Jump to content
Dogomania

Ali9

Members
  • Posts

    186
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Ali9

  1. Bylismy dzisiaj u Pani weterynarz po ponownym osłuchaniu Rysia stwierdziła, ze Rysiek ma brachikardię czyli spowolnione bicie serca. Serducho jego niestety nie bije tak jak u zdrowego psa. Dostaliśmy namiary na dwóch lekarzy na panią profesor Urszulę Pasławską lub dr Agnieszkę Nostrzyk-Nowak we Wrocławiu do którejś z tych doktorek udamy się na badania serca. Rozmawiałam z panią weterynarz a propo tego że tak nagle się to ujawniło, powiedziała ze mogło to być spowodowane niewłaściwym podaniem wtedy zastrzyku dokładnie w nerw błędny, powstały zaburzenia pracy serca, które mogły uaktywnić jakąś wadę serca. Rysiek mógł mieć też wcześniej wadę tylko po prostu była ona nie wykryta, nie był na tyle dobrze i dokładnie osłuchiwany. Dzisiaj żeby nie skłamać to chyba z 15 minut wetka słuchała jego serducha. Po badaniu będzie wiadomo czy to serce, objawy jakie ma czyli szybciej się męczy i jest taki zgaszony troszkę mogą też być spowodowane złą pracą tarczycy. Na razie umówiłyśmy się z wetką, ze zdiagnozujemy go pod kątem serca, badanie jest trochę tańsze, gdyby wszystko wyszło z sercem ok, to będziemy badać pod kątem tarczycy. Nie wiem tylko do której doktorki się umówić, nasza wetka mówi ze obie poleca Pasławska jest profesorem, Nostrzyk -Nowak ma doktorat. Nie wiem ile osób czyta ale jak ktoś mógłby którąś polecić to napiszcie :)
  2. No własnie tez sobie juz tak myślałam, ze jak by to była jakaś wada serca czy coś to wcześniej by to miał i byłby zdiagnozowany przez któregoś weta. Od tak z niczego nagle by się nie wzięła wada. Jutro jedziemy do wetki, ale jestem dobrej myśli.
  3. No staramy się jak możemy żeby chłopak był zdrowy i szczęśliwy. Przez rodziców to wręcz traktowany jak dziecko, jak był bardzo chory po tej całej akcji z zastrzykami to rodzice sami mało się nie pochorowali, zresztą nie ukrywam, ze ja także bardzo przeżywałam to wszystko. Na wetów to po tym co usłyszałam wręcz jestem zła, jak można bezmyślnie, nieumiejetnie robić zwierzęciu zastrzyk. Tym bardziej, ze z tego co wetka powiedziała, to okolice karku nie są najbezpieczniejsze jeśli chodzi o robienie zastrzyków. Pod żebrami podobno jest najbezpieczniejsze miejsce, żadne ważne mięśnie nie przechodzą i nic zwierzakowi nie grozi nawet jak za głęboko czy coś się wbije igła. Powiedziała też, że są to wyjątkowe przypadki, że akurat trafi się w tak złe miejsce przy robieniu zastrzyku, ale zdarzają się od czasu do czasu takie niefortunne podanie zastrzyku. Mnie jeszcze teraz ciarki przechodzą jak Rysiulek zawył po podaniu tego zastrzyku, pomyślałam że musi być jakiś bardzo bolesny ten zastrzyk. A oni najprawdopodobniej trafili biedakowi w ten mięsień. Jego tak tąpnęło po podaniu tego zastrzyku, w ciągu paru sekund dosłownie, wetka powiedziała, ze zaburzenia pracy serca dostał, mógł też w wyniku tego mieć chwilowe zaburzenia świadomości. Jestem strasznie zła, ponieważ nie był w tak złym stanie zdrowia, był wesoły i pogodny, kaszlał tylko a po wizycie u wetów, którzy mieli mu pomóc, ja ledwo psa do domu doprowadziłam, a potem mało nam nie zszedł pies wieczorem tak źle się czuł. Rysiek w ogóle teraz czuje się dobrze, nie kaszle, nie dławi się... codziennie trochę się bawi, chociaż rodzice twierdzą że był bardziej rozbrykany, ze teraz jest spokojniejszy jakby ciut zgaszony. Ale ten lek sterydowy działa jeszcze, nie wiem jaki ma to wszystko wpływ na jego zachowanie. To że nie kaszla teraz nie znaczy ze już wyzdrowiał, dowiemy się po weekendzie, wtedy na pewno steryd przestanie działać. Mam nadzieję, ze bez żadnego nawrotu kaszlu będzie, ze wszystko wróci do normy.
  4. Teraz byliśmy u wetki na osiedlu Kopernika, na ul Merkurego ma gabinet :)
  5. A tu konie, którymi Rysiu jast za każdym razem zafascynowany, muszę go na smycz przypinać bo za każdym razem jak je widzi to chce lecieć do nich...nie wiem tylko czy się witać czy polować na nie ;) [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/f40e6326fabca2c1.jpg[/IMG] [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/aba6ecdd8d5a51e0.jpg[/IMG] [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/327e3749d9511d58.jpg[/IMG]
  6. Tu tylko kita Ryszarda widoczna :) [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/34c104fda990b058.jpg[/IMG] [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/5815d4140cd4f1a2.jpg[/IMG] [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/b7d7e19e3905b738.jpg[/IMG] odpoczynek pod drzewkiem [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/bf51f078a0fd1de4.jpg[/IMG]
  7. [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/7286e1b42dcfc74e.jpg[/IMG] [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/1323bf635de049a2.jpg[/IMG] [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/ebed2132c5848b11.jpg[/IMG] Buszujący w trawach :) [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/6c10ede7b905d0d5.jpg[/IMG]
  8. to wyszło fajnie, po sikaniu zakopywał jak zwykle ;) [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/d514bb227e4404b9.jpg[/IMG] [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/7232f5638562e732.jpg[/IMG] tereny łowne Rysia :) [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/83791824e088254e.jpg[/IMG]
  9. [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/cdab7ba01291953b.jpg[/IMG] [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/89ca91b7643fdba9.jpg[/IMG] [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/5216d161647d8853.jpg[/IMG]
  10. no to jeszcze kilka zdjęć Rysia ze spacerku z łączki, coś mi się w aparacie ustawienia poprzestawiały i trochę dziwne kolory powychodziły. [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/aabe598cab76431c.jpg[/IMG] [IMG]http://images8.fotosik.pl/2188/25647cec5919663b.jpg[/IMG]
  11. Byliśmy u weterynarza polecanego i muszę powiedzieć faktycznie jestem pod wrażeniem tej wizyty i Pani weterynarz :) Nigdy w życiu u żadnego weterynarza nie otrzymałam tak wyczerpujących odpowiedzi na wszelkie pytania, wizyta nie licząc zakupu tabletek na odrobaczenie bezpłatna :) Opowiedzieliśmy (ponieważ byli też rodzice ze mną) o tym co się wydarzyło parę dni temu i leczeniu jakie mu zaaplikowano. Wetka wysłuchała, dała nam parę rad co do problemów żołądkowo-jelitowych u Ryśka, jak leczyć domowymi i najmniej inwazyjnymi sposobami. Co do leczenia kaszlu wypytała od kiedy kaszel się pojawił. W sumie wcześniej nic się z Ryśkiem nie działo jeśli chodzi o kaszel, my osobiście podejrzewamy nadal ze to było jakieś przeziębienie lub zapalenie gardła. Pani weterynarz zwróciła uwagę, że kaszel pojawia się też u piesków gdy jest jakaś wada serca i pod tym kątem go osłuchała. Okazało się że faktycznie bicie serca u Ryśka na razie nie jest tak jak u całkiem zdrowego pieska tzn. nie ma żadnych szmerów w sercu, ale serce jest jakby przytłumione - jak to określiła Pani weterynarz u zdrowego psa po przyłożeniu statoskopu serce bije mocno i są wyraźne uderzenia, u Ryśka natomiast serce bije tak jak by było opakowane w jakieś "pudła" takie przytłumione odgłosy bicia serca. Wetka powiedziała, że musimy poczekać jeszcze parę dni, ponieważ na chwilę obecną działa jeszcze lek sterydowy, który został mu ostatnio podany (ten po którym Rysiek tak oklapł). Przy okazji dowiedzieliśmy się od czego prawdopodobnie stało się tak, ze Rysiu osłabł. Powody mogły być dwa po pierwsze mógł dostać typowego wstrząsu po leku (wetka podkreśliła ten lek który dostał wtedy, żeby nigdy więcej go nie podawać) drugi powód tego ze Rysiu tak żle się nagle poczuł było to, ze lek mu został źle podany konkretnie sam zastrzyk. Opisaliśmy wetce dokładnie gdzie i jak mu podano lek i ona tylko pokiwała głową...Rysiek dostał ten zastrzyk w kark, podobno u piesków przy karku jest jakiś mięsień który odpowiada za serducho, ze prawidłowe jego bicie (czy jakoś tak, w każdym razie ten mięsień jest bardzo ważny dla prawidłowego bicia serca) i w momencie gdy weci wtedy podali go nie pod skórnie tylko wbili się przez przypadek w ten mięsień mogło nastąpić u Ryśka, nawet zatrzymanie na parę sekund bicia serca (zakładam, ze mogło tak być ponieważ faktycznie Rysiek zawył po podaniu tego leku, na dwa razy mu go na raty podawali i na pewno nie było to podskórne podanie tylko wbicie się - Panie wetka przy okazji pokazała nam jak podskórnie wygląda podanie zastrzyku). W wyniku wbicia się w ten mięsień mogły nastąpić zaburzenia pracy serca u Rysia i faktycznie on w jednej chwili oklapł, do domu ledwo go doprowadziliśmy wtedy, potem po raz drugi jak przyszliśmy do wetów to podali mu adrenaline na pobudzenie bicia serca. Wetka powiedziała, ze serducho Rysia może byc jeszcze pod wpływem leku sterydowego, który mu wtedy podano i stąd to przytłumione bicie serca ale Rysiek może mieć też wadę serca. Dopiero jak lek sterydowy przestanie działać (po wekeendzie pojedziemy na ponowną wizytę) ona go ponownie osłucha i będzie wiadomo czy od leku czy jest jakaś wada serca. Jeśli nadal będzie serce tak biło jak dziś to dostaniemy namiary na psiego kardiologa we wrocławiu, pojedziemy na dokładne badania serca i wtedy po tych badaniach będzie już prowadzony przez wetkę i leczony. Mam cichą nadzieję, ze okaże się ze to tylko nieumiejętne wbicie zastrzyku jest powodem zaburzeń pracy jego serducha i że jak leki sterydowe przestaną działać wszystko wróci do normy, strasznie się boję o Rysia. W ogóle chwaliłam zawsze Rysia o to, ze się nie boi chodzić do wetów, wyobraźcie sobie ze po ostatniej wizycie i zastrzykach Rysiu podobnie jak Puniek zaczął reagować na lecznicę do której chodziliśmy, na ostatniej kontrolnej wizycie u tamtych wetów ledwo go z mamą wciągnęliśmy do gabinetu, dobrze że mama była bo sama nie dałabym rady, zaparł się na maksa. W sumie po tym co widziałam, a dziś także usłyszałam od wetki, od tego co biedny czuł i przeżył to się mu nie dziwię, ze tak się boi tam chodzić. Do nowej Pani weterynarz wszedł raźnie, był wesoły nie stał przy drzwiach ani oknami nie chciał wychodzić jak ostatnio, jak rozmawialiśmy z wetką Rysiu był tak zrelaksowany, ze zdrzemnął się na wadze :) Przy okazji zobaczyliśmy, ze znowu bidak nam schudł waży jakieś 21,5 kg. w trakcie osłuchiwania był bardzo grzeczny i próbował wetce dać buzi :)
  12. Mi też spędza to sen z powiek, teraz to ja mam traumę po wizycie u wetów większą niż sam Rysiek. Naprawdę boję się tam iść, boję się co będzie jak znowu się nam pochoruje i trzeba będzie jakieś leczenie zaaplikować i czy ono nie pogorszy jego stanu. Teraz jest młody i naprawdę do tej pory wizyty u wetów były tylko w związku z biegunkami (od dłuższego czasu zresztą unormował się Ryśkowy brzuszek) i szczepieniami. Boję się co będzie za parę lat, jak będzie starszy i coś się przypałęta do niego. No nic, na razie mam namierzonego weta, polecanego przez wiele osób m.in. 3 znajomych i parę osób z sąsiedztwa, którzy tylko tam wożą swoje pieski i kotki :) Niestety w Legnicy dość ciężko znaleźć weta dobrego, sama miałam przykre doświadczenia z paroma jak Puszek chorował. Jeden zasugerował uśpienie Puszka miał wtedy chyba 5 lat, rodzice zabrali wtedy Puszka do wetów, którzy go wyleczyli i potem przez kolejne 10 lat chodziliśmy tylko do nich (teraz z Ryśkiem tez do nich chodziłam). Rozmawiając z innymi właścicielami piesków na osiedlu, to oni nie polecali nam tych wetów do których cały czas chodziłam, ja do tej pory opierałam się na swojej własnej opinii o tych weterynarzach z leczenia Puszka przez tyle lat. Teraz rozmawiając z ludźmi okazuje się że wiele osób nie ma tak pozytywnych opinii na ich temat. Dlatego po tym co się stało z Ryśkiem jestem lekko zdezorientowana całą sytuacją. W poniedziałek po pracy zapakuję Rysia do auta i pojedziemy skonsultować się z wetką polecaną przez wiele osób.
  13. Wczoraj był bardzo chory, po pierwszych zastrzykach osłabł, natomiast po drugiej wizycie w czasie której wet podał mu adrenalinę, serducho za bardzo miał pobudzone, widać było, ze bardzo szybko oddycha. Nie mógł sobie znaleźć miejsca w domu, byłam nieźle wystraszona całą sytuacją. Na zmianę z ojcem przez 4 godziny, starliśmy się go troszkę uspokoić i cały czas głaskaliśmy go i masowaliśmy. Pomogło, bo się tak nie rzucał po domu, tylko leżał. Około godziny 23.00 było lepiej, myślę, ze to te zastrzyki które dostał osłabły w działaniu i dlatego lepiej się poczuł. Na spacerze wieczornym, szedł już jak zawsze przede mną (po pierwszej wizycie u wetów ledwie szedł za mną, ogon spuszczony pod siebie) z podniesionym ogonkiem, merdał i cieszył się :) Dziś byłam tylko u wetów, żeby w książeczkę wpisali mu leki, które wczoraj mu podali, żeby mu ich już nigdy więcej nie podawać (szczególnie tego antybiotyku po którym tak osłabł). Powiedziałam, ze nie chcę aby mu dziś jakiekolwiek zastrzyki robili, bo jest po nich bardziej chory. Co do tych wetów, to do tej pory miałam do nich zaufanie przez jakieś 10 lat leczyli Puszka i parę razy z niezłych tarapatów go nam wyciągali. Rysiek dostał od nich teraz lek Enroxil Flavour (w tabletkach, żeby mu podawać raz dziennie). Na razie czuje się dobrze, nie kaszla i nic go nie dusi, wstrzymam się do poniedziałku z dawaniem mu tych leków. Dajemy mu tylko Rutinoscorbin do jedzenia. Boję się, że znowu te leki mogą spowodować tąpnięcie u Ryśka, w poniedziałek jadę do innego weta skonsultować to leczenie jakie miał zaaplikowane. Zasięgnęłam rady wszystkich znajomych i sąsiadów, którzy mają jakieś zwierzaki i wiem już do którego weta pojadę. Wydaje mi się też, że Rysiu jest bardzo delikatnym i wrażliwym pieskiem. Jest uczulony na kurczaka i myślę, ze nie tylko na niego. W tym wczorajszym zastrzyku coś musiało być na co bardzo źle zareagował jego organizm. Dziś już czuje się lepiej jest ok, chodzi radosny, bawi się misiem :) Tato wczoraj strasznie się przejął, dziś wizyta u wetów była rodzinna. Weci też byli zaskoczeni, że taki delikatny z niego piesek, za wczorajsze i dzisiejszą wizytę nie wzięli od nas ani grosza.
  14. Rysiu pochorował się nam, dwa dni temu miał problemy z gardłem, troszkę kaszlał-poszliśmy do wetów dostał jakieś antybiotyki w zastrzykach i za dwa dni (czyli w zasadzie dziś) mieliśmy przyjść do kontroli. Jak wróciłam z pracy po południu okazało się, ze kaszel niestety większy i dławić się zaczął. Pobiegłam znowu do wetów, dali jakiś inny antybiotyk (prawdopodobnie coś mocniejszego) i po zastrzyku, oklapł totalnie. Do domu wracaliśmy dość długo bo widać było że ciężko mu się idzie, kładł się z 3 razy na trawniku i odpoczywał. Normalnie jak nie Rysiu, taki zgaszony, w domu zaczął jeszcze piszczeć. Wystraszyłam się nie na żarty i po 40 minutach znowu do weta z powrotem pobiegłam, żeby sprawdził co jest grane i czy z Rysiem na pewno wszystko dobrze. Lekarz mówi, ze być może jest uczulony na jakiś składnik któregoś z zastrzyków, który dostał. Długo był badany i osłuchiwany, wet powiedział, ze na razie nie widać żeby miał jakiś wstrząs po zastrzyku. Dostał kolejne dwa zastrzyki jeden przeciwbólowy chyba i zastrzyk z adrenaliny. Teraz bidulek leży smutny. Zobaczymy, umówiłam się z wetem, ze jak się coś będzie działo wieczorem lub w nocy to będziemy dzwonić i przyjadą do lecznicy. Biedaka nie poznaję, widać ze jest jakiś taki słaby, nieswój. Od czasu jak jest z nami tylko raz go widziałam takiego, jak się nam kiedyś rozchorował po podaniu leków na odrobaczenie-wymiotował,miał biegunkę wtedy i też był troszkę osowiały. Ale teraz to chyba jeszcze gorzej wygląda. Jutro idziemy na kontrolę, jak się nie poprawi jego stan to chyba pójdę na kontrolę do innego weterynarza, żeby go zobaczył.
  15. A jeszcze zdjęcia dodam :) [IMG]http://images8.fotosik.pl/2121/d036d95040138a49.jpg[/IMG] [IMG]http://images8.fotosik.pl/2121/5685cf89f702e7bd.jpg[/IMG] [IMG]http://images8.fotosik.pl/2121/c77c3a88ff5e408e.jpg[/IMG] [IMG]http://images8.fotosik.pl/2121/43687aff51900c4c.jpg[/IMG] a na końcu Rysiu pokaże wszystkim język ;) [IMG]http://images8.fotosik.pl/2121/5c996642f5394c99.jpg[/IMG]
  16. Faktycznie coś w tym jest, Rysiek całkowicie podbił serce taty. Mój tato po Puszku nie chciał drugiego pieska, ponieważ bał się ze znowu przez to samo będzie musiał przechodzić, dlatego też chciałam w miarę młodego psa, żeby tato nie martwił się ,ze pies chory i cierpi. Mój tato jest strasznie wrażliwy na punkcie cierpienia zwierząt, z reguły odbija się to później na jego zdrowiu a że dość poważnie choruje na serce, to chciałam mu tego zaoszczędzić. Tato co prawda nie bawi się z Ryśkiem, zawsze na mnie krzyczy ze go nakręcam i szaleje w domu, ale Rysiek i tak go kocha :) długie spacery, drapanie za uchem, przygotowywanie posiłków robi swoje :) Kiedyś Rysiek tęsknił tylko za mną, dziś po prawie roku spędzonym u nas w domu szaleje też na punkcie rodziców. Właśnie tak oprzytomniałam, ze dokładnie 2 lipca minie rok odkąd Ryszard stał się legniczaninem :) zleciało nie wiadomo kiedy
  17. Ucha Ryśkowe wytarmoszone :) Od jakiegoś czasu mamy mały bunt na spacerach, chłopak ma już swoje trasy osiedlowe (z reguły są to trasy pod blokami suniek, które lubi) i nie chce chodzić nigdzie indziej. Zawsze preferowaliśmy wyprowadzanie go na łąkę, bo tam poganiać może, ale ostatnio zaczął się zapierać, tzn jak gdzieś nie chce iść to staje spuszcza główkę i patrzy smutno spod oczu. Jako, że jest duży to ciągnięcie Ryśka nie zdaje egzaminu. Kiedyś chciałam go wsiąść na przetrzymanie i staliśmy chyba z 10 min, po czym wymiękłam i poszliśmy w stronę w którą chciał iść Rysiek. Do tego został rozpieszczony do granic możliwości przez ojca, który wyprowadza go na każde zawołanie....czasami spacer jest co godzinę. Normalnie robi co chce, szczególnie w domu - z dyscypliną na spacerach jest póki co dobrze, W domu to już totalna samowolka i rozbrykanie. Po zabawie Rysia pluszakami dom wygląda jakby przeszło małe tornado.
  18. Sporo ma tylko nie urósł ;) jak dawali wzrost Ryszard stał za rozumem, bo skubaniec coraz bardziej mądry i pojętny pies się z niego robi... naprawdę, a u ojca za pojętnośc i posłuch non stop plusuje :) ulubieniec Pana się zrobił, po całych dniach na spacerach spędzają, razem gadają, razem drzemki ucinają. Może kiedyś po kryjomu zrobię im zdjęcie, na razie tato dobrowolnie nie chce zrobić sobie fotki z Ryśkiem.
  19. Dzisiaj się uśmiałam do łez, mama będąc na spacerze z Ryśkiem została po raz kolejny zaczepiona i spytana o rasę Ryśka a że ma już dosyć (delikatnie mówiąc) tłumaczenia wszystkim, ze nie jest żaden z niego rasowiec - wypaliła dwóm kobietom, które zachwycały się Ryśkiem i dopytywały o rasę, że Ryszard jest z bardzo rzadkiej rasy... wilczarz bagnisty (bagnisty to chyba z racji tego, ze często zwiewa jej na łąkach i czasami wpada w pogoni za kaczką w jakąś wodę ;) ) Panie nie wyczuły żartu i na bardzo poważnie przyjęły wyjaśnienia mamy, jedna nawet dopytywała o adres hodowli.... normalnie padłam ze śmiechu jak opowiadała :) Aha do zapewnień o rasie Ryśka dołączył się jeszcze sąsiad, który potwierdził z całą powagą rasę Ryśka. Sąsiad oczywiście kawalarz numer jeden w okolicy, ubaw mieli niezły :)
  20. Oczywiście, ze uszy są czesane, nawet często :) Z tymi jego frędzlami na uszach to mi się wydaje, ze już nie rosną mu, ale kurcze może przestałam już to dostrzegać, bo widzę go na co dzień. Na obustronne stawianie uszu u Ryska oprócz rzodkiewki działa jeszcze pies sąsiadów, sunie z sąsiedztwa i różnego rodzaju mięsko. Oczywiście smakuje mu to co najbardziej zakazane czyli kurczak. Ostatnio w odwiedzinach u rodziny, ciocia nieświadomie poczęstowała go chrząstkami z kurczaka. Nieświadomie, ponieważ nie wiedziała, ze chłopakowi kurczak szkodzi nawet w małych ilościach. Oczywiście na następny dzień biegunka, ale udało nam się szybko zapanować nad sytuacją i dziś już wszystko jest ok, wróciło do normy :) A propo jeszcze tych rzodkiewek to wspólnie z Ryszardem potrafimy zjeść kilka pęczków na raz, oglądając np film :)
  21. Rzodkiewkożerca Daj rzodkiewkę, daj....proszę :) [IMG]http://images8.fotosik.pl/1954/7c07b552b4945aa5.jpg[/IMG] rzodkieweczka moja :) [IMG]http://images8.fotosik.pl/1954/caa00ec002c6731a.jpg[/IMG] w końcu dała rzodkieweczkę [IMG]http://images8.fotosik.pl/1954/53a4fdf82d0e8c45.jpg[/IMG] [IMG]http://images8.fotosik.pl/1954/0394b4c4f37faab0.jpg[/IMG] [IMG]http://images8.fotosik.pl/1954/9a3d87d72bfab34f.jpg[/IMG] A na koniec duszenie lwa :) [IMG]http://images8.fotosik.pl/1954/7f70b8137dabf53c.jpg[/IMG] Rysiek w takiej pozie potrafi na pare minut zastygnąć, strach się bać co by było jak dopadł by jakiegoś zajączka, kuropatwę lub coś innego małego. [IMG]http://images8.fotosik.pl/1954/8025c36b81992851.jpg[/IMG]
  22. Ja muszę przyznać się, że także sprawdzałam czy w przepisach miejskich nie ma zakazu wąchania trawy na skwerkach osiedlowych przez psy. Na szczęście nie ma :) Dziś mija rok jak pożegnałam się z Puńkiem, pamiętam nawet godzinę o której został uśpiony :( miał mieć tylko mały zabieg, miało być wszystko ok... a w trakcie badania wyszło ze niestety nie jest dobrze i będzie gorzej, będzie się strasznie męczył :( Najtrudniejsza decyzja chyba jaką przyszło mi podjąć, idąc do wetów wtedy myślałam że wrócę z nim, nie brałam pod uwagę, ze wynik badania może wyjść tak źle. Pamiętam jak go niosłam i jak strasznie trzęsł mi się na rękach, jak się bał. Boże jak mi dziś smutno, cały dzień chodzę i myślę o Puńku. Ciesze się że Rysiek jest, gdyby nie on to w domu dziś od rana wszyscy bo beczeli, a tak trzeba było iść na spacer na łąkę, ugotować jedzonko, pobawić się z Ryśkiem. Dobrze że jest.
  23. Najgorsza to była chyba ta baba z balkonu, która miała pretensje o to ze pies trawę wącha. Tak się rzucała po tym balkonie, ze myślałam ze wyskoczy z niego. Rychu ma więcej rozumu od niej. Normalnie staram się nie wdawać w żadne gadki z ludźmi, szczególnie jak ktoś się boi mojego psa, ma w końcu do tego prawo, jest duży, na groźnego nie wygląda, ale przypadkowi ludzie mogą go tak odebrać. Akurat w tym dniu przyszłam nabuzowana z pracy i jakoś nie potrafiłam odejść obojętnie z Ryśkiem z tego trawnika. Tym bardziej ze naprawdę nie robił na tym trawniku ani kupy, ani nawet nie sikał.... ehh szkoda gadać czasami. A druga baba to raczej niegroźna aczkolwiek głośna dziwaczka...tak mi się wydawało bynajmniej po tym jak się zachowywała i jak wyglądała. Starszy Pan właściwie ja skwitował, mi na długi moment z wrażenia mowę odebrało jak zaczęła wykrzykiwać w moim kierunku, dopiero po chwili zebrałam się i odezwałam :)
  24. Pogawędka na spacerze, przechodząc obok jednego z bloków w drodze na łąkę: - Proszę Pani proszę zabrać pieska z mojego trawnika, - Ale piesek nie załatwia się na trawniku, tylko wącha trawkę - próbuję perswadować, - Ale proszę zabrać pieska, nie chcę słuchać Pani tłumaczeń, proszę zabrać natychmiast... - Ale może powinna Pani posłuchać, ponieważ mój pies nie robi nic zabronionego, w przepisach osiedlowych i miejskich nie ma zakazu wąchania trawy przez pieski, piesek nie sika ani nie robi kupy, więc pozwolę sobie postać z pieskiem żeby dokończył wąchanie trawki, a nawet jeśli zrobił by kupkę to posprzątam, proszę zobaczyć mam nawet ze sobą reklamówkę (na dowód wyciągam z kieszeni woreczek i pokazuję Pani-Rysiek na szczęście mądra psina, nawet nogi nie próbował podnosić do sikania, tylko uparcie węszył dalej trawnik), -Proszę zabrać psa z mojego trawnika bo zadzwonię na policję... -To proszę zadzwonić ja mogę nawet poczekać, aż policja przyjedzie, poza tym trawnik nie jest Pani tylko osiedlowy, -Niech się Pani nie wymądrza, jak bym mogła to wystrzelałabym te wszystkie kundle osiedlowe [I](Pani miota się po swoim balkonie nerwowo)[/I]... Rysiek w międzyczasie obwąchał cały trawnik, nie załatwił się, nawet nie próbował nic zrobić ani siku, ani kupki. Po obwąchaniu trawnika spokojnie odeszliśmy. Dodam tylko, ze trawnik nie był bezpośrednio przylegającym do budynku, był w pewnej odległości od bloku, nie był specjalnie zadbany, żadnych krzaczków czy czegoś co podsikiwaniem Rysiek mógłby zniszczyć. Rozumiem, że niektórzy są wkurzeni na właścicieli psów, że załatwiają się na trawnikach i skwerkach osiedlowych i nie sprzątają po swoich pieskach, ale psychopatów po drugiej stronie też jak widać nie brakuje. I jeszcze inna opowieść ze spaceru z Rysiem :) Idę szerokim chodnikiem obrzeżami osiedla, Rysiu na smyczy akurat z racji tego ze mijałam się z innym małym pieskiem, trzymany bardzo krótko.... Pani przechodząca w dość znacznej odległości przez jezdnię i wchodząca na chodnik którym szłam krzyczy z daleka.... -Proszę zabrać tego psa z chodnika, proszę go zabrać....mnie psy nie cierpią i rzuci się na mnie.... bo zadzwonię na policję -ok, rozumiem, że może zwierzęta nie lubią Pani i się ich Pani boi, ale mój pies jest na smyczy, nie jest agresywny i nie zamierzałam też przechodzić obok Pani nie wiadomo jak blisko....wręcz wyminę dalekim łukiem Panią, -proszę zejść z tego chodnika, proszę iść z tym psem drugą stroną.... - [I]pani nadal krzyczy na cały głos,[/I] Powoli zatrzymują się zaciekawieni sytuacją inni przechodnie, rodzina z 3 dzieci i starszy Pan. Pani kontynuuje wykrzykiwanie: - Nie życzę sobie, żeby Pani z tym psem szła tym chodnikiem Do rozmowy nie wytrzymał i wtrącił się starszy Pan: - Boże Pani jest taka głośna i nie miła, że nie dziwię się że psy Pani nie lubią, nawet zwierzęta poznały się na Pani.... Jakoś dużym lukiem z Ryśkiem minęłam Panią, Rysiek grzeczniutki, zajęty tropieniem nawet uwagi na babę nie zwrócił.
  25. W ostatnim czasie zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo Rysiek ma dobry węch. Generalnie nic dziwnego że psy mają bardziej wyczulony węch, ale zawsze widziałam to tylko w telewizji i u innych psów. Od jakiegoś czasu obserwuje to u Rysia np. bardzo dobrze skubaniec rozpoznaje zapach mój, moich rodziców do tego stopnia, ze po paru godzinach potrafi jeszcze wyczuć ze gdzieś byliśmy. Parę dni temu tato grzebał przy naszym aucie zaparkowanym pod blokiem, po jakiś 3 godzinach przechodziłam z Ryskiem koło parkingu, Rysiek bezbłędnie stanął obok naszego auta, koło przedniej maski gdzie wcześniej ojciec stał. Nie mogłam go odciągnąć od maski... stał, wąchał i radośnie merdał ogonem :) Podobnie w windzie jak pół godziny wcześniej któreś z rodziców wracało do domu, to wchodząc do windy z Ryśkiem już to wiem. Specyficznie się zachowuje, radosny, wąchający w powietrzu, czasami radośnie szczeknie :) Inny jeszcze przykład - Rysiek wczoraj bezbłędnie zaprowadził mnie do taty, który 1,5 godziny wcześniej wyszedł do sklepu, po drodze spotkał kolegę z którym przystanął i się troszkę rozgadał. Rysiek szedł jak po sznurku trasą, którą wcześniej tato pokonał. Oczywiście zastaliśmy z Ryśkiem tatę nadal rozmawiającego ze znajomym :) Wyczuwa też inne zapachy, np. psa sąsiada lub samych sąsiadów, właścicieli tego psa z którym się nie lubi, po jego zachowaniu wiem ze albo wychodził niedawno na spacer z psem albo wracali - po wejściu do klatki od razu daje wyraźny sygnał (tylko na zapach tego jednego psa i tych sąsiadów reaguje zdenerwowaniem i lekkim spięciem) na zapach innych psów czy sąsiadów albo w ogóle nie reaguje albo nie powoduje to u niego takiego spięcia. Tak sobie myślę, że Rysiek jest na tyle inteligentnym psem, ze spokojnie zrobił by karierę w policji lub straży granicznej wykrywając nielegalne kontrabandy lub szukając ludzi ;) Mój wcześniejszy pies Puszek umiał tylko wykrywać różnego rodzaju mięsko, kiełbaski itp. na zapach ludzi nigdy nie reagował, a już na pewno nigdy nikogo nie wytropił.
×
×
  • Create New...