-
Posts
23493 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
42
Everything posted by kiyoshi
-
Patmol, Ty chyba jesteś psychologiem. Jak przeczytalam Twój post to jakby mnie olśniło. Na pewno o to chodzi. One nie ufają mi, a ja niestety tez nie ufam w pełni im. Tak- przypomniałam sobie nawet rozmowe o tym, że psy w mieście nie mają dobrze, na wsi to są w gospodarstwach dożywotnio, nikt psa nie wyrzuca. To fakt. Zresztą- zwykle psy z miasta sa porzucane z piskiem opon na wsiach:( i stad potem takie pojęcie....dziwi mnie tylko, że ludzie tak potrafią przywyknąć do widoku psa wiszącego lata na łańcuchu...no ale nic...Myśle, że na razie te psiaczki mają tam może faktycznie lepiej niż u mnie w kojcu. Postaram się jakoś załatwić odrobaczenie i szczepienie a potem po prostu będą potrzebne domy tymczasowe jak już przestaną pić mleko, żeby je migiem pozabierać. Sunia najwyżej zostanie chwilowo na pocieszeni...Bo nie wiem jak inaczej. Nie będziemy wyrywać sobie piesków z rąk jak dzieci zabawek w piaskownicy. Mam za dużo zmartwień, nie chce jeszcze mieć wroga w pracy, bo przecież kradzież psów odbije się jakimś echem...:( Ty Poker tez masz dużo racji...nie potrzebnie "skarżyłam" córce na matke...człowiek się całe życie uczy :( i niestety na błędach
-
Edit: nie mogłam wstawić postu Trochę pooddychalam i już lepiej Nie sądzę by Panie mia ly namiar na dogo, obie nie są zbyt internetowe a ja też wątku nikomu nie podsylalam Myślę co robić. Na razie na pewno nikt nikomu psiakow nie odda-są za małe, więc jest czas. Myślę że zrezygnuje z rozmów z Gosią na tematy psów bo za dużo mnie to nerwów kosztuje. A do Pani Ani zadzwonię na dniach Dzięki za wsparcie Wszystko byłoby ok i możliwe, gdyby nie fakt ze razem pracujemy :(((
-
Nie wiem już co mam robic Gosia po weekendzie u mamy obrazona na mnie. Chwilę rozmawiałyśmy i widzę że już przekabacona i psów mi nie oddadzą bo gdzie ja chcę je zabrać? Tak siedzą w tym domku letniskowym i nikt się do nich nie zbliża bo suka może stracić pokarm Co ja mam teraz zrobić? Dlaczego CAŁE ZYCIE Z WARIATAMI?
-
Pani od Sally dzwoniła do Kasi zapytać o sunie Przyznaje że bardzo mnie to jakoś tak wzruszyło. Zwykle ludzie oddając psa już nie interesują się jego losem a tutaj faktycznie jest ta więź i ta troska. Szkoda że nie udało się jakoś ogarnąć syna Sali za to faktycznie jest w stresie gdy widzi młodszego syna Kasi w jakiejś energicznej zabawie. Kasia mówiła że kuli się wtedy w legowiska i nerwowo obserwuje Nie ma szans by poszła znowu do domu z małymi dziecmi
-
Wczoraj Gosia napisała mi że widziała chwilę maluchy, wszystko z nimi ok cały czas śpią i jedza. Może w poniedziałek powie mi coś wiecej Ja oczywiście cały czas myślę jak to wszystko się ulozy. Mój mąż też powiedział mi że trzeba było od razu rodzinkę zabierać z nami jak mieliśmy ja w aucie Czemu człowiek jest zawsze mądry po fakcie?
-
Bogusiu- ja wystawiając psy na ten wątek mam potwornie duzo pracy bo każde zdjęcie muszę ściągnąć z fb potem wstawić na zapodaj potem każdy link skopiować tutaj Myślę że zajmuje to dwa razy więcej czasu niż normalnie Dlatego też bardzo proszę o słabnie wiadomości do moderatorow
-
Gabrysia trzymaj się kochana Caly czas podczytuje wątek. Jest mi bardzo przykro z powodu psiaczka. Pewnie nowotwór nie powstał teraz w wyniku podania specyfiku ale podobnie jak Ty mam jakieś przeczucie że wetka podjęła nie do końca przemyślana decyzję wprowadzając ten "lek" Trzeba by skonsultować to z innymi weta nawet po to żeby już omijać ta Pania szerokim lukiem Siebie Gabrysia nie możesz wynic. To wet jest specjalistą i wierzymy że ma kompetencje by decydować o leczeniu Mam nadzieję że Gacus stanie na lapki Trzymam za to mocno kciuki
-
Dziękuję z całego serca! Dziś u nas było - 5 stopni to pewnie w tych lasach gdzie sunia doszło do - 7 spokojnie. Mam nadzieje ze w tym domku u Pani Ani maja cieplej chociaż i tak o 1szej obudziłam się myśląc i już nie mogłam zasnąć. Jutro będę czekać na wiadomość od Gosi a w niedziele sama zadzwonie Oby tylko tylko były zdrowe te malce
-
Biedna sunia. Zajrzałam i widzę że sytuacja podobna jak u mnie w Wielkopolsce chociaż to drugi koniec kraju- mentalność ta sama Nie zalamuj się. Będąc na tej wsi wypytuj ludzi podając się za osobę z organizacji. Jestem pewna że ludzie wiedza, interesują się i ktoś ją pewnie dokarmia tylko się nie ujawni tak łatwo. Oby udało się ją złapać, oby nie urodziła gdzie w norze jak ta moja Tolu może warto zrobić zbiórkę na jakiś awaryjny kojec. Czasem to może uratować psie życie gdy pilnie trzeba dzialac Teraz ja trzymam kciuki za Twoja misję i prosze- daj znac
-
Odnowiłam olxy Sali, na razie bez wyróznień. Poprosiłam by Kasia kilka dni ja na spokojnie poobserwowała, czy ma jakiś uraz do dzieci, czy może trzeba będzie jednak coś zmienić w ogłoszeniach. Na konto suni wpłynęlo 50 zł od Kasi z fb. (deklaracja stała), zostawie ja tutaj i rozlicze, myśle że Kasia jak najbardziej się zgodzi
-
widać że dom z najwyższej półki...powodzenia suniu :)
-
Własnie Kasia zadzowniła że Sali jest juz u niej. Pani przyjechała ze znajomym, przywiozła wypis syna ze szpitala, faktycznie było szycie wargi. Jednak i Pani i znajomy zgodnie powiedzieli, że wiedzą, że to wina syna, który zignorował warczenie ostrzegawcze suni i podbiegł do niej z całym impetem...Kasia by to musiała opisać. W każdym razie syn podobno ma istne ADHD i po prostu jest nie do upilnowania :( Ale Kasia mówiła, że Sali wygląda bardzo dobrze i widać, że się bardzo mocno zzyła z tymi ludźmi i chciała z nimi iść...:( Pani dała całe wyposażenie, karme...eh...szkoda gadać
-
tak to też mniej więcej widze Poker. Ale jeszcze będe potrzebować jednej (zdalnej) osoby do zadania specjalnego w piątek prawdopodobnie... Ja dzis nie dzwoniłam do Pani Ani, ze względu na jej nieprzyjemną rozmowe z Gosią rano... jutro tez nie zadzwonie, w wekend Gosia tam będzie to da mi znac co i jak....
-
Dziewczyny a ja Wam powiem że się ciesze że Sally wraca. Jakoś miałam wątpliwości po adopcji, może nawet podświadomie czekałam na ten dzien Dzieci niby mega obyte z psami sąsiadów miały być. Co do ugryzienia to raczej nigdy się nie dowiemy prawdy- Pan był dziwnie spokojny gdy opowiadal. Jakby moje dziecko ugryzł pies jednak miałabym nerwy a on właściwie taki podał powód ale jedynie chodziło o oddanie psa Mój błąd że ja tam dalam
-
Tzn mąż teraz był przez chwilę bezrobotny z powodu redukcji etatów w firmie Więc uprosilam zbudowanie 2 super ciepłych bud i przerobienie trzeciej. Zrobił też fajne takie kotary z palet na kojce żeby je rozdzielić (dużo psów się nie lubi z sąsiadem obok). W tym tygodniu też jeszcze był w domu więc zgodził się pomóc z małymi ale teraz od poniedziałku wraca do roboty więc koniec z wolontariatem :)) Akurat ten wolny kojec jest o tyle fajny że ma całe 6 metrów kwadratowych, nowa ocieploną budę dla średniego psa, kotary i jest położony w innej części placu niż całe przytulisko. Ale jak wieje czy zacina deszcz no to tam jest najgorzej. Będę musiała to wszystko jakoś poprawic. Gorzej ze one będą sporo czasu same tam. A ja też będę musiała częściej jeździć. Ale może za te 4 tygodnie już się znajdą domy tymczasy nawet po 2 psiaki? Byle teraz póki są z mamą były razem No właśnie tak by trzeba zrobić
-
Tzn one jeszcze nawet nie jedzą same więc chyba tak szalona nie bedzie Ja teraz wyjeżdżam na 3 dni i naprawdę nie chcę mówić mamie po raz n-ty w ostatniej chwili że nie dotrę. Gosia się za to poklocila z mamą przeze mnie o te domy. Eh :( Nie wiem tego. Ja zawsze podsyłam jak ktoś prosi ale mam po opieka pewnie jedna setna psów z tego co JUDYTA