Żunia
Members-
Posts
622 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Żunia
-
Potrzebny będzie transport do Łeby dla naszego chowka Tamira. Pies musi przejść proces socjalizacji, bo w tej chwili nie nadaje się do adopcji. Czy ktoś coś może pomóc ? Ze względu na stan psychiczny psiaka najlepsze byłoby zredukowanie etapów podróży do minimum.
-
Tamir- chowek z Zamościa będzie szukał domku. Przed tym potrzebna mu jest ( wręcz niezbędna ) socjalizacja. Osoba, która chce się jej podjąć mieszka na drugim końcu Polski. Potrzebny jest transport !!!
-
Haszczaki jeszcze na kwarantannie. Do innych psów przyjazne. Zdjątka robiłam komórką i okazało się, że kabelek szlag trafił. Mam ze 3 szczeniaczków, mogę Ci wysłać na komórkę ( tylko nr. mi daj.)
-
Niestety chowek z Zamościa nie jest tym z Radości. Właściciele zaginionego psa pofatygowali się do Zamościa, żeby upewnić się, czy to ich pies zawędrował tak daleko. Nie rozpoznali swojego psa, pies też na nich nie zareagował. Szkoda.
-
Wróciłam ze schronu. Państwo z Radości niestety nie rozpoznali swojego psa- pies też na nich nie zareagował. Szkoda. Pani zostawiła 50 zł na karmę dla chowka- jutro kupię. Zdjęcia haszczaków wysłałam. Rudy ma niespełna rok, czarny ok. 2 lata. Oba łagodne, ciągną do człowieka, ale jeszcze bardziej pociągnęłyby przed siebie. Ten rudy ma niesamowite jasno ( bardzo ) błękitne oczy. Kwarantanna po Sylwestrze zatłoczona. Obok chowka wilczur z miską w pysku- złapany na Starówce, nie toleruje samców. W boksach ogólnych- czarny spanielkowaty, inny czarnuszek( który owłosieniem zaczyna przypominać Łajtka). W boksach nie widziałam śladów krwi, stąd wniosek, że nie dochodziło tam ostatnio do poważniejszych zadrażnień między psami. Szczeniorków mniej: jedna czarniutka " malizna ", nieśmiały beżowy spanielkowaty i dwa troszeczkę większe. W boksie otwartym slanielkowata z obciętym ogonkiem. To te na które w czasie krótkiej wizyty zwróciłam uwagę. Jakieś pytania?
-
Będę, bo w zasadzie psa nie można oddać przed upływem kwarantanny. Jeżeli to ich pies, to trzeba będzie pomóc w odebraniu. Oczywiście napiszę, co i jak.
-
I może tego naszego też nazwijmy Pamir> Bez względu na to, czy jest to jego imię, czy nie.
-
Chowek z Radości ma na imię Pamir. Też proponowałam Pani " test imienieniowy", ale .... Państwo jutro przyjeżdżają do Zamościa zobaczyć psa . Już wiem, że jeżeli nie jest to Ich pies, to tego schroniskowego bidaka nie wezmą. Mają małe dziecko i obcy, agresywno-lękowy pies w domu nie jest w tej chwili najlepszym pomysłem. Podzieliłam się z Panią swoimi wątpliwościami i to jest w tej chwili tylko Ich decyzja, że jadą obejrzeć psa. Też bym na Ich miejscu jechała.
-
Rozmawiałam z ludżmi z Radości. Państwo wybierają się do Zamościa. Mają jeszcze do mnie zadzwonić, wtedy ustalimy kiedy przyjadą ( i czy w ogóle przyjadą ). W obie strony to 500km ( nie 800 ), ślisko nie jest. Pani bardzo chce odnależć psa lub choćby dowiedzieć się , co się z nim stało. Mówi, że sen jej z oczu spędza obawa, że gdzieś się tuła- głodny i zmarznięty. Zastanawiam się, czy ich przyjazd ma sens, bo po dłuższej rozmowie ( i póżniejszej jej analizie ) dochodzę do wniosku, że to jednak nie jest ich pies. Powiem im o tym i niech decydują- może zechcą zabrać do domu tego bidulę.
-
Poczekajmy do jutra. Mam nadzieję, że wet znajdzie chwilę i w weekend go jakoś obejrzy ( no, może w poniedziałek ). Ich psiak miał w dziciństwie ( szczeniactwie ?) robiony tatuaż, ale ponoć bardzo niewidoczny, ponadto miał kłopoty z jajczętami ( jedno nie zeszło ). Mamy więc cechy charakterystyczne.
-
Dotarłam do pani z Radości. Jej pies miał kłopoty z oczami- nie wiecie jaki był stan oczek tego naszego? Jutro będę molestowała weta, ale on będzie dostępny dopiero po 14.00.
-
Oni w schronie mieli trudności z dokładnym ocenieniem psa, bo i lękliwy i agresywny jednocześnie był. Koniecznie chciałabym to sprawdzić, bo może jednak to ten sam.
-
Jeszcze nie mogę wejść na chowki, ale znalazłam u nich zgłoszenie o zaginięciu w Radości rudego chow-chow ( koniec listopada ). Czy ktoś może dopytać się o tamtego psiaka? Może to ten od nas ?
-
Byłam, coś pomogę ( w miarę możliwości ). Rozmawiałam ( tel. ) z wetem. Chow-chow ma ok. 5-6 lat.Jest ładnie umięśniony, nie ma czipa ani tatuażu.Wet potwierdza, że jest lękowo- agresywny, żeby go sprawdzić ( czip ) musieli wejść do kojca we trzech- znowu się bidulek strachu najadł. Haszczaki , to 2 samce , mają po ok. 3 lata. Typowe przedstawiciele rasy. Nie są agresywne. Zarejestrowałam się na chowkach i spróbuję pociągnąć temat dalej. Poproszę o numer telefonu na który kierownik schronu ma wysłać mms-a z haszczakami. Wszystkie psy mogą być wykastrowane.
-
Miałam dziś takie urwanie głowy, że dopiero po 20.00 znalazłam chwilę dla siebie. Nie złapałam weta. A w Zamościu rzeczywiście chyba jakaś epidemia: teraz kolej na mojego syna- zapalenie oskrzeli.
-
Wrzuciłam sunię na e-beagle. Lakonicznie, bo nie mam namiarów ani wiedzy na temat suni.
-
Tylko nie schron. Beagla, którego niedawno znalazłam" wrzuciłam " na e- beagle i właściciele się znależli. Dajcie mi namiar na dziewczynę, spróbuję suni wykombinować tymczas od jutra.
-
Nie jest u mnie. Wzięli ją moi znajomi. Cały czas szukam domków dla zamojskich bid i czasami znajduję. Nie piszę o tym, bo moim zdaniem, nie ma potrzeby zawracać innym głowy, gdy nie ma takiej konieczności.
-
Sunia, ale nie biala. Ja nie jestem zmotoryzowana, a mój kręgosłup nie pozwala ( niestety ) na spacerki po nierównej , oblodzonej drodze . Poza tym mam rozwalony aparat ( wymksnął się TZ-owi z rąk). Spróbuję jakoś dostać się do schronu i chociaż pooglądać zwierzaki. Dręczy mnie ten czekoladowy- qrcze, mialam go w zasięgu ręki i sfujarzyłam sprawę.
-
Jeden haszczak to ja. Do weta jutro zadzwonię. Czy ktoś wie cokolwiek na temat tego ( tych ) chow- chow?
-
W szpitaliku są trzy odrębne pomieszczenia. W każdym z nich na podłodze jest położony gruby materac. Zdaje mi się, że szpitalik jest jakoś dogrzewany. A tego czekoladowego ( rudego ) próbowaliśmy z synem złapać przed świętami. Nie był agresywny, ale nie dał do siebie podejść. Wyglądał na psa, który wybrał się na wycieczkę i biegnie w stronę domu ( pobiegł w stronę Wyszyńskiego, a wabiliśmy go od UG przy Peowiaków ). Chcieliśmy sprawdzić, czy ma adresówkę, bo zadbany był. Długo się psina błąkała- jeśli to ten.
-
Zdrowia wszystkim życzę w Nowym Roku.
-
Nie było mnie i dopiero teraz weszłam na forum. Przyłamało mnie. Jutro zadzwonię do weta i poinformuję go o odejściu kolejnego szczeniaczka. Ciekawa jestem jak wygląda sytuacja w schronie, ale niestety ( z wielu względów ) nie jestem w stanie pojechać i zobaczyć. Żeby ocenić sprawę żywienia, trzeba by było być tam przez kilka ( naście ) dni non stop.
-
Sorki, nie doczytałam, że odbiór suczek już załatwiony.