Historia Aresa jest troszkę inna,nie mieszkał w lasku miejskim tylko w lasku na ul.Sikorskiego z matka i rodzenstwem w wykopanej norze,mój syn bez względu na pogodę przez parę tygodni woził rowerem im wodę i jedzenie,pracownik schroniska pan Jarek chcąc złapac którego pieska wybrał sie ze swoim psem i złapał tylko Aresa,co sie stało z matką i resztą rodzeństwa nie wiadomo(jeden piesek został na pewno przejechany)Ares na parę tygodni trafił do pani Iwony założycieli schroniska ,człowieka o wielkim serce i oddanym bez reszty zwierzętom i potem trafił do schroniska gdzie ze względu na chorobe stawów nie został oddany do adopcji.