-
Posts
1224 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Basia Z.
-
Tak, myslę, że być może właśnie po to wzięła tą suczkę, bo może jej np. sprawia satysfakcję wydawanie wyroków śmierci. Niektórzy ludzie są potworami, mają mordercze skłonności, są sadystami i "to" gdzieś szuka spełnienia i realizacji a zwierzęta są ofiarami doskonałymi, bo najczęściej się za ich gnębienie nie karze. Ludzie "potwory"mordują nie tylko zwierzęta. Są przecież matki z zespołem Münchhausena, które okaleczają własne dzieci i wywołują u nich choroby ostatecznie doprowadzając do ich śmierci udając przy tym troskliwe i zmartwione.
-
Ja chciałam adoptowac Mini już dawno temu po tragicznej stracie swojej ukochanej suni - tej z avataru, bo Mini jest do niej podobna. Wtedy osoba, która miała ją w swoich rękach nie chciała mi jej dać, bo podobno jakaś pani z zagranicy płaciła za jej utrzymanie i wkrótce miała po nią przyjechać. Prosiłam mimo wszystko i prosiłam o kontakt, gdyby tamta zrezygnowała ale niestety się nie doczekałam. Zdążyłam zaadoptować dwie stare suczki, z których jedna ma niewydolnośc nerek i wymaga codziennego podawania leków i regularnie kroplówek. Oprócz tego mam dwa 16-letnie pudle (sunia świeżo po operacji) i dopiero teraz w tej sytuacji, gdy mam związane ręce dowiaduję się, że Mini jest do adopcji - cały czas nie miała domu tylko się gdzieś poniewierała...
-
Płaczę po Ninusi...widziałam ją na stronie Azylu, serce mi wtedy miękło i miałam taka myśl, żeby ją wziąć :----
-
:lol:no Sarunia ma się naprawdę dobrze. Lek okazał się trafiony bo dziąsła i język nareszcie się zaróżowiły a wcześniej cały czas były trupioblade. W najbliższym czasie znów zrobimy morfologię i myślę, że tym razem wyniki będą dużo lepsze. Tylko co do imienia nie możemy się zdecydować, mój znajomy mówi, że to Perełka a rodzice ostatnio nazwali ją Jula. Ta druga sunia to Kajusia z fundacji Azyl z Łodzi, też starsza psinka i bardzo słodka, pokorna i nie wdaje się w żadne konflikty.
-
Wczoraj poznałam najnowsze wyniki morfologii Saruni. Jest bardzo źle, bo czerwonych ciałek nie przybyło ani troche a nawet ubyło i wzrosła znów ilośc jakichś "pałek". Miałam nadzieję, że nareszcie będzie lepiej, bo karmię ją jak szczeniaka kilka razy dziennie najwartościowszym jedzeniem, do wszystkiego staram się przemycać zielona pietruszkę, dostaje codziennie żelazo, folik, wit c, antybiotyk zachowuje się tak jakby zdrowiała a tu nic. Nasza wet mówi, że ona się dobrze czuje bo zaczęła dostawać steryd i to ją tak trzyma. Ostatnia nadzieja to lek EPREX - jest już zamówiony.
-
No to skonsultuj i napisz co się dowiedziałaś tylko wytłumacz wetowi dokładnie, że moje psy nie są karmione cukrem i miodem, to była awaryjna sytuacja późnym wieczorem a czystej glukozy w domu nie miałam.. Ja cały czas jestem w kontakcie z wet. i nie krzyczała na mnie, że coś zrobiłam źle a suczka zaraz po moich zabiegach nabrała sił i do tej pory ma się raczej dobrze - szczeka, zaczęła się nawet przeciągać czego wcześniej nie robiła. Żadnej alergii u niej nie zaobserwowałam.
-
Nikt mi nie doradzał. Miód zawiera glukozę a glukozę podaje się w celu wzmocnienia. Biszkopty dlatego, że są łatwo przyswajalne i lekkostrawne i w sytuacji gdy dzieje się coś z nerkami na pewno bezpieczne a trochę cukru do żółtka dlaczego nie ? zależało mi zeby dostała jak najwięcej energii, bo była bardzo słaba.
-
Już dobrze jest. Chyba tak jak przypuszczałam objadła się mięcha i źle się czuła a ja przedawkowałam jej kroplówkę. Wczoraj cały dzień nie jadła, miałam wrażenie, że ledwo oddycha i wyglądała jakby już stygła. Była bardzo słaba ale na szczęście wstawała i siusiała. Wieczorem rozgniotłam jej leki na proszek, zmieszałam z kleikiem z siemienia lnianego i z miodem i wcisnęłam jej strzykawką do pyszczka. Później w ten sam sposób po trochu dałam jej surowe żółtko roztarte z cukrem i odrobiną oleju na kogel mogel. Rozgrzałam ją porządnie, porozcierałam łapki i przed północą poprawiło jej się na tyle, że zrobiła na trawce dużego klocka a później jeszcze pojadła z apetytem biszkoptów. Dzisiaj od rana miała apetyt. Po troszku jadła chyba z siedem razy - nawet Renal Royala z puszki. Nabrała siły na tyle, że znów kłóciła się z moja starszą suczką. Jeszcze nie poznała całego domu ale zeszła dwa razy z piętra po schodach i sporo spacerowała. Wychodziła do ogródka i byłyśmy też na spacerku poza domem. Prawie cała drogę ja niosłam na rękach ale chyba jej się podobało, bo ona jest ogólnie bardzo naręczna i nakolankowa
-
wet kazała jej codziennie dawać kroplówkę, żeby jej wypłukać do końca ten mocznik ale z drugiej strony mówi, że jak ma tak mało krwinek czerwonych to kroplówkami jeszcze się tą krew rozrzedza więc ja jej codziennie nie daję... juz sama nie wiem, może ona wczoraj straciła za dużo energii i sie przejadła i dlatego dzisiaj od rana nie chciała mi jeść i odpoczywała a ja ją tą kroplówą niepotrzebnie rozwodniłam i osłabiłam
-
Przytyła troszkę pomimo tej anemii - waży teraz 4 kg. Jak ja dostałam to pomimo, że krótkowłosa strasznie liniała - cała od niej oblazłam kłakami bo miała w sobie tabuny starego, niewyczesanego, lezącego puchu, wystarczyło dotknąc ręką. W domu zaraz ją wyczesałam gęstym grzebykiem i trymerkiem i ma tylko gładziutką twardą i lśniącą sierść jak na prawdziwego pinczera przystało. Ząbki w kamieniu wyglądały źle ale tak naprawdę są zdrowe, ładne i stabilne tylko jeden się rusza i mam nadzieję, że sam wkrótce wypadnie. Brzuszek zagoił się pięknie tylko ogolone włosy jeszcze nie odrosły. Sunia jest ładna. W święta będę miała czas to może uda mi sie wstawić parę zdjęć
-
eeeee tam, myślę, że nie było wcale w jej życiu źle, ona jest nauczona pieszczot i przytulania i jest bardzo wybredna w jedzeniu, wcale nie jest zastraszona ani pokorna - szczeka na psy i wyraźnie oczekuje za to pochwały więc ktoś ją tego nauczył tyle, że w końcu straciła jakoś pana no i to straszne chorubsko ją dopadło ale i w tej sytuacji pomyśl ile ona ma szczęścia - dobrzy ludzie się nią zaopiekowali, zoperowali, znaleźli nowy dom. Ja pojechałam po nią taki kawał drogi, biegam z nią co kilka dni do lekarza, dwa razy dziennie podaję leki, prawie codziennie kroplówkę
-
Ostatnie badanie krwi wykazało, że poziom mocznika obniżył się i jest już prawie w normie ale niestety czerwonych krwinek nie przybyło pomimo podawania żelaza, wit. C i kwasu foliowego. Pani wet. się martwi ( ja oczywiście też ), bo coś jej się jeszcze coś bardzo w tych wynikach nie podoba oprócz wielkiej anemii. Coś mi tłumaczyła o jakichś pałkach ( jakiś żargon weterynaryjny ), że poziom tego wzrósł i to niedobrze, że to białaczka nie jest ale może być ropa w nerce albo kto wie czy nie jakieś raczysko albo niewiadomo co. Zmieniła suni antybiotyki i w najbliższy poniedziałek albo wtorek znów idziemy na pobranie krwi. Najmniej tym wszystkim chyba martwi się sama Sarunia - widać po niej jak się ją obserwuje, że jest trochę słaba ale chodzi, szczeka na psy, macha ogonem...dzisiaj mieliśmy gości więc najadła się pieczonego kurczaka i innych mięs i wszyscy ją głaskali. Nie widziałam żeby coś mocniejszego wypiła ale później szarpała zębami polarowy kocyk i usiłowała na nim kopulować. teraz leży obok mnie zwinięta i przytulona pod kołdrą i chrapie
-
Dostała już wczoraj Pratel i robala więcej nie widziałam żadnego, może to był tylko jeden malutki niedobitek z poprzedniego odrobaczania. Brzuszek już się ładnie zagoił i nic się nie paprze już i nie sączy. Mała z dnia na dzień jest coraz silniejsza. Dzisiaj wbiegła po schodach, bawiła się ze mną a w czasie jedzenia zaatakowała i przewróciła moją szesnastoletnią pudlicę - jednym słowem rozrabia. Największy problem to ta mała ilość czerwonych ciałek krwi. Dostała dziś antybiotyki i żelazo.