-
Posts
1651 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by winter7
-
Miniaturowy HUSKY pojechał do domu! Faguś wreszcie dostał szansę! :)
winter7 replied to siekowa's topic in Już w nowym domu
[quote name='Bonsai']A powiedz mi, ile masz zamiar wydrukować tych plakatów? Realnie, by je rozwiesić, a nie by zalegały na biurku. 50? Za normalna rynkową cenę można to załatwić w proporcjach 40 czarno-białych, 10 kolorowych za 28 zł, w porządnej jakości. Czy to dużo? A nie wierzę, że ktoś nie ma kontaktów na tyle, by tę cenę jeszcze zbić. Albo na tyle dobrą drukarkę, że da radę to wydrukować. Stąd moje pytania.[/QUOTE] To ja wyślę 50 zł na te plakaty. Najlepiej wydrukować je w drukarni, bo będę bardziej trwałe niż z dukarki atramentowej. Tylko do kogo przesłać??? -
LESIO - tragedia finansowa w rozpaczliwym wymiarze.
winter7 replied to Kinia1984's topic in Już w nowym domu
To ja mogę przesłać chłopakom worek karmy. Poproszę o adres dostawy. Całusy dla futrzaków -
Dziadzio Śpiewak vel Nestor ma dom w Szwajcarii :)
winter7 replied to winter7's topic in Już w nowym domu
Pozwolę sobie "zaoff'ować" i poprosić o głosy na Malawaszkę nr 17 [url]http://www.dogomania.pl/threads/201347-Bazarek-fotograficzny-ZAPRASZAM-NA-G%C5%81OSOWANIE-STR.4-POST-89-92-DO-P%C3%93%C5%81NOCY-20.02/page4[/url] :) -
Cudowna sunia Lenka juz w swoim wspanialym domu !!!!!!!!
winter7 replied to Szarotka's topic in Już w nowym domu
Bardzo się cieszę :laugh2_2::laugh2_2::laugh2_2::laugh2_2: Życzę Ci Lenusiu szczęścia każdego dnia w TWOIM domku! -
Saba - porzucona po 8 latach!! juz szczęśliwie w DS tym ostatnim!!!
winter7 replied to piechcia15's topic in Już w nowym domu
Dołączam się do buziaków dla Sabuni :loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu: -
[quote name='joanna83']Wysłałam Ci PW w sprawie Zgredka. Czy ten transporter to taki koci standardowy?[/QUOTE] To jest taki transporterek: [url]http://www.krakvet.pl/dogit-transporter-cargo-cabrio-35cm-p-7452.html[/url] Więc chyba koci... Mój york chce wydrapać dziury w nim, więc leży w przechowalni i czeka na lepsze czasy :) Razem z innymi nieudanymi zakupami :) Ostatnio przydał się do transportu bażanta ...
-
Okruszek - podaruj mu okruszki miłośći MA DOMEK !!!
winter7 replied to abra64's topic in Już w nowym domu
[quote name='E-S']Ale jest chętny domek dla niego ? Naprawdę ? :multi:[/QUOTE] ????? No powiedzcie?????? -
Cudowny Pimpuś odszedł za Tęczowy Most [*] :(
winter7 replied to Beatkaa's topic in Już w nowym domu
Powodzenia Pimpusiu ;) -
Okruszek - podaruj mu okruszki miłośći MA DOMEK !!!
winter7 replied to abra64's topic in Już w nowym domu
Witam Okruszku. Mam wielką nadzieję, że szybko znajdziesz domek!!!! -
[quote name='kakadu']Szanowny Panie Doktorze W nocy z niedzieli na poniedziałek czyli 11. lutego b.r. umarł w szpitalu Elwetu mój kot Rysiek. Wiem, że to się czasem zdarza, koty umierają bez względu na to jak wielka miłością je darzymy. Chciałabym jednak opisać Panu wrażenia po mojej ostatniej (nomen omen) wizycie w Elwecie. Nie była przyjemna to oczywiste, mogła jednak wyglądać inaczej. Zjawiliśmy się z mężem niedługo po telefonie o śmierci naszego Rysia, była godz. mniej więcej 8:30 rano w niedzielę. Chcieliśmy rozmawiać z doktor Lepką, która była na dyżurze nocnym, żeby zapytać co się właściwie stało. Poprzedniego wieczoru dr Piotrowska nie dając nam stuprocentowej pewności na to, że rysio przeżyje była jednak dobrej myśli. [........] Subiektywnie, mając w pamięci skandaliczne zachowanie Pańskiej podwładnej dr Lepki , oceniam troskę o mojego kota jako niewystarczającą.[/QUOTE] Kakadu, Przez przypadek zobaczyłam gdzieś banerek z podpisem "mój Rysio umarł w Elwecie" Przywołało to najgorsze moje wspomnienia, ale postanowiłam wejść na ten wątek. I nie mogę uwierzyć w to co tu przeczytałam.... Czemu wcześniej tu nie trafiłam.... Chyba tego sobie nigdy nie wybaczę... Napiszę w skrócie sedno sprawy. Mój miniaturowy sznaucerek Ramzes chorował na Zespół Cushinga. Po wizycie u 8 weterynarzy w końcu doktor Dembele zdiagnozował chorobę. Rozpoczęliśmy leczenie. Od razu nastąpiła poprawa. Co kilka miesięcy kontrolowaliśmy stan zdrowia Ramzeska,aż w czerwcu 2010 roku doktor zaniepokoiły nadżerki na dziąsłach nad kłami i zrobił badania krwi na poziom mocznika i kreatyniny. Okazało się, że jest podwyższony i poprosił aby podawać mu kroplówki i przyjechać za tydzień. (Ramzesik mieszkał w Częstochowie i tylko dojeżdżał na badania do Warszawy.) Była poprawa, ale stan nadal był nieciekawy. Moja mama nadal jeździła na kroplówki, Ramzik dostawał leki, ale wyniki były coraz gorsze. Ramzes cierpiał na mocznicę. Czasem było lepiej, czasem gorzej. Byłam w stałym kontakcie telefonicznym z doktorem Dembele. Ale chciałam Ramzikowi za wszelką cenę pomóc. Myślałąm sobie, że skoro udało się z Cushingiem, gdzie musieliśmy z Kanady sprowadzać lek do USA i stamtąd kuzynka przesyłała go do Polski jako witaminy, to damy radę z mocznicą. I tak trafiłam do Elwetu, gdzie ponoć przeprowadzają dializy. Tu pojawia się......... pani LEPKA. ................................ Przyjechałam do Warszawy z Ramzikiem wieczorem, bo miała akurat dyżur nocny. Powiedziała, że wyniki są bardzo złe, że powinnam go uśpić. Ramzes był moim pierwszym psem, którego bardzo kochałam. Był ze mną w ciężkich chwilach i przywrócił mi radość i chęć do życia. A tu nagle UŚPIĆ??? Powiedziałam, że nie jestem gotowa i chcę spróbować mu pomóc. Kiedy chorował na Cushinga też chcieli go uśpić, ale się nie poddaliśmy. Pani Lepka powiedziała, że w sumie właściciele naciskają na nią żeby robiła dializy, bo mają z tego dobre pieniądze, ale stan Ramzesa jest na tyle poważny, że nie wiadomo jak by zareagował na znieczulenie ogólne. Umówiłam się z nią na rano na godz 7, że przyjadę wtedy z psiakiem i przepłucze go kroplówkami, zrobią przepływowe usg nerek i wtedy jednoznacznie powie jaki jest jego stan. Ale o czwartej w nocy Ramzik dostał ataku padaczki i pojechałam bezzwłocznie do Elwetu. Pani Lepka powiedziała, że mówiła, że tak będzie i trzeba go uśpić. Poprosiłam o wstrzymanie się i podanie kroplówki. Podpisałam zgodę na pozostawienie psa w lecznicy na pobyt dzienny i miałam przyjechać o 20 wieczorem. O 8 zadzwoniłam, aby zapytać o stan Ramzesa. Pani z rejestracji nie chciała mi podać pani Lepki do telefonu, tylko przekazała, że wszystko jest ok. Pojechałam tam o 10. Była inna lekarka. Rozmawiałam z nią godzinę, robiła cały wywiad chorobowy. Nie pozwolili mi się z nim zobaczyć, bo to miałoby zły wpływ na jego stan zdrowia..... Prosiłam i wpisałam do karty, że proszę o kontakt gdyby coś się działo. Poprosiłam rodziców, aby przyjechali pomóc mi ewentualnie w dyżurowaniu przy Ramziku przez noc. O 20 pojechaliśmy odebrać Ramzeska i ................... dowiedziałam się od pani Lepki, że mi go nie wyda, bo jest w śpiączce farmakologicznej i on już z tego nie wyjdzie i najlepiej go uśpić.. Byłam całkowicie załamana. Poprosiłam rodziców do gabinetu, abyśmy mogli wspólnie zdecydować. Pani Lepka zaczęła opowiadać, że miał tego dnia kilka ataków padaczki, że podejrzewa u niego nowotwór i wyniszczenie organizmu, że nie ma ratunku i trzeba pozwolić mu odejść. Pytałam co dzieje się w takiej sytuacji z ciałem, bo ja chciałabym go pochować. Pani Lepka, powiedziała, że jest jego ciało jest w złym stanie i nie może go wydać, tylko wysłać do spalenia. Pytałam co się dzieje z prochami, czy mogę je dostać. Powiedziała, ze polskie prawo tego zabrania. Poprosiliśmy o trochę czasu do namysłu. Podjęliśmy decyzję, ze skoro tak cierpi, to może powinniśmy się zgodzić na eutanazję. Jeśli jest w śpiączce, to nie chcieliśmy go już niepokoić. Wróciliśmy po godzinie do gabinetu i powiedziałam, ze chcemy go zobaczyć. Pani Lepka przywiozła Ramzika na wózku. Ponoć w czasie drogi dostał ataku padaczki. To największy koszmar mojego życia. Błagałam ją, żeby podała mu leki i wprowadziła w stan śpiączki farmakologicznej. A ona stała i patrzyła z założonymi rękami, że nie może mu podać leków, bo to może go zabić i mam jest podpisać zgodę na uśpienie. Płakałam i prosiłam o chwilę czasu, ze muszę się z nim pożegnać. A ona nic, tylko patrzyła i zapytała czy długo mam zamiar go jeszcze męczyć, zaczęła krzyczeć czy nie mam litości dla niego i ona nie może już na to patrzeć. Wtedy mój tata powiedział, że zgadza się na eutanazję. Pani Lepka kazała mnie i mamie wyjść z gabinetu.......... Po paru minutach nastała cisza...................................................................... Zapłaciłam rachunek i pojechaliśmy do kuzyna. Rano znów pojechałam do lecznicy zapytać lekarki, która dyżurowała poprzedniego dnia, czy coś się złego działo z Ramzeskiem podczas jego pobytu w lecznicy. Powiedziała, ze był bardzo grzeczny i spokojny, pozwolił się zbadać, do godziny 16 nie miał żadnego ataku padaczki.... Po dwóch dniach, kiedy zaczęłam w miarę funkcjonować zaczęłam się zastanawiać i pytać innych, dlaczego nie wydano mi ciała Ramzeska. Zadzwoniłam do Elwetu z pytaniem jakie kryteria muszą spełniać zwłoki, aby mogły być wydane. Okazało się, że poza groźnymi chorobami wirusowymi nie ma żadnych kryteriów. Zwłoki należą do właściciela. Jasny grom we mnie trafił... Sprawdziłam wszystkie akty prawne dotyczące chowania zwłok zwierząt. Przeczytałam 50 stron w internecie co się dzieje ze zwłokami psów i kotów. Poprosiłam o spotkanie z właścicielem Elwetu. Rozmowa zaczęła się nieprzyjemnie. Dr Kurski był zniecierpliwiony i twierdził, że wszystkie procedury zostały dopełnione. Dopiero gdy powiedziałam, żeby przestał mnie traktować jak niesforną dziewczynkę, bo znam się trochę na fizjologii ssaków, ponieważ jestem stomatologiem. Od tego momentu ton rozmowy zmienił się i nagle stałam się panią doktor. A chyba bez względu na wykształcenie powinien się należeć szacunek drugiej osobie. Dr Kurski powiedział, ze zna już moje stanowisko i teraz musi porozmawiać z drugą stroną. Tydzień później zadzwonił, by umówić spotkanie. Dr Kurski powiedział, że nie ma zarzutów do postępowania dr Lepki jeśli chodzi o leczenie. Natomiast dowiedział się, że gdy pani Lepka została sama w gabinecie z moim tatą, powiedziała mu, że w sumie może oddać ciało Ramzeska; on odpowiedział, że lepiej abym nie cierpiała przy chowaniu i dać go do spalenia. Takie zachowanie nie powinno mieć miejsca, ponieważ zlekceważyła moją prośbę o wydanie ciała i za moimi plecami namawiała się z moim tatą. [B]Z tego powodu dostała naganę z wpisem do akt. [/B] Ja mam również zastrzeżenia co do jej zachowania i naciskania na eutanazję. Ale niestety nie mam dowodów. Wypis z karty dostałam dopiero po tygodniu i odpowiednim zredagowaniu... Co ja bym dała, żeby cofnąć czas..... Współczuję również Tobie i wiem co czujesz tam głęboko w środku. Bezradność i wściekłość na .... siebie, że tam trafił Twój kochany pupil. Że taki zgotowałam mu los. Jego ostatni dzień życia, to samotność w klatce i niepewność, czemu tam się znalazł. Ja nawet nie miałam możliwości pochowania mojego Ramzeska. I myślę sobie, że został "zutylizowany' jak nn z bezimienną masą innych nieszczęsników. Jeśli czujesz, że należy podjąć kroki prawne, aby więcej takie sytuacje nie miały miejsca, to daj mi znać na pw. Bo mam podstawę - naganę.
-
Dejzi z guzem do kolan, zbiera na drugą operację, potrzebujemy 450,00
winter7 replied to Secia's topic in Owczarek niemiecki
Seciu, myślę, że możesz już umawiać Dejzi na operację!!!!!!!!! :) taks 150 ŚWIAT 50 ode mnie poszło 200 Więc jesteśmy w domu!!!!!!!!!!!:multi::multi::multi: