Jump to content
Dogomania

kajtek

Members
  • Posts

    557
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by kajtek

  1. Czy to on? https://scontent-frt3-2.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/133522350_3419120501550264_1737873529872374531_o.jpg?_nc_cat=103&ccb=2&_nc_sid=825194&_nc_ohc=bEmEnioPNtwAX-UbsmD&_nc_ht=scontent-frt3-2.xx&oh=b2759b767ecd09f994369b69662435b0&oe=600CB39A
  2. Ja prawie ślepa, nie czytałam całości, więc podajcie mi stronę, gdzie są jego zdjęcia i teren poszukiwań, miejsca plakatowania.Poszukiwany jest na dużym obszarze i wiejskim i miejskim. Pomyślałam, że może założę wątek na miau, może w okolicy są wolnożyjące koty i karmicielki albo inne kotoluby. Warto i tam spróbować.
  3. Wilki, wilkami, bardziej boję się, że mógł wpaść w jakieś wnyki/sidła. Czy tam są jakieś bazary, targi, gdzie mógłby przychodzić po resztki? Garkuchnie inne niż ta pizzeria, stacje benzynowe, gdzie serwują jedzenie np. zapiekanki? W takich miejscach może wyjadać resztki wieczorami czy nocą i nie napatoczyć się na ludzi.
  4. Poker gratuluję błyskawicznej adopcji. Nowi opiekunowie pozytywni i na szczęście nie okazali się obrażalscy. Dla mnie straszne jest taktowne uświadomienie ludziom, że przed szczeniakiem/kociakiem/młodzikiem jest przynajmniej 15 lat życia... Koleżanka z miau miała wprost cudnej urody kociaki i dużo chętnych, w tym znanego aktora, gwarantującego najlepsze warunki. Niestety oboje z żoną przekroczyli już osiemdziesiątkę...i weź tu człowieku uświadom, że są za starzy, choć czują się młodo...
  5. Też się z Tobą witam :-). A czy miałaś kiedykolwiek cocker spaniela? Ja wiele lat marzyłam o morelowym pudelku miniaturce i jakoś się taki, potrzebujący pomocy nie napatoczył ;-)
  6. No to się suńce nie udało. U Ciebie szybko wróci do równowagi psychicznej, figurę odzyska w trymiga. Tak się zastanawiam: czy poprzednio, u Ciebie, też była rannym ptaszkiem, co wstaje bladym świtem? My mamy szczęście, że możemy w piżamie wyjść z psiarnią do ogródka, w bloku czy kamienicy, nie wypada, zanim opiekun się obudzi, założy choćby dresy, czas mija, a pies ma swój rytm i może nie wytrzymać parcia. Dodatkowo nie wiadomo jak długa była przerwa nocna - 8, 12 czy więcej godzin. Badanie moczu już masz zaplanowane. Co do zachowania między ludźmi: masz możliwość przetestowania jej samej, na smyczy, w warunkach miejskich? Obcy przechodnie, obce psy, samochody, hałas? Może atakowała, bo czuła się zagrożona? Opiekunowie się zniechęcili, pewnie wychodzili tylko z musu, nie dla obopólnej przyjemności, jak brudziła - pewnie okazywali dezaprobatę i tak to się kręciło, dobrze, że rozwiązali adopcję, nie przeciągali.
  7. Sowo chihuahua i nasze "cziłały" właśnie takie są. Moja Tycia w przytulisku u słodkokwaśnej jeszcze trochę, wprawdzie, pod kątem i przez mgłę widziała. Edytka z pracownicami chodziła z psami na spacery nad rzeczką - około kilometra od domu i któregoś dnia Tycinka-ślepinka wydostała się z boksu , pobiegła sama nad rzeczkę i Edytkę /słodkokwaśną/ odnalazła .Moja Tycinka miała wtedy około 6-7 miesięcy i sięgała wzrostem ponad kostkę <3
  8. Chyba doświadczenie życiowe i uczucie Twojego Małżonka do chomiczka ;-). Pisałaś o niej tak ciepło, z taką troską i tkliwością, że gdyby poszła gdzieś w świat...chyba nie przestałabyś za nią tęsknić i martwić się. Teraz przytul ją i szeptem powiedz do uszka, mojaś Ty, na zawsze, właściwie to ona Cię wybrała. Co do planów na najbliższe min. 15 lat? Mąż wirtualnie zakochał się w rudym kociaku /prawdziwym czworonożnym kocie ;-)/ i rozsądek podpowiada za Asnykiem "gdybym był młodszy dziewczyno..."
  9. Nie Ty jedna :-) Pokerku gratulacje i nie obraź się: "zarzekała się żaba błota a błoto to mi do czego"
  10. uxmal Nie mogłam już edytować - całkowita długość paska torby to 81 cm, bez regulacji.
  11. Takie mi się ostały z promocji Wawel "Serce rośnie". Płótno, wymiary: szerokość 41, wysokość 34, denko szer. 8 cm. Jeśli Ci któraś pasuje, daj znać, dołożę do wybranego przez Ciebie bazarku/psiaka, a dla minie koszt przesyłki ;-)
  12. Właśnie na onecie jest o pieczywie :-) https://www.onet.pl/styl-zycia/fajnyzwierzak/czy-pies-moze-jesc-chleb-warto-wiedziec/f36ryw4,30bc1058
  13. Nigdy nie zapomnę Mieczysławo, Mieciu <3
  14. Gdyby Imbir był psem właścicielskim to pewnie wet w oparciu o wyniki, wygląd psa /wiek, wychudzenie/ itp potraktowałby go indywidualnie. W tym przypadku postąpił rutynowo. Z hotelikiem współpracuje od dawna i doskonale wie, że jest tam rotacja psów, są psy przyjmowane od właścicieli, na krótkie pobyty, psy rezydenci i te wyrwane ze schronisk - one przyjeżdżają z zaświadczeniem o szczepieniu p/wściekliźnie i to wszystko, co wiadomo. Nie jestem adwokatem weta ,on postąpił tak, by zapobiec chorobom i ewentualnemu, wzajemnemu zarażaniu , miał na uwadze dobrostan wszystkich zwierząt w hotelu.
  15. Bo Tycinka to taki typowy "cziłała" ;-) Wybiera sobie jedną osobę, toleruje dwie-trzy, reszty niekoniecznie. Ty jesteś tą jedyną, ,wybraną przez nią, Mąż wchodzi w skład tych dwóch-trzech tolerowanych, więc Tycia łaskawie przyjmuję hołdy łącznie ze smaczkami ;-). A że szczeka? Toż to wielki pies uwięziony w małym ciałku, broni Ciebie i swojego terytorium przed inwazją obcych. Twój Mąż nie ma szans, Ty jesteś dla Tyci naj naj naj :-)
  16. Biedni Wy i biedniusie to malątko :-( To wygląda tak, jakby gipsik na końcu był zbyt ciasny. Rano zorientujesz się czy opuchlizna się zmniejszy, powinna, bo już ucisku nie będzie.
  17. Poker układ pokarmowy zastrajkował, nowe miejsce, nowe jedzenie i przekupstwo w postaci ludzkich pokarmów . Im mniejszy psiak, tym mniej "ludzkich" przysmaków peklowanych, uszlachetnianych, wędzonych, "uszlachetniających" smak :-( Gdyby nadal w kale były ślady krwi ze śluzem...ja podałabym syrop Nifuroksazyd edit Anula mnie ubiegła
  18. Muszę wreszcie przekazać tę wiadomość Bibi nie żyje od południa 28 października i to nawet nie ja jej towarzyszyłam :-(. Pokonał mnie jakiś grypo-wirus, kasłałam, gorączkowałam i dosłownie pękała mi z bólu prawa część łepetyny. Kiedy gorączka w miarę opadła, okazało się, że właściwie nie widzę prawym okiem. Na SORze byłam ponad 16 godzin, zaopiekowana od wejścia: Ekg, krew, tomografia, rano kupa innych badań i konsultacji. No i okulistka, prosto z mostu, stwierdziła, że prawe oko stracone, tak, że wliczając prawie ślepaczka - mnie, ilość ślepinek się nie zmieniła. Dopiero w połowie grudnia mam mieć zabieg laserowy na tę cholerną jaskrę. A Bibi śniła mi się tylko raz, dziesiątego dnia po. Leżała, jak dawniej obok mojej twarzy, tak bardzo się trzęsła, dygotała, tuliłam całowałam to aksamitne pysio, mówiłam, że jestem obok, gdy się uspokoiła, obudziłam się i nie powiedziałam jak bardzo tęsknię :-( No i to wszystko jak na razie...
  19. Jestem, trwamy, żyjemy. Trudno mi pisać, bo lepiej nie będzie, lecz niech "dziś" trwa jak najdłużej. Bibisia nie cierpi, mam taką nadzieję, od dawna podaję jej leki przeciwbólowe, więc jej stan to dyskomfort. Ostatnie prześwietlenie wykazało, że ma "zjedzoną" prawą , kość nosową, część oczodołu i przechodzi "to" na podniebienie. Węchu nie ma od dawna, je przeważnie z apetytem, tyle, że mięso kroję na malutkie kawałeczki, żeby się nie dławiła. Nie podaję żadnych suplementów, witamin - boję się, że syntetyki mogłyby przyspieszyć rozwój, zamiast pomóc. Za to Bibcia wcina surowe owoce, najbardziej lubi banany <3, a poza nimi: kaki, kiwi, jabłka, gruszki, nawet odpestkowaną śliwkę, latem jadła czereśnie. Ząbki miała "zrobione" jesienią, Ostatni spacer do parku odbył się pod moją pachą, Bibi siadała, więc co jakiś czas ją stawiałam na trawce, znaczyła, niosłam i powtórki. Czasem mam chwile załamanie i myślę, czy to już nadchodzi "ten" czas? W książeczce zdrowia czeka banknot, na wszelki wypadek, oby czekał i czekała... A my świętujemy każdy nowy dzień, tylko czasem budzę się na mokrej od łez poduszce. Pozdrawiamy , nadal w komplecie :-)
  20. Pamiętam jakby to było wczoraj Mieciu <3
  21. Bardzo dawno mnie tu nie było, przepraszam, ciężko mi myśleć, mówić i pisać... Bibisia ma nieoperacyjny nowotwór twarzoczaszki :-(. Zajęta jest kość nosowa, oczodół i podniebienie :-(. To mniej więcej to, co miał zamojski Gucio. Póki co - żyje i króluje. Spacery - jak najbardziej, tyle, że część dystansu pod moją pachą. Czasem rzeczywiście widzę, że jest trochę zmęczona, częściej...chyba polubiła noszenie, bo zabiega mi drogę i hop pod pachę. Humor i apetyt dopisują. Węchu już prawie nie ma i czasem oddycha jak Lord Darth Vader. Gdyby to było możliwe, oddałabym jej część swojego zdrowia i życia, gdyby tylko było... Każdy wspólny dzień jest dla nas jak święto, bo nigdy nie wiadomo czy nie dojdzie do krwotoku :-( Kocham Cię Bibisiu, Ty o tym wiesz <3 No i wszystkim - zdrowych, spokojnych Świąt.
×
×
  • Create New...