-
Posts
2984 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Soko
-
[IMG]http://img849.imageshack.us/img849/5601/dscf2872i.jpg[/IMG] [IMG]http://img546.imageshack.us/img546/1800/dscf2878.jpg[/IMG] [IMG]http://img707.imageshack.us/img707/4584/dscf2885u.jpg[/IMG] Po kąpielach: [IMG]http://img854.imageshack.us/img854/6208/dscf2904h.jpg[/IMG] [IMG]http://img59.imageshack.us/img59/714/dscf2906q.jpg[/IMG]
-
[IMG]http://img94.imageshack.us/img94/8998/dscf2851v.jpg[/IMG] Ukochane: [IMG]http://img834.imageshack.us/img834/4716/dscf2852o.jpg[/IMG] [IMG]http://img9.imageshack.us/img9/1524/dscf2854f.jpg[/IMG] [IMG]http://img571.imageshack.us/img571/7197/dscf2862.jpg[/IMG] I filmik z drugiego dnia: [video=youtube;8I2wPUjNfzw]http://www.youtube.com/watch?v=8I2wPUjNfzw[/video] Nie ma co komentować naszego miniagility, ale w następnych dniach szło nam już lepiej :D
-
Będzie na pewno coraz lepiej. :) Nowe zdjęcia z Wrocławia: Śpimy :) [IMG]http://img571.imageshack.us/img571/1900/dscf2829d.jpg[/IMG] Park: [IMG]http://img545.imageshack.us/img545/9448/dscf2843h.jpg[/IMG] [IMG]http://img228.imageshack.us/img228/2169/dscf2845u.jpg[/IMG] Pływanie: [IMG]http://img43.imageshack.us/img43/5526/dscf2846m.jpg[/IMG] [IMG]http://img94.imageshack.us/img94/1262/dscf2850g.jpg[/IMG]
-
Wiem, napisałam to wcześniej, że była nami przerażona i miała z nami przes*ane, całą winę biorę na siebie i mamę... odkręcamy to, idzie powoli, ale coraz lepiej. Nikt z nas nie rozumiał, co robimy źle, do momentu trafienia na stronę Wesołej Łapki. Byłyśmy przekonane, że nasze metody są słuszne, tylko z nią jest coś nie tak. Całe szczeście, że się teraz wszystko odkręca i z dnia na dzień jest lepiej - powiem szczerze, czasami dziwię się, ze ejst aż tak dobrze, mam wrażenie, że lepiej już być nie może, a okazuje się, że jednak tak :)
-
Za to ja wyjechałam z Happy do Wrocławia - ii... już drugiego dnia przyczepił się do nas kundelek, właściciela nie widać, ciągnął się za nami przez cały spacer, a ja podziwiałam moją, że nic mu nie zrobiła... wrednie podchodził od tyłu, nie odczepiał się, tylko czasami na niego szczeknęła, ale i tak dziwię się, ze tylko tyle i że mogłam ją odwołać... myślę, że "kolega" się akurat zgubił, bo przelazł z nami przez cały park, w końcu został pogoniony porządnie i już dalej nie poszedł, ale zrezygnował dosłownie przy samym wyjściu z parku. Happy rok temu by go pewnie zagryzła, więc i tak miał szczęście, że nic mu nie zrobiła i była na smyczy. Piesek zadbany, obróżka śliczna, ale nie dało się nawet sprawdzić, czy jest tam nr tel, bo uciekał jak się tylko zwróciło w jego stronę - wiedział, że coś robi nie tak i trzeba wiać, więc myślę, że źle w domu nie mial, ale nieodpowiedzialnych włascicieli owszem..
-
Jakbym widziała swoją Happy przemoczoną i szczęśliwą :D woda.. dla spanielków to całe życie chyba ;)
-
Ja teraz uważam tak samo, ale wcześniej mama i ja wyczytywałyśmy pojedyncze zdania bez uzasadnienia i je stosowałyśmy. Raczej jej nie uderzyłyśmy, czasami się zdarzyło, ale jako baby nie miałyśmy takiej pary więc po kilku ugryzieniach tego zaprzestałyśmy, ale np. ignorowalyśmy jej sygnaly uspokajające, trzymałyśmy ją za przednie łapki i unosiłyśmy do góry i ona chciała je wyrwać - ale kogo to obchodzilo, z psem ciotki się pogryzly, bo zanim doszło do bójki, to myślałyśmy, że się po prostu bawią, marnowałyśmy komendy, ona generalnie ma już wrodzoną jakąś chorobę psychiczną, co tylko pogłębiałyśmy, zawsze odbierałyśmy na siłę zabawki, przewalałyśmy na brzuch (bo suka tak robi jak karze szczeniaki - tyle że Happy już nie była szczeniaczkiem), często ją straszyłyśmy nieświadomie różnymi przedmiotami, a że nie bawiłyśmy się z nią szczgólnie delikatnie to potem bała się dotyku, bała się właśnie szczotki, mycia zębów (Teraz robi to sama :P), kagańca, szelek, nic jej się pozytywnie nie kojarzyło, stala się agresywna w stosunku do psów i innych osób i jeśli są jakies psy szczególnie natrętne, to sie rzuci, szczególnie na duże - chyba, ze odejdą, to ona pierwsza nigdy już nie atakuje... wyciągalyśmy ją na siłę z jej "bud" (pod fotelem, stołem, łóżkiem), generalnie w żaden sposób nie próbowałyśmy jej zrozumieć. Potem trafilyśmy na pozytywne szkolenie i tak jakoś się zaczeło. Stracilyśmy 3 lata i dalej są problemy z przeszlością, ale jest coraz lepiej, bo np. wiele osob nieświadomie przyłacza sie do tej metody (dziadek wysyła jej sygnały uspokajające, dla zabawy, ale Happy to tak odbiera), a nie jest tez skazana na kontakt z nielubianymi psami czy ludzmi, bo mieszkamy na tyle duzym terenie, ze nie ma problemu by się wyminac, a nawet obserwowac z jakiejs odleglosci i jesć nagrodki. Była w takim stanie, że rzucała się na nas w kagańcu i prawdopodobnie by nas zagryzla gdy widziala szczotkę. Teraz przywróciłyśmy warczenie, spięcie ciała, już nie ma tego, że rzuca się bez ostrzeżenia. Kiedyś nie mozna bylo się ruszyć, a nawet specjalnie podchodziła z piłką pod nasze nogi, byleby na nas szzekac i każde drgnięcie - to ugryzienie, a pod stołem od pasa w dół trzeba bylo być posągiem. Niestety nie doszłyśmy do etapu lubienia obcych, toleruje ich, o ile nie chcą zbyt wiele, np. stanie metr od niej dlużej niż minutę to już zaczyna warczeć. No, ale jest cudownie, jako że, jak pisałam, nie jesteśmy zmuszone do kontaktu z innymi, to w sumie Happy na tyle się uspokoila, że jej życie uległo znacznej poprawie. I cieszę się, bo kiedyś jej nie cierpiałam za to, że nic nie można było z nią zrobić (dziecięce zniechęcenie), a teraz spędzam z nią 24/7, bo stała się pozytywna i chętna do wszystkiego, co się jej proponuje :D
-
[quote name='Molowe']po pierwsze jeśli masz wątpliwości co do tego czy te włosy jej przeszkadzają to wyobraź sobie sytuacje w której po miedzy palcami u stóp miałabyś tone kłaków wątpie czy jest to przyjemne i ile różnych śmieci igiełek małych gałązek i listków jej się wczepia pomiędzy poduszki Ty nie jesteś w stanie tego nawet zobaczyć ponieważ ma za dużo sierści:( A co do wychowywania metodami dominacji to nigdy nie słyszałam nic takiego co mogłoby zniszczyć tak psychikę psa z tego co ja wiem jest to np. że Ty jesz posiłek przed psem jak Ty skończysz dopiero wtedy dostaje jedzenie pies. Pies przepuszcza Cie w drzwiach , bawisz się z psem kiedy ty masz na to ochotę a nie kiedy pies przynosi ci zabawkę lub zaczyna piszczeć czy szczekać bo mu się nudzi itp. Oczywiście szkolenie pozytywne oparte na dobrych relacjach z psem jest chyba najlepsze ale bez przesady żeby dominacja nad psem miała go zastraszyć chyba że Ty pod słowem dominacja rozumiesz wychowywanie poprzez bicie,krzyczenie i robienie wszystkiego na siłe jeśli tak to sorry ale chyba nie mam o czym gadać..... bo z tego co piszesz to Wasz pies Was się po prostu boi A i jeszcze jedno rozumiem że trafił Wam się trudny pies ale ten pomysł aby ją uśpić bo sobie z Nią nie radzicie był beznadziejny dobrze że tego nie zrobiliście i wreszcie wzięliście się za prace z psem (szkoda że dopiero po 5 lata no ale )[/QUOTE] Najpierw chciałabym, żebyś czytała ze zrozumieniem... Po prostu kupiłyśmy pieska, bo fajny, slodki, bo coś tam, tylko że to nie był pies na którym sprawdzały się typowe metody, a my sobie wymyśliłyśmy, że będziemy miały wytresowanego grzecznego pieska... Happy umiała wszystko, np. do mnie, ale przestała przychodzić gdy kończyło się to odebraniem zabawki, wyczytałyśmy, że zabawka zawsze musi wracać do właściciela, więc rozwierałyśmy jej szczękę na siłę, ona zaczęla gryźć, tarmosiłyśmy ją po brzuchu jak się wywalała na plecy, to i to przestała robić... I z tego co piszę wynika, że pies był nami przerażony, ale w tym momencie ufa nam bezgranicznie i pozwala nam działać w wielu sytuacjach niedawno krytycznych - spotkanie obcego psa (czeka, aż go odgonię, idzie za mnie się zasłonić), człowieka, mogę ją odwołać w każdej sytuacji i mam 100% skupienia na sobie... więc proszę, nie czytaj między wierszami A za pracę z psem wziełyśmy się po 3 latach, co też wynika z tego co napisałam - więc nie wprowadzaj innych w błąd proszę ;) Co do włosów w miarę możliwości ją czeszemy i wszystkie kołtuny jej wycinamy. Ale przy żadnym miejscu nie wolno "grzebać" dłużej niż kilka sekund, bo zaczyna się stresować. Jak poradzi sobie z tą sytuacją u siebie w domu i ze znanymi osobami, wtedy można pomyśleć o fryzjerze. Oczywiście, można chodzić do fryzjera i go z nią oswajać (o ile, jak pisałam, jest czynny), inna sprawa że sama podroż samochodem trwa godzinę lub ponad i Happy jest już tak wymęczona i nerwowa, że na pewno nie na jej psychikę byłoby jeszcze dawanie się dotykać obcej osobie. Łapy są szczególnie wrażliwe, komenda "łapka" tez nie może trwać zbyt długo. Znam swojego psa i tak samo dwóch treserów i wierzcie mi, dolecali nam srodki uspokajające, różne sposoby szkolenia, kontaktu, zabiegi, ale nic o strzyżeniu nie wspominali. A Happy nigdy nie ukrywa, gdy coś jest nie tak i boli i jest źle - stawia wtedy całe osiedle na nogi. Myśle, że Happy trzeba po prostu zobaczyć na żywo, bo nawet patrzylam na jej łapy tak długo ile mi pozwoliła, ale między opuszkami ma pojedyncze włoski, większość jest na wierzchu łapy. No i są szczególnie puszyste po kąpielach ;) Oczywiście doceniam Wasze rady, ale znam tez psychikę swojego psa i zdania nie zmienię w tej kwestii, że Happy nie jest gotowa. Jest w trakcie stosowania Kalm Aid i niech preparat zrobi swoje, zanim rzucimy ją na głeboką wodę. Czesanie to jak cwiczenie komend - zaczyna się i opanowuje wpierw do perfekcji w domu.
-
Nie jest to coś, czym warto się chwalić, ale pierwsze 3 lata Happy miała z nami przes*ane, bo tak naprawdę było blisko do uśpienia, gdyby nie nagłe objawienie się Gałuszki, kikopup na YT i metod pozytywnych. W tym momencie nowe rzeczy są super, fajne, ale to, co wcześniej robilyśmy na siłę - czesanie, odbieranie zabawek za wszelką cenę czy nawet głaskanie i tulenie jak pluszaka i nerwowe zabawy, metody fe, be, i me teraz trzeba robić krok po kroczku i dopiero niedawno skończyłyśmy etap, że pokazujemy jej szczotkę, a ona nie warczy. Teraz można ją uczesać, ale dotykania łapek też się boi, chociaż jest lepiej. Fryzjer odpada bo 2 lata pracy by się zmarnowały przez jej nerwy, nie ciepri jak ktoś ją dotyka, musiałybyśmy znaleźć fajnego fryzjera, chodzić do niego przez rok i się z nim zapoznawać, by potem w ogóle mógł ją pogłaskać - nawet ja nie zawsze mogę to zrobić, a czesanie przez obcego to kolejne pół roku oswajania, np. mama może ją już czesać bez problemu, a ja nie jestem wg Happy osobą od zabiegów pielęgnacyjnych i nawet mi na tyle nie ufa, co dopiero obcej osobie. A niestety Toruń to dziura i jest tylko jeden fryzjer, zastanawiam się, czy w ogóle czynny.. Happy dopiero od kwietnia może uchodzić za normalnego psa, ale tylko dla mijających ją ludzi - niestety ma trochę skrzywioną psychikę przez nasze "mega fajne metody dominacji" i teraz ostro pracujemy, by było dobrze. Jak widać po zdjęciach, są sukcesy :) Co do włosków, to naprawdę nie wiem czy jej to istotnie tak przeszkadza, wszyscy trenerzy jacy znają nas na żywo nie zwracają na to uwagi, ale skoro tak mówicie, to tego nie oleję, w końcu Happy jest najważniejsza :) jak będę mogła to gdzieś sprawdzić, zapytać czy coś z tym zrobić, to na pewno tutaj o tym wspomnę. Aaa i dodam że Happy była kupiona bez zastanowienia, z pseudo, ot tak, jak to robi niestety większość ludzi. Z drugiej strony cieszę się, że tak się stało, bo gdyby trafił do nas spokojny, cierpliwy piesek, to pewnie nigdy w moim domu nie byłoby tyle frajdy z zabaw, agility czy sztuczek, bo komu by przyszło u mnie do glowy, że pies może zrobić coś więcej niz siad i do mnie? Pozytywne wzmocnienie, co to za bzdury? Gdyby nie ona, pewnie dalej nie wiedziałabym nic o psach. A jeśli jej rodzeństwo jest identyczne, to pewnie szwenda się po ulicach albo jest za TM po uśpieniu, chyba, że trafiło na treserów albo na równie wytrwałych i upartych ludzi jak moja mama (ona zaczęła szkolić Happy pozytywnie - ja dopiero od niedawna uwierzyłam w słuszność tej metody).
-
Nagraj odgłos burzy na dyktafon, telefon, cokolwiek, puszczaj to w różnych pomieszczeniach, zawsze ze smakołykiem i zawsze jak najciszej, stopniowo głośniej. Może tak?
-
Mam takie pytanie, bardzo poważne Oddasz mi te wszystkie psy? :P
-
Aussie to moja wymarzona rasa :) mały kolega/koleżanka dla Happy są już w planach, korci żeby kupić już teraz, ale pewnie najprędzej za jakieś 3 lata :) piękne stworzenie, jak każde tej rasy :D
-
Z wyjazdu do Wrocławia - jutro wracamy do domku :) Postój na stacji benzynowej i straaszny byk: [IMG]http://img263.imageshack.us/img263/7201/dscf2790a.jpg[/IMG] Śpioch: [IMG]http://img709.imageshack.us/img709/1677/dscf2794q.jpg[/IMG] Postój w lasku i nasze miniagility :D [IMG]http://img818.imageshack.us/img818/2691/dscf2800q.jpg[/IMG] Pierwszy wieczór: [IMG]http://img88.imageshack.us/img88/5616/dscf2811.jpg[/IMG] Następnego dnia w parku z mamą :) [IMG]http://img709.imageshack.us/img709/9800/dscf2828g.jpg[/IMG] Żałuję, że imageshack tak wolno ładuje zdjęcia i nie mam jeszcze skleconych filmików :) Ale obiecuję, że wstawię, na dowód dobrej zabawy i tricków w wodzie - najlepsza część wyjazdu :D Misia, sama nie mam przekonania... tak kocham te jej włoski i szalone fryzury domowej roboty :D
-
A ja mam takie pytanie, o jakim obozie z Molly i Scoobym mowicie? Bo moze ja z Happy tez bym sie tam wybrala :D Cudny pyszczek :)
-
Ale wy wyglądacie... Podobają mi się włoski Megi, my w porównaniu do was łyse jesteśmy :D klata - full wypas!
-
jest u mnie miesiąc a poprawa ledwie widoczna -pomocy
Soko replied to sonia1974's topic in Strachliwość
Kalm Aid nawet nie jest lekiem na receptę, a baardzo pomaga ;) pomaga własnie w syntezie serotoniny. -
Ty$ka, ja byłam niedawno z moją Happy, tam pełno psów było, a problemów 0, no tyle że trzeba było się pilnować. Happy raz postanowiła nawet się załatwić na srodku plaży ale nikt się nie czepiał, a że sprzątamy po niej to nie było afery ;) Jaki Don Vito jest piękny! No po prostu coś nieprawdopodobnego. Kliknęłam tutaj przypadkiem i zawsze mi się serce kraje jak widzę takie szczęśliwe maluchy że nie zapewniłam Happy od początku takiego wychowania, tylko w momencie, gdy już wszyscy spisywali ją na straty.. lepiej późno niż wcale, ale okropnie się cieszę, że nie wszyscy właściciele to takie tępaki i potrafią się zająć szczeniaczkiem od razu. Wyrosnie na pięknego gentelmana.. :D Zapraszamy też do galerii Happy :) PS. my za rok także planujemy powtórkę z morza - może razem? Towarzystwo byłoby mile widziane :)
-
No tak, ale każde ćwiczenie należy przecież zaczynać w domu, a nie rzucać psa w największe rozproszenia i wołać do mnie. Najpierw niech padnie komenda, potem otwarte drzwi i smakołyk nie z lodówki i po pewnym czasie pies skojarzy, że gdy słyszy wołanie, tzn. coś pysznego i ominie etap dźwięku otwierania lodówki. Możesz go też nagrać i odtwarzać np. w salonie, pokoju :)
-
No a nie możesz wołać np. "Do mnie", czy co to tam wołasz, otwierając lodówkę, skoro wtedy przybiega? I coś jej dać ;)
-
Więc komendy nie są opanowane perfekcyjnie ;)
-
Czytałam kiedyś o takim sposobie.. jeśli dziecko koniecznie chce się kontaktować z psem, niech zrobi to bez dotyku ;) może to być np. wysoki kojec, a dziecko wyrzuca przez niego jakieś zabawki, smakołyki. Musi być na tyle wysoki, że gdy dziecko wstanie, to nie wyjdzie, a pies nie wskoczy - więc najlepiej, gdyby odbywało się to pod czyjąś kontrolą no i żeby i dziecko i pies widziały się nawzajem. Może frajdę sprawia dzieciakowi trącanie pieska, ale w momencie kiedy i pies zacznie się cieszyć, powinno się to może spodobać obu?
-
Drugie zdjęcie powalające :D
-
Akurat ja mieszkam na psiarskim osiedlu i mam taki komfort, że kilka psów wie, że ja/mama oznaczamy nagrodę, jeśli zrobi się siad ;) Luna się do nich nie zalicza, ale wyobraźcie sobie, że dwa psy w czasie cieczki Happy zaczęły się gryźć, pada komenda "siad" i trzy psiaki siedzą :D a właściciele są raczej ok, no tylko nie każdy zdaje sobie sprawę, że jeśli jego pies jest łagodny, to reszta też taka musi być.
-
Nagrodami. Trzymając je na smyczy, Ty jedną, inna osoba drugą, stopniowo zmniejszaj odległość między nimi. Gdy dojdzie do etapu, że będą mogły do siebie podejśc i się obwąchać, niech nie trwa to zbyt długo - odwołaj i daj nagrodę, powtórz to kilka razy.
-
We wtorek byłam w lesie z Happy. Problem z nią jest taki, że o ile ewentualnie przekona się do piesków jej wzrostu, to niestety, ale większe - panika. Akurat mi się rozszczekała i zaraz po tym, jak ucichła słyszę gdzieś z daleka "Luuna, Luuuuuuna!", myślę sobie - wspaniale, bo Luna jest akurat największym bydlęciem (nie, żeby obraźliwie) na osiedlu, jakie w życiu zresztą widziałam, a ma niecały rok. No ale na razie ni widu, ni słychu Luny, więc wycofujemy się do domu i nagle słyszę sapanie i jakieś ciężkie kroki. Happy już najeżona, szczeknęła ze dwa razy, ale całe szczęście że Luna to raczej taki misiek ;) więc wyszłam przed moją, ręka do przodu i mówię "stój". Wyczuła, że coś jest nie tak i zrezygnowała. Stanęła i pobiegła z powrotem do pani, której nawet nie zobaczyłam w pobliżu, czyli jakby Happy miała zostać zgnieciona to prawdopodobnie nikt by tego psa nie odwołał. Następnego dnia potwierdziła się moja teoria, że pies z właścicielem jest pewniejszy siebie. Wracamy z osiedlowego sklepiku z Happy i z lasu wylatuje na nas Luna (poprzedniego dnia byliśmy jej nie po drodze więc nie brnęła dalej, ale następnego dnia niestety tak), a za nią grupka ludzi. Happy już i tak była zdenerwowana - zawsze są okropne nerwy, jak wychodzę ze sklepu, z radości na wszystko szczeka i jak nie ma piłki, to gryzie smycz i jest ogólnie chaos - a tu nagle wychodzi jej "przyjaciółka". Tym razem niestety już ominęła moją mamę, która przed nią wyszła, bo więcej odwagi było z ludźmi, a Happy zaczęła się bronić. Tamta odskakiwała i raz wpadła na choinkę (potem śmiać mi się z tego chciało - śmiesznie to wyglądało :D), ale tak przy piątym ataku Happy zaczęła szczerzyć kły. Całe szczęście, właściciele ją złapali, w sumie to nie wiem co bym zrobiła gdyby zaczęły się gryźć. Ludzie byli raczej młodzi, śmiali się głupkowato jak mama się na nich wydarła, a ja uspokajałam Happy. Miałyśmy isć na dalszy spacer, ale dzięki spotkaniu z Luną miałyśmy cały dzień z głowy, jeśli chodzi o pozytywne zdarzenia, cały czas była nerwowa, wróciły nawyki sprzed kilku lat. Uważam, że to jest nieodpowiedzialność - faktycznie to głupio wygląda, jak piesek pięć razy mniejszy rzuca się na takiego wielkiego, ale nie ma się co stać i patrzeć i podśmiewać, jak właściciel pieska wrzeszczy, żeby wzięli swojego psa na smycz. A gdyby jechał samochód? Nie jest to ruchliwa ulica, ale Luny by szybko nie zawołali, a z samochodem to nawet ona szans by nie miała. Niestety, ale gdyby Luna była na smyczy, kwestią ułamka sekundy byłoby zwrócenie uwagi Happy na mnie, ale jak pies ją uparcie chce powąchać po tyłku, to niestety nie ma szans - nic nie mogę zrobić, bo gdybym chciała się stać bardziej interesująca dla Happy niż gryzienie, to Luna też by się zachwyciła i nic by to nie zmieniło. Czytałam bodajże coś J. Gałuszki - że gdy leci lub szczeka na Ciebie obcy pies, wyrzucasz garść nagród i on jest zajęty szukaniem parówek a nie Twoim psem. Problem w tym, że psy nieprzyzwyczajone do nagród, nie zauważają nawet, że spada obok nich kiełbasa ;) Na szczęście nie był to trwały uraz, bo dzisiejszy dzień jest w 100% wypełniony sukcesami :D