-
Posts
3716 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by wawer
-
Wątek już powoli cichnie, co jest oczywistą oczywistością ;). Szef ma już dom, a zasadą jest, że "nie mów nikomu, co się dzieje w twoim domu" :). Szef nic nie powie, nie zdradza tajemnic, ale donosi, że w sobotę zaliczył swoją pierwszą tu kąpiel, bo nareszcie remont powoli się kończy i można już psy kąpać. Kąpióła była w kagańcu, tak na wszelki wypadek i wypadła pozytywnie. Niewiele zresztą tego było do kąpania - w porównaniu z takim Arnoldem na przykład :):):). Wprawdzie małą próbę wyskoczenia z wanny Szefuś chciał podjąć, ale zrezygnował zawczasu, bo za mało łapek z tyłu, żeby się odbić :(. Kaganiec wybił go nieco z pewności siebie, tylko łapkami wierzgał, kiedy syn go na górę wnosił po schodach. Sam tam nie wchodzi, bo tych schodów jednak za dużo. Ale ochotę ma i już parę razy podchodził, żeby za Petem wybrać się na wycieczkę... :eviltong: Szef bardzo polubił spacery na smyczy. W ogóle, teraz dużo przebywa na dworze, bo ciepło się zrobiło. Jeszcze bardziej lubi leżeć w domu, w słoneczku, przed drzwiami balkonowymi i patrzeć sobie na zewnątrz. Pewnie mu to przypomina wyjście z lecznicy. Ale tam był ruch, a tu... psa z kulawą nogą ledwie czasami widać :):):). Mimo to, dobrze mu, żarełko smakuje, zdrówko dopisuje, więc chyba czas wyciszyć wątek... Jeszcze tylko wizytę u Doktorów złożymy, ale to nie teraz. Może po świętach, bo teraz sprzątanie i paliwo takie drogie :(.
-
Szefuś wciąż jest bojowy, ale udziela się już tylko głosem. Szczeka zajadle na każdego, kto wchodzi do domu i udaje, że chce ugryźć aż do momentu zetknięcia nogi z jego nosem, a nawet trochę dłużej. To mnie właśnie zastanawia, czy z węchem u niego wszystko w porządku. Po zaprzestaniu jazgotu jeszcze sobie mamrocze pod nosem. Nie może odpuścić tego mamrotu nawet, kiedy już się radośnie wita. Nie do wszystkich tak samo jazgocze, ale już nie gryzie. Z psami - jak widać na zdjęciach - pełna zgoda. Swój wyprawowy tapczanik w zasadzie porzucił na rzecz największych, czyli Arnoldowych koszyków. Jak śpi tam konkurencja, to przychodzi popiszczeć na skargę albo pakuje się obok niej. Jak Arnold go dotknie łapą, to mu jeszcze podwarkuje :), ale nie ma w tym agresji. Zresztą, Arnold jest wycofany i ugodowy. Nie reaguje na zaczepki i nie udziela w psich zabawach.
-
[IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg600/scaled.php?server=600&filename=201203104mini.jpg&res=medium[/IMG][IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg195/scaled.php?server=195&filename=201203106mini.jpg&res=medium[/IMG][IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg534/scaled.php?server=534&filename=201203108mini.jpg&res=medium[/IMG]
-
Szef jest udomowiony. Jedyne, co jeszcze można mu mieć za złe, to nadgorliwe pilnowanie domu przed... domownikami :crazyeye:! Szczeka na każdego, kto tylko wchodzi do domu, nawet nocą :razz:. Ten nocny wrzask nikomu nie odpowiada, ale chyba już mu tak zostanie :). Skoro koledzy nie są rychliwi i się nie odzywają, to mały, biedny Szefuś musi ;). Parę pozdrowionek z Arnoldowego posłanka Szef i koledzy przesyłają (patrzcie, jaka komitywa!): czarny to Arnold, większy płowy to Pet, mały rudy w łatki to Szef.[IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg208/scaled.php?server=208&filename=arnold201203102mini.jpg&res=medium[/IMG][IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg716/scaled.php?server=716&filename=201203109mini.jpg&res=medium[/IMG][IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg651/scaled.php?server=651&filename=201203102mini.jpg&res=medium[/IMG]
-
O co właściwie jest ta kłótnia, bo chyba gdzieś już odbiła od sedna? O opiekę nad psami? O uczciwość ataK? O jej rozliczenia bazarków i funduszy psów pod jej opieką? Jakich funduszy? Gdzie ich główne źródło poza skromnymi i nie wystarczającymi deklaracjami? Kto daje fanty na bazarki ataK? Kto oprócz niej je organizuje? Mnóstwo pytań, bo dążę do sedna. U ataK jest bezpłatny DT. Prawie całkowicie bezpłatny, założony na prośbę Szami, która nie miała co zrobić z mnóstwem szczeniaków bez opieki. Atka weszła na dogo niedawno, bo ktoś (kaja69?) zasugerował jej, że w ten sposób można pomóc w zbieraniu funduszy i w znalezieniu domów dla psiaków. Gdyby nie to, gdyby miała wystarczające dochody, nawet byście o ataK nie usłyszeli. I gdzie byście wtedy poszli się pokłócić? O głównie jej pieniądze? Bo sprzedaż własnych rzeczy na bazarkach jest niczym innym jak zwykłą sprzedażą w rozumieniu kodeksu cywilnego. Osoba kupująca nie ma formalnego prawa domagać się od sprzedawcy, aby przekazała zebrane w ten sposób fundusze na jakikolwiek cel. To tylko społeczna umowa na tym forum, że taki cel przyświeca sprzedawcy. Wiele osób wchodzi tu przez FB głównie po to, by kupować okazyjnie, a "przy okazji" (cytat z jakiegoś postu nowej forumowiczki) pomóc zwierzakom. Nikt nie robi łaski, jeśli coś kupi, a to do niego trafi. Jeśli nie trafia w umówionym czasie, ma prawo domagać się zwrotu zapłaty i wtedy powinien ją otrzymać. Ewentualnie może się umówić na zwrot zakupionego towaru. Nikt tu sprzedający niczego nie musi formalnie dokumentować ani się rozliczać dopóki sprzedaje rzeczy używane w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym, a i wtedy rozlicza się tylko z fiskusem. Kupujący ma prawo złożyć donos obywatelski, jeśli podejrzewa, że oferta nie spełnia definicji rzeczy używanej. Poza tym NIE MA PRAWA domagać się przekazania zarobionych przez sprzedawcę pieniędzy na jakikolwiek cel. A jak kupi jednorazowo za więcej niż 1000 zł, to on, nie sprzedawca, ma obowiązek zapłacić do fiskusa 2% podatku od czynności cywilnoprawnych. Sprzedawcy to nie interesuje i nie dotyczy. Najwyżej można go zbanować albo można od niego nie nie kupować. Ale na pewno nie można go obrażać i sugerować nieuczciwość. Jak uważacie, że ataK źle opiekuje się psami, to je sobie weźcie, o ile ich prawni opiekunowie się zgodzą. Ale najpierw musicie mieć formalne prawo to sprawdzić.
-
Chwilę dłuższą tu nie zaglądałam... ale się porobiło :crazyeye::crazyeye::crazyeye:! Miałam szczerą i prawdziwą przyjemność poznać atkę i jej Rodzinkę wielonożną. Nie twierdzę absolutnie, że dobrze się znamy, ale tak nam się gadało, jakby to było kawał życia. AtaK to niezwykła osoba, która tylko z serca zajmuje się bezdomniakami i bierze praktycznie wszystko, co jej przyniosą. Bo tam, gdzie mieszka, chociaż to całkiem duże miasto, brak takich, jak Ona ludzi. Jestem pełna podziwu dla Niej i dla Jej Rodziny, która z równym poświęceniem i miłością zajmuje się tymi zwierzakami. To naprawdę niełatwe, jeśli ma się na praktycznie samotnym utrzymaniu trójkę dzieci i ciągle nawalający dom. Do tego brak stałego dochodu. A przecież te ukochane zwierzątka są wszędzie i - jak to szczeniaki i młodziaki - ćwiczą swoje zęby na czym popadnie i załatwiają się w dowolnym miejscu. Takich zniszczeń żaden bazarek nie powetuje, bo tej dziewczynie na bieżące potrzeby bardzo skromnie i pewnie nie wystarcza. Na pewno jest więcej takich osób na dogo i wszystkie one zasługują na Wielki Szacunek. Zwłaszcza, kiedy wyprzedają się własne, przez lata kolekcjonowane rzeczy oraz wartościowe i nierzadko rodzinne pamiątki po to, by dać kolejnemu pyszczkowi coś do jedzenia. Nie mam żadnych wątpliwości co do przeznaczenia zbieranych przez ataK funduszy i będę bronić Jej uczciwości i już! :mad: Faktem jest, że rozliczenia na wątkach uzupełnić trzeba, bo trzeba i atka sama to przyznała. Ale z całą powagą składam Jej propozycję - Atuś, dziewczyno, jak już uporasz się z tą matematyczną, bezpłatną przeszłością swojej gromadki, załóż całkowicie odpłatny, domowy i usługowy DT zamiast hotelu dla każdego, kto tylko chce Cię wrobić w kolejny zasikany dywan. Nie musisz być taka honorowa i poświęcać wszystko, co masz i co masz w kredycie, żeby pomagać zwierzakom. Uczyń z tego swoje opodatkowane źródło utrzymania z rynkową stawką dzienną czy miesięczną. Tak, jak to czyni wielu tu obecnych dogomaniaków i nikt im tego nie zarzuca i nie ma za złe. Nie będziesz musiała się rozliczać na wątkach. Podasz cenę, weźmiesz swoje i fiskus Cię rozliczy. A darczyńcy sami będą się martwić, skąd wziąć pieniądze na hotelik i sami będą się z tego rozliczać na dogo. Ty pokryjesz koszty utrzymania podopiecznych, a z różnicy będziesz mogła wyremontować choćby kawałek kaloryfera i kupić nową kanapę, bo poprzednią szczeniaki pogryzły. Wszyscy będą zadowoleni, bo zapłacą, a Ty nie będziesz tracić nerwów, czasu i ciągle psującego się komputera na (jednak konieczne ;)) rozliczenia. Proste? Nie żartuję
-
Podrzucę Korabiewice; dzisiaj na Onet: [URL]http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/warszawa/pomoc-dla-b-schroniska-w-korabiewicach,1,5027898,region-wiadomosc.html[/URL]. Dzięki za mizianki i pozdrowionka! Wszystkim fanom Szef mówi "Wrrrrrr, hau, hau, wrrrrrrr" :). Zdjęć nie mogę robić, bo syn pożyczył aparat na urlop, ale wiosną będą nowe. Też pozdrawiamy!
-
Szefcio jest kochany :iloveyou:. Do roli kaprala dał się sprowadzić, do szeregowca chyba jego niepokorna duszyczka by nie pozwoliła ;). Lubi sobie pomamrotać pod nosem albo nawet ostro poszczekać, jak usłyszy kogoś otwierającego drzwi, ale z zębami już się nie rzuca. Szczek na ogół zamienia się w słodkie powitanie, kiedy dobiegnie już do domownika i... wstydzi się, że nie poznał. Ale tego też się nauczy, o ile nie ma jednak problemu z węchem. Jak zrobi się ciepło i Doktorzy nie będą mieli nic przeciwko, to zawieziemy Szefula na wizytę. Obcałują się i obejrzą może to, co ja w mięzyczasie zauważam, a co może być pozostałością wypadku, o ile nie przejdzie w międzyczasie. W każdym razie, pilności medycznej żadnej nie ma ;). Poza tym, piesek już wie, że jest ostatni w kolejce do jedzenia i tak się w tej kolejce zapamiętał, że raz zdarzyło mu się nie zjeść kolacji, bo się... bał :crazyeye:! Nie mnie, tylko kolegów. Raczej bał się zjeść im jedzenie, bo ich samych to się nie boi wcale. Liżą się wzajemnie z Petem i kolegują w najlepsze, nie ma między nimi zgrzytów. Szef umie wołać, kiedy czuje potrzebę, a to znaczy, że był uczony. Na co dzień nie musi, bo często wychodzi na dwór, ale raz go przypiliło jeszcze przed porannym wyjściem i wyciągnął mnie stanowczo z łóżka. Czyli, że chyba miał dom. Może tylko z niego uciekł na spacer i wtedy stało się nieszczęście? On naprawdę lubi ludzi, jest pogodny, chociaż i zaszczekać lubi. Nie boi się stróżować, a przecież wie, że jest malutki. Kocha pana i panią, wymiziuje się na życzenie i stara nie robić kłopotów. Jeszcze uczy się zwyczajów domowych, ale jest u nas dopiero miesiąc - ma dużo czasu. ;)
-
Po mojemu, to Migotka jest w typie ukochanym przez trochę starsze Panie i świetnie by się nadawała na taką przyjaciółkę, o ile nie jest za energiczna. Może jakieś ogłoszenia ze zdjęciem na słupach z chwytliwym tytułem, np. "Bezpłatnie pójdę w dobre, ciepłe ręce"?
-
To fakt. Szefuś miał więcej szczęścia niż rozumu ;), że go Ktoś, dobry Ludź do serca przygarnął wtedy, gdy umierał przy drodze. Potem to już tylko splot szczęśliwych zdarzeń. My za to mieliśmy szczęście wziąć wcześniej Arnolda z Psiego Anioła, kiedy nasz kochany przybłęda, Astro, odszedł po dwunastu latach. Arnold też był prawie zabity przez człekokształtne potwory, kiedy jego dobry Ludź znalazł go w krzakach i oddał do innych dobrych Ludzi, a ci go do życia przywrócili i na Allegro wystawili... za złotówkę ;). Szukając na necie informacji o moim czarnuszku, trafiłam na Dogo i dopiero wtedy naprawdę poznałam bezmiar psiego nieszczęścia i smuteczków. I kolejnych dobrych Ludzi, którzy mają w sobie więcej niż ja miłości, bo nie tylko fizycznie pomagają mniejszym i zagubionym, ale jeszcze są w stanie oddać potem to swoje kochanie innym. Ja bym tak nie umiała. Raz pokochane, moje jest i tylko nieszczęście mogłoby mnie zmusić do oddania tej miłości innym do kochania. Podziwiam osoby prowadzące domy tymczasowe, zwłaszcza te bezpłatne. Dla mnie to nieosiągalny stan wyższego stopnia miłości, taka nirvana chyba, której nie umiem pojąć ani zrozumieć, więc tylko podziw zostaje ;). A ja tylko to moje stadko jestem zdolna pokochać, zwykłą miłością. Arnolda też. Bez niego nie byłoby mnie tutaj, nie miałabym kochanego Szefuńcia i tylu ogoniastych przyjaciół. Kogo bym wtedy miziała? No,... mam jeszcze Peta z Palucha :evil_lol:!
-
[quote name='inka33']Cioteczko Szanowna! [B]W podziwie dla Waćpani [/B][B]tkwię[/B][B]![/B] :lol: Czy Cioteczka przypadkiem nie organizuje[I] [COLOR=darkorchid][B]turnusów wakacyjnego poprawczaka[/B][/COLOR][/I] dla psów (oraz ewentualnie dzieci)? ...bo chętnie bym skorzystała. :evil_lol: Takiemu jednemu :diabloti:owi, warcząco-gryzącemu strachliwemu nerwusowi by się przydał... [URL="http://www.dogomania.pl/threads/189215-Kajtun-potrzebuje-behawiorysty-apelujemy-do-deklarowicz%C3%B3w-o-drobne-wp%C5%82aty!?p=18479789&viewfull=1#post18479789"]http://www.dogomania.pl/threads/189215-Kajtun-potrzebuje-behawiorysty-apelujemy-do-deklarowicz%C3%B3w-o-drobne-wp%C5%82aty!?p=18479789&viewfull=1#post18479789[/URL][/QUOTE] Kajtun "to zwykły kochany kundelek, któremu ktoś złamał serce", jak napisano na jego wątku. Podobnie jak Szew, który chciał szefem zostać, bo z lekka mu odbiło ;), a został tylko Szefem :evil_lol:. To też czorcik - kochany, ale uparty. Coraz mniej się upiera, już nie chce nas gryźć, ale po obszczekaniu swojaka poza widokiem wstydzi się i glupio mu bardzo. Turnusów nie organizuję :lol:. Nie jestem behawiorystą i tylko na wyczucie traktuję zwierzaka. Pewnie popełniam przy tym błędy, ale morze cierpliwości, którą mam wrodzoną z lenistwa pewnie, czasem te błędy koryguje. Nie zawsze. Czarny Arnold chyba już nigdy u nas nie zaszczeka po psiemu, na swoim. Nigdy nie zaszczekał... :(. Po operacji wstaje tylko na dwór albo do miski. Miska dla niego nie ma dna. Będzie jadł póki coś w niej znajdzie i nie czuje zaspokojenia. Najwyżej zrobi kilkuminutową przerwę, a potem od początku. Tylko tym jest obecnie w stanie się zainteresować, w przerwach spania. Śpi mocnym snem co najmniej 22 godziny na dobę. Co do wychodzenia na dwór, to też nie tak, że woła. On nie umie i już nie nauczy się wołać. Po prostu, jak się podnosi, to my go chyc - na dwór. Sika itp., a potem stoi pode drzwiami, żeby go wpuścić. Nie chce chodzić w ogóle, wcześniej też tylko na siłę chodził. Wczoraj, kiedy syn wziął go do wanny na umycie ubrudzonych "portek", cztery razy skupał mu się w tej wannie. Wcześniej uciekał, żeby go na dwór nie wypuszczać, więc myśleliśmy, że mu się nic nie chce. Potrafi nasikać w domu i nie wykazuje zażenowania tym, co zrobił. Już dwa dywany wyrzuciłam, a dzisiaj, w środku nocy nalał jak z fontanny na pół mieszkania. Z 50 l wody zużyliśmy, żeby to jako tako zebrać z kilku dywanów i z podłogi. Nie mam już do niego siły, prawdę mówiąc. Ciężko mu się poruszać, to rozumiem, ale żeby tyle żreć, bo trudno to nazwać jedzeniem? Nie pomaga odpędzanie, żeby pozostałe psy nakarmić. Łazi po śmieciach domowych (mam remont i nie mogę na bieżąco obsłużyć sześciu osób) i rozdziera nam torby na podwórku. Waży z 50 kg, a ma posturę rotwailera na krótkich łapach. Naprawdę niefajnie wygląda. Ja też jestem gruba, ale u mnie to akurat nie od jedzenia i nie rozumiem, jak można wrzucić w siebie kilo żarcia na jedno podejście i jeszcze szukać jedzenia. Skarżę się, ale to duży pies i mało z nim kontaktu. Głównie śpi albo je. Już nawet do mnie prawie nie podchodzi jak wcześniej. Nie uśmiecha się, nie przytula. Tylko maszyna do trawienia taka... bezosobowa :shake::-(. Dzieci zmuszają się już chyba do popieszczenia go, córka praktycznie go "nie trawi". Jedynie mąż i ja wykazujemy cierpliwość dla niesprawnego, autystycznego chyba staruszka. Szkoda, że jest z nami tak krótko (nie ma jeszcze dwóch lat), bo pewnie niedługo odejdzie, a nie zdążyliśmy się nacieszyć jego psią naturą, bo nigdy jej u nas nie ujawnił :shake:. Taki tam, pluszowy miś... do kochania ;). Jednak do kochania. Jak widzisz, nie jestem taka godna podziwu. Zwyczajnie kocham zwierzaka, ale bez zbytniej egzaltacji.
-
[quote name='ataK']Jako jedna z niewielu widziałaś mnie na żywo, to mnie nie demaskuj ;) Muszą wszyscy wiedzieć, że jestem stare, ponure straszydło? ;)[/QUOTE] Mnie nie wystraszyłaś :). Mojego małża też nie. A ponurość zależy od ponuraka. Starość podobno też. Twój wybór, co czujesz, ale... czuj, czuj, czuwaj! I bądź piękna :):):)
-
[quote name='ataK']No jasne ;) Kiedyś byłam piękna i młoda, a teraz jestem już tylko piękna ;)[/QUOTE] Temu nie zaprzeczę, bo bym skłamała :). Zwłaszcza w uśmiechu Ci do twarzy.
-
Rządziciel dobrze się miewa. Nadal wydaje z siebie groźne pomruki, które od razu są przez nas "nagradzane" wyrzuceniem z miejsca ich wydania. On już wie, że tak nie wolno, bo sam od razu robi się malutki, zanim ktoś zdąży krzyknąć, ale niepokorna natura (ma to po mnie :)) wciąż chce szefować. Czasem zaszczeka na swojego, kiedy wchodzi albo przechodzi koło wejścia, ale on jeszcze nie widzi tej osoby. To mnie zastanawia, bo jak podbiega i już widzi, że to swój, przestaje szczekać i się wita. Ale dopiero z bliska rozpoznaje domownika. Nie jestem więc pewna, czy nie ma problemów z węchem i może dlatego nie wyczuwa, na kogo szczeka. W takich sytuacjach nie krzyczymy na niego, bo rolą psa jest informować o nadchodzącym przybyszu i witać swojego, a ta reakcja jest u Szefa prawidłowa, przynajmniej z bliska. Mrozu nie lubi, bo kto lubi z gołym brzuszkiem i marnym futerkiem na trzech łapach po zimnie ganiać? Tylko Pet nie może nacieszyć się zimnem, to go po prostu kręci :)!. Potem śmiesznie biega po domu z przymarzniętymi łapami. Arnold-grubasek, jest najlepiej przystowany do zimy, ale jemu bardzo dokuczają owczarkowe, sztywniejące stawy. Mam wrażenie, że niedługo całkiem odmówią posłuszeństwa :(. Tak źle mu na schodach... Lekarze tylko zastrzyki mu dają, wszyscy wiemy, że nie ma na to leków :(.
-
Cóż jeszcze można powiedzieć? Smutek tylko wielki... Jakiś czas tu nie zaglądałam. Głupio było, bo akurat cienko z forsą, a wiem, wiedziałam, że Przyjaciel potrzebuje... Tak pięknie rozwiany latem biegał po łąkach... Tak daleko ode mnie... szczęśliwy był... Teraz też biega i tylko to jest pociechą. Bądź radosny, psinku, biegaj... Lilka, trzymaj się dzielnie. Tylko tyle mogę Wam teraz przekazać...
-
Nie chlipać, nie chwalić zanadto, bo się zbisurmanię :mad:;)! Dzięki, że tu - u naszego Szefuńcia - jesteście. Podrzucam dwie fotki. Trudno teraz robić zdjęcia, bo pył i gruz wszędzie w tym domu. [IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg12/scaled.php?server=12&filename=szef201201mini.jpg&res=medium[/IMG] Czyż nie jest to aniołek, kiedy śpi? [IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg23/scaled.php?server=23&filename=arnoldnatapczanieszefa2.jpg&res=medium[/IMG] W tym samym czasie Arnold poduszkuje na posagowej kanapie Szefa.
-
Szef to tylko mały, śmieszny i kochany kundelek, któremu życie spłatało okrutnego figla i który zasługuje na spokój i radość na dalszej swojej drodze. Brak mu łapy, śledziony i kawałka wątroby, ale ma przeogromne serduszko i mnóstwo radości, którą nam przekazuje, a której w moim domu naprawdę potrzeba. Te pozytywne wibracje wiele dla nas znaczą i nie musimy się poświęcać, żeby dać mu w zamian trochę kindersztuby razem z miłością i poczuciem bezpieczeństwa. Bo to też ma zagwarantowane w pakiecie z "glebą", którą jeszcze co jakiś czas zalicza, kiedy warknie lub obszczeka swojego. Wieczorem wyrzuciłam go z pokoju, bo warknął na Peta, ale rano spał koło mnie na legowisku Arnolda. Ten czarnuszek za to wziął w posiadanie legowisko Peta jako poduszkę, a Pet spał we własnym koszyczku u córki. I tak jest dobrze!
-
[quote name='sylwiaso']Wawerku jeszcze nie sprawdziłam tej wpłaty 40zł!musze podjechać po billing do banku.Sąsiad jeszcze nie dostał umowy adopcyjnej.Postaram się zrobić troszkę fotek chłopakom![/QUOTE] Jeśli chodzi o te 40 zł (2 x 20) obiecanej przeze mnie na Dzień Kundelka, to nie znajdziesz jej w banku ;). Byłyby w rozliczeniu gotówki, którą przesłałam Ci luzem, w paczce razem z kafelkami decoupage z bazarku na bankrutów. Tej, która dość długo szła do Ciebie. Nie potwierdziłaś wtedy wpłaty ani na wątku Pixie i Dixie, ani na tym, chociaż Cię o to prosiłam :mad:. Ale sam fakt otrzymania pieniążków mam w poczcie. Niestety, bez kwoty, a rozliczenie, które i Tobie wtedy przesłałam na karteczce, wyrzuciłam w ramach noworocznych porządków. Dlatego nie pamięam, ile konkretnie przesłałam. Wiem tylko, że odliczyłam od całości 34 zł za kafelki, które kupiłaś. Było więc tego 154 x 2 = 308 minus 34 albo 308 + 40 - 34. Jeśli nie masz już tego rozliczenia (takie rzeczy na ogół się wyrzuca) i też nie pamiętasz, to zostawmy te 40 zł w spokoju. Żeby nie było wątpliwości - absolutnie niczego nie imputuję :lol: , zwyczajnie zapomniałam i Ty też miałaś prawo zapomnieć, ile przesłałam tych pieniążków. Nauczka na przyszłość i dla mnie - pisząc, że się wysłało pieniążki, trzeba dokładnie pisać ile na forum, a nie tylko na PW. Szkoda też, że od razu nie potwierdziłaś na wątku, to dzisiaj nie szukałybyśmy własnej pamięci :lol::evil_lol: (pozytywny uśmiech przesyłam w tym miejscu, gdyby ktoś miał wątpliwości).
-
Los Szefa leży w Wawrze (tym warszawskim, ma się rozumieć ;)). W końcu, to ja jestem tu waderą :mad: i razem z mężem nie zamierzamy pozbyć się malucha :eviltong:. To mój pies świąteczno-urodzinowy i sama go sobie na prezent wybrałam. Kochamy się oboje bardzo i jedyne, co trzeba w tej sytuacji zrobić, to ustawić rozbrykanego absolwenta żłobko-przedszkola w szkole dostosowanej do jego wieku i możliwości. W końcu, to już całkiem dojrzały facet, ale, że bez jaj ;), to nie ma nic do gadania :evil_lol:! To on ma się przystosować i nabrać manier albo je sobie przypomnieć. I już się to dzieje. Dzisiaj nawet nie zamierzał być pierwszy. Grzecznie czekał w kolejce aż koledzy się najedzą. Ostro poszłam - była tylko jedna wspólna micha, do której Arnold i Pet są przyzwyczajone i przy której na zmianę sobie pierwszeństwa ustępują. Dopiero jak oba odeszły i nie zamierzały powrócić, Szef podkicał, objrzał się kilka razy, czy aby nikt jeszcze nie zamierza się pożywić i zjadł to, co mu zostawiono. Zostawiono wystarczająco, bo potem jeszcze co nieco Arnold dojadł. Żadnych powarkiwań i przepychanek. W kolejce do smakołyków rozdawanych w kuchni z ręki także stał na końcu i grzecznie czekał, czy mu dadzą. Na końcówkę się nie załapał i nie miał żalu, wyszedł grzecznie. Na wejście do pokoju legowisk i TV też potrzebował zgody (chociaż nie jest wymagana ;), kiedy psiak grzeczny), a że w przejściu leżał Arnold, Szef stał i popiskiwał aż go zaprosiłam. Dopiero wtedy przekicał do środka. Bawił się z nami grzecznie, były przytulanki i mizianki, a nawet pierwsze czesanie-drapanie (nie ma przecież czym się podrapać, a u nas łazienki też w remoncie i nie można mu zrobić kąpieli). Ale, kiedy na horyznocie pojawiła się córka, zaczął z lekka powarkiwać. Tak samo, kiedy podszedł do mnie Pet, bo akurat coś jadłam. Wtedy znów kazałam mu wyjść i przeczołgał się na najbliższe legowisko z błagalnym wzrokiem. Nie wyrzuciłam go z pokoju ostatecznie, bo ważne, żeby załapał, kiedy źle robi, a nie żeby go zdołować Przecież jest słaby i malutki. Pomogło, teraz poszedł spać. Nie rzucał się dzisiaj na nikogo, więc chyba idzie na dobre i niedługo znowu wniesiemy mu posagowy tapczanik do pokoju. Mam nadzieję, że już na stałe ;). Tak, że nie będziemy na razie szukać specjalistów - dzięki za pomysł i zaangażowanie :). Wychowałam czwórkę dzieci i cztery psy, że o mężu nie wspomnę :diabloti:, to i z maleńkim Szefuniem sobie poradzę, chyba ;). A razie gdyby... to od czego jest Dogo :evil_lol:?