-
Posts
1224 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Basia Z.
-
Ok evl, masz rację potraktujcie to co napisałam jako dygresję od tematu i być może temat na nowy wątek. Ale tak mi sie nasunęło, bo wierzcie mi jak sie kupuje szczeniaka to się za niego płaci jak za niewolnika, bierze do domu a on jest głupiutki i nie ma nic do powiedzenia. W schronisku można oczywiście zrobić to samo ale można równie dobrze pobyc z psami, porozmawiac i poczuć z którym nawiązuje się najlepszy kontakt i relacje i to może byc dużo więcej niż zwykłe kupienie psa jak jakiejś rzeczy. Ja też miałam psy kupione jako szczeniaki ale ostatnio miałam suczkę ze schroniska, to było tak, że ona sobie mnie wybrała a ja ją i ja jeszcze żadnego psa w życiu tak jak ją nie kochałam . Dlatego goraco wszystkim polecam, nie pogardzajcie "schroniskowcami" bo nigdy nie wiadomo, który pies okaże się dla was najlepszy. Przecież wszystkie psy sa nasze, czyż nie...? Przepraszam i już znikam ;)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
A to ma wspólnego, że wszystkie psy skoro już przyszły na świat to powinny mieć zapewnione szczęsliwe życie i dopóki jest ich nadmiar i cierpią z powodu braku domu i kochanego opiekuna to nie powinno się rozmnażać ani tych nierasowych ani rasowych. Ciekawe czy ty jesteś taka rasowa,a może musisz sie dowartościowywać metryczkami swoich seterów? Pies każdy cierpi tak samo i nie wie, że jest kundlem albo rasowym
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Wiecie co, a ja wam powiem, że mi jest strasznie przykro, że produkuje się masowo setki i tysiące nowych psów i każdy, kto myśli o wzięciu psa pod swój dach chce tylko szczeniaczka i kaprysi jaką sobie by tu rasę wybrać. W samej Łodzi w schroniskach gnije pewnie i poniewiera się po ulicach ze dwa tysiące psów, którym nie ma kto dać domu a w koło mieszkaja setki i tysiące "miłośników i przyjaciół" zwierząt, którym się dobrze powodzi. W każdym dużym mieście jest ta sama sytuacja. To jest beztroskie okrucieństwo i cynizm.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Jagódka była cudowną, kochaną psinką. Dwa miesiace temu wzięłam ją ze schroniska w wieku (podobno)13 lat, chciałam jej dać najlepszą opiekę i szczęście "na stare lata". Uważam , że zabili ją weterynarze niewłaściwym postępowaniem po operacji ropomacicza. Za szybko, gwałtownie miała zabraną kroplówkę, dostała mocznicy i nie uratowali jej. Napisałam skargę do Łódzkiej Izby Lekarsko Weterynaryjnej. Danielka jest pieskiem w podobnym typie ale ja nie wiem czy jeszcze jakiegoś pokocham tak jak Jagódkę. Chcę zapełnić pustkę ale czuję się jakby moje serce umarło razem z nią.
-
Yorkom, małym pudelkom i innym miniaturowym trzeba dbać o zęby jeszcze bardziej niż większym psom. One już w wieku dwóch lat potrafia mieć straszny kamien na zębach i strasznie śmierdzieć jeśli się nie myje. Na początku u szczeniaka można to robić samym palcem. Po prostu nałożyć odrobinkę pasty dla psów (jest jadalna, nie szkodzi żołądkowi i nie trzeba jej wypłukiwać wodą) i ruchem okrężnym wymasować wszystkie zęby razem z dziąsłami, przy zamkniętym pyszczku, te w głębi buźki pod policzkiem też. Później jak już piesek polubi te zabiegi zamienić palec na mięciutką i najmniejszą jaka sie da znaleźc w sklepach szczoteczkę do zębów dla dzieci. Ostatnio w Rossmanie widziałam fajne po 2.50. Dalej uczymy pieska ( i siebie ) myć zabki przy otwartym pyszczku, tak zeby wyczyścić od strony podniebienia i języka i przestrzenie między ząbkami. Myć zęby psu należy co trzeci dzien, bo co trzeci dzień nowa warstwa osadu twardnieje i na stałe przywiera do zębów w postaci cuchnącej płytki.
-
No zgadzam się z vege , o zdrowie całego pieska trzeba dbać i nie bardzo polecam ufać badaniu weta tylko przez oględziny i obmacanie. Gdy jest podejrzenie, że coś jest nie tak ze zdrowiem to trzeba pobrać krew i sprawdzić czy nie ma cukrzycy, czy z nerkami i z wątrobą jest ok, ale ząbki też trzeba myć i to ma byc pieszczota i przyjemność, żeby pies czuł, że to z mił,ości a nie jakieś maltretowanie.
-
Co za bzdury tu wypisujecie. Oby w każdym schronisku psy miały taką opiekę i były tak traktowane jak w łódzkim, byłam i widziałam. Oburzające jest to, że sa ludzie, którzy wszystko ukradną, nawet psa ze schroniska jakby nie mogli za niego zapłacić te marne 40 zł. i stare smycze i miski. Wstyd !!! Mi też nie przyszłoby do głowy, żeby się w schronisku zabezpieczać przed złodziejami. No ale jak ktos oficjalnie adoptuje amstafa to przez jakiś czas może być monitorowany, więc jeśli chce tego uniknąc to może faktycznie do walk a nie o te marne parę groszy chodzi.
-
Witam. Od lat zajmuję sie pielęgnacją psów. Żadne odświeżacze ani pachnące zabawki nie rozwiążą problemy. Psu trzeba po prostu myć zęby miękką szczoteczką i specjalną pastą dla psów. Na początku polecam szczoteczkę gumową, zakładaną na palec - psy to nawet lubia bo ona delikatnie masuje a pasta do zębów może być smaczna. Trzeba być stanowczym ale przyjaznym i delikatnym to pies szybko zaakceptyje te zabiegi. Kamień należy usunąć i z powodzeniem można to z grubsza zrobić samemu, beż weta i bez żadnej narkozy, która może psu zwłaszcza w starszym wieku bardzo zaszkodzić. Proszę spróbować, kamień lekko odpada i to wcale nie boli. Ja to robię i uczę swoich klientów. Zęby należy myć psu co trzeci dzień, bo co trzeci dzień nowa warstwa osadu twardnieje i przywiera do zębów w postaci śmierdzącej płytki.
-
A labradory do adopcji ? wpisywałaś w wyszukiwarkę ? spróbuj. Nieraz ktoś kupi sobie lekkomyślnie szczeniaka a za parę miesięcy okazuje się, że musi wyjechać za granicę i szuka "dobrych rąk" dla psiaka. Ja juz nieraz widziałam podobne ogłoszenia w internecie i ludzie chcą oddawać nieraz naprawdę piękne rasowe zwierzęta. Tylko jeśli się boisz choroby to raczej radziłabym Ci uważać na te rasowe właśnie, bo nie wiem jak tam u labradorów ale w niektórych rasach to juz chyba więcej niz co drugi ma alergie a wtedy utrzymanie naprawdę może sporo kosztować.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Dzwoniłam do Łódzkiej Izby Lekarsko Weterynaryjnej. Powiedziano mi, że to właśnie jest bardzo źle, że ludzie nie składają skarg na weterynarzy, bo oni w takiej sytuacji po pierwsze o niczym nie wiedzą a po drugie nie mają podstaw żeby cokolwiek zrobić. Pani zachęcała mnie żeby opisywac zaistniałe zdarzenia i wysyłać na ich adres mailowy albo pocztą. Myślę, ze tak jak pisze "tina i irish" weterynarze może nie będą skłonni oficjalnie przeciwko sobie występować i świadczyć ale przecież między nimi też jest rywalizacja i konkurencja zawodowa i chyba żaden by nie chciał, żeby koledzy z branży dowiedzieli się, że jest niekompetentnym gnojkiem, który okalecza albo uśmierca zamiast leczyć, a tym bardziej żeby takie informacje i skargi ludzi docierały do organów, które udzielają mu pozwolenia na wykonywanie zawodu .
-
Ja też kiedyś byłam ze swoją inną sunią u Szustaka i byłam zadowolona. Moi klienci, którzy chodzą do tej lecznicy ze swoimi psami też go chwalą dlatego miałam do niego zaufanie i dlatego tym bardziej nie mogę się pogodzić i zrozumieć tego co zrobił. Trudno to uznać za błąd, raczej było to morderstwo z premedytacją. Lekarz wie jak zapobiec to i wie jak doprowadzić do choroby i śmierci w sprzyjających warunkach. Może w głębi duszy jest psychopatą i czymś go sprowokowałam, np. swoją miłością do tego pieska albo tym, że taka byłam szczęsliwa, że operacja się udała i Jagódka tak pięknie wraca do zdrowia i postanowił użyć swojej władzy i pokazać kto tu rządzi, może mnie z jakiegoś powodu nienawidzi, nie wiem już sama co myśleć. Jego zachowanie jako lekarza było przecież zupełnie nieracjonalne. Wiedział, że w wieku Jagódki i z jej wynikami istnieje po narkozie zagrożenie niewydolnością nerek i mocznicą. Dlatego jeśli zadecydował, żeby nie podawać kroplówek to powinien mnie uświadomić co ewentualnie może się dziać, kazać bacznie pieska obserwować pod kątem jakichś objawów i w przypadku ich wystąpienia natychmiast wracać do lecznicy na kroplówkę, albo mógł mi dać kroplówkę do domu, żebym jej sama dała, to proste. Dlaczego więc tego nie zrobił ? Powiedział "skoro jest tak dobrze to kroplówki nie trzeba " i zerwał plaster z wenflonem z łapki, niczego mi nie wytłumaczył i do widzenia. Ja tego dnia wieczorem zauważyłam, że Jagódka jakby spowolniała ale pomyślałam, że ma prawo być osłabiona skoro jest po operacji i nie dostała kroplówki, myślałam, że może rana ją boli. Sama byłam bardzo zmęczona stresem i po dwóch nieprzespanych nocach więc położyłam się spać a ją wzięłam do siebie na łóżko, żeby czuła się bezpieczna i pomyślałam, że najlepiej nam razem zrobi jak się dobrze wyśpimy. Tymczasem jak się obudziłam rano następnego dnia to suczka nie mogła się już podnieśc a jak ja wyniosłam do ogródka to nie sikała tylko dostała jakiejś rzucawki i już było z nią źle. Nie powinna mieć zabranej kroplówki bo jej organizm nie był oczyszczony z toksyn, miała przecież wielkie ropomacicze no i nie zwymiotowała nawet po narkozie.
-
Bardzo Ci dziękuje. Jeżeli jest gdzie złożyć skargę to ja na pewno to zrobię. Choroba mojej Niuni kosztowała mnie już kilka nieprzespanych nocy, tyle stresu z powodu jej bólu, strachu i śmierci. To wszystko w momencie kiedy jestem tuż przed zdawaniem egzaminu magisterskiego i naprawdę powinnam się zająć nauką...ale pomszczę mojego ukochanego Guciolka na tyle na ile będe mogła. Miałam ją zledwie od czerwca, wzięłam ze schroniska z litości, ale wierzcie mi, że ja żadnego psa w swoim życiu nie pokochałam tak jak ją i w przyszłości pewnie też już nie pokocham. To ta suńka na zdjęciu. Taka niepozorna szara myszka. Po wyjściu ze schronu pokazała mi tyle zalet, była dla mnie pieskiem idealnym i pomimo podeszłego wieku miała wzruszający urok szczeniaczka, to jest niepowtarzalne.
-
Ale ja się właśnie bardzo winię Kasiu. Dziękuję Ci za wsparcie ale się winię i bardzo cierpię, dlaczego los mnie tam pokierował ? Przecież mogłam trafić gdzie indziej i mogło by być dzisiaj zupełnie inaczej, może byłybyśmy obie z sunia szczęsliwe. Ona miała straszny atak w nocy - straszne torsje i boleści tak, że nie dała sie dotknąć i chciała sie zakopywać w ziemi w ogródku, a to jest jedyna lecznica w okolicy, która pełni dyżury nocne, dlatego się do nich udałam. Zresztą ten lekarz Nowakowski, który był na dyżurze naprawdę dobrze się nią zajął, mądrze mówił, wzbudził moje zaufanie, dobrze ją zdiagnozował pomimo, że miała niskie OB i wyniki nie wskazywały na ropomacicze, dobrze ją też zoperował i dopóki on się nią zajmował to wszystko przebiegało świetnie. Tylko, że ich tam jest czterech i się po iluś godzinach zmieniają i przekazują sobie pacjentów. Ja już się poczułam ufna i spokojna, że moja psinka jest w dobrych rękach, myślałam, że skoro razem pracują przez tyle lat to wszyscy są jednakowo dobrzy i to uśpiło moją czujność i nas zgubiło, po nim niestety przyszedł dureń i morderca, który choremu na nerki starszemu pieskowi na którego należało chuchać i dmuchać i cieszyć się , że tak świetnie przeżył operację brutalnie zabrał kroplówkę. I tu jest mój dramat, mam wyrzuty sumienia, bo ja wtym momencie miałam jakieś przeczucie, że coś jest nie tak ale sama nie wiedziałam co, nie umiałam z nim dyskutować, bo zabrakło mi wiedzy a bałam się sprzeciwiać lekarzowi i kwestionować jego postępowanie. Ja wtedy nie wiedziałam jeszcze do czego służy kroplówka i jakie ma znaczenie przy chorych nerkach, zwłaszcza po narkozie i zatruciu organizmu. Myślałam, że kroplówka służy tylko odżywianiu organizmu i tej swojej niewiedzy nie mogę sobie darować bo tym on ją właśnie zabił i zniweczył całą dobra robotę swojego kolegi i mojej suni która tak bardzo jeszcze chciała żyć. Serce mi pęka i trudno mi teraz żyć.
-
Tak całkowicie się z Tobą zgadzam. Powinni ponosić taką samą odpowiedzialność. Ja ogólnie się boję weterynarzy bo mam o nich raczej złe zdanie. Uważam, że wielu z nich to niedouczone konowały, potrafią tylko zaszczepić psa i sprzedawać środki na pchły i robaki a występują w roli lekarzy i krzywdy jakie wyrządzają uchodzą im bezkarnie bo kto ich skarży i karze za okaleczanie, zadawanie bólu czy zabicie zwierzaka. Pojechałam do podobno bardzo dobrej lecznicy i co ? Mam kolejny dowód że moje zarzuty są uzasadnione.
-
Nie wiem co mogę zrobić...? Podpowiedzcie mi proszę. Nie wiem gdzie mogę złożyc skargę na weterynarza. Pochowałam już moją Niunię i nie była zrobiona sekcja zwłok...
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]Moja najukochańsza 13 - letnia suczka Jagódka adoptowana ze schroniska przy ul. Marmurowej w Łodzi została zamordowana w lecznicy przy ul.Kościelnej w Zduńskiej Woli. W lecznicy tej pracuje czterech weterynarzy. Operacja przeprowadzona przez lek. wet. Leszka Nowakowskiego w poniedziałek 10 sierpnia 2009 r.przebiegła szybko i sprawnie, bez komplikacji. Po operacji suczka czuła się bardzo dobrze: piła, siusiała, jadła i wszystko mogło być dobrze gdyby nie działania pozostałych weterynarzy z tej lecznicy, którzy monitorowali stan zdrowia mojej suczki po operacji i mieli nad nim czuwać. Lek. wet. Krzysztof Szustak wiedząc, że ma do czynienia z psem w podeszłym wieku z chorymi nerkami i wątrobą co wykazały wcześniejsze badania, których wyniki im przedstawiłam nie podał jej kroplówek, stwierdził, że nie potrzeba. Lekarze nie uświadamiali mnie, że przy jej stanie nerek w takiej sytuacji łatwo może dojść do niewydolności, mocznicy i śmierci w męczarniach co też się stało. W nocy z czwartku na piątek, gdy bardzo zaniepokojona dzwoniłam do lecznicy na dyżurze był lek. wet. Marek Trenkner. Dzwoniłam dwa razy mówiąc, że piesek źle sie czuje i jakie ma objawy a on mi ją kazał tylko owinąć w koc, żeby miała ciepło i do rana nic nie robić. Jak sie dowiedziałam później od innych lekarzy, jej stan był już wtedy ciężki a czas działał na jej niekorzyść a on się nie śpieszył,nie powiedział, że trzeba działać natychmiast, nie zasugerował nawet pod jaki adres ewentualnie mogłabym się udać, kazał przyjechać do siebie ale dopiero o ósmej rano, nie wcześniej. Następnego dnia moja biedna psinka w lecznicy przy ul. Kościelnej w Zduńskiej Woli została jeszcze poddana męczącym, bolesnym zabiegom, które nie przyniosły żadnych pozytywnych skutków a następnie po prostu opuszczona przez lekarzy K. Szóstaka i M. Trenknera, bo skończył się ich dyżur - tak jakby po prostu uciekli. Nie zrobili najistotniejszej rzeczy w tym przypadku - nie założyli jej cewnika pomimo, że miała przepełniony pęcherz i nie mogła się samodzielnie wysiusiać Następny lekarz, który przyszedł ( nie znam go ) oddał mi ją płaczącą i krzyczącą i nie obchodziło go co się z nią dzieje i co dalej robić. Był niezadowolony, że zadaję mu pytania i kazał opuścić lecznicę. Zrozpaczona i zdesperowana telefonicznie szukałam pomocy. Pani weterynarz po wysłuchaniu mojej relacji powiedziała mi co takie objawy jak miała moja suczka oznaczają i jakie błędy i zaniedbania prawdopodobnie popełniono. Kazała mi niezwłocznie jechać do całodobowej lecznicy "As" do Łodzi co uczyniłam ale w drodze moja suczka umarła. Cały ten koszmar rozegrał się na przestrzeni dwóch dni. Dziś wiem, że gdyby po operacji podawano kroplówkito moja ukochana psinka by żyła. Jutro mogłabym jej zdjąć szwy i cieszyć się zagojonym małym brzuszkiem, jej zdrowiem i życiem, cudownym charakterem i mądrością. W rozpaczy przeżywam ból jej i swój i ogromne poczucie winy, że zaufałam weterynarzom z lecznicy przy ulicy Kościelnej w Zduńskiej Woli i że nie byłam wystarczająco czujna i kompetentna, żeby ją przed nimi uchronić.Nie rozumiem po co i dlaczego takie lecznice istnieją. Barbara Zawiasa.[/SIZE][/FONT]
-
[SIZE=3][FONT=Times New Roman]Moja najukochańsza 13 (???) - letnia suczka Jagódka adoptowana ze schroniska przy ul. Marmurowej w Łodzi została zamordowana w lecznicy przy ul.Kościelnej w Zduńskiej Woli. W lecznicy tej pracuje czterech weterynarzy. Operacja przeprowadzona przez lek. wet. Leszka N. w poniedziałek 10 sierpnia 2009 r.przebiegła szybko i sprawnie, bez komplikacji. Przez trzy dni po operacji suczka czuła się bardzo dobrze: piła, siusiała, chodziła, jadła. Wszystko mogło być dobrze gdyby w tym czasie podawano jej kroplówki z Furosemidem ale weterynarze z tej lecznicy, którzy śledzili stan zdrowia mojej suczki po operacji i mieli nad nim czuwać tych kroplówek jej nie podali i w ten sposób po prostu ją wykończyli. Wet. Krzysztof S. wiedział dobrze, że ma do czynienia z psem w podeszłym wieku z chorymi nerkami, bo przecież pokazywałam mu wyniki badania krwi, które jakiś czas temu robiłam jej z własnej inicjatywy jeszcze w innej lecznicy. Nie miałam wtedy pojęcia, że przebyta właśnie narkoza mogła u mojej suczki jeszcze pogorszyć stan nerek, doprowadzić do mocznicy i śmierci w męczarniach i że żeby temu zapobiec należy w pierwszych dniach po operacji nawet trzy razy na dobę podawać przez kilka dni kroplówki z furosemidem ale Krzysztof S. jako lekarz z wieloletnim doświadczeniem musiał przecież to wiedzieć. Mimo to kazał przyjechać do kontroli dopiero trzeciego dnia. Suczka cały czas miała zostawiony w łapce wenflon więc bez problemu mogłam jej te kroplówki sama w domu podawać, wystarczyło mi tylko je dać i wytłumaczyć jak to robić ale on mi nic nie powiedział. Gdy pytałam jak się pieskiem po operacji opiekować to tylko nie kazał pierwszego dnia dawać jej jeść. Gdy trzeciego dnia po operacji w środę pojechaliśmy do kontroli też nie podał jej kroplówki, bo jak stwierdził, nie potrzeba. Następnego dnia dostała drgawek a ja myślałam, że to atak padaczki. Wtedy dopiero podali jej kroplówkę, nadal niczego mi nie wyjaśniajac a to już przecież były zaburzenia neurologiczne występujące w mocznicy. W nocy z czwartku na piątek, dwa razy bardzo zaniepokojona dzwoniłam do lecznicy mówiąc, że piesek źle sie czuje i jakie ma objawy. Na dyżurze był lek. wet. Marek T. kazał mi ją tylko owinąć w koc, żeby miała ciepło i przyjechać do lecznicy dopiero rano w normalnych godzinach przyjęć. Jak sie dowiedziałam później od innych lekarzy, czas działał na jej niekorzyść a on siedział w lecznicy na dyżurze nocnym i nie powiedział żeby przyjechać, że trzeba działać natychmiast, nie zasugerował nawet pod jaki adres ewentualnie mogłabym się udać, kazał przyjechać do siebie ale dopiero o ósmej rano, nie wcześniej. Następnego dnia moja biedna psinka w lecznicy przy ul. Kościelnej w Zduńskiej Woli została jeszcze poddana męczącym, bolesnym zabiegom, które nie przyniosły żadnych pozytywnych skutków a następnie opuszczona przez lekarzy K. Szóstaka i M. Trenknera.Nie zrobili tego co było najistotniejsze, nie założyli cewnika pomimo, że suczka miała wypełniony pęcherz a nie mogła samodzielnie sikać. Następny lekarz, który przyszedł na dyżur oddał mi ją płaczącą i krzyczącą i nie obchodziło go co się z nią dzieje i co dalej robić. Był niezadowolony, że zadaję mu pytania i kazał opuścić lecznicę. Zrozpaczona i zdesperowana telefonicznie szukałam pomocy. Pani weterynarz po wysłuchaniu mojej relacji powiedziała mi co takie objawy jak miała moja suczka oznaczają i jakie błędy i zaniedbania prawdopodobnie popełniono. Kazała mi niezwłocznie jechać do całodobowej lecznicy "As" do Łodzi co zaraz uczyniłam ale w drodze moja suczka umarła. Cały ten koszmar rozegrał się na przestrzeni dwóch dni. Dziś wiem, że gdyby podawano mojej suni kroplówki, które podane w żaden sposób nie mogły jej zaszkodzić a w jej sytuacji były wręcz niezbędne to moja ukochana psinka by żyła. Jutro mogłabym jej zdjąć szwy i cieszyć się zagojonym małym brzuszkiem, jej zdrowiem i życiem, cudownym charakterem i mądrością. W rozpaczy przeżywam ból jej i swój i ogromne poczucie winy, że zaufałam weterynarzom z lecznicy przy ulicy Kościelnej w Zduńskiej Woli i że nie byłam wystarczająco czujna i kompetentna, żeby ją przed nimi uchronić. [/FONT][/SIZE]