-
Posts
220 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Brzózka
-
Ano ... czas leci jak szalony ... A koty .. niestety niezbyt dobrze :( Dzisiaj byłam na usg z Maxem i Milusią. Od 2 tyg są na zastrzykach i tabletkach bo wyniki wyszły kiepskawo. U Milusi usg pokazało, że wątróbka jest kiepskawa, no i doszło, że jest stan zapalny w jelitach. Jest podejrzenie, że to może być (jeśli dobrze zapamiętałam) chłoniak :(. Na razie robię zastrzyki. Jeśli nie będzie lepiej to będzie trzeba pobrać wycinek. U Maxa, po majowej reanimacji, niestety nerki się pogorszyły i potwierdził się przewlekły stan zapalny trzustki. U niego ciężko będzie z dietą ze względu na trzustkę i nerki, bo diety w tych przypadkach wzajemnie się wykluczają. :( Za tydzień usg kontrolne Smolika i mam nadzieję, że jego nerki się nie pogorszyły ... :( Normalnie załamka :(
-
W sobotę była Malinkowa rocznica - 2 lata wspólnego pożycia :D [URL=http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=bc1b16955b0ee3bd][IMG]http://images63.fotosik.pl/262/bc1b16955b0ee3bdm.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=225904619fdb37e9][IMG]http://images65.fotosik.pl/262/225904619fdb37e9m.jpg[/IMG][/URL]
-
Malina czuje się lepiej. Jest cały czas na karmie trzustkowej (trzeba było jednak kupić). Wczoraj została wykąpana. Skóra po tych odczynach strasznie się jej łuszczyła. Była prawie biała. Wystarczyło, że się ruszyła, a płatki skóry z niej spadały (taki większy łupież, ale to nie łupież). Zobaczymy jak skóra będzie reagowała teraz. Najwyżej wykąpiemy jeszcze raz, chociaż niunia tego nie lubi, tzn. boi się. Za to wycieranie to największa frajda i zabawa. Teraz niestety pogorszyło się moim kotom :( Max i Milusia są po badaniach (niestety zdecydowanie gorsze), czeka nas usg i kolejne badania, a w międzyczasie zastrzyki i tabletki :( :( :(
-
SBD myślę, że te problemy są od dawna, tylko dzięki temu, że od kiedy jest u mnie je karmę niskotłuszczową i nie dostaje resztek ze stołu, trwało to tak długo, aż organizm zaczął dawać sygnały. Tarczyca od dawna chodziła mi po głowie, ze względu na to, że Malina strasznie gubi sierść i jeszcze inne sygnały, które gdzieś tam cały czas mnie męczyły. Wiele osób mówiło jednak, że ta wypadająca sierść to teraz prawie norma u psów mieszkających w mieszkaniach, więc tłumiłam swoje obawy ... Echhhh... dlaczego zwierzęta nie mówią ?!?! :(
-
Aktualnie (jeśli dobrze policzyłam) faktura za wrzesień będzie na kwotę 500 zł :( - badania tarczycy, trzustki, rtg, morfologia z rozmazem, zastrzyki (nie ma tu kosztu leków kupionych w aptece). Malina poza trzustką ma problem z tarczycą (niestety moje przypuszczenia się sprawdziły). Aktualnie dostaje eutyrox 125. Wszystko wskazuje na to, że chyba pozbyliśmy się mikrofilarii. W morfologii jedyne przekroczenia są w monocytach kwasochłonnych, więc coś tam może jeszcze być. Niestety na ok miesiąc musimy zmienić jej karmę na RC Gastro Intestinal Low Fat, ponieważ w niej wyraźne są wskazania do podawania przy zapaleniu trzustki. Za ok 4 tyg trzeba będzie powtórzyć badania trzustki i tarczycy i wtedy być może Malina będzie mogła wrócić do 1st choisa. W związku z tym w październiku pojawią się znowu koszty w okolicach 200-300 zł :( Aaaa... mam do oddania karmę odchudzającą Trovet WRD (na ok 2 tyg jedzenia). Malina do niej nie może wrócić, chociaż jest niskotłuszczowa. Przelew na 180 zł dotarł. Dziękuję.
-
Malina ma zapalenie trzustki :( Dzisiaj powtarzaliśmy morfologię z rozmazem (przez mikrofilarie) i przy okazji zrobiliśmy badania tarczycy. Wyniki za kilka dni. Kupiłam jej dzisiaj 1,5 kg specjalnej karmy (przy zapaleniach trzustki). Obecna nie jest zła ale ma 10 % tłuszczu, a ta 7 %. Po rozmowie z wetem postanowiłam kupić na próbę. Generalnie ścisła dieta. Trudno powiedzieć, co spowodowało ten stan.... Wsparcie finansowe nadal potrzebne :(
-
Witajcie, Z Malinową znowu trochę gorzej. W poniedziałek dostała biegunki :( Miałam nadzieję, że to chwilowe, więc nie panikowałam. Niestety we wtorek trwało to dalej dlatego znowu wylądowałyśmy u weta. Malina dostaje zastrzyki (Biotyl), do tego wczoraj i dzisiaj smektę. Do niedzieli była na metakamie. SBD - te bóle były gdzieś na wysokości brzucha tuż przed tylną łapą. Sprawdzam regularnie oddechy, ponieważ przez długi czas miała bardzo podwyższone. Aktualnie zdarza jej się mieć oddechy w ilości ok 40/min. Może to wskazywać, że cały czas ją coś boli. Oddechy są mierzone w czasie odpoczynku, czyli wtedy, kiedy nie powinny być większe niż 20. Wczoraj pobrana została też krew w kierunku trzustki, ponieważ część objawów może wskazywać na jakieś problemy właśnie z trzustką. Za tydzień do badania morfologia z rozmazem w kontekście mikrofilarii. Poza tym Malinie bardzo łuszczy się skóra w tych miejscach, w których było to zaognienie i wykwity. W tych miejscach złuszczona skóra odchodzi z sierścią :(
-
Dostałam dwa przelewy - 60 zł i 445 zł. Dziękuję. Malina nadal jest diagnozowana, ponieważ z lewej strony ma jakieś dziwne bóle. Nie wiemy z czego to wynika. Dostaje Metakam. Wczoraj miała robione rtg kręgosłupa. W poniedziałek powinien być opis. Z tej strony ma też dwa guzki (od miesięcy) i dla pewności została skonsultowana z onkologiem (dr Jagielski) i robiona została biopsja. Ufff.. to nic groźnego. Szukamy dalej przyczyn tego bólu.
-
Na SGGW miałam płacić kartą więc świstek by był ale im terminal zwariował, do tego Malina źle się czuła więc zapłaciłam i pojszłam sobie. Jeśli chodzi o zwierzaki to ... niestety tak bywa jak się ma potfoory po przejściach :( wtedy jest większe prawdopodobieństwo. Wypadek Milusi to jednak tylko i wyłącznie głupota człowieka, któremu zaufałam i powierzyłam na kilka dni. Do dzisiaj (wypadek się zdarzył wieczorem 27-go stycznia) brak zainteresowania Milusią ze strony tego kogoś. :(
-
SBD - z lecznicy będzie faktura. Jedynie bez fv będzie 36 zł z SGGW (płaciłam gotówką). Za Malinę płaciłam na bieżąco z pieniędzy, z których się będę musiała za miesiąc rozliczyć :( Sama jeszcze nie zarabiam, stąd cała akcja na wątku. Jeśli chodzi o chorobę Maliny to, tak jak pisałam na początku, zaistniała jakaś reakcja autoimmunologiczna, bardzo agresywna. Być może impulsem do tego były mikrofilarie ale z pewnością nie był to jedyny impuls. Echhhh... W tym roku mam już dość wetów. Początek roku to wypadek Milusi i kilka miesięcy leczenia, bólu i strachu, później zapaść i reanimacja Maxa, jego dwudniowa ślepota i strach czy mózg i nerki wrócą do normy. Teraz dziwna choroba Maliny ... Aż się boję o Smolika i jego nerkowe sprawy. Na razie jest pod kontrolą ale do końca roku zostało jeszcze trochę czasu .... tfu...tfuuu.... :(
-
SBD dotychczasowy bilans leczenia to 927 zł za weta (nie podaję tu kosztu leków kupionych w aptece) + 210 zł za karmę. Od Kingi dostałam przelewy na łączną sumę 382 zł. Przed nami kontrolne badanie krwi i szczepienie. Jeśli chodzi o krew i skrzepy to gdyby powodem tego były mikrofilarie to trzecie podejście do badania też by nie wyszło. Skrzepy były prawdopodobnie wynikiem wysokiej temperatury. Poza tym nie wszystkie objawy Maliny można wytłumaczyć tym paskudztwem :( Na szczęście Malinowa czuje się lepiej i dzisiaj nawet sama zaczepiała do zabawy nowego kolegę.
-
Malina była dzisiaj na kontroli. Wreszcie pozbyłyśmy się wenflonu. Młoda jest bardzo szczęśliwa z tego powodu :) Wreszcie udało się zrobić morfologię i rozmaz. Morfologia jest ok za to w rozmazie wyszło, że młoda załapała mikrofilarie :( Dla dociekliwych [url]http://forum.stake-out.org/printview.php?t=8072&start=0&sid=17418bf66d74626775f9b2a71e591522[/url]. Dziadostwo jest od niedawna u nas i niestety przenoszą to komary :( Młoda dostała od razu tabletkę (koszt jednej to 16 zł). Za ok 2-3 tyg musimy zrobić kontrolne badanie krwi, żeby sprawdzić czy udało się wybić to paskudztwo. Czekamy jeszcze na wyniki badań przeciwciał antyjądrowych. Prawdopodobnie do końca tygodnia powinny już być te wyniki. Skonsultowałam się z wetką w sprawie szczepień. Jeśli za 2-3 tyg badania krwi będą ok to za kolejne 2 tyg będzie można zaszczepić Malinę (przypominam, że w zeszłym roku nie była szczepiona). Od soboty Malina jest na nowej karmie. Wcina ją aż miło patrzeć. Coopal jest ładny i pachnący, a nie tak jak ostatnio. Bączków też nie stwierdzono. Nie muszę już szukać maski gazowej :D Po wykwitach/wybroczynach pozostały tylko strupki. Czekamy aż odpadną :) Na razie to tyle. Dzisiejsza wizyta - 28 zł
-
Kinia, 55 zł dotarło na moje konto. Wczorajsza wizyta u weta to 72 zł, dzisiejsza - 57 zł. Malina od wczoraj dostaje metronidazol - wczoraj i dziś w kroplówce, od dzisiejszego wieczora w tabletkach (nie meridol - coś mi się pozajączkowało z nazwą jak rozmawiałyśmy ale sama się dzisiaj słabo czuję - to tak na usprawiedliwienie). Malina też od wczoraj jest na lekach przeciwbólowych i rozkurczowych (nospa i poltram). Poza tym dostaje Enrobioflox i sorvertyl, no i espumisan. Po wczorajszej dawce leków Malina jakby się lepiej poczuła. Sprężysty krok, uspokojony oddech. Dzisiaj rano do lecznicy szłyśmy normalnym tempem, a nie jak dotąd ciągnąc się łapa za łapą. Na wizycie u weta była dodatkowo konsultowana z dr Czubek (która zna Malinę od początku jej pobytu u mnie, do tego ma specjalizację z neurologii i chyba kardiologiim no i interna i ufam jej bezgranicznie). Chyba jednak za wcześnie się ucieszyłam. Na dzisiejszym popołudniowym spacerze znowu było gorzej. W domu zauważyłam też znowu przyspieszony oddech. Jutro na 15tą idziemy do weta. Jednak będzie trzeba zrobić trzecie podejście do morfologii. Echhhhh...... Z Maliny sierść się sypie masakrycznie. Odstawiłam Malinie karmę trovet. Wspierająca nas Asia z mamą Basią nagotowały Malinie ryżu z marchewką i kurczaczkiem, które z apetytem wpałaszowała (ogromna różnica w stosunku do tego jak jadła suchą karmę).
-
Kolejne godziny w lecznicy za nami. Drugi dzień z temperaturą w normie. Wszystkie odczyny na skórze wyschnięte, zaczerwienienie zniknęło, nowych nie odnotowano. Malina jest bardzo osłabiona. Odcinek, który robiłyśmy normalnie w 3-5 minut, dzisiaj było to prawie 20 min. Do tego bardzo szybko dzisiaj oddychała, nawet leżąc. Do tego dalej strasznie śmierdząco gazuje. Podczas badania zapiszczała przy sprawdzaniu kręgosłupa. Zrobiony został rtg. Jutro ma być opis. Dr Dembele uprzedził, że po sterydzie będzie szybka poprawa. Pytanie tylko czy się to utrzyma. Jeśli tak, to będzie znaczyło, że czynnik, który to wszystko wywołał, już nie istnieje. Malina dostała dzisiaj kroplówki - 500 ml dożylnie i 500 ml pod skórę, antybiotyk i lek na to gazowanie (chyba sorveltyl, czy jakoś tak). Koszt leków i rtg - 115 zł.
-
Kinga, pieniądze dotarły. Zostały już jednak spożytkowane :( Dzisiejszy bilans - badanie poziomu amoniaku na SGGW - 36 zł, USG, leki i kroplówki (2x 500) - 173 zł .... Na dzień dzisiejszy wiemy, że to nie jest żadna trzydniówka :( Malina wczoraj miała ponownie pobraną krew do morfologii. Dzisiaj dowiedzieliśmy się z laboratorium, że znowu był skrzep. To nie jest kwestia złego przechowywania próbki krwi (wszystkie moje zwierzaki są leczone w tej lecznicy, wielokrotnie pobierana była krew i nigdy nie było takiego przypadku). Na usg wyszło, że wątroba jest ok, za to śledziona jest powiększona. Ponadto u Maliny na kolejnej partii ciała pojawiło się zaczerwienienie skóry i coś w rodzaju wybroczyn (grzbiet na wysokości tylnych łap) i na dodatek tym razem jest to bolesne :( Malina przy dotyku piszczała i próbowała się schować/uciec. Te czynniki - skrzepy, śledziona, problemy skórne - wskazują, że u Maliny nastąpiła najprawdopodobniej autoagresja immunologiczna (nie wiem czy dobrze napisałam). Chodzi o to, że układ immunologiczny walczy agresywnie z własnym organizmem :( Na szczęście w nieszczęściu dzisiaj dyżur miał również dr Dembele. Zbadał Malinę, zadał m.in. pytanie czy Malina ostatnio nie była w lesie (nie była). Bardzo dokładnie obejrzał skórę. Jego zdaniem jakiś czynnik (nie znany i raczej nie do rozpoznania) uaktywnił tak jej system immunologiczny, że zareagował wysoką temperaturą, zapaleniem i problemami skórnymi. Najbliższe 48 godzin pokaże, czy ten czynnik był i znikł i będzie tylko poprawa, czy też nie .. Dzisiaj Malina dostała sterydy, antybiotyk. Na szczęście temperaturę trzymamy w ryzach. Jutro na 15-tą kolejna wizyta. Przy okazji - jedzenie nam się kończy :(
-
Malina jak dotąd była najzdrowszym zwierzakiem w moim domu. Do piątkowego wieczora .... :( Zauważyłam, że nie zachowuje się normalnie, a już szczególnie w kontekście jedzenia. Myślałam, że to jeszcze stres po wieczornym spacerze, na którym jacyś gówniarze znowu odpalili kilka petard. Malina strasznie się tym stresuje. Niestety jej zachowanie w domu zaczęło odbiegać od "normy" w takich sytuacjach. Zmierzyłam więc temperaturę. Miała 39,6. Po godzinie zmierzyłam jeszcze raz i było 39,5. Trochę tym uspokojona (tendencja zniżkowa) poszłam spać. Rano jednak zachowanie Maliny bardzo mnie zaniepokoiło. Zmierzyłam ponownie temperaturę i było 39,9 ! :( Nasza lecznica w week jest czynna (nie musiałam szukać innej) więc szybciutko poszłam z Malinową do weta. Tam wyszło, że temperatura jest bez zmian. Malina dostała leki na zbicie gorączki i antybiotyk o szerokim spektrum działania. No i oczywiście kroplówę - jedna dożylnie, druga podskórnie (niestety miałam umówione ważne spotkanie i dlatego ta druga kroplówa była pod skórę, a spotkanie ważne ze względu na przyszłość moją i Maliny). Po powrocie do domu Malina była zdecydowanie radośniejsza. Zjadła obiadek i generalnie odpoczywała. Wieczorem, ok g. 18 zmierzyłam jej temperaturę i było 38,4. Dzisiejszego ranka, przed pójściem do weta, zmierzyłam ponownie temperaturę i było 39,2. W lekko optymistycznym humorze poszłyśmy do lecznicy. Tam humor nas opuścił. Okazało się,że Malina ma 40 stopni (i w domu i w lecznicy temp była prawidłowo zmierzona). Różnica temp na przestrzeni 2,5 godzin :( Ponadto okazało się, że parametry wątrobowe są podniesione, dodatkowo bolesność w okolicach wątroby. W czasie podawania kroplówek (dzisiaj dwie dożylnie) zauważyłam, że na obszarze prawej łopatki Malina ma zaognioną skórę i w kilku miejscach wybroczyny/wysięki. Wetka to widziała ale na razie nic na to nie zaordynowała, żeby nie zamazywać obrazu choroby (dla właściwej diagnostyki). Nie ma świądu więc na razie jest ok. Jutro rano jedziemy do SGGW zrobić poziom amoniaku, ponieważ jest to ważne przy problemach z wątrobą. Później kolejne kroplówki i o 16,00 usg jamy brzusznej. Do domu dostałam lek na obniżenie temperatury (dożylny) gdyby temperatura doszła do 39,3. Wszystko wskazuje na jakieś zatrucie, tylko za cholerę nie wiem czym :( Malina nie je nic na dworze (poza trawą). W domu jest na suchej karmie + czasami jakiś serek biały itp. Trzymajcie kciuki za niunię i prosimy o wsparcie, ponieważ ja jeszcze nie zarabiam i nie mam pieniędzy na kolejne leczenie. W tym roku moje dwa koty poważnie chorowały (ostatnio Max miał zapaść i go w domu reanimowałam) i moje finanse to totalna ruina :(
-
[URL=http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=3af2290b0b42f9b1][IMG]http://images63.fotosik.pl/104/3af2290b0b42f9b1m.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=c279161fe5ad25e8][IMG]http://images63.fotosik.pl/104/c279161fe5ad25e8m.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=b6373a1dae139de1][IMG]http://images64.fotosik.pl/104/b6373a1dae139de1m.jpg[/IMG][/URL]
-
Przepraszam, że zamilkłam ale mam szpital w domu od kilku miesięcy :( Smolik nadal walczy z nerkami i do tego Milusia jest po wypadku ;( Malinowa trzyma fason - pod warunkiem, że nie ma burzy i kradnie serca wszystkim dookoła. Ma szczególnie takiego jednego wielbiciela, który ma zawsze smaczki przy sobie dla niej :D Ja walczę o to, by stanąć na nogi i przejąć Malinową w całości ale to jeszcze trochę potrwa :(