Kurde, żadnego psa nie prowadzałam do przedszkola, ani na żadne inne szkolenie. Wszystkiego uczyłam sama. Wszystkie były u mnie od szczeniaka i żadne nie były zagrożeniem dla otoczenia. Wręcz przeciwnie-kochały wszystko i wszystkich ;)
Ja tam wychodzę z założenia, że nie potrzebne są żadne przedszkola, jak się ma chęci. Bo tego wszystkiego co uczą w tych psich szkółkach, każdy może nauczyć psa sam ;)
Oczywiście, że drogo. Tym bardziej, że skoro tatuś nieznany, to suki nie dopilnowali i powinni się starać znaleźć im domy, a nie trzepać kasę na własnej głupocie.
Ale ja pamiętam jak Patrycja, ta moja koleżanka, za miksa beagla z jrt zapłaciła 300euro, 5 lat temu. A wyrosło z tego ch*j wie co, bo był wielkości mojej Tory :D A te szczylki na zdjęciu, w tym momencie, były wykapaną mamusią ;)
Wczoraj byłam u weta z Lumpkiem. Brakował nam tydzień, żeby minęły 4 miesiące od naszej ostatniej wizyty z jego uszami. Wetka była zadowolona, że tak długo nie trzeba było go "męczyć".
Na tablicy u weta było ogłoszenie o sprzedaży szczylków. Mamą była suka rasy rhodesian ridgeback, a tatuś nieznany. Cena za szczylka: 500euro No chyba zacznę trzepać kasę i szczylki produkować :P
Mariolka, dawaj mi ten śnieg!
Ale Torka by szalała :) Franca jedna, na widok śniegu ściemnia co chwilę, że jej się siq chce, żeby tylko wyjść na dwór :D