-
Posts
974 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Tattoi
-
Są odrobaczone, Saba dostała hormony, szczepione przeze mnie nie były. Na kleszcze dostały exspot. Ale za chwilę trzeba dać następny. Mają założone książeczki, wszystko jest wpisane. Książeczki są u panów z ochrony.
-
No ale też jedyne, co jest mu znane w tej sytuacji...
-
No moze w schronie mają jakiś telefon do właściciela, albo może on podał, jak go oddawał?
-
Dziewczyny- ale on 9 lat miał jakieś imię, to co- tak mu zmieniać teraz?
-
Szurka poszukiwana!! Błagamy o pomoc w poszukiwaniach!!
Tattoi replied to Sylwia K's topic in Już w nowym domu
Ja pamiętam, jak tylko się coś poruszy w krzakach, to sprawdzam, moi sąsiedzi "psi" też wiedzą. -
Kurczę- ten telefon, który podałam, to prywatny telefon pana Janka- jednego z ochroniarzy. 795 110 405- ochrona, 662 398 333- Pan Jarek- on rozmawiał z dyrektorem. O Sabie nie wiem więcej, niz napisałam- widziałam ją raz. Zresztą w ekstremalnych warunkach, bo broniła dzieci. Zanim poszliśmy w stronę norki zachowywała się przyjacielsko, pozwoliła sobie zrobić zastrzyk, podstawiała głowę do głaskania. Możecie zadzwonić do Pana Jarka i pogadać- przecież ja nic przed Wami nie ukrywam, przekazuję wszystko, co Pan Jarek mówi. No ale może coś jeszcze z niego wyciśniecie.
-
Jest miejsce w Konstancinie, warunki bardzo fajne, ale cena miesięcznego pobytu z jedzeniem- 450 złotych. Myślcie- Konstancin czy Milanówek? Ja idę teraz do mojego psa, nie będzie mnie jakiś czas.
-
Tripti kochana- dziękuję bardzo- to ten hotelik. Sytuacja jest taka- dziś pan dyrektor powiedział, że skoro nie ma miejsca w schronisku to może zaczekać, aż się miejsce znajdzie. Bo on nie chce wywalać na ulicę- "ludzki pan". Więc jest kilka dni oddechu dla Saby, Jarka i dla nas. Dyrektor prosił tylko, żeby to wreszcie jakoś załatwić.
-
Zmiana kończy sie o 7 rano- wtedy mieli ją zawieźć do Józefowa. Jednak ELLig mnie uświadomiła, że Józefów nie przyjmuje psów, bo przepełnienie. U nas w Józefowie na dt miejsca nie ma- wszystko zajęte. So- jak dostanę numer telefonu, na który czekam od kilku godzin, to zadzwonię rano do Konstancina, tam jest hotelik. Może tam by sie dało. Podaję numer telefonu do stróżówki- Pan Jarek będzie od 7 rano na dyżurze- 600 099 345
-
jeśli odeszła tak szybko, to znak, że pora była najwyższa, ona już nie chciała żyć, więc nie broniła się... tak umierają psy zmęczone walką...niech sobie śpi spokojnie:-)
-
Acha- do schroniska będą zawiezione jutro rano.
-
Dzwoniłam przed chwilą- szczeniaka już nie ma, oddali sunię dzisiaj do domu. Została Saba i Kufel do zabrania, bo pan dyrektor znowu się rozmyślił i Kufel też ma zniknąć. :angryy:
-
Jeden szczeniak poszedł, jeden jeszcze jest- suczka. Powiedziałam, żeby odwieźli je do schroniska w Józefowie.
-
Może i się da, tylko, że z tym facetem nie można się umówić, bo zmienia zdanie zależnie od humoru. Dzwońcie do Megii, może ją przechowa w jakimś wspólnym kojcu z drugim psem.
-
Nie ma planów.
-
Wszystkie mają domki, a ostatnia sunia może też pojedzie w środę. Bo Pan Jarek rozmawiał z kimś, kto jest chętny. Zostanie Saba. I w ostateczności jeden maluch- suczka, jeśli ten ktoś się nie zdecyduje.
-
Dobrze trzymalaś, bo jeszcze żyje. Ja jednak od soboty od świtu nie spuszczam go z oka. Właściwie zamieszkałam w łazience przywiązana do kroplówki. A dzisiaj zadzwonił Pan Jarek i UWAGA: powiedział mi, że pan dyrektor kazał zabrać psy do środy. Uprosili go, żeby został chociaż Kufel- na Kufla się zgodził, ale Saba jednak ma zniknąć. W norze zostały dwie suczki- jedna jest zamówiona, jedzie w środę do domu. Zostanie jedna mała suczka i mama. Pan Jarek prosi o pomoc- on uważa, że gdyby sie udało Sabę gdzieś przechować, to dyrektorowi przejdzie. Nie wiem- nie znam gościa, Pan Jarek zna go lepiej- może miał zły dzień. Tak, czy inaczej- do środy trzeba zabrać Sabę i maluszka. Ja sie tym nie zajmę teraz- nie ma mowy. Dla Małego kluczowe są dwie następne doby. Nie ruszę się z domu.
-
Kastracja pomoże, ale dopiero po kilku miesiącach. Zależy też, co to za agresja- dominacyjna, dzierżawcza, ze strachu? Nie wiadomo.
-
Graf to na 100 % krzyżówka azjaty z kaukazem. Lub w miocie azjatów urodził się pies z dłuższą sierścią- bywa. Chociaż głowa- o ile z profilu typowo azjacia- z przodu już zalatuje kaukazem. Spojrzenie- "aborygeńskie"- charakterystyczne dla azjaty. Astka- śliczna, nie szkodzi, że nieduża- przyzwyczailiśmy się do astów wielkości rottków. Być może to pitbulka. To z Wisły- można mówić, że to owczarek anatolijski :-) (to większe, bez znaczeń na uszach).
-
Mnie też "trzepnął" poziom języka polskiego tej stronki. Jakiś matoł ją pisał i tyle.
-
Wpadłam na chwilkę. Saba jest zupełnie oswojona, ale maluchów broni i nawet wyskoczyła do Magdy z zębami. Jak się idzie w stronę nory, to ona zapieprza tam pierwsza i ostrzega szczeniaki. Wtedy one w długą do nory. Wydaje mi się, ze jedynym wyjściem jest zatkanie wejścia do nory, co też nie będzie proste, bo ta nora jest pod korzeniami drzewa, wejście jest szerokie na 3 metry z hakiem. Myślę, że trzeba by było tak: nie karmić skubańców cały dzień, umówić się z panem Jarkiem i poprosić, żeby zamknął sukę na przyjazd. Tak, żeby nie mogła ostrzec dzieci. Wyłożyć im wtedy jedzenie "ścieżką"- przy wejściu troszeczkę, żeby poczuły i coraz dalej od nory. I wtedy spróbować im przyblokować wejście i próbować wyłapać. Ochroniarzy jest co najmniej dwóch na dyżurze, więc by pomogli- szczeniaków jest trzy. Jeśłi chcecie, to dam telefon do pana Jarka i na stróżówkę, bo mam oba. Ja dzisiaj ani jutro nie pomogę- okazało się, że mój psina ma guza i późnym popołudniem go operujemy.
-
Przepraszam za milczenie, ale od piątku wieczorem nie byłam w stanie otworzyć dogomanii. A teraz ze mną klapa, bo mój rottek 9 letni się rozchorował w niedzielę i od rana do wieczora siedzę z nim w lecznicy na kroplówkach. Najgorsze jest to, że nie wiemy, co mu jest i leczymy trochę w ciemno. Nie wiem, kiedy będę wolna.
-
Ale ona jest gruba, spaślak jeden. Niech pogłoduje, to jej bynajmniej nie zaszkodzi.