-
Posts
23493 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
42
Everything posted by kiyoshi
-
Edit: wątek uaktualniony dnia 5.03. To miał być wątek nowych suniek z W. Schroniska w którym ponad 3000 psów przetrzymywanych jest latami. Prawie 3 tygodnie starałyśmy się, żeby wyrwać z tego piekła 4 sunie, nawet korzystając z pomocy gminy, z terenu której były pieski.... NIestety- nie udało się na chwilę obecną, chociaż sprawa nie jest zamknięta...być może za jakiś czas wrócimy do tematu W. i sunie bezpiecznie wyjada.... Na chwilę obecną dnia 10.03. wyjadą pod moją opiekę 3 sunie z podłego shroniska na podlasiu. Nie podaję pełnej nazwy, ale kto ojarzy na pewno rozszyfruje skrót G H. Schronisko to jest przewidziane na ok. 1000 psów, obecnie jest tam ok. 800 psów, co roku śmiertelność w tym schronie nieustannie plasuje sie na ok. 50% :( :( warunki są tam dramatyczne... SUnie przyjadą do Kasiainat z nadzieją na szybką, dobra adopcje i wspaniałą resztę życia <3 Transport mamy darmowy, dwie sunie na pewno są wysterylizowane, koszt pobytu jednej suni u Kasi to 300 zł. Bardzo proszę więc o KAŻDĄ pomoc finansową- przyjmuje tez fanty na bazarek. Obecność na wątku też jest dla mnie bardzo ważna. Tak naprawde- każda pomoc jest na wage złota. Bardzo Was wszystkich zapraszam.
-
Pan naprawdę w porządku ale mieszka z narzeczoną, mieszkanie jest własnościowe ale jej, j as k Pan mówił ona jest bardziej kociara, mieli wcześniej kotka ale już nie żyje, teraz Pan chce przekonać na psa. Jeśli mieszkanie jest jej to sądzę że to będzie jednak jej decyzja. Być może będzie chciala postawić na kota. Takie luźne przemyslenia
-
Miejmy nadzieję że te wyniki będą dobre. O Pikusia totalna cisza. Nikt nie widział. Do tego domu gdzie mieszkała ta jego zmarła Pani podobno nie ma opcji dojechania. Leży u nas na bocznych drogach kilkadziesiąt cm śniegu... Więc nawet nie ma jak sprawdzić czy nie wrócił. Zresztą ta rodzina już nie ma zamiaru sprawdzać. Tam jest jakaś stodola z sianem w ktorej Pikuś mieszkal. To pies naucz ony trudnych warunków więc nie tracę nadziei że da radę i się odnajdzie... Tzn ten dom gdzie był Fado nie jest zły. Kobieta ma ogromną wiedzę o psach, rodzina też pisarzy i wiele maja psów z adopcji. Jej pies był adoptowany jako szczeniak, jest przepiękny, zadbany, o cudown charakterze dlatego też ie martwiłam się o tą adopcje. Sądziłam że to kobieta świadoma.... A tu się okazało że niestety nie :( Nie wpisuje ich na czarną listę bo być może jakiś inny mega uległy piesek będzie tam jednak zaopiekowany. Dla Fado trzeba innego domu. Musimy go trochę poobserwowac teraz. Na pewno przydałaby się kastracja ale w warunkach przytuliska jeszcze zima nie ma co marzyć.
-
Tak. Na pewno się odbuduje. Na plus że to młodziutki piesek. Aha i. Pan jeszcze mi mówił że ta rehabilitantka powiedziała że Emi ma lekkie skrzywienie kregoslupa W ogóle ta Pani rehabilitantka jest po studiach fizjoterapii dla ludzi a potem dodatkowo zrobiła podyplomowe czy kurs dla zwierząt :) Pan powiedział że bardzo ja poleca
-
Dzisiaj rozmawiałam z domkiem EMisi naszej :) oczywiście Pan wychwalał ja 20 minut bo co innego można mówić o suni która jest tak grzeczna :) w domu spędza czas z Państwem- na dzień ma legowisko w kuchni, bo stamtąd najlepsza ma obserwacje na swoich ludzi :) na noc legowisko wędruje z EMi do sypialni :) Na spacerki krótkie chodzi 3 razy dziennie plus o 6 rano wychodzi tylko na ogródek na siku - ponoć wstaje Emi cidziennie ok. 5:30 :D Z kotkiem zyje w zgodzie tylko czasem są zazdrośni nawzajem o siebie i sie przepychają po głaski. Pan rozpoczą rehabilitacje EMi łapki w takim miejscu w Katowicach: https://www.facebook.com/WyszczekanaRehabilitacja/ Na pierwszym spotkaniu EMi miała dokładną analizę łapki- wszystko wydaje sie ok z rzepka, jest tylko kłopot z bardzo duzym zanikiem mięśni w tej łapce operowanej. Teraz zajmie długi czas żeby to odbudowac niestety. Na przyszłość gdyby ktoś robił operacje ortopedyczne u psa to pamiętajcie by skonsultować chociaż z rehabilitatem już 2 tygodnie po operacji- warto wtedy wprowadzać lasem i elektrostymulacje. Emi ma dobra ruchomość stawów itd, kłopot jest z jednym przeciętym podczas operacji mięśniem no i z tymi zanikami. Pani zrobiła jej masaż i nauczyła Pana jak to wykonywac samemu w domu, potem miała elektrostymulacje, na bieżni jeszcze niestety nie była, bo bardzo się bała i Pani rehabilitantka uznała że to niestety sie nie uda za pierwszym razem. Państwo będą musieli odbyć minum 10 takich sensji rehabilitacyjnych. Ogolnie Pan mówił że Emi sobie radzi, kica trochę, uosi ta łapke, ale daje rade...wierzymy, ze będzie lepiej.
-
Dziękuje. Ja to wszystko zawsze mówie ludziom, ale jesli uważasz że wysłuchać czy przeczytać to to samo co wprowadzić w życie...to niestety tak nie jest :( to jak walenie głową w mur... Pani mi dziś zarzuciła, że syn cały czas przez te 2 dni się do psa PRZYTULAŁ i nic się nie działo i wczoraj wieczorem NAGLE atak psa na twarz... Powiedziałam jej dokładnie dlaczego pies tak zrobił i że uważam, że to nie jest dobry pomysł, by brała jakiegokolwiek psa gdy ma już jednego (wyjątkowo cierpliwego) i dzieci. Oczywiście sytuacja była mega nieprzyjemna, ale ja po prostu już nie wchodze z tymi ludźmi w dyskusje Oddają psa to niech to robia i spadają i nie zawracają mi dłużej głowy... Oczywiście wina jest obustronna, moja tez, bo na zapoznaniu w sobote wydawało mi się, że słyszałam, jak ten 11 latek mówił "boje sie go". Nawet zwróciłam tej Pani uwage, że chyba syn się boi, ale ona mnie przekonywała, że syn powiedział "NIE boje się go"....ale teraz myśle...po co miałby tak dziwnie wyrażać swój brak lęku? chyba tylko po to, by zadowolić mame, która tak bardzo chciała TEGO psa.... :( Moja Perełka jest już w domu, wybudziła sie szybko, jest w pełni sil :) guzki wysłane na histopatologie, tylko jestem zdziwiona, bo mało zapłaciłam...wydawało mi się, że histopatologia kosztuje 150 zł za ppróbke...to tutaj 2 x powinno być 300 zł za same te badania...Mam racje???? czy cennik jest inny? ile trzeba czekac na wyniki?
-
kotuś..przecież to my prowadzimy gminne przytulisko, koleżanka jest pracownikiem gminy. Możemy zgłosic więc do siebie. Na naszej stronie jest informacja że zaginął. Za chwile zawoże Perełke- dziękuje za kciuki i dobre myśłi, trzymajcie nadal. A wczoraj po 22giej, miałam niespodzianke bardzo nie miłą, Pani od Fado skontaktowała się ze mną, że muszą natychmiast psa odwieśc, bo (!!!) syn dwukrotnie chciał go pogłaskac a on zawarczał i teraz syn się boi. Oczywiście sytuacja była standardowa- pies póżnym wieczorem leży w swoim legowisku, zapewne chce mieć cisze, spokój i zasnąć...ale nie- syn akurat chce głaskać. Jak raz pies zawarknął to nic przeciez, można za chwile zrobić drugie podejście...z tym samym skutkiem, więc pies nie nadaje się do dzieci i trzeba go oddać. Taki w skrócie tok myślowy. Więc Fado wraca...
-
Mogł go wypuścić kazdy.... Plac na weekendy powinien być zamknięty ale niestety Pan pracownik jest alkoholikiem i bardzo często zapomina... Trudno mi posadzac kogokolwiek. Wiem tylko że w rodzinie tej zmarłej Pani są osoby które miały do nas ogromne pretensje za to że na facebooku ludzie pisali niemiłe komentarze o ich rodzinie, że nikt sie psem nie zajął... Tak.. To że nie ma w okolicy jest bardzo dziwne. Jednak przez lata mógł tutaj mieć więcej niż jedno schronienie u tej zmarłej Pani. On był takim psem wolnozyjacym.... Przykro mi że tak się stało. Jest niestety też jakiś ułamek możliwości że to jednak ja nie zamknęłam kojca, do tego Geniu nie domknal bramy... I wystarczy. Cholerny czas....
-
dziękuje za dobre słowo....faktycznie bardzo się denerwuje i od kilku dni standardowo boli mnie potwornie żołądek....:( Pikuś niestety zaginął. W niedziele odkryłyśmy że jego kojec jest pusty...został wypuszczony, albo (niestety) przez moga pomyłkę i nie domknięcie kojca (ale to jest praktycznie niemożłiwe, bo zawsze 3 razy przed odjazdem sprawdzam) albo ktoś z rodziny świadomie go wypuścił...w niedziele zastałyśmy poza pustym kojcem Pikusia dziwnie uchyloną brame główną i równo ułożone kłódki z kojca Pikusia (to tez do mnie zupełnie nie podobne, nigdy się tak nie zachowuje). Pikuś zna doskonale okolice naszego przytuliska, bo tutaj chodził, mieszkał bardzo blisko...mimo to nikt go nie widział...nie mam pojęcia co się mogło stać. Pewnie spytacie dlaczego nie zamykamy kojców na kłódki tzn nie zatrzaskujemy kłódek...a no...zakładamy je tylko prowizorycznie bo kiedyś bardzo blisko kojców by pożar, od tego czasu zadecydowałyśmy nie zamykać by w razie pożaru lub innego kataklizmu ktoś mógł chociaż uwolnić psy nim dojedziemy.....
-
Akurat ta Pani z Wrocławia zna polskie słowo "Jaśmin" :)))) on na koty póki co zbytnio nie reaguje ale też z powodu tego bo skupia się głównie na jedzeniu... Nie mam pojęcia jak byłoby w domu. Na pewno dom bez kotów byłby bezpieczniejszy ale też jeśli Pani na żywo okaże się rozsądna i warta zachodu no i zaiskrzy między nimi, to warto będzie dać szansę. Chociaż nie wiadomo czy ta Pani w ogóle przyjedzie....
-
ok ok :) opłacam Tolu, ale z kastracją musze poczekać min 2 tygodnie po szczepieniu ;) Powiem szczerze, że byłabym szczęsliwa gdyby na zbiórce był nadmiar kasy i pomogła ona jeszcze komuś....Dużo bardziej się martwie tym, ze Jaśminek się zasiedzi, zbiórka sie skończy a deklaracji stałych nie ma.... Także- trzymajmy kciuki za dom przede wszystkim.