A babiszon na początku się zaparł i powiedział, że w takim razie Pysi nie odda i koniec. Na szczęście miałyśmy umowę adopcyjną i na tej podstawie udowodniłyśmy, że nie dotrzymała warunków. Babiszon cwany sprawdzał wszystko, czy to podpis córki ( a czyj miał być?), potem na umowie zrzeczenia wyskrobał wypociny, że pies odebrany zdrowy i zadbany i że to my nie pozwoliłyśmy go zaszczepić, bo (po dwóch latach) ona jednak postanowiła go zaszczepić i zamierzała to zrobić do końca lutego. Zawsze w takich sytuacjach, mimo tego, że racja po naszej stronie, czuję się obrzygana...:(