-
Posts
179 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Hanako
-
mili moi, zaleca się nie karmić trolla, bo może odgryźć łapki. jaganat, robisz na mnie niesamowite wrażenie, jesteś słońcem tego forum - twoje wypowiedzi raz po raz doprowadzają mnie do bólu przepony i kolki. ze śmiechu. przerobiliśmy już samobójcze psy rzucające się rozpaczliwie z trzeciego piętra, bigielki, chodofcuf i błędy ortograficzne tak hipnotyzujące, że każdy twój kolejny post powinien zostać opatrzony OGROMNYM czerwonym komunikatem: "uwaga, czytanie grozi zejściem śmiertelnym na zakwik". dziś przeszłaś samą siebie - oficjalnie rzecz ujmując, psy żrące kupy przegrały swe życie. czy tylko ja dostałam skrętu kiszek z rozbawienia? od tej pory każdemu napotkanemu psy wyczyniającemu rzeczy niegodne będę cierpliwie tłumaczyć, że przegrały swoje życie i są stulejarzami (swoją drogą, jak ty mi poszerzasz słownik!). nie, nadal nie mogę opanować chichotu. azaliż przegrały swoje życie i nie ma dla nich powrotu na łono społeczeństwa... kasiulkama - poziom chamstwa przy tak wyrafinowanym słowniku zwala z nóg, doprawdy. zainteresowanie tematem z waszej strony jakby spadło i zaczynam podejrzewać, że albo to była podpucha stulecia, albo faktycznie żwacze za bardzo śmierdzą dla waszych dystyngowanych organów węchowych, a dodatkowo mogłyby przypadkiem rozwiązać problem waszego psa, czego wszyscy bardzo byśmy nie chcieli - bo jak wiadomo, lepiej powtarzać otoczeniu, że to niezidentyfikowany defekt psychiki. tylko tak dalej.
-
nihil novi - toć wielu hodowców sprzedaje psy bez przyszłości wystawowej po niższej cenie. decyzja tutaj należy do hodowcy i zależy od indywidualnej umowy z klientem, słyszałam nawet o sprzedaży szczeniąt za naprawdę symboliczne kwoty, ale jak wiadomo odbija się to na zarobku, który ma pokryć koszty wyhodowania miotu. nie wszystkie hodowle przyjęły taki system sprzedaży, ale całkiem wiele. natomiast idea kastrowania kilkumiesięcznych zwierząt jest dla mnie oburzająca, ma wiele przeciwwskazań i nie znajduję dla niej celu. usunięcie narządów rozrodczych w tym wieku to niebezpieczne igranie z układem hormonalnym, którego prawidłowe funkcjonowanie jest konieczne do odpowiedniego rozwoju zwierza. nie można zastrzec konieczności kastracji/sterylizacji w umowie?
-
mój ser - a właściwie moja mozarella - zawsze staje się skrajnie bezczelna wobec osób prezentujących poziom -1, ale doprawdy, to nic w porównaniu z twoim pokornym podziękowaniem za cztery miesiące pomocy. przestać potakiwać mogłaś jakieś... dwieście postów temu. nie chciałaś. to forum nie jest od żalenia się i obgryzania paznokci, wcale nam nie przykro. życzę ci pomyślnych wiatrów z psem.
-
moja droga paulo, mam dla ciebie jedną radę podsumowującą: wiej. wiej, bo dobre ciotki z dogomanii za niedługo stracą cierpliwość i postanowią wybić ci wszystkie zęby, a ja będę im żywo kibicować. wiej, bo od czterech miesięcy prezentujesz bystrość wody w klozecie i chęć współpracy godną pustaka. wiej. nie chcesz pracować z psem - nie pracuj. szkoda tylko klawiatur na mądre rady. szkoda psiaków, które natkną się w swoim życiu na agresywnego spaniela. szkoda samego spaniela, który być może trafi kiedyś na agresywnego przeciwnika - niechże nim będzie pitbull czy amstaff - który przeszoruje twoim psem po wszystkich dostępnych powierzchniach i zatłucze w nim agresję. na śmierć. może wtedy zaczniesz szukać swojego mózgu, bo na razie zachowujesz się, jakbyś miała zamiast niego żółty ser. bardzo dziurawy. p.s. zamknąć wątek może co najwyżej moderatorstwo, tobie brak uprawnień.
-
i - yay! - stosujesz dokładnie ten sam trick, który wytknęła ci delph, czyli próbujesz uładzić nastroje zasłoną dymną z niezwykłych umiejętności twojego psa. twój pies zna nieprzebrane ilości sztuczek? fajnie. wyciągnęłaś go z opresji i oduczyłaś młodzieńczych nawyków (notabene wyglądających na całkiem typowe dla rezolutnego, nadaktywnego szczyla bez jasno określonych granic, a nie psa poważnie problemowego)? świetnie. ale dlaczego mówisz o tym zamiast o postępach w zwalczaniu agresji, skoro masowo zarzuca ci się porażkę na tym polu? forumowicze wniosek wyciągnęli jeden: ponieważ naprawdę poniosłaś porażkę i nie chcesz się do niej przyznać. teraz twój problem to agresja i żadne inne niewiarygodne sukcesy się nie liczą, nie zmieniają sytuacji ani na jotę, absolutnie nie interesują postronnych - ponieważ nie potrafisz opanować agresji u swojego psa. tak, to on jest agresywny, nie ty - ale to ty jesteś ta duża i sapiens i to na tobie leży odpowiedzialność za jego zachowanie. masz pomóc mu je zmienić, ewentualnie wyeliminować z jego otoczenia czynniki, które takie zachowania wywołują, ewentualnie stanąć na rzęsach, ale masz coś zrobić, ponieważ scooby to tylko pies i sam sobie nie pomoże. chwilowo przypominasz mi matki dzieci z adhd lub dysleksją, które godzinami potrafią opowiadać o tym, jak trudno z takim dzieckiem funkcjonować, jak trudno nad nim zapanować, jak trudno idzie mu nauka - ale żeby usiąść, poszukać pomocy, przepracować z nim porządnie pewne problemy, znaleźć nowe rozwiązania, stworzyć dogodne warunki - to nie! to by wymagało pracy. lepiej ponarzekać. nie moją rolą tutaj cię oceniać, nie mam dostarczającej ilości wiedzy. fakt faktem, że na miejscu nikogo z nas nie ma i nie wiemy, ale ty, prosząc ciągle o pomoc, wcale nie informujesz o wykonanej pracy, reakcjach psa, postępach. nie piszesz o spacerach, na których byliście, o tym, jak pies się zachowywał i co próbowałaś z tym zrobić, o tym, jak pies na twoje wysiłki reaguje. nie piszesz o próbach kontaktu z behawiorystami, o próbach darmowej, chociażby internetowej konsultacji. nie piszesz o niczym, a z każdym kolejnym postem bardziej się żalisz i równocześnie stajesz okoniem, próbując nerwowo się bronić. poświęcono ci pięć stron i cztery miesiące - jak na dogomaniaków, to naprawdę dużo. zainteresowanie kwestią jest ogromne, każdy próbuje dorzucić od siebie, co wie, a ty - nic. do tego okresowo dorzucasz wyrzuty, skargi i krytykę dobrodusznie podanych rad. cóż. jeśli nie powiesz sobie głośno, że nie jesteś dobrym przewodnikiem twojego psa, czego on najlepszym dowodem, nie uświadomisz sobie tego sama - nie masz nawet z czym zaczynać. jeśli uparcie nie będziesz chciała widzieć błędów, nie dasz sobie szansy ich naprawić. szkolenie, wychowywanie, tresura, praca z psem ma zmienić obie strony, doprowadzić je do kompromisu i więzi, kontaktu, komunikacji. jeśli ty nie będziesz chciała się nagiąć i zmienić dla swojego psa, na nic te pięć stron pomocy. twój pies nie zostanie przemieniony gromem z jasnego nieba, przykro nam, ale każdy tutaj ci to powie. tyle ode mnie. przemyśl. możesz się nie zgodzić, ale równie dobrze możesz zrobić rachunek sumienia i zrewidować swoją postawę, bo to od niej wszystko się zaczyna.
-
[quote name='czupi'] Zastanawiałem się nad seterem irlandzki tylko to troszke za duży psiak poneiwaz pies bedzie tez podróżował autem[/QUOTE] seter irlandzki jest psem zdecydowanie zbyt wrażliwym żeby zostawiać go na podwórku, silnie przywiązuje się do właściciela i potrzebuje stałego z nim kontaktu. spaniele też nie sprawdzą się w tych warunkach z podobnych powodów. rasy, za którymi się rozglądasz są atrakcyjne ze względu na swoje przyjazne usposobienie, ale to pociąga za sobą konieczność głębokiej relacji z człowiekiem, której nie jesteś w stanie zbudować zza szyby swojego domu ani nawet podczas wypadów nad wodę. poza tym, okrywa obydwu psów nie zapewnia odpowiedniej ochrony stawów zimą, co z miejsca dyskwalifikuje je jako kandydatów na podwórkowców. ja polecałabym psy stóżujące, które w takich warunkach czują się zazwyczaj dobrze - szczegóły jednak oddaję w ręce innych dogomaniaków, ponieważ to nie moja działka zainteresowań. mogę zapytać na koniec, co stanowi przeszkodę dla trzymania psa w domu? czy jest to alergia, brak akceptacji jednego z członków rodziny? oczywiście, nie musisz odpowiadać, ale niektóre problemy z pomocą dogomaniaków można rozwiązać (;
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
a więc powiadacie, że jeśli chodzi o flyball, sznaucer olbrzym nie przejdzie? <turla się z radości po podłodze> wyobraziłam sobie takie rozpędzone cielę, nie mogę... nie, ale tak na poważnie - czy ktoś jest w stanie orzec coś na temat aportu u sznaucerów? właściwie powinnam o to walczyć w innym dziale, ale skoro tu jestem, to zapytam, a nuż ktoś wie. o, i jak oceniacie szanse większych i cięższych psów na torze? właściwie nie do końca mam na myśli wyniki, raczej stawy, kręgosłup i to cudne odbijanie się na boksie. widzę wyżły, ale one lekusieńskie, prawda? z drugiej strony - skoro można zrobić zawodnika z labradora... <niecnie zaciera łapki> zafascynował mnie ostatnio flyball i jego zabójcza prędkość, ale chyba nie jestem w stanie zdradzić dla niego sznaucerów.
-
ciągle, ciągle, ciągle: to przepis zkwp. jakich psów ma dotyczyć?! egzekwowanie prawa w tym kraju to inna para kaloszy, temat na sto stron i ciężką walkę z systemem. ale kto powiedział, że mi na tym nie zależy? psy o wąskiej puli puli genetycznej to coś, co mnie boli - ale dlaczego insynuujesz, że mnie to nie obchodzi? (napisałam wyżej, że mnie obchodzi - co więcej, odniosłaś się do tej wypowiedzi, ale ten wątek pominęłaś i ponowiłaś zarzut powtórzyć.) dlaczego nie ruszam tamtego, dlaczego tam się nie pienię? bo teraz jestem tu, a to wątek o dogach argentyńskich. bo jestem młoda i nie wiem wszystkiego - informacją o rodezjanach kompletnie mnie zaskoczyłaś. ale to przecież nie znaczy, że to po mnie spływa, że nigdy nie będę tego próbowała zmienić - dlaczego kierujesz tak poważne zarzuty, nie wiedząc o mnie właściwie niczego? poruszam tematykę kopiowania, bo jest mi szczególnie bliska, bo pozwalam sobie myśleć, że mam na tyle wiedzy, że mogę się w tym temacie wypowiadać. sama nie przewodniczę inicjatywie, ale będę jej bronić, bo uważam, że jest słuszna. nie każę ci jednak uważać tak samo.
-
I. tak, to fakt - dlatego wszystkie kundle nasze są! ale i tak twierdzę, że wydumana idea człowieka, jaką jest rasa, jest mniej okaleczająca niż wydumana idea człowieka, jaką jest kopiowanie. takie dziwne, dziwne poglądy. ponawiam pytanie o pumę - skoro już tak po całości tradycyjnie psy hodujemy, to czemu by nie wrzucić je w takie warunki, do jakich zostały stworzone? i przepraszam za posądzenie cię o bycie hodowcą, choć nie sądzę, by cokolwiek to zmieniało w temacie. II. ale na razie argentyński nie jest uznany za psa myśliwskiego - a i tak jest cięty. to nieco zmienia postać rzeczy. poza tym mamy niezłą frakcję dzikarzy w tym kraju i jakoś przetrwały z tymi uszami, bidule... co do dresiarza - a co on ma wspólnego z zkwp? ano - nic. prawo polskie jest nieprzestrzegane przez społeczeństwo, ale dlaczego ciepłym moczem miałoby je olewać poważne stowarzyszenie hodowców, jakim jest zkwp? mieszamy, mieszamy, mieszamy. a może kiedy hodowle zaczną wypuszczać uszaste asty, i do części dresów dotrze, że to nie są gorszej jakości asty, to nie obetną swoim uszu? a może, kiedy hodowle zaczną wypuszczać uszaste psy, to spora część właścicieli odpuści i nie pogalopuje do weterynarza, w związku z czym uda nam się ograniczyć to cięcie? to właściwie wieczne powtarzanie się, ale skoro przekaz nie dotarł za pierwszym razem: według ciebie od których warstw mamy zaczynać zmiany, jeśli nie od tych, które w kwestie psów są najbardziej zaangażowane?
-
nie powiedziałabym, że inna estetyka. absolutnie nie widzę podstaw do wysuwania takich argumentów. estetyka kopiowane/niekopiowane jest moim zdaniem absolutnie ponadrasowa. mam tendencje do łączenia tematu ogona i uszu kiedy pluję się na temat kopiowania, ale traktuję obydwa te narządy na równi. jak widzę, ty uważasz, że ucha stracić nie szkoda. niestety - takie zerwanie jakiejkolwiek właściwie dyskusji jest dla mnie drogą bez wyjścia. z jednej strony rozumiem, że nie chcesz kontynuować dyskusji, bo brak tu sensu przekonywania się nawzajem, z drugiej - jest mi przykro, że moja próba jakiejkolwiek polemiki została zignorowana. widzę jednak, że nasze poglądy nie spotykają się w żadnym punkcie - dla ciebie okaleczanie (którego nie nazywam znęcaniem się, nie jestem też zielona, jak sugerujesz w swoich wcześniejszych postach i właściwie cała akcja nie zasługuje moim zdaniem na taką pogardę) jest istotne ze względu na tradycję rasy, która jest jakąś wydumaną ideą człowieka i nie ma nic wspólnego z dobrem psa. tradycją tej rasy jest polowanie na pumy. napuściłabyś pumę na swojego psa? nie sądzę, żeby pies cierpiał emocjonalnie z tego względu, że nie nosi ucha tak jak jego praprzodek. ale sądzę, że zabieg nie zawsze może się udać, pies nie zawsze musi przeżyć - i wtedy już nie będzie szczęśliwy, tylko go po prostu nie będzie. absolutnie nie rozumiem części twojej wypowiedzi o prewencji i odpowiedzialności zbiorowej. prewencja? jaka prewencja? przecież ty już tniesz swoje psy, więc w tym wypadku to najzwyklejszy zakaz działania wbrew prawu. odpowiedzialność zbiorowa? za kogo ponosisz tę odpowiedzialność? czy nie uważasz, że skoro w polsce kopiowanie jest nielegalne od 1997 roku, to związek taki jak zkwp nie powinien wprowadzić w swoim regulaminie zmian, aby być w zgodzie z literą prawa? ponieważ kopiowanie w tym kraju jest nielegalne, spójrzmy prawdzie w oczy. jest też nieetyczne, kiedy jedynym względem jest przedumana estetyka psa. a że nikt tego nie egzekwuje - cóż, nie znaczy, że tak musi być na zawsze. EDIT: powiem ci szczerze, taka edycja twojego postu mnie nie ubawiła specjalnie. ale czy ja powiedziałam w którymkolwiek miejscu, że hodowanie wszystkich ras jest etyczne? sensowne? zdrowe? a skądże. uważam, że rasa, które ma ewidentne problemy z codziennym funkcjonowaniem ze względu na swoją rasowość, nie powinna być hodowana. na razie jednak mam za małą siłę przebicia w tym kraju, sorry (; widzisz - dla ciebie wymienione wyżej rasy są debilne, inbred jest debilny, a cięte uszy nie. i to jest w tym wszystkim najdziwniejsze.
-
odpowiedzieć pozwolę sobie ja - ot tak, bo czasami sobie pozwalam. jestem za zakazem kopiowania, ot co. przede wszystkim dlatego, że obcinanie zwierzęciu części ciała (no nie czarujmy się, ucho nie futro ni pazur, nie odrośnie) dla efektu wizualnego mnie nie przekonuje. nie, nie, jeszcze raz nie. kiedyś oczywiście taki wygląd psa miał swoje uzasadnienie - psy walczące i obronne w ten sposób unikały niebezpiecznych obrażeń, ale to już przecież wszyscy wiemy. pytanie dziś jest jedno: czyj dog argentyński na chwilę obecną walczy z pumami? ...no właśnie. a okaleczanie - tak, wycinanie części ciała nazywam okaleczaniem, czemu by nie - bez jakiegokolwiek merytorycznego argumentu jest etycznie, moralnie, jakkolwiek: złe. dla mnie argument o estetyce psa nie jest merytoryczny, traktuję to jako szczeniacką fanaberię i niestety, nic w tym względzie nie zdoła mnie przekonać. zastanawiam się czasami, czy dla zwolenników kopiowania zdanie: "ach, obciąłem mu część ciała, żeby ładniej wyglądał" jest równie przerażająco-groteskowe jak dla mnie. moim zdaniem uszy są potrzebne, ogony też, do machania chociażby i ja wolałabym, żeby psy miały je na swoich miejscach. nie martwicie się czasem, że psom zaczną obcinać łapy, coby tak daleko nie odbiegały od właściciela? nie przekonuje mnie też niestety w żadnym stopniu argument o chorobach uszu - spaniele mają, setery mają, tyle innych psów ma i jakoś z tym żyją. bierze się rasę z oklapłymi = bierze się za te oklapłe ślicznotki pełną odpowiedzialność. ze swojej strony mam też inny argument przeciwko, oparty niestety tylko i wyłącznie na podstawie obserwacji sznaucerów - otóż wśród przedstawicieli tej rasy całkiem często zdarza się problem z noszeniem uszu, uszy sterczą, artystycznie odstają i zmieniają się w radary. dla niektórych do największy argument do ich obcięcia - coby psina była piękna, oczywiście. a ja pytam, dlaczego to nie ma być motywacja dla hodowcy do wzięcia odpowiedzialności za eksterier swojego miotu? dlaczego to nie jest jasny sygnał: dobra, kończymy obcinanie, bo tu nam się jakieś genetycznie dziwne uszy wkradają. rzucamy to i ulepszamy rasę, coby uszy nosiła jak ta lala. a niektórzy jak na złość - ciach, po linii najmniejszego oporu. jak tu ufać hodowcy? oczywiście, nie spodziewam się diametralnych zmian na polskich ulicach, piorunującego efektu, gromów z jasnego nieba - skądże. ponadto wiem, że zmiany w myśleniu społeczności zawsze trwają dosyć długo, że nie wszyscy muszą popierać tę inicjatywę. ale. uważam, że udowodniono bezsens okaleczania psów, a na barkach hodowców - ludzi, którzy stają się odpowiedzialni za kreowanie rasy - leży przyzwyczajanie społeczeństwa do widoku psa nieskrzywdzonego. uważam, że im częściej na polskich ulicach będą się pojawiać psy niecięte, tym częściej zostanie to uznane za normę, nie wynaturzenie. sama widzę tę zmianę w sobie: jako sznauceromaniaczka szalałam za psami ciętymi, borykając się za każdym razem z niewiarygodnymi wyrzutami sumienia. niestety, wtedy w polsce było tak naprawdę mało nieciętych olbrzymów. wraz z upływem czasu, podejście do rasy zaczęło się zmieniać - dziś w kręgach, w których się obracam, to kopiowany pies się wyróżnia, ja natomiast zapałałam miłością do zwisających uszysk i kiedy patrzę na ucho skopiowane, to naprawdę czuję w sobie niepojęty żal. liczę, że moda na niecięcie po prostu się upowszechni. nie zrozumiałam weaver twojej wypowiedzi o zakazie uderzającym w hodowców - jak uderzającym? finansowo? czy raczej uderzającym w ich gust i widzimisię, zrobię z moim psem co zechcę? jestem świadoma, że zakaz będzie ograniczał tylko osoby zrzeszone, ale to przecież te osoby powinny się wykazywać największym zaangażowaniem w kynologię, ergo - ich poparcie niekopiowania jest najważniejsze, leży u podstaw. po wsze czasy będę utrzymywać, że jeśli ktoś chce psa z ciętym uchem czy ogonem, niechże sobie takiego wyhoduje. wyhodowaliśmy już przecież i duże, i małe, i kwadratowe, i podłużne, i o krótkiej kufie, i z oczami dookoła głowy... to tego nie damy rady? a jeśli matka natura się uprze i stwierdzi, że ogon potrzebny, to wybaczcie - ale bezsensem jest obcinanie go. tyle ode mnie, ale mam doskonałą świadomość, że psi maniacy dzielą się w kwestii kopiowania na dwa obozy, że nie można nikogo na siłę do niczego przekonać. nie chcę cię urazić, skrytykować, nakłaniać - miałam ochotę najzwyczajniej w świecie polemizować (; na temat zkwp nie wygłoszę zdania - ja za młoda i niezrzeszona, ja tylko kocham psy.
-
taaak, to moje zakręty myślowe związane ze zbyt dużą dawką emocji. po prostu pamiętam skądś taką hierarchię nakładania na swoje barki obowiązków - wyhodować kwiaty i przez co najmniej rok utrzymać je przy życiu, kupić sobie zwierzę i przez co najmniej dwa lata dbać o nie, a na samiuteńkim końcu zabierać się za relację z ludźmi (; sama nie wiem czemu, ale nie potrafiłam odmówić temu myśleniu słuszności. i powtórzę jeszcze raz - piękny pies z tomiego, mam nadzieję, że jak najprędzej odnajdzie swój ukochany dom.
-
powiedzieć, że ten psiak jest piękny, to niedomówienie sezonu. olbrzym z krawatem, moja miłość na wieki... i oczywiście moje serce już się wyrywa, wypada mi przez mostek i turla się po biurku i wrzeszczy: bierz, bierz, bierz, jedyna taka okazja w życiu, promocja sezonu, nigdy więcej, nigdy! ale został jeszcze rozum i świadomość, że pies to nie towar do zwrotu, a krzywdy niczyjej nie chcę. nie teraz, nie tutaj, nie tak szybko, nie wolno. bierz! widać, ja się nie nadaję na przeglądanie wątków adopcyjnych, bo mi się wszystkie flaki z tęsknoty przewracają. wiem aż za dobrze, że muszę sobie jeszcze poukładać, przygotować grunt, być pewną i wyhodować kwiaty. że nie mogę. więc ja z całego serca życzę tomiemu jak najlepszego domu, morza miłości i szczęścia w życiu. i z jednej strony dziecinnie wierzę, że przyjdzie kiedyś taki dzień, że pojawi się przeuroczy szczeniak olbrzyma, którego zawinę w sweter i zabiorę do domu... ...a z drugiej mam gorzką świadomość, że takie szczeniaki będą pojawiać się zawsze, bo świat jest taki a nie inny a ludzie okrutni. ściskam cię telepatycznie, słonko moje włochate! wyflaczona emocjonalnie hanako
-
"Wychowuję, nie tresuję" - co myślicie na temat tej inicjatywy?
Hanako replied to evel's topic in Wychowanie
mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa. nie pani agnieszka - a pani anetka. mam nadzieję, że nie zostanę oskarżona o zniesławienie... -
"Wychowuję, nie tresuję" - co myślicie na temat tej inicjatywy?
Hanako replied to evel's topic in Wychowanie
ja jestem tylko ciekawa, czy jak trzylatek wciska paluszki do kontaktu, to pani agnieszka: a) strofuje dziecko i wyjaśnia, że nie można wkładać palców do kontaktu; b) odciąga jego uwagę czekoladą. myślę, że jak już omówimy sytuacje zagrażające życiu i zdrowiu, to wtedy pani agnieszka może tłumaczyć właścicielom psów myśliwskich, jak klikaniem oduczyć psa pogoni, kiedy ten pies znajduje się pół kilometra od nas. o, i właśnie, ja bym się raz chciała dowiedzieć, jak czegoś psa ODuczyć, a nie NAuczyć. i dlaczego korekta, którą może być chociażby syk, zmiana tonu, cokolwiek - powoduje trwałe uszkodzenie psychiki psa. w sumie z moim doświadczeniem nie mam prawa się wypowiadać szeroko na temat metod szkoleniowych, ale i tak - krew się w człowieku burzy, kiedy pomyśli, że może kiedyś na takiego pacana w jakiejś szkole trafić. przecież nie każdy musi być specjalistą w szkoleniu i behawiorystyce, a więc nabiją przeciętnemu kowalskiemu głowę sianem, a kowalski pójdzie w to jak w dym... strach się bać. p.s. jak wiemy - klaps dla dziecka to poważna trauma powodująca uraz psychiki. przed oczyma staje mi wizja tysięcy mam, wołających do swych pociech: "nie gryź pana, to dostaniesz ciastko!". pozytywnie, proszę państwa. -
cóż, widocznie znam tylko zdrowe środowiska myśliwskie. zaś co do okradania państwa... z prawem sprzeczać się nie zamierzam, ale niezmiernie interesujący jest fakt, że dokarmianie zwierząt jest obowiązkiem myśliwych - i wtedy to ich problem, ale do skupowania zestrzelonej dziczyzny państwo garnie się aż nadto chętnie.
-
[quote name='filodendron']No ale w przypadku Komorowskiego pewne delikatnie chorobowe symptomy jednak występują ;): "Jeżdżę z moim synem, moim zięciem i moimi przyjaciółmi na polowania, ale co to za polowanie bez strzelania. To tak, jak picie piwa bezalkoholowego" [/QUOTE] dobrze, poddaję się - częściowo. mam pełną świadomość faktu, że myśliwy to nie jest też człowiek, który strzela z ciężkim sercem i łzą na policzku, a raczej człowiek, który po zestrzeleniu zwierzyny czuje satysfakcję. że trafił, że się udało.... nie znam natomiast myśliwych cieszących się jak dzieci na myśl, że "ten cholerny dzik już nie żyje". nie odmawiam im prawa do tej satysfakcji. krzywdy i spustoszenia nie sieją, więc czemu nie mieliby cieszyć się z dobrze wykonanej roboty? żadnym przewinieniem nie jest też dla mnie to, że ktoś nie traktuje śmierci jednej gęsi jak końca świata i nie odmawia modlitw za jej duszę. że ktoś tę śmierć odbrązawia i bez mrugnięcia okiem ją zadaje. ot, takie poglądy. sam fakt natomiast, że w relacji z wizyty prezydenta to właśnie zdanie zostało wyciągnięte jako najbardziej godne uwagi, świadczy sam za siebie.
-
[quote name='farabutto']Prezydent Komorowski był myśliwym. Wypoczywał podczas polowania, zabijając zwierzęta. Zauważyłaś jak szybko zawiesił sztucer na kołku i poluje wyłącznie z aparatem foto? [/QUOTE] a ja się uczepię tej niezwiązanej z tematem wypowiedzi, aby poprosić uprzejmie: odczepcie się od myśliwych. myśliwy to nie jest chory na umyśle sadysta czy morderca, biegający z bronią w ręku i obłędem w oczach i strzelający do czego popadnie. większość jego pracy to zadania, które nierzadko przypisujemy wyłącznie leśnikom: dokarmianie zwierzyny, doglądanie jej, obserwacja terenu, zachowań zwierząt. większość czasu spędzonego na myśliwskiej ambonie - niekoniecznie w najdogodniejszych warunkach atmosferycznych - to obserwacja, a nie wybijanie co do nogi przebiegających saren. przy obecnym stanie środowiska myśliwi to regulatorzy stanu zwierzyny, konieczni dla zachowania równowagi. wielkie drapieżniki dawno zniknęły z naszych lasów, kto twoim zdaniem ma zająć ich miejsce? w łowiectwo nie bawią się ludzie okrutni, a najczęściej ludzie kochający las, doceniający jego znaczenie, miłośnicy tradycji. sezony polowań nie są całoroczne i nie obejmują całej zwierzyny, strzela się głównie do tego, czego jest za dużo. myśliwego obowiązuje etyka łowiecka i prawo łowieckie, które gwarantują odpowiedni stan zwierzyny w lasach. smuci mnie, kiedy ktoś piętnuje zainteresowanie łowiectwem i neguje znaczenie polowania. smuci mnie, bo często wynika z niezrozumienia i niewiedzy o tonach kasztanów, jakie zbiera się dla dzików, o zasiewach wyłącznie na użytek zwierzyny, etc. co do prezydenta komorowskiego - nie sądzę, by odwieszenie sztucera było związane z głęboką refleksją i przewartościowaniem pewnych poglądów. to raczej reakcja na ostrą nagonkę mediów, nie wiadomo czemu popierających ortodoksyjne środowiska pseudoekologiczne, które myśliwego i rzeźnika stawiają na równi z mordercą a przy tym znaczącą większość tego kraju nazywają zbrodniarzami i padlinożercami. nie uważam się za człowieka bez serca, kocham naturę, a przede wszystkim - kocham zwierzęta. i jem te zwierzęta. i noszę na sobie skórę tych zwierząt. i nie toleruję fanatyzmu.
-
Daliście mi na nowo do myślenia, dzięki. W obliczu waszych zdroworozsądkowych wypowiedzi, wycofuję się rakiem i zostaję orędowniczką rybek. Wiem, że brak psa w domu to prawie jak brak psa w ogóle. To nasz największy problem i pociąga za sobą praktycznie wszystkie inne, ale na chwilę obecną nie możemy z tym nic zrobić i nie wygląda na to, żeby to się miało kiedykolwiek zmienić. Wiem, że pies potrzebuje uwagi i czasu, potrzebuje wysiłku włożonego w szkolenie i obawiam się, że nie będziemy mu mogli tego zapewnić. Poza tym, szkolenie psa żyjącego poniekąd na własną łapę, bo poza rodziną, może być ogromnym wyzwaniem, jak wspominano wcześniej. Dla nas chyba za wcześnie na poważne wyzwania. Nigdy nie sprowadziłabym do domu psa myśliwskiego, mam świadomość, jakiej pracy wymagają (poza tym pewien kundel bury w typie teriera uświadomił nam swego czasu, że kompletnie sobie nie radzimy). Szczerze mówiąc, od zawsze rozważałam goldena i uważam tego psa za idealnego dla rodziców, choć obawiam się niezmiennie braku akceptacji ze strony ojca, dla którego pewno byłby za duży i zbyt łagodny. Ale, ale, urobiłoby się go, a wszystkie psy nasze są i ojczulek by się w nim zakochał... Marzenia ściętej głowy, tak długo jak pies nie ma wstępu do domu, tak długo odpadają rasy towarzyskie, o ile nie wszystkie psy. Jeszcze raz – dzięki za wszystko, potrzebowałam chyba obiektywnego rozpatrzenia kwestii. Na chwilę obecną pies zostaje wykreślony z planów, a jeśli kiedyś zdarzy się cud, to kto wie, może jakiś kundel, może jakiś golden...
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Pojawił się w mojej rodzinie temat psa. Z miejsca oprotestowałam pomysł i zamknęłam dyskusję, ale ponieważ ostatnio odkryłam, iże za moimi plecami ojciec próbuje ściągnąć nam na głowę płochacza niemieckiego, zaczęłam kombinować. Moi rodzice się postarzeli i szukają towarzysza, i choć do ostatecznej decyzji daleko, chcę znaleźć optymalne rozwiązanie w postaci psa, który będzie do nich pasował. Ja zaczynam się gubić w rasach, więc zwracam się do was. Jesteśmy trzyosobową rodziną składającą się z emeryta, gospodyni domowej i licealistki. Ponieważ planuję się za niedługo wyprowadzić, pies powinien odpowiadać potrzebom rodziców, którzy będą się nim opiekować. (problem: co jeśli zostanę wybrana przez psa na lidera?) Mieliśmy wcześniej psy, ale zapewnialiśmy im tylko „bed and breakfast” zamiast odpowiedzialnej opieki, w związku z czym brak nam podstawowej wiedzy i doświadczenia. Zaczynamy od zera. Mieszkamy w domu jednorodzinnym z ogrodem na wsi, sąsiadujemy z hektarami łąk i lasem. W sąsiedztwie tylko i wyłącznie psy podwórzowe bądź łańcuchowe, przerażone, agresywne, zaniedbane, ujadające. Moim zdaniem otoczenie jest trudne. U nas pies może mieszkać tylko na podwórzu, w zimie możemy udostępnić niewielkie, ogrzewane pomieszczenie na noc, zawsze jednak w sporej izolacji od ludzi. Z drugiej strony, ojciec może wychodzić z psem często i na długo w otwarty teren. Szkolenie jest kolejnym problemem, ponieważ mnie chronicznie brak czasu, rodzicom zaś wiedzy i konsekwencji. Na pewno nie podołamy psu, któremu należy poświęcić mnóstwo uwagi, którego należy starannie układać i który nie wybacza błędów. Punktem the best of the best są sprzeczne oczekiwania wobec psa. Mój ojciec widzi u swego boku psa pracującego, myśliwskiego, który będzie towarzyszem jego leśnych wypraw, moja mama szuka uroczej przytulanki. Pies musi mieć warunki do mieszkania na dworze, musi znosić brak człowieka u boku, czyli być niezależny. Równocześnie nie powinien mieć trudnego charakteru, nie powinien uciekać, nie powinien być bojowo nastawiony do świata. Nie powinien wymagać dużej ilości pracy umysłowej. Kiedy patrzę na to z dystansu, widzę, że kompletnie nie trzyma się kupy, ale może wy coś z tego skleicie. Wiem, że nie pogodzimy tego w jednym psie i trzeba będzie znaleźć kompromisy, więc powiedzcie, czy widzicie tutaj jakąkolwiek rasę i które wymagania należy odpuścić. Proszę jeszcze raz o rasy, czy też rys typu psa. Jeśli naprawdę kiedyś zdecydujemy się na czworonoga, przekopię schroniska i DT, na razie próbuję w ogóle sobie poukładać, czego szukamy. Kundel czy rasowiec, pies i tak będzie nakolannikiem, więc nie napinamy się szczególnie. Nie planujemy wystaw no i... pozbawimy osobnika narządów rozrodczych xD Ludzie, jesteście mądrzejsi ode mnie, proszę was o wsparcie. Przepraszam za tę epopeję powyżej – stresuję się kosmicznie całą sprawą. Jeśli zaś widzicie na pierwszy rzut oka, że pies w naszym przypadku będzie kompletnym nieporozumieniem, zrujnujemy mu życie i uczynimy go nieszczęśliwym, bez oporów bijcie w zęby. Zrozumiemy.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with: