Jump to content
Dogomania

WiosnaA

Members
  • Posts

    10410
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    44

Everything posted by WiosnaA

  1. Zbiórka za odłowienie podzielona jak najbardziej na trójkę. Też jestem za rozdzieleniem finansów na skarbonki poszczególnych psiaków. Bywa że dany psiak komuś staje się bliższy,w bardziej lubianym typie i zechce akurat jego wesprzeć. Niedaleki przykład... córa wspólnie ze znajomymi po odłowieniu Moriska w mig obgadali,że robią jemu bazarek i dziś punkt o północy ruszyli z tą niespodzianką.Dostaję wiadomość wraz z życzeniami i że jest prezent Noworoczny dla Moriska. Ewentualnego dochodu nie da się wrzucić do wspólnej skarpety,ponieważ nie fer byłoby wobec kupujących. Nieśmiało chciałabym Was prosić o wykreślenie mnie z deklaracji stałych dla Moriska. Póki będzie u mnie i tak będę jemu kupować od siebie czy to kości,czy żwacze czy jakieś inne smaki, które mu tylko przypasują,czy z czasem jakąś zabawkę,żeby mu tylko dogodzić.Jak wiecie przekupstwo czasem wiele może zdziałać. Jeżeli w przyszłości zaistnieje potrzeba żeby był w płatnym hotelu/domu oczywiście ją wznowię. Trudno mi na dzień dzisiejszy określić konkretną sumę na jedzonko,ponieważ Morisek nie załapał jeszcze stałego rytmu karmienia i nie wszystko mu odpowiada co podsuwam. Do suchej karmy zapewne nie szybko się przekona. Na razie gotuję kurczaczka i to mu pasuje.Na dłuższą metę wolałabym podawać gotowe jedzonko choćby z puszki niż stać przy garach,ale jeżeli kurczak będzie bardziej przekupny,to rady nie będzie i gotowanie mnie czeka. Deklaracje w większości przenoście na Tinkę,bo u niej jest stała opłata hotelu,a Moriskowi najwyżej troszkę na jedzonko,żebym spokojniej spać mogła,że sama z nim nie zostanę. Będę oczywiście sama starać się robić dla niego bazarki, żeby mieć na ew. wizyty u weta czy inne potrzeby. Anula,co do kosztów za nocleg.W zamieszaniu i nerwach jakie wciąż mieliśmy zapytana o fakturę powiedziałam,że nie potrzebna,mąż zapłacił i tyle.Dopiero później do mnie dotarło,że nie tak zrobić powinnam. Wiem,że są pieniążki za odłowienie,ale nie mogę ofiarodawców postawić przed faktem dokonanym skoro brakuje mi potwierdzenia i tylko na słowo brać gotowe zebrane pieniążki. Muszę na ten cel zrobić bazarek ze swoich fantów i napiszę,że kwitu nie mam,kto zechce kupić i wesprzeć będzie świadomie to robić. Mam nadzieję,że na bazarku raczej nikt nie pomyśli,że "kasę kręcę" dla siebie,a sama Rudego złapałam ....hihi
  2. Czujny tu jest. Jak jest sam, to położy się tak jak na zdjęciu. Tu mnie obserwuje,że weszłam i jak tylko trochę się zbliżam główka wędruje na boczek.Do Tinulka czasem podnosi,nie do mnie.Pewnie mnie nienawidzi teraz.Ja go nie męczę,staram się patrzeć ukradkiem,z boku przysiadam i troszkę gadam jaki On dobry piesek.Tinulek na wszystkie sposoby zaprasza Moriska do wyjścia,ale Moris niestety nie chce,czuje się w klatce bezpiecznie.Opuszcza ją tylko za potrzebą i na jedzenie jak nikogo nie ma. Wydaje mi się,że musimy dać czas Moriskowi i na siłę nic robić nie powinnam.Niech obserwuje życie domowe,zwierzaki i sam zdecyduje kiedy będzie gotowy na krok w naszą stronę. Cierpliwości i delikatności mi nie zabraknie,ale nie wiem do końca czy taka droga do oswojenia totalnego dzikuska będzie właściwa i muszę zasięgnąć porady od ludzi mądrzejszych,żeby na wstępie czegoś nie zepsuć. Długa droga nas czeka.
  3. Elik, popieram elficzkową. Dziś dowiedziałam się o Noworocznym prezencie dla Moriska w postaci bazarku w UK dla Niego,który już ruszył.
  4. Odszukałam swój post,bo sama dokładnie nie pamiętałam ile mam kaski psiaków. Elficzkowa,potwierdzę jak tylko wpłyną te co wpłaciłaś za paliwo i tabletkę. Powolutku zaraz ogarniemy finanse,aby było wszystko przejrzyście. Dziewczyny,.zdecydujcie proszę,czy ma być jeszcze oddzielna skarpeta tylko Moriska u mnie?
  5. Jasne,że tak. Wiecie co,...za dużo wrażeń ostatnie czasy.....olśnienie nagłe......ja przecież mam pieniążki psiaków u siebie jeszcze z bazarków! Elficzkowa,zapomniałam zupełnie i nie całość powinnaś mi wysyłać...ehh...gapa ze mnie
  6. Elik Kochana,dziękuję z całego serca!..Dziękuję Pani Agnieszce za tak Ogromne wsparcie! Bardzo miła niespodzianka w pierwszym dniu Nowego Roku.Oby Nam Cały Rok obfitował tylko w miłe i dobre rzeczy. Zamówiłam u mojego weta Kalm Aid dla Moriska więc z tych pieniążków go kupię. Mam nadzieję,że choć troszkę pomoże,bo Moriskowi cały świat się zawalił i jest bardzo smutny teraz.
  7. Niech Ten Nowy Rok Soni Szczęście przyniesie i najprawdziwszy Domek na zawsze dostanie! Szczęśliwego Nowego Roku !
  8. Tyś(ka), gdybyś nie Ty- nie wiedzielibyśmy nawet,że Te psiaki istnieją.To Nasz Wspólny sukces,że nie marzną teraz pod krzakiem. Wierzę,że uda się je wyprowadzić na pieski domowe. Kochani, Wszystkim życzymy z Moriskiem samych słonecznych i szczęśliwych dni w Nowym Roku! ( zapewne długo jeszcze będę wstawiać słabe zdjęcia,ale nie chcę dodatkowo stresować Moriska i kombinować mu przed oczkami z ostrością w aparacie) W rzeczywistości nie jest takim grubasem jak wyszedł tu na zdjęciu,
  9. Podczas jednego wieczoru, jak siedzieliśmy przyczajeni w oczekiwaniu ,żeby sprawdzić o której Morisek zbiera się do spania,to wleciał jak strzała na plac nr8 i schował się szybko pod choinki ...to była reakcja na petardę,która chwilę wcześniej wystrzeliła.
  10. Na razie nic takiego nie miało miejsca i oby tak zostało. Nic na siłę przy nim nie robię,jak zbliżam rękę, to pyszczek odsuwa na boczek,albo chowa. Z ręki jedzonka oczywiście jeszcze nie bierze.Położyłam świeże ciasteczka do klatki i jak odeszłam dalej,to delikatnie odwrócił głowę i bardzo delikatnie pyszczkiem przysunął bliżej i zjadł. Morisek jest teraz bardzo nieszczęśliwy.Klatka otwarta,ale z niej nie wychodzi.Nawet Tinulek nie interesuje jego specjalnie. Bogusiu,dokładnie..wiem co by zrobił gdyby miał tylko okazję.Na razie opcji takiej nie ma,bo na podwórko nie wyjdę dopóki nie pozwoli mi dotknąć do szyi.Później zapoznanie ze smyczką w domu,na końcu pancernie go zabezpieczę i będziemy próbować.Zanim to jednak nastąpi muszę zyskać choć odrobinę zaufania. Drzwi garażowe mamy drewniane i zanim go wnieśliśmy to je zastawiliśmy,żeby nie miał możliwości wygryzienia dziury. Na dzień dzisiejszy mieszka w domu,a garaż będzie nam służyć do załatwiania potrzeb.Siku robi,kupki jeszcze nie było,ale stoi piasek więc będzie miał możliwość tak jakby to robił na podwórku. Morisek boi się petard...strzelają teraz i skulił się najmocniej jak mógł. Jutro dam dla Moriska tabletkę od robali,pcheł i kleszczy w jednym. Kosztowała 40zł.
  11. Uważam,że Morisek odespał już swoje i zaczynamy pokazywać mu świat domowy. Rano była przeprowadzka do domku,najpierw będziemy na dole gdzie mam pokoik i roboczą kuchnię. Dostał trochę czasu na zapoznanie się z tym miejscem i później nowego Gościa przedstawiałam Tinulkowi. Tinulek jest u mnie najbardziej gościnny i przyjazny do psiaków.Na dwóch pozostałych ancymonków przyjdzie czas później. Chwilę po wstępnym zapoznaniu nagrałam filmiki...mało wyraźne bo telefonem,ale co tam. Ogólnie Morisek jest zuchem i już robi malutkie postępy. Nie leży główką schowaną z tyłu,tylko cały czas odwrócony do przodu. Ja krzątam się co rusz u niego na dole,podsuwam dla Tinka smaczki,głaszczę,a Morisek łypie oczkami i wszystko obserwuje. Dziś na sylwestra pieczemy...hihi..ciasteczka wątróbkowe...robimy dużo zapachów i główka Moriska robi delikatne ruchy na boki..hihi...za niedługo sprawdzimy czy mój patent zadziała. Mam nadzieję,że z pomocą zwierzaków nabierze odwagi i stopniowo zacznie się przełamywać do ludzi.
  12. W starym roku rozliczę jeszcze koszty paliwa. Podróż do Tomaszowa i z powrotem z Moriskiem ponad 800km, - 276zł Moim samochodem wyszłoby taniej, auto męża niestety więcej pali.
  13. Aj..dokładnie tę samą mam w domu i dostał 3 różne smaki,ale nie ruszył... ludzkie z lodówki nic też nie pasuje. Wiem,że jest głodny i zjeść coś powinien,ale pewnie strach blokuje. Myślę,żeby Kalm Aid i dla Moriska kupić,może go trochę rozluźni. Kilka lat temu łapałam psa,który unikał ludzi jak ognia,też niełatwo było,ale przy Morisku to pikuś.Tamten przyciśnięty do ściany nie ugryzł mnie tylko zaskomlał i się poddał.W samochodzie jechał bez ruchu,a z przerażenia tony śliny wylewał.Nie znał smyczy,ale nie ona była mu najstraszniejsza tylko człowiek.Pierwsze dni jak wyprowadzałam na podwórko,to się czołgał i chował pod krzaki,aby być jak najdalej ode mnie,w domu to samo.Żal było patrzeć na niego,... sąsiedzi mówili,że takiego psa nie widzieli i że w życiu mu domu nie znajdę,bo jest dziki totalnie.Ale widziałam,że ON nie dziki, tylko bardzo mocno skrzywdzony przez człowieka.Pepe,bo tak miał na imię, po miesiącu zaczął powoli,wciąż z obawą ,ale sam zbliżać się do mnie,aż w końcu zaufał i poszło z górki.Psiaki pomogły,z Tinulkiem super się zakumplował i wzorował na nim.Cudownym psem przytulakiem się okazał.Domek znaleźliśmy oczywiście. Morisek zupełnie nie zna bliskości człowieka,urodził się tam wśród dzikusów-tak mi powiedziano podczas łapania.
  14. Zaniosłam teraz kawałki surowego mięska,zobaczymy czy zje.Jutro kupię serduszka. Elficzkowa,a jaką karmę dawałaś?
  15. Morisek tak w budce leży,...niewyraźne,ale co tam,wstawię.... główka już częściej zwrócona do wyjścia niż schowana do tyłu. Dalej nic nie je....gotuję świeżutkie udka z kurczaka,może się skusi.
  16. Tak,po strzale,który go trafił jak znalazł się w tej budzie w środku,zrobił kilka ruchów i padł. Ta "buda" była bardzo długa,szeroka,na zdjęciu nie widać tego... to czarne z przodu to klapa, którą zastawiliśmy aby nie wybiegł. Do filmu niestety ani głowy ani rąk wolnych nikt nie miał....byłoby co oglądać,..np.jak przez płoty dziewczyny skaczą...hihi..żeby Moriska z oczu nie zgubić.
  17. Poker,dokładnie tak..nie wszyscy,ale znaczna większość z nas była grupą psiolubnych "wariatów". Z grubsza troszkę relacji . Z opowieści Jamora wiedziałam, że obszar po jakim poruszał się Moris był bardzo rozległy.Nie znając bliżej zwyczajów Morisa,ani terenu miasta, na wstępie założyliśmy,że w małej grupie nic nie zdziałamy. Przy wcześniejszym łapaniu strzał nie był możliwy zupełnie,zbyt duże ryzyko.Uzgodniliśmy,że trzeba wykorzystać i przygotować te tereny częściowo ogrodzone i opcję strzału wziąć pod uwagę.Okres po Świętach,kiedy ruch jest mniejszy w tej okolicy miał duże znaczenie,wygodniej też było w tropieniu i rozpracowaniu kryjówek Moriska.Jak się później okazało było ich bardzo wiele. Całość tej akcji zorganizowała się wręcz expresowo. W biegu kupiłam dużą klatkę dopasowaną do mojego samochodu,który się zepsuł po przejechaniu 70km i trzeba było zawracać do domu,przepakować do samochodu męża,zmienić klatkę na mniejszą i dotarliśmy już jako ostatni. Nieustannie tropiliśmy Morisa,poznawaliśmy jego drogi poruszania,robiliśmy zasadzki,uszczelnialiśmy ogrodzenia na placach i zbudowaliśmy dużą "budę" gdzie była sterta żelastwa,bo tam Morisek najczęściej sypiał i odpoczywał.Właśnie To miejsce uznaliśmy,że będzie najlepsze żeby go złapać.Morisek uważał jednak inaczej i przestał tam przychodzić. W kolejnych kryjówkach,gdy my tylko coś "ulepszaliśmy",to Moris od razu udawał się w inne.To było niesamowite,że nawet najmniejsza zmiana powodowała, że "nowość" zaraz wyczuwał i tam już nie wracał. Z wielkim bólem,ale nie dostawał jedzenia w miejscu wcześniejszej stołówki i uparcie kładliśmy pachnące rzeczy do dużej "budy",że się przełamie i z głodu zacznie tam wchodzić.Jednak nie wchodził.Traciliśmy powoli nadzieję z "budą",traciliśmy Moriska z oczu wiele razy,wiele razy nas zmylił i w pole wyprowadzał.Nauczył się tego widać perfekcyjnie,żeby móc odpocząć i przetrwać tyle lat.To bardzo czujny i inteligentny pies. Była sytuacja.że mieliśmy Moriska na zamkniętej posesji,ale ogrodzenie blisko 1,50m nie było jemu przeszkodą. Mróz,śnieg,mordercze kilometry i godziny na nogach dawały porządnie w kość wszystkim, o nerwach nie wspomnę.Przemoczeni,zziębnięci po kilku godzinach snu ruszaliśmy dalej reperować płoty,robić barierki i mieć na oku Moriska. Udało się,z głodu ,zmęczenia zaskoczył. Zbliżała się zerowa dla nas godzina,wszyscy na stanowiskach wcześniej rozdzielonych i przyszło najgorsze....ostatnie minuty,jesteśmy tak blisko.... Dzwoni telefon.....babcia z rowerem!...słabo....lepszej godziny do karmienia wybrać nie mogła....masakra!....elficzkowa ratunku!...pędzi ratować wszystko!...babcia cwana,zauważa nasze "uszczelniacze" ,wypytuje,podejrzewa łapankę,znów jej się "odwidziało"... stoi 20 minut!...a my już się tylko modlimy,żeby chociaż elficzkowej udało się zmylić,bo na prawdę i prośby czasu nie ma...jeśli zagwiżdże,Moris wyleci i wszystko spalone.....w tamtej chwili ja bym słowa z siebie nie wydusiła.....udaje się elficzkowej!...babcia opieszale,ale się jednak oddala... Zaczynamy...10 minut i mamy Moriska! Teraz jak to piszę,to mi znów ręce latają....."Widmo" babci i Jej córy po telefonie elficzkowej od początku nad nami wisiało,że wpadnie i psiaki rozgoni. Jeśli ktoś wcześniej nie zrozumiał dlaczego data Jamora była ukryta...właśnie dlatego.Pisać nie mogłyśmy,bo wątek czytany i nam groziła,że nie pozwoli psów zabrać,rozgoni...na wieść o tym sam Jamor powiedział,że babcia z miotłą przywitać może. Do ostatniej chwili było pod górkę,co rusz jakieś problemy,ale to już mamy za sobą. Złapanie Moriska było trudne,ale wyprowadzenie jego na prostą nie wiem,czy nie będzie jeszcze trudniejsze. Dlatego zwracam się do Was znów z wielką prośbą,tym razem o trzymanie kciuków za Moriska i za mnie.
  18. Wczoraj wyszedł na chwilę z małej klatki,może zbadać teren w garażu, czy jest możliwość dać nogę,nie wiem. Siedzi cały czas w tej co podróżował,nic nie jadł,nie wiem czy pił,wychodził dwa razy na siku.Podchodzę na metr do niego, to odchyla na bok główkę i leży bez ruchu,boi się biedak.Ma ciepło i niech odsypia swoją tułaczkę,powolutku będziemy się poznawać. Przed chwilą mąż opowiedział mi sen jaki dziś miał...hehe...że Morisek bawił się z naszymi psami na górze i buźki mężowi dawał,ale zaraz mąż sobie przypomniał,że Moris przecież jeszcze nie szczepiony,że dopiero co przyjechał. Ciekawe kiedy w realu taki moment nadejdzie,czy w ogóle to będzie możliwe. Morisek wyglądał na dużego psa,sierść stercząca na szyi i klata wyglądała na dużą,ale faktycznie to maluch,a raczej średniak z 16kg na oko,szyja chudziutka.
  19. Kochani, dziękuję za tyle ciepłych słów w moją stronę,ale na prawdę nic sama bym nie zdziałała, gdybym nie dostała wsparcia od wielu osób. To jest zasługa na prawdę dużego grona ludzi i wsparcie z Góry,że nam się udało. Jesteśmy już w domku. Morisek- od dziś takie imię dostał od nas dawny Rudy.Ma nowy rozdział w życiu więc i imię nowe. W podróży nie mieliśmy z Nim żadnego problemu, siedział cichutko i zmieniał tylko boczki do leżenia. Noc dziś spędza w garażu-ma tam ciepło,leży posłanie, porozkładane koce,duża otwarta klatka z materacem-do wyboru,niziutki duży karton pełen piasku gdyby chciał siku,oczywiście pyszne jedzonko i woda.Jak wnieśliśmy do garażu,to siedział bez ruchu w małej klatce której podróżował i pewnie się czuje jakby porwali go kosmici.Przed chwilą zajrzałam do niego i zwiedzał już garaż,jak zagadałam to stał i słuchał.Zajrzę jeszcze,ale dziś dam mu spokój,niech odpoczywa. Jak już wiecie Morisek mnie ujął najmocniej z całej trójki i Jego los leży mi ogromnie na sercu.Dlatego też zdecydowaliśmy wspólnie z mężem,że damy mu dt.Przynajmniej spróbujemy. Pies jest dziki,bardzo bardzo mocno boi się ludzi i tylko przebywając blisko człowieka może się uda to zmienić.Mamy taką nadzieję. Murka gotowa była przyjąć Moriska,ale ma sporo pracy z tamtą dwójką i w czasie podróży uzgodniliśmy jeśli w podróży nie będzie problemów,to zabiorę na razie jego do siebie. Nie wiem czy dam radę,czy podołam wyzwaniu,ale będę się bardzo starać,żeby się poczuł bezpiecznie i nie żył już w ciągłym strachu jak było do tej pory. Na dzień dzisiejszy nie wiem również jak długo Morisek będzie mógł mieszkać u mnie,ponieważ od wielu spraw to zależne,ale o tym już później. Złapanie Moriska,to było mega,mega wyzwanie.Aż sama nie dowierzam,że się jednak udało. Szukałam pomocy i udało się znaleźć Wspaniałych Ludzi,którzy nie odmówili pomocy i zjechali się do Tomaszowa z różnych stron Polski z bardzo,bardzo daleka.Nie chcieli jednak by o nich pisano,chcą być anonimowi, dlatego też nie mogłam nic pisać o naszych planach. Dziś już jestem strasznie zmęczona i pozwólcie,że szerzej o akcji napiszę jutro,a dziś tylko w skrócie. Jamora tym razem nie było. Moriska udało się złapać na strzał oddany we wcześniej zbudowanej przez nas ogromnej "budzie" w której się znalazł. Człowiek,który celny strzał oddał jechał z drugiego końca Polski(dosłownie).Zrobił,to całkowicie Gratis!Chce pozostać anonimowy i ja to uszanuję. Ludzie,którzy przyjechali również z daleka, z odległych stron kraju,żeby przygotować teren i całą resztę do akcji zrobili to także gratisowo. Napiszę tylko,ze Kłaniam się Im bardzo nisko i jestem Wszystkim Ogromnie wdzięczna! Było nas 9 osób. Koszta tej akcji jaki poniosłam,to koszt pokoi jakie musiałam wynająć dla 8 osób.Część z nas było 2 noce.Zapłaciłam 330zł,ale nie wzięłam żadnego rachunku i tę sumę muszę wziąć na siebie robiąc jakiś bazarek. Myślę,że dziewczyny z Tomaszowa,które znają Morisa potwierdzą,że nie poradzilibyśmy gdyby nas było mało. Za nasz dojazd i powrót z Moriskiem mąż ma zapisane km i paragony z cpn. Mąż padł już,a ja idę jeszcze do Moriska i również uciekam. Podziękuję bardzo mocno cioci elficzkowej za nieocenioną pomoc na miejscu i całokształt! Dla Tyś(ki),że pokazała światu Te psiaki i że na własne oczy mogliśmy zobaczyć jaki jest ogrom problemów tam u Nich! Dla shoto,za pierwsze akcje i pomoc Jamorowi! I ogólnie Dziewczynom,że psiaki z głodu nie poumierały! Dla Wszystkich odwiedzających wątek za wsparcie finansowe,psychiczne ,rady i mocne kciuki!
  20. Tinka cieczkę miała w czerwcu i jeśli teraz nie było,a tylko chwilowe amory amanta,to lada moment się może pojawić,....Tinko,wytrzymaj dwa tygodnie!...z jednej strony dobrze,z drugiej martwię się trochę. Ciekawe jak tam maluchy się czują i czy robią jakieś postępy...nie męczę jednak Mureczki. Rudziku....
  21. Dano,pięknie dziękuję za życzenia! Dla Ciebie i Bliskich przesyłam również Serdeczności Świąteczne oraz wszelkiej pomyślności w Nowym 2017 Roku. Dla Murzynia poproszę o specjalną porcję głasków od cioci wiosennej. Barutku [*] pamiętam o Tobie,byłeś kuzynem naszej Ajriski [*].....cudowne psiaki.... pewnie razem po Tęczowych łąkach teraz biegają.
  22. Poker,dziękujemy z całego serca! na konto elficzkowej,niedługo pewnie podeśle. Zaszyje się pewnie pod krzaczkiem i tak spędzi Święta ....buuu edit..pięć rzeczy na raz robię i nie zauważyłam wpisu elficzkowej
×
×
  • Create New...