-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Everything posted by Figunia
-
Tak, spałam kilka godzin. Oczywiście i przed zaśnięciem i kiedy budziłam się w nocy a także w momencie przebudzenia, caly czas towarzyszy mi myśl-pytanie: Jak Lonia. Czy zasnęła. Czy jeszcze płacze. Co robi teraz, rano. Zapomniałam przekazać Pani Agnieszcze kilka dość ważnych spraw, ale powiedziała, że do mnie zadzwoni, więc czekam na telefon. Oczywiście z wielkim niepokojem, wręcz strachem, bo wyobraźnia podsuwa różne, nieraz straszne wizje. Bogusik, Yucca , AgaG - dziękuję za tyle dobrych słów i buziaki.... Tak, trzeba czasu, wszystko (mam nadzieję) dobrze się ułoży. Trzeba tylko jakoś przetrwać ten czas...I mniejsza o mnie. Loni serduszko jest najważniejsze, a ona może jeszcze nie pogodziła się ze zmianą domu i mnie wyczekuje. Ta świadomość, że zawiodło się tak kochane, ufne, bezbronne stworzenie jest przeokropna. I nie umiem sobie tego wytłumaczyć, bo wszystkie mądre tłumaczenia biorą w łeb, gdy widzę jej rozpacz. Kochana Anica jeszcze do nas zaglądnęła i to z głaskami...
-
Trzymam się, a właściwie to trzymałam. Właśnie przeczytalam że odszedł Charli. Ostatni wpis Zofiji i Jej odpowiedź na czyjeś pytanie, czy chorował na coś (to był młody pies), że nie chorował, ale - wklejam: Ale ten pies tyle razy zmienił miejsce. Nawet Hotele - 3 razy...Każde serce i każda psychika ma swoją pojemność i odporność. No i teraz już się nie trzymam tylko telepię i ryczę. Dobranoc! -
-
Chora, cierpiąca jamniczka szczęśliwa we własnym domu! Dziękujemy!
Figunia replied to caromina's topic in Już w nowym domu
Zdrowiej szybciutko Anusiu! -
Co tu pisać. Dom pusty. Smutno i źle. Miałam już telefon od Pani Agnieszki. Lonia szczeka i wyje pod drzwiami (słyszałam). Ale daje się czasami skusić na smakołyki. Jest też głaskana, tulona. Tak bym chciała, żeby jutro już był jaki tydzień od oddania, a nie dopiero drugi dzień...bo jeszcze jutro może płakać... Dziękuję kochane za kciuki i te dobre myśli, wciąż są bardzo potrzebne! Nie dam rady już nic więcej napisać.
-
Basieńko, pamiętałam wczoraj, pamiętałam. Ale wtedy akurat komp był wyłączony... Wstyd mi strasznie, ale przesyłam Ci taką moc serdecznych myśli i życzeń, że MUSISZ to odczuć. Więc usiądź proszę, by fala tego dobra przypadkiem Tobą nie zachwiała... Ściskam Cię mocno i do życzeń Zdrowia i Wszelkiej Pomyślności, dokładam życzenia zdrowego i szczęśliwego Wnusia! Obyś zawsze była z Niego dumna!!!
-
Dzisiaj Lonia zachowuje się normalnie, tzn. bawi swoim kamykiem i co chwilę szczeka, warczy a przy tym patrzy na mnie wyczekująco. Wyraźnie czegoś chce, jednak gdy zrobię krok w jej kierunku, natychmiast łapie kamyk i warczy bardzo groźnie... Raz na 50 razy zdarza się, że pozwala mi wziąć kamyk i rzucić. Natychmiast za nim biegnie zadowolona, ale potem znowu kamyka nie da dotknąć, choć potrafi długi czas na mnie szczekać, wołając niby do zabawy. Naprawdę nie wiem, jak ktoś się z nią kiedyś bawił. Dlaczego jest tak nieufna. Niby chce bym się z nią bawiła, ale jest przy tym tak spięta, zdenerwowana, to warczenie, rzucanie się na kamyk, bym czasem go nie wzięła - jest na serio. Nie wiem o co jej chodzi, gdy tak na mnie szczeka i czeka, aż podejdę. Bo potem jest bronienie kamyka. Jak zdarzy się, że go nie broni, biorę go i bardzo ją chwalę, głaszczę itp. Ale to i tak nie pomaga. Tak wygląda zabawa z Lonią... A teraz poszła na swoje posłanko z kamykiem i widzę, że szarpie rant posłanka. Gdyby miała zęby jak należy, już dawno chyba posłanie byłoby w strzępach... Tak myślę, że musiał ją mieć jakiś za przeproszeniem głupek...nie nauczył zabawy, tylko drażnił się z nią i o wszystko musiałą walczyć.
-
Zaglądam do piesia i mam nadzieję, że niebawem pojawią się tu tabuny Cioć oraz Wujków, a wraz z nimi wszystko, co temu biedakowu jest tak potrzebne...choć szansa na to, na początek...
-
Chora, cierpiąca jamniczka szczęśliwa we własnym domu! Dziękujemy!
Figunia replied to caromina's topic in Już w nowym domu
Złe, niedobre myśli jak czarne chmury - niech już idą precz! Pora na słoneczko i radość - bo z pewnością coraz śmielej rozpanoszą się w Waszym wspaniałym domu - w postaci kolejnego jamniczego skarba. Pozdrowienia, uściski i głaski przesyłamy!!! -
Jeszcze nie myślę o piątku, bo pewnie przestałabym spać, jeść i normalnie funkcjonować. Też się boję. Jednak odrzucam złe myśli - to nie zawsze się udaje ale też "namartwiłam się" już tyle, że chyba wyczerpałam jakiś limit... Cały czas powtarzam sobie, że tak będzie lepiej dla niej. Oby tylko zechciała również tak uważać... Początki mogą być trudne, wiadomo, ale mam nadzieję, modlę się o to, by szybko się przestawiła. Zobaczy, że jest i pełna miseczka i ciepłe posłanko, ludzie, którzy nie robią krzywdy, tylko czule przemawiają...troszczą się...czego chcieć więcej. Nawet jeśli przez kilka dni będzie smutna, to ...no cóż..nie sądzę, by to było więcej niż 2,3 dni. A może krócej...i oby.
-
Pokerku, całe życie jestem taka właśnie "przebojowa"...już się chyba nie zmienię.... Mail wysłany. Jakiś czas temu pisałam, że na Loni pleckach pojawił się guzek. Był nawet już widoczny pod ubrankiem, płaszczykiem podszytym futerkiem...więc spory. Od kilku już dni go nie ma. Zniknął!! Oczywiście bardzo mnie to cieszy. Czy ktoś wie, co to mogło być? a może to jakie pospolite zjawisko, tylko nie wiedziałąm o tym... Lonia rozrabia czasem tak , że aż się dziwię, skąd u takiej zabiedzonej starszej psinki tyle wigoru i energii. To, co robiła latem, jesienią na spacerach, z racji ultra krótkich, ograniczonych do niezbędnego minimum wyjść, robi teraz w domu. Czyli, oczywiście zabawa z ukochanymi kamykami. Czy to na tapczanie, czy na podłodze, czy nawet w swoim legowisku, grzebie łapkami aż wyrzuci kamyk za siebie, podskakuje robiąc piękny "w tył zwrot", znajduje kamyk, bierze w pysio, niesie na wybrane miejsce, kłądzie i znowu grzebie łapkami...Lubi mieć wtedy koło siebie jakieś kocyki, szmatki, bo tak fajnie przy okazji tarmosi je, albo zagrzebuje tam kamyczek, a potem zawzięcie go szuka... Czasami spotyka mnie zaszczyt, że mogę jej ten kamyk rzucić. Wcześniej szczeka i patrzy wymownie aż przyjdę. Czasem nie mogę przyjść od razu i wtedy szczeka tak, że trzeba rzucać wszystko, bo ma się ochotę ją udusić... Przerywam opis zabaw Loni, bo właśnie dostałam odpowiedż od Isadory. Sprawa Loni Jej umknęła...przeprasza. Chyba będzie dobrze...
-
Elvis- Najwierniejszy pies.....Czeka...gaśnie w schronisku..
Figunia replied to Mani2000's topic in Już w nowym domu
Karolku, trzymam kciuki byś znalazł ten swój najlepszy dom na świecie. A zaraz po Tobie, Elvisek... -
Piękny piesio. Kolejny biedak, któremu tak chciałoby się pomóc. Tylko, nie bardzo jest jak...
-
Pewnie to głupie, ale wciąż mam nadzieję, że sprawa się wyjaśni. Z tylu wątków "znam" Isadorę, Yunonę i nigdy nie spotkałam się z tym, by ktoś miał jakieś problemy z uzyskaniem od Nich pomocy. Na sprawy finansowe nigdy nie patrzyłam, więc w sumie nic nie mogę napisać, ale myślę, że też zawsze było i z tym OK. Czyżbyśmy miałby być wyjątkiem...? Napiszę raz jeszcze do Isadory maila, chociaż nie czuję się z tym dobrze... Anulko, bardzo dziękuję za umowy. A ja już napisałam odręcznie na wzór tych z watku seterów.
-
Marysiu O, pięknie dziękuję za to wyjaśnienie. Maila dostałam, potwierdziłam więc głos zaliczony. Jeszcze napiszę do córki, niech też podpisze. Tak strasznie mi przykro z powodu śmierci kolejnego Maluszka. Po prostu brak słów. Można albo się załamać i tak mieć dość tego strasznego świata (a dokładnie ludzi) albo kipieć gniewem. Straszne jest to, że tylko garstkę ludzi obchodzi los zwierząt i widzi ich cierpienie. Dużo by pisać, ale wiem, że każda z Was myśli i czuje podobnie.
-
Przede wszystkim pięknie dziękuję Poker, za zgodę jak chodzi o kontakt z Panią Agnieszką. Oby nie było takiej potrzeby, ale pomoc typu: rada i wsparcie tak doświadczonej Osoby, to jest coś bardzo cennego i nie dziwię się Anuli, że chce zabezpieczyć DT, który przecież po raz pierwszy podejmuje się takiej opieki nad pieskiem. Fundacja - nie wiem co napisać... Każdy kontakt z Isadorą, czy to mailowy, czy telefoniczny opisałam tutaj, na wątku. Czyli, pomimo kilkakrotnych prób z mojej strony, nadal nic się nie dzieje, jak chodzi np.o zwrot kasy m.in. za sterylkę. Tak jak pisałam, nie potrafię być natarczywa, nie widzę zresztą sensu po raz kolejny informować, że rachunki wysłałam i pytać czy dostanę zwrot pieniędzy. Dość dawno wysłałam rachunek za sterylkę (300zł) i kopię wcześniejszego, który Fundacji zaginął (200zł). Mam jeszcze ostatni rachunek (ostatnie badania krwi Loni) na kwotę 90zł i tego już nawet nie wysyłam, bo to chyba nie ma sensu.
-
Anulko, tutaj znalazłam wzory umów adopcyjnych i wydaje mi się (bo tylko rzuciłam w pośpiechu okiem), że ta druga umowa, jest tą właściwą. Czy mogę tak zrobić, że wiernie ją przepiszę w 2 egz. i wypełnimy z Panią Agnieszką (o ile nie okaże się, że mogę to zrobić)... http://www.setery-adopcje.com/4/wzory_umow_adopcyjnych/
-
To sprawa legowisk wyjaśniona :) Co do umowy, może ktoś mógłby podpowiedzieć, co ma być w niej zawarte ...ale tak się zastanawiam, czy ja aby jestem właściwą osobą do podpisania umowy przekazania Loni, skoro do dnia dzisiejszego żadnej umowy od Fundacji nie dostałam, niczego też nie podpisałam... Nie za bardzo jestem w tych sprawach prawnych obeznana, ale wydaje mi się, że to Fundacja powinna tą umowę podpisać. Nie znaczy to oczywiście, że nie zrobię tego, co Anulko sugerujesz. Oby tylko miało to (w tej sytuacji), jakąś moc prawną... Poszukam, czy w necie nie znajdę wzoru takiej umowy. Bo chyba będę mogła ją przepisać i wykorzystać????
-
Elik - dziękuję za odpowiedź!