-
Posts
3972 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
3
Everything posted by dziuniek
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
dziuniek replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
[quote name='PaulinaBemol']niestety sa i tacy co sie popisują jacy to z nich dobrzy ludzie że psa ze schroniska mają a tamten to tyle pieniędzy wydał na psa a mógł wziąć bidę a pieniądze dać na schron...i to tez swego rodzaju lansiarstwo. Tu [U]nie powinno chodzić[/U] o popisywanie się adopcjami ale od kiedy bardziej się zainteresowałam tym zagadnieniem spotkałam kilka osób które moim zdaniem to właśnie robią.[/QUOTE] Niech się lansują, jesli to z korzyścią dla psów [QUOTE]Tu się zgadzam pies ze schroniska to moim zdaniem większa odpowiedzialność m.in. dlatego że to są psy po przejściach tu nie ma miejsca na błędy i nie każdy może czuć się na silach i to trzeba uszanować[/QUOTE] Myślę, że znajomej jednak chodziło o to, że właśnie można mieć wspaniałego psa ze schroniska. Sądzę, że jeśli ktoś chce uczestniczyć w zawodach, wystawach i konkursach oczywiście, że powinien mieć psa rodowodowego (z innym to niemożliwe), ale jeśli ktoś nie ma zamiaru brać w takich imprezach udziału (a takich ludzi jest multum), mógłby zaopiekować się psem ze schroniska, a nie wspierać pseudohodowle. Szczególnie, że wspaniałego przyjaciela psiego w dowolnym rozmiarze, kolorze, wieku i temperamencie można znaleźć, jeżeli nie w schronisku rodzimym, to na stronach internetowych lub w domach tymczasowych. I o to mi właśnie chodzi. Co mam pomyśleć o wypowiedzi: "ja jestem taka wrażliwa, że nie mogłabym nawet wejść na teren schroniska, wolałam kupić pieska (z pseudohodowli)". Wolno mi myśleć, że to infantylne??? Wg. mnie wolno. Może jestem surowa, ale dopóki tych bezdomniaków będzie taki ogrom, można by się nad tym chociaż zastanowić. -
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
dziuniek replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
[quote name='dog193']Kim jestem w takim razie, skoro mam psa rasy, która wcale nie jest modna (dla 90% ludzi do kundel albo "jakiś skundlony beagle", ew "przerośnięty JRT, widać że matka skundlona była") dodatkowo nigdy modna nie była, właścicielami tych psów najczęściej zostają myśliwi, bo ta rasa dalej jest hodowana i użytkowana zgodnie z przeznaczeniem. Oprócz tego, wcale nie mam zamiaru go wyrzucić i wymienić "na lepszy model" (chyba że się doigra :diabloti:). Kim jestem? Snobem? Hmm, tylko ja jego metryki nie oprawiłam w ramkę i nie chodzę z nią na spacery :D Powiem ci, kim jestem. Jestem osobą, która szukała psa o konkretnych cechach charakteru i wyglądu, o pasującej mi sprawności fizycznej i szybkości uczenia się, dodatkowo z różnych względów pies (taki pies, z takim pochodzeniem i takiej rasy) trafiając do mnie musiał być jak najmłodszy. Czy znalazłabym takiego w schronisku? Może. Ale ja chciałam mieć pewność, że dostanę dokładnie takiego psa, jakiego chciałam. I dostałam :)[/QUOTE] I bardzo dobrze, ja nikogo nie potępiam, prawdziwy miłośnik psów wybierze sobie psa, jaki mu odpowiada i nigdy go nie wyrzuci. Każdy ma do tego prawo. Ja krytykuję tylko tych, co idą za modą (w wyborze rasy), chociaż i tacy są często dobrymi właścicielami, a potepiam tych, co biorą psa z pseudohodowli. [QUOTE]a tak dodatkowo jak wszystko tak i tu nie jest tak czarno biało. Owszem są modni lansiarze ale zdarzają się i "snoby społeczni" bo oni biedne pieski ratują więc są lepsi co dają wszystkich odczuć naokoło. Dzięki im za to że psom domy dają jednak poza tym jest druga strona medalu- podbudowanie własnego ego, dowartościowanie się czyli zrobienie dobrze sobie bo ze mnie taki dobry człowiek. Czysty altruizm...hmmm... a np. moja mam jest za braniem znajd nie tyle z czystej dobroci ile np. dlatego że takie znajdy są wdzięczne bardzo, bardziej wpatrzone w człowieka który dał mu dom[/QUOTE] Nie chodzi o popisywanie się adopcjami psów ze schroniska, tylko o pomoc potrzebujacym, bo inni obywatele te psy skrzywdzili. A dziś odbierałam kota po kastracji i w ciągu kilkunastu minut do lecznicy przyszło czterech właścicieli z yorkami. I nie uwierzę, że wszyscy oni nagle zobaczyli w tej rasie jakieś wybitne cechy lub w nich szczególnie zagustowali, moda i tyle! A moja znajoma, która ma trzy szetlandy, jeździ z nimi na zawody, zdobywa medale, wzięła niedawno czwartego...ze schroniska, też szetlanda i powiedziała mi:"wreszcie dorosłam do wzięcia psa ze schroniska". I coś w tym jest.... -
Jaką szóstą??? 15 lat to klasa ósma, a ja pisałam o wieku 17 lat!!! Pani redaktor, dziennikarko i polonistko! Forma tą jest wprawdzie obecnie dozwolona (cóż robić z ludem nieukształconym), ale brzmi nieco dziwnie w ustach redaktorki, polonistki i dziennikarki!
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
dziuniek replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
[quote name='LadyS']A nie otwiera Ci się przypadkiem dlatego, że to nie jest york, tylko wytwór pseudo? Wiesz, ile po ulicach chodzi rodowodowych yorków? Bo jakbyś wiedziała, to by Ci się nóż w kieszeni otwierał, gdy widzisz psy z pseudo, a nie z hodowli ;) Poza tym uważam, że wtykanie nosa w cudze życie - to, jak ubiera dzieci, jakiego ma psa, jak wygląda, jak wydaje pieniądze - jest powodowane dość wąskimi horyzontami myślowymi i zawiścią ;) [/QUOTE] Czy ja wtykam nos w cudze życie??? Chyba przesadziłaś! Przecież wiem, że większość psów wyglądających na rasowe to podróbki z pseudohodowli. Ich właścicielom nic nie przemówi do rozsądku, żeby nie nakręcali tego procederu. A rasowe niech sobie kupują, tylko kupują, bo są [B]modne[/B], teraz yorki, kiedyś dalmatyńczyki, a to już jest snobizm. Traktowanie zwierzęcia jak element ubioru (modnego w danym sezonie), a potem wymiana na nowy model i wyrzucenie starego na ulicę to już jest podłością. [QUOTE] Poza tym, nie każdy ma chęć i warunki wzięcia psa ze schroniska - i jest to sprawa tylko i wyłącznie tej osoby, bo to ona będzie z psem żyła przez lata, a nie Ty ;-)[/QUOTE] Zabawne, ja przecież właśnie mam psy ze schroniska. Oczywiście, jak ktoś nie ma warunków, żeby pomóc porzuconym psom, to niech bierze psy z hodowli, na pewno wymagają mniej zachodu i pieniędzy:evil_lol:. [QUOTE]Ale to właśnie tymczasowanie psów ze schronisk i psów bezdomnych sprawiło, ze wzięłam psa w określonym wieku i określonej rasy, a raczej: że nie wzięłam psa ze schroniska.[/QUOTE] Cóż, wyrazy współczucia, może praca wolontariuszki trochę Cię impregnowała.Ja wzięłam najpierw jednego psa ze schroniska (po stracie własnych, które zresztą pochodziły z ulicy) i już nie mogłam zapomnieć o tym,że jeszcze tyle ich tam cierpi. Więc mam ich więcej... -
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
dziuniek replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
[quote name='LadyS']Akceptowalna to jest ślina, jak pójdę na psią wystawę - przy takiej ilości psów nie da się nie być obślinionym. To samo w schronisku, na zawodach, na zlocie, na psim spacerze.[/QUOTE] Ale mój pies nie miał zamiaru obśliniać tego gościa w windzie!!!![QUOTE] Tak się przypadkowo składa, że mam "jakiegoś rodowodowego" psa i odnosze od jakiegoś czasu wrażenie, że to nie ci z rodowodowymi psami obrażają czy uważają za gorszych właścicieli kundelków, tylko odwrotnie - właściciele kundelków uznają siebie za lepszych, bo uratowali psa ze schroniska i z tego powodu należy im się zbiorowy hołd i ofiara całopalenia, najlepiej właściciela rodowodowego psa :roll: A jak ktoś ma psa rasowego, to jest na pewno snobem. To trochę tak, jakby za gorszych byli uznawani ci, którzy mają własne dzieci, bo przeciez mogli jakieś adoptować :roll:[/QUOTE] Ha, to mnie rozśmieszyło i przypomniałam sobie, że kiedyś uważałam, że po dwójce własnych dzieci powinnam trzecie adoptować! Tylko dzieci do prawdziwej adopcji jest bardzo mało, a psów w samym schronisku warszawskim 2500! Dlatego, gdy widzę właściciela piętnastego yorka w mojej kamienicy, trochę mi się nóż w kieszeni otwiera. -
A ja wybrałam sobie życiowy kierunek w piątej klasie szkoły podst., kiedy przeczytałam (w wakacje) podręcznik do fizyki. Poszłam do klasy mat-fiz i chociaż wiedziałam, że chcę się zajmować fizyką, miałam wiele możliwości. Z mojej klasy ludzie są naukowcami, lekarzami, inżynierami, pracownikami różnych ministerstw, redaktorami i korektorami, jest konserwator malarstwa, aktorka. Klasa matematyczno-fizyczna dała im dobre podstawy radzenia sobie w życiu. I ja nie pytałam, po co mi historia, geografia,biologia, trzy wypracowania z polskiego w tygodniu. Teraz uczniowie nie chcą się uczyć innych, nieprofilowych przedmiotów, to po co wydawać na to pieniądze? Niech nie mają wykształcenia ogólnego, tylko zawodowe. Mądry i zainteresowany człowiek i tak zdobędzie wiedzę gdziekolwiek.
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
dziuniek replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
Ludzie, ludzie myślałam,że was rozśmieszę, a tu taka lawina! Mój pies po pierwsze był na smyczy, po drugie się nie ślini! A jak ma się psa, to chyba nawet cudza (psia) przypadkowa ślina jest do względnego tolerowania. Czyżbym trafiła na stronę snobów, którzy uznają i tolerują tylko własne i to jakieś rodowodowe (kupne pudle,yorki, teriery) psy? Jak tak ,to się wypisuję. -
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
dziuniek replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
Ludzie, wreszcie jakiś radosny wątek! Mało nie pękłam ze śmiechu! Można coś dorzucić? Mój stareńki psiunek wzięty ze schroniska w zimie chodził w kubraczku (chudziutki i ma włosy zamiast sierści-mix pudla). Pewien pan spotykał nas codziennie ukłonem do ziemi i mówił "witam najelegantszego psa Śródmieścia). Płaszczyk co prawda z "Burdy"... Zapisuję wątek, poczytam w wolnej chwili. A...jeszcze przypomniałam sobie. Wsiadam do windy z moim największym psem i sąsiadem, który też ma psa. I widzę, że się jakoś odsuwa do kąta. Mówię, proszę się nie bać, to bardzo łagodny pies. A sąsiad mówi:"Ja się nie boję, ja nie chcę, żeby zaślinił mi ubranie". Chyba mój pies nie będzie go całować??? Chociaż faktycznie, winda mała, bliskie spotkanie drugiego stopnia może się zdarzyć. Już rozumiem, dlaczego trzyma swojego psa w przedpokoju (a trzyma), żeby go [B]nie zaślinił[/B]. -
[quote name='Bączek'] Niestety opiekuję się samą geriatrią.[/QUOTE] Niestety niektórzy z nas tak mają;). A wszystkich to czeka... Oprócz tych, co zlecają ten obowiązek innym, wyrzucając psy na ulicę. Trzymaj się Bączku, tyle mogę powiedzieć.
-
[quote name='a_niusia']taaaak...super, ale kiedy twoja corka skonczy studia moze sie okazac, ze filologia polska i wiedza o teatrze to za malo, zeby zostac krytykiem literackim i nagle moze tez sie okazac, ze to troche glupio po dwoch kierunkach studiow miec prace w stylu kelnerka w barze czy opiekunka do dzieci. i co wtedy? Wtedy jeszcze może być tłumaczem z norweskiego (już tłumaczyła fragmenty 'Petromanii"-polecam, możemy o sytuacji człowieka pracy w Norwegii "siedzącej na ropie" pogadać osobno), może być pisarzem i to niezwykle wykształconym i oczytanym, w ostateczności nauczycielem, zamiłowanym w literaturze polskiej i światowej. Będzie stanowiła owe "elity", może zostanie drugim Bralczykiem albo Miodkiem... Studia nigdy nie przygotowują w 100% do zawodu, to nie jest zawodówka, powinny jednak wychować i wykształcić człowieka wyższych lotów. Tego oczywiście dzisiejsze uczelnie nie robią, walcząc o zachowanie pewnej liczby studentów, bo to rzeczywiście daje zyski z kasy chociażby unijnej. Za moich czasów na wydziale fizyki było kilka kolokwiów, jeżeli ich się nie zaliczyło, to nie przystępowało się do egzaminu. Teraz można sobie zaliczać i zaliczać w nieskończoność i to jest rzetelna nauka? Patrz wyżej. Zgadzam się, że to są wylęgarnie(nie wszystkie uczelnie czy wydziały) niemotnych, bezradnych "magisterków", którzy nie chcieliby mieć niczego, co ich rodzice i dziadkowie za czasów PRL oprócz "czy się stoi, czy się leży.."pięć tysięcy się należy: osiem godzin nicnierobienia za pensję, która następnie można przepuścić w barach i sklepach. Dla rozsądnego człowieka wyższe studia (nie przeczę, że dobre) powinny być wstępem do dalszego życia i powinny uczyć życia, a nie oszukiwania wykładowców, promotorów (ściąganiem prac magisterskich itp.). Umiejętności zawodowe zdobywa się w pracy, jednak należy umieć to robić i tego studia też powinny uczyć. Kto chce od razu pracować, niech uczy się w zawodówce (przyznaję, że jest ich jak na lekarstwo). Wciąż jest zbyt łatwy dostęp do zbyt marnych studiów i mamy to co mamy. Dlatego właśnie inżynierowie zbudowali halę w Katowicach, która zawaliła się, grzebiąc wielu ludzi. A jednocześnie nasi specjaliści i naukowcy brylują za granicami Polski, a i w Polsce mamy wiele osiągnięć np. w medycynie. Tylko znowu to są wyjątkowo uzdolnieni ludzie, nie zwykli zjadacze chleba. Państwowe pieniądze, które poszły na ich wykształcenie, zostały zainwestowane bardzo dobrze, będą procentowały. Reszta pieniędzy podatników została rzucona w błoto, utrzymując trzy, sześć i więcej lat rzesze studentów, dla których uczelnie stanowią przechowalnie i ochronę przed zbyt szybkim wejściem w życie dorosłe, kiedy trzeba zarobić już nie tylko na siebie, ale często jeszcze na dziecko. Znam ludzi bez wykszałcenia, którzy ciężko pracują całe życie, bo życie dało im pewną świadomość. Znam też magistrów, którzy nie robią nic, siedząc rodzicom na karku, bo "państwo nie daje im pracy zgodnej z wykszałceniem". Myślę, że państwo powinno zapewnić obowiązkowe i dobre wykształcenie do 15,17 roku życia, potem niech każdy martwi się sam za siebie, mając do wyboru trudne studia lub przysposobienie do zawodu. To chyba leży w założeniach nowej reformy(podział uczniów po klasie pierwszej liceum), ale wątpię, że reforma wypali.
-
A ja uważam, że chcieć, to móc. Moja córka też skończyła filologię polską na kierunku korektorsko-redaktorskim. I cóż stąd, że nie ma dla niej obecnie pracy? Poszła na drugie studia- wiedzy o teatrze, będzie mogła być też krytykiem literackim. Obecnie na erazmusie w Norwegii, bo na tejże filologii uczyła się nie tylko angielskiego, ale i norweskiego i języka migowego, więc nawet może być tłumaczem dla głuchoniemych. Oczywiście nie jest na garnuszku rodziców (jak wielu wiecznych studentów), pracowała jako opiekunka do dzieci, korektor, zapisywała ustne wywiady, była sekretarką reżysera, teraz uczy w polskiej szkole w Norwegii, opiekuje się dzieckiem i jest kelnerka w barze. Kto chce pracować, nie będzie oglądał się, aż Donald Tusk (albo Kaczyński) da mu pracę, sam znajdzie taką albo inną. Teraz córka myśli o doktoracie, może we Francji albo w Niemczech. Tyle,że ona lubi, umie i chce się uczyć i dla takich osób były licea ogólnokształcące. Obecnie wszyscy muszą mieć maturę i co najmniej licencjat, nie dziwota, że się zdewaluowały. Mają niski poziom, bo kto by to wszystko pozdawał?? Kiedyś na Akademię Medyczną trzeba było zdać egzamin z fizyki właściwie rozszerzonej, obecna matura to wciąż żenada, chociaż, zauważyłam, idzie ku lepszemu, tzn. wyższemu, poziomowi. Licea i studia powinny być dla wybranej garstki uczniów, tych, co w przyszłości będą naukowcami lub będą pracować w zawodach lekarza, inżyniera, nauczyciela itp. Nie chodzi mi o to, by wykształcenie ograniczać, ale niech uczą się dalej ci , co chcą i potrafią. Reszta powinna mieć solidne wykształcenie ogólne, ale nie szczegółowe, chociaż wystarczające, by poradzić sobie w życiu i zawodzie. A propos literatury i historii-pamiętacie ""Pana Samochodzika" Zbigniewa Nienackiego? Cudowna książka dla młodzieży, przemycająca w sposób niesamowity kawał historii polskiej i obcej. W sposób przyjemny, ciekawy i zachęcający do samodzielnego zwiedzenia chociażby Malborka czy Pragi Czeskiej. Kiedyś to była literatura dla dzieci i młodzieży!
-
[W-wa] KOSZYCZEK NIECHCIANYCH STARUSZKÓW ; spis str 1 i 2
dziuniek replied to Koszyczek's topic in Już w nowym domu
A oto Dropek w domu! Tu się pasie na trawce, tu śpi w swoim koszyczku, a tu zajmuje cudze (oczywiście) spanko po dokumentnym skopaniu. Teraz już tak nie kopie...Najnowsze wieści: badania dobre, nerki, wątroba, tarczyca w normie, miejsca wyłysiałe na grzbiecie-pozostałość choróbska, nie trzeba leczyć. Najgorzej jest z kręgosłupem, Dropek ma bardzo duże zmiany degeneracyjne w odcinku szyjnym, mogą dawać bóle, a w przyszłości...odpukać. Będziemy jeszcze konsultować się z ortopedą. Dłuuuugie spacery do lasu odpadają, chodzenie po schodach i wskakiwanie na kanapy też. Ale na razie psinek jest szczęśliwy, liże nas po rękach i patrzy w oczy, jego śmiejąca mordka i jedno opadnięte ucho są takie wzruszające! [IMG]http://i47.tinypic.com/2qxtdzk.jpg[/IMG][IMG]http://i50.tinypic.com/n69nrd.jpg[/IMG][IMG]http://i47.tinypic.com/34xfgw2.jpg[/IMG] No i nie mogę się powstrzymać (bo nauczyłam się wklejać zdjęcia), żeby nie pokazać reszty paluchowej gromadki. [IMG]http://i46.tinypic.com/2d9zczo.jpg[/IMG][IMG]http://i50.tinypic.com/5npy5f.jpg[/IMG] [IMG]http://i47.tinypic.com/2iond0.jpg[/IMG]Tarzyk-Szafirek nie pozwala mi posłać łóżka, Blondynek-Karmelek wodzi oczami za mną zawsze no i Badi-Markus (ogon potężny ma, tylko się gdzieś schował), pies wzbudzający respekt, a łagodny jak baranek. Ludzie są nim zachwyceni, je zresztą też. -
[B]Bączku![/B] Natrafiłam na te stronę, bo sama mam trzy staruszki, ale w porównaniu z twoim w świetnej formie. Jednemu podkładam na legowisko podkłady 60/90 (kroję na pół, 30 za 50 zł), na to pielucha dziecięca, którą piorę, podkłady mam też w przedpokoju, bo Karmelek, którego wzięłam ze schroniska,uważa przedpokój za ubikację (dlaczego???). Ale chciałam napisać co innego. Moja nieżyjąca już Aza miała rozwolnienie po każdym posiłku zawierającym mięso. Przeszłam na puszki i wszystko ustało (widać, ile w puszkach jest mięsa...), tylko może musisz wypróbować, jakie. Uważam jednak,że tu jest problem bardziej z kręgosłupem, może pies ma silne bóle i trzeba mu dać coś przeciwbólowego; Karmelek, jak go nie boli, to przesypia całą noc na sucho, albo sobie wstaje do przedpokoju. Dawno nie pisałaś, coś się zmieniło?
-
[quote name='gallegro']E tam, nie wierzę, a wiem to z autopsji. Spokojnie dasz radę z trzecim i... czwartym ;-)[/QUOTE] No właśnie, ja rok temu wzięłam jednego, a teraz mam...cztery, w centrum miasta! Zazdroszczę wam tego kawałka zieloności. A co do Belli i Sinusa, może po wejściu nowej ustawy o ochronie zwierząt ktoś zlikwidował pseudohodowlę i rozpuścił zwierzęta? Może warto poszukać, czy rzeczywiście w okolicach czegoś takiego nie było, przecież wrzucić psa do was nie musiał właściciel, ale ktoś, kto go np. znalazł i nie chciał się bawić w odpowiedzialność. Obejrzałam sobie Wasze filmiki, moje psy robią tak samo, tylko na piątym piętrze w kamienicy;). A jedyny, który zachowuje się jak Sinus ( z tymi łapkami) to właśnie jest tzw. pies jednego właściciela, uznaje tylko mnie. Mam nadzieję, że Sinusek się zresocjalizuje, jest przecież młody.
-
[quote name='filodendron']Smutne to bardzo, ale osobiście nie umiem się aż tak nad tym pochylić w kontekście długoszowego "zepsucia obyczajów". Sądzę, że tak było, jest i będzie. W pewnym sensie jest nawet lepiej, bo jest medialne nagłośnienie i ogólny sprzeciw - społeczne "potępienie" czynu. Kiedyś nikt by się nad kotem nie zastanawiał. Kiedyś takie wydarzenie w ogóle nie zaistniałoby medialnie.[/QUOTE] Oczywiście, bestialstwo i znęcanie się nad zwierzętami i ludźmi istniało zawsze, mi chodzi o konkretny przypadek-jak zadziałać, żeby ten chłopak zrozumiał, co zrobił i nigdy więcej tego nie powtórzył. A wracając do wątku literatury i psów, każdy ślepy pies nazywa się Jurand (od tego ze Spychowa z Krzyżaków) i niech mi nikt nie mówi, że odnośniki do literatury nie egzystują w codziennym życiu, to się po prostu wykorzystuje automatycznie.
-
[quote name='Soko']"Spoko" powiedziałam ostatni raz kilka lat temu. OK - częściej. Nadal nie uważam, by mój język był ubogi dlatego, że nie czytam lektur. Nie chodzi mi o lektury, ale o książki w ogóle! I wybaczcie, człowieka oczytanego pozna się na pierwszy rzut...ucha. Na młodzież narzekał też Kraszewski (nie mylić z Krasickim i Krasińskim);). Dyskusja przeszła już na nauczycieli...Ja myślę, że trzeba być pedagogiem, a nie nauczycielem. Pedagog nauczy i wiedzy przedmiotowej, i wiedzy życiowej i kulturalnej. A wracając do tematu zwierząt: co byście zrobili z chłopczykiem, który wsadził kota do mrowiska i nakrył wiadrem; z facetem, który zagłodził psa przywiązując go do kaloryfera itd? Wprawdzie nie popieram absolutnie zasady"oko za oko..." ale chłopczykowi kazałabym potrzymać w mrowisku przez chwilę rączkę, żeby zobaczył, co odczuwal kotek, skoro umysłu mu nie starczyło do wyobrażenia sobie cierpienia zwierzęcia, a z facetem-nie wiem, na chwilę zrobiło mi się słabo, gdy o tym przeczytałam. Są tu jacyś psychologowie???
-
Nie zaglądałam od wczoraj i już przyrosło parę stron!!! Ale chyba dyskutanci nie dojdą do porozumienia nigdy. Tyle tu opinii, że tylko skrobnę ogólnie:jeszcze raz powtarzam(nie będę cytować samej siebie), że lektury powinno się czytać, zanim staną się lekturami, tylko jak do tego nakłonić młodzież? Ale nie można uogólniać: moja córka czyta i pisze, od kiedy skończyła pięć lat(obecnie po filologii), druga dopiero teraz zaczyna znajdować przyjemność w czytaniu ( ma dwadzieścia lat), syn do tej pory wypracowania pisze ze streszczeniem lektury, a nie z lekturą. Wszystkim trojgu czytałam książki od dzieciństwa, a w domu jest pokaźny zbiór- tylko brać i czytać. Nie stać mnie, żeby kupować nowe(zresztą czasem nowe przekłady wołają o pomstę do nieba), ale regularnie przynosimy naręcza książek z kilku bibliotek i raczymy się nimi w każdej wolnej chwili(wannę zarzuciłam-szkoda książek). Ktoś tu na wątku powiedział, że bez znajomości literatury nie rozumie się np. filmu, bo zawiera wiele odniesień do różnych wątków. I to prawda: Parandowski może jest nudny (są lepsze pozycje przybliżające mity), ale do tej pory, a już jest XXI wiek, w zwykłych rozmowach ( no może nie wśród niekumatej młodzieży) wielokrotnie nawiązuje się do nieskończonej liczby pojęć, określeń, cytatów z mitologii. A ile czerpie współczesna literatura i kultura z Biblii! Bez tego wszystkiego ludzie stają się ubożsi, ich język bazuje na ubogim zasobie wyrazów (już nie mówię o specyficznej zdolności posługiwania się dwoma rzeczownikami staropolskim-mało kto wie, że pochodzi z tak zamierzchłych czasów- i łacińskim oraz jednym czasownikiem), czasem można by pomyśleć, że do porozumienia wystarczą zapożyczone zresztą OK, spoko itp. nowe twory. Język ubożeje, a odczuć przyjemność przerzucania się cytatami może tylko ktoś, kto zna ich źródło i znaczenie. To, czy się lubi Krzyżaków czy Trzy wieże, to sprawa osobista, książek na świecie jest tyle, że można wybierać i przebierać. Najważniejsze, to w ogóle czytać! I czerpać z tego wiedzę i przyjemność. W "Lalce" mogę znaleźć cytat na każdą sytuację życiową, humor Prusa jest niezrównany, Warszawa dziewiętnastowieczna cudowna, no o panna Łęcka głupia, ale dlaczego, dlaczego-szukajcie odpowiedzi w "lekturze". Nad Niemnem czytam właśnie dla tych opisów przyrody "szeroko nad błękitnym Niemnem" rozciągnionej (a to skąd proszę młodzieży?) Korzenie kultury wywodzą się z literatury, bez niej będziemy tylko osobnikami gatunku homo sapiens sapiens, który zdobywa pożywienie, je, trawi i rozmnaża się (można to robić bez znajomości "Romea i Julii", ale jak ubogo, jak ubożuchno, jak u małp (nie obrażając małp.))
-
Zaczynam czuć się gorsza na tym wątku...sami literaci, jeszcze do tego obcojęzyczni...Pocieszam się, że mam magistra fizyki a i matematykę każdy fizyk ma w małym palcu po ciężkich 6,5 letnich studiach. Teraz po licencjacie student czuje się co najmniej doktorem. A co do nauczania języków- ja po czterech latach liceum i po trzydziestu latach przerwy od liceum wciąż umiem francuski lepiej niż moje dzieci, które uczyły się go sześć lat. Chcieć to móc, kto się chce czegoś nauczyć, zrobi to sam, bez oglądania na kursy i nauczycieli. No i trzeba jeszcze lubić to, czego się uczy, wtedy samo wchodzi do głowy. A wiecie, że siostry Bronte uczyły się obcego języka z samouczków i to tak skutecznie, że mogły pojechać do Belgii??? Tyle lat temu! Spojrzałam na dół strony, wiecie że jesteśmy na forum "wszystko o psach"?;)
-
[quote name='Sybel'] czasem warto przeczytać coś lekkiego dla samej przyjemności obcowania z cudzą wyobraźnią, z językiem (całkiem zresztą przyzwoitym), dla odprężenia. Ja np. po całym dniu w pracy zdecydowanie wolę coś lekkiego, przyjemnego, co nie wywola zaraz depresji, tylko nakarmi wyobraźnię.[/QUOTE] A ja dla odprężenia czytam Agatę Christie i zachwycam się nie kryminalna fabułą (którą znam na pamięć), ale wiedzą o życiu i ludziach i tym, że wszystko jest aktualne po 100 latach od czasu napisania. Ale na każdym stole w domu mam "większą" literaturę. I zapewniam, że z każdej książki można się czegoś i o czymś nauczyć. Tej właśnie wiedzy, zdobywanej w przyjemny sposób, nie mają osoby nieczytające. I jeszcze narzekają, że muszą się uczyć suchych faktów w szkole. Wystarczy zerknąć (dłużej nie polecam) na jakiś teleturniej: uczestnicy w większości nie wiedzą nic! A przecież przygotowanie do dobrego życia polega również na korzystaniu z dorobku kultury, z tego, co ludzie już poznali i czego doświadczyli, tego też dostarcza literatura.
-
[quote name='beta ata']Ja tam chodziłam na wagary do czytelni :evil_lol:[/QUOTE] Najlepszym sposobem na lektury jest czytanie ich, zanim staną się lekturami, gorąco polecam! Ale kto tam dziś z młodzieży sięgnie po cokolwiek drukowanego (i to przed laty), a szkoda, szkoda.A co do mojej ukochanej książki (mogłabym wziąć ją na bezludną wyspę): Wokulski nie mógł "przelecieć" panny Łęckiej (za dużo by tłumaczyć dlaczego-w skrócie nie te sfery, nie te czasy), co najwyżej Mraczewski mógł uwieść pannę Matyldę po wspólnym spożyciu na jego koszt porcji wieprzowiny i kufla piwa. Jak daleko odeszliśmy od tematu, czy niedługo nie wtrąci się moderator? A nie mówiłam, że gimnazjalistów wcięło:wszyscy mają tu już albo dzieci,albo siostrzeńców maturzystów;) Ja zresztą też (dwie córki), jeszcze mnie czeka matura syna, z wypracowań dostajemy wspólnie coraz lepsze oceny...
-
[W-wa] KOSZYCZEK NIECHCIANYCH STARUSZKÓW ; spis str 1 i 2
dziuniek replied to Koszyczek's topic in Już w nowym domu
[quote name='morisowa']napisałam na końcu "..." to była wypowiedź właśnie w tym samym sensie co piszesz - od wielu, wielu lat jest taki etat. I co z tego?[/QUOTE] Ja te kropki zrozumiałam....Ale jeszcze się łudziłam... -
[quote name='Ineger']A dlaczegóż to?[/QUOTE] A wiecie, że tak zapytała panna Izabela Wokulskiego, gdy nie chciał osobiście wręczyć wieńca Rossiemu??? Jak swojsko, moja ulubiona książka...("Lalka"-informuję ignorantów).
-
Obaczywszy językowy poziom dyskusji uciekli gimnazjaliści, zostali intelektualiści...;) Ale dyskusja doznała uszczerbku, eh ta młodzież, lubi dużo krzyczeć(pisać), mało robić. W gazecie napisali, że na facebooku w ciągu miesiąca ludzie trwonią ileś tam miliardów lat, idę pracować...
-
Kiedyś bardzo chciałam mieć dom poza miastem, po zobaczeniu Sinuska uświadomiłam sobie, że pewnie też ludzie wrzucaliby mi różne nieszczęścia zwierzęce przez płot i pomyślałam "o nie..." Ale znów myślę "o tak..." Lepiej mieć go u siebie ze świadomością, że uratowało się psu życie, niż znaleźć go w lesie zagłodzonego na śmierć. A a propos jego języka, może on usiłował znaleźć jakieś pożywienie, coś rozgryzając, albo usiłował się skądś wydostać...masakra. Nie przejmujcie się ilością zwierząt, dajecie dobry przykład, ja sama wzięłam następnego, bo skoro inni mogą podołać dziesięciu, ja mogę czterem, no plus pięć kotów...W każdym razie wyrazy uznania, zresztą czy mogliście postąpić inaczej???
-
Ale w świecie zwierząt rzadko zwierzęta są "okrutne" ( czyli męczą inne lub zabijają dla przyjemności), czy ludzie mieliby być gorsi? Przecież każdy gatunek uczy swoje młode, żeby przetrwały w im właściwym środowisku, w świecie ludzi zasada "oko za oko, ząb za ząb" chyba się nie sprawdziła...Dorosły musi nauczyć dziecko, że inne stworzenia też odczuwają ból, jeżeli tego nie robi lub sam tego nie rozumie to znaczy, że zatrzymał się w rozwoju psychicznym na poziomie właśnie dziecka,które obrywa muszkom skrzydełka bez zrozumienia, że każda żyjąca istota odczuwa ból. I po co ja się daję wkręcać w dyskusje....