Jump to content
Dogomania

SAIKO

Members
  • Posts

    301
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by SAIKO

  1. [QUOTE]Kurcze, nad morzem poznałam dwie ekipy akit - stado dwupsie i stado trzypsie, które bawiły sie na plaży z innymi psami i całkiem normalnie funkcjonowały. Były akurat po wystawie w Trójmieście chyba, więc raczej rodowodowe, do tego jeden starszy, trzy chyba takie dojrzałe i jeden dzieciak ponizej roku. [/QUOTE]Znam 4 Akity osobiście- dwie z nich były na szkoleniu a dwie znam na odległość- wszystkie mają problemy z agresją do psów, chociaż wykonują komendy, da się je odwołać, ale problem agresji jest. W hodowlach psy żyjące razem są wychowywane w taki sposób, aby wszystkie równo się rozwijały psychicznie oraz fizycznie, każdy ma być pewny siebie, ciekawski, miał max pozytywnych doświadczeń itd, osobnik który jest sprytniejszy taki który potrafi "braciszkowi" gwizdnąć potrafi zdominować całą resztę i z wiekiem cała reszta zgodnie się podporządkowuje. Hodowca nie pozostawia spontanu psom, bo te zaraz poustawiają hierarchię między sobą. Psy czasami dzieli się na grupy i niektóre osobniki bierze się na indywidualkę. Jednym słowem kosztuje to bardzo dużo pracy. Kończąc mój wątek o Akitach powiem tylko, że jest to rasa z "jajami":). [QUOTE]Nieprawda. Dresy o których piszesz najczęściej mają psy w typie bulli, mniej lub bardziej, rzadko kiedy psy rodowodowe. Ja mówię o psach z papierem, z normalnej hodowli, będących w rękach np. dogomaniaków. I większość tych właścicieli śmiech by ogarnął, gdyby ktoś zaproponował wprowadzenie ot tak obcego samca na ich teren. Przy wielu z nich nawet nie da się wprowadzić drugiego samca jako domownika... A są to psy naprawdę dobrze prowadzone, wybiegane, etc. A psychiki ttb bez papierów, szczutych, często po celowo kojarzonych agresywnych rodzicach nawet nie ma co wkładać do tego porównania. [/QUOTE]To ja powiem tak; mój dobry znajomy mającego asta (teraz najlepszy kumpel mojego psa) z papierami wpuścił mnie, razem z psem na swój ogród, gdzie obcych osób nie ma szans aby wpuścił bez właściciela. Mnie pies praktycznie nie znał, a co dopiero gówniarza i to 3miesięcznego, który chciał go ustawiać na jego własnym terenie...można? można i da się :). To samo jest z pitami, które są wykorzystywane w USA jako psi terapeuci, w Polsce nie znam takiego przypadku, ale w stanach, ponieważ są bardzo popularne to są także do tego wykorzystywane. A teraz c.d o Cesarze. Nie wiem dlaczego, ale masa osób jest do Millan'a uprzedzona, nie dziwi mnie jego kontrowersyjność zwłaszcza jeżeli ktoś tylko liznął tego o czym on mówi, bądź przeczytał opinie innych osób i nie znając do końca jego metod widzi tylko kopanie i poniżanie psa co jest nieprawdą. Zresztą ze mną na początku było podobnie, będą wpatrzony w pozytywne metody krytykowałem Cesar'a widząc tylko kilka jego odcinków, które były kontrowersyjne. Być może chodzi o to, że korzystając z metod Millan'a odpowiada wzięciu za siebie odpowiedzialności, nie tylko za psa, pracę z nim, ale i wszystkim innym w co jest zaangażowana. Metody Cesara to styl życia, działają tylko wtedy gdy stosuje się je 24/7. Kiedy się zastanowić, to Cesar mówi swoim klientom (i widzom programu) „weź się za siebie, zacznij od siebie, a 'naprawisz' psa”. Ale „wzięcie się za siebie” nie jest „rozrywką” dla leniwców i pozerów. Tu jest podobnie jak z dysleksją, czy dysortografią - większość dzieciaków (i nie tylko...) wymachujących zaświadczeniami od szkolnych pedagogów (albo z czasów szkolnych), to leserzy. Papier usprawiedliwia tylko ich lenistwo. Energia o której ciągle mówi Millan, ten stan spokojnej/asertywnej pewności siebie, która tak znakomicie sprawdza się przy psach, którą należy w sobie utrzymywać by pies był zrównoważony i by efekt był stały, a nie chwilowy emanuje na wszystkie dziedziny życia właściciela psa. Ludziom, którzy (by pomóc psom) zaczynają panować na emocjami i pracują nad osiągnięciem psychicznej równowagi, poprawiają się relacje z innymi : z rodziną, w pracy itd. Dla mnóstwa osób drażniący jest facet, który w każdym odcinku swojego programu uświadamia swoim klientom, a przez to oglądającym program, że to nie pies nawala, ale oni. Że to właściciel jest np. sfrustrowany i emanuje swoją frustrację na zwierzę. Kiedy Cesar „przejmuje pałeczkę”, pies „normalnieje”, a właściciele przyznają, że muszą nad sobą popracować... To daje do myślenia oglądającym program. Cesar pozbawia psiarzy wymówek, podaje „na tacy” rozwiązania, które, owszem nie są łatwe, ale działają. Jeżeli dostaje się przepis, który wystarczy zastosować, żeby ciasto idealnie wyszło (dodatkowo sprawdzony przez wszystkie koleżanki → ciasto zawsze wychodzi), a nam nie wychodzi, to... gdzieś daliśmy ciała... Millan także skutecznie wywala na plecy teorie i mądrości i "nienaprawialnych psach" z którymi nie da się kompletnie nic zrobić. Udowadnia, że w zdecydowanej większości takich przypadków zawodzą "wszechwiedzący specjaliści" a nie pies. Aby móc stosować metody Cesara trzeba zrozumieć "dogłębnie" o co w nich chodzi. Trzeba wyjść poza schematy do których jesteśmy przyzwyczajeni (choćby po to by przekonać się, że najnowsze ustalenia naukowców od lat prowadzących doświadczenia na psach, psowatych i wilkach tylko potwierdzają, że podejście proponowane przez Millan'a jest właściwe → psy są hierarchiczne, a udomowienie nauczyło je jak znaleźć się w nowej relacji : człowiek-pies). A potem szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie czy mam dość charakteru by im sprostać.
  2. [QUOTE]SAIKO, to nie pierwsze Twoje posty, po których współczuje Twojemu psu, bo mam wrażenie, że wziąłeś sobie akitę tylko po to, żeby mówić potem, jak to Ty sobie doskonale radzisz z psem trudnej rasy. Bywają trudniejsze rasy, ba! Bywają trudniejsze osobniki - w schroniskach ;-)[/QUOTE] Chwilunia:) Mój pies jest dla mnie przyjacielem, ale to nie oznacza że mam się pogodzić z tym że jest taką a nie inną rasą...podaje przykłady na swoim psie, bo niby na kim miałbym je podawać?? sąsiadki? gdyby żył jeszcze mój jamnik to pewnie podawałbym przykłady jego zachowań:P. Wziąłem Akitę, ponieważ ma fantastyczny charakter- niezależny, przyjacielski, oddany i gotowy oddać życie za przewodnika, pies biorący życie na serio, pies który potrafi swoim zachowanie poprawić mi humor, który oprócz orientalnej urody jest po prostu zaje***ty:). A to, że jego druga strona jest taka a nie inna nie oznacza, że mam to wykorzystywać, wolę zdecydowanie tłumić te wybryki. Pewna osoba powiedziała mi niedawno; masz akitę i pogódź się z tym, ale ja nie mam zamiaru obchodzić łukiem parków, centrum miasta itd, pies jest dla mnie także pewnym wyzwaniem, a że lubie wyzwania to będę poprawiał ile będę potrafił:).
  3. Niestety większość właścicieli ttb są tzw dresami, młodymi osobami które się jarają tym, że pies jest silny, brutalny itd, rajcuje ich to, że pies jest ostry i najczęściej nic z tym nie robią, ale znam także i takich, którzy potrafią ogarnąć swoje amstafy, które akceptują obce psy nawet na swoim terytorium... Z akitą jest tak, że jeżeli zostawisz jej wolną rękę to z miłego niedźwiadka staje się bezkompromisowym szefem, który nie uznaje rywali... Ale jeżeli się go ogarnie to pies akceptuje "jedynie akceptuje" obecność innych psów, ale daj mu się tylko zbliżyć do obcego...taka jest własnie akita. To co mówisz, że się nie rzucają to prawda- pod warunkiem, że są kontrolowane, ale daj mu wolną rękę...znajomemu uciekł raz amstaf na łące- zaczął coś gonić i zwiał. Na drugi dzień przyprowadziła go "zupełnie" obca osoba, mało tego złapała go, gdy bawił się z jej psem na ogrodzie, a że miał obrożę z numerem tel, to nie było problemu ze znalezieniem właściciela- właściwie sąsiada z wioski. Akita, raczej nie pozwoliłaby sobie na to, a co dopiero na zabawę z psem- obcym... ale nie ważne:) Nie demonizuję rasy, mówię jakie są fakty bo nikt z hodowców więcej o złej stronie rasy mi nie powiedział i musiałem długo szukać na włąsną rękę. Tak w nawiasie to myślę, że warto mieć świadomość jakiego ma się przyjaciela w domu i osobą, które tak jak ja na początku powinno się powiedzieć ostro na wstępie, a nie tylko wspomnieć że na takiego psa trzeba mieć oczy wszędzie i przewidywać sytuacje zanim coś się wydarzy, a nie po. To tylko takie moje zdanie i cieszę się, że póki co tak mało jest tych psów na ulicach.
  4. [QUOTE]Ale że co, czyli pies powinien przechodzić za nami w drzwiach i iść za nami na spacerze? Ja tam wolę, jak idzie przede mną pół kroku, bo mam go na oku i jestem w stanie zauważyć jego reakcje na różne rzeczy, żeby odpowiednio zareagować. Co do wyznaczania tempa spaceru - czyli jak mój pies spiesznie idzie na spacer, bo np. chce mu się, za przeproszeniem, srać, to mam go zwolnić, bo ja wyznaczam tempo? Na naszego dorastającego psa działa doskonale głos - w zależności od tonu, głośności głosu, pies różnie reaguje. Na spacerach czy jak się nakręci - nie muszę go dotykać, szturchać czy nic innego, wystarczy głos. [/QUOTE] Mój chodzi obok mnie, bo nie potrafię sobie wyobrazić, gdy na drodze pojawi się pies którego nie trawi i który go zaatakował abym miał go przed sobą i może jeszcze mam czekać aż mi wytrąci bark?? Gdy widzę, że się nakręca z 2-3 na 5,6 czy wyżej to zanim zareaguje ja już zdążę go skorygować i wytrącić z tego stanu (nie zawsze się to udaje, ponieważ nie patrzę się na wszystko więc czasami coś mi umknie, ale zazwyczaj się udaje). Jak chce się załatwić to ja najczęściej decyduję o tym gdzie, ponieważ kupa przy skrzynkach na listy nie jest fajna, a wręcz denerwująca więc to ja wybieram gdzie może i tam luzuje smycz, albo go spuszczam :). W drzwiach też przechodzę pierwszy, bo i tak pies mnie przepuszcza, gdy muszę się przecisnąć przez tłum to ja idę pierwszy, a nie pies. Przy trudnej rasie pewne rzeczy trzeba mieć w świadomości ;).
  5. [QUOTE]No to po prostu nie nagradzałeś psa dość atrakcyjnie dla niego, i/albo nie pozwalałeś mu zabiegać o Twoją uwagę, a sam zabiegałeś o jego. Pies ma się cieszyć, że majestat zechciał go zawołać i będzie coś fajnego, a nie rozkminiać, czy opłaca się przyjść, jak ten gość woła. Próbowałeś nagradzać go inaczej niż żarciem? I nie mówię tu o mechanicznym głaskaniu psa rozglądającego się już za czymś ciekawszym, bo ja z kolei zauważyłam, że większość ludzi nie potrafi nagrodzić psa i jeśli nie jest on typem, który za żarcie zrobi wszystko, to marudzą, że pozytywy nie skutkują... Żeby nagroda działała, musi być dla psa naprawdę atrakcyjna, to raz, a po drugie musi być czymś czego pies odczuwa niedosyt.[/QUOTE] Pies zachowywał się tak, że podczas wołania przybiegał z "impetem" (bez ociągania się) siadał i czekał co zrobię. Najpierw pies był pogłaskany lub pochwalony głosem i dopiero później nagrodzony smakołykiem. Następnie dostawał komendę "idź biegać". Niektóre psy mają po prostu twarde charaktery na prawdę nie jest łatwo je wychować. Trzeba to włożyć masę pracy zwłaszcza z pracą z Akitą. Zapewne wiesz, że ta rasa jak chyba żadna inna (nawet pity) nie mają takiego zawzięcia do zalatwienia drugiego psa...z kim bym nie rozmawiał to zawsze każdy powtarza, że ile by nie pracowali to na obcego psa idzie, żeby... Mimo socjalizacji, mimo znajomych psów które akceptuje. Jednego dnia ma ochotę na spinę, a drugiego już nie i to bez względu na płeć- taka jest najczęściej akita. Mój Akit był i jest socjalizowany, ma najlepszego kumpla 5 letniego Amstafa, który jest także dominujący i w dodatku "ogromny" (waga ok 37kg). Bawią się brutalnie ale nie ma spiny, warczenia- nic. Jednak muszę powiedzieć, że te zabawy są kontrolowane, ponieważ Akita chce dominować, a każdy taki przejaw jest przeze mnie korygowany- żaden z psów nie ma prawa przejawiać dominacji inaczej mogłoby się to źle skończyć. Druga sytuacja; Spotkanie ze znajomymi- przychodzi pies awanturnik z właścicielką, która go nie ogarnia- a psy od początku chciały się zjeść. Konsekwentne korekty jednego i drugiego psa trwające co prawda jakieś 20 minut pozwoliły psom leżeć ok 1,5 m obok siebie (oczywiście od czasu do czasu trzeba było znowu któregoś osobnika skorygować, ale skakania do gardeł nie było i piwo można było wypić na spokojnie). Nie wiem jak inaczej miałbym to osiągnąć, ale dzięki Milanowskiemu podejściu mi się udało i był spokój. [QUOTE]Chodzenie w jakim stadzie? Bo raczej nie wilczym. Polowanie wilcze wcale tak nie wyglądają - tam zwierzęta współpracują jak części jednego organizmu i alfa wcale nie pcha się przed osobniki z najlepszym węchem, najszybsze, etc. bo to one muszą być na czele, żeby polowanie się powiodło. Już lepiej hierarchię widać przy samym jedzeniu.[/QUOTE] Z polowaniem masz rację, ale już z przemieszczaniem się stada niee. Aha, tyle że z tego co pamiętam to samiec alpha daje sygnał wilkom do ataku oraz to on pierwszy rzuca się do gardła konkretnej ofierze :).
  6. Podstawą metod Cesara jest "poprawny spacer z psem" uważa, że to jest najważniejszym elementem uzyskania dominacji/autorytetu czy cokolwiek nad psem. Argumentuje to tym, że chodzenie w stadzie polega na tym, że to przewodnik/samiec lub samica alpha stoi na czele, dyktuje tempo, kierunek- stoi na czele, a stado dostosowuje się. Poprzez zmęczenie psa spacerem pokazujemy, że to my jesteśmy przywódcą stada. Jeżeli chodzi o kopanie, puknięcie itd,- w tym wszystkim chodzi o dotknięcie psa, albo inaczej- pewnego rodzaju zaznaczenie ugryzienia- krótkiego takiego jak przy wzajemnym dyscyplinowaniu się psów. To samo z dotykiem dwóch palców u dłoni tak, żeby imitowały zęby. Efektem tego ma być pokazanie, że konkretne zachowanie jest nie jest tolerowane. Podobnie używanie łańcuszków i kolczatek. Ma rozproszyć psa tak, żeby przestał świrować na punkcie czegoś co np. zauważył. Szczególnie użyteczne jest to przy niższych psach, ponieważ nie zmieniamy postawy, nie schylamy się, utrzymując postawę wyprostowaną, odprężoną, kojarzącą się psu z przywódcą. Podczas szkoleń psy uczą się pewnych schematów. Na zmianę się nakręcają i wykonują polecenia, za które dostają nagrodę w postaci jeszcze większej dozy ekscytacji. W tym momencie powstaje u psa pewien schemat, który można roboczo określić jako Szkolenie, który owszem utwierdza człowieka jako obiekt ekscytacji, ale nie jako lidera, a raczej jako mobilną stację zabawy. Problem w tym, że pies kiedy zacznie świrować na punkcie np. innego psa nie znajduje się w tym schemacie szkolenia czy zabawy, tylko w obronnym, gdzie przyjmuje rolę lidera zamiast właściciela i sam próbuje bronić stada. W naturze to lider by mu pokazał kto jest wrogiem, a kto przyjacielem, a obecnie psy nie są aż tak przystosowane do tej roli, ponieważ hodowla nie dobiera psów pod kątem zdolności przywódczych. Dlatego zabawy i szkolenie nie zawsze stawiają człowieka na szczycie, a u dominujących psów brak reprymend może dać wręcz odwrotny skutek. Żeby umocniła w dominacji osoba musi przeprowadzać ją na własnych warunkach i w sposób pokazujący kto rządzi. Trzeba oczywiście pamiętać, że psy z natury uległe nie muszą się wpisywać w schemat, bo same podświadomie ustawiają się na pozycji podwładnego.
  7. [QUOTE]1. Zabieram dziecko, staram się znaleźć przyczynę warczenia, następnie na spokojnie pracuję z psem i dziećmi włączając jakieś w elementy szkolenia, pozwalając im nagradzać psa, jednocześnie stopując psa poleceniami, jeśli sobie pozwala. 2. Wrzeszczę ;-) 3. Wrzeszczę ;-)[/QUOTE] Takie właśnie miałem pytania jak mały miał 3 miesiące i miałbym na niego krzyczeć? może faktycznie nie jesteś taka "pozytywna" :). I dalej nie mam wartościowych odpowiedzi w tym temacie...zresztą tak przypuszczałem, że tak będzie ponieważ na tym forum niektórzy także nie potrafili mi "pomóc" i wszystko obracali zbyt ogólnie bez rzeczowych informacji, których wtedy szukałem. [QUOTE]Na to już w ogóle ręce opadają - a to Ty pisałeś posta wyżej o cierpliwości i pracy nad sobą :evil_lol: Spotkanie towarzyskie to nie jest miejsce na uczenie psa. Jak biorę psa to ludzie rozumieją, że z nim pracuję - no szczególnie jak sami mają psy. Jak nie, to go nie biorę albo mam na lince/smyczy, a na naukę aranżuję specjalną sesję, kiedy nikt nie będzie marudził, że moja praca z psem przeszkadza w popijaniu browarka :evil_lol:[/QUOTE] Tak pracy nad sobą, ale nie będę tracił czyjegoś czasu na to by zajmować się problemem z psem przez izolowanie go, wolę skorygować raz, drugi i mieć spokój (nie mówię o stukaniu psa, zazwyczaj wystarcza "ejjj" lub "dość" "nie wolno" zależy to od sytuacji, ponieważ na te słowa reaguje i już. Jak idę pracować z psem to co innego, ponieważ mam na to czas i "cierpliwość", ale gdy idę się spotkać ze znajomymi na piwo to nie będę wtedy tracił czasu na szkolenie- pies już wie jak się zachować, ale np, pojawi się prowokator i trzeba wtedy mu przypomnieć "kto jest panem sytuacji" a kto ma wyluzować :). Przy szkoleniu pozytywnym napisałem, że jest bezstresowe ponieważ wydaje mi się niektóre osoby uważają, że puknięcie, wybicie ze stanu, czy korekta psa jest dla niego stresową sytuacją- dlatego tak napisałem. Pies nie olewał smakołyków/zabawek itd, wyglądało to tak, że przykładowo pies biegał po łące, kopał czy cokolwiek tam sobie robił i go zawołałem to przychodził-ok, ale za powiedzmy 3 razem gdy zobaczył, że nie został za to nagrodzony to zaczynał mnie olewać... Czy ucząc szczeniaka nie trzeba właśnie umacniać dobrego zachowania? nie ważne czym...czy to kawałek szynki, ulubiona zabawka, zwrócenie na niego uwagi, pogłaskanie, pochwalenie głosem itd, ja to właśnie tak rozumiem. Myślę, że w dużej mierze wszystkie problemy psiarzy z ich psami biora sie z tego ,że nie zauważają, że ich psy są ciagle podekscytowane albo nie wiedzą jak je z tej ekscytacji wybić . Pobudzony pies jest mniej zdolny do zrozumienia przekazu właściciela i bardziej skłonny do tzw "nieposłuszeństwa" . Niestety wiele osób nie dostrzega drobnych zman nastrojów swoich pupilów...
  8. [QUOTE]No to przykro mi, ale Ty zawaliłeś sprawę... Żadne szkolenie nie powinno polegać na futrowaniu psa smaczkami, żeby się nami łaskawie interesował. Do tego potrzebna jest stanowczość, spokój, konsekwencja, odpowiednia manipulacja zasobami (nie tylko smakołykami, ale i naszą uwagą, zabawkami)... To o wiele trudniejsze i więcej wymagające od przewodnika niż "zdominowanie" psa.[/QUOTE] Myślałem, że polega to na pozytywnym, bezstresowym utrwalaniu u psa pewnych zachowań...a może się mylę? Mój pies dostawał smaczka/zabawkę za wykonaną komendę, olanie jakiegoś psa, każdy powrót do mnie- tak aby dobrze to kojarzył, chodzenie przy nodze itd, itp. Ale chwila... czy to czasami nie są metody szkolenia psa??? no właśnie... a metody Millana nie polegają na szkoleniu tylko na wychowaniu. Tylko, że pozytywne szkolenie=wychowanie, ale to nie działa u wszystkich ras i "egzemplarzy" psów. Są takie jak np, mój Akit który ma "twardy charakter" chwila zwątpienia/zawahania i pies podejmuje decyzje... odwracanie uwagi smakołykiem od chęci pójścia na psa (mój 3 miesięczny szczeniak brał zabawę na poważnie i każdego psa chciał ustawiać) na dłuższą metę się nie sprawdzały. Owszem w "szkoleniu" dawanie smaczka/zabawki za wykonane polecenie "TAK" dla utrwalenia zachowania, ale do wychowania, gdzie pies ma nie np, atakować, szczekać, warczeć, skakać po kimś, wymuszać głaskanie, podważać autorytet przewodnika- zwłaszcza jeżeli robi to przy innym psie jest nie na miejscy, no chyba że komuś to pasuje... Mam takie pytania z czystej ciekawości...dotyczy "metod pozytywnych"; Jak postąpiłabyś w sytuacji gdy pies warczy przy Tobie na dziecko- Twoje czy obce- bez różnicy? Jak postąpiłabyś w sytuacji gdy pies podważa Twój autorytet- np, nie wykonuje polecenia przy innym psie? I w końcu w jaki sposób wybiłabyś ze stanu ekscytacji psa np, podczas spotkania innego psa? Powiedz co zrobiłabyś "w tym" czasie? Ja wykonam korektę/korekty, które na "teraz" zadziałają :) Bardzo mnie ciekawi co odpowiesz, ponieważ kiedyś miałem podobne problemy i nikt nie potrafił powiedzieć jak w takiej sytuacji się zachować- "w tym czasie". Bo np, będąc w parku ze znajomymi nie wyobrażam sobie ustawiać dwa psy przez 1 godzinę czy ile tam...aby odchodząc do drzewa i czekać aż pies się uspokoi i robić tak w kółko, aż zmieni swoje zachowanie...Myślę, że znajomi szybciej by uciekli do domów z nudów niż czekali na rozstrzygnięcie sprawy :).
  9. Ludzie na temat wychowania psów przez Cezara reagują najczęściej na dwa sposoby; albo mówią/słuchają/obserwują i mówią że to ciekawe i chciałabym/chciałabym tego spróbować albo machają ręką, krytykują i mówią, że to zawracanie dupy... Ludzie z reguły nie lubią pracy nad sobą, nie lubią jak zwraca im się uwagę na ich wady, a stosowanie metod Cesar'a wymaga spojrzenia na siebie krytycznym okiem. Jeżeli w relacji człowiek- pies są problemy to zawsze w takiej sytuacji nawala człowiek, a nie pies. Istotne znaczenie w Milanowskim podejściu do psów jest to, że Cesar jest buddystą. To daje mu inne spojrzenie na rzeczywistość, na... generalnie cały świat. Dlatego jemu jest łatwiej zachować ten spokój, który jest kręgosłupem powodzenia stosowania jego metod. Podejście Millana do ludzi i ich problemów z psami jest proste "nic na siłę". Nie można pomóc komuś kto na siłę upiera się przy swoim, uważając że to pierwsza strona ma rację a druga się myli bo coś tam...Każdy człowiek jest inny, ma swoje przekonania i doświadczenia, które są dla niego wytycznymi i jeżeli dana osoba „nie czuje blues'a”, to nie ma co jej zmuszać i przekonywać. I tak się nie uda. Tym bardziej, że stosowanie metod Cesar'a wcale nie jest takie proste. Wymaga od człowieka ogromu pracy, przede wszystkim nad samym sobą. To co uzyskasz w relacji z psem, zależy tylko od ciebie. Są osoby, które mają swoje przekonania podparte doświadczeniami (ale też nie zawsze) i ich nie zmienią, niezależnie od okoliczności. Nie ma sensu starać się narzucić komuś swojego punktu widzenia. Cesar ma wieloletnie doświadczenie i żyje z psami i z psów, jest z nimi ciągle, ciągle je obserwuje, uczy się od nich, wyciąga wnioski i jest mu znacznie łatwiej ogarnąć zwierzaka z którym są problemy.Dzieje się tak dlatego, że on 24/7 żyje w tym stanie „spokojnej asertywności” (poza tym facet jest buddystą, a co za tym idzie ma określone nastawienie do życia, które w jego pracy bardzo mu pomaga), a zaplecze, które sobie wypracował przez te lata, pozwala mu się skupić na pracy z psami (przestrzega też zasady, że kiedy jednak jakaś sytuacja go zmęczy albo zwyczajnie poddenerwuje „wychodzi z niej”, robi sobie przerwę, uspokaja się i dopiero do niej wraca). Tzw „szaremu Kowalskiemu” faktycznie trudno jest w życiu, które nie kręci się jedynie wokół psów i „psiarstwa” osiągnąć taki stan. Jeżeli masz w głowie „mapę” (rozumiesz już podstawy wedle których postępuje Millan) i wiesz jak się nią posługiwać, to sprawy stają się prostsze, bo dociera do ciebie, że wszystko się „krystalizuje”. Osoby, które się wypowiadają pozytywnie o Millanie i bez cienia wątpliwości ogarniający swoje psy (są to najczęściej trudne rasy- molosy lub psy z "twardym charakterkiem") wiedzą, że jak się np, molosa lub szpica nie ogarnie to one ogarną ich i mają duży problem. Prawie każdy kto obcuje na co dzień z trudnymi rasami mógłby się co najwyżej uśmiechnąć na twierdzenia co niektórych osób. Niektórzy już tak mają, że ich zdanie, to ich zdanie, a merytoryczne argumenty, rzeczywistość → obiektywna prawda, nie mają dla nich znaczenia. Psy są hierarchiczne lubią wiedzieć na czym stoją i gdzie jest ich miejsce w "szeregu". Jeżeli jest inaczej to zaczynają się problemy i szukanie pomocy. Na początku swojej przygody z Akitą (drugim psem- wcześniej był jamnik, pierwszy dużym psem i to tak trudnej i wymagającej rasy) także uważałem metody Millana za okrutne, bez sensu- uważałem że można inaczej. Tak się złożyło, że mały przez te "pozytywne metody" stawał się coraz to większym tyranem i dominantem w swoim świecie. Kończyło się tak, że był grzeczniutki i wykonywał polecenia, gdy wiedział że spotka go za to nagroda- wystarczyło raz czy dwa nie dać mu smaczka i przestawał się mną interesować. Ponieważ mój pies ma "bardzo trudny charakter" jest niesamowicie dominującym psem (100% samiec alpha) mimo wszystko jak na Akitę to musiałem zacząć coś zmienić w swojej pracy z kitką. Kilka osób (obeznanych w temacie- nie laicy którzy się naoglądali NG i programu Millana) wytłumaczyło mi podstawy, pewne zachowania- chodziło najpierw o pracą nad sobą (to że komuś się zdaje że jest spokojny wcale nie oznacza, że dla psa jest on spokojny) a później nad psem. Psy są bardzo wrażliwe na mowę ciała czytają w nas jak w otwartych książkach, wyczuwają zmianę temperatury ciała i wyczuwają zmianę zapachu, który wydzielasz w rozmaitych sytuacjach. Psa nigdy nie oszukasz. On wie jak się czujesz. Czy to jest „twój dzień”, czy raczej wstałeś lewą nogą, czują twój strach i niepewność, bo wtedy inaczej pachniesz. Tylko pewny siebie, stabilny psychicznie człowiek, a przede wszystkim opanowany i niepoddający się emocjom, może być dla psa wiarygodnym przewodnikiem. Dlatego nigdy nie wolno na psa krzyczeć, niecierpliwić się i traktować niepowodzenia podczas ćwiczeń, jako osobistą klęskę. Pies na którego będziesz wrzeszczeć, owszem przestanie „żebrać” albo żuć twoje buty ale nie dlatego, że „trafiły do niego twoje argumenty”. Odejdzie, przejdzie gdzie indziej ale tylko dlatego, że uzna cię za świra, a świry są niestabilne psychicznie, a to jest niebezpieczne. Żadne zwierzę nie zaufa niestabilnej, rozchwianej, a więc niebezpiecznej energii, po prostu nie będzie chciało znajdować się w jej pobliżu. [QUOTE]Ja czytalam ksiazke oraz ogladalam sporo filmow. Uwazam te metody, lub powiedzmy lepiej – nastawienie, za bardzo pomocne. Czytalam tez inne ksiazki innych autorow, ale Cesar przemawia do mnie najbardziej. Ostrzezenia sa z jednej strony prawnym zabezpieczeniem dla autora, z drugiej z pewnoscia zamiarem uswiadomienia ewentualnym uzytkownikom, ze nalezy kazda sytuacje indywidualnie rozwazyc i dostosowac do wlasnych mozliwosci. Ale takze na kazdym opakowaniu aspiryny znajduja sie ostrzezenia o skutkach ubocznych. Takze na kazdym opakowaniu papierosow mozna przeczytac ostrzezenia o niebezpieczenstwie i skutkach zwiazanym z paleniem – tu nawet nie ma zadnych pozytywnych, tylko same negatywne, i co? Takze korzystanie z samochodu moze sie w kazdej chwili zakonczyc smiertelnym wypadkiem, ale takiego ostrzezenia nawet w nim nie ma. Czy to znaczy, ze zadnej z tych rzeczy nie wolno tykac? Tu uwazam, ze to jest osobista decyzja. Cesar zyje w Ameryce, a tam jak wiadomo, potrzebny jest show. Wiec on naturalnie to tez robi, inaczej nie mialby szans wyplynac i zdobyc popularnosci, a dzieki temu uwagi szerokiej publiki, zeby przekazac to, co ma do przekazania. A do przekazania ma wiele. Trzeba wziac poprawke na te okolicznosci i reszta jest ok. Oczywiscie, ze sa inni dobrzy behawiorysci, ale kto ich zna? A on osiaga masowe dzialanie i to jest dobre. Nie jestem zwolenniczka hodowania niesamodzielnych wlascicieli psow, ktorzy z kazdym klopotem musza leciec do behawiorysty. Metody, lub lepiej powiedzmy – niejako filozofia zyciowa Cesara daja mozliwosc pomozenia sobie samemu. Zdecydowanie nalezy uwazac przy naprawde agresywnych psach! I nie malpowac niczego tak po prostu, tylko sprobowac znalezc to, co on przekazuje pod powierzchnia tych wszystkich efektownych filmikow. Wtedy skorzystanie z tych przekazow jest swietna pomoca w znalezieniu drogi, ktora pozwoli na wyciagniecie jak najwiecej radosci z wzajemnego obcowania psa i czlowieka dzieki zapobieganiu niepotrzebnym problemom. Cesar zajmuje sie bowiem nie tylko problemem agresywnosci, ale takze mnostwem innych sytuacji, w ktorych jego porady moga byc pomocne. Kto dokladniej sie temu przyjrzy, stwierdzi, ze nie chodzi tu wcale o jakies mechaniczne metody – takie nie bylyby skuteczne – tylko w pierwszym rzedzie o wewnetrzna postawe i zrozumienie wlasciciela psa. Po Millana nie trzeba dopiero wtedy siegac, gdy jest problem. Wiekszosci problemow mozna zapobiec, zdajac sobie sprawe z paru prostych rzeczy, na ktore on zwraca uwage. Daje on wskazowki, jak mozna wlasciwie komunikowac sie z innym gatunkiem, jakim jest pies, ktory ma inne wzorce zachowania niz gatunek ludzki. Zdolnosc, ktora widocznie w miare rozwoju cywilizacji zaczynamy zatracac z powodu braku kontaktu z natura. Podkresla waznosc komunikacji w obie strony, co niekoniecznie dla kazdego jest samo przez sie zrozumiale. Wielu ludzi wydaje tylko komendy i oczekuje od psa, ze on ich slucha, co niestety tak nie dziala. Cesarowi chodzi takze o rozumienie sygnalow psa i wlasciwa reakcje na nie oraz zrozumienie, ze pies reaguje po psiemu a nie po czlowieczemu. To ostatnie wbrew prostej logice jest najwiekszym bledem wlascicieli. Psy sa uczlowieczane! I to jak! Takze jak czytam tu na Dogomanii wypowiedzi tych niby doswiadczonych w obejsciu z psami uzytkownikow, to lapie sie za glowe, ilez tu jest wlasnych emocjonalnych projekcji na te biedne psy, ilez przypisanych im wewnetrznych reakcji i stanow ducha, ktore jednakowoz sa tylko emocjami ludzi, ktorzy maja z jakims przypadkiem do czynienia. Jesli lektura Cesara przyczyni sie do zrozumienia tego i rozdzielenia wlasnych reakcji i emocji od zachowan psa, tudziez wplyw wlasnego emocjonalnego stanu wewnetrznego i sygnalow, jakie swiadomie czy nieswiadomie wysylamy, na zachowanie tegoz psa, to jest to juz spory krok. Tak bylo tez i u mnie. Wiele rzeczy wiedzialam instynktownie, ale nie potrafilam tego nazwac i przez to nie tak celowo stosowac. Nie trzeba wcale robic jakichs ryzykownych ekperymentow, tylko zaczac od malych kroczkow i obserwowac siebie, psa i dzialanie. Czasem potrafi to dostarczyc duzo nowych odkryc o sobie samym i wiele radosci, bo pozwala sie dokopac do wlasnego naturalnego, wrodzonego instynktu, na ktorym mozna polegac bez potrzeby szukania ciagle czyjejs pomocy. I nie jest to wtedy zadna ciezka praca z psem, tylko czysta przyjemnosc. Mam Onke, ktora wzielam ze schroniska w wieku 7 lat, ganiala koty jak szalona. Wygladalo, jakby byla na nie szczuta. Jest to suka dominantka, ktora gdy tylko ma wrazenie, ze nikt jej nie prowadzi, jest gotowa do natychmiastowego podporzadkowania sobie bez pardonu kazdego napotkanego psa, w razie czego i zebami. Musze powiedziec, ze jak to wyszlo, a zwlaszcza po pierwszym krwawym starciu z Onka sasiadow, rownie dominujaca, mialam lekkie obawy, jak bedzie, wiec zaczelam szukac porad, zeby nie zrobil sie problem i m.in. natrafilam na Cesara Millana. Nie mowie, ze jest teraz wielbicielka kotow, ale w ciagu kilku miesiecy, bez specjalnego szkolenia, tylko podczas wykorzystania okazji przy spacerach, oduczyla sie calkowicie ich ganiania (bedac w obecnosci prowadzacego czlowieka, no ale nie lata sama). Teraz jak widzi kota, to patrzy najpierw, czy ja go widze. I to wystarczy calkowicie, ze ona to wie. Nie musze miec jej na smyczy. Nie musze nic mowic ani robic poza lekkim chrzaknieciem na potwierdzenie, ze gonienie niepozadane. Koty w domach, gdzie jestesmy z wizyta, ignoruje i woli sie usunac, zeby nie miec pokusy, wiedzac, ze nie wolno. Zreszta podobnie jest tez ze wszystkim innym. Na inne psy, jak jej nie pachna, jezy wlos, ale nic nie robi. Pies jest bardzo karny, tylko musi wiedziec, ze przewodnik jest w pelni obecny i ma sytuacje pod kontrola, inaczej ona ja przejmuje. Jest bardzo proludzka, tu nie bylo najmniejszego problemu od poczatku, wiec dzieki temu dla mnie swietny objekt nauki, jak prowadzic psa. I jednoczesnie, jak byc w pelni obecna, bo przy tam psie to musze. Mala rzecz a jak wazna, ktora sobie uswiadomilam po lekturze Cesara. Takze reszta mojej rodziny daje sobie z nia swietnie rade przestrzegajac niewielu podstawowych zasad. Posluszenstwo osiagniete bez jakiejkolwiek kary, bez zadnych nagrod, oprocz poklepania na znak, ze cos dobrze zrobila, lub pochwala glosem, reszta to tylko uwaga i postawa, ktora zaleca Cesar, no i wlasnym odczuciem i reakcja wg. tego. Bez zadnego kopniecia, linki, mozolnego uczenia komend czy czegokolwiek innego, bo przy tym psie nic takiego nie bylo potrzebne. Chciala wspolpracowac, tylko nie byla nauczona, jak to robic. Wystarczylo nawiazac z nia kontakt i wtedy pies pojmuje w mig, jakby telepatycznie. Na takie przypadki Cesar jest idealny -;-)[/QUOTE]Podpisuje się pod tym całym ciałem :).
  10. SAIKO

    Saikyo:)

    kilka świeżych :) [IMG]http://i54.tinypic.com/w1y5wi.jpg[/IMG] [IMG]http://i52.tinypic.com/333gwnn.jpg[/IMG] [IMG]http://i56.tinypic.com/zxp8wx.jpg[/IMG]
  11. Fajny ten Twój urwis :) Pozdrawiam.
  12. [QUOTE]Hihihi, to musisz się lepiej przeglądać :lol: Masa jest takich tematów, gdzie właściele przyznają, że psa leją itd. Ja też sie z tym spotkałam. Ba, spotkałam sie też z obrożą elektryczną u szczylka kilkumiesięcznego, który był rażony prądem, gdy chciał do kogoś podbiec. [/QUOTE] W takim razie mnie przeramowałaś :) osobiście nie widziałem takich rzeczy, lecz takie osoby są dla mnie......:)
  13. [QUOTE]SAIKO, zanim coś napiszesz wypadałoby pomyśleć. Piszesz: "polecenie wydaje się raz" - a ja zapytam, skąd pies ma znać znaczenie jakiegoś słowa, skoro słyszy je np. pierwszy raz w życiu albo nie jest to słowo właściwie skojarzone z odpowiednią reakcją? To jak z uczeniem psa "tradycyjnym" w najgorzej rozumiany możliwy sposób - pan mówi "siad", szczenię baranim wzrokiem gapi się we właściciela nie wiedząc o co chodzi, pańcio kochany podwiesza psa na obroży albo zdziela smyczą po dupie, albo przygniata zadem do ziemi i drze japę "siad mówiłem!!!" tak na przykład. Idiotyzm. Bo co? Bo "pies ma się słuchać i już!". [/QUOTE] Kurczę nie wiedziałem, że mamy do czynienia ze szczeniakiem, który dopiero uczy się komend...jeżeli nie zna to masz rację, ale jeżeli nie to pozostaje jednak przy swoim :). evel: z tego co zaobserwowałem to strasznie lubisz czepiać się słówek, wygląda na to że osoba która "coś" pisze/radzi musi przy okazji wypunktować dodatkowe- często nieistotne w danym momencie rzeczy...Właścicielka psa nie pisze "w tym temacie", że ma 5 miesięcznego szczylka, który nie zna podstawowych komend, nie pyta jak nauczyć go tych komend itd. Mówimy tu o 14 miesięcznym urwisie, który (zakładam) zna komendy. Czy do psa znającego komendę "siad" mówisz " Azorek siadaj ładnie" albo "Azorek, siad, siad, siad, no siad..." nie sądzę...;) To co napisałaś o biciu szczeniaka za to, że nie rozumie znaczenia konkretnych słów, że dopiero się uczy i ma prawo ich nie znać/bądź wg ich nie zna- porównując to do stwierdzenia "polecenie wydaje się raz" to już mała przesada. Jeszcze nie spotkałem "żadnej" osoby, która miałaby na tyle nie równo pod sufitem, aby bić przykładowo 3 miesięczne szczenię spaniela... może mało jeszcze widziałem, ale wydaje mi się, że "prawie nikt" kto czyta fora i szuka pomocy nie jest tak tępy, żeby robić takie rzeczy. Pozdrawiam.
  14. Na początek kilka pytań; 1. Czy pies ma w domu jasno określone zasady? 2. Czy pies jest rozpieszczany itd? 3. Takie proste sprawy w stylu czy piesek ma cały czas miskę z jedzeniem na podłodze, dostaje żarcie gdy się upomina, bawisz się z nim wtedy kiedy mały ma na to ochotę itd? 4.Czy masz możliwość rozładować energię psa w miejscu, gdzie żaden pies nie będzie Ci przeszkadzał? [QUOTE]Witam. Od niedawna mam problem ze swoim cocker spanielem i postanowiłam tu napisać. Zaczęło się od tego, że mój pies zaczął prowokować inne psy, patrzył się na nie i gdy zaczęły warczeć, on też zaczynał i się rzucały na siebie. Gdy psy nie odpowiadały warczenie, obwąchały sie, napięte lub najeżone, ale nic się nie działo. Ostatnio nie wiem czemu zaczął dziwnie reagować na duże psy (samce) często staje przednimi łapami na ich grzbiecie i zaczyna warczeć. Jest jeszcze młody i chciałabym zwalczyć jak najszybciej te nieporządane zachowania, by się nie pogłębiły i zaczyna się problem, bo poprostu nie wiem co robić, gdy on się tak zachowuje... :shake: Jeśli chodzi o przyczyny jego 'agresji' to: - Pobyt u mnie przez tyg. jack russel terriera ( rodzinka wyjchała, pieska mi zostawiła ), który nie toleruje innych psów, rzuca sie na wszystkie. W domu mój Scoob pare razy został przez niego pogryziony i w końcu zaczął się bronić, a nie uciekać jak kiedyś... :angryy: - Agresja pogłębiła się niestety, ale po obozie z psem... Były tam jeszcze 2 spaniele, z którymi wiecznie dochodziło do spięć i nie da się ukryć, że to jednak zaszkodziło psychice mojego psa, stał się jeszcze bardziej wrażliwy na agresje. Proszę o rady osób które już styknęły/ stykały się z tym problemem i wiedzą jak sobie z nim poradzić. Będe wdzięczna za każdą rade. ;-) Głównie chodzi mi o to co mam robić, gdy mój spaniel np. warczy na innego psa, bo wtedy jestem troche bezradna, słyszałam już za dużo teorii, tych pozytywnych i negatywnych.. [/QUOTE] Pies jako zwierzę stadne, czuje się pewnie/bezpiecznie w sytuacjach jasno dla niego określonych, potrzebuje lidera z prawdziwego zdarzenia. Ty jako lider musisz ogarnąć sytuację po to, aby pies miał poczucie bezpieczeństwa, aby nie uważał że skoro nie ma szefa to ''ja to wezmę na siebie". Większość problemów ludzi z psami (a nie psów z ludźmi) bierze się stąd, że człowiek nie jest „szefem”, albo dlatego ,że bywa nim tylko czasami. Sęk w tym ,że szef musi być szefem zawsze i wszędzie. Alfa nie bierze urlopu od bycia Alfą. Pies żyje w chwili obecnej. Kiedy nie ma lidera, a ludzie w około nie rozumieją, że z punktu widzenia psa lider jest niezbędny (ponieważ inaczej panuje chaos, który stanowi zagrożenie dla przetrwania stada), pies automatycznie przejmuje jego rolę. Taka jest natura psów. Często „agresywne psy” wale nie są agresywne. One po prostu są sfrustrowane, w swoim psim sposobie postrzegania świata nie mają wyboru : muszą wziąć ten obowiązek na swoje barki. W swoim psim mniemaniu dźwigają na sobie ciężar przewodnictwa stada (którym jest dla nich rodzina, albo duet człowiek-pies), a wcale nie mają „natury lidera”. Wprowadź zasady w domu, zacznij go olewać (w sensie- nie patrz na niego jak na niemowlaka- to pies nie dziecko, nie ciućkaj do niego cały czas, nie wołaj go, gdy nie masz ku temu powodu itd), koryguj "KAŻDE" złe zachowanie i nagradzaj za dobre, staraj się go wybiegać. Nie pozwalaj puki co, by jakiś pies się do niego zbliżał, a jeżeli podbiegnie do was piesek-torpedka to ty musisz wziąć go "na klatę" nie Twój pies, on ma być za Tobą. Jeżeli Twój pies nie umie chodzić na smyczy to z nim popracuj, on ma iść równo z Tobą lub na luźnej smyczy, jeżeli mu pozwalasz dalej odejść.Dlatego nie ma sensu 10 minutowe przemówienie do psa w rodzaju „Azorek idziemy już do domku, jest za gorąco na spacerki ” - podczas gdy Azorek stoi zwrócony dupą do swojego pana, na napiętej smyczy i ciągnie go np. w kierunku innego psa. Napięta smycz oznacza, że sytuacja jest napięta, bo pies ma inny pomysł na życie niż jego pan. Że jego pan nie jest jego panem (z czego kompletnie nie zdaje sobie sprawy) i że szefem w tym duecie jest pies, który ma własny pomysł na siebie na to popołudnie i dąży do jego realizacji. Podczas gdy jego pan jak ostatnia (*)(*)(*)(*) daje się ciągnąć i wydaje z siebie jakieś kompletnie dla psa nic nie znaczące dźwięki, zamiast krótko psa skorygować. Nie krzycz, nie piszcz, bo to tylko pogarsza sytuację, pies się jeszcze bardziej nakręca i wtedy trudniej jest go wybić z tego stanu. Niczego się od psa nie uzyska, dopóki nie będzie on spokojny, w odpowiednim tzw, otwartym na komunikaty „stanie umysłu”. Kontakt wzrokowy bardzo pomaga. Do psa się nie przemawia, z psem się nie dyskutuje. Pies musi być skupiony na przewodniku . Polecenie wydaje się raz. Im mniej głosu, tym lepiej. Raz nie skutkuje - korekta. Powtarza się do skutku. Na razie tyle jak będę miał czas to jeszcze coś dopiszę :). Pozdrawiam.
  15. takiej to dobrze...hehe :)
  16. SAIKO

    Saikyo:)

    O proszę :), tak kontakt w miarę utrzymuję, chociaż nie zadaje już tylu pytań co na początku...właściwie to przez ponad 3 miesiące o nic nie pytałem, tylko opisywałem charakter rudego i wysyłałem fotki ;p. Jeżeli masz jakieś pytania o hodowlę to możemy porozmawiać na pw, bo tak na forum to nie chcę robić nikomu reklamy, ponieważ pani Joanna może sobie tego nie życzyć :) chociaż nie wiem, nie pytałem.
  17. Ciężko będzie się akicie dogadać z innymi psami...Wprawdzie widziałem na filmikach akity am. w stadzie z ok 15 psami, ale na pewno nie będzie to łatwe... Mój pies ma 8,5 miesiąca, jak na razie (mimo socjalizacji) potrafi dogadać się tylko z dwoma psami, jeden to taki kundelek, a drugi to 5 letni amstaff. Innych psów już nie chce tolerować, ponieważ na spacerze podleciał do nas psiak, który uważał że może sobie poskakać po akicie...skończyło się to krótką awanturą i od tego momentu jeży się na sam widok psów do kolan. Jak wiesz Akita bez względu na to czy to japońska, czy amerykańska chociaż ta jest nieco większa od pierwszej to potrafi dać nieźle popalić innym także większym psom, więc tak jak ktoś już wcześniej napisał, gdy akita dorośnie może Twoim psom zrobić duże kuku...zwłaszcza jeżeli któryś wcześniej próbował ją sobie bardziej ustawić. Akity to nie owczarki czy husky, one jak już ustalają hierarchię to są bezkompromisowe, będą toczyć bój na śmierć i życie i bardzo rzadko przegrywają... Podsumowując, wprowadzanie akity do stada dużych psów to głupota...niestety.
  18. SAIKO

    Akita i niewidowmy

    To co zrobiłaś to było rzucenie psu wyzwania :) tu także trzeba uważać na jakiego psa się trafi, bo jeden się wycofa a drugi może podjąć próbę walki...ale to jest Twój pies, którego znasz w 99% i wiesz jaka będzie jego reakcja. Jeżeli chodzi o metody Cezara to najpierw trzeba je zrozumieć, następnie zmienić swój sposób myślenia, zachowania a dopiero później można je stosować. Metody pozytywne działają doskonale w szkoleniu psa - sam je stosuje, ale jeżeli chodzi o wychowanie to już nie bardzo...zwłaszcza z trudnymi rasami.
  19. SAIKO

    Akita i niewidowmy

    [QUOTE]Moja koleżanka ma akitę i pies został w ciągu 6 lat życia "kuksnięty" tylko raz, przez faceta, który przyszedł położyć płytki - krew się polała... A pies nigdy wcześniej nie zachował się agresywnie wobec ludzi, nawet nieznajomych gości - no ale nigdy nie był bity, szarpany czy kuksany.[/QUOTE] Nie porównuj obcej osoby, która sobie za dużo pozwoliła - do skorygowania psa przez członka rodziny - w tym wypadku osoby wyżej w hierarchii. Jeżeli możesz psa wszędzie dotykać, reaguje on na Twoje polecenia i jest względem Ciebie że tak powiem uległy (nie strachliwy) to jak najbardziej masz prawo do skorygowania psa za niepożądane zachowanie. [QUOTE]Taa, doradzaj obcej osobie na forum "kuksanie" akity skłonnej do agresji. Za szycie, rehabilitację i odszkodowanie po pogryzieniu też się poczujesz i zapłacisz?[/QUOTE] Nigdzie nie pisze, że pies jest agresywny w stosunku do właściciela...gdybym powiedział, żeby dzieciak to zrobił (czego bym nie powiedział) to rozumiałbym Twoje zdanie. Miałem taką sytuację, że mój 3 miesięczny szczeniak (nie jest to dokładne porównanie) kłapał zębami do siostry...gdybym wtedy nie reagował na to bulgotanie to mogłoby być teraz nieciekawie...najpierw ja korygowałem psa co skończyło się tym, że w mojej obecności już nie warczał, a następnie moja siostra zaczęła się inaczej zachowywać do psa. Raz, drugi, trzeci poszła słowna lub fizyczna korekta i teraz jest w porządku. Ale same korekty nic nie dadzą jeżeli nie zmienicie swojego zachowania względem psa... [QUOTE]Akita jest bardzo honorowa, relacje z takim psem powinny opierać się na obustronnym szacunku, a nie tylko ślepym podporządkowywaniu sobie psa za wszelką cenę. To nie owczarek niemiecki, którego zlejesz i przyjdzie lizać Ci buty - akita ma za silny charakter i na agresję nauczy się odpowiadać agresją. Nad psem trzeba umieć zapanować bez tego typu zachowań - strona która pierwsza przechodzi do konfrontacji fizycznej, pokazuje że jest mniej pewna siebie, nie umie nad sobą zapanować, daje się sprowokować psu i jednocześnie uczy psa używania siły w relacji pies/człowiek, co gdy w domu są małe dzieci, może doprowadzić do tragedii.[/QUOTE] Akita potrzebuje poczucia hierarchii, ona nie wychowa się pozostawiona sama sobie...Ładnie opisałaś tu niektóre cechy charakteru :) tylko nikt tu nie mówi o ślepym podporządkowaniu psa - u Akity to nie działa :) Zwykła korekta typu; puknięcie palcami psa ma na celu wytrącenie psa z niepożądanego stanu. To nie jest siłowanie się z psem, czy spuszczenie mu łomotu... Dalej jestem zdania, że Akita odziedziczył zbliżony do wilka charakter:)
  20. Zanim zaczniesz pracować z pieskiem, to zabieraj go na porządny spacer tak aby rozładował tą energię, później zabierz się za pracę z nim. Twój chłopak ma go "gdzieś" (nie dosłownie, chodzi o to, że go lekceważy), a Ty robisz z niego przytulankę...:) Pamiętaj, że to pies...przez pierwsze dni sprawdzał na ile sobie może pozwolić, a teraz jak już wie że nie ma zasad w domu to może sobie rządzić. Zmień podejście, narzuć mu jakieś zasady, niech wie że np, kanapa nie jest dla niego itd, nie dawaj mu jedzenia, gdy się o nie dopomina, nie pozwalaj na żebranie przy stole (chyba, że lubisz :) ), nie baw się z nim kiedy on chce, zacznij go olewać - przestań rozpieszczać. Ćwiczenia - dyscyplina - uczucia w takiej kolejności...staraj się być spokojna i opanowana, bez frustracji bo on to od razu wyczuje :)
  21. SAIKO

    Akita i niewidowmy

    Witam, Czy Twoja kitka robi w domu co chce? Czy ma narzucone zasady do których ma się stosować? Pewnie wiesz, że on ma bardzo zbliżony charakter do wilka... tu trzeba konsekwentnie z nim postępować, czasami surowo, ale bez przemocy. Każde złe zachowanie musi być skorygowane - nie bicie, tylko taki kuksaniec...Nie pierdziel się z nim, bo Twój pies uważa, że w hierarchii jest na równi z Tobą, a niekiedy wyżej (zależnie od sytuacji)...reszta rodziny jest poniżej. Jak jest podczas karmienia? Czy pies warczy na dzieci? na Ciebie? staje się "sztywny"? Wiesz Akity są łagodne, ale tylko dla osób, które je zdominowały, resztę także kochają, ale wiadomo w pewnych sytuacjach mogą pokazać ząbki. Mój samiec także jest "bardzo dominującym psem"...teraz zaczynają mu jeszcze buzować hormony i czasami próbuje nas sprawdzić, czy zasady dalej obowiązują...Dla rodziny i pewnych znajomych jest miły, dla innych obojętny, a dla reszty niechętny. Z osobą niewidomą może być różnie, to nie będzie jego terytorium więc nie powinien podskakiwać, ale bardzo ważne jest pierwsze wrażenie. Nie wiem jaki jest jego charakter do obcych, jak się zachowuję u kogoś...itd? może spróbuj bardziej opisać jego charakter :). Pozdrawiam.
  22. SAIKO

    Saikyo:)

    kilka z wakacji :) [IMG]http://i52.tinypic.com/95t27c.jpg[/IMG] [IMG]http://i52.tinypic.com/2iazxo9.jpg[/IMG] [IMG]http://i52.tinypic.com/icij4j.jpg[/IMG] [IMG]http://i52.tinypic.com/2vu0br5.jpg[/IMG] [IMG]http://i52.tinypic.com/2v3kl7n.jpg[/IMG] [IMG]http://i51.tinypic.com/2nt9pop.jpg[/IMG] [IMG]http://i53.tinypic.com/2qbwql4.jpg[/IMG] [IMG]http://i53.tinypic.com/28b643c.jpg[/IMG] [IMG]http://i54.tinypic.com/2rp68wp.jpg[/IMG] pozdrawiam.
  23. [QUOTE]Zaobserwowałam też, ,że bardziej cieszy się na facetów i to im okazuje większą "wylewność" Chyba jeszcze nie zdarzył się taki który jej się nie spodobał??! kokietka jedna! :razz: A kobitki albo polubi i powita albo olewa:lol:[/QUOTE] U mnie jest zupełnie odwrotnie ;)
  24. [QUOTE]Czy wy też macie problem żeby wytłumaczyć znajomym, jak urocza i kochana jest Akita dla swoich bliskich? Bo prawdę mówiąc nic z zachowania w stosunku do "obcych" na to nie wskazuje i mam czasem problem gdy próbuję to opisać. Niektórzy moi znajomi patrzą na mnie trochę dziwnie, gdy próbuję ich przekonać, że nie ma na świecie słodszego psa niż Akita, a potem wdaję się w rozważania jak zapanować nad mojego zwierza nietolerancją w stosunku do innych samców :P [/QUOTE] U mnie jest tak, że każdy widząc mojego malucha chce go "wytarmosić" bo myśli, że to taki pieszczoch...jego reakcje są różne, zależy kto mu się spodoba...ale jak nie ma ochoty na głaskanie to potrafi to wyraźnie oznajmić :). Jak tłumaczę niektórym osobom, że on tylko tak niewinnie wygląda...to albo się śmieją "nie dowierzając" albo zaczynają tworzyć własne teorie... Co mnie zaskakuje to to, że warczy na dzieci...jak tylko któryś chce go pogłaskać to zaczyna bulgotać, ale jak dzieciak daje jedzonko i wydaje komendy to jest ok, fakt faktem na spacerach ten "niepozorny" piesek nabiera niesamowitej werwy...jedną z jego chyba ulubionych zabaw jest ganianie owadów...jest także bardzo dobrze zakumplowany z takim jednym kundelkiem, który całkowicie się mu podporządkował, a ich zabawy wyglądają jak polowanie...kitka próbuje dogonić psiaka, który tak szybko przebiera łapami, że nie jest w stanie go złapać :).
  25. [url]http://www.sockshare.com/file/6D4A57BEAD4F15ED[/url]
×
×
  • Create New...