Jump to content
Dogomania

ulana

Members
  • Posts

    1542
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by ulana

  1. Dzięki. :) Dla niego każda za zimna. :) Zibi nie lubi żadnej wody. Do chlapania, oczywiście. Kąpanie toleruje, ale i tak najlepiej stałby się niewidzialnym, żeby go uniknąć. Do rzeki, morza czy jeziora nie wejdzie nawet za piłką, że o Chinach nie wspomnę. ;) Tak już ma. Nie przeżył żadnego nieprzyjemnego wodnego wypadku. Pisałam kiedyś na wątku, jak go usiławaliśmy zachęcić do kąpania. To było tu: http://www.dogomania.com/forum/topic/122464-sznupoksi%C4%85g-czyli-z-brodaczem-dzie%C5%84-po-dniu/page-8 Żeglowanie mu nie przeszkadza, bo przecież żaglówka to suchy ląd, a ta okropna woda tylko dookoła. Za to przeżywa, kiedy my się kąpiemy, bo to przecież nie do pomyślenia, żeby tam wchodzić grupowo, chlapać się, znikać pod wodą i jeszcze się śmiać. :) Na szczęście nie skacze nam na ratunek, jak to robiła Kajka. :)
  2. Widzisz - jak coś napisałaś od razu ktoś zajrzał. :) Jędzo. ;)
  3. Zibi by wodę przyjął jako karę jakąś albo dopust boży. Polewał go Wojtek w niedzielę zimną wodą, bo straszny żar był i nawet w domku gorąco, to obraził się i tyle. Czemu on tej wody tak nie cierpi? Kotopies, normalnie. No fakt. :) Ostatnio coś dziwne rzeczy się dzieją na tej naszej klatce schodowej - a to pańcia zapomina o psie, a to pies zapomina gdzie mieszka. :) :) :)
  4. Wspaniale. :) Też bym nie mogła rozstać się Skrzacikiem.
  5. To, że nie chodzi tak w kółko na spacerach brzmi uspokajająco. Mam nadzieję, że to tylko od zamknięcia na małej powierzchni mu się porobiło. Czasu pewnie mu trzeba, żeby się ogarnął.
  6. Już zajrzałam na fejsik. Miłe skrzatki. Biedak. Na pewno rozkwitnie u Ciebie. To Vikusia już dwa lata jest? Nigdy bym powiedziała. Tak szybko leci ten czas... A laboratorium sprawdzone? Sama tak kiedyś miałam, że wciąż mi dziwolągi jakieś wychodziły, aż zrobiłam gdzie indziej badania i nareszcie coś można było wywnioskować.
  7. U nas też trochę kapnęło i... dalej bez zmian. Zibciowi mózg się chyba zlasował. Albo nos. Już nie wiem...Kiedy wracaliśmy ze spaceru jak zwykle biegł pierwszy po schodach z moją chustką w zębach i jak zwykle stanął na wycieraczce nosem w stronę drzwi i grzecznie czekał aż dojdę. Tylko, że to były drzwi mieszkania sąsiadów piętro niżej! Mówię mu: "Na górę!" A ten odsunął się tylko jak to robi zawsze, żebym mogła otworzyć. No to go nieco bardziej wymownie skierowałam na schody. Wchodził powoli, patrząc wciąż na mnie zdziwionym wzrokiem z ogromnym pytaniem w oczach: "No co ty? Zwariowałaś? Dlaczego mamy iść na strych???" Chyba dopiero przy samej wycieraczce załapał, że to jest właściwe miejsce. W dodatku w tym mieszkaniu sąsiadów jest pies, pinczer, facet, nie suczka, którego Zibi omija łukiem, bo jest ciut niezrównoważony. A teraz się tam pchał. Łudzę się, że to upał, a nie wrodzone kretyństwo mojego psa. To jest skarb. I to jaki. :)
  8. Jak tam upały? Nie dały się we znaki Waszym psom? Zibcio całą sobotę i niedzielę przesiedział na działce w domu pod stołem. Wychodził tylko wieczorem i wcześnie rano. Dziś też na porannym spacerze chodził tylko w cieniu. Teraz coś się zaczyna chmurzyć, ale temperatura nadal koooszmarna. Przyszła wychowawczyni już kazał Młodemu nabyć książki (dostał listę przy składaniu wymaganych świadectw itp), z których się będzie szykował do olimpiady. "Wrobiła mnie" jęczał zadowolony. I już dziś pognał do księgarni. :)
  9. Rikunia urocza. :) Taka młodzieńcza świeżość z niej bije dodatkowo. :) Piękne psy masz.
  10. Ano. :( Jambi wróć!
  11. O, dobrze Ci. Moje jeszcze wszystkie zielone i wcale nie ma ich dużo. Ale a propos chleba... Chłop mój przedwczoraj dzwoni i mówi, że jakaś paczka do mnie przyszła i czy coś zamawiałam, bo on nie wie czy dobrze zrobił, że przyjął tę paczkę. Zdenerwowałam się okropnie, bo nic nie zamawiałam, a już różne przechery miałam z namolnymi firmami. Wchodzę do domu, lecę do paczki a tam... machina do pieczenia chleba nabyta przez małżonka. W celu kolejnego wykorzystywania mnie, oczywiście. Myślałam, że go uduszę. :)
  12. Chyba się upiję. :)
  13. Wieści z ostatniej chwili - Młody dostał się do wymarzonej szkoły i wymarzonej klasy! Hura, hura!!! :) :) :) Ufff. Jak się cieszę. :)
  14. No i pewnie. Chamstwo i namolność należy tępić i młodzież wychowywać. :)
  15. Z psiakami, jak z dziećmi zupełnie - ciągle coś, nie można się nudzić. Trzymam za Was kciuki, żeby się wszystko ładnie wchłonęło.
  16. Rany, co za ludzie. Skoro nie dbająo niego, to chyba nie są z nim jakoś emocjonalnie związani i będą mogli żyć bez niego. Zły dzień mam chyba, bo żałuję, że wałka nie mam i obok nich z nim nie stoję. "Marne" to piękne słowo. Ja na dzień dzisiejszy nie mam żadnych, a emerytura daleko i nawet o niej nie myślę, bo kto wie czy dożyję. :( A jeszcze w pracy wieści grobowe dziś nadeszły i nie wiem czy od jesieni nie będę musiała zacząć myśleć o zmianie. Wrrr. Kwiaty cukinii świeżo zerwane delikatnie faszeruje się np. serkiem ricotta. Ja lubię na ostro, z dużą ilością czosnku i skórki z cytryny. Sól też, oczywiście. Układa się w formie i zapieka. Na spód można polać oliwę i położyć kilka rozgniecionych świeżych czosnków dla aromatu. Boooskie. :) To włoski pomysł, więc proste. :) Trzeba tylko uważać, żeby nie przypalić kwiatków, aylko leciutko zeszklić, bo raą cały smak. No i szybko więdną, więc trzeba mieć świeżo zerwane. Robiłam też tarty z cukinii z kwiatami z nadzieniem albo zapiekałam po prostu na podduszonej młodej cukinii z serkiem. Można kombinować. :) Z pomidorami też albo z miechunką. Nie przemawiają do mnie kwiaty smażone w cieście naleśnikowym. W sałatkach i makaronach jeszcze nie próbowałam, a le w sobotę znowu wybieram się do Majlertów (zbankrutuję u nich chyba...), więc może coś wypróbuję. Podobno tak samo można traktować kwiaty dyni, ale jeszcze nie próbowałam - z braku owych. :)
  17. Tak. Pisał po prostu, żeby kupować w aptece. Nie wiem tylko co w Rosji jest w tej aptecznej wodzie, hihi. A może w porównaniu z tą całą chemią, którą pochłaniamy, to nic takiego ta odrobina stabilizatora? ;) Wędlin "zwykłych" to ja już nie trawię. Wyczuwam chemię i niestety przełknąć tego nie mogę. Tylko z górnej półki albo - najlepiej - własne. Chociaż mam wejścia typu: "dziś koniecznie paróweczka". Tęsknota za dzieciństwem może? W warzywach niestety nie wyczuwam chemii, ale też nie mam domowych, więc żadnego porównania. W sobotę byłam w sklepiku Majlertów, kupiłam młodą cukinkę i... smakowała cudownie! Zrobiłam też kwiaty nadziewane. Mmm. Czemu ja nie mieszkam na wsi? Miałabym swoje kury, jajka, serek, owoce z sadu i dość miejsca na kilka sznupków... A tak - nie wiem co jem. :(
  18. Niestety ten dwutlenek siarki to przekleństwo suszonych owoców. Dlatego najlepiej własne suszyć. A co do tej wody utlenionej, to znalazłam coś takiego http://www.envolab.pl/sklep/nadtlenek-wodoru-30-2-detail - niby woda do celów spożywczych, ale jednak jest stabilizator... Mam mętlik. Podobno robią dla laboratoriów wodę bez stabilizatorów, ale ma krótką ważność, no i trzeba mieć zlecenie dla apteki. Może - jak ze wszystkim - należy zrobić bilans zysków i strat?
  19. Trafiłam teraz w necie na taką uwagę : "Ważne, aby kupić 35% nadtlenek wodoru, który może być stosowany do użytku wewnętrznego, czyli nie ten farmaceutyczny 3%, który jest zanieczyszczony różnymi stabilizatorami". Widzę, że muszę jeszcze pogrzebać w temacie.
  20. O rany no, w kółko coś. Są przeciwwskazania do tej wody utlenionej, pewnie np. po przeszczepie nie wolno brać, bo grozi to odrzuceniem. No i musi być odpowiednie stężenie, bo jak weźmiesz wprost z butelki jak jest to pewnie, że można sobie narozrabiać. Watacha, a jak się czułaś łykając to? Wszystko było OK.?
  21. Na właśnie. Mój by może nie psikał tak od razu, ale to Ty jesteś obok Vikusi i znasz ją najlepiej. My możemy tylko gdybać. A tak doustnie też by nie wzięła?
×
×
  • Create New...