-
Posts
179 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Hanako
-
[quote name='SAIKO']Czyli zbierasz informację, aby mnie zgasić jednym artykułem... ;) [/QUOTE] ależ oczywiście saiko, moim życiowym marzeniem jest wdeptać cię w ziemię, a potem jeszcze pokręcić troszkę obcasem, coby przebić śledzionę. kiedyś mi mówiono, że każdy swoją miarą mierzy. interesuje mnie praca z psem boję-się-własnego-cienia, twoimi metodami, które nazywasz... jak ty je nazywasz? nieważne, dominacją bez alpha roll'a. czy uważasz, że takie metody są odpowiednie do pracy z takim psem? czy dopuszczasz pozytywne wzmocnienia? czym - smakiem czy kontaktem wzrokowym? czy nie wydaje ci się, że takie nastawienie jest zbyt "chłodne" dla roztrzęsionego, niepewnego siebie psa? bo zakładasz, że pies będzie chciał dominować i w swoich postach wyjaśniasz, jak go "ustawiasz do pionu", czyli uczysz posłuszeństwa i uległości. co z psem wycofanym i zastraszonym? jak byś z nim pracował? pytam tak intensywnie, ponieważ twój gorliwy adwokat zuzanna apelowała o niesugerowanie się poglądami innych ludzi, wypowiedziami specjalistów i prosiła o samodzielne wyrabianie sobie zdania. więc ja szukam informacji, coby sobie zdanie wyrobić.
-
[quote name='SAIKO']po mojej odpowiedzi na zaczepkę Matagi wzięło Cię na rewanż, żeby mi dosrać, tak?[/QUOTE] skądże. na temat matagi i twojego podejścia do sprawy akit wypowiedziałam się tam, gdzie rozpoczęła się dyskusja o akitach. chcę mieć punkt odniesienia - wiedzieć kim jesteś i jakie masz doświadczenie, aby nałożyć je na twoje wypowiedzi o wychowaniu psa. co do twoich metod/poglądów/zwał jak zwał jeszcze się nie wypowiedziałam - i nie planuję w najbliższym czasie. czytam, obserwuję, analizuję. wyciągam wnioski. chcę mieć jak najpełniejszy obraz, żeby się pochopnie nie sugerować. nie powiedziałabym, że twoje odpowiedzi mnie usatysfakcjonowały - szczerze mówiąc, liczyłam na szerszy opis sytuacji. tak naprawdę rzadko spotykam ludzi skłaniających się ku dominacji, a więc próbuję poznać temat od strony, która mnie interesuje. nie wiem, dlaczego założyłeś, że czyham na jakikolwiek rewanż. nie toczę prywatnych wojen, acz mówię głośno, kiedy mi się coś nie podoba. tocząc się dalej swoim asfaltem: myślisz że z psem lękliwym da się pracować czystą metodą dominacji? z zupełnym wykluczeniem pozytywistów? w jaki sposób pracuje się z takim psem?
-
sigourney: to dziwne. ja też pamiętam cię z rozmowy o kopiowaniu uszu. jakoś nie umiałaś wybronić swojego stanowiska... wyparowałam z tematu, bo nie zostało tam nic więcej, co należałoby powiedzieć. ja ciebie nie przekonam, ty mnie. w przeciwieństwie do niektórych niezmordowanych bojowników o wyższą ideę, zdarza mi się odpuszczać wtedy, kiedy i tak nic nie wskóram. ja myślę, że masz problem ze zrozumieniem mojej wypowiedzi. ponawiam pytanie: czy matagi te psy adoptowała w wieku lat dziesięciu, czy raczej wychowała od szczeniaka? ponieważ wydaje mi się słuszne myślenie, że w tym drugim przypadku każdy z jej psów kiedyś miał dwa lata. i sprawiał problemy wychowawcze, które sprawiają psy dwuletnie. i matagi udowadnia jedynie, że poradziła sobie z tymi problemami wychowawczymi bez dominacji. możesz wytknąć konkretny błąd logiczny? bo ja patrzę, patrzę i nie potrafię znaleźć - widocznie jestem za głupia. proszę cię o poparcie argumentu o niezrozumieniu istoty sprawy. z saiko zaś nie mam problemu związanego z merytorycznymi argumentami, ponieważ moja wypowiedź nie odnosi się do merytorycznej strony dyskusji (poza wzmianką o rasach północnych - nadal jestem autentycznie ciekawa). odnoszę się do "wsiadu" na hodowcę i niegrzecznych, osobistych wycieczek, które mnie zdegustowały. uważam, że takie wypowiedzi nie powinny mieć tutaj miejsca. uważam też, że stawianie się na innej pozycji ze względu na posiadaną rasę psa jest niegrzeczne i nieuzasadnione. jest wiele ras, które są równie trudne w prowadzeniu, wiele psów nierasowych, które w prowadzeniu potrafią być jeszcze trudniejsze. nie sądzę, aby "akita inu" była idealnym alibi pozwalającym na traktowanie oponentów z góry i udowadnianie jedynych słusznych racji.
-
cóż, dla mnie jasne jest, że jeśli ktoś faktycznie w ten sposób wozi psa, to tego nie ogarnia. dlatego przeoczyłam ironię.
-
[quote name='a_niusia']nie, nie zastanawialam sie. moja wyobraznia tego nie ogarnia.[/QUOTE] cóż, może ja za dużo reklam oglądam, ale mam wrażenie, że nietrudno sobie wyobrazić nieprzypiętego psa przefruwającego przez samochód - i wypadającego przednią szybą. przy tym rozpędzone trzydzieści kilo faktycznie może uszkodzić, a jak uszkodzi kręgosłup, to po frytkach. w przypadku niemożności wyobrażenia sobie takiej sytuacji, przy chęci zrozumienia, o co mi chodzi, polecam portal youtube i kampanie o zapinaniu pasów. jest kilka całkiem obrazowych.
-
a_niusia, zastanawiałaś się może, co się może stać kiedy w was ktoś najzwyczajniej w świecie wjedzie i suki nie dosyć, że przefikołkują przez samochód, to jeszcze komuś przy okazji kark przetrącą? taki miłe dwa w jednym, nieżywe psy i ich nieżywi właściciele. ja bym umarła ze strachu jadąc z psem bez szelek. o niego. i o siebie.
-
saiko, ja mam do ciebie pytania. uno: pracowałeś może z psem lękowym? nie takim z agresją lękową, tylko z takim, który się boi, trzęsie, ucieka, nie chce i nie będzie? duo: pracowałeś już z psami raz skopanymi, z wygiętą psychiką, czy cały czas mówimy o kształtowaniu psa od małego? tres: czy ogólnie dużo pracowałeś z psami innymi niż swój, czy raczej opierasz się na doświadczeniach z saikyo? miałeś wcześniej psy? ot, poczułam się zaintrygowana.
-
saiko, wsiadając na matagi wykazujesz się nieprawdopodobną arogancją - masz psa od roku i stawiasz się wyżej od hodowcy z piętnastoletnim doświadczeniem? to wielkie słowa. wielkie i butne. po pierwsze, nie mam pojęcia, co do sprawy wnosi wiek akit matagi - zakładasz, że kupiła je w wieku lat ośmiu, a teraz gwiazdorzy, że ma spokojne psy? przecież te akity też kiedyś miały rok - i matagi je wychowywała. miały dwa - i wychowywała. miały pięć - i wychowywała. więc teraz ma spokojne psy, którymi może się cieszyć. po drugie, nigdzie nie jest wspomniane, że akita to puchata kulka do turlania - matagi swoim postem udowadnia jedynie, że akita to nie krwiożercza bestia z nocnych koszmarów, czyhająca żeby przejąć władzę nad właścicielem. udowadnia, że można wychować stabilną akitę bez dominowania. nie ma to nic wspólnego z ukrywaniem prawdy o charakterze akity, wydaje się, że coraz intensywniej dopowiadasz sobie kwestie, które nie istnieją. co do ras północnych i wzajemnego udowadniania niekompetencji - ja nie znalazłam w żadnej organizacji klasyfikacji "rasy północne". definitywnie nie jest to klasyfikacja FCI, którą przyjęło się stosować. co więcej, wujek gugiel informuje, że potocznie psami północy określa się rasy pociągowe. w związku z tym, saiko, mógłbyś podać źródło, na podstawie którego wciągasz malamuty i akity do jednego worka, wytykając nieznajomość terminologii matagi? merytorycznie nie mam zamiaru się wypowiadać, bo uno - brak mi wystarczającego doświadczenia i wiedzy (gdybym miała rocznego psa nadal nie robiłabym z siebie specjalisty, ale to twoja sprawa), duo - nie będę się kopać z koniem o to, kto ma rację. rób ze swoim psem co chcesz. co mnie razi u ciebie, saiko, to twoja kultura dyskusji. masz swoje zdanie, masz prawo go bronić, ale zaczynasz powoli stawiać się na pozycji boga, który opanował akitę, dyktatora jedynej słusznej metody wychowania psa - a jeśli nie psa w ogóle, to już na pewno rasy akita. ty wielki, nieziemski i godny podziwu. guzik z pętelką. spuść z tonu, bo wszyscy wokół prezentują niezbite dowody, że akita nie jest psem ponad siły śmiertelnika i żaden z ciebie bohater.
-
nie stawiam tezy, że rady CM są do dupy - stawiam tezę, że są źle podane. czasami nieodpowiednim ludziom. tyle.
-
wilczek4, nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że rozwiązanie problemu może być tak proste. przecież ludzie myślą! no tak! to niemalże oczywiste, że odkąd na paczkach papierosów zaczęto drukować napisy "PALENIE ZABIJA", liczba palaczy w naszym kraju spadła do zera. właściwie już od lat nie ma konieczności kontroli dowodów osobistych przy sprzedaży alkoholu. młodzież wie: kupować można od lat osiemnastu, młodsi szerokim łukiem omijają monopolowe. narkotyki? tyle już było kampanii informacyjnych, że każdy w tym kraju wie o ich szkodliwości. w planach zniesienie zakazu handlu i kontroli na granicach. instytucja policji już dawno przestała być potrzebna - skoro nie wolno kraść, gwałcić i mordować, to nikt tego nie robi. kodeks karny? sądownictwo? po co?! nie wolno, to nie wolno i tyle. teraz już tylko make love not war, rozdać majątek potrzebującym i świat stanie się lepszy. nie wiem w jakiej rzeczywistości ty żyjesz, wilczek4, ale ja też tam chcę. do takiej, w której ludzie używają rozumu i patrzą na świat z rozsądkiem. u mnie niestety na tym polu na razie posucha.
-
wiem, że IPO nie służy wytrenowaniu maszyny do zabijania. po prostu z nożem przy gardle czasem trudno uciekać. trudno mi też wyobrazić sobie psa, który stoi spokojnie obok i czeka, aż pańcia się wyrwie brzydkiemu panu. no ale cóż, pozostaje mi nie lubić polskiego prawa.
-
jako że ja sensownych danych na ten temat znaleźć nie potrafię, pytam tutaj, bo może ktoś wie: czy jeśli zostanę zaatakowana w sposób, który może zagrażać mojemu życiu i zdrowiu, mam prawo użyć w obronie własnej psa? czy jeżeli mój pies ugryzie atakującego, nie czeka mnie grzywna, bądź, co gorsza, nakaz uśpienia psa? przepisy które znalazłam, traktują tylko o szczuciu i to na niekorzyść szczującego. zastanawia mnie od pewnego czasu możliwość zastosowania IPO w życiu zwykłego śmiertelnika, ale jeśli ma to pociągać za sobą tak poważne konsekwencje prawne, to doprawdy, nie widzę sensu.
-
Unikalna biała czekolada z orzechami czyli Tia!
Hanako replied to madziulik_13's topic in Border Collie
och, a więc red merle. wikipedia uparcie twierdzi, że u borderów takie umaszczenie nie występuje, za to występuje chocolate merle, ale co tam. to niezwykły, piękny pies. i jakie ambitne plany! -
do kochłowic mamy spory kawałek. a jak zaśpiewam rodzinie 900 zł za 10 spotkań, to fala uderzeniowa po wybuchu śmiechu zmiecie dachy z budynków w promieniu 3 km.
-
cóż. mogę poszukać. w sumie czemu by nie? rower z tym potworem odpada - za bardzo się boję, że mnie zwali przy pierwszym zakręcie. do biegania musiałabym zaprzegnąć kuzyna, ponieważ ja dla psa nadal jestem persona bardzo non grata i nie widzę takiej współpracy, a kuzyn reprezentuje podejście - chryste, mje siem nie sce, zapnij mu kolczatkę i spokój... takoż więc chyba jednak sanki. bezpieczny dystans.
-
okej, sank ju wery macz za odpowiedź. jestem chwilowo naprawdę, naprawdę zagubiona. plan jest prosty: wybiegać i zmęczyć, szkolenie zostawiam sobie na deser. jeśli nigdy nic więcej nie napiszę, to będzie oznaczało, że straciłam obydwie dłonie i jeszcze nie opanowałam pisania ustami. właściwie nie w psie widzę największe problemy, ale we właścicielach, którzy traktują go jak krasnala ogrodowego. w związku z tym, doprawdy nie sądzę, żeby mieli zamiar wydawać jakiekolwiek fundusze na behawiorystę/szkoleniowca - zwyczajnie im na tym psie nie zależy, więc po co. myślę, że nawet jeśli urobiłabym kuzyna, to jego rodzice by mnie wyśmiali. na placu boju zostaję sama i nie mam jaj, żeby spojrzeć temu psu w oczy i powiedzieć: stary, zostawiam cię, bo sobie nie radzę. soko, jeśli nie masz nic przeciwko, będę cię nagabywać przez pw, żebyś mi co nieco podpowiedziała, bo moje doświadczenie z psami oscyluje w okolicach -20... jakie obciążenie dla psa proponujecie? w sensie: co konkretnie i jakie ma być ciężkie? naprawdę, zachowuję się jak dziecko we mgle.
-
Unikalna biała czekolada z orzechami czyli Tia!
Hanako replied to madziulik_13's topic in Border Collie
madziula, czy umaszczenie tii (?) to chocolate merle? mój boże, to taki piękny pies. niesamowity. a ja oficjalnie kocham merle u owczarków <3 -
saiko, czegoś nie rozumiem. czy wiesz, że swoją wypowiedzią idealnie wstrzeliłeś się w poglądy beatrx? bardziej się nie dało. jeśli człowiek ma był w układzie przewodnik-pies alfą, to najczęściej nie dominuje fizycznie, tylko psychicznie. zarządza zasobami (jedzenia, uwagi, zabawy, etc.) i w każdej chwili może je ograniczyć. to jego charyzma i siła psychiczna, a nie układ miejsc w stadzie decydują o dominacji osobnika alfa. i jeśli osobnik alfa ma ochotę, może zrezygnować z pierwszeństwa - sytuacja, w której właścicielowi powiewa, czy pies idzie za nim, przed nim, czy zygzakiem. ale jeśli zechce to miejsce z powrotem, zawsze może psa wycofać za siebie. gdzie tu miejsce na teorię, że pies powinien iść za przewodnikiem? nie widzę tego u ciebie, to znikąd nie wypływa. co więcej, dziewczyny udowadniają, że wataha wcale nie dywaguje aż tak nad układem członków stada. w tej sytuacji ciągnięcie psa wydaje się być raczej naturalnym odruchem, zwłaszcza u tych aktywnych - mogę, to biegnę.
-
fantastico. pytanie jest jedno: co mamy z tym zrobić? piszemy petycję do rządu wietnamu o zaostrzenie kontroli na granicy? domagamy się specjalnych hodowli psów mięsnych? co możemy zrobić, żeby zapewnić wietnamczykom stały dopływ psiego mięsa w humanitarny sposób? problem polega na tym, że zwierzęta hodowlane w europie są niejednokrotnie traktowane z podobnym okrucieństwem, więc ja pytam: co chcemy wskórać? no bo chyba nikt nie ma zamiaru przekonywać ich, że powinni przestać jeść psy. a rozczulanie się nad tym jedynie po to, żeby się porozczulać nie ma sensu.
-
[tłumaczenie się mode: on] stało się. nadszedł moment, w którym moje wydumane teorie na temat szkolenia należało zderzyć z rzeczywistością - i nie było to zderzenie przyjemne. mam ci ja w rodzinie psa w typie husky'ego - dalsze kuzynostwo postanowiło dać upust swoim zachciankom i mimo próśb, gróźb i szantaży zafundowało sobie pseudohodowlanego szczeniaka. stworzenie przecudnej urody, o białej sierści i błękitnych oczach, ufne, energiczne i kochane. to było ponad dwa lata temu. jako że niezbyt często się z kuzynostwem widzimy, zapomniałam o psie, a i oni niespecjalnie chwalili się pupilem. słyszałam tylko strzępki o jego życiu: "sika w domu, kupiliśmy mu budę", "debil przekopał cały ogródek", "nie mam czasu z nim nigdzie chodzić", "ciągnie jak lokomotywa", "mamy kolczatkę". za każdym razem próbowałam podnieść kwestię - ale albo to ja nie potrafię bronić własnego zdania, albo tumiwisizm rodziny gasi mnie na tyle skutecznie, że nie zdołałam nic wskórać ("to po prostu głupi pies"). szczerze mówiąc, miewałam wizje o zgłaszaniu sprawy wyżej (dokąd? jak?) albo kradzieży psiaka ciemną nocą. nie doszły do skutku. [tłumaczenie się mode: off] ostatnimi czasy poczułam się na tyle pewnie, że postanowiłam sprawę ruszyć: przekonałam właściciela (obecnie piętnastoletniego), żeby zabrał i mnie i psa na spacer, cobym mogła rozeznać sytuację. cóż. w ciągu dwóch lat wiele się zmieniło. husky od małego nie miał kontaktu z psią społecznością, spacery w jego życiu to święto. głaskany sporadycznie (w afekcie powala człowieka na ziemię). nikogo nie obchodzi. spotkałam się z bestią, miotającą się w dzikim szale po drugiej stronie smyczy, która sadziła skoki na półtora metra próbując się dorwać do mojej dłoni - i mnie wmurowało. nie dałam rady się przywitać, jak witałam się z wszystkimi psami w moim życiu. nie miałam pojęcia, jak się zachować, kiedy oszalały pies dewastował mi kurtkę. nie wiedziałam, co robić. ale ja tak tego zostawiać nie chcę, więc proszę was o pomoc. pies jest kwintesencją szaleństwa. ciągnie jak parowóz (:painting:) i kolczatka nie robi na nim najdrobniejszego wrażenia. smycz maksymalnie napięta. przy widoku jakiegokolwiek psa całkowite spięcia ciała, głuchy gulgot, od czasu do czasu atak. i to wszystko byłoby niczym, gdyby nie to, że do tego psa nie można podejść. nie mam bladego pojęcia, jak z nim zaczynać pracę - na smaki? pies warczy nawet na właściciela i odnoszę wrażenie, że razem ze smakiem najchętniej odgryzłby rękę. więc może najpierw wyciszyć? ale jak? widzę nikłą więź pomiędzy psem a właścicielem (na niego warczy jak gdyby trochę mniej), i nie wiem, czy uczyć czegokolwiek młodego? jak pokonać jego podejście "on jest tępy i jeszcze dziesięć lat będzie tępy, a może go uśpimy"? jak go nakłonić, pokazać drogę, jeśli efekty będą widoczne dopiero po naprawdę ciężkiej harówce? jestem zagubiona, przerażona, przybita, i wachluję się właśnie stosem książek na temat układania psa, który chce się dać układać - i nijak nie mogę tego dopasować do biegającego w kółko wariata z agresją. jakie pozycje powinnam przeczytać? czego się dowiedzieć? czy jest jakakolwiek szansa? mam ochotę wyrzucić flagę z napisem: ratunku, tonę! :placz:
-
zagryźć mnie może nawet labrador, aparat do tego ma. doberman tylko jakby zwinniejszy. więc jak mnie mija takie cudo w centrum miasta, pomiędzy samochodami, dziećmi i panem mieciem spod sklepu, to zdarza mi się lękać. i wolałabym, żeby miał smycz, bo co to właściwie zmienia? przecież pies i tak nie powinien wędrować po mieście 20 metrów od właściciela.
-
[quote name='agat_31']a gdzie jest naturalny dom psów? bo chyba nie wśród ludzi, gdzie niczego im nie wolno i są traktowane jako zło konieczne? w lesie są również dziki, lisy i inne dzikie zwierzęta które również czynią szkody nikt ich za to nie zamyka, a saren podobno i tak jest za dużo... bo? ... nie ma wilków? jak na dzień dzisiejszy ten który podobno chroni sarny przed psami jest ich jedynym zabójcą - człowiek :) ten sam, który ubezwłasnowolnił psy :):) jak dla mnie bardzo nieładne zachowanie :)[/QUOTE] uno: naturalny dom psa jest wśród ludzi, ponieważ to człowiek oswoił ten gatunek i ponosi za niego odpowiedzialność. przede wszystkim za fakt, że rozmnożył drapieżnika do ilości, w jakich nigdy nie byłby w stanie utrzymać się w naturalnym środowisku, więc naprawdę, argument o lesie jako domu psa wybitnie nietrafiony. psu od wilka daleko. duo: człowiek nie ubezwłasnowolnił psa. to fizycznie niemożliwe, nie mamy takich technik manipulacji psychiką zwierzęcia bez jego woli. pies poszedł za człowiekiem, a człowiek go chciał i wybrali się nawzajem - a człowiek psa oswoił. tres: populacje dzików, lisów, saren i innej zwierzyny łownej są regulowane przez człowieka. za czynienie szkód dzika się nie zamyka, do dzika się strzela - do psa też, tylko w przypadku dzika jakby oburzenia mniej. to prawda, ludzie zaburzyli równowagę w lasach - ale równocześnie nie sposób jej w żaden sposób przywrócić bez stwarzania zagrożenia dla ekosystemu i samego człowieka. jeśli komuś tak bardzo zależy na życiu pierwotnym, niech się przyoblecze w skóry i poluje z dzidą na zajączki, a nie zajada mięso hodowlane i błyszczy wyrozumiałością. w związku z tym: populacji saren człowiek broni. populację saren człowiek może zlikwidować. i prawo do tego przyznaje sobie w oparciu o posiadanie rozumu i myśli abstrakcyjnej, w wyniku której takie działania podyktowane będą dobrem środowiska i bieżącą potrzebą, a nie pierwotnym instynktem. twój pies, jeśli zagryzie sarnę, nie zrobi tego dla regulacji populacji, a najzwyczajniej w świecie podąży za instynktem pogoni. twój pies nie ma prawa tego robić, bo zwierzyna łowna jest dokarmiana i utrzymywana przez koła łowieckie, należy do państwa polskiego, a las nie jest naturalnym środowiskiem psa (nie zakładałabym się, że przeciętny pies jest w stanie w lesie przetrwać) i w związku z tym nie ma on prawa polować na tym terytorium. nie ma też prawa zakłócać spokoju innych zwierząt. ja nie rozumiem - to takie trudne zabrać ze sobą do lasu linkę szkoleniową i szurać za tym psem przez chaszcze? po co spuszczać go luzem, skoro w lesie nie można specjalnie aportować? jaki sens rzucania się o to? @shilomaniak: no tak, tylko w innych krajach ci psiarze sprzątają po pupilach. i pilnują czworonogów. a u nas temat "jak postępować z chamstwem innych psiarzy" puchnie na potęgę, a więc - takie przepisy, jacy ludzie. poza tym, szczerze mówiąc, ja nie czuję się pewnie, mijając obcego psa bez smyczy. czy ja wiem, co mu odbije? skąd mam mieć pewność, że doberman jest zsocjalizowany i nie rzuci mi się do gardła? mam wnosić o odszkodowanie, kiedy już będę zimnym trupem z rozoranym gardłem?
-
jakby ci to powiedzieć... i z tego powodu toczyłaś pianę przez kilka stron, walcząc o lepszą sprawę? gratuluję uporu. a wystarczyło doczytać post wyjaśniający i nie czepiać się emocji w wątku który jest z gruntu emocjonalny.
-
Sznaucery w schroniskach - informacje bieżące - ZAJRZYJ i pomóż!!!
Hanako replied to malawaszka's topic in Sznaucer
dziewczyny, coś wam się na stronie adopcyjnej poprzestawiało i nie sposób obejrzeć psiaków do kochania. ogólnie jak stoicie z sytuacją dt? stałe niedobory czy tylko przy większym rzucie? niestety chwilowo nie mogę domu zapewnić, ale chciałabym się zorientować, jak kwestia się prezentuje. roję sobie ciągle, jak to zrobić, coby mieć sznaucera i nie mieć sznaucera jednocześnie. -
ja myślę, że są ludzie i ludzie - i tak samo są ludzie od adopcji i ludzie od adopcji. dogofaszyzmu nie określiłabym leczeniem kompleksów, dowartościowywaniem się, wywyższaniem - być może tylko dlatego, że nie trafiłam jeszcze na takich ludzi. ale jestem tutaj od paru lat, udzielam się i widzę, że i we mnie dogofaszyzm zaczyna kiełkować. i wiem, skąd się we mnie bierze. kiedyś byłam przeciętną polką. przeciętną, czyli taką, która rozróżniała dobermany, rottweilery, amstaffy, yorki, cziły i bernardyny. no i owczarki, oczywista (wtedy nie istniały dla mnie inne owczarki niż te szprechające). myślałam, że przeznaczeniem psa jest polować na koty i hasać po łące (odwoływać? panie, kiedyś sam wróci, ja mam czas...), że pedigree to niezła karma, że skoro pies chce czekoladę, to przecież może ją dostać. a potem trafiłam na dogo. zaczęło się od kalejdoskopu ras, fascynacji wszystkimi po kolei (postanowienie życiowe: border collie), dyskusjach o karmie suchej (postanowienie życiowe: tylko orijen), kagańcach (postanowienie życiowe: tylko fizjologi), smyczach, weterynarzach, szkoleniu (postanowienie życiowe: tylko pozytywnie), karmie domowej (postanowienie życiowe: tylko barf), szkoleniu (postanowienie życiowe: obserwować psa), wakacjach, obozach, seminariach... no i się wyedukowałam. nabrałam wiedzy, dystansu do siebie, poczucia odpowiedzialności za żywe stworzenie, świadomości tego ciężaru. szukałam rozwiązań najlepszych dla psa, pod każdym możliwym względem, i chciałam jak najszybciej wprowadzać je we własnym otoczeniu. a potem zderzyłam się z życiem. i nagle okazało się, że nie każdy musi być dogomaniakiem, nie każdy wie, co to jest kliker, że nie każdy uzna, że podawanie psu śmierdzącej surowej karmy jest fajne, że nie każdy widzi psa z tej perspektywy co ja - i się zaczęło. wylazł dogofaszyzm. szok w oczach i płomienna przemowa, przekonanie, że wszyscy muszą myśleć tak samo, w przeciwnym wypadku niegodni - i się zaczęło. zapominanie, że dom, micha i właściciel po drugiej stronie smyczy są lepsze od schroniska, a każdy ma prawo popełniać błędy. i że do swoich racji trzeba przekonywać spokojnie, powoli i profesjonalnie, ponieważ nikt nie dał mi jeszcze licencji na jedyną słuszną prawdę. myślę, że niektórzy z nas z nadmiaru dobrej woli czasami cierpią na dogofaszyzm, ale to nie dlatego, że są złymi ludźmi. myślę, że należy im tylko przypominać po co zajmują się schroniskowcami, przypominać bezlitosne statystyki i nieludzkie warunki, żeby przypominać, że trzepnięcie w tyłek za zeżarty kapeć może być dla psa lepszym wyjściem niż uśpienie. czasami każdemu z nas może zdarzyć się zapomnieć - przecież chcemy dobrze. jeśli nam kolejny raz przypomnieć, tulimy uszy i wracamy ze swoim ego do polski, gdzie schroniska są brudne, zimne i przepełnione - i zaczynamy znowu robić to, co powinniśmy byli robić. a jeśli ktoś okaże się być nastawiony roszczeniowo i dogofaszystowsko - zdarza się, są ludzie i ludzie. ale to przecież wśród nas jednostki, bo z tego co pamiętam, wszyscy tutaj kochamy psy, prawda?