Jump to content
Dogomania

Figunia

Members
  • Posts

    13197
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    14

Everything posted by Figunia

  1. Jasieńka jest rozczulająca!! Jak dobrze, że stanęła na nóżki. Oby już było coraz lepiej i tylko lepiej. Też zwróciłąm uwagę na superaśne ubranka...
  2. Oby guzki były niegroźne! Również czekam na zdjęcia słodkiej mordysi...
  3. Ten zielony pęd, to całkiem taki jakowyś rózowy...pęd raczek jest...Słodki na dodatek... Dobrego życia Maluszku!!!!
  4. Obyście mieli spokojną noc! I już tylko coraz lepiej!!!!
  5. Anulko, tak właśnie robię z kurczakiem. Kiedy jeszcze żyła moja Figunia, już wtedy stwierdziłam, że to tłuszczysko jej niepotrzebne, i choć jest to dla mnie dość obrzydliwe (jak wszystko, co trzeba robić z mięsem) to przed gotowaniem ściągam skórę, wycinam wszystkie tłuszcze. Mało tego, po ugotowaniu, gdy na 2 dzień wywar jest zastygnięty, zdejmuję resztę tłuszczu - bo zawsze jakieś oczka jeszcze są. Gorzej ze skrzydełkami, tu już daję ugotowane ze skórą, to przyznaję bez bicia... Zobaczymy jak wyjdą wyniki. Doktor nie zadzwonił, może akurat mnie nie było, nie wiem. Właściwie to ma mojego maila (mówił, że na maila prześle wyniki) więc pewnie nie miał dziś czasu i zrobi to jutro. Anica - dziękuję i trzymam za Jasię, żeby wreszcie mocno stanęła na nóżki, żebyście odpoczęli od chorób, strachu...
  6. Kibicuję Waszej Figuni od początku... Byłam przekonana, że mam jej siostrę-bliźniaczkę, ale zaczynam już w to wątpić... Nie ważne, że Lonia to jamniczka, prawda? No więc podobnie oceniona wiekowo, taka sama waga 3,400 przy zabraniu ze schronu, też same kosteczki, wyłysienia, początki zaćmy, guz na brzuszku. Sikanie w domu. I jeszcze 3 zęby na krzyż i pewnie inne sprawy ale już nie pamiętam...Bliźniaczka i już! Jednak 2 tyg. temu Lonię wreszcie (po wielu zawirowaniach) udało się wysterylizować a także usunąć guziora i fakt ten poważnie zachwiał mym przekonaniem...może to jednak nie są bliźniaczki... Wszystkiego najlepszego Waszej kruszynce! Oby dzielnie zniosła te konieczne zabiegi, znalazła wspaniały domek i długo mogła cieszyć się szczęśliwym życiem, choć od maja bezpieczna i szczęśliwa jest i tak.
  7. Biedne serduszko wciąż czeka...
  8. Melduję, że Lonia ma już ściągnięte szwy a także wczoraj doktor pobrał krew do badań. Dzisiaj ma zadzwonić i powiedzieć, jak wyszły wyniki. Bardzo się niepokoję, bo wyczułam, że doktor podejrzewa jakiś większy problem z wątrobą. Prosżę zatem o kciuki dla Loni. Dokąd nie poznamy jej ostatnich wyników, co w porównaniu z tymi sprzed kilku m-cy, da jakiś obraz jej stanu zdrowia, nawet teraz nie myślę o ewent. domkach tymczasowych. Wszystkie sprawy zeszły na dalszy plan, bo najważniejsze, by była zdrowa... A z gryzieniem - kilka razy pozwoliłam, by dziecko ją pogłaskało i była zupełnie spokojna. Nawet dziasiaj w sklepiku, gdzie kupuję pieczywo Pani ekspedientka miała przy sobie małą córeczkę i obie wyglaskały Lonię - początkowo była u mnie na rękach, potem dalam ją na podłogę. Nie było ani szczerzenia się, ani też pokazywania, że tego mocno pragnie. Po prostu zniosła to spokojnie i tylko patrzyła kiedy idziemy do domu... Anulko, Twoja Rodzinka widziała, jak Lonia się zachowuje. Ona sama nie rzuca się z zębami na ludzi (bo na psy już tak). Pani Irena chciała poglaskać, to zawarczała. Lonia po prostu boi się obcych ludzi i to bardzo. Nie wiem co z tym zrobić. Nie wiem też, jak byłoby z chłopcami, na pewno nic na siłę. I tu jestem spokoja, bo wiem, że kontakt pies- dziecko byłby tam pod kontrolą, a przede wszystkim chłopcy nie narzucali by się jej. Ale ryzyko jest zawsze. Jak bierze się szczeniaczka, czy innego psa - to zresztą wiesz... Lonia kilka razy ostatnio łapała mnie za rękę. Trudno to nazwać gryzieniem, bo nawet nie poczułam by zacisnęła szczęki...Ona była przerażona (wczęsniej krzyczalam na nią i bralam się za sprawdzenie brzuszka, czy sobie czegoś nie zrobiła) i tak w tym przerażeniu chciała się bronić. To dla mnie było rozczulające wręcz a nie groźne i momentalnie przytomniałam. Bo jak można tak stresować przerażone malutkie bidactwo... Nadal przez kilka dni muszę ją mocno pilnować, nadal nie powinna się wylizywać.
  9. Gratulacje dla Rodzinki!!!! Zdrówka dla Maluszka, Mamusi oraz świeżo upieczonej Babcii!!!!
  10. Aniu, tak bardzo Ci/Wam współczuję. Wciąż walczycie. Kolejna bitwa wygrana (operacja), ale wojna nadal trwa...kolejne dziadostwo się pojawiło...Biedna Jasieńka i Ty wraz z nią... Wierzę, że to już końcówka walki o jej zdrowie i życzę Wam tego z całego serca.
  11. Ależ on jest cudny, tylko się zakochać. Te oczy! Bródka! Brewki!!!Figurka...Niesamowity jest!
  12. Cieszę się Paulinko, że do nas zaglądasz. Również zaglądam na Twój i inne krakowskie wątki, ale nie zawsze piszę, choć zapewne wolnego czasu mam dużo więcej... Tak, Lonia choć mikrusek, to jakoś radzi sobie w życiu. Rezolutna, mądra spryciula. Tylko w tym schronie, to już nie dała rady...poddała się kruszyna, czemu zresztą trudno się dziwić.
  13. Dopiero teraz przybywam na zaproszenie...przepraszam. Zapisuję wątek i będę choć słać dobre myśli...
  14. Dziękuję b-b, bo kciuki i fura szczęścia bardzo potrzebne... Lońcia nie jest grzeczna. Potrafi być ostra...Bywa, że zmęczona jej nieustannym pilnowaniem, w końcu mówię "dosyć tego, zakłądamy fartuszek nieznośnemu psu" i tak dość stanowczo zamierzam zdjąć z tapczanu to małe dupsko,by na podłodze zniewolić kaftanem bezpieczeństwa...A wtedy to małe stworzonko bardzo się stawia...warczy, nawet łapie żebami rękę. Muszę więc spuścić z tonu i uderzać w proszące, błagalno-uspokajające tony. Po złości niczego się z nią nie zrobi. A tak naprawdę, to jest przekochanym, słodkim, mądrzutkim stworzeniem. Wie, czego chce i ma charakterek jak się patrzy... Czasem mnie złości, to prawda, ale zaraz myślę o tym, jak bardzo musi jej ten szew dokuczać, swędzić, ile w swym życiu przeszła, a to wciąż jeszcze nie koniec, więc szybko złość przechodzi, zostaje ogromne współczucie i pragnienie, by już wreszcie mogła cieszyć się dobrym, spokojnym życiem bez bólu, strachu itp.
  15. Szczęśliwa, że dodzwoniłam się do doktora (na ściągnięcie szwów)... niestety nie ma lekko... mam zadzwonić jutro o 16... A Lońcia nie wiem kiedy (całą noc miała ubranko) rozwaliła sobie ciutkę szew i pokazała się krew... Jak już będzie miała ściągnięte szwy i nie będę musiała jej tak pilnować, to chyba się upiję z radości, albo co...
  16. Pozdrawiamy serdecznie wraz z kciukami!!!!Czekamy na dobre wieści...
  17. O tak! Wszyscy marzą o takich domkach dla tych biedaków...
  18. Największa waga Loni to 4.200 lub 4.300. A teraz, po operacji, mam wrażenie, że schudła.
  19. Właśnie tak nazywa ją moja rodzinka...
  20. Żałuję, że nie mieszkam w Krakowie. Bardzo chętnie pomogłabym w czymś, aby Was choć trochę odciążyć (zakupy, może nawet spacerki o ile pieski by mnie zaakceptowały...a może i podrzuciłabym jaki gar zupy.), bo teraz bardzo przydałaby Wam się pomoc... Niestety, mogę tylko kciukować i słać dobre myśli.
  21. Aniu kochana, już będzie coraz lepiej i tylko lepiej! Jak czytam o słabiutkiej Jasi o tym, że nie siusia, to widzę Lonię. Bardzo podobnie z nią było. Najgorsze są te pierwsze dni po operacji...a tak się wloką.. Mam nadzieję, że już dzisiaj Jasia będzie silniejsza i wszystko powoli będzie wracać do normy. Doktor Szczypka też radził dawać Loni siemię lnu do jedzenia. Guz był spory, więc dużo skóry trzeba było naciągnąć i ważne jest, by nie musiała za bardzo napinać się przy koopkaniu. Ale ponieważ siemię można podawać na rózne sposoby, dokładnie wypytałam doktora, jakie to ma być siemię i jak podawać. No więc najlepsze jest w tym wypadku mielone, wsypywane do gorącego wywaru albo podczas gotowania, albo do miseczki - wsypać pół łyżeczki i zalać gorącym wywarem. Gdy pytałam o ilość, to powiedział żeby się nie bać, bo tego nie można przedawkować. Piszę tak szczegółowo, bo może akurat masz wątpliwości...może się przyda. Sciskam Cię Aniu serdecznie a Jasieńkę delikatnie proszę ode mnie wygłaskać. Życzę Wam Obu zdrówka i spokojnych, przespanych uczciwie nocy, bo to podstawa!
  22. Ciocie, jestem, przepraszam za milczenie, ale czasem dopada jakieś zniechęcenie... Klopoty z netem to osobna sprawa... Lonia wciąż wymaga uwagi, pilnowania w dzień i w nocy. Oczywiście nowe, genielnie (jak sądziłąm) wykonane ubranko rozpracowała i wczoraj przeżyłam mały szok, bo wróciłam z zakupów a ta paskuda leży na tapczanie golutka. Zostawiłam ją w ubranku (genialnie uszytym...), na jej legowisku. na podłodze. Zaś tapczany pozastawiałam tak, by nie mogła wskoczyć - oczywiście jak jestem w domu, to lezy sobie na tapczanie, bo najbardziej tam lubi, ale sama ją znoszę i wnoszę. Nie mam pojęcia jak zdjęła ubranko i nie mam pojęcia, jak wskoczyła na tapczan. Zwłaszcza, że wskoczyła od strony, która choć nie zastawiona niczym, to przez złożoną tam pościel, wysoka była niczym góra. Oczywiście zamarłam z przerażenia, że mogła sobie coś zrobić, ale na szczęście brzusio wygląda dobrze. Marzę już o tym, by porządnie się wyspać i liczę dni do zdjęcia szwów. Zaraz idziemy na zakupy, na targ. Oczywiście biorę ją ze sobą, tak będzie prościej i bezpieczniej. Tyle, że oprócz zakupów, większą część drogi będę targać te dodatkowe 4 kg... Hope2 - Lonia dostaje ostropest. Z innymi lekami wstrzymam się do czasu wykonania nowych badań. Zobaczymy co pokażą i jakie wówczas leki przepisze doktor. Bo może okazać się że trzeba podać coś inszego... Pięknie dziękuję za chęć pomocy!
  23. Ciocie drogie, wiem że martwicie się o mnie i Lonię, ale Fundacja jeszcze zapewne nie dostała mego ostatniego listu z rachunkami. Niepokoi mnie nieobecność Isadory7 i Yunony na wątku Loni ( i chyba nie tylko u niej), mam nadzieję, że to tylko brak czasu, że nic złego się u Nich nie dzieje. Jestem spokojna o zwrot kasy, nie znam iwielu Fundacji, ale za kilka (m.in. SOS DJ) dalabym sobie co nieco odciąć... Fakt, trochę to trwa... Napisałam prośbę do Isadory o ogłoszenia i szukanie domu dla Loni, bo nie wiem, czy nadal jest na Ich stronach ogłaszana. A jeśli jest, to można napisać, że Lonia jest wysterylizowana. Gorsza sprawa z wiekiem, bo też chyba powinno się go skorygować. Jednak 16 lat Loni bym nie dałą. Patrząc na to jak się bawi, ile ma energii, zapału i chęci do zycia. Apetycik także nie jak u staruszki... Mam nadzieję, że niebawem Isadora tutaj zawita.
×
×
  • Create New...