Od mniej więcej miesiąca mamy w domu zaadoptowanego niewidomego bokserka. Pies nie jest stary (oceniany na 3-4 lata, nie wiemy dokładnie, bo trafił do weta do uśpienia własnie z powodu ślepoty, poprzedni właściciel twierdził, że jest stary, ale to bzdura). Oprócz ślepoty piesek ma prawdopodobnie uszkodzony móżdżek, przechyla główkę w lewą stronę, na początku miał tendencję do zataczania kółek na spacerze. W tej chwili w domu radzi sobie dobrze, potrafi na coś wpaść, ale chodzi bardzo ostrożnie, więc nie uderza się za bardzo. Ze schodami (2 piętro w starym budownictwie) nie ma już problemów, teren spacerów poznał, ma swoje drzewka, wie, gdzie idziemy. Niestety, o spuszczaniu go nie ma mowy, ale kompensuje to sobie ganianiem w kółko, jak koń na lonży :) Robi to z wielkim upodobaniem i dzięki temu potrafi się na spacerze wyhasać. Niestety, z powodu ślepoty źle reaguje na inne psy, wyrywa się do nich, a jak się zbliżą wycofuje się i kłapie zębami. Mamy też problem z oduczeniem go ciągnięcia, nie można go oduczać zatrzymując się, bo natychmiast zaczyna wokół nas krążyć. Tu pomagają szelki EasyWalk, ale obawiam się, że chodzenia przy nodze nie da się go nauczyć... Ogólnie jednak - posiadanie ślepego psa nie jest aż tak straszne, jakby się mogło wydawać, należy tylko pamiętać, że peis nie widzi :)