Jump to content
Dogomania

leonarda

Members
  • Posts

    2652
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by leonarda

  1. Jasne, że tak. Jestem z nim na spacerze w czwartek między 16 a 18 i w sobotę mniej więcej między 10.00 a 12.00. Nie ma problemu, żebyś wpadła, będzie mi nawet łatwiej pójść z nim wtedy do parku (myślę o biegających psach, ale nie obawiaj się, nie chodzi o to, żebys miała się rzucać między jakieś;)). Prześlę Ci na PW nr telefonu, zresztą jest też w ogłoszeniach Oskara.
  2. Dziękuję Ci bardzo, [B]yolanovi[/B]. Ja mogłabym wpłacać 50 zł. Myślę, że gdyby Oskar miał zostać na kolejną zimę w schronisku, to powinno się go wyciągać.. Na razie póki co - obserwuję go i staram się "trzymać rękę na pulsie". Wiem, że pracownicy nie oddadzą go w miejsce, gdzie miałby mieszkać w budzie czy jakoś inaczej na zewnątrz, m.in. ze względu na jego wiek.. No i po prostu za bardzo go chyba cenią, by dać byle gdzie, więc choć tyle.. Teraz chcę się jeszcze bardzo skupić na szukaniu domu. Choć wiadomo, że to nie tylko od tego zależy... Na razie te zdjęcia z wczoraj - z daleka i nie za dobrze go widać, bo musiałam je robić przez okno samochodu, żeby mi deszcz aparatu nie zalał. Dlatego Oskar uwiązany do drzewa. A - bardzo ładnie się uczy komendy "zostań", naprawdę. Ćwiczymy przy okazji bycia na wybiegu i naprawdę dobrze to idzie. Nie umiem tylko nauczyć go chodzenia przy nodze...ale tak w ogóle na smyczy to jest w miarę (zależy, kto prowadzi i jak i czego oczekuje - wiadomo..). [IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-qcEGI4nYamU/TiAMRr3P2VI/AAAAAAAA8UM/OY_YH8j5Tv0/P1110506.jpg[/IMG] [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-8RTNXO9kCVU/TiAMSO8w9YI/AAAAAAAA8UQ/CrGx6HXe8l4/P1110510.jpg[/IMG] [IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-czi_pW2RFFo/TiAMSMQpZ7I/AAAAAAAA8UU/iVMXf6HSp5g/P1110509.jpg[/IMG] [IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-uiwVeRAuoBg/TiAMSg-XcxI/AAAAAAAA8UY/1eqzyHkU8bg/P1110513.jpg[/IMG]
  3. Mnie pana też nie żal, bo niby dlaczego? - chodziło mi wyłącznie o Oskara:( I nie było też całkiem tak, że pies nie był kontaktowy - cieszył się na spacerze, chodził za panem po mieszkaniu, pan też mówił, że na pewno Oskar jest uczuciowy (ma bardzo wymowne oczy), wypuszczał głośno powietrze (tak trochę prychał), gdy pokazywał, że czegoś chce... że nie był przytulanką? jeszcze tak od razu? to nie jest brak kontaktu:( Poza tym Oskar i przytulić się pozwoli, wiem o tym sama najlepiej - tyle, że na razie nie za długo.. Moim zdaniem i tak spisał się znacznie, znacznie lepiej niż mogłam sobie marzyć, biorąc pod uwagę lata w boksie i samotny rok w schronisku. Zresztą pan powiedział, że jego zachowanie naprawdę niemal idealne, nawet wychodził z domu na 2 godziny i zostawiał na wierzchu jakieś papiery i inne rzeczy - Oskar nigdy niczego nie ruszył. Zabrakło tego, o czym pisała yolanovi...i czasu..:-(
  4. Pani wczoraj dzwoniła, Axel już niemal w formie, tylko trochę schudł i wygłodniał:) Zgadnijcie z kim przywitał się największym piskiem? Z panią - bardzo fajnie, z panem - jeszcze fajniej, ale dziecko to najwyraźniej jego miłość;) Za 10 dni zdjęcie szwów.
  5. Dopiero dotarłam do domu, więc tylko krótko. Nic szczególnego się nie stało, pan do końca twierdził, że Oskar zachowuje się jak najlepiej. Zabrakło chyba głównie odwagi i tego kontaktu...Pan dzwonił pod wieczór pytać, co z psem. Chce mi jeszcze przesłać zdjęcia ze spaceru u siebie. Przeżywa to wszystko i obwinia siebie. Cóż więcej dodać... Oskar powrót przyjął w miarę normalnie, pani Ania mówiła tylko, że rano był nieco smutny, zdezorientowany i wyraźnie miał nadzieję, że jednak nie prowadzą go do boksu:-( Gdy byłam po południu, zachowywał się jak zwykle. Przywitał mnie, jak zwykle, z radością, tupiąc łapkami za kratą:-( Nie tylko ja zauważyłam, że jakby odmłodniał o parę lat - mniej wystające żebra, dużo lepsza kondycja, błyszcząca sierść, ożywione oczy... Z jednej strony to dobrze, z drugiej jeszcze bardziej żal:-( Parę dni wystarczyło, by Oskar pokazał się w zupełnie innej formie.. Ale te dni minęły:-( Biegaliśmy dzisiaj po deszczu, Oskar wspaniały - inaczej tego nie określę.. Była przygoda, gdy schroniskowa obroża mu się rozpięła, bo pociągnął na spotkanie z pokazującym mu zaczepnie zęby briardem - Aresem. Gdy Oskar na niego ruszył, a ja nie miałam już żadnej kontroli, pomyślałam...no, nieważne. Ważne, że udało się je rozdzielić (Oskara wyciągnęłam z walki wczepiając mu się rękami w mokrą i śliską od deszczu skórę, nawet w takiej sytuacji nie pokazał mi śladu zębów). Ares zresztą też skupił się raczej na przeciwniku, na szczęście. To było raczej pokazanie, kto rządzi, nie atak na gardło - Oskar nie jest zabójcą, jest po prostu mocnym samcem i tyle. Ślady po walce - kropla krwi na nodze Oskara, nic groźniejszego u Aresa. Fakt, że nie zdążyły nic więcej, ale gdyby naprawdę chciały... :roll: Potem trzymałam Oskara za szyję, znaczy przytuliłam go do siebie i czekałam, bo nie miałam go na co zapiąć, dziewczyny pobiegły po nową obrożę. Ale on był grzeczny, póki nie pozwoliłam (niespecjalnie, oczywiście) mu się wyśliznąć. I pobiegł... szukać Aresa? Ten jednak już ze swoją opiekunką był w budynku, a przed nim nasze 3 owczarkowate suczki, na terenie jeszcze parę innych psów. Oskar nie zaatakował żadnego, po prostu przebiegł, pobiegł, wrócił, gdy wyszła pani Ania z obrożą. Taki dobry pies.. [B]maciaszek[/B] - Oskar będzie na nowo wpisany na oficjalną stronę schroniska, jutro postaram Ci się przesłać zdjęcia, z tych normalnych (bo sama wiesz, jakie było poprzednie) i nowy tekst. Do ogłoszeń można dopisać (zresztą już gdzieniegdzie zaczęłam), że nie brudzi, nie niszczy i nie hałasuje w mieszkaniu, nawet, gdy zostaje sam, poza tym ładnie jeżdzi samochodem. Staram się być konkretna i tak pisać, bo tak naprawdę to po prostu boję się kompletnie rozkleić:-( Zrobiłam dzisiaj ze dwie, trzy fotki, ale byle jakie, bo lało. Jutro wrzucę.
  6. A jednak, mimo wszystko, prawdopodobnie wróci, jeszcze dzisiejsza noc i jeśli nie stanie się jakiś cud, to Oskar będzie jutro w schronisku:-( Jest mi strasznie, strasznie żal.:-( Zwłaszcza, że on sam tak się starał być w domu grzeczny. I był:-(:-( Nie wiem, czy bardziej chce mi się przeklinać czy płakać:-(
  7. Po nieco pokrzepiającej rozmowie z panem.. Przegadał jeszcze raz wszystko ze sobą, z siostrą, z tatą weterynarzem (rodzina nie na miejscu, niestety, bo aż w lubelskim, więc wsparcie głównie telefoniczne), i w ogóle. Nadal bardzo się obawia, ale sam twierdzi, że to pewnie taki atak paniki, że sobie nie da rady, że nie spełni potrzeb psa, że wszyscy będą się męczyć. I że może za pół roku będzie się z tego tylko śmiał.. To na pewno bardzo wrażliwy (nie mylić z "nerwowy") facet, co - jak widać - ma swoje zalety i wady... Stara się myśleć pozytywnie i przestać obawiać. Nie wiem, co z tego wyniknie, ale chyba jednak spróbuje (a tato wyraźnie mu doradzał, że albo oddaje psa od razu, albo bierze go na zawsze, nie wolno inaczej). Oczywiście nadal się obawiam, że jednak coś nie wypali. Ale chyba jest szansa, że może będzie dobrze. Nie pisałam wcześniej, bo jakoś mi wyleciało - pan pojechał kupić psu różne rzeczy i nie było go godzinę, Oskar nie nabroił. To było wcześniej, jeszcze przed poranną rozmową, więc w sumie nie ma wielkiego znaczenia, ale to niezła wiadomość tak w ogóle. Jeśli coś, pan mi da znać. Jeśli nic - zdzwonimy się za tydzień. Pan byłby bardzo zainteresowany chodzeniem z psem na jakieś sensowne, pozytywne szkolenie, jak mu o tym wspomniałam. Żeby ułatwić sobie i psu życie i zbudować więź. Obiecałam, że się spróbuję dowiedzieć, dokąd warto pójść w Jeleniej Górze. Może ktoś coś wie? Albo zna kogoś, kto wie? Ja oczywiście ze swojej strony też sprawdzę. Ani ja ani on nie chcemy zapeszać. Więc nie napiszę, co dalej. Chyba nikt na sto procent nie wie na dziś. Tylko moje przewrotne, cwane i manipulujące ludźmi "dziecko", które jechało ze mną dzisiaj po południu odebrać amstaffa z kastracji i w drodze opowiadałam mu o sytuacji Oskara (którego poznało i uważa, że jest specyficzny, tajemniczy i imponujący) i rozterkach pana, powiedziało: no przecież on tam zostanie, nie widzisz? Facet panikuje i ma rację, ale mu zależy i mu przejdzie. To było oczywiście przed wieczorną rozmową. Oby ta pofarbowana bez mojej zgody wredna Pola miała rację.
  8. No, niestety szukał i nie bardzo coś jest. On dokładnie to mieszka w Lubomierzu pod Jelenią Górą, fakt że dużo bardzo terenów zielonych, ale otwarte i z wolnobiegającymi psami. Tak, że o puszczaniu mowy nie ma. Czas pan by mu dał, ale jak pisałam wyżej - obawia się, że w razie klapy może to być z jeszcze większą krzywdą dla psa niż odwiezienie go teraz. Facet cały czas ma to w głowie. Cały czas kombinuje, co zrobić. Obawiam się jednak, że przeważy ta niepewność, co dalej. Jeśli tak, Oskar najprawdopodobniej wróciłby w ten weekend.
  9. Wykastrowanego Axela właśnie zawiozłam do domu. Bardzo był przyćmiony, z kliniki wyszedł jeszcze całkiem, całkiem, ale potem to mi się słaniał na nogach, a jak wysiadł z samochodu to natychmiast usnął na ulicy. Inne psy, które zabierałam, były już zdecydowanie bardziej żywotne. Mam nadzieję, że po prostu odeśpi to i jutro będzie ok. Wetka zachwycona nim, jaki dobry i jaki piękny i w ogóle że rewelacyjny pies. Wiem przecież dobrze, wiem..
  10. Taki mam dzisiaj nastrój, że nawet nie bardzo chce mi się coś pisać. Generalnie pan jest bardzo podłamany i chyba trudno będzie napisać o nim coś gorzej niż on sam o sobie mówi. Niestety - jak pisałam, nie da się nic zrobić na siłę. Przecież nie mogę mu "kazać" zostawić psa u siebie. Chodzi przede wszystkim o specyficzny sposób bycia Oskara (pan nie wini psa, natomiast prawdopodobnie go to przerosło). O to, że to jednak nie taki łatwy pies, w sensie kontaktu. Facet sam mówi, że to idiotycznie brzmi, ale ja znając psa chyba wiem, o czym mowa. Uważa, że Oskar nie za dobrze czuje się w mieszkaniu, raczej wciąż "zmierza do wyjścia". Nie możemy zapominać o tym, że to pies z kojca, przyzwyczajony latami do spędzania czasu samemu i biegając z kąta w kąt. Spacery są według pana najfajniejsze, Oskar wtedy zadowolony, ale tu znów problem z innymi psami, których mnóstwo biega nawet w pobliskim lesie, dokąd chodzą. Spacery są tak po ok. 2 godziny, Oskar ma swój rytm, ja wiem. Wciąż trzeba uważać, czy jakiś pies nie podbiega, w tym są duże bez smyczy i kagańca. Oskar potrafi zmęczyć. Gdyby był ogród, pan twierdzi, nie byłoby problemu, bo pies mógłby wychodzić luzem, kiedy by chciał, on sam mógłby się z nim bawić i zaprzyjaźniać łatwiej. Albo chociaż jakiekolwiek dowolne miejsce, gdzie bezpiecznie można by go puścić choć czasem nawet jak nasz wybieg, cokolwiek. Pies czułby się szczęśliwszy i pan. Facet chce jakoś zagospodarować Oskarowi czas, próbuje to robić, bawić się z nim - Oskar tylko chwilę jest kontaktowy, potem włącza mu się jakieś swoje życie.. no, trudno faktycznie to wyjaśnić. Brzmi jak same mrzonki, ale.. Znam psa i te problemy, ja jednak wiem, że wszystko to kwestia podejścia, poświęcenia na początku, oswojenia się z sytuacją i czasu, czasu, czasu... ale cóż - nie ma na to gwarancji. No, co ja tu będę pisać - facet sam wie, że na wszystko trzeba czasu, ale chyba sytuacją czuje się przytłoczony i boi się, jak to będzie. Czy Oskar i on będą się męczyć na siłę, czy może jednak coś się z tego urodzi fajnego. Wie, że może być i tak, i tak. Tylko czas to przywiązanie, to większa trauma dla psa. Na razie pan cały czas myśli (powiedziałam mu, że może za dużo właśnie, ale z drugiej strony on ma presję, że powinien zdecydować się jak najszybciej, skoro już tak wyszło). Wiem, że to przeżywa, słychać w rozmowie. Ale ja myślę o psie. I fakt jest taki, że to pies zapłaci, jak zwykle. Zresztą facet też to wie. Dzisiaj rozmawiałam o tym z panią Anią ze schroniska, która dobrze zna Oskara. Potwierdziła, że jeśli miałby wrócić, to tylko jak najszybciej, inaczej może to przeżyć zbyt mocno. Pan jeszcze myślał o byciu domem tymczasowym dla Oskara, dzisiaj w rozmowie wyniknęło nam takie rozwiązanie. Oczywiście całkowicie bezpłatnym, stać go na utrzymanie i ewentualne leczenie psa. Chodzi o to, że mógłby pomieszkać u niego, i żeby szukać mu jednak domu, myślę, że to by facetowi dało ten luz psychiczny, ten oddech. I może znacznie pomogło w nawiązaniu bardzo może bliskich relacji z psem. Tylko, że wiadomo - nie można zagwarantować, że dom się znajdzie np. w ciągu najbliższych dwóch czy trzech miesięcy. A jeśli oni się jednak nie dogadają, to sytuacja będzie znów patowa. Poza wszystkim - pan chwali Oskara, że nie sprawia jakichś szczególnych kłopotów, jest posłuszny i w ogóle dobry. Trochę po prostu "inny" (to już moje określenie). Jutro mam do niego zadzwonić, być może decyzja będzie już podjęta. Pomyślałam, żeby mu jeszcze zaproponować pójście na jakieś fajne szkolenie, to może by coś zmieniło? Ale sama wiem, że czasem Oskar po prostu ignorował całe szkolenie, bo np. było gorąco czy coś.. Jakby ktoś miał jakąś mądrość w głowie, to piszcie. Ja już nie mam na razie nic do powiedzenia
  11. No, i nie wiadomo...:shake: Pan ma zgryza, rozmawialiśmy długo dzisiaj. Sam na siebie jest zły, ale nie da się pewnych rzeczy robić na siłę.. Nie można wykluczyć, że Oskar wróci do schroniska:shake: Problem jest też taki, że pan mógłby go u siebie zostawić dłużej i upewnić się w paru sprawach, ale obawia się, że to może być gorzej dla Oskara, jeśli on się przywiąże i wtedy, np. po miesiącu czy dwóch miałby jednak wrócić. Sama nie wiem, co lepsze w takiej sytuacji:shake: Chciałabym pogadać z kimś mądrym, najlepiej, żeby znał Oskara. W każdym razie nie chodzi o brudzenie czy niszczenie w domu, z tym jest wciąż ok.
  12. Axela zawiozłam wieczorem do kliniki na kastrację. Jutro po południu ma wrócić do domu. Liczę na to, że nie będzie żadnych komplikacji, znaczy zdrowotnych. Poza wszystkim - żebyście go widzieli na spacerze i w ogóle... on jest naprawdę najwspanialszym okazem asta, jakiego w życiu widziałam. Absolutnie przepiękny. I przy tym bardzo, bardzo dobry. Wiem, że to wszystko razem może dość głupio wyglądać. Miał być oddany i to koniecznie, teraz nagle nie - i wątpliwości, co będzie dalej, skoro już tak..długo dzisiaj dyskutowałam z państwem na ten temat... Ale widać, że mu w domu fajnie i wygląda na to, że perspektywa rzeczywistego oddania psa uświadomiła państwu, że to nie jest takie proste i łatwe (emocjonalnie, znaczy się). Poza nimi (znaczy dorosłymi) mała Jola jest jego największym sprzymierzeńcem. Pies jest dla niej alfą i omegą i wszystkim, co najlepsze. Rodzice zresztą też są za nim, to widać po wzajemnych relacjach ich i Axela. Wygląda na to, że głównie mama przestraszyła się diagnozy lekarza, potem to przemyśleli. Małej Joli wybaczymy, że pije z psem bobofruty na balkonie i czasem polewa go soczkiem, skoro jego samego to cieszy;) W każdym razie dla Axela pozostanie na miejscu, gdzie wyraźnie czuje się świetnie i tak się prezentuje, na pewno jest najlepszym rozwiązaniem. To głównie brałam pod uwagę. Z ciekawostek - wykąpany został na dworze, bo za nic na świecie nie zgodził się wejść do wanny.
  13. Wczoraj wieczorem dostałam nową informację od Kamili, że pan nie odda Axela za nic. W związku z tym dzisiaj pojechałam na miejsce, by konkretnie porozmawiać. Właśnie wróciłam od państwa, ostateczna ich decyzja jest taka, że nie potrafią oddać Axela i że u nich zostaje. Dziecko będą leczyć, bo sytuacja nie wygląda tragicznie. Pytałam, co, jeśli leczenie nie będzie takie proste, ale państwo stwierdzili, że zrobią wszystko, żeby pies u nich został. Oni oboje i córeczka są do niego zbyt jednak przywiązani no i szkoda im, żeby znów pies miał zmieniać miejsce. Sam Axel pewny siebie i bardzo zadowolony, przynosił mi zabawki do rzucania, spoglądał czasem trochę z ukosa, jakby z pytaniem, czy aby nie zamierzam go dokądś znów przewozić... Żałuję, że nie wzięłam aparatu, ale tak podjechałam z doskoku i nie pomyślałam. Zresztą, może jeszcze będzie okazja. Tak czy inaczej, dzisiaj zabieram go na umówioną przez fundację kastrację, jutro wraca do siebie.
  14. U Suri wszystko jak dotąd, nic nowego się nie dzieje. W sobotę na spacerze była jak zwykle wesoła i bardzo miła, choć jeszcze wciąż próbuje obskakiwać każdego - ale to z wielkiej radości, ona po prostu nie może ustać w miejscu, gdy jest przy niej człowiek... Pod koniec, gdy siedziałyśmy w cieniu, nie pozwoliła jednak podejść do mnie żadnemu psu. Suri jest raczej mała i przyszedł pies z jej boksu, taki trochę w typie dobermana, łagodny, z którym się zawsze dogadują - nawet jego postanowiła przepędzić. Siedziała przy mnie i poszczekiwała co jakiś czas, kręcąc główką i pokazując zęby psom, które podchodziły za blisko. Wiem, że to dlatego, że ona nie ma nic i nikogo tak długo...:-(i już chyba się na tyle do mnie przyzwyczaiła, że uznała, że jestem jej... bardzo mi żal Suri:shake: I tylko raz w tygodniu możemy się widzieć, bo tylko wtedy wychodzi jej boks - 4 psy.. Z ogłoszeń ani nawet kawałeczka maila, nie mówiąc o dzwonieniu. Nic:-(
  15. [quote name='Istar19'] i ufo w kąpieli^^ [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-ZDVTSVXbe0I/Thii2VbLMwI/AAAAAAAAICY/E2MisMznqwk/s640/IMG_5590.JPG[/IMG] [/QUOTE] Świetne jest ufo:lol: I pozdrowienia dla Mamy:loveu:
  16. Jestem na zaproszenie Lary. Jutro doczytam wątek w całości.
  17. [B]Jenny[/B] - tak. Ale jak na razie się nie odezwał, więc chyba nic z tego.. a przy okazji - czy Axel ma aktualne allegro? bo jak go tam szukałam dzisiaj, to nie znalazłam.. jeśli nie ma i mogłabyś zrobić, to byłoby super, na wszelki wypadek podaję link do dzisiejszego ogłoszenia z moruska, które wrzuciłam (tekst i zdjęcia), a jutro postaram się zrobić mu nowe fotki, też może w mieszkaniu. [URL]http://www.morusek.pl/ogloszenie/64586/Mlodypieknyspokojny-amstaff---niezastapiony-przyjaciel-Axel/[/URL] Sprawdzony dom, niestety, do niczego. Axel do kliniki pojedzie jednak jutro. Chcą go obejrzeć jeszcze jedni państwo, ale jakoś średnio to widzę. Przez telefon robią niezłe wrażenie, ale jest parę rzeczy do wyjaśnienia. Ja już się w ogóle boję go komuś dać, bo mi się wydaje, że na pewno za jakiś czas znów się komuś coś odwidzi... Tak, że na razie wciąż domu nie mamy...
  18. Klementynkaa - przepraszam, że nie podałam Ci godziny, ale doczytałam Twój post dopiero po fakcie:oops:. Oskar w porządku, pan twierdzi, że zachowuje się ok, noc też przespał spokojnie. Jak dotąd, nie załatwił się w domu i oby tak zostało:razz:. Jedynie biegnie natychmiast za każdym razem, gdy pan wstanie czy przechodzi przez mieszkanie, do drzwi wyjściowych, jakby myślał, że wychodzą. Ale trudno się dziwić, to dla niego kompletnie nowa sytuacja i na pewno jest trochę zdezorientowany. Wczoraj pan zostawił go na 2 minuty z zegarkiem w ręku samego w domu - zastał go grzecznie siedzącego w kuchni. Więc też oby tak dalej. Umówiliśmy się, że prześlę mu kilka porad, jak zapobiegać problemom z separacją, na wszelki wypadek. Jeśli nie będzie kłopotów, następne wiadomości za tydzień. Gdyby coś - to pan będzie dzwonił wcześniej. Jak na razie - jak najlepiej. Więc jeszcze powtórzę: oby tak dalej! Myślę, że można zmienić tytuł:lol:
  19. no...:-( Info na teraz - jutro zabieram Axela, jedzie prosto do kliniki na kastrację, załatwioną przez amikat. Jutro też będzie sprawdzany jeden chętny dom. Jeśli nie okaże się odpowiedni, Axel w poniedziałek pojedzie pod opiekę fundacji (za co bardzo dziękuję:Rose: ) i będziemy mu nadal pilnie szukać [B]dobrego[/B] domu.
  20. Gdybym się dzisiaj nie odezwała, to znaczy, że zostałam na działce i napiszę jutro:) Z panem oczywiście porozmawiamy sobie:)
  21. Uświadomiłam sobie, jadąc ze schroniska, że długo go nie zobaczę, że rok psina czekała, no w ogóle wszystko i aż mi, po raz pierwszy w takich sytuacjach, łzy poleciały. Chyba głównie jednak dlatego, że wreszcie ten wielki, dobry pies będzie wolny..
  22. Właśnie dostałam wiadomość, że dojechali szczęśliwie, Oskar jechał całkiem grzecznie, teraz zwiedza sobie mieszkanie. Pan napisał, że ma nadzieję, że Oskar będzie u niego tak szczęśliwy, jak on sam jest. A wieczorem, na spokojnie, mamy się zdzwonić. Teraz zmykam;)
  23. Wróciłam, Oskar pojechał, wieczorem dowiem się jak podróż. Pojechał pół godziny po kastracji, jeszcze trochę oszołomiony. Wcześniej byliśmy na spacerze z panem. Szczerze mówiąc, facet tak pozytywny, że mogłabym być jego psem:) Zobaczymy, co dalej, największy problem będzie, gdyby demolował dom pod nieobecność pana, wtedy może być potrzebna porada na miejscu, w każdym razie braliśmy pod uwagę chyba wszystkie najgorsze możliwe zachowania. Poprzedni dobek pana był "z odzysku", wzięty też jako dorosły, 10 cm wyższy nawet od Oskara. Wieczorem napiszę więcej. Teraz idę opijać sprawę:eviltong: :B-fly::B-fly::B-fly::B-fly: :cunao::beerchug::cunao::beerchug:
  24. No i to racja. A Oskar na czwartkowym spacerze zaprzyjaźnił się z Milvą, byliśmy razem na spacerze w lesie, szły równo obok siebie wąską ścieżką, jakby się znały od lat:) Fakt, że było upalnie i Oskar bardzo się zmęczył, nawet się kładł dwa razy w drodze powrotnej... widać było, że już nie taki młody... Najważniejsza jednak wiadomość - właśnie pan dzwonił, że będzie jutro rano w schronisku. Nie wiem, jakoś wątpię, żeby się zdecydował jak zobaczy Oskara i jego gabaryty.. ale wiadomo, co bym chciała.. Raz jeden tylko byli u niego ludzie, już dość dawno i beze mnie, ale po paru minutach z nim na smyczy zrezygnowali. Oby jutro było inaczej.:modla::modla::modla:
×
×
  • Create New...