Zawsze byłam tzw. "psiarą" :) Mama mi zawsze powtarzała, że gdyby było w naszym mieście schronisko dla psów, to zawsze by mnie tam szukała. Jak miałam 15 lat, przyprowadziłam do domu moją Tiamat (mieszankę owczarka niemieckiego z jakąś inną rasą). Była moim szczęściem :D . Zabierałam ją wszędzie gdzie tylko mogłam. Była dla mnie najważniejsza na świecie, a ja dla niej. Uwielbiałam jej brązowe oczy, merdający ogon jak wracałam do domu, wielkie stojące uszy... Uwielbiałam w niej wszystko!! A ona wielokrotnie pokazała mi, że ona uwielbia mnie :D Gdy wyjechałam za pracą i musiała zostać z moją mamą (nie mogła pojechać ze mna ;( ), to jak przyjeżdżałam do domu, to nawet do łazienki musiała iść ze mną. Śmieszna wtedy była, ale ja też nie chciałam się z nią rozstawać i pozwalałam jej chodzić za mną wszędzie. Miała niespełna 8 lat jak podupadła nagle na zdrowiu. Najpierw było serce, ale wet powiedział, że odpowiednio dobrane leki pozwolą jej jeszcze trochę pożyć. Niestety wkrótce doszedł rak i ciągłe zbieranie się wody w organiźmie ;( Najpierw wet odciągał ja 1 w tygodniu, potem co 2-3 dni, aż nastał dzień, że musiał przyjeżdżać każdego dnia. Walczyłam ze swoimi myślami długo. Część mnie chciała, żeby przy mnie była, pomimo tego, że już prawie nie chodziła, że bardzo schudła i że jej oczy już nie świeciły radością jak dawniej. Ta druga część, chciała jej ulżyć, zakończyć te męki i pozwolić jej odejść za tęczowy most. Przepłakałam wiele dni zanim podjęłam decyzję. W końcu pozwoliłam jej odejść. Od tego dnia minęło już kilka lat. Od roku mam suczkę owczarka niemieckiego i choć tą też kocham, wiem że Tiamat była moją WIELKĄ MIŁOŚCIĄ.