz jeszcze, wielkie dzięki.
-
Maluch dochodzi do siebie. Widać, ze łatwego życia nie miał. Jednak wie dobrze, do czego służy kanapa. Żadne tam legowiska, poslanka. Śpi się z człowiekiem i basta. Oczywiście nie odstępuje mnie na krok. Bardzo, ale to bardzo boi się wychodzenia z domu i ...powrotu. Niestety, trzeba go brać na ręce i nosić. Panikuje, wyrywa, wreszcie kładzie na ziemi i koniec. Na rękach też jest przerażony, prawie wczepia się lapkami ale jest grzeczny. Tak bylo wczoraj i jeszcze dzis rano, ale juz na popołudniowy spacer wyszedł z domu i wrócił prawie normalnie, czyli Sam. Oczywiście cały czas dodaje mu odwagi, zachęcam, chwalę, glaszczę, co kilka kroków przykucam (wtedy robi małe kroczki) i już są efekty. Jest kochany, bardzo mądry, uważny. Cały czas mnie obserwuje i niestety, jest w nim jeszcze sporo lęku. To widać chocby po tym, jak ustepuje mi z drogi. Wystarczy, ze sie odwroce i zrobie maly krok, (a jest przede mna), natychmiast zrywa sie do ucieczki, miota, to w jedną, to w drugą stronę, jakby bał się, ze po nim przejdę, lub...coś gorszego zrobię ... Jak leczymy na tapczanie (on mocno śpi) a ja się poruszę, lub ziewnę, czy kaszlnę, momentalnie zrywa sie i ucieka. Spotykane psy traktuje z rezerwa a często ich się boi. Ogonek maksymalnie pod brzuszkiem i cały psiak skulony ze strachu. Ale i z tym jest już lepiej. Dziś dopiero nasz drugi dzień i juz sa ogromne postępy. Jak chodzi o jedzenie, to jest dość wybredny. Bardzo smakuje mu gotowany kurczak, ale ryż i marchewka to zło nie konieczne... Żółtka jajka tez nie bardzo mu pasują. Tak z grubsza opisałam to, co najistotniejsze, ale muszę dodać, ze ma ten psiaczek coś w sobie takiego, ze rozbraja...Jest przeuroczym slodziakiem. Juz wiem, ze to wyjatkowa Psia Dusza. Oby ten kto go pokocha, zobaczyl i poczul to samo.
-
Cudne bajtle! ☺ Oby juz były tylko kochane i szanowane.
-
Eluniu, o żadnym zawiedzeniu nie ma nawet mowy! Przecież to bzdurka, nieistotna sprawa i wiem, z czego wynika!!!! Oglaszam koniec sprawy!!! ❤
-
Elu kochana. tak tego chciałam uniknąć. Przecież rozumiem, ze można zapomnieć, zwłaszcza, gdy się działa na tylu frontach, jak Ty. Po prostu nie ma o czym mówić. To mnie jest teraz przykro...
-
Nie wiedzieć czemu, wkleiło się dwa razy
-
Nie pomyślałam o tym... Szukałam ich wciąż na watku, ale nie było ich i nie było... No to zakasalam rękawy... I dobrze... ☺❤
-
Elu, dobrze pamietasz. Przeslalam Ci te fotki na maila.
-
Tusiu, zeby byc dokladnym, to Misia poszla do swego domku, jakos z koncem lipca. Wiec roku jeszcze nie ma . Nie mowiac o tym, ze bylysmy razem do polowy sierpnia, gdy zamieszkalam w jej nowym domku, na czas wyjazdu Kasi i Wojtka na wakacje.
-
Eluniu, chyba nie...☺ Po prostu masz za dużo na głowie. A ja przysiadlam faldow, no i w końcu sie udalo...
-
Pamięta ktoś tego slicznego chudzielca, z ub. roku? Szczęśliwa Misiunia pozdrawia wszystkich, którzy Jej kibicowali, wspierali, a przede wszystkim te Osoby, dzięki którym wyszła, (a raczej została wyniesiona na rekach) ze schronu.
-
Kochana, stalo sie i już się nie odstanie... To na pewno nie Twoja wina, nie obwiniaj się. Życie jest jak bańka na wodzie...nie sposób wszystko przewidzieć, zabezpieczyć się. Przytulam i wspieram myślami.
-
Bardzo, bardzo współczuję Biedna Sunia i biedna Ty, a także TZ... Naprawę bałam się spytać.
-
Choc znalam Vikunie jedynie ze zdjec i opisów, to jednak poczulam smutek i żal ... Ale, z drugiej strony, Suni udało się uniknąć tego, co na stare lata najgorsze- ciężkich chorób, wędrówek po gabinetach, rozmaitych badań, szukania, dobierania leków, itd. Myśl, ze odeszła bez cierpienia, być może nawet we śnie, jest bardzo krzepiaca. Jak już umierać, to tylko tak. Patrycjo, jak Twoja Sunia?
-
Eluniu, problem z fotkami juz rozwiązany. Czekają na Ciebie i Twój wolny czas, pod ręką :) A Ciociom (Wujkom też, jeśli tu zaglądają) powiem, ze bodaj 15 czerwca, widziałam Misie. Córka, która do mnie przyleciała, tak bardzo chciała sunie zobaczyć, ze wyprosilysmy to spotkanie... Córka chciała pojechać do Kasi i Wojtka, lecz Oni wsiedli w samochód i przyjechali z Misia do nas. Kochani! Byliśmy na dluuugim spacerze nad Odrą i podziwialiśmy Misiunie, jej urodę, zachowanie i przywiązanie do Opiekunów. Misia nas poznała i witala radośnie, co było ogromnie wzruszające. Córcia w ub.roku bardzo pomagała mi w opiece nad Misia, przeżywała Jej chorobę i też bardzo Ja pokochała. Misia jest kochana, zadbana i rozpieszczana do granic możliwości, ale też mądrze prowadzona, jeśli jest taka potrzeba. O tą sunie możemy być spokojni! Fotki z tego naszego spotkania, Elunia w wolnej chwili wklei na watek, za co Jej ogromnie dziekuje☺
-
znowu w zyciu mi nie wyszlo... tym razem tylko wstawienie fotki , wrrr
-
Też myślę, ze Pani się nie wycofa z obietnicy. A jakby co...To bede miala wesolo... Może przynajmniej wyjdę z tego marazmu i użalania sie nad sobą...:(
-
Tu też.
-
Kasuje post, bo już nieaktualny. .
-
Aniu, Elu, pięknie dziękuję za propozycję pomocy ze zdjęciami Misi. Aniu, ponieważ na razie nie dam rady wpaść do Ciebie, skorzystam z pomocy Cioci Elik ☺ Napiszę Elu, do Ciebie PW.
-
Chciałam wstawić fotki Misiuni, ale coś mi to nie wychodzi...:(